Lifestyle

Miłość, tajemnica, zdrada. Co kryje się w historii rodziny Boratyńskich?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 września 2020
Fot. iStock/catscandotcom
 

„Nie zawsze czas leczy rany – niekiedy zadaje kolejne” – czytamy na okładce najnowszej książki Agnieszki Janiszewskiej „Kuzynka Marie”. To wciągająca powieść, która rodzi refleksję, czy aby na pewno jesteśmy przygotowani na poznanie prawdy, które skrywa rodzinna historia, czy warto je poznać? Rozmawiamy z autorką Agnieszką Janiszewską.

 

Historia rodziny Boratyńskich jest skomplikowana, pełna skrywanych tajemnic, zakazanej miłości, zdrady i też bólu. Rozgrywa się w momencie, kiedy przeszłość zaczyna ciążyć na kolejnym pokoleniu. Skąd pani wzięła tę historię, znała pani podobną rodzinę, która panią zainspirowała do napisania “Kuzynki Marie”? 

Ta historia w całości stworzona została w mojej wyobraźni. Nigdy nie poznałam ani takiej rodziny ani takiej historii.

Powieść odkrywa wiele różnych warstw, bo przyjmuje się, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu i to wybrzmiewa trochę z tej książki
 
Mówi się, że nikt nikogo tak nie zrani, jak osoba, którą najbardziej się kocha. Dotyczy to jak najbardziej rodziny, zwłaszcza tej najbliższej, a zatem ludzi, o których wydawałoby się wiemy wszystko lub bardzo dużo. Dlatego, gdy na jaw wychodzą sprawy, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia, trudne do zaakceptowania, bolesne sekrety, to rzecz jasna trudno nam przejść nad nimi do porządku dziennego. Trudno się z tym pogodzić, dotyczy to przecież ludzi, z którymi łącza nas silne więzy. A zatem dotyczy to nas osobiście. Nie musi to jednak oznaczać, że przestajemy kochać.

 

Nie zwracała już najmniejszej uwagi na przechodzących obok ludzi. W tym momencie liczyła się tylko przeszłość, miała wrażenie, jakby cofnęła się w czasie. Do tamtych lat, gdy była jeszcze dzieckiem, a potem dorastała. Fragment „Kuzynki Marie”

Choć z drugiej strony mówi się, że być może są takie sekrety, takie sprawy, których lepiej nie ruszać. Bo niewiele to już naprawi, natomiast może niepotrzebnie rozdrapać rany, spowodować znowu ból, chyba, że chcemy się dowiedzieć, co się wydarzyło dla samej wiedzy.

W tej powieści sytuacja jest o tyle trudna, bo rozgrzebanie sekretu prowadziło do daleko idących konsekwencji i odcisnęło niezatarte piętno na przyszłości głównych bohaterek.

Innym ciekawym wątkiem jest relacja między Marie a jej matką, wpływ jaki rodzinna tajemnica wywarła na ich wzajemne stosunki. 

Matka Marie, Christine nie była osobą wylewną, spontaniczną, wyraźnie kontrolowała swoje emocje. Ważyła słowa… Pragnęła, aby to, co wydarzyło się w przeszłości w jej życiu, nie zaważyło jednak na życiu jej córki. Tajemnica, której starała się strzec, uczyniła z niej jednak osobę zdystansowaną, także w relacjach z Marie.

Uważała, że dla jej dobra, nie o wszystkim może z nią rozmawiać, a te niedopowiedzenia były powodem pewnego emocjonalnego chłodu między nimi.

Wśród wielu zachowanych wspomnień z dzieciństwa miała też i takie, do których z różnych powodów starała się już nie wracać. Nie znaczy to jednak, że one zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Raczej przyczaiły się i cierpliwie czekały na moment, gdy zostaną odgrzebane. Fragment „Kuzynki Marie”

Mówimy o tajemnicy nie wyjawiając jej czytelnikom, żeby nie psuć przyjemności z czytania tej powieści. Ale myślę, że idealnym tłem dla tej opowieści są czasy, w których została osadzona. Kiedy to kobiety podążające za prawdziwą miłością, swoimi pragnieniami i marzeniami były jednak skazywane na społeczny ostracyzm. 

