Lifestyle

Morderstwo, czy samobójstwo? Pobaw się w detektywa i odpowiedz na pytanie, co tu się wydarzyło

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 września 2017
Fot. screen z Twitter/tristita
 

Lubicie powieści Agathy Christie? Marzyliście o tym, by przeżyć przygodę w stylu panny Marple? Na kanapie, pod ciepłym kocykiem, z kubkiem gorącej herbaty i wypiekami na twarzy czytaliście historie z dreszczykiem? Skoro dziś piątek, mamy propozycję w sam raz dla was :).

Jeśli potrafisz odpowiedzieć poprawnie, jesteś prawdziwym geniuszem. Hercules Poirot byłby z ciebie dumny! Przyjrzyj się uważnie obrazkowi: czy to morderstwo, czy samobójstwo? Spróbuj odgadnąć co tu się wydarzyło. Odpowiedź znajdziesz pod rysunkiem.

 

To było…

…. morderstwo!

Jest kilka wskazówek, które o tym świadczą:

Broń znajduje się w prawej ręce, tymczasem krew spływa po ścianie również z prawej strony. Byłoby to niemożliwe, gdyby ofiara strzeliła sama do siebie. Wszystko wskazuje na to, że ofiara siedziała przy stole, pisała i paliła papierosa, kiedy została postrzelona (gdyby popełniła samobójstwo, najprawdopodobniej najpierw zgasiłaby papierosa).


Lifestyle

10 zasad podawania dzieciom leków. Ile błędów ty popełniasz?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
29 września 2017
Fot. iStock/anandaBGD
 

Odmierzanie na łyżeczki, określanie masy ciała dziecka na oko, odstawienie leków bez konsultacji i wyrzucanie ich do domowego kosza – to tylko kilka podstawowych błędów, które popełniamy. Zabawa w doktora może nas jednak wiele kosztować. Szczególnie, gdy w roli pacjenta jest nasze dziecko.

Problemy z dawkowaniem

Matylda, mama 4-letniej Ani i 7-letniego Karola przyznaje, że dokładnie odmierzała leki tylko wtedy, gdy jej dzieci były malutkie. Wówczas każdy mililitr był niezwykle istotny. Teraz, gdy jej pociechy nieco podrosły, przejmuje się tylko antybiotykami i lekami przeciwgorączkowymi. Suplementy diety i syropy podaje już na oko. – Czasem dzieci piją prosto z butelki – zdradza. Przyznaje jednak, że nigdy nie podała żadnego przeterminowanego specyfiku. Te wyrzuca. Szkoda tylko, że do domowego kosza.

– Rodzice skrupulatnie sprawdzają leki dla swoich pociech i nie spotkałem się, by podali przeterminowane. Tak samo jest z dawkowaniem. Problem pojawia się, gdy lek trzeba podawać dziecku nie codziennie o stałych porach, ale np. raz na 2 dni. W mojej praktyce miałem kilka takich sytuacji. Jedna z nich, szczególnie groźna, bo skutkująca zatruciem. Matka dziecka źle zrozumiała zalecenia, miała podawać lek jeden dzień w tygodniu rano po posiłku, w tym przypadku był to poniedziałek. Podawała codziennie po śniadaniu. Po 7 dniach zadzwoniła do mnie przerażona, że dziecko ma całą jamę ustną w aftach i z ciała schodzi skóra oraz bardzo wypadają włosy (działanie niepożądane leku). Na szczęście w tym przypadku wystarczyło odstawić lek na 4 tygodnie, by wszystko samo wróciło do normy. Wyniki badań kontrolnych nie wykazały toksycznego uszkodzenia wątroby. Był to lek na łuszczycę – opowiada dr Bartosz Pawlikowski, dermatolog i pediatra, konsultant ds. dermatologii w ICZMP w Łodzi.

Zabawa w doktora

Niektórzy rodzice zwlekają z wizytą u lekarza i próbują na własną rękę leczyć dziecko. I sprytniejsi i bardziej wyrachowani nie mają oporów przed oszukaniem farmaceuty. Czymś kiedyś tam dziecko leczyli, nazwę pamiętają, a nuż się uda. I często niestety się udaje.  – Pacjenci często sami leczą się w domu, nawet lekami na receptę wyłudzonymi od farmaceuty obietnicą dostarczenia recepty w późniejszym terminie. Brak wiedzy w kwestii łączenia preparatów leczniczych i możliwych interakcji może prowadzić do poważnych uszkodzeń wątroby, przewodu pokarmowego i układu krwionośnego – ostrzega dr Pawlikowski.

Niebezpieczne może być nawet lekkomyślne podawanie preparatów z paracetamolem. Ponieważ jest wyjątkowo skuteczny, można znaleźć go w wielu specyfikach, mających zwalczać pierwsze objawy przeziębienia i grypy. Większość z nich znamy z reklam telewizyjnych. Wystarczy przyjąć dwa różne medykamenty z tą substancją czynną, by podwoić dawkę jednorazową. – Przekroczenie dawki toksycznej wynoszącej dla osoby dorosłej 10 g skutkuje ciężkim i często nieodwracalnym uszkodzeniem wątroby – mówi dr Pawlikowski. Pamiętajmy, że na opakowaniu znajdują się dwie nazwy: handlową (jest nazwą wymyśloną przez producenta) i międzynarodową (określającą substancję czynną, wchodzącą w skład preparatu). Ta pierwsza z reguły jest duża i opatrzona logiem, ta druga pisana jest kursywą i znajduje się tuż pod pierwszą. Ważne, by mieć świadomość, jaką substancję czynną przyjmuje nasze dziecko czy też my sami.

Niepotrzebny pośpiech

Powszechnie wiadomo, że antybiotyki zawsze należy przejmować przez tyle dni, ile zalecił lekarz. Nie wszyscy jednak stosują się do tej zasady. Odstawiają leki, gdy tylko zauważą poprawę. W ten sposób powodują wyłącznie, że bakterie uodpornią się na konkretny antybiotyk. Stosowanie się do zaleceń specjalisty dotyczy jednak nie tylko tej grupy leków. Bywają choroby przy których naprawdę trzeba się uzbroić w cierpliwość.

– W przebiegu atopowego zapalenia skóry u dzieci często spotykam się z sytuacją, kiedy to rodzice nie stosują się do zaleceń podawania leków w ustalonych dawkach do kolejnej wizyty. Samodzielnie odstawiają leki po kilku dniach, kiedy już widzą poprawę. To podstawowy błąd. To prawda, że brak ewidentnie widocznych objawów na skórze (rumieniowe, złuszczające i liszajowate zmiany) świadczą o poprawie. Niestety, odstawienie leków zbyt wcześnie powoduje szybki nawrót. Potem rodzice zgłaszają brak poprawy lub nawrót zmian na skórze po krótkim okresie poprawy. To dotyczy oczywiście również innych chorób. Leki zawsze powinny być przyjmowane według wskazań lekarza do momentu ich zmiany przez lekarza, najczęściej na kolejnej wizycie. Do odstawienia leków we własnym zakresie może nas skłonić jedynie pojawienie się działań niepożądanych o ostrym charakterze, np. wymioty, biegunka, silne bóle brzucha itp. – wylicza dermatolog.

Niebezpieczne eksperymenty

Oszczędność? Brak wyobraźni? Ciężko stwierdzić, co kieruje rodzicami, którzy decydują się podać dziecku leki, które zostały z poprzedniej choroby. Jest to niestety powszechna praktyka. – Moje dzieci często chorują jedno po drugim. Gdy Oli już przejdzie, chorować zaczyna Krzyś. Wtedy najczęściej podaję leki, które mi zostały. Są w dość dużych opakowaniach, więc starczy dla dwojga – opowiada 34-letnia Patrycja. Niestety nie ma pojęcia, że takie postępowanie może przynieść więcej szkody niż pożytku.

– Jeśli leczyliśmy się na jakąś chorobę i otrzymaliśmy leki od lekarza, których nie wykorzystaliśmy do końca, nie należy ich przyjmować przy kolejnej podobnej sytuacji. Za każdym razem, kiedy pojawiają się objawy choroby należy udać się do lekarza. Przyjmowanie resztek leków po ostatniej chorobie, nawet jeśli objawy są niemal identyczne, jest bardzo nieodpowiedzialne i utrudnia postawienie trafnej diagnozy. Leki „zamazują” bowiem niektóre objawy, co grozi pomyłka diagnostyczną – wyjaśnia ekspert.

10 ZASAD KORZYSTANIA Z LEKÓW

  1. Leki powinny być podawane tylko po konsultacji z lekarzem, nie z ciocią czy babcią!!!
  2. Wszystkie preparaty wykazujące działanie lecznicze przyjmujemy w dobowych dawkach dozwolonych do maksymalnej określonej przez producenta.
  3. Nie przyjmujemy tabletek spoza oryginalnego opakowania.
  4. Po przyjęciu leków, np. przeciwgorączkowych czekamy – co najmniej 30 minut! -na działanie, zanim zdecydujemy o kolejnej dawce.
  5. Leki stosujemy zgodnie z przeznaczeniem. Syrop na kaszel o właściwościach pobudzających spożyty np. przed zaliczeniem sprawdzianu z WF to najgorszy z możliwych pomysłów (zdarzają się takie wśród nastolatków).
  6. Chcesz dzielić szczęśliwe dzieciństwo z własnym dzieckiem, nie zostawiaj leków w jego zasięgu.
  7. Przeterminowane leki wyrzucamy do specjalnych pojemników w wyznaczonych miejscach lub oddajemy do apteki. Pozbywanie się ich w koszu na śmieci lub ubikacji to łamanie prawa!!!
  8. Jeśli po wizycie u lekarza zgubiłeś kartkę z zaleceniami i ich nie pamiętasz, zadzwoń do lekarza, by dowiedzieć się jak przyjmować leki.
  9. W aptece otrzymałeś lek nie pasujący do Twojego schorzenia? Być może farmaceuta źle odczytał niewyraźne pismo lekarza… Upewnij się w aptece lub u lekarza, że lek jest dla Ciebie.
  10. Przechowuj leki zgodnie z zaleceniami na opakowaniu. Niektóre leki po przemrożeniu lub przegrzaniu zmieniają swoje właściwości farmakologiczne.

Lifestyle

Jak wybrać się do kosmetolog i nie zbankrutować? Jakie zabiegi wykonać jesienią, które nie zniszczą naszej skóry i naszego portfela?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 września 2017
Fot. iStock/NelliSyr

Lato minęło, a my z lekkim przestrachem spoglądamy w lustro, bo gdzie się podziała ta muśnięta słońcem twarz, która wydawała się nam taka zdrowa i jakby trochę młodsza?

Opalenizna ukrywa nasze mankamenty, które jesień obnaża bezlitośnie. Cóż, część można ukryć pod makijażem, ale może warto pomyśleć, jak pomóc swojej skórze? Jak o nią zadbać, by dodawała nam pewności siebie, byśmy czuły się dobrze ze sobą?

Wizyta u profesjonalnej kosmetolog może trochę odstraszać, często szybciej sięgniemy po nowy reklamowany właśnie krem z nadzieją, że może właśnie TEN uratuje naszą skórę, niż zdecydujemy się na zabieg w salonie kosmetycznym.

Czego się boimy? Najczęściej naszej własnej niewiedzy, tego, czego możemy się spodziewać, na co się zdecydować i czy na pewno zabieg, który wybierzemy będzie odpowiedni dla naszej skóry i… dla naszego portfela.

Na co warto zwrócić uwagę decydując się na wizytę w gabinecie kosmetycznym? Otóż nie zawsze tańsze znaczy gorsze, a drogie daje gwarancję profesjonalizmu. Z tym bywa różnie, dlatego nim wybierzemy salon kosmetyczny, warto zasięgnąć trochę języka. Najlepsza oczywiście będzie opinia tych kobiet, które z usług gabinetu korzystały i są jego wiernymi klientkami. Ale gdy takich brak – warto sprawdzić wykształcenie pracujących w salonie, czy są to panie po kursach, czy po akademii medycznej z tytułem kosmetologa. Ważny jest również sprzęt, na którym pracują – czy jest to sprzęt medyczny – ten posiada wszelkie ważne atesty i certyfikaty, czy może sprzęt kosmetyczny – z pewnością gorszej jakości, nie posiadający odpowiednich badań, które dałyby nam pewność, że nie stanie się nam w salonie krzywda. A to ostatnia rzecz, jaką byśmy chciały zrobić naszej skórze, prawda?

Ja wybrałam się do salonu Good Look w Milanówku. Dlaczego tam? Bo polecany i sprawdzony. Bo cudowna właścicielka Justyna posiada ponad 12- letnią praktykę, jest kosmetologiem, używa najlepszego sprzętu i kosmetyków i z zatroskaniem popatrzyła na moją twarz. Po wstępnym zdrowotnym wywiadzie, bo przecież z twarzy można wyczytać wszystkie nękające nas choroby, usłyszałam, na jaki zabieg można się zdecydować jesienią.

Otóż najczęstszymi problemami, z którymi boryka się nasza skóra po lecie, to odwodnienie, czyli ubytki kwasu hialuronowego oraz przebarwienia. Co ważne, warto zwrócić uwagę, czy problemy ze skórą pojawiają się faktycznie tylko po lecie, czy może ich powodem jest zła gospodarka hormonalna? – Z doświadczenia wiem, że latem słabiej dbamy o skórę, zapominamy o podstawowej pielęgnacji, ponieważ opalenizna daje złudne poczucie, że nic złego naszej skórze się nie dzieje – tłumaczy Justyna.

Kwasy

Od czego więc warto zacząć, kiedy po wakacjach zjawiamy się w salonie kosmetycznym. – Od kwasów – mówi pewnie Justyna. – Uważam, że jeśli salon posiada bezpieczne, przebadane kwasy, to nigdy nie zrobimy nim sobie krzywdy, musimy tylko znać produkt i skórę.

