Lifestyle

Miałam aborcję, nie jestem morderczynią, egoistką, potworem. Jestem osobą odpowiedzialną, rozsądną i dobrą, przeżyłam swoje własne, osobiste piekło

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 października 2020
Fot. iStock/bee32
 

Mój płód nie był zagrożony. Usunęłam ciążę, ponieważ nie nie mogłam w tamtym momencie urodzić dziecka. Przeżyłam moje prywatne piekło, aborcja zawsze jest w mniejszym lub większym stopniu dramatem. Chodzi tylko o to, że ten dramat to sprawa osobista. Najbardziej osobista, jak tylko możesz sobie wyobrazić. Więc nie waż się oceniać, pouczać, moralizować. Nie waż się skazywać kobiet na brak wyboru. Nie mów mi o wartościach, bo wiem o nich więcej niż ty. Jestem matką.

Tak, miałam wątpliwości, tak – byłam rozdarta. Tysiące, miliony myśli rozbijały mi się w głowie, aż do ostatniego momentu. Zamawiając tabletkę płakałam. Myślałam sobie: a co, jeśli już nigdy nie zajdę w ciążę? Co, jeśli za moment będzie już za późno? Co jeśli to moja ostatnia szansę? Ale o monecie, w którym moje dziecko się urodzi chcę decydować z moim partnerem.

Moja ciąża nie była przypadkowa, to znaczy nie zdarzyła się na skutek kontaktu z przypadkowym partnerem. Zdarzyła się w związku długoletnim, a ja mam już dwójkę dzieci. Tym razem zawiodła antykoncepcja, tak się zdarza. Test robiłam kilkakrotnie bo wydawało mi się, że ta ciąża jest niemożliwa, że to jakiś błąd. Ale to nie był błąd, to było… życie.

Mój partner powiedział mi od razu: przepraszam, ale nie – nie jestem gotowy na to dziecko. I ja wiedziałam, że nie jestem gotowa, że to nie jest dobry moment. Pomijając naszą osobiste rozterki (zmiana pracy, miejsca zamieszkania, rodzinne problemy, trudna sytuacja materialna), trzeba jasno sobie powiedzieć, że sytuacja w kraju jest niestabilna, a dostęp do opieki zdrowotnej mocno ograniczony. Jak w takiej chwili brać odpowiedzialność za nowego członka rodziny?

Decyzji nie podejmowałam w komfortowych warunkach. Od samego początku towarzyszył mi ogromny stres i lęk, a mimo wsparcia i obecności partnera – samotność. Bo z aborcją kobieta zawsze jest sama. To ona ponosi wszystkie najcięższe konsekwencje nielegalnego przerwania ciąży: ryzyko nieudanego zabiegu, strach przed tym, że ktoś się dowie, piekielnie trudne emocje związane z tak silną ingerencją w swoje ciało. I poczucie, że to nie powinno tak wyglądać, że nie powinna się tak czuć: zaszczuta, przerażona. A po wszystkim przyszła bezsenność. Po bezsenności koszmary senne. Dopiero po kilku tygodniach – spokój i poczucie, że podjęłam dobrą decyzję.

Ja swoją aborcję przeżyłam w taki właście, szczególnie mocny sposób. Ból fizyczny to jedno, obciążenie psychiczne – drugie. Wyobrażam sobie, co musi czuć kobieta, dla której nawet ta nielegalna aborcja jest z jakiegoś powodu niedostępna, a ona dobrze wie, że dziecka nie może urodzić. I w tym momencie nie jest dla mnie istotne (choć oczywiście jestem w stanie zrozumieć tych, którzy z powodu osobistych przekonań odrzucają aborcję na życzenie do 12 tygodnia ciąży). jaki powód nią kieruje. Szczególnie dramatyczna jest sytuacja tych kobiet, które wiedzą, że noszą w sobie płód obarczony wadami genetycznymi, wadami letalnymi, oraz tymi, które egzystują w dramatycznych warunkach bytowych, ledwo wiążąc koniec z końcem. Matki, kobiety – heroski, o których zapomina się wtedy, gdy pomocy potrzebują i wykorzystuje się je wtedy, gdy jest to politycznie wygodne.

Łączy nas jedno: uczucie ulgi, gdy okazało się, że zabieg się udał i że jesteśmy zdrowe. Bo usuwanie ciąży wykonywane w strachu, w poczuciu winy, w atmosferze przestępstwa, gdy ono wcale przestępstwem nie jest, boli podwójnie, potrójnie, poczwórnie. Dlatego zostawcie te trudne decyzje kobietom. To NIE JEST wasza sprawa.