Ale tak naprawdę myślę, że i dzisiaj wiele osób niezależnie od wyznawanych poglądów mogłoby mieć problem z zaakceptowaniem wiedzy o sobie i swojej rodzinie. Być może chcemy o pewnych sprawach wiedzieć, ale nigdy do końca nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak przyjmiemy tę wiedzę, jak naprawdę zareagujemy. Zwłaszcza, gdy coś, w co do tej pory niezłomnie wierzyliśmy, okazuje się być jednak jakaś iluzją, kłamstwem. Choć niewykluczone,że w przeszłości stworzonym i podtrzymywanym dla naszego dobra. To z pewnością zawsze jest trudne do zaakceptowania, niezależnie od epoki w której przychodzi nam żyć.

W psychologii jest nurt, który pozwala przyjrzeć się przeszłości swojej rodziny, by nie powielać tych samych schematów, nawyków, które zupełnie nieświadomie zostały nam przekazane. Tu – trochę uchylę rąbka tajemnicy – dochodzi do zdrady, która też ciąży na kolejnym pokoleniu, jednak Marie nie ulega miłości, odrzuca ją, walczy ze sobą, nie chcąc powielić błędów swojej matki. 

Marie nie poszła droga matki, chociaż także i w jej życiu pojawiła się taka pokusa.Konsekwencje tego, co uczyniła jej matka sprawiły, że dziewczyna nie przekroczyła pewnej granicy, choć nie przyszło jej to łatwo. Niektórzy z nas potrafią odnaleźć w sobie taką siłę, włączyć rozum i zastanowić się nad sensem takiego czy innego wyboru. A także konsekwencji wynikających z podjętych decyzji.

Znowu przypomniała sobie to, co od lat starała się zakopać na dnie pamięci. Wspomnienie tamtego dnia, rozpromienionych oczu Christine, jej wyraźnego, pierwszego od śmierci Zygmunta ożywienia. Jednak ją samą wizyta nieznanego do tej pory stryja niewiele obchodziła. A jawnie demonstrowana radość matki budziła niechęć, a nawet niesmak. Fragment „Kuzynki Marie”

Pani poprzednie książki poruszają także historie rodzinne?

Nie tylko rodzinne, ale skupiam się też ogólnie na relacjach międzyludzkich, między przyjaciółmi, znajomymi, wrogami. Zawsze jednak umieszczam je na tle historycznym.

Staram się przy tym, aby to historyczne tło nie przytłaczało czytelnika, , lecz wprowadziło odpowiedni klimat dla wydarzeń prezentowanych w powieści. Z zawodu jestem historykiem, więc to jakby tłumaczy tę moją potrzebę przemycenia trochę atmosfery przeszłości do moich książek.


Lifestyle

Moja filozofia 5S. Polecam skosztować! U mnie działa bez zarzutu

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
1 września 2020
Fot. iStock
 

Czy można w wieku dojrzałym wyglądać młodo, bez pomocy chirurgii kosmetycznej? Czuć pełnię sił witalnych i pasję do życia? Być mimo przeciwieństw szczęśliwym człowiekiem? Oczywiście. Życie jest łatwiejsze niż myślisz – wystarczy, że będziesz akceptował niemożliwe, obywał się bez tego co niezbędne, znosił to, co nie do zniesienia i przyjmował wszystko ze spokojem. Tak przynajmniej mówią stoicy i buddyjscy mnisi. Chociaż zalecenie brzmi jak umartwianie się, jest w tym wiele prawdy, bo możemy kontrolować nasze życie, kontrolując nasze poglądy i siebie.

Często mnie pytają o receptę na mój młody wygląd i dobrą formę, sugerując że zawarłam raczej pakt z diabłem, skoro nigdy nie poprawiałam ani twarzy, ani innych części ciała, tryskam energią i sił mi nie brakuje. Otóż mam na to sprawdzony przepis, sprawdzony od lat – swoją filozofię 5S. Polecam skosztować! U mnie działa bez zarzutu, niczym dobry napęd! Warunek jest tylko jeden: systematyczne stosowanie – poprawia nie tylko wygląd ale także jakość życia.

Na 5 S składa się pięć prostych elementów:

SEN – nie ma takiej imprezy, ani takiego towarzystwa, które zdoła mnie pozbawić snu od 23:00 . Nawet podczas dalekich podróży, akcesoria w postaci opaski na oczy i zauszników skutecznie odgradzają mnie od świata. Chodzę spać z kurami ( za wyjątkiem nocnego wejścia na Kazbek ) i przyjaciele już wiedzą, żeby nie dzwonić po 22:00 . Witam za to wczesny świt, gdy wszyscy domownicy śpią i wtedy ja z kotem biegamy po trawie…

SPORT – cóż, do 50 ki możesz, a po 50 ce musisz się ruszać, inaczej nie żyjesz. Najlepiej stworzyć z tego poranny rytuał jak prysznic czy picie kawy, potem wchodzi samo w krew. Skoro nawet mój kot robi zawsze po spaniu psa z głową w dół, biorę z niego przykład. Spaceruj, pracuj w ogródku, ale ruszaj się za wszelką cenę. Korzystaj z własnych nóg zamiast z windy i samochodu…Zmieniaj ćwiczenia, bo mięsnie i stawy nie lubią monokultury. Ja przeplatam biegi ćwiczeniami siłowymi i rozciąganiem. I żebyś nie wiem jaką miała dietę cud, bez ruchu nie da rady!

SEKS – cudowny lek na starość. Pod jego wpływem uwalniają się endorfiny, wpływające na lepszą kondycję mózgu oraz poprawiające nasz sen. Udowodniono, że seks pobudza tworzenie się neuronów! Czy może być przyjemniejsza profilaktyka przed demencją? Seks jest jak kuracja oczyszczająca, upiększa, odmładza, ożywia, pozbawia nas szkodliwych hormonów stresu i wzmacnia odporność! Razem czy w pojedynkę ale kochajcie się!

STOICYZM – praktykuję, żeby się nie przejmować. Co ma się zdarzyć, zdarzy się, więc odpuszczam martwienie na zapas. Zajmuję się tym na co mam wpływ i tym co jest teraz. Tylko to się liczy. To co nas niszczy i stresuje, to zbyt duże oczekiwania od życia i ludzi, które prowadzą do rozczarowań. Przyjmuj więc ze spokojem co ci niesie los i wykaż więcej życzliwości dla siebie i innych. Stoicyzm bowiem to pogoda ducha, niezależnie od tego co się robi, gdzie przebywa i jaka jest sytuacja życiowa.

SZAJBA – Przecież ludzie nie przestali się bawić dlatego że się starzeją, tylko starzeją się dlatego, że przestali się bawić! Przywołaj swoją pasję. Maluj, tańcz, śpiewaj, graj – rób to co kochasz, a o czym zapomniałaś z powodu codziennych obowiązków. Chociaż pisałam w szkole koleżankom wypracowania, prawdziwą frajdę z pisania znalazłam kilka lat temu pisząc książki. Tu mam swój flow, cudowny moment, gdy odpływam do opisywanych miejsc i jestem nieobecna w realu. Podróżowanie dalekie to także moja szajba – niewygody, trudy, nowe miejsca, nowi ludzie, nieoczekiwane sytuacje, przygoda…To pozwala resetować się, nie myśleć, czuć się bez wieku.

Na przestrzeni ostatnich stu lat zdołaliśmy dodać do każdego przeżywanego przez nas roku, średnio cztery miesiące życia. Co by się stało, gdyby to był aż rok? Zostało mi tylko 44 lata do setki, chcę aby to było życie najwyższej jakości. Czego i wam życzę!

