Lifestyle

Każdy z nas ma w sobie cień – swoją ukrytą, antagonistyczną część. Takie alter ego

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
3 września 2021
fot. FreshSplash/iStock
 

„Nasze życie można porównać do filmu, w którym jest bohater i czarny charakter. My jesteśmy jednym i drugim. Bohaterem i czarnym charakterem, światłem i ciemnością, porządkiem i chaosem. Na co dzień trzymamy się od naszej ciemności z dala. Boimy się jej. Ale to właśnie poznanie i przyznanie się do tego że mamy tą ciemniejszą stronę, jest prawdziwym początkiem drogi do duchowości. Bez rozpoznania cienia, nie ma samorozwoju. Jest to niezbędny etap Twojej drogi do oświecenia”. Zapraszamy na kolejną rozmowę – Agnieszka W Sioła (Inkubator Twojego Sukcesu) i Księżycowy Koralik mówią o tym, co w nas jest głęboko schowane, o strachu przed odkryciem tego i wszystkich tego konsekwencjach.


„Podobno każdy ma swój kawałek cienia, brak cienia jest dowodem nieistnienia, lecz bez kawałka światła nie jest łatwo” śpiewał kiedyś Turnau. Ostatnio mówiłyśmy, że nasze dziecko wewnętrzne ma swoją stronę słońca i cienia. Czym jest nasz cień i czy każdy go w sobie ma?

Owszem, każdy ma w sobie cień. Swoją ukrytą, antagonistyczną część. Takie nasze alter ego. Zacytuję tu C.G. Junga „Wszystko, co drażni nas w innych, może prowadzić do zrozumienia siebie”. Często projektujemy na innych to, co w nas wyparte. Jednocześnie cień to ta część nas, która domaga się miłości i uwagi. Ignorowana, obraca się przeciwko nam. Cień można porównać do wewnętrznego dziecka, a konkretnie dziecka cienia. Cień często jest właśnie wynikiem niezaspokojonych potrzeb wewnętrznego dziecka. Cień to odrzucona, niechciana i ignorowana część Ciebie, która nieświadomie wpływa na Twoje życie, dopóki nie zostanie poznana. Cień trzeba uznać.

Co się dzieje, kiedy go nie przyjmujemy, ignorujemy?

Wtedy tworzymy Sabotażystę wewnętrznego. Zaczynamy się zatruwać od środka. Reagować nieadekwatnie do sytuacji. Gdy odrzucasz cień, odrzucasz część siebie. Czyli nie możesz w pełni zaakceptować, pokochać siebie. To z kolei prowadzi do powolnej autodestrukcji. Przypominamy automaty lub zombie, które działają bez świadomości, bez wiedzy, jakie schematy uaktywniają naszą reaktywność.

Toczymy wewnętrzną wojnę. Cień będzie chciał się uwolnić. Będzie coraz mocniej dawał o sobie znać, w sytuacjach dla nas stresowych. Będzie chciał zwrócić na siebie naszą uwagę i innych. Można go porównać do stworzonka, które zamykane w niewoli i w ciemnościach rośnie, by z upływem czasu zamienić się w złego, wściekłego i groźnego potwora, demona. W końcu ten potwór się uwolni i przejmie nad nami kontrolę, psując relacje, rujnując zdrowie psychiczne i fizyczne, wpędzając w uzależnienia. Cień to odrzucony wycinek jaźni. To wszystko, czego nie akceptujemy w sobie i w innych.

Nasze życie można porównać do filmu, w którym jest jest bohater i czarny charakter. My jesteśmy jednym i drugim. Bohaterem i czarnym charakterem, światłem i ciemnością, porządkiem i chaosem. Na co dzień trzymamy się od naszej ciemności z dala. Boimy się jej. Ale to właśnie poznanie i przyznanie się do tego że mamy tą ciemniejszą stronę, jest prawdziwym początkiem drogi do duchowości. Bez rozpoznania cienia, nie ma samorozwoju. Jest to niezbędny etap Twojej drogi do oświecenia.

Jak go rozpoznać?

Droga do światła prowadzi przez mrok. Dobrym sposobem jest przyjrzenie się swojemu ocenianiu innych ludzi. Kogo darzysz niechęcią? Do kogo masz uprzedzenia? Kto Cię drażni? Kto denerwuje? Jakie jego cechy są najbardziej irytujące i nieznośne dla Ciebie? To najczęściej projekcja tego czego nie akceptujemy w sobie na innych. Przerzucamy na drugiego człowieka, to czego nie lubimy w sobie. Jest to zasada lustra. Odcinamy się od tego tak mocno, że gdy u innych widzimy to podobieństwo, budzą się w nas ogromne emocje. Wrogość, nienawiść, niechęć, dyskryminacja, prześladowania, homofobia to właśnie często wynik wyparcia tego cienia.

Świat zewnętrzny jest odbiciem naszych wewnętrznych zmagań. Mamy skłonność osądzania, gdy widzimy cechy, których nie akceptujemy w sobie. Tak dla uporządkowania, to cień dzielimy na: negatywny – wszystko czego nie akceptujemy i potępiamy u innych, a co wypieramy i odrzucamy u siebie; pozytywny – wszystko co podziwiamy i cenimy w innych, a czego nie widzimy w sobie. Cień powstał z osądu. Wszystko to złe, wstydliwe zostało zepchnięte do naszej podświadomości.

Jak pracować z cieniem?

To postawienie siebie w roli bezstronnego obserwatora. Tak, wiem, że to cholernie ciężkie. Świadoma obserwacja tego, co nas irytuje, denerwuje, drażni w naszym otoczeniu jest drogą do poznania siebie i swoich demonów. Później zadajemy sobie kilka szczerych pytań. Na które szczerze odpowiadamy: czego najbardziej się wstydzę? Czego w sobie nie lubię? Czego się brzydzę? O czym fantazjuję skrycie? Jak unikam odrzucenia? I wiele, wiele innych.

Praca z cieniem to prawdziwe poznanie i akceptacja siebie takimi, jakimi jesteśmy. Oswojenie naszego potworka, który zauważony, uznany i zaakceptowany, zmieni się w nasze zwierzątko. Które ujarzmione, nie będzie sprawiało nam problemów i nie zamieni się w złego nienawistnego potwora. My będziemy gotowi, by siebie pokochać bezwarunkowo. A wtedy będziemy najlepszą wersją siebie. Ten cień to tylko niegroźne zwierzątko, które potrzebuje naszej uwagi i akceptacji. Groźne się staje wtedy, gdy jej nie dostaje.

