Lifestyle

Nic nie „powinnaś”, jeśli nie chcesz. Jak przestać rezygnować z siebie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 marca 2017
Fot. iStock/oatawa
 

Czasem to dziwne, bardzo mocne i obdarzone niezwykłą siłą oddziaływania słowo stoi samo, czasem w towarzystwie kompana – słowa “nie”. Większość ludzi reaguje na nie „alergicznie”, choć w jakiś magiczny sposób się mu podporządkowuje. Bo jeśli od bliskiej osoby usłyszysz „powinnaś” wypowiedziane z wyrzutem i bardzo serio, natychmiast pojawi się poczucie winy, choć może w głębi serca, nierzadko także bunt.

Ludzie lubią kontrolować innych, pouczać ich, dawać dobre rady. Przyznaj, ile razy usłyszałaś:

„Powinnaś pracować tyle godzin, by mieć więcej czasu dla domu”.

„Nie powinnaś odchodzić z pracy, jeśli nie masz na oku niczego nowego”.

„Powinnaś przede wszystkim starać się zachowywać tak, by inni byli zadowoleni”.

”Nie powinnaś tak mocno wyrażać swojego zdania. Co inni pomyślą?”.

Zachowawczość. Ku niej właśnie popychają nas nawet ci, którzy teoretycznie chcą dla nas jak najlepiej. To ona ma być dla nas gwarancją bezpiecznego, szczęśliwego życia. Nie wychylaj się, nie sięgaj „po więcej”. Spełniaj oczekiwania innych, żyj sztampowo.

„Powninnaś” może nam naprawdę dobrze w życiu namieszać, odsuwając nas od tego, co autentyczne i prawdziwe, zgodne z naszym wewnętrznym „ja”. I nie chodzi tu o sytuację, w której zdrowy rozsądek zapala nam w głowie lampkę alarmową, bo zamierzamy popełnić życiową głupotę, która zaważy na szczęściu naszym i naszych bliskich. Chodzi o zgodę na tłamszenie naszych marzeń i chęci życia w zgodzie z samym sobą, kiedy wierzymy w co innego, kiedy ufamy.

Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy „powinnam” to twój wewnętrzny głos blokujący cię w podejmowaniu ważnych decyzji, zwłaszcza tych o zmianach, które mogłyby zmienić twoje życie na lepsze.

„Powinnam zostać w tej pracy, chociaż jej nienawidzę”.

„Powinnam z nim zostać, dla dobra dzieci, chociaż jestem bardzo nieszczęśliwa i cierpię”.

„Nie powinnam tego się na to decydować, choć o tym marzę, bo ludzie pomyślą, że to głupie”.

„Nie powinnam wyjeżdżać w tę podróż, moi rodzice się zdenerwują”.

„Powinnam powiedzieć „tak”, chociaż czuję zupełnie inaczej”.

„Powinnam zgodzić się na kolejną porcję tej potrawy, żeby nie urazić cioci, babci, koleżanki, teściowej”.

Widzicie już jak jedno, małe słowo może oddziaływać na nasze życie w wielu sytuacjach – od tych najbardziej błahych po trudne i ważne?

Jeśli macie problem ze słowem “(nie) powinnam” skorzystajcie z tych kilku wskazówek:

1. Zwróć uwagę, kiedy słowo „(nie)powinnaś/am” pogarsza twoje samopoczucie

Jeśli odczuwasz smutek, lęk, albo poczucie winy, zdecydowanie pojawił się jakiś głębszy problem, który należy zidentyfikować i przeanalizować. Czego/kogo się obawiasz? Co zmieniłby twój brak „podporządkowania się”

2. Zmień swój sposób myślenia

Jeśli nabierasz świadomości, że to ty sama narzucasz sobie, że „powinnaś” coś zrobić, mimo, że byłoby to działanie przeciw tobie, przeciw twoim uczuciom, nadszedł czas, aby… zmienić swoje myśli. Prawdopodobnie nie stawiasz swojego szczęścia i dobra na pierwszym miejscu. Pytaj siebie, co jest dla ciebie naprawdę dobre.

3. Zignoruj twoje wewnętrzne ​​”powinnaś”.

Naprawdę nie musisz wierzyć w każdą myśl, która przychodzi do twojej głowy, zwłaszcza jeśli sprawia ona, że jesteś nieszczęśliwa i zniechęca cię do realizowania twoich pasji i marzeń.

Następnym razem, gdy TA myśl, przyjdzie ci do głowy, spróbuj ją tylko   puścić dalej, bez wpływu na twoje działanie. Tak, jak to robią buddyści.