– Kasia


Lifestyle

Kompot z wiśni – jak go ugotować, by smakował wyśmienicie? Wypróbuj cztery różne przepisy

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
1 września 2020
Kompot z wiśni do obiadu i do słoików na zimę
Fot. iStock

Kompot z wiśni to cudowne wspomnienie z dzieciństwa, za którym niejeden zdążył się stęsknić. Nic nie stoi na przeszkodzie, by znów sięgnąć po stare receptury na orzeźwiające napoje domowe, i samodzielnie go przygotować. Jaki przepis na kompot z wiśni jest najlepszy, oraz jak zrobić go na zimę do słoików?

Kompot z wiśni — dlaczego warto pić?

Wiśnie to owoce, które mają szerokie zastosowanie w kuchni. Zajadamy się nimi na surowo, znakomicie smakują w różnych wypiekach, można z nich robić kompoty, które kojarzą się z dzieciństwem. I właśnie na te domowe kompoty warto się skusić, ze względu na smak, który w sezonie jest nie do podrobienia przez zwykłe napoje, oraz zdrowe orzeźwienie. Wiśnie zawierają witaminę C, K, B1, B2, kwas foliowy, potas, miedź, żelazo, a także błonnik. Mimo że część witamin „ucieka” podczas gotowania, nadal wiele z nich zostaje w odwarze. To sprawia, że warto sięgać po niego zamiast kolorowych napojów, pełnych cukru i innych dodatków, których nie spotkamy w domowym kompocie.

Kompot z wiśni do obiadu i do słoików na zimę

Fot. iStock

Warto jeszcze dodać, że wiśnie w medycynie ludowej stosowane były jako środek moczopędny i sposób na problemy z pęcherzem moczowym i kamicą nerkową. Te owoce powinny szczególnie polubić osoby, które mają kłopot z bezsennością — wiśnie zawierają melatoninę, która reguluje rytm dobowy i wpływa na lepszą jakość snu. Wiśnie nie są owocami kalorycznymi, ponieważ w 100 g dostarczają 50 kcal.

Kompot z wiśni jak u babci — przepis

Stworzenie tego napoju jest dziecinnie proste. W wersji najprostszej wystarczą same wiśnie, woda i cukier. Tu mamy cytrynę, cynamon i miód, które można pominąć, jeśli ktoś woli jeszcze prostszy skład.

Kompot z rabarbaru, truskawek, wiśni

Fot. iStock

Kompot z wiśni — składniki: 

  • 2 litry wody
  • 0,5 kg wiśni
  • cytryna
  • miód do smaku (ok. 3 łyżek)
  • szczypta cynamonu (opcjonalnie)

Przygotowanie: 

  1. Wiśnie umyj, usuń ogonki.
  2. W garnku zagotuj wodę, wrzuć wiśnie i gotuj ok. 15 minut, aż owoce zmiękną i oddadzą smak i kolor kompotowi. Jeśli lubisz posłódź miodem, dodaj odrobinę cynamonu.
  3. Odstaw do ostygnięcia, dodaj sok cytryny.

Kompot z wiśni i rabarbaru

To połączenie dwóch wyrazistych smaków bardzo do siebie pasuje. W dodatku rabarbar podobnie jak wiśnie  dostarcza wiele wartościowych dla organizmu składników. Znajdziemy w nim m.in.: witaminę C, kwas foliowy, witaminy z grupy B, witaminy A, E i K, wapń, potas, fosfor, cynk, magnez, sód oraz żelazo. Zawiera także dużo błonnika, więc znakomicie przyspiesza pracę układu pokarmowego i przeciwdziała zaparciom. Rabarbar zawiera jedyne 21 kcal w 100 g, więc sprawdzi się takie u osób, które są na diecie.