Miałam aborcję, nie jestem morderczynią, egoistką, potworem. Jestem osobą odpowiedzialną, rozsądną i dobrą. Dbam o moje dzieci, o moją rodzinę, o naszą przyszłość. Marzę o trzecim dziecku. Mam nadzieję, że urodzę je wtedy, kiedy będzie na to odpowiedni moment, bo chcę zapewnić jemu i pozostałym członkom naszej rodziny godne, bezpieczne życie.


Lifestyle

Jeśli dziś czujesz się urażony Strajkiem Kobiet, mam do ciebie tylko jedno pytanie. Gdzie byłeś do cholery?!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
28 października 2020
Fot. iStock
 

Upsi, a co to się dzieję? Jak to tak, krzyczeć i mazać po murach? Jak to się stało? Nie ma już żadnej świętości (tak pytam przekornie, bo dla jednych świętość to kościół jako budynek, dla innych prawa człowieka czy prawa kobiet). Jak to się stało? Jeśli dziś czujesz się urażony Strajkiem Kobiet, mam do ciebie tylko jedno pytanie:

Gdzie byłeś i czy twoje uczucia były równie mocno urażone, gdy:

  • gdy hierarchowie polskiego kościoła ukrywali pedofili,
  • gdy narodowcy zrzucali w Warszawie protestującą kobietę ze schodów, a polska policja się przyglądała,
  • gdy koleś w BMW (dziś wiemy, że to Pan Rządowiec) wjeżdżał w protestujących,
  • gdy Lichocka drapała się po oku,
  • gdy rząd śmiał się w twarz z rodziców niepełnosprawnych dzieci, a potem rezydentów, lekarzy, nauczycieli…
  • gdy pod przedszkolem mojego dziecka parkowała furgonetka prolajferów,
  • gdy ci sami prolajferzy ze swoimi plakatami stawali pod szpitalem, z którego wychodziła kobieta po poronieniu lub ta której dziecko właśnie umarło,
  • gdy obrażano dzieci poczęte in vitro, a potem zlikwidowano dofinansowanie programu,
  • gdy rozdawano twoje pieniądze na ojca Rydzyka i inne ciekawe instytucje,
  • gdy usłyszałeś, że z powodu pandemii, „jakaś” kobieta w ciąży czeka od marca na wypłatę swoich opłaconych świadczeń, czyli wypłatę na macierzyńskim,
  • gdy kogoś pobito, bo był czarny, tęczowy albo nie taki,
  • gdy prezydent nazywał twojego sąsiada „ideologią” (tak tego miłego gościa, który zawsze trzyma ci windę),
  • gdy Korwin obrażał twoją matkę, żonę, siostrę albo ciebie,
  • gdy…

Gdzie byłeś do cholery?! Serce po cichu ci krwawiło, kontemplowałeś to głęboko w myślach? Byłeś zasmucony?

Ile protestów napisałeś i złożyłeś, a może w jakimś wziąłeś udział?

Zapłaciłeś może w geście solidarności i pomocy za terapię małżeństwa, które dzięki prof. Chazanowi mogło oglądać konanie ich dziecka z zespołem Edwardsa? A może poklepałeś ich po plecach, żeby się trzymali, bo tak trzeba było, bo tak jest lepiej? Umiałbyś im powiedzieć to w twarz?

Poszedłeś pod kurię protestować po filmie Sekielskich? Czy może, jak większość powiedziałeś, że to straszne, ale nie wszyscy są źli, i że u ciebie nigdy nikt nikogo nie ukrywał?

No przecież TO CIĘ NIE DOTYCZY, prawda? Ale teraz to przegięli? Namazać sprejem po kościele?

Widząc napisy na kościołach przez chwilę poczułam dysonans, pomyślałam sobie, że nie tędy droga, ale zaraz dotarło do mnie, że naprawdę coś się skończyło i ta błyskawica nikogo nie zabije. Nie rozstąpią się niebiosa i spalą za to feministki czy żula, który zrobił to korzystając z okazji. Ale, że dzisiaj ta błyskawica na kościele, nie jest tylko wandalizmem, to pewien symbol. I liczę na to, że skoro piszesz dziś, jak jesteś tym zraniony, może otworzyła ci oczy.

Masz prawo czuć swój niesmak, ale potem pomyśl, jak prawdziwy chrześcijanin, co muszą czuć inni. Polecam.

To nie jest strajk warszawki, lewaków i krwiożerczych feministek. To prawo do tego, żebyśmy mogli znów żyć jak ludzie, razem, obok siebie, równi. I, o ironio, również prawo do tego, żeby nikt nie mazał po twoim kościele.