A my, próbując to ukryć przed światem, tracimy poczucie własnej wartości, bo wiemy że tam w środku kryje się potwór, wstydliwa tajemnica która wywołuje strach. Strach miesza się z innymi emocjami, złością, frustracją, nienawiścią. Wszystko to się kotłuje w nas, tworząc tykającą bombę. Tą bombą jesteśmy my. Bombą, która robiąc dobrą minę do złej gry, codziennie nosi ciężar nagromadzonych tajemnic. Nie prościej polubić naszego diabełka? Bo nie taki diabeł straszny, jak go malują. Bez ciemności nie ma światła, a bez zła nie ma dobra.

Ludzie często nie są w stanie wysiedzieć sami ze sobą, bo boją się ciszy i samotności. Rozstanie z jednym partnerem „zapychają” innym partnerem, bo uważają że tamten był nieodpowiedni i historia się powtarza. Te same emocje, złość i obwinianie drugiej strony. Jak to przerobić, jak zwrócić partnerowi uwagę, że nas krzywdzi i to nie o nas tu chodzi?

Historia tak naprawdę powtarza się tylko dlatego, że boimy się poznać siebie. Poznać tak prawdziwie. Sami przed sobą udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, nie akceptujemy i nie lubimy siebie, nie mówiąc o kochaniu. Boimy się zostać sam na sam z własnymi myślami. W obawie, gdzie nas poniosą. I z jakimi demonami nam przyjdzie się zmierzyć.

I tak w strachu, szukamy towarzystwa dla siebie, bojąc się panicznie samotności. Szukając na zewnątrz wszystkiego, co możemy dać sobie sami. Wybieramy partnerów o podobnych cechach, nieświadomi, że powtarzamy schematy, które mają swoje źródło w dzieciństwie. I tu wracamy się do wewnętrznego dziecka. Przerabiamy to wszystko w sobie, dokopujemy się do cienia, poznajemy go i swoje wewnętrzne dziecko, po to, by odnaleźć miłość własną. Grzebiemy w naszych najmroczniejszych traumach, by zrozumieć gdzie są braki, które tak desperacko próbujemy zapełnić. A zazwyczaj zapełniamy je oczekiwaniami wobec ludzi nam bliskich. Oczekujemy, że partner, przyjaciel da nam to, czego nie dał rodzic.

Im więcej braków, tym więcej oczekiwań, im więcej oczekiwań, tym więcej frustracji. I kółko się zamyka.

Pamiętajmy że po drugiej stronie jest też osoba ze swoją historią, brakami, pewnie też traumami. I tej osobie ciężko sprostać naszym oczekiwaniom, tym bardziej że ona też ma swoje. Więc są wzajemne, niezaspokojone oczekiwania, wzajemna frustracja, no i znowu się nie udaje. Koniec. Rozpada się związek, a my znowu boimy się być sami ze sobą i wchodzimy w podobny związek, by pięknie odtwarzać schemat. Podświadomie wybieramy podobnego partnera. Ale jest w tym głębszy sens.

Nasza dusza tak nami kieruje, byśmy wreszcie wyciągnęli naukę, z tego powtarzającego się schematu. I tak trwamy w tych wzajemnych oczekiwaniach, w zaspakajaniu wszystkiego, co mamy w sobie, wszystkim, co jest na zewnątrz. Ale to jest ułuda. Bo póki te braki są zaspakajane, to czujemy się komfortowo, gorzej się zaczyna dziać, gdy tak nie jest. A tak bywa często. A jak byłoby pięknie, gdybyśmy nie musieli tych braków wypełniać. Bo to my mamy dać sobie wszystko: szacunek, akceptację, uwagę, miłość, sympatię i empatię. I wtedy zaczyna dziać się magia. Cała ta chęć zapełniania braków znika, bo brak znika. Kochamy siebie na tyle, że ginie ta desperacka chęć wypełnienia pustki. Bo jesteśmy pełnią. My już mamy wszystko w sobie, tylko naszego życia przebieg, troszkę oddala nas od tej wiedzy. Życie to ciąg lekcji. Każde zdarzenie jest lekcją. To taki rodzaj prowokacji, stymulacji, byśmy wreszcie zaczęli szukać drogi do siebie. To powrót do wewnętrznego domu.

Często widzę, że ludzie którzy mają problem ze skonfrontowaniem się z własnymi piekłami, uciekają w alkohol, narkotyki, hazard, seks. Mówią, że chcą zobaczyć co jest po drugiej stronie lub wręcz „zminimalizować” ból. Tyle, że po „minimalizacji” ból staje się jeszcze większy i dotkliwszy.

To odwracanie uwagi. Odwracamy uwagę w różny sposób. I tu podam jeden przykład, który może zaskoczyć. Uciekamy w pseudo duchowość, w której hasłem przewodnim jest „Myśl Pozytywnie”. To niestety skutkuje oddaleniem się od źródła problemu, co w efekcie daje skutek odwrotny od zamierzonego. Dokarmiamy potworka. Problem nie znika, za to ukrywamy jeszcze bardziej nasz cień, pod tym pozytywnym płaszczykiem. W pseudo duchowości unikamy emocji typu złość czy smutek. A każda emocja musi być wyrażona. Gdy je tłumimy, nasz organizm zatruwany jest toksycznością, która prędzej czy później, zaczyna się z nas wylewać i zaczyna zatruwać innych. Posiadamy niesamowitą umiejętność tłumienia emocji. Zagłuszania ich w różny sposób. Bo to niby łatwiej, a ja myślę że jednak trudniej. Bo życie we mgle to żadna przyjemność. A robota, którą mamy odwalić robi się coraz większa. Uciekamy od źródła problemu w używki, uzależnienia by być jak najdalej od tego. Bo to źródło jest dla nas traumą, do której nie chcemy wracać. A wrócić i tak będzie trzeba. Życie może być tak piękne i cudowne, że warto ujarzmić te nasze demony. Skonfrontować się z cieniem i korzystać ze szczęścia jakie nas czeka.

Dotknęłaś poważnego tematu. Za duchowość i doradzanie innym biorą się osoby, które same mają nieprzerobione lekcje życia, cienie, lęki i fobie. W trakcie terapii przecież mogą nas tym obciążać i wkręcać nam chore programy. Jak to widzisz?

Zacytuję tu kogoś bardzo mądrego. „Jeśli idziesz na wojnę, to pójdziesz z osobą, która napisała książkę na temat wojny? Czy pójdziesz z osobą która była na wojnie i ją przeżyła? John Bradshaw „Toksyczny wstyd”.

Przede wszystkim najlepsi terapeuci, duchowi przewodnicy, to ci, którzy dotknęli własnego piekła, którzy poznali swoje cienie, przerobili traumy, dotknęli jeszcze raz swoich ran. Którzy są świadomi, że nie ma drogi na skróty. Gdy jednak jest odwrotnie, a tak jest często, gdy terapeuta nie daje Ci przestrzeni na wyrażenie swych uczuć, emocji negatywnych. Gdy wsparcie znowu zamienia się w zarzut, ocenę że np. nie myślisz pozytywnie, że powinnaś wszystkim od razu wybaczyć. Tu powinna zapalić się lampka ostrzegawcza. Negowanie uczuć, presja nie wyleczy traum. To może prowadzić do pogłębienia problemu. Mamy wtedy do czynienia z osobą toksyczną. Która na nas chce zarobić. Sama prawdopodobnie ma ze sobą problemy.

Pamiętajmy! Nie poznając cienia, będziemy go widzieć w innych. Taki terapeuta to bardzo realne niebezpieczeństwo. Poszliśmy za daleko w lansowaniu całego tego pozytywnego myślenia, wypierając wszystkie emocje, które pozytywne nie są, co nie sprawia że one znikają, one się gromadzą. Wymuszanie szczęścia, zadowolenia i dobrego nastroju przez odrzucanie jakiekolwiek negatywności to tzw. toksyczna pozytywność. Bardzo często używana w pseudo duchowości. Dobry terapeuta nie bagatelizuje żadnej Twojej emocji, tylko daje jej należytą uwagę. A Ty czujesz się bezpiecznie zauważony, zaakceptowany.

Od września rozpoczyna działalność Inkubator Twojego Sukcesu www.inkubatortwojegosukcesu.pl Portal stworzony dla wszystkich, którzy chcą wiedzieć więcej o sobie i dowiedzieć się co i dlaczego dzieje się w ich życiu? Portal, to forma spotkań, kursów, szkoleń prowadzonych przez praktyków psychoterapii z różnych dziedzin, którzy sami na sobie przepracowali wiele tematów i od lat pomagają innym ludziom. To specjaliści od pracy z energią, tańcem, sztuką po numerologię, ciało, zdrowie i totalną biologię. To najbardziej fascynująca podróż bez trzymanki w głąb siebie, ale z pasami bezpieczeństwa.


Lifestyle

Dusza jest z nami cały czas, a my z nią tylko na czas naszego fizycznego życia

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
10 września 2021
A ghost of a female wondering though a room.
 

Jakiś czas temu obejrzałam film „Soul”. Niby dla dzieci, a jednak moim zdaniem, dla każdego bez względu na wiek. Film i to nagrodzony Oskarem, jest o tym, czego chce nasza dusza, czego chce doświadczać i jak ważne jest spełniać swoje marzenia w obecnym życiu. Nie ograniczać się, a patrzeć na to, czego się pragnie. Z Pawłem Wittichem, uzdrowicielem duchowym, bioenergoterapeutą, radiestetą, rehabilitantem, który zajmuje się pracą z osobami cierpiącymi na różne choroby i przypadłości, a z którym pracuję od kilku miesięcy jako moim coachem, chcę porozmawiać o duszy, której Paweł jest znawcą.

Paweł, mówi się, że gdy umieramy dusza z nas wychodzi. Kim jest dusza? Gdzie dusza znajduje się w nas?

Rzeczywiście, tak się mówi, że kiedy umieramy dusza z nas wychodzi, ale jest to bardzo uproszczone stwierdzenie. Umieranie jest procesem, w którym dzieje się dość dużo, jednak żeby można było powiedzieć coś o umieraniu, musielibyśmy choć z „grubsza” opisać budowę człowieka. Kiedy patrzymy na dowolnego człowieka, to możemy opisać jak wygląda, jakiego jest wzrostu, czy jest szczupły czy też gruby, itd. Niewiele jednak osób zdaje sobie sprawę z tego, że jest to bardzo powierzchowny opis i nie oddający czegoś ważnego. Wystarczy porozmawiać z osobami, które widziały osobę zmarłą.

Zdecydowana większość takich osób, pytana o wygląd osoby zmarłej, a ściślej o to, co zmieniło się kiedy patrzą na zmarłego znanego sobie człowieka, odpowiada „kiedy patrzyłem na ciało mojej babci, mamy, ciotki, dziadka, ojca, wujka, …, bliskiej mi osoby to tym, co w dziwny sposób rzuciło mi się w oczy był, hmmm … brak życia! Tam leżało ciało mojej babci, ale to nie była moja babcia tylko jej ciało!” Bardzo dziwne doznanie, bo niby to moja babcia, jej ciało, a jednak miałem dziwne wątpliwości. Z takich relacji wynika jednoznacznie, że człowiek to ktoś więcej niż tylko ciało i bez wątpienia możemy powiedzieć, że kiedy człowiek umiera to dusza opuszcza ciało. W zasadzie można powiedzieć, że ciało to fizyczne, chwilowe, opakowanie duszy, które ma nam pomóc w realizacji zadań na ziemi.

Kim jest dusza?

Zanim odpowiemy, kim jest, powiedzmy, czym jest dusza. Żeby to zobrazować, możemy posłużyć się analogią do człowieka – kim jest? Zadać drugie pytanie do ciała człowieka – czym jest? Ciało człowieka jest tym, co daje Matka Ziemia, a dusza jest tym, co daje absolut. Ciało człowieka to zespół odpowiednio poukładanych i połączonych pierwiastków i witamin. Podobnie możemy powiedzieć o duszy. Dusza to skondensowana, subtelna, uporządkowana czysta energia, posiadająca świadomość, inteligencję, rozum, cel – którego elementarną częścią jest rozwój, doskonalenie się. Rozwój powoduje wzrost duszy.

Dla rozwoju duszy największe znaczenie ma zdobywana wiedza i doświadczenie. Dusza na wczesnym etapie – młoda dusza – jest mała i wiąże się to między innymi z jej możliwościami wchodzenia w różnorodne interakcje – celem zdobywania wiedzy i doświadczenia. Im dusza starsza, bardziej dojrzała, tym możliwości doświadczeń większe. Przykładowo, małe dziecko zakrywa oczy i w ten sposób uważa, że skoro ono nie widzi, to znaczy, że jego też nie widać. Kiedy to samo dziecko dojrzeje, zdaje sobie sprawę z tego, że zakrywanie oczu nie czyni go niewidzialnym.

Młoda dusza, podobnie jak dziecko, jest bardziej biorcą bodźców, a dojrzała dusza generuje i odbiera bodźce. Dziecko, młoda dusza, nie jest świadome możliwości generowania bodźców i skutków jakie one tworzą. Osoba dojrzała czyli dojrzała dusza, generuje bodźce i jest, a przynajmniej powinna być świadoma, jakie reakcje one wywołują.

Czy to znaczy, że im starszy człowiek, tym bardziej dojrzała dusza? Mówi się „stara dusza”, czyli tak to należy rozumieć?

Nie, wiek człowieka nie ma tu absolutnie żadnego znaczenia. Dorosły, a w zasadzie powinniśmy powiedzieć, że dojrzały człowiek, powinien mieć świadomość generowania bodźców w określonym celu i z określonym skutkiem, a jednak jest inaczej. Są tacy ludzie, którzy do końca swych dni na wielu płaszczyznach życia są dziećmi i ich odpowiedzialność nie różni się od odpowiedzialności młodzieży w wieku ponadpodstawowym. Patrząc na to w ten sposób, nie możemy powiedzieć, że im starszy człowiek, tym starsza dusza. Dojrzałość duszy nie jest tym samym co dojrzałość człowieka. Wróćmy do poprzedniego pytania.

Dusza im starsza i bardziej świadoma, tym łatwiej radzi sobie z wyzwaniami, jakie ma realizować na drodze swojego rozwoju. Posłużmy się przykładem: prowadzisz samochód, jedziesz drogą, a z pobocza wyskakuje na drogę, prosto pod koła małe zwierzątko, np. kot. I co robisz? Hamujesz, omijasz tak, aby nie zrobić mu krzywdy. Ok. W takim razie pytam, dlaczego podejmujesz takie działania? Przecież, kiedy będziesz hamować awaryjnie, to jadący za tobą kierowca może wjechać w ciebie. Narażasz siebie i innych kierowców na niebezpieczeństwo.

Są kierowcy, którzy, jeśli tylko mają okazję przejechać jakieś zwierzątko, to potrafią nawet lekko zjechać z drogi, żeby tylko dopaść zwierzę. Pytałem kiedyś takiego kierowcę, dlaczego? A on mi mówi, że dla zabawy. Na czym polega różnica, oprócz lakonicznego stwierdzenia, że taki kierowca to barbarzyńca? To jest właśnie jeden z aspektów dojrzałości duszy. Ty wiesz, gdzieś wewnątrz siebie, że jest to twój młodszy brat, dusza, która jest we wczesnym etapie dojrzałości i nie wolno robić mu krzywdy. A skąd to wiesz? Nie wiesz, ale jest to dla ciebie oczywiste, a odpowiedź jest banalna. Kiedyś, kiedy byłaś mniej dojrzałą duszą, już zrobiłaś krzywdę zwierzakowi „ot tak dla zabawy”. Kiedy cierpiał i skomlał, zrozumiałaś, że on cierpi i jest to złe. Od tej pory masz nieświadomą świadomość, że krzywdzenie innych jest bez sensu.

Rozumiem, to w takim razie wróćmy do pytania, gdzie jest dusza?

Gdzie znajduje się dusza? Nie wspomniałem o tym do tej pory, ale dusza jest troszkę bardziej złożoną materią, jednak dla naszych potrzeb trzymajmy się ogólnego obrazu jaki do tej pory nakreśliłem. Główną przestrzenią gdzie znajduje się dusza, o której do tej pory rozmawialiśmy, jest to serce, klatka piersiowa oraz jama brzuszna.

A możemy mieć więcej niż jedną duszę?

To zależy jak na to spojrzeć. Ogólnie ujmując to zagadnienie, możemy powiedzieć, że dusza jest jedna, ale składa się z trzech elementów. Każdy z tych elementów jest wyjątkowy, a ich wyjątkowość tworzy wyjątkową duszę. Mamy najbardziej rozbudowaną duszę wśród istot zamieszkujących ziemię.

Paweł, a ile żyć jest z nami dusza? Czy to jest czas nieograniczony, czy określony?

Zwróć uwagę, jak silne mamy połączenie z ciałem. Zadajesz pytanie z pozycji człowieka, istoty, która zajmuje niewielki ułamek czasoprzestrzeni w miejscu, które określane jest ziemią. Patrząc na to z innej strony, przyjmując inną perspektywę, powinniśmy zapytać, ile czasu z nami jest to konkretne ciało albo ile ciał mieliśmy do tej pory. Dusza, kiedy się rodzi jest mała, ma małą moc sprawczą, ma małą wiedzę i doświadczenie. Możemy porównać to do samochodu. Przeciętny człowiek to auto, a dusza to zespół napędowy czyli: silnik + skrzynia biegów + koła. Młodziutka dusza, to taki silnik od motoroweru, który miałby napędzać samochód osobowy. Słabo, o ile w ogóle, takie auto jeździłoby.

Dusza musi zebrać odpowiednią ilość doświadczenia i wiedzy, musi urosnąć, powiększyć a w zasadzie zwielokrotnić swoją objętość. Objętość to wiedza i doświadczenie. Wiedza i doświadczenie daje możliwość rozwoju, przez obserwację środowiska w jakim funkcjonujemy możemy wyznaczać cele, które dzięki przeżyciu ich dadzą nam wiedzę i doświadczenie. Im większa wiedza i doświadczenie, tym większa dusza i jej moc sprawcza.

Oznacza to, że czas określa wielkość i dojrzałość naszej duszy? Zebrane doświadczenia i wiedza?

Czas! Jest to jedyna wartość, dobro, które każdy kto jest w przestrzeni ziemskiej nie ma tyle ile chciałby mieć. Nie można czasu kupić ani w żaden inny sposób go pozyskać. Każdy z nas, kim by nie był ma swój czas. Od momentu poczęcia do śmierci każdy ma swój czas. Kiedy się obserwuje ludzi to niestety, ale część marnuje swój czas na ziemi. Skupia się na przetrwaniu i zapomina o życiu. Walczy z przyziemnymi sprawami, będąc skupionymi na codzienności, bez celu i bez woli. Stłamszona różnymi systemami wiary, przekonań, tradycji i kultu, zapominając że są czymś więcej niż tylko ciałem fizycznym.