Kompot z rabarbaru - przepis do obiadu i na zimę

Fot. iStock

Kompot z rabarbaru — składniki:

  • 3 litry wody
  • 4 łodygi rabarbaru
  • 25 dag wiśni
  • 5 łyżek cukru

Przygotowanie:

  1. Rabarbar oczyścić, pokrój na mniejsze kawałki.
  2. Do garnka wlej 3 litry wody, dodaj rabarbar, wiśnie i cukier. Doprowadź do wrzenia i gotuj jeszcze ok. 7 min.

Kompot z wiśni i jabłek — przepis

Słodkie jabłka i kwaskowate wiśnie dobrze komponują się razem. Można z nich przyrządzić także kompot, który świetne smakuje w wersji mocno schłodzonej. Warto przy tym wspomnieć, że poza wyrazistym smakiem, nie brakuje tu także witamin i minerałów. Wystarczy wspomnieć, że jabłka dostarczają wiele witamin: A, C, K oraz B1, B2, B3, B5, B6, B9 (kwas foliowy). Nie brakuje w nich makro- i mikroelementów, takich jak: wapń, żelazo, cynk, fosfor,  potas,  magnez, mangan, sód, miedź i fluor. Znajdziemy w nich też dużo błonnika i pektyn, dzięki którym pokarm jest szybciej trawiony. Jabłka zawierają niewiele kalorii – ich wartość energetyczna na 100 g wynosi 50 kcal.

Kompot z wiśni do obiadu i do słoików na zimę

Fot. iStock/Kompot z wiśni

Kompot z wiśni i jabłek — składniki:

  • 1 kg wiśni
  • 5 jabłek
  • 2 łyżki cukru waniliowego lub zwykły cukier do smaku

Przygotowanie:

  1. Wiśnie umyj i wrzuć do garnka. Jabłka umyj, pokrój na kawałki i usuń gniazda nasienne.
  2. Owoce wrzuć do garnka, zalej wodą, dodaj 2 łyżki cukru waniliowego i zagotuj. Zestaw z ognia, a gdy kompot z wiśni i jabłek ostygnie, wstaw do lodówki, na kilka godzin. Mocno schłodzony smakuje najlepiej.

Kompot z wiśni na zimę do słoików

Przygotowanie przetworów na zimę to doskonały sposób na to, by zatrzymać smaki lata na zimowe miesiące. Domowe kompoty także można wekować i cieszyć się wspomnieniem lata, popijając ciepły domowy napój.

Kompot z wiśni do obiadu i do słoików na zimę

Fot. iStock/kompot z wiśni

Kompot z wiśni na zimę — składniki:

  • wiśnie — ilość dowolna
  • cukier – 0,5 szklanki na litrowy słoik
  • przegotowana woda
  • litrowe słoiki

Przygotowanie:

  1. Wiśnie umyj i zasyp nimi połowę litrowego słoika.
  2. Na wiśnie w każdym słoiku wsyp 0,5 szklanki cukru, i znów dołóż wiśnie tak, aby dosięgały 3/4 wysokości słoika.
  3. W międzyczasie przegotuj i lekko wystudź wodę.
  4. Wiśnie w słoikach zalej ciepłą przegotowaną wodą, zostawiając na górze ok. 2 cm wolnego miejsca. Słoiki lekko zakręć (bez dokręcania) i pasteryzuj w piekarniku przez 1 h 15 minut, w 150º. Gdy czas upłynie, wyjmij ostrożnie słoiki, mocno dokręć zakrętkę i postaw do góry dnem do ostygnięcia. Wynieś do piwnicy.

Kompot z wiśni na zimę w słoikach można urozmaicić w smaku przyprawami, które doskonale rozgrzeją i przywołają przyjemne wspomnienia. Możliwości jest wiele, można sięgnąć np. po cynamon, goździki, imbir, wanilię, lub kardamon.


źródło:  www.przyslijprzepis.pl 

Zobacz także

9 pokarmów, których nie powinno się łączyć z czerwonym winem

Przepraszam, że uciekłam. Czy mogę wrócić?

Błędy, jakie popełniasz w związku z „toksykiem”. Na nowo przejmij odpowiedzialność za swoje życie