Lifestyle

Mężu, partnerze, bracie, tato – to apel do ciebie, nie zostawiaj nas samych z naszą walką. 7 powodów, by poprzeć protest kobiet

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 października 2020
Fot. iStock/olegbreslavtsev

Jeśli nie interesujesz się polityką i twierdzisz, że protesty cię nie dotyczą, bo to wszystko dzieje się gdzieś obok, a twoje życie toczy się własnym rytmem, jeśli denerwujesz się na korki, na zablokowane miasto i hałas, przeczytaj proszę poniższe słowa. Nie zamykaj oczu i uszu na realne zagrożenie. Pomóż nam, chodź z nami. Bądź częścią nowej historii, którą chcemy napisać. Historii, w której Polka wreszcie jest w swoim kraju traktowana jak obywatel, a nie jak istota ubezwłasnowolniona, bez prawa do podejmowania osobistych wyborów i decydowania o swoim szczęściu, zdrowiu i bezpieczeństwie.

7 powodów, by poprzeć protest kobiet

1. Jeśli jesteś przeciwny aborcji, pamiętaj, że to jest protest za wyborem, za wolnością, za ochroną praw kobiet, a nie za aborcją

Uważasz, że sytuacja, w której państwo nakazuje swoim obywatelkom podejmowanie ogromnego, nadludzkiego fizycznego i emocjonalnego wysiłku, obarczonego ogromnym ryzykiem i ponoszonego w imię wartości  reprezentowanych przez garstkę fanatyków narzucającym innym swoją ideologię jest w porządku? Czy nie sądzisz, że każdy powinien sam pilnować swojego własnego sumienia?

2. Prawa kobiety to prawa człowieka i należy ich bronić

Szczególnie teraz, kiedy rząd wykorzystując trudny emocjonalnie moment poczucia zagrożenia i niepewności związany z pandemią, próbuje wprowadzić regulacje prawne ograniczająca podstawowe prawo Polek: prawo do tego, wy własnym kraju czuły się bezpiecznie, by nie bały się tutaj planować swojej przyszłości i (jeśli tego chcą) przyszłości swojej rodziny.

3. Od tego, co się dzieje teraz, zależy przyszłość kobiet – także tych bliskich tobie: twojej żony, partnerki, siostry, przyjaciółki, córki

Zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej doprowadzi do wielu dramatów dotyczących bezpośrednio również ciebie. Zagrożone są kobiety z twojego otoczenia – te, na których szczęściu i zdrowiu zależy ci najbardziej. Czy byłbyś w stanie patrzeć na ich cierpienie, lęk, niepewność i bezradność wiedząc, że nie zrobiłeś nic, by zapobiec nieszczęściu?

4. Aborcja jest sprawą osobistą, a nie polityczną

Nikt, a już na pewno nie politycy, nie ma prawa podejmować decyzji za kobietę, która znalazła się w niewyobrażalnie trudnej sytuacji jaką jest druzgocąca diagnoza i wybór: donosić czy usunąć. Nie istnieje w naszym państwie skuteczny system wsparcia dzieci niepełnosprawnych, ich matek i ich rodzin. A w przypadku wad letalnych płodu, nie istnieje skuteczny system wsparcia dla matki, która zdecyduje się urodzić. Kobieta, od której wymaga się gigantycznego poświęcenia i ryzykowania swoim życiem i zdrowiem, zostaje sama. Może liczyć tylko na ciebie, jeśli nadal przy niej jesteś.

5. Zmuszanie kobiety do urodzenia uszkodzonego płodu, który nie ma szans na to by przeżyć lub żeby w ogóle godnie żyć jest okrucieństwem i barbarzyństwem

To kobieta jest ofiarą całej tej sytuacji, to na niej spoczywa największy ciężar. To ona poniesie wszelkie konsekwencje zdrowotne (psychiczne i fizyczne) oraz materialne. Dlaczego? Jakim prawem?

6. Zmian nie dokonuje się siedząc w domu

Jeśli nie zareagujesz, jeśli wszyscy nie zareagujemy, to rządzący zrobią z nami to, co chcą. Wprowadzą regulacje prawne, które na zawsze zaważą na naszym życiu. Po prostu pewnego dnia obudzimy się i będzie za późno.

7. Spacerować jest zdrowo, dotleniasz organizm i wykonujesz ćwiczenie fizyczne, wzmacniając odporność

A ta ostatnia jest kluczowa w walce z wirusami. I w walce o demokratycznie rządzone państwo również.

Nasi rodzice dali radę, nasi dziadkowie dali radę – my też damy radę. Pamiętajcie o maseczkach i o pamiętajcie o dystansie!


Zobacz także

4 ważne rzeczy, o które powinniśmy przestać się martwić. Najlepiej od teraz!

Badania potwierdzają: mężowie stresują żony dwa razy bardziej niż dzieci

Zrób sobie test psychologiczny. Las, klucz, urna, niedźwiedź, dom i nicość – te hasła powiedzą ci o tobie więcej, niż myślisz