Odpowiadając na pytanie, dusza jest z nami cały czas, a my z nią tylko na czas naszego fizycznego życia. Czas jest wartością ograniczoną z punktu widzenia człowieka, zaś dla duszy czas fizycznego bytu jest okresem, w którym powinien następować okres żniw w zakresie doświadczania i zdobywania wiedzy. Kiedyś możliwości, jakie oferuje przestrzeń, w której możemy zdobywać wiedzę i doświadczenie, kończy się więc możemy powiedzieć, że jest kres tej podróży. Czy musimy wyrobić się w określonym czasie? Nie, w zasadzie możemy tak długo doświadczać jak potrzeba. Możemy przyrównać to do kształcenia się w szkole. Ile może nam zaoferować podstawówka? Kiedyś kończy się wiedza jaka jest możliwa do zdobycia w podstawówce z jedyną różnicą, że do podstawówki możemy chodzić maksymalnie do 18 roku życia. Szczerze mówiąc, nie jestem pewien co do tego ograniczenia ale wiem, że jest. A z punktu widzenia duszy granica nie istnieje.

Czego pragnie dusza? Czy ma jakieś wpisane programy i potrzeby ? Jeśli tak, to skąd się biorą?

Czego pragnie dusza? Piękne pytanie :-)! Doskonałości!!! Niestety, faktem jest, że niewiele osób było po tamtej stronie w trakcie swojego życia i wróciło tutaj. Oprócz nich są specjalne techniki, których można się nauczyć i odbyć taką podróż i to wielokrotnie. Jednak osoby z takimi przeżyciami, jak i techniki są uważane jako mało wiarygodne. Konstrukcja, w jakiej tkwimy jako ludzkość, z góry skazuje wszystko, co wiąże się z brakiem fizycznych dowodów na odrzucenie.

Dusza pragnie doskonałości! Relacje osób, które były po tamtej stronie, mówią, że jest tam pięknie, cudownie, harmonijnie. Jednym z istotnych elementów, który dość często przejawia się w tych relacjach jest potrzeba doskonalenia się. Również wśród tych relacji znajdują się opisy istot po tamtej stronie. Tym, co często relacjonujący wskazują, jest kolor tych istot. Nie chodzi tu o barwę, a przede wszystkim o intensywność bieli. Tak określają istoty, które tam spotkały jako tak jasne, że bardzo trudno było na nie patrzeć. Właśnie ten blask określa status duszy, jej wiedzę i doświadczenie. Im bardziej jasna jest dusza, im bardziej błyszcząca, tym jej rozwój pełniejszy. Kiedy osoby opowiadały o tych spotkaniach, to określały swój kolor jako szary, a istot z którymi rozmawiały jako tak biały, że nie były w stanie na nie patrzeć. Kiedy dusza osiągnie swój, powiedzmy „rozmiar” i może w pełni samodzielnie doświadczać i zdobywać wiedzę, to każde następne jej wcielenie powoduje, że staje się jaśniejsza, bielsza. Im większy jest jej blask tym większą wiedzę i doświadczenie posiada.

Programy i potrzeby, każdy je ma! Jest takie powiedzenie: „Jak i w niebie, tak i na ziemi”. Jest w tym dużo prawdy. Nasze kształcenie odbywa się podobnie. I tam, i tu na ziemi. Tam będziemy określać miejsce, a w zasadzie przestrzeń nie fizyczną, energetyczną. Jest to bardzo podobnie zorganizowane, choć skala jest inna. I tam jest coś w rodzaju nauki podstawowej, która ma wprowadzić określoną wiedzę, nazwijmy ją startową. Na ziemi pierwszą linię nauki stanowią rodzice, opiekunowie i przedszkole. Tam dostajemy narzędzia i na ziemi dostajemy narzędzia, określmy to jako ogólne zasady. Tam, kiedy mamy podstawowe informacje mamy możliwość doświadczania i budowania wiedzy. Zaczynamy doświadczać ograniczeń przez pierwsze wcielenia w niematerialne formy energetyczne, takie jak żywioły, kamienie, minerały czy skały.

Kiedy przejdziemy przez ten etap, choć wydaje się to dla nas to niepojęte z uwagi na czas, tu przypominam, że na poziomie energetycznym czas nie istnieje, wracamy i kształcimy się dalej. Oczywiście jest tak, że początkowa grupa była bardzo liczna, to z każdym etapem grupa maleje. Nie dlatego, że ktoś jest eliminowany, ale dlatego, że potrzebuje więcej czasu żeby oswoić się z wyzwaniami. Dusza przechodzi przez ożywione proste wcielenia świata roślinnego, później zwierzęcego przerabiając, coraz to bardziej skomplikowane systemy zależności, a następnie otrzymuje możliwość wcielania się jako człowiek. Nie otrzymuje natychmiast pełnej władzy nad ciałem, a jedynie określoną do kilku podstawowych czynników. Z czasem przejmie pełną kontrolę i decyzyjność.

W miarę rozwoju zaczynają się podziały tej dużej grupy dusz na nazwijmy to specjalizacje. Im dusza ma większą wiedzę i doświadczenie to tam grupa dusz mniejsza. Dla nas ludzi granicą rozwoju jest człowiek. Dlaczego? Nasz mózg, fizyczność i ograniczenia nie pozwalają nam sięgnąć dalej. Stanowi to dla nas tajemnicę. Niemniej jednak, coś niecoś wiemy. Kiedy już osiągniemy kres możliwości, jakie daje nam przestrzeń, w której zdobywamy wiedzę i doświadczenie, to jest coś takiego co określa się mianem bramy. Brama znajduje się na tamtym świecie, jest przejściem do innej przestrzeni. To jest nasz cel. Mogą zbliżyć się do bramy tylko dusze mocno zaawansowane w swoim rozwoju, ponieważ siła światła jest tam tak duża, że wręcz odrzuca tych którzy nie są jeszcze gotowi. Co jest dalej? Myślę, że możemy odpowiedzieć sobie sami. Dalsze doskonalenie się. Jeśli my ludzie posługujemy się tylko pięcioma, sześcioma zmysłami i wielu nie radzi sobie z napływającymi bodźcami to, co by było gdyby każdy miał już dziś 7 zmysłów? Pytanie do odważnych, jaki zmysł mógłby być tym siódmym? Podpowiedź: występuje na ziemi.

Teraz, po tym wprowadzeniu mogę przejść do pytania. Dusza nie ma wpisanych – narzuconych żadnych programów i potrzeb. Jednak wzorce jakie ją otaczają, właśnie na tamtym świecie, są tak przejrzyste i oczywiste, że dusza sama chce dążyć do doskonałości jaka ją otacza ze wszystkich stron i kiedy to odkrywa staje się jej to potrzebą. Programy o których mówisz nie wynikają z tego co jest właśnie TAM, a od zależności w jakie wchodzi dusza kiedy znajduje się w fizyczności. Trzeba pamiętać, że fizyczność jest wręcz nieprawdopodobnie ograniczoną przestrzenią pełną koneksji. Możemy powiedzieć, że dusza podczas pobytu w fizyczności zatraca się na zależnościach i ograniczeniach fizycznych, budując sobie programy, które mają ją chronić przed przykrymi doświadczeniami. Jeśli coś dzieje się nie tak jak dusza tego oczekuje to przez emocje powstaje zapis, który staje się jej programem. Jednym z powodów powstawania programów jest zależność wynikająca z braku dostępu do pamięci.