4. Miej świadomość, komu tak naprawdę chcesz zaimponować lub kogo uszczęśliwić

Najprawdopodobniej chcesz pozostać w granicach, które twoja rodzina, twoje wyznanie , społeczność lub społeczeństwo w ogóle, uznały za dopuszczalne. Świadomość twojej motywacji, tej prawdziwej, to pierwszy krok do wolności.

5. Uważaj, by samemu nie stać się kontrolerem marzeń bliskich ci osób

Teraz, gdy jesteś świadoma własnych działań i tego, co tobą kieruje, zastanów się, czy twoje oczekiwania względem innych, bliskich ci osób, nie wpływają na nie negatywnie.

Trudno uwolnić się od dobrze znanych schematów, trudno przestać nagle przejmować się oczkekiwaniami innych wobec siebie. Ale jeszcze trudniej zacząć stawiać swoje szczęście i samopoczucie na pierwszym miejscu. Nie rezygnujcie z siebie!


Na podstawie: tinybuddha.com

 


Lifestyle

7 skutecznych metod na odstawienie słodyczy. W końcu musi się udać…

Redakcja
Redakcja
17 marca 2017
Fot. iStock/wundervisuals
 

Kochamy słodycze. To żadna nowość, że są one trudną do odsunięcia pokusą. Bo jak zapomnieć o czekoladzie, żelkach, piankach, ciastach i ciasteczkach, gdy słońca brak, humor nie dopisuje, a barek aż pęka od schowanych w nim pokus? Nic lepiej nie poprawia samopoczucia niż dawka cukru zaczarowana w apetycznych kształtach i barwach słodyczy. Działa szybko i skutecznie, choć nie zawsze zdrowo.

Jeśli nie cierpimy z powodu chorób, otyłości, czy nie próbujemy zrzucić nadprogramowych kilogramów po ciąży, to nikt nie zabroni sięgać po to uzależniające wręcz „zło”. Ale gdy sytuacja wymaga od nas poświęcenia przy odstawieniu słodyczy, zaczynają się prawdziwe schody.

7 sposobów na skuteczne odmawianie sobie słodyczy

Jak powiedzieć sobie „dość”, gdy myśli i ręce wędrują w kierunku zakazanych słodyczy? Istnieją metody, które rzeczywiście mogą pomóc okiełznać chęć na małe słodkie co nieco.

1.Odrzuć terapię szokową

Jeśli wydaje ci się, że wystarczy silna wola i sprawa załatwiona, plus dla ciebie za wiarę we własne możliwości. Doświadczenie kobiet, które przechodziły przez proces odstawiania słodkości pokazują, że terapia wstrząsowa, czyli zupełne wyeliminowanie cukru z diety, nie zdaje egzaminu. Efekt po kilku dniach bywa marny, ponieważ organizm, który zdążył się uzależnić od cukru, po prostu się go dopomina. Myśli coraz uporczywiej wędrują w stronę zakazanego owocu i najczęściej złe na siebie, sięgamy po znienawidzony batonik, zjadając go z lubością. A po tym jednym, skoro świat się nie zawalił, sięgamy po kolejny, i kolejny, i nici z postanowienia. Bezpieczniej jest wprowadzać zmiany stopniowo, zmieniając skutecznie i długofalowo, przyzwyczajenia.

2. Oczyść otoczenie z potencjalnego zagrożenia 

Nie kupuj zapasu słodyczy, nie upychaj ich w barku na wypadek najazdu nieprzewidzianych gości. Ci, którzy się nie zapowiadają, i tak przynoszą małe co nieco ze sobą. Nie rób zapasów słodkiego, jako plan rozłożenia konsumpcji tego na dłuższy czas. Gdy dopadnie cię kryzys, zjesz nie jeden baton, ale tyle, ile wejdzie, bo akurat na nieszczęście znajdziesz słodycze w swojej nocnej szafce. Pustki w barku nie będą kusiły, by specjalnie ubierać się i biec dwie ulice dalej do sklepu po czekoladę. Najczęściej jesteśmy zbyt wygodni i leniwi na takie „poświęcenie” i najczęściej sięgamy po coś innego, zdrowszego.

3. Miej pod ręką alternatywę

Mogą dopadać cię chwile zwątpienia i przemożna chęć zjedzenia czegoś słodkiego, co natychmiast poprawi ci humor, czy doda energii. Zamiast sięgać po zakazaną, miej pod ręką inną „słodycz”, znacznie zdrowszą — suszone lub świeże owoce. One również zawierają cukier, ale w jego towarzystwie występują witaminy i inne, cenne substancje, których nie uświadczysz w cukierkach. Będziesz również mniej narażona na skoki poziomu cukru we krwi i oszczędzisz sobie niezdrowego podjadania. Jeśli musisz słodzić napoje, wypróbuj o wiele zdrowszy od białego cukru miód.  A gdy koniecznie chcesz zjeść prawdziwe słodycze, wybierz gorzką 70% czekoladę zamiast mlecznej, ciastek.

4. Znajdź sobie zajęcie

A dokładniej coś, co lubisz i co pochłania cię zupełnie. Dzięki zajęciu rąk i głowy nie będziesz wracała myślami w stronę szafki ze słodyczami. Ukierunkowanie uwagi na ciekawe zajęcie sprawi, że, nawet gdy dopadać cię będą niechciane myśli o słodyczach, łatwiej je od siebie odsuniesz.

5. Umyj zęby, żuj miętową gumę

Miętowy smak to twój sprzymierzeniec w walce z chęcią na słodkie. Myjąc w chwili słabości zęby miętową pastą, załagodzisz pragnienie słodkiego, blokując kubki smakowe. Poza tym, komu będzie się chciało myć zęby raz jeszcze, w razie, gdyby nie udało się powstrzymać przed słodkim grzeszkiem?

6. Jedz regularnie 

Jedząc regularnie i utrzymując dzięki temu stabilny poziom cukru we krwi, nie będziesz musiała szukać szybkiej dostawy energii ze słodyczy, gdy dopadnie cię zmęczenie. Sięgaj po płatki owsiane i warzywa będące dobrym źródłem błonnika, przez co poczujesz się najedzona przez dłuższy okres czasu.

7. Bądź rozsądną realistką

Nie zakładaj opcji „zawsze” lub „nigdy” i nie zadręczaj się, gdy zdarzy ci się mniej lub bardziej zgrzeszyć, łamiąc twarde postanowienie. Potknięcia się zdarzają i nie ma sensu się na nich skupiać. Było, minęło, to nie powód, by robić sobie milion wyrzutów i popadać w gorszy humor. Być może chcąc poprawić zły nastrój, przeświadczona o porażce, sięgniesz chętniej po kolejne słodkości, tracąc zupełnie zapał i motywację do wprowadzania zdrowszej diety.


 

źródło: www.motywacjanonstop.plkobieta.gazeta.pl


Lifestyle

Żeby każda mama mogła siusiać w spokoju… Powiedzmy to głośno i wyraźnie!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 marca 2017
Fot. Screen Facebook / Practical Parenting

Nie ma co udawać, że jest inaczej. Każda mama doskonale wie, o czym mowa. Jeśli w domu są dzieci (zwłaszcza młodsze), nie ma co marzyć o intymnych kilku chwilach w łazience. Ledwo zamkną się za wami drzwi, już słychać pukanie, krzyki i pytania, na które odpowiedzi należy udzielić natychmiast.

Kilka dni temu na popularnym portalu parentingowym pojawił się wpis, w którym jedna z mam wyraźnie określa, czego nie wolno robić dzieciom, kiedy ona korzysta z łazienki. Zobaczcie sami.

Jeśli mama jest w łazience, nie wolno wam:

1. Pukać, chyba, że się pali, albo ktoś krwawi lub/i umarł.

2. Krzyczeć zadając pytania, kiedy z prysznica leje się woda. Słyszę was!

3. Sterczeć centymetr od drzwi, a potem wrzeszczeć na mnie, kiedy dostaniecie drzwiami w paszczę, jakby to była moja wina…

4. Podsuwać mi karteczek pod drzwiami, szczególnie tych, na które mam odpowiedzieć: „tak/nie”. Sami zadajcie sobie pytanie: „Czy przeżyję następne dwie minuty bez mamy?” (tak/nie).

My dorzuciłybyśmy punkt piąty: „W pokoju obok jest tata, jeśli macie problem, poproście go o pomoc”.

A wy? Co o tym sądziecie? 😀


źródło: womasday.com


Zobacz także

Malkontentom powiedz: stop! Narzekanie jest dla słabych

Malkontentom powiedz: stop! Narzekanie jest dla słabych

„To właśnie miłość” wraca! BBC wyemituje 10-minutowy sequel filmu, który skradł nasze serca

Naukowcy odkryli 11 cech idealnego mężczyzny. Chyba nie tego się spodziewaliśmy…