Lifestyle

Mam 30 lat, nie chcę mieć dzieci, bo boję się… o naszą planetę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
21 stycznia 2020
Fot. iStock/martin-dm
 

Właśnie stuknęła mi trzydziestka! Wraz z życzeniami zdrowia, szczęścia i pomyślności pojawiły się też przypomnienia o zegarze biologicznym (to mama), konieczności założenia rodziny (to babcia) i usidlenia tego przystojniaka, który kręci się obok od kilku lat (to siostra). I choć zazwyczaj „dobre rady” mojej rodzinki przyjmuję z przymrużeniem oka i poczuciem humoru, to tym razem uśmiech był nieco udawany. Prawda jest taka, że nie chcę mieć dzieci, bo boję się… o naszą planetę i przyszłe życie.

Jeszcze będąc małą dziewczynką wydawało mi się oczywistym, że kiedyś będę miała rodzinę i dzieci. W liceum z przyjaciółkami planowałyśmy wspólne wychowywanie pociech, snułyśmy wizję studiów, pierwszej pracy i zgrabnie wplatałyśmy w nią czas na macierzyństwo. Dzisiaj, gdy słowo „klimat” odmieniane jest przez wszystkie przypadki, naukowcy wieszczą wizję końca planety Ziemi w 2050 roku, a zmiany w ekosystemach każdy z nas odczuwa na własnej skórze, trudno jest mi zdecydować się na sprowadzenia na świat kolejnego człowieka. Czy byłoby to wobec niego fair? Czy w sytuacji, gdy nie mogę zapewnić mu długiego i szczęśliwego życia, mam prawo w ogóle mu je dawać? A co, jeśli za 30 lat naprawdę przyjdzie nam umierać z pragnienia, walczyć o przeżycie i migrować do miejsc, gdzie klimat jest łagodniejszy i daje nadzieję na przetrwanie?

Kwestię bezdzietności z powodów ekologicznych omawiałam wielokrotnie z moim partnerem – Wojtkiem. Oboje podzielamy te same lęki i obawy, jesteśmy w tej decyzji razem. Czujemy, że byłaby to bardzo egoistyczna i nieprzemyślana droga, że pomimo dobrej sytuacji życiowej i zawodowej, nie możemy zagwarantować naszemu przyszłemu dziecku bezpieczeństwa i pewności jutra. Oboje chcielibyśmy dać mu beztroskę dzieciństwa, możliwość swobodnego poznawania świata, zachwycenia się zmieniającymi się porami roku i przyrodą, jej pięknem, różnorodnością i egzotyką. Czy za kilkadziesiąt lat ludzie wciąż będą mogli to zobaczyć? 

Jestem przerażona naszymi niszczycielskimi działaniami (naszymi, czyli ogółu ludzkości), brakiem dostatecznej świadomości, a często nawet niewiarą i jawnym wypaczaniem faktów. Mam ochotę krzyczeć, widząc przy kasie w sklepie kogoś z naręczem jednorazówek. Złoszczę się na wielkie koncerny, które zgrabnym marketingiem maskują niekorzystne dla środowiska działania. Jestem wściekła na polityków, którzy za nic mają dobro ogółu i wstrzymują procesy zmian i działań proekologicznych. Nie pozostaję bezczynna – staram się żyć ekologicznie i oszczędnie, przestałam jeść mięso, wspieram lokalnych rolników, korzystam z komunikacji miejskiej, samolotami latam maksymalnie raz do roku. Wiem jednak, że to wciąż za mało, że moje działania bez ogólnoświatowych zmian, to kropla w morzu potrzeb. 

To, że prawdopodobnie nigdy nie zdecyduję się na bycie matką, to wina świata, który na moich oczach zmienia się, umiera, przestaje być miejscem bezpiecznym i pewnym. To, że moje pokolenie musi zastanawiać się nad macierzyństwem/ojcostwem to wina wieloletnich zaniedbań, powszechnego rozpasania i ludzkiej głupoty. Bo to nie tylko moje rozterki i rozważania – jest nas coraz więcej, jesteśmy świadomi tego, co się dzieje i nie zamierzamy udawać, że „jakoś to będzie”, naukowcy przesadzają, a klimat sam z siebie magicznie się poprawi. A co będzie z jeszcze młodszym pokoleniem? Z rówieśnikami Grety Thunberg, którzy dorastają w erze ataków terrorystycznych, walki uchodźców o azyl, katastrof i zmian klimatycznych? Z tymi, którzy mówią otwarcie o bierności dorosłych i potrzebie znaczących zmian i światowych reform? 