Dusza nie wie kim jest i do czego dąży. Tylko przepracowana wiedza i doświadczenie daje duszy możliwość prawidłowej automatycznej reakcji na problem, tak jak na wspomnianym wcześniej przykładzie, uniknięcia przejechania, potrącenia na drodze zwierzaczka. Kiedy dusza znajduje się w fizyczności, czyli bardzo ograniczonej przestrzeni i natrafia na zagadnienie, które ma nieprzepracowane, to najczęściej reaguje emocją, np. złością. Taka emocja powoduje zapis, który staje się programem. Ten program powstaje w fizyczności, a nie TAM. Jest wynikiem, działaniem dusz,y a nie czymś co moglibyśmy określić jako wpisanie z zewnątrz, bądź przez kogoś.

Co składa się na duszę? Czy ma jakieś zadania do wypełnienia na ziemi?

Bardzo dobre pytanie. Odnosząc się do tego co wcześniej powiedziałem, głównym zadaniem duszy jest jej rozwój, doskonalenie. Przez rozwój rozumiemy stałe pogłębianie wiedzy i doświadczanie. Kiedy osiągniemy pełną wiedzę i doświadczenie płynące z danego zadania możemy przejść do następnego, bardziej skomplikowanego. Każda dusza ma pewną wspólną grupę zadań taką samą jak wszystkie dusze, możemy powiedzieć zestaw podstawowy. W tym aspekcie każda dusza ma to samo do przepracowania, a różnica polega na okolicznościach w jakich to zadanie będzie wykonane i osobach z jakimi będzie je realizowała. Bez wątpienia do takich zadań podstawowych będzie należało przepracowanie miłości, przyjaźni, tolerancji, wrażliwości, itd. Zwróć uwagę, że pozornie są to łatwe i mało skomplikowane zadania. Dlaczego pozornie, weźmy na warsztat dość oczywistą miłość. Chyba każdy kiedyś się zakochał i wydaje się to być takie oczywiste.

Jakie rodzaje miłości mamy? Mamy: miłość partnerską, miłość matczyną, miłość ojcowską, miłość braterską, siostrzaną, miłość rodzinną, miłość do bliźniego, drugiego człowieka, miłość do wroga, miłość do miejsca czyli mieszkania lub domu, miłość do przedmiotów, miłość do boga, możemy długo jeszcze tak wymieniać.

Paweł przerwę Ci. O miłości, bliźniaczych płomieniach, o miłości bezwarunkowej i wolności w miłości powiemy w drugiej części wywiadu z Tobą. Potrzymamy czytelników trochę w niepewności i napięciu😊. A już dziś zapraszam na live z Tobą w najbliższą niedzielę, 12 września. Szczegóły na Facebook Agnieszka W Sioła Inkubator Twojego Sukcesu.


Lifestyle

„To jedyna karma, której nie można przepracować w 100%. Szczególnie popularna w Polsce?”

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
26 sierpnia 2021
fot. mikkelwilliam/iStock

Coraz więcej ludzi budzi się. Szuka czegoś więcej niż tylko codziennej bieganiny, shoppingu. Nie chce już zamartwiania się o jutro i strachu przed przeszłością, aby ponownie go nie dopadła. Ostatni rok ograniczył nas i wyzwolił myśli, które dotąd skrzętnie ukrywaliśmy pod stołem, dywanem. Chcemy czegoś innego. Innego życia, bardziej tego, co jest nam bliskie, a nie tego, co kreują wszelkie media.

O lęki i karmę pytam znaną numerolożkę Olgę N Stępińską.

Olga, czy nie uważasz, że pandemia wyzwoliła w ludziach lęki, których sobie nie uświadamiali? Że ten czas w odosobnieniu, zdaniu się na siebie i strachu przed innymi ludźmi spowodował nasilenie się naszych fobii? Konfrontację z naszymi wewnętrznymi piekłami? 

Uważam, że COVID zrobił taką robotę, że ludzie zostali zamknięci sami ze sobą i to był czas, aby spojrzeć na siebie, na to, co robią i co się wokół nich dzieje. Wystraszyli się. Szczególnie kiedy skonfrontowali się ze sobą i swoim cieniem.

Bo co się działo przed COVIDEM? Byliśmy ciągle zajęci lub sobie te zajęcia na siłę wyszukiwaliśmy. Nie mieliśmy czasu dla siebie. A tu dom, dzieci, praca, rodzina, zakupy i spać. A teraz przyszedł czas na refleksję, bo zostaliśmy zamknięci w swoich domach. Więc, to był bardzo dobry czas, aby zobaczyć co w nas?

U mnie COVID spowodował, że mam trzy razy więcej klientów i brak czasu dla siebie, bo ludzie zaczęli się budzić i szukać odpowiedzi na swoje życie. Chcą przepracować to, co nie działa, aby być lepszym, zdrowszym, szczęśliwszym.

 A jak można z Tobą pracować z lękiem? Jak się wyzwolić z kołowrotka natrętnych myśli i lęków?

Pracuję dwutorowo. Terapeutycznie na poziomie głowy, gdzie tłumaczymy sobie różne rzeczy. A drugą ścieżką na poziomie energii. Czyli dokładamy sobie medytacje, afirmację. Jednak to co najważniejsze, to uświadomienie sobie tych lęków. Czego się boimy? Najgorzej jest jak ktoś się boi rozpocząć pracę z lękiem. Czyli boi się siebie. Zapewniam, że można się przestać bać i wcale nie trzeba robić tego siłowo. Jest bardzo wiele możliwości, które w delikatny, ale skuteczny sposób zbudują w nas poczucie bezpieczeństwa i spokoju.

Czego się boją Polacy?

Polacy mają dość niskie poczucie własnej wartości. To jest taki worek, nawet puszka Pandory, która powoduje dużo trudności w naszym życiu. Mamy lęki, że jesteśmy nie dość dobrzy, za grubi, za chudzi i że np. nie damy sobie rady. To bardzo nas ogranicza.

A: A po co nam lęk?

O: Lęk jest po to, aby nas uzdrowić, wyzwolić i oczyścić, chronić nas. Tak, są lęki, które nas chronią, np. żebyśmy nie wpadli pod auto, nie poparzyli się, nie stracili wszystkich pieniędzy. Jesteśmy ich uczeni przez rodziców, opiekunów. Racjonalne podejście. Jest to wpisane w nasze życie. Jednak najwięcej jest tych, kiedy się boimy o przyszłość lub o to, aby nie wróciła przeszłość. Więc najważniejsze jest, aby uczyć ludzi skupiać się na tym co tu i teraz. Żyć w teraźniejszości. Dlatego mówi się: proszę się uspokoić i oddychać. Uspakajać się.

Ponadto tak ważne jest, aby umieć nazwać lęk. Bo najbardziej się boimy, że sobie z czymś nie poradzimy. Jak już się nazwie ten lęk, wówczas mamy cały wachlarz narzędzi co można z nim zrobić. Najprostszą formą jest nauka oddychania. Oddech daje nam poczucie w byciu tu i teraz. Jest to odwrócenie uwagi od problemu, bo koncentrujemy się na oddechu, a nie na lęku.

Olga, pracujesz z karmą. Często mówi się, że karma wraca. Co Ty na to? Wraca? Czym jest karma?

Karma to nie kara, a informacja. Wiedza – co mi jest? Powiem tak – jak widzę u kogoś karmę, to mogę mu pomóc w zrozumieniu swoich lęków ukrytych. Lęków, które dana osoba czuje, że się dzieją, ale są nieuświadomione. Ludzie mają tendencję do tego, aby się bać. Nawet gdy nie mają karmy, to też się boją. Ludzie boją się zobaczyć co im jest. Albo mówią, że boją się wszystkiego. Często się pytam jak „zalękniała” cię mama? Bo jeśli jedziesz na kolonię i mama mówi: uważaj, aby nikt cię nie okradł, to uważasz na pieniądze i rzeczy. A kiedy powie: uważaj, bo licho nie śpi, to boisz się wszystkiego. Dlatego, kiedy pracuję z lękiem u ludzi, to punktem zwrotnym jest uświadomienie sobie tego, czego ten człowiek się boi.

Spotykam się często z karmą 26. Szczególnie widzę ją w korporacjach. Czy nie uważasz, że w Polsce ta karma może być szczególnie popularna?

Karma 26 to problemy ze zdrowiem, noszenie czyichś ciężarów. To jest karma ciała i niewolnictwa. Może tak być. Przecież przez wieki Polska była w okresie wojennym i w braku suwerenności. I myślę, że gdy odradzamy się w rodach, które kiedyś były wojownikami, żołnierzami, to dostajemy tę karmę. Często dostajemy ją w nazwisku rodowym. Karma 26 to karma niewolnika, który musi ciężko pracować i nic z tego nie ma, lub żołnierza, który musi wykonywać rozkazy. On ma jako żołnierz wielkie możliwości, bo ma karabin, ale nie może nic sam zrobić, bo jest uzależniony od rozkazów, które musi wykonywać. I jeśli tak podejdziemy, to rzeczywiście wiele osób w Polsce może mieć karmę 26. Ten przysłowiowy żołnierz działał na czyjeś zlecenie i ryzykował sobą i swoim ciałem, mimo że się nie godził w środku na wiele, to jego zdanie w ogóle nie było brane pod uwagę.

Porównuję to do korporacji, dlatego że robimy, co nam każą, bez udziału naszego głosu. Dostajemy często zapłatę, która nie jest satysfakcjonująca. Stres, parcie na wyniki, wysługiwanie się nami, praca po nocach i kosztem naszego zdrowia i rodziny. Karny posłuch. A do tego ciągły strach, że możemy tę pracę stracić. Dla niektórych to jak utrata życia. Tak to widzę. Czy można tę karmę przepracować?

To jest jedyna karma, której nie można przepracować w 100% w tym życiu, bo ona obciąża to konkretne ciało. Ciało takiej osoby jest przede wszystkim bardzo delikatne i wrażliwe. Natomiast z tej karmy można zrobić pożytek.

Wiem, bo w moim portrecie numerologicznym jest także karma 26. Dlatego mam dużą uważność na ciało. Jestem też Mistrzynią Reiki, więc gdy ktoś przychodzi do mnie na zabieg, to potrafię zeskanować jego ciało na siebie. Tak długo pracowałam z ciałem, że dzisiaj jest ono moim przyjacielem. Trzeba uważać na sygnały jakie płyną z ciała, co chce nam powiedzieć. To jest karma, która do końca życia jest z nami. Objawia się poprzez wrażliwe ciało, a także poprzez wchodzenie w pracę niewolniczą. Może być także związana z lekoopornością. Gdy zaczynamy chorować, to mało co nam pomaga, biegamy od lekarza do naturopaty, a czasem i do szamana i nic. Jako dziecko bardzo często chorowałam i lądowałam regularnie w szpitalu, złamania, bóle brzucha. Nikt nie wiedział co mi jest.

Można też przejąć tę karmę wchodząc w związek z osobą o nazwisku z karmą 26. Wówczas może dochodzić nawet do pobić i do przemocy psychicznej. Tutaj taka ciekawostka, że karma 26 może nie dotyczyć bezpośrednio chorego. Weźmy taki przykład: rodzi się nam np. dziecko z Zespołem Aspergera i co ciekawe samo dziecko nie ma tej karmy, ale wszyscy wokół niego w rodzinie mają. Matka, ojciec, brat, a chore dziecko nie. Jaki z tego wniosek? Lekcje karmiczne będą odrabiać całą rodziną.

Wejdę Ci w słowo. Ja także mam karmę 26 i długo nie rozumiałam, dlaczego ludzie się mną wysługują, wykonuję pracę ponad moje siły i często choruję na drogi oddechowe. Standardowe leki na mnie nie działają, nie mam gorączki i zawsze inaczej przechodzę choroby niż inni😊. Dzisiaj wiem, że gdy choruję, to coś się dzieje wbrew mojemu ciału, mojej osobowości. Wtedy zaczynam szukać w sobie, o co chodzi? Powiedz czy są inne karmy?

Tak! Karma to super temat. To informacja o swoim życiu. W portretach numerologicznych wychodzą karmy, czyli informacje, jak pracować z nią, np.: karma 13 dotyczy trudności z pieniędzmi i obfitością, 14 z problemem utrzymania wierności, choć czasem bywa, że człowiek nigdy nie zdradził, a ciągle jest posądzany o zdradę😊. Może być też bardzo zazdrosny.

Właśnie dzisiaj rozmawiałam o takim przypadku, że człowiek ma karmę 14. Nigdy nie zdradził, ale jest bardzo zazdrosny o swoją partnerkę. Wynika to z lęku, że może być zdradzonym, a nie z tego, co zrobił w tym życiu. 16 to karma rodziny. To najtrudniejsza do opisania z karm, bo dzieje się na płaszczyźnie rodziny, czyli wszystko, co się dzieje w naszych relacjach z mamą, tatą czy rodzeństwem. Osoby z tą karmą często czują, że mają coś do przepracowania z energią rodu. Korzystają nie tylko z ustawień Helingera, ale też korzystają z innych metod. Karma 19 to szczególna karma. Karma władzy i mobbingu. Mało kto się do niej przyznaje. Bo albo to robi innym, albo sam na co dzień doświadcza. To jest taka karma zastępcy kierownika, który ma ludzi pod sobą i mają się go słuchać oraz nad sobą, których on musi słuchać. Sam jest wiecznie w konflikcie i frustracji. Generalnie doradza się takim osobom aby unikały sytuacji, w których będą lub mogą czuć się manipulowane. Z mojego doświadczenia wynika, że 13 i 19 można najłatwiej przepracować.

Olga, dlaczego numerologia? Przecież jesteś świetnym matematykiem i nauczycielem, czyli osobą która mierzy świat „szkiełkiem i okiem”, to co Cię do popchnęło do pracy z energią, medytacją?

Przez długi czas nie mogłam schudnąć, chorowałam i nie mogłam dać sobie z tym rady. Dopiero w numerologii zobaczyłam, że jest coś takiego jak karma ciała. Kiedy miałam 20 lat pojechałam do USA, gdzie poznałam mojego pierwszego nauczyciela medytacji. Od zawsze czułam, że jest coś więcej w życiu, jest inny świat niż ten materialny, którego doświadczamy na co dzień. Jako dziecko nie umiałam tego nazwać i określić. Dopiero wyjazd do Stanów i poznanie ludzi, z którymi mogłam o tym porozmawiać i pomedytować, pomogły mi wejść w ten bardziej nieznany świat. Miałam na tyle szczęścia, że mój szef na co dzień pracował z energią i nauczył mnie medytacji. Pokazał mi co to jest energia. Że nie to co widzimy, a to co czujemy. Z pewnością na tamten czas był moim przewodnikiem duchowym. Jeśli mam być szczera, niewiele z tego wtedy rozumiałam. Mimo, że byłam bardzo otwarta, to trzeba było czasu, aby tę wiedzę przyjąć i zrozumieć. Jednak momentem przełomowym w moim życiu, co spowodowało otwarcie się na numerologię i pracę z energią oraz medytacje, było poronienie dziecka. Nie rozumiałam wtedy, co się stało i dlaczego? Tłumaczenia lekarzy w ogóle do mnie nie trafiały, tym bardziej, że już jedno dziecko zdrowe urodziłam. Natomiast chciałam wiedzieć co się we mnie zadziało, że nie doniosłam drugiej ciąży. Wówczas zaczęłam szukać różnych odpowiedzi w sobie poprzez szamanów, medytacje i tak trafiłam na buddyzm i mojego obecnego nauczyciela.

To buddyzm, a numerologia?

Od zawsze liczyłam. Uwielbiałam matematykę, ale nie dlatego, że ktoś mnie jej nauczył, tylko dlatego, że sama ją rozumiałam. Odnajdywałam w niej bezpieczeństwo. W niej jest wynik, albo go nie ma, nie ma półśrodków. Co więcej, gdy byłam na studiach, to tata poszedł na kurs numerologii i zaczął mi o tym opowiadać. W końcu zaczęłam sama szukać szkoły numerologii dla siebie, aż trafiłam na szkołę Bogusławy Andrzejewskiej, która uczy metodą Gladys Lobos i opisuje całą naturę człowieka. Gdy zobaczyłam jak tworzy się portrety numerologiczne, tak zrozumiałam jak można pomóc ludziom.

No właśnie. Numerologia to nie tylko karmy, a przede wszystkim portrety numerologiczne. Wiedza o sobie, po co przyszła dana osoba na świat i jakie ma talenty i moce, jak może się rozwijać z dobrem dla siebie i innych. Ludzie nie rozumieją, że każdy z nas jest wyjątkowy i nie jesteśmy jedną, zbitą i bezkształtną masą, a mamy konkretne cele do realizacji w tym życiu.

Od zawsze wierzyłam w ludzi i w to, że w każdym człowieku jest indywidualny potencjał. Dlatego, od kiedy pamiętam, chciałam uczyć i przekazać ludziom wiedzę, po co dana dusza przyszła tutaj. Każdy portret jest inny i co wspaniałe w nim, to wiedza, po co tu jesteśmy? Że nie ma przypadku. I wszyscy, jeśli sobie na to pozwolimy, możemy odkryć, jaki mamy potencjał, nad którym możemy pracować i uwalniać go. I kiedy robiłam portret pewnej znanej osobie, to ona powiedziała „super, czyli nie trzeba chodzić na rękach, wystarczy na nogach i będzie lepiej, bo bardziej zgodnie z tym, co jest planem duszy”😊.

Dobrze byśmy byli świadomi swoich lekcji i cierpliwie je odrabiali. To trochę jak w szkole. W końcu dany przedmiot się kiedyś skończy. Popatrz, każdy z nas ma inną twarz, inne linie papilarne, wszyscy jesteśmy wyjątkowi i warto znać tę swoją wyjątkowość. Tworzyć swoje życie świadomie.

Uruchamiasz od października szkołę numerologii, wydajesz książkę. Powiesz coś więcej?

Uczyłam numerologii indywidulanie. Pojawiło się coraz więcej zapytań o kursy. Dlatego zorganizowałam w marcu tego roku kurs robienia portretów numerologicznych, który okazał się wielkim sukcesem. Więc zaprosiłam moich przyjaciół do pracy i stworzyliśmy szkołę, gdzie od października będziemy uczyć numerologii. W szkole najbardziej zadbamy o naszych studentów i oprócz numerologii pomożemy im odnaleźć się w świecie biznesu. Stąd zajęcia z marketingu, obsługi klienta, zarządzania, reklamy itd. aby móc tworzyć siebie na nowo. A książka? Redaguje się i okładka wybrana.

Olga serdecznie Ci tego życzę i wszelkich sukcesów i obfitości w nowym roku numerologicznym😊.

Nie lubię słowa obfitość – i ciągle o tym mówię – bo mam wrażenie, że obfitość to duże biodra😉. Ale pozostałe życzenia przyjmuję i z całego serca trzymam kciuki za Twoje projekty, Agnieszko. Dziękuję za rozmowę. Tulę wszystkich, którzy dobrnęli do końca😉.