Lifestyle

Małe, duże, asymetryczne – każde piersi zasługują na dobry stanik. Jak go wybrać?

Redakcja
Redakcja
7 lipca 2022
jak wybrać stanik
Fot. iStock/razyph
 

Nikomu nie trzeba powtarzać, jak ważne jest odpowiednie dopasowanie biustonosza. Już dawno doceniłyśmy istnienie brafiterek i wiemy, że wcale nie tak łatwo dobrać odpowiedni rozmiar biustonosza. Ale czy wiemy, jaki krój sprawdzi się najlepiej w naszej garderobie? Jak wybrać stanik, żeby dobrze nam służył?

Wbrew pozorom krój stanika, to nie tylko kwestia wyglądu, mody i dopasowania do  reszty garderoby. Okazuje się, że nie każdy model poradzi sobie z każdym typem piersi. Jak dobrać odpowiedni rodzaj stanika do małych, dużych czy szeroko rozstawionych piersi? Przeczytajcie!

Piersi mają swoje miejsce

Każda z nas jest święcie przekonana, że całkiem nieźle radzi sobie z zakupem i dopasowaniem tej części garderoby. Zdziwiłybyście się, jak wiele z nas nosi w rezultacie swoje piersi „na plecach” czy pod pachami. Mhm, dokładnie tak. Za luźny obwód, rozciągnięta, stara bielizna, za małe miski – podstawowe błędy, dzięki którym nasze piersi są dosłownie wszędzie – tylko nie tam gdzie powinny.

Dopasowanie rozmiaru to tylko wstęp do wybrania idealnego biustonosza, każdy z dostępnych modeli staników, nieco różni się budową, wielkością misek czy możliwościami podtrzymania biustu. Nie dla każdego nada się bardotka czy push-up. Będzie zaskoczone, jak można strzelić sobie w kolano, kiepsko dobranym biustonoszem.

Małe piersi

Dobry biustonosz dla małego biustu nie musi go sztucznie wypychać. Idealnie sprawdzi się stanik typu „plunge” – ma blisko osadzone fiszbiny i ładnie wyeksponuje nawet małe piersi, wypchnie je do przodu.

Typ „half cup” również sprawi, że piersi będą wyglądały na pełniejsze.

Słynne „push-upy” – uważajcie na nie, choć kuszą szybki powiększeniem piersi, ich noszenie na stałe jest wielkim błędem. Ciągłe wypychanie wkładkami może spowodować zdeformowanie ładnego biustu.  Wkładki, silikony i poduszki, mogą mocno spłaszczać biust.

Małe piersi pięknie wyglądają w stanikach typu „bralette” – naturalność bez fiszbin.

Duże piersi

Tu najlepiej sprawdzą się biustonosze typu „full cup” – czyli z pełną miską, która obejmuje całą pierś. Spokojnie dziś nie oznacza to wcale babcinych „namiotów”. Przy dużym biuście łatwo o ucieczkę piersi i tworzenie tzw. bułek. Stanik musi być dobrze dopasowany i nie może mieć za małej miski, pierś nie może się z niej wylewać!

Dobrze dopasowana balkonetka, również sprawdzi się u pań z obfitym biustem. Balkonetka to miseczka obejmująca 3/4 piersi. Pamiętajcie, że im mniej obejmuje stanik tym lepiej przyjrzyjcie się jego dopasowaniu, o wiele łatwiej o ucieczkę z balkonetki niż pełnej miski, trzeba sprawdzić w przymierzalni, czy piersi dobrze się układają.

Podobnie będzie w przypadku dobrze dopasowanego stanika „plunge” – nie jest zakazany jeśli utrzyma biust na swoim miejscu.

Szeroko rozstawione piersi

Wybieraj biustonosze z niżej zakończonymi fiszbinami, które zagarną biust spod pach w kierunku do środka. Sprawdzą się „plunge” i „push-upy”.

Blisko osadzone piersi

Jeśli twoje piersi są blisko osadzone, wybieraj biustonosze z dość zbliżonymi na mostu miskami. Stanik musi współgrać z twoim ciałem. Fiszbiny powinny być umiejscowione z przodu, żeby nie wbijały się w piersi

Pełne i okrągłe piersi

Są stworzone do balkonetek, pięknie prezentują się niepełnych miskach. Oczywiście takie idealne piersi ładnie wyglądają praktycznie we wszystkich biustonoszach. Ich posiadaczki  mogą sobie pozwolić na staniki bez fiszbin.

Asymetryczne piersi

Nie denerwuj się naprawdę sporo kobiet boryka się z asymetrią piersi w bardzo rożnym stopniu. Wybieraj biustonosze z usztywnioną miską i wyjmowanymi wkładkami. Pamiętaj stanik musisz dopasować do większej piersi i ewentualnie uzupełnić go dodatkową wkładką.

Fot. iStock

Fot. iStock

Na podstawie: poradnikzdrowie.plmybra.plstanikomania.plkobieta.pl


Lifestyle

„Dlaczego ona sobie na to pozwoliła? Ja bym nigdy…” Przestańmy oskarżać ofiary, to okrutne!

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
7 lipca 2022
fot. Oscar Keys/iStock
 

Osoby doświadczające przemocy powinny dostać od rodziny, przyjaciół, znajomych, instytucji publicznych, czy nawet anonimowych osób w Internecie wsparcie. A nie pouczanie, „dobre” rady i hejt. Czy to naprawdę takie trudne?

Od kilku dni śledzę media społecznościowe i grupy wsparcia  na Facebooku. Powtórna wiktymizacja to chyba nasza przypadłość narodowa. Dlaczego ona pozwoliła, żeby on się tak do niej odzywał? Tak ją traktował? Dlaczego nie zareagowała? Nie zgłosiła? Widać, jej nie przeszkadzało. Naprawdę jesteś debilką skoro pytasz, co masz zrobić i czy od niego odejść? Długo będziesz się tak upadlać. Żenujące. Masz co chciałaś. Sama za to odpowiadasz. Dlaczego akurat teraz o tym mówi? Zależy jej na zemście?

Jak czytam takie bzdury, robi mi się gorąco

Ostatnio temat przemocy psychicznej znów jest na tapecie, mówi się o niej w kontekście mobbingu i artykułu Szymona Jadczaka, który ukazał się na portalu WP. Choć tekst dotyczył Tomasza Lisa i mobbingu w redakcji, wielu z nas mogło w wyznaniach pracowników odnaleźć swoje doświadczenia. Nie tylko w kontekście mobbingu, ale również przemocy psychicznej, nadużywania, lekceważenia w relacjach prywatnych.

Tak jak można wspominać byłe związki, przyjaźnie (o rany, jak mogłam być tak głupia i w tym trwać), tak samo można wspominać byłych beznadziejnych szefów. Wspólnie z koleżanką z redakcji zaczęłyśmy wspominać, kto nas kiedyś źle potraktował. Padały też takie zdania: „Nie rozumiem, jak mogłam sobie na to pozwolić”, „Żałuję, że nie zareagowałam” i tak dalej. Ale to, że ktoś mówi o sobie, że żałuje, że wie, że popełnił błąd – nie znaczy, że chce to słyszeć od innych. Do tego tym nieznośnym, pouczającym tonem.

Dlaczego ona / on na to pozwolili?

– Trafiają do mnie różni ludzie, którzy doświadczyli mobbingu – mówi Marlena Kazoń, psycholog, psychoterapeutka i terapeutka traumy. – Przypomina mi się jedna kobieta, Pomorzanka, 28 lat, przyjechała do stolicy na studia i do nowej pracy. Ponieważ cierpiała na perfekcjonizm, była dla nowego pracodawcy wybawieniem, ale jednocześnie nikt w firmie jej nie lubił. Stała się obiektem drwin, żartów. Później awansowała, sytuacja  się nasiliła. To było straszne, na terapii cały czas o tym mówiła, lecz nie potrafiła odejść. Czuła i była wykorzystywana intelektualnie, psychicznie i emocjonalnie. Aby się innym przypodobać, robiła za nich różne rzeczy. Doświadczała też gaslightingu, czyli manipulacji, która sprawia, że ofiara traci zaufanie do siebie samej. Zaczyna kwestionować swoje odczucia, a nawet wspomnienia, czy doświadczenie. Manipulant osiąga to poprzez podawanie w wątpliwość wersji wydarzeń przedstawianych przez ofiarę, wmawianie jej, że przeinacza fakty, zmyśla, przesadza lub wręcz ma urojenia. Finalnie osoba, która padła ofiarą gaslightingu, zaczyna obawiać się podejmowania jakichkolwiek decyzji, kwestionuje własne zdrowie psychiczne.

Każdy może paść ofiarą psychopaty szefa, męża, ojca, matki

– Wystarczy, że jesteśmy słabsi i nie potrafimy skutecznie odpowiedzieć na tę wyrafinowaną formę przemocy – uważa Marlena Kazoń. – Poza tym takie traktowanie nie pozostaje bez wpływu na ofiarę. Jeśli doświadczamy przemocy psychicznej, stajemy się wycofani, przygnębieni, przestajemy wierzyć w siebie i swoje kompetencje w pracy. Obniża nam się efektywność i odporność.

Im więcej takich sytuacji znosisz, tym ciężej jest coś zrobić. Dlaczego niektórzy nie reagują od razu? Psychopata to na ogół człowiek miły, serdeczny, potrafi wyróżniać, adorować. Wydaje się uosobieniem dobra i empatii. Przynajmniej na początku lub podczas tzw. miesiąca miodowego. Pierwsze przemocowe zachowanie jest dla nas szokiem. Wciąż mamy przed oczami jego „wspaniałość”. Myślimy; to jednorazowa akcja, przejdzie.

Dodajmy do tego to, że dopiero od niedawna uczy się dzieci stawiania granic, zwracania uwagi na siebie, swoje potrzeby. Kiedyś często naszymi „oprawcami” byli już rodzice, babcia, dziadek, ciotki, czy nauczyciele. Ile to razy słyszeliśmy, że dzieci i ryby głosu nie mają, ile to razy nie słuchano nas, traktowano lekceważąco. Byliśmy wychowankami opresyjnego systemu. Jak więc mielibyśmy umieć od razu reagować na przemoc psychiczną?

Dlaczego tego nie zgłosili?

Trudno w to uwierzyć, ale często osoby, które doświadczają przemocy, czują się winne. Uważają nawet, że te ataki są słuszne, zasłużyli. Druga sprawa, żeby walczyć o swoje prawa, trzeba przedstawić dowody. Należą do nich, na przykład, nagrania rozmów, wszelkiego rodzaju dokumenty, korespondencja, a także zeznania świadków.

Zdaniem Marleny Kazoń oprawcy bywają ostrożni, często więc zostają świadkowie. I tu się zaczynają schody. Weźmy choćby mobbing. Pracownicy nawet jeśli byli świadkami mobbingu w pracy, boją się, że jeśli pomogą poszkodowanemu, zostaną zwolnieni. Dlatego też często: albo udają, że nic nie wiedzą albo odmawiają pomocy.

To teraz pomyślmy o osobach z niskim poczuciem własnej wartości, zgnębionych, pogrążonych. Ile z nich ma siłę, by walczyć samodzielnie? Bardzo niewielu.

Dlaczego tak późno chcą sprawiedliwości?

Może lepiej późno niż wcale?

A poważniej – często dopiero czas pozwala nam zrozumieć pewne rzeczy. Zaczynamy analizować mechanizmy, uświadamiać sobie, co się w ogóle działo. Wspomnienia wracają w snach, czasem w nowym życiu mamy napady lęku, objawy depresji, czy wiele wiele innych. Opowiadamy o tym innym, a oni są w szoku: Boże, przecież to była przemoc. Niektórzy idą na terapię i tam dowiadują się, że to, czego doświadczyli było totalnym naruszeniem.

Pojawia się potrzeba wyrównania, zadośćuczynienia, w miejsce smutku, bezradności przychodzi gniew, a nawet wściekłość.

Dlatego nie oceniaj. Wysłuchaj i zrozum. A jeśli tego nie potrafisz, lepiej nic nie rób.


Lifestyle

Zamiast decyzji o rozwodzie postanowiliśmy przejść trzy miesiące separacji. Czy to uratowało moją rodzinę?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
7 lipca 2022
separacja
fot. Unsplash

Nie mieliśmy pewności, czy chcemy się rozwieść. Ale wiedzieliśmy też, ze już dłużej ze sobą być nie umiemy. Poszliśmy na terapię i psycholożka namówiła nas na trzy miesiące separacji. Co z tego wynikło? (Wysłuchaliśmy historii jednej z naszych czytelniczek).

Separacja tak naprawdę nie jest niczym nadzwyczajnym. Przyznaj się, ile razy mąż po kłótni z tobą, trzasnął drzwiami, by zanocować o u swojego brata. Tak, to też była separacja. Tyle że na jedną noc.

Separacja może przynieść pewną poprawę, ponieważ pomaga obniżyć temperaturę emocji między dwójką ludzi. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się z mężem na takie rozstanie. Po prostu w towarzystwie terapeuty uznaliśmy, że jeśli nie będziemy mieć ze sobą kontaktu przez co najmniej trzy miesiące, wtedy emocje ustabilizują się i z tego pułapu łatwiej nam będzie dogadać się: czy chcemy dalej walczyć o naszą miłość, czy też składamy papiery rozwodowe.

Ostatnio po prostu kłóciliśmy się bez przerwy i poczułam, że o niczym innym nie marzę, tylko o tym, by to jakoś przerwać. Chodziło mi to, by wydostać siebie i dzieci się z tego okropnego napięcia. Chciałam też oczyścić swoją głowę. A jak wiadomo – do tego trzeba mieć jakąś przestrzeń. Mój mąż przyznał, że on też potrzebuje uporządkować sobie to, co naprawdę czuje i czego pragnie. On twierdzi, że nie chce rozwodu, tak jak ja czasem to w złości deklaruję. Jednak chętnie przystał na tę propozycję, by zrobić kilka kroków do tyłu.

Po dwóch tygodniach – czułam się świetnie

W końcu mogłam robić to, co chciałam. Upragniona wolność! – krzyczałam szczęśliwa. Nie miałam też żadnych, nawet najmniejszych kłopotów z dzieciakami. Z mężem ostatnio kłóciliśmy się o wszystko. Najbardziej zaś o to, jak wychowywać dzieci. On pozwala córkom w zasadzie na wszystko: mogą pod jego opieką chodzić nawet o godz. 1.00 w nocy spać, a potem nie koniecznie muszą iść do szkoły. Mogą też grać i siedzieć w internecie ile tylko pragną. Byle mu nie za bardzo zawracały głowę. Ja natomiast ustaliłam jasne zasady i w końcu w naszym domu zapanowała harmonia. Dziewczyny wiedza, że mogą dla rozrywki tylko godzinę siedzieć w internecie. Kiedy chcą dłużej, pytają mnie, czy mogą. Pomagają też chętniej przy zwykłych pracach domowych. Na lodówce wywiesiłyśmy grafik, kto i kiedy wychodzi z psem. Mam wrażenie, że nasza trójka odetchnęła głęboko, od kiedy pozbyłam się tego okropnego napięcia z naszego domu.

Miesiąc separacji – całkiem fajna stabilizacja

Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy aby jestem uczciwa w stosunku do mojego męża. Może nie powinnam przedłużać agonii naszego małżeństwa, tylko już dawno powiedzieć mu wprost: „Nie chcę cię. Życie z tobą to okropna męczarnia!” Bo tak naprawdę separacja to jest taki próbny rozwód. Dzieci zaczynają przemieszczać się między naszymi domami, a ja już widzę, że tak chyba jest lepiej, bo one spokojnie się do tego dostosowują. Odnoszę wrażenie, że w ten sposób zyskałam czas na dostosowanie się i domkniecie różnych emocji w sobie.

Sześć tygodni separacji – czy to jego podstęp?

Po raz pierwszy zadzwonił mąż i zaproponował, byśmy przynajmniej w niedzielę zjedli wspólny obiad. Zaprasza nas wszystkich do restauracji. Zaczęłam się więc zastanawiać, czy to nie jest jakiś jego podstęp? Czy on chce namówić mnie do powrotu? Będzie próbował przepraszać? Na nowo się jakoś układać? Wcześniej ustaliliśmy, że zadzwonimy do siebie tylko w sytuacji – jeśli dojdzie do jakiejś ważnej krytycznej sytuacji, dotyczącej jednego z naszych dzieci. Do tej porty – przez całe sześć tygodni – porozumiewaliśmy się tylko poprzez sporadyczne maile.

Fot. iStock / simarik

Osiem tygodni separacji – on też lubi oddzielnie

W końcu zgodziłam się i poszliśmy na ten obiad. Okazało się, że maż wcale nie chce wracać i że też ceni sobie spokój, co mnie kompletnie zdziwiło. Nie tego się spodziewałam! Zaproponował jednak, byśmy raz w tygodniu jedli wspólne obiady i przynajmniej raz w miesiącu umawiali się na dłuższą rozmowę telefoniczną, podczas której wymienimy się informacjami na temat dzieci, by ujednolicić opiekę. Powiedziałam mu, ze to wszystko brzmi bardzo sensownie, ale jednak chce na ten temat porozmawiać terapeutką, bo kompletnie sie takiego obrotu spraw nie spodziewałam. Wydaje mi się, że to jest zmienienie zasad, które ustaliliśmy na początku.

Dziewięć tygodni separacji – nie mogę spać

Ciągle rozmyślam: „Czy oby mój maż nie ma kogoś na boku?” Daliśmy sobie niby w tym temacie zielone światło. W końcu jest to separacja. Ale nigdy nie przypuszczałam, że on by się tak szybko zakręcił koło innej kobiety. Myślałam, że bardziej mu zależny na naszej rodzinie. Nie mogę spać. Przekręcam się z boku na bok. Chyba potrzebuję silniejszych proszków nasennych od psychiatry, bo sobie nie dam rady.

Dziesięć tygodni separacji – to ja chcę teraz porozmawiać

Dzwonie do męża i proponuję mu spotkanie w cztery oczy. Bez terapeutki. Teraz on twierdzi, że się się zastanowi. Po trzech dniach oddzwania i mówi, że chce, ale tylko kiedy obok będzie nasza pani psycholog. Kiedy to mówi, czuję jak łzy napływają mi do oczy. Czuję, że tracę grunt pod nogami. On już mnie nie nie kocha. Gdyby kochał, leciałby na to spotkanie w cztery oczy jak na skrzydłach.

Jedenaście tygodni separacji – chyba za nim tęsknię

Na spotkaniu u terapeutki pytam męża, czy z kimś się spotyka. Zaprzecza. Ale ja mu nie wierzę. Mówię, że chcę na nowo poukładać sobie z nim życie. On milczy. Nie spieszy mu się z odpowiedzią. Twierdzi, że teraz on potrzebuje czasu, bo dobrze i spokojnie mu jest, kiedy mieszkamy osobno. Chciałby natomiast częściej opiekować się dziećmi i pyta mnie, czy rozważyłabym opiekę pół na pół. Ale ja już tego nie słyszę. Zatyka mi gardło. Mnie hardej. Mnie silnej i gadającej wszystkim koleżankom od co najmniej roku, że go już nie kocham. A jednak jest odwrotnie. Chcę, by do mnie wrócił.


Zobacz także

„Nie wiem, ile za Twoją twarzą, pokrytą warstwami makijażu, kryje się smutków, bo nigdy go dla mnie nie zmyłaś”

Włoskie paluchy drożdżowe

10 naturalnych sposobów na piękny i świeży zapach w domu