I oni, i my – pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków – jesteśmy wściekli na to, że musimy podejmować tak trudne i bolesne decyzje, że musimy walczyć o coś, co przeszłe pokolenia przyjęły za pewnik, Że w przeszłości, a nawet i teraz, bez umiaru wykorzystuje się naturalne zasoby naszej planety, tym samym pozbawiając przyszłych mieszkańców Ziemi bezpiecznego środowiska do życia. Nie jestem zadowolona ze swojej decyzji, nie jestem z niej dumna, to nie jest z mojej strony żaden protest czy próba zwrócenia uwagi. To smutna odpowiedzialność i rozsądek.


Lifestyle

Ten list wcale nie będzie smutny, ale nie obiecam, że nie będzie łez… List do babci

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
21 stycznia 2020
Fot. iStock
 

Nigdy tak naprawdę nie leczymy się z utraty bliskich, po prostu dochodzimy do wniosku, że ich nie ma. To takie dziwne. Codziennie nosimy w sobie tę świadomość, a jednak z upływem czasu tak niewiele się zmienia. Mocniej doświadczamy dorosłości, która ukrywa się za słowem nieuchronność, nieodwracalność. I są takie dni, kiedy czujesz bardziej. Wdzięczność, miłość, dobro… i tę nieodwracalność.

Każda miłość na tym świecie to droga bez powrotu. Nieustanna podróż, zmiana, lekcja. Lekcja kochania. Któż, jak nie babcia mógłby dać nam tak cenną naukę? Jak kobieta kobiecie. Dlatego ten list wcale nie będzie smutny. Kiedy tęsknimy za ukochaną osobą, która odeszła, czasem jedyną rzeczą, jaką możemy zrobić, jest napisanie listu.

Babciu G., dziękuję Ci…

… za te wszystkie śniadania do łóżka przed południem. Za leniwe wakacje, zakazaną czekoladę i jeszcze więcej tego, co tylko Babcia może.

Za czas na czytanie poezji, gdy ma się 11 lat i umiera pierwszy raz z miłości. I wenezuelskie tasiemce, z których tak się wtedy śmiałyśmy z siostrą… i oczywiście „Modę na sukces”. Za każdą kawę podpijaną na nielegalu pod stołem. Za piątaka na kolejne lody, wciśniętego ukradkiem w rękę. Za każdy rosół spakowany na wynos.

Niekończące się morze starych szpargałów, guzików i włóczek. Godziny przeglądania szklanej, babcinej biżuterii.

Za uszyty, jedno centymetrowy portfel dla Barbie! Boże, gdybyś Ty wiedziała, jak mi wtedy wszyscy zazdrościli! Kiedy przychodziłam do koleżanki z całym tym „śmieciowym” worem, wypełnionym miniaturowymi ubrankami dla lalek. Nikt takich nie miał, ha! A przecież już wtedy uszycie tego wszystkie było dla Ciebie sporym wyzwaniem.

Dziękuję Ci za każdą partyjkę w karty! Wybacz, ale nie umiem za nic na świecie przypomnieć sobie, jak grało się w „Trumfa” – tak nazywałaś tę grę. Pamiętam, że karty układałyśmy w wachlarz.

Wreszcie, dziękuję Ci za dorosłość. Że tak długo w niej byłaś. Choć z roku na rok, coraz mniej było Ciebie samej.

Pamiętam naszą ostatnią rozmowę, byłaś w szpitalu. Ja stałam w przedszkolnej szatni, ubierając syna. Nie chciałam kończyć, odkładać słuchawki. Choć rozmawiałyśmy, jak gdyby nigdy nic, obie czułyśmy, że to będzie ta ostatnia rozmowa, ostatnie słowo. A jednak nadzieja nie pozwoliła nam powiedzieć tego na głos. Pożegnać się ostatecznie.

Choć od czasu beztroskich obiadów pływających w najlepszym na świecie sosie, do tej ostatniej rozmowy minęło wiele lat ubranych w zwykłą, szarą starość, która Cię coraz mocniej odbierała nam wszystkim, dla mnie zawsze będziesz Babcią, która na dwór zabiera sok z jarzębiny, pomieszany z przegotowaną wodą i dwie szklanki, w koszyku. Bo tego wszystkiego nie da się odebrać, ani zmienić. Tego, co zapisałaś w nas przez lata. Dziękuję. Przez wiele lat byłaś radością. Ciepłem, beztroską. Ten czas pamiętam najmocniej.

Babciu S., dziękuję Ci…

A właściwie prababciu. Wiem, że nie znałyśmy się zbyt długo, ale uwierz, że bardzo mocno zamieszkałaś w moim życiu. Byłaś ukochaną babcią mamy. Zawsze o Tobie opowiadała. Nadal to robi, wiesz?

Nigdy nie byłaś starością ani przemijaniem. Byłaś życiem i energią, nawet wtedy, gdy chodziłaś już nieco wolniej i wolniej. Byłaś kobiecością. Straszą Panią, która uosabiała najwyższą klasę.

Dziękuję, że gdy niosłam talerz i zrzuciłam z niego wszystkie jajka, bez mrugnięcia okiem szybko je podniosłaś i zaserwowałaś na stół, jak gdyby nic się nie stało. Ależ wtedy się wystraszyłam, że będzie awantura. A Ty pokazałaś mi, że to nieważne, że nie muszę być idealna. To ważna lekcja dla pięciolatka. Pamiętam, że puszczałaś mi oczko, przez ten ogromny stół, za każdym razem, gdy ktoś sięgał po jajo… 🙂

Elegancka, ciepła, niezależna. Z ogromnym dystansem do siebie i tego niedoskonałego świata. Jakbyś odrobinę nie pasowała do czasów, gdy najczęściej wszyscy słyszeli i powtarzali, że czegoś nie wypada.

Pamiętam Twoje eleganckie, staromodne rękawiczki. I usta umalowane pomadką. Perfumy, kapelusze, broszki. I tę zwykłą naturalność, która wszystko równoważyła. Fartuszek, mały piec na węgiel, słodką herbatę. Twoje mieszkanie, ogromne meble i sufit, który zdawał się sięgać nieba. To był dla mnie inny świat. Magia mojego dzieciństwa.

Babciu U., dziękuję Ci…

… za to, że jako pierwsza pokazałaś mi, że kobieta może być niezależna. Choć dziś wiem, że na wiele lat tę niezależność poświęciłaś. Tak myślę, bo nigdy Cię jeszcze o to nie zapytałam.

Nie miałam jeszcze pojęcia, co to oznacza, ale to Ty byłaś, w tych dziwnych czasach, kobietą niezależną, pracującą. Tak, kiedy byłam bardzo mała, byłaś jedyną pracującą kobietą, którą znałam! I to w telewizji! Rany, ależ Ty mi imponowałaś.

Dziękuję za to, że zawsze byłaś w trudnych chwilach buforem, który nas ochraniał. Że gdy nikt nie widział, przynosiłaś kakao do łóżka, pozwalałaś nie zjeść tego, czego nie lubiłyśmy. Często na przekór dziadkowi. Pozwalałaś nam być dziećmi. Choć pewnie musiałaś zapłacić za to nasze „dzieciństwo” swoją cenę. Dziś wiem, jak ciężka musiała być Wasza relacja.

Wiem, że gdy byłyśmy małe, nie chciałyśmy często przyjeżdżać. Wybacz Babciu, ale ta wewnętrzna bariera nie Ciebie miała zatrzymać. Dopiero dorosłość dała nam więcej odwagi i asertywności, by być bliżej Ciebie pomimo wszystkiego, co działo się obok. Dorosłość i doświadczenie nauczyły nas widzieć inaczej, rozumieć. Nasza relacja, zaczęła najmocniej rozkwitać, gdy  byłam już dorosła.

Dziękuję Ci Babciu za wiele godzin rozmów przez telefon. Ileż razy gadałyśmy, gdy zaczęłam pracować w podobnej branży. A gdy zasadziłam swoją pierwszą doniczkową bazylię i rozmaryn. Rany, miałam dwadzieścia parę lat i rosłam w oczach, bo czułam, że jesteś ze mnie dumna.

Dziękuję Ci Babciu, za to jaka jesteś, ile jest w Tobie siły. Szczególnie dzisiaj. Dziękuję, że nie żyjesz przed telewizorem, w fotelu. Za to, że się uśmiechasz. Mam wrażenie, że robisz to coraz częściej.

Za to, że tak dużo czytasz. Że pokazujesz moim dzieciom, że czas nas nie ogranicza.

Jeśli miałabym Cię nazwać, byłabyś Babcią Odważną. Babcią z historią nie do końca różową, a jednak konsekwentnie dbającą o swój rozwój.

Dziś najbardziej dziękuję Ci za to, że postawiłaś na siebie! Za to, że nie straszny Ci komputer czy smartfon, za to, że wciąż chcesz próbować czegoś nowego. Mówiłam Ci już, że dzieci uwielbiają do Ciebie przyjeżdżać?

Nikomu nie życzyłabym innej babci. Dziękuję Wam bardzo.
Pamięci B.G. i B.S oraz w podziękowaniu B.U.


Lifestyle

10 kobiet literatury, których książki warto znać

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
21 stycznia 2020
Fot. Pixabay / StockSnap / CC0 Public Domain

Czytanie książek można porównać do swoistego rodzaju rozmowy z jej autorem. Poznajemy jego sposób patrzenia na świat, wchodzimy w obszary, które być może do tej pory były dla nas niedostrzegalne, doznajemy emocjonalnego i intelektualnego poruszenia. Czas więc „porozmawiać” z powieściopisarkami, których książki zainspirują, pobudzą i pozwolą na chwilę odpłynąć w zupełnie inną rzeczywistość. Oto 10 kobiet literatury, od pisarek klasycznych po te współczesne, które warto znać.

Jane Austen

„Duma i uprzedzenie”, Rozważna i romantyczna”, „Emma”, „Mansfield Park” – to właśnie Jane Austen stworzyła jedne z najbardziej znanych i lubianych na świecie powieści romantycznych. Choć w swoich książkach opisuje życie i obyczaje z początku XIX wieku, to i współcześnie nie zabraknie miłośników jej pióra. Doskonały zmysł obserwacji i opisy ówczesnych problemów społecznych łączy z poczuciem humoru, ironią i umiejętnością wartkiego prowadzenia akcji.

Charlotte Brontë

Autorka „Dziwnych losów Jane Eyre” bez wątpienia zasługuje na miejsce na liście – w końcu spod jej pióra wyszła książka określana jako kultowa, jeden z najlepszych romansów świata. Dziwiętnastowieczna powieść do dzisiaj porusza wyobraźnię i serca czytelników na całym świecie, doczekała się też kilku adaptacji filmowych. Przygotujcie się na poruszającą historię, w której samotność, tęsknota i cierpienie przeplatają się z wielką miłością.

Margaret Atwood

Jej „Opowieść podręcznej” w ostatnich latach wróciła do grona bestsellerów za sprawą popularnego serialu (także godnego polecenia). Orwellowską i antyutopijna powieść przedstawia świat, w którym kobiety sprowadzono do roli reproduktorek, bez praw do jakiejkolwiek opinii, własności i wolności. Kanadyjska pisarka ma w swoim dorobku także inne warte uwagi powieści (np. „Grace i Grace”, „Serce umiera ostatnie”, „Ślepy zabójca”), a w lutym premierę będą miały „Testamenty”, kontynuacja „Opowieści podręcznej”.

Jojo Moyes

Brytyjska pisarka posiada ogromy talent do pisania powieści wciągających czytelnika (a raczej czytelniczkę) od pierwszej do ostatniej strony. Powieść „Zanim się pojawiłeś” przetłumaczono na 31 języków, tylko w Wielkiej Brytanii sprzedała się w ponad milionie egzemplarzy, a jej ekranizacja była kinowym hitem. Jeśli szukacie lekkiej i przyjemnej lektury sięgnijcie po „Razem będzie lepiej”, „Dziewczynę, którą kochałeś”, „Srebrną zatokę” lub inną książkę autorki – uprzedzamy jednak, że trudno się oderwać!

Zadie Smith

Książki brytyjskiej pisarki są podobne do niej samej – zabierają głos w ważnych społecznie kwestiach i otwarcie mówią o sprawach trudnych. Jej debiutancka powieść „Białe zęby”, opowiadająca o losach trzech rodzin emigrantów, została uhonorowana nagrodą Whitbread First Novel Award za najlepszy debiut. Za jej najwybitniejszą książkę wielu uznaje wydaną w 2016 roku „Swing time” – przekonajcie się same, czy jest to prawda.

Jodi Picoult

Po jej kolejne książki można sięgać w zasadzie w ciemno – każda wypełniona jest emocjami, wzruszeniami i historiami, o których niełatwo zapomnieć. Picoult porusza w nich trudne tematy, takie jak nierówności społeczne i rasowe, choroby, aborcja, przemoc, Dzięki temu skłania do refleksji i zadania sobie pytania „co ja bym zrobiła w takiej sytuacji?”. Jej powieści sprzedały się na całym świecie w milionach egzemplarzy, a trzy z nich („Dziewiętnaście minut”, „Przemiana” i „Tam gdzie ty”) znalazły się na pierwszym miejscu listy bestsellerów New York Timesa.

Olga Tokarczuk

Laureatka Narody Nobla 2018 w dziedzinie literatury, The Man Booker International Prize (za powieść „Bieguni”), dwukrotna zdobywczyni Nagrody Literackiej Nike (za „księgi Jakubowe” oraz „Biegunów”). Pisarka czuła i mądra, posiadająca wyjątkową zdolność do tworzenia światów nierzeczywistych, a jednak tak bardzo realnych dla czytelnika. Jej książki to prawdziwa przyjemność czytania, ale też duże wyzwanie, ponieważ zmuszają nas do spojrzenia na świat nieco szerzej, inaczej, jak na system naczyń połączonych, w których każdy element ma ogromne znaczenie dla pozostałych. Polecamy ogromnie!

Grażyna Plebanek

„Dziewczyny z Portofino”, „Przystupa”, „Pudełko ze szpilami”, „Pani Furia” – to tylko niektóre z tytułów powieści Grażyny Plebanek warte polecenia. Jej książki – często zaskakujące i odważne – stanowią portrety współczesnych kobiet, poruszają tematy, które dobrze znamy z naszego codziennego życia i towarzyszące mu problemy. Autorce nie brakuje przy tym dobrego humoru i błyskotliwości, dzięki czemu jej książki czyta się niezwykle przyjemnie.

Maja Lunde

Choć zaczynała jako autorka książek dla dzieci, to „Historią pszczół” i „Błękitem” udowodniła, że i dorosłych potrafi wciągnąć w świat literatury. W swoich powieściach porusza tematy związane z ekologią i zmianami klimatycznymi – przestawia w nich świat, w którym przyszłość jest zupełnie inna od znanej nam teraz rzeczywistości, niepokojąca i ostrzegająca przed ignorowaniem globalnych problemów i obojętnością. Pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami i rozmyśleniami – warto przekonać się o tym osobiście!

Hanya Yanagihara

Po wydaniu “Małego życia” The Wall Street Journal nazwał ją jedną z najwybitniejszych amerykańskich powieściopisarek. Nie ma w tym ani krzty przesady, bowiem Yanagihara wciąga czytelnika w stworzony przez siebie świat, sprawia, że współodczuwa on z bohaterami i mocno przeżywa ich losy. Nie ma tutaj mowy o obojętności – jest dobra literatura, pełen pakiet emocji i poczucie czegoś wyjątkowego. Pewnie dlatego jej książki stały się bestsellerami i zjednały sobie fanów na całym świecie.


Zobacz także

Ani odejść ani normalnie żyć. Chce odegrać się już, teraz, zaraz… A myślała, że to ona jest temu winna

„Kobiety lubią gwałt, tylko na początku jest strasznie”. Jest mi wstyd za tych wszystkich, którzy nagle chcą stać się obrońcami kobiety, by ugrać swoje

Kiedy zostajesz matką, przestajesz być kobietą! Błagam, nie dajcie sobie tego wmówić!

Kiedy zostajesz matką, przestajesz być kobietą! Błagam, nie dajcie sobie tego wmówić!