Kosmetolog podkreśla, że trudno mówić o jednej cenie w przypadku zabiegów w salonie kosmetycznym, gdyż cennik jest bardzo zróżnicowany. Zabiegi z użyciem kwasów zaczynają się od 100 a kończą na 350 złotych, przy czym warto wiedzieć, że gdy nasz problem to tylko odwodnienie i szarość skóry, jeden zabieg w zupełności powinien nam wystarczyć. Jednak czasami, by uzyskać pożądany efekt, musimy wykonać ich serię, zwłaszcza, zwłaszcza gdy mówimy o przebarwieniach, przebarwieniach pozapalnych, potrądzikowych, hormonalnych – nie ma co się oszukiwać, że jeden zabieg da nam efekt WOW.

– Zabiegi w oparciu o kwasy warto mieszać z zabiegami rozświetlającymi na bazie witaminy C, peptydów, oligoelementów. Ja sama jestem zwolenniczką dermapenu, rollerów, mikro nakłuwania, to naturalna forma pozyskiwania kolagenu i wzmacniania włókien elastynowych naszej skóry. Efektem ubocznym jest złuszczanie, które bardzo dobrze oddziałuje na przebarwienia – tłumaczy Justyna i dodaje: – W przypadku takiego łączenia zabiegów już po dwóch tygodniach jesteśmy w stanie uzyskać efekt WOW . Ale gdy zmiany są głębokie, ponownie podkreślam – jeden zabieg nie wystarczy. Justyna zwraca uwagę, że zabiegi kwasami działają na większość problemów skórnych, ponadto nawilżają, odżywiają i złuszczają oraz mają przeciwzmarszczkowe działanie. Ten zabieg jesteśmy w stanie zrobić w niemalże każdym salonie.

Co jeszcze? Zawsze po lecie warto jednorazowo zrobić sobie sprzątanie skóry, nawet, gdy nie mamy z nią dużych problemów. Złuszczać możemy kwasami, które są peelingami chemicznym, ale nie możemy zapominać też o peelingach mechanicznych czy fizycznych. Mechaniczne, czyli mikrodermobrazja – tu zmieścimy się w rozsądnej kwocie, a co ważne – na dobry efekt zawsze możemy liczyć. Rzadko kiedy pojawia się potrzeba wykonania kilku zabiegów.

Jeśli mamy cieńszą skórę, większą wrażliwość warto zastosować ultradźwięki, czyli kawitację. – Należy jednak pamiętać, że skóra naczynkowa nie lubi kawitacji, dlatego należy wykonywać ją na niezbyt dużych mocach. .

Złuszczanie fizyczne – tu mowa o wszelkiego rodzaju laserach, źródłach światła. W kwocie do 300 złotych zmieścimy się z jednym takim zabiegiem, który również możemy potraktować jak sprzątanie po lecie (ale też po zimie) naszej skóry.

Nieinwazyjna plastyka skóry

Ta metoda w salonach kosmetycznych pojawiła się rok temu i polega na rozszczepieniu cząsteczek kwasu hialuronowego, który dzięki temu wnika w przestrzenie międzykomórkowe bez żądnej pomocy, czyli bez ostrzykiwania, mikronakłuć. – Jest to zabieg droższy, ale działa, można go wykonać przy stanach zapalnych, przy trądziku różowatym wręcz jet zalecany, ponadto uzupełnia wszystkie ubytki- tłumaczy Justyna. – Już jeden zabieg da świetny efekt, ale staramy się robić w serii trzech do sześciu zabiegów.

Tlenoterapia

– Coraz mniej mamy okazji pooddychać zdrowym powietrzem, na czym traci też nasza skóra, dlatego ja osobiście jestem fanką tlenoterapii – mówi Justyna. – Podstawowy zabieg z maseczką, złuszczaniem i delikatnym peelingiem kosztuje 80 złotych, choć widzę, że ceny tych zabiegów rosną, zwłaszcza, gdy dołączamy do tego ampułki i inne rzeczy. Ale rzeczywiście, jeśli chodzi o tlenoterapię – polecam po lecie, po zimie, bo zawsze warto taki zabieg zafundować swojej skórze. Poza tym ta metoda nieustannie się rozwija, nie wychodzi z użycia, a to też świadczy o jej skuteczności.

Ważne jest, by po lecie pomyśleć o złuszczanie, oczyszczaniu, nawilżaniu, rozświetlaniu i regeneracji, wtedy łatwiej pielęgnować nam skórę przez jesień. To jak? Która z was odwiedza w najbliższym czasie salon kosmetyczny?


Zobacz także

Cuda z płynu do mycia naczyń?! Dlaczego nie!

Nie żegnam się z Tobą kolejny raz, tylko każe odejść. Miłość prawdziwa nie wymaga tłumaczeń za inne ramiona

Dzień Matki mógłby dla mnie nie istnieć. Cmentarz nie jest dobrym miejscem na świętowanie