Lifestyle

„Martwe dziecko. Niebieski kombinezon, kocyk. Sina, maleńka buzia. Potrafisz słuchać więcej takich historii? Wiem, że nie”

Redakcja
Redakcja
27 września 2022
 

„Początek marca. Pierwszy tydzień wojny. Zmierzch. Oglądam serwis za serwisem. Nie mogę się oderwać od informacji. Już nie ma łez. Mały chłopczyk nagrany w pociągu powtarza: „Mój tata to bohater, on teraz pomaga żołnierzom w Kijowie walczyć z naszymi wrogami. Ja z mamą wyjeżdżamy.” Serce pęka. 

Dzwonek telefonu. Joasia Ziędalska – Komosińska, bliska mi bardzo, cudowna dziewczyna, agentka Agi Chylińskiej: „Joasiu, potrzebny ktoś, kto pojechałby na granicę. Znasz kogoś? Nie wiem – może dziennikarz, który zobaczy, co się tam dzieje i opisze. Powie o tym światu. Ilona błaga o pomoc. Mówi, że to armagedon”. Ilona – pedagożka, wolontariuszka, koordynatorka pomocy. Hrubieszów… Boże, moje strony. Rodzinny dom przy Zamojskiej…. Myśli pędzą z szybkością światła. Igor… praca… dom… pies… Asia coś jeszcze tłumaczy. Głos dobiega, jak zza szyby. „Ja pojadę – słowa mówią się same – jestem stamtąd. Moje miejsce jest przy granicy.” Odkładam słuchawkę. Dzwonię do Ilony. Nie znamy się jeszcze, a rozumiemy się, jakbyśmy się znały sto lat.
– Co potrzeba?
– Wszystkiego. Przyjedź, zobaczysz. Tu jest tłum ludzi, małe dzieci. Malutkie. Trzeba pieluch, jedzenia, leków, środków czystości. I przywieź też jakiegoś psychologa. Nie radzimy sobie. Opadamy z sił, Joasiu. Nie pamiętam, kiedy spałam. Pomóż.

Wiem, jacy to ludzie. Znam tych urodzonych przy granicy. Są, jak armia pospolitego ruszenia. Jeśli trzeba – nie do zdarcia. Ale wojna – to nawet dla nich zbyt wiele. Ogłaszam zbiórkę – jedną, drugą – w social mediach, wśród znajomych. Na recepcji bloku, w którym mieszkam
rośnie góra darów. Muszę mieć większy samochód. Nie zmieszczę wszystkiego. Wystarczy jeden telefon. Wielki SUV pełen po dach. Zawieszenie trochę „siada”, ale – to przecież misja. Wiozę górę dobra. Damy radę! Jesteśmy stamtąd.”

Joanna Racewicz 

***

Tak zaczyna się książka Joanny Racewicz. To zbiór historii i relacji zebranych na granicy polsko-ukraińskiej, w szczytowym okresie kryzysu humanitarnego, gdy do punktów recepcyjnych i domów prywatnych trafiały tysiące uchodźców. Joanna Racewicz rejestruje obraz wojny widzianej oczyma uchodźców, wolontariuszy i mieszkańców obu stron granicy. Opisuje sceny wzruszające i przerażająco brutalne, z którymi każdego dnia mierzyli się i zapewne będą mierzyć zarówno uchodźcy jak i wolontariusze. Pisze o koszmarze ucieczki przed bombardowaniem, strachu, rozstaniach, śmierci i nowym życiu – które rodzi się już pod bezpiecznym, polskim niebem.  Opowieści uzupełniają zdjęcia dokumentujące ten szczególny czas w historii pogranicza.

Prezentujemy fragment książki „To nie kraj, to ludzie”

1.

”Była jak cień człowieka, jak duch, zjawa z innego wymiaru. Musiała iść bardzo długo. Blada i drżąca z zimna. Miała przezroczyste, nieobecne oczy. Próbowała się uśmiechnąć, zapytać – czy może się ogrzać. Nie miała żadnego bagażu. Myślałam, że zostawiła walizki przed wejściem. Zapytałam – czy jej pomóc. Ledwie pokręciła głową. Widziałam, że ma coś pod kurtką. Jakieś zawiniątko. Ludzie zrobili jej
miejsce. Usiadła ciężko na brzegu siennika. Miałam wrażenie, że zwleka z wyjęciem tego czegoś. Jakby się bała, jakby nie była pewna. I… Kiedy do niej podeszłam z kubkiem zupy – zrobiła to. Rozsunęła ubranie i zwaliła się na ziemię, jak kłoda. Zza pazuchy wypadło na ziemię dziecko. Maleńkie, martwe dziecko. Sztywne z zimna. Niebieski, niemowlęcy kombinezon, kocyk w kratkę. Sina, maleńka buzia. Mniejsza, niż zaciśnięta pięść. Potrafisz słuchać więcej takich historii? Wiem, że nie.”

2.

„Paweł przekracza granicę co dwa, trzy dni. W jego paszporcie brakuje miejsca na pieczątki. Strażnicy świetnie go znają. Tak samo jak pracownicy banku, w którym jak lew walczył o pożyczkę. Dostał 11 386 złotych i kupił w internecie dwie kamizelki kuloodporne. Tylko na tyle wystarczyło, tylko na tyle obliczono jego zdolność kredytową. Dla Pawła to majątek. Teraz ma u siebie tymczasowy dom dla uratowanych z wojny kotów. Nieustannie zbiera lekarstwa i jedzenie dla potrzebujących. Był spakowany, żeby pojechać pod Sumy, po dziewięćdziesięciokilkuletnią kobietą. Nie zdążył.

– Umarła. Nie mogę sobie z tym poradzić – mówi. – Ta pani przeżyła dwie wojny. Kiedy pierwszą rozpętał Hitler, była dzieckiem, nastolatką. Kiedy kolejną Putin, stała nad grobem. Życie rozpięte między dwóch chorych na władzę dyktatorów.
– Chciałem zapłacić za ten i każdy następny wyjazd Pawła. – Mężczyzna w dżinsach i idealnie marynarce mocno ściska rękę Pawła. Piotr Rosanka mieszka w Szwajcarii, pracuje w Liechtensteinie.
Ojciec trzech synów: Mateusz ma trzydzieści dwa lata, Janusz – dziesięć lat, Miłosz – cztery. Piotr wyjechał z Polski w 1992 roku. Zaczynał od obozów dla uchodźców. Materac z papieru, zbiorowa łazienka dla setki ludzi, dojmująca bieda. Czy to był argument, żeby przyjechać ponad 1600 kilometrów? Nie.

Jest w Hrubieszowie od kilku dni i ma opinię Świętego Mikołaja. „Strach mówić przy Piotrze, że czegoś brakuje, bo on natychmiast idzie do sklepu albo daje na to pieniądze”. Tak było, gdy jedna z mam, Oksana, miała jechać z córeczką do Wrocławia do rodziny. Kierowca, który miał je zabrać, nie miał fotelika dla dziecka, więc Piotr oddał ten swojego syna z własnego samochodu. Kiedy jedna z tłumaczek zauważyła, że kończą się zapasy jedzenia i ręczników papierowych, problem znikał bez śladu.

– To wszystko tylko pomoc doraźna, gaszenie pożaru – powtarza Piotr – a tu chodzi o to, żeby pomóc tak, żeby pomoc została. Przyjechałem, żeby badać teren i zrobić listę pomysłów, projektów, celów i kosztów. Może trzeba będzie zbudować centrum edukacji albo połączenia kultur? Może ośrodek wsparcia przedsiębiorczości, może szkołę językową? Dobrze wiem, co to znaczy być człowiekiem drugiej kategorii, człowiekiem wykluczonym. Nie chciałbym, żeby ktokolwiek przeżywał koszmar upokorzenia. Nie chciałbym też, żeby ta pomoc się wypaliła. Polskę czeka maraton pomagania, to nie będzie krótki dystans. Wojna potrwa, a Ukraińcy zostaną tutaj na dłużej.

– Dziś jestem dumny, że jestem Polakiem, że jestem stąd. Pochodzę z kraju, w którym ludzie są gotowi oddać ostatnią koszulę, byle pomóc potrzebującemu. Ja mam ich spory zapas. Nie mogło mnie tu nie być.”


Lifestyle

Czy można jednak tęsknić za chorobą? Okazuje się, że tak

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
27 września 2022
Fot. iStock
 

Zazwyczaj, gdy jesteśmy chorzy, chcemy jak najszybciej wyzdrowieć i zapomnieć o tym trudnym czasie. Czy można jednak tęsknić za chorobą? Okazuje się, że tak. Chociaż wielu osobom wydaje się to absurdalne, jest to dość powszechne zjawisko. Skąd wynika i jak poradzić sobie z uczuciem pustki po chorobie?

Dlaczego tęsknimy?

Osoby, które są na dobrej drodze do wyjścia z choroby, często ku własnemu zdziwieniu, zaczynają odczuwać jej brak. Ale czy na pewno tęsknota dotyczy samej choroby?

– W rozmowach z moimi pacjentami, którzy wychodzą z zaburzeń odżywiania, często spotykam się z tęsknotą za chorobą. Słyszę wtedy, że brakuje im na przykład tego, jak wyglądali – byli wtedy mniejsi, drobniejsi. Kiedy jednak dopytuję, okazuje się, że wygląd ten wiązał się z realizacją konkretnych potrzeb, osobami drobnymi ludzie bowiem częściej się opiekują. W stanie zagrożenia życia chorzy mają więcej uwagi i troski, tak jest również w przypadku depresji, kiedy pojawia się tęsknota za hospitalizacją. Wcale nie tęsknią więc za samą chorobą, ale za tym, co się z nią wiązało – mówi Aleksandra Dejewska, psycholog, terapeutka zaburzeń odżywiania. Dodaje: Tęsknią za potrzebami emocjonalnymi, które były spełniane, gdy byli chorzy.

Tęsknota nie oznacza więc, że brakuje nam samych dolegliwości. Po wyzdrowieniu nasza rzeczywistość wraca do „normalności”, przez co możemy czuć się mniej widziani i ważni. Nasi bliscy wracają do swoich obowiązków i nie poświęcają nam tyle czasