Lifestyle

Kiedy powiedziałeś, że wyjeżdżasz za granicę poczułam ból i ulgę jednocześnie. Ten nie-romans uratował moje małżeństwo

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 października 2020
Fot. iStock/Madhourse
 

Już prawie zapomniałam. Zamknęłam przecież ten rozdział mojego życia w niebieskiem pudełku z wstążką. Razem z naszymi zdjęciami, twoimi listami, muszlą, którą podarowałeś mi na Helu. Pudełko postawiłam na pawlaczu, w szafce nad drzwiami. Kurzy się tam razem z milionem innych szpargałów, o których już dawno wszyscy zapomnieli. Może jeśli zamknę oczy i spojrzę jeszcze raz, okaże się, że tego pudełka nie ma i nigdy nie było? Tak, jak nie było nas, naszego zakochania w sobie. I końca tej miłości.

Byłeś w moim życiu od zawsze. Najpierw jako dobry znajomy, przyjaciel rodziny. Zawsze blisko mnie i mojego narzeczonego, a potem męża. Kilka razy zostałeś nawet z naszymi dziećmi na kilka godzin, żebyśmy mogli wyjść do kina. Raz, kiedy mój starszy syn ciężko się rozchorował zawiozłeś nad do szpitala, bo Paweł był w delegacji, a potem czekałeś na szpitalnym korytarzu do późnej nocy. Byłeś zawsze.

Spotykałeś się z kimś. Raz to był nawet dłuższy związek. Poznałam twoją partnerkę, lubiłam ją. Zazdrościłam jej tego, że ma Ciebie. Nie rozumiałam tego – przecież ja miałam Pawła, kochającego, oddanego partnera, dobrego ojca naszych dzieci. Mężczyznę, na którym można polegać. W pewnym momencie zaczęłam się bać naszej relacji, bo zrozumiałam, że zaczynam czuć do Ciebie coś, czego nie powinnam czuć. Zaczęłam więc unikać sam na sam z Tobą, zbliżyłam się jeszcze mocniej do mojego męża, w nadziei, że to uczucie do Ciebie minie, zgaśnie, zniknie. Z czasem stałeś się pierwszą osobą, o której myślałam, kiedy coś szło nie tak. Ty byś wiedział jak rozwiązać problem, jaką decyzję podjąć. Nie wiem jak i kiedy miłość do Ciebie pochłonęła mnie całkowicie. Dzieci dorosły, a my skończyliśmy 40 lat. Myślałam, że muszę to zwalczyć, zabić w środku.

Aż do tej nocy, kiedy powiedziałeś mi, że nie możesz przestać o mnie myśleć. Że żaden Twój związek nie ma racji bytu, bo od dawna kochasz tylko mnie. Że próbowałeś nie zakochać się z żonie najbliższego przyjaciela. I że boisz się tego uczucia, a jednocześnie nie umiesz z niego zrezygnować.

To były urodziny wspólnego znajomego. Paweł nie mógł przyjść, został w domu, żeby pracować. Odwoziłeś mnie do domu, ale zatrzymałeś się ulicę wcześniej. Wziąłeś mnie za rękę i powiedziałeś, że mnie kochasz. Było tak, jakbym oglądała jakiś film. Wybuch radości, chwila uniesienia, ulga. Że nie jestem w tym sama, że przez jedną chwilę mamy tylko siebie. Pocałunek. Wszystko się zatrzymało: czas, deszcz, życie.

Romans? W ogóle nie myślałam o nas w ten sposób. W mojej głowie wszystko ułożyło się dokładnie tak, jak powinno. Nie żałowałam straconych lat, ani tego, że mogliśmy powiedzieć sobie to wszystko wcześniej. Nie myślałam nawet o moim mężu, tak jakby nagle zniknął. Myślałam tylko o tym jak być z Tobą.

Do domu weszłam unosząc się nad ziemią. Potem zobaczyłam Pawła i moje stopy opadły na ziemię. No tak. Był tu. Był w moim życiu. Czy to on między nami, czy ty byłeś tym trzecim? Konfrontacja z rzeczywistością, z mrzonką o związku, który nie ma szans się ziścić. Bo jestem mężatką. Bo mój mąż jest dobrym człowiekiem. Bo jedyne, co możemy mieć to ukradkowe spojrzenia, wiadomości wysyłane i odczytywane w ukryciu. Twoje listy, małe karteczki, które wrzucałeś mi do kieszeni kurtki. Poczucie winy.

Czy wydarzyło się między nami coś więcej? Prawie nie. W lecie dojechałeś do nas na wakacje. Byliśmy na Helu, Paweł musiał wrócić wcześniej do Warszawy. A ja zostałam z Tobą na plaży.

Nie poszliśmy do łóżka, nie zaplanowaliśmy ucieczki, ani mojego rozstania z mężem. To było nasze pożegnanie. Położyłeś mi na ręku muszlę i powiedziałeś, że nie możemy… I że wyjeżdżasz za granicę. Poczułam ból i ulgę jednocześnie.

Kiedy piszę do Ciebie ten list, jesteś już daleko za oceanem. Nie kontaktujesz się ze mną, ale wiem od Pawła, że wszystko układa się po twojej myśli. Chciałam Ci powiedzieć, że zajmie mi jeszcze chwilę, zanim pozbędę się tego uczucia. Ale wiesz, w jakimś stopniu uratowało ono moje małżeństwo. Tak mocno skupiłam się na moim mężu, na naszej relacji. Wiem, że jeśli kiedykolwiek zajrzy do niebieskiego pudełka z wstążką, będę musiała opowiedzieć mu o wszystkim, co się między nami nie wydarzyło.


Lifestyle

3 powody, przez które rozpadają się współczesne związki

Karolina Krause
Karolina Krause
13 października 2020
Oto 3 główne powody, przez które rozpadają się współczesne związki
Fot. iStock/nd3000
 

Coś takiego jest w tym naszym „Pokoleniu Ikea”, że ponad wszystko cenimy sobie rzeczy praktyczne, łatwe do demontażu, a przez to niezbyt trwałe. Takie myślenie przenosimy potem na grunt związkowych relacji. Doprowadza to do tego, że więź, która powinna trzymać nas razem, przy pierwszym lepszym podmuchu rozpada się jak domek z kart.

Oto 3 główne powody, przez które rozpadają się współczesne związki:

1.Tworzymy związki z ludźmi, których tak naprawdę nie kochamy

W dzisiejszym świecie każdego dnia jesteśmy karmieni wyidealizowaną iluzją miłości. A zważywszy na to, jak łatwo możemy dziś nawiązywać znajomości, nikt z nas nie chce być sam. Żyjemy w ciągłym kontakcie z drugim człowiekiem. Niezależnie od tego, czy jest to kontakt realny, czy sieciowy. To sprawia, że bycie samemu jest dla nas czymś nienaturalnym. Przerażającym.

Z tego strachu i ogromnego łaknienia miłości wchodzimy potem w związki, które są co najwyżej jej ułudą. Bo, gdy tylko przekonujemy się o tym, jak dobrze jest mieć przy sobie kogoś, kto obdarza nas choć odrobiną uczucia, nie potrafimy z tego zrezygnować.

Kiedy jesteśmy zakochani, nasz umysł wydziela hormony, które sprawiają, że czujemy się błogo. To może być uzależniające. A nawet doprowadzić do tego, że zakochujemy się w samym „doznawniu miłości”, zamiast w tej drugiej osobie.

Prędzej, czy później życie weryfikuje jednak prawdzie powody, dla których wiążemy się w pary. Sprowadzając nas do punktu wyjścia.

2. Nie potrafimy zaufać drugiej osobie

Zaufanie to podstawa każdego zdrowego związku. Często jednak okazuje się, że pomimo usilnych starań nie potrafimy obdarować nim drugiej osoby. Ile z was spotykało się kiedyś z facetem, który przy pierwszym waszym kontakcie z innym mężczyzną dostawał spazmów z zazdrości?

Szybko mogłyście się wtedy przekonać, że ten brak zaufania jest przede wszystkim czymś w rodzaju obronnej tarczy. Parasolem, który ma uchronić nas przed zranieniem. Zaraz pod nim kryje się zwykła bezbronność. Bo w obliczu miłości, chcemy tego czy nie, wszyscy tak naprawdę jesteśmy bezbronni.

Brak zaufania do drugiej osoby, to też często efekt wcześniejszych nieudanych relacji. Może nasz zazdrośnik został w przeszłości dogłębnie skrzywdzony lub zdradzony i teraz boi się, że znowu go to spotka. Upewnij się wówczas, że zrobiłaś wszystko, by wiedział, że nie ma się czego obawiać, że go kochasz i nie zamierzasz go zranić.

3. Za duży wybór

Wiele naszych współczesnych problemów wynika również z tego, że mamy dziś zbyt duży wybór. Internet otworzył nam wrota do „raju”, w którym czeka na nas nieograniczona ilość możliwości. Doprowadza to do tego, że do wyboru odpowiedniego partnera, podchodzimy jak do zakupu sukienki. „Wezmę tę, a jak znajdę coś lepszego, to tamtą zwrócę do sklepu”. A kiedy już się na coś zdecydujemy, to nie daj Boże okaże się, że koleżanka kupiła identyczną za połowę ceny. Nie mówiąc już o ciągłym stresie związanym z, powtarzającymi się w naszej głowie, wątpliwościami. „Czy na pewno dobrze wybrałam?”. „Może, gdybym jeszcze trochę poszukała, znalazłabym coś lepszego?”.

Oddajemy więc faceta z powrotem „do sklepu” i wyruszamy na poszukiwanie lepszego modelu. Łudząc się w duchu, że taki oczywiście istnieje. I model i facet.

Na takie stresy w obu przypadkach jest tylko jedna rada: Pasuje ci? Dobrze ci z nim? To właśnie dokonałaś najlepszego wyboru 🙂


 

Źródło: higherperspectives.com


Lifestyle

Piękna ona, piękny on. A taka brzydka miłość

Redakcja
Redakcja
13 października 2020
Fot. iStock

Co to była za para. Zawsze wszyscy się nimi zachwycali. Dobrani jak w korcu maku, mówiono. Zawsze uśmiechnięci. Byli po przejściach. Ona po burzliwym rozwodzie, on jak sam mówił z byłą żoną wariatką. Byli przekonani, że taka miłość już im się nie przydarzy, a jednak. 

W dzisiejszych czasach to norma. Krótka wymiana zdań na portal randkowym. Kawa? Kawa. Po co czekać, szkoda tracić czas na wielogodzinne pisanie, bo przecież za ekranem telefonu można być każdym. Seksowną blondynką z długimi włosami, elokwentnym facetem, któremu przecież wcale nie chodzi o seks, jak większość na początku deklaruje, a w rzeczywistości wszystko i tak sprowadza się do jednego. Łatwa piłka – mam ochotę na seks, może jakaś się znajdzie. 

Tym razem miało być inaczej. Kawa, później kolacja, długie wieczorne rozmowy przez telefon. W końcu pierwszy seks wyjątkowy i niesamowity. Czuli się trochę jaka para nastolatków. Przynajmniej ona się tak czuła. 

Kilka miesięcy zachwytu ich sobą, innych nimi. W końcu szczęście i radość, której tak dawno zwłaszcza na jej twarzy nie było widać. Nikt nawet nie zauważył, kiedy zaczęła gasnąć. Zresztą nawet ona tego nie zauważała. Uśmiechała się, przytulała, wszystkim wokół powtarzała, że jest taka szczęśliwa. 

Ale coś czaiło się za rogiem. Było jak gęstniejąca mgła przysłaniające słońce i uniemożliwiająca jasność widzenia. Najpierw mówił, że może powinna zapisać się na siłownię, zacząć biegać, bo jej ciało nie ma już 20 lat. Mówił to z uśmiechem, zapewniają o swojej pełnej akceptacji. W końcu on, wysportowany, wie, jak ważna dla zdrowia jest choćby najmniejsza aktywność. 

Zaczęła biegać, choć wiecznie brakowało jej czasu, między pracą, dziećmi, tysiącem innych obowiązków. Ale przecież jej ukochany tak się o nią troszczy i martwi, musi więc się spiąć, dla niego, ale też dla siebie. 

Źle gotuje, w sumie mogłaby się bardziej postarać, bo przecież teraz tyle jest programów kulinarnych, a on jest świetnym znawcą kuchni. Fakt, jego makaron z krewetkami zwalał z nóg, ale już jej pomidorowa mu nie smakowała. Był duszą towarzystwa. Kiedy spotykali się ze znajomy i przyjaciółmi (zawsze u niej), on opowiadał o winach, o tym, co ugotował, biegał, chodził, podawał, wszyscy byli zachwyceni. Mówili: “jakie ty masz szczęście, gdzie są tacy faceci”. Tylko ona była coraz mniejsza. Zamykała się w sobie, patrzyła na niego i nie wiedziała, co się dzieje, skąd w niej pojawia się ten niepokój… Przecież znała to uczucie, może była przewrażliwiona, może się czepiała. Chociaż kiedyś obiecała sobie nie przegapić czerwonych alertów w swojej głowie, teraz nieustannie przełączała je na pomarańczowe światło. Dawała sobie czas i jemu. Niby miała się przyglądać z boku, ale traciła dystans. 

“Co się dzieje” spytała przyjaciółka. “Zmęczona jestem, jakiś urlop by się przydał” – odpowiedziała. Tak to sobie tłumaczyła. On pan sytuacji, wiecznie z energią, uśmiechem, mówiący jej, że powinna cieszyć się z życia, że nie może się w sobie zapadać, że powinna mieć pasje, marzenia. 

A ona miała marzenia, które on notorycznie umniejszał. Bo po co jej wyjazd z przyjaciółkami na górską wędrówkę. Zresztą te jej przyjaciółki… Pff, jakieś takie nijakie, uważają się za “niewiadomokogo”, a to zwykłe szare myszki, które oszukują się, że mają wpływ na swoje życie. 

Dom pod miastem? Nie, no świetnie, ale kto to sfinansuje, kto będzie tego pilnował, przecież nie ona. Ona taka nieogarnięta, która wiecznie gubi kluczyki od samochodu, chciałaby dom budować? Bez sensu. 

Własny projekt? Chciała odejść z korporacji. Miała nadzieję, że on to zrozumie, że będzie dla niej wsparciem. Wcześniej się bała, bez stabilności finansowej, z dziećmi na karku… Zawsze miała obawy, choć wiedziała, że pomysł ma szanse realizacji, rozpisała wszystko krok po kroku, całą strategię, plan, koszty. “Kochanie, do biznesu trzeba mieć głowę, nie można ot tak sobie czegoś zrobić. Naprawdę kocham cię, ale twoja malutka główka tego nie obejmie. A przecież ja nie mam czasu koło tego biegać”. Przepłakała całą noc, mówiąc, ze podcina jej skrzydła, że w nią nie wierzy, że myślała, że to właśnie on będzie dla niej silnym ramieniem, który wesprze ją w jej działaniach. Przecież była do tego pomysłu przekonana, ale zaczęła mieć wątpliwości, czy faktycznie podoła. Kiedy znajomi pytali ją i co z jej planami, zbywała ich półsłówkami, że to zły moment, że może później, że jeszcze musi rozważyć kilka kwestii. “Ale przecież wszystko miałaś gotowe, tak się na to cieszyłaś” – mówiła przyjaciółka. 

On często wyjeżdżał, taka praca. Znikał na dwa, trzy dni najpierw co dwa tygodnie, później co tydzień. Gdy dzwoniła, mówił, że jest zajęty i że nie może go nieustannie kontrolować, przecież ją kocha, są dorośli, nie musi jej wysyłać co rano sms-ów, żeby ona czuła się bezpiecznie, bo przecież nie na tym miłość polega. 

Telefon. “Pani Magda?”. “Tak”. “Przepraszam, że zawracam głowę, może nie powinnam, może to pomyłka…” – słyszała po drugiej stronie. Zrobiło się jej gorąco, musiała usiąść, choć jeszcze niczego nie usłyszała. “Bo natknęłam się na Pani sms-y…” – krew odeszła jej z mózgu, nie mogła myśleć racjonalnie, chciała się rozłączyć. “A on mi powiedział, że weźmie ze mną ślub, tylko zakończy tę relację, relację z Panią” – nie, to nie mogła być prawda, to na pewno pomyłka, jej mózg był jak rozżarzona czerwona lampa, słyszała tylko piski, jakby ktoś w jej głowie załączył bulaje z karetki. 

Usiłowała zapanować na drżeniem głosu, nad trzesącymi się rękami, by nie wypuścić telefonu z ręki. 

Poznali się trzy miesiące temu. Na portalu randkowym. Kawa, kolacja, teatr, pełen romantyzm. Taka miłość się nie zdarza – już gdzieś to słyszała. Opowiadał jej – tamtej kobiecie, że musi się wyplątać z relacji z wariatką. “Nie mogę jej jeszcze zostawić, bo boję się, że sobie coś zrobi, ale tam już nie ma, za to ja nie jestem na tyle złym człowiekiem, żeby jej to zrobić” – tłumaczył tamtej… “Ona udawała kogoś, kim zupełnie nie jest” – mówił o niej. 

“Halo, jest tam pani?” – wyrwało ją z otępienia. Umówiły się na kawę. Tamta nie wyłączyła alertów w głowie, była bardziej czujna i uważna. “Jak to się mogło stać?” – pytała samą siebie. 

I nagle przyszła jasność emocji. Niepokój nabrał realnych i nazwanych kształtów. Długo rozmawiały, zwłaszcza, że tamta była psychologiem, mającym nieszczęście do narcyzów, którzy karmią się energią innych, którzy manipulują tak, że nie wiadomo, kiedy wpadam w ich sieci. Tak, też się zakochała, też była oczarowana, też myślała, że tym razem w końcu się uda. I im też znajomi mówili, że są piękną parą. 

Odeszły, obie. 

“Wszystko w porządku?” – spytała przyjaciółka, nic nie musiała mówić. A przecież byli tacy piękni. Ta miłość miała być piękna. “Czy w imię miłości można być tak ślepym? Tak bardzo zaprzedać siebie?”. Ta strata jest jak wyrwa w jej sercu. Czy odważy się jeszcze kiedykolwiek pokochać? Dzisiaj w to szczerze wątpi. Chce zadbać o siebie i do siebie wrócić. To jest najważniejsze. 


Zobacz także

Gdybyś dostała od losu drugie życie, co zrobiłabyś inaczej?

Gdybyś dostała od losu drugie życie, co zrobiłabyś inaczej?

Pozwól sobie na upadek. Czasem inna perspektywa pozwala dostrzec nowe możliwości

Jak przeżyć Święta i nie zwariować. Czyli, co możesz zrobić już teraz, aby mentalnie się do nich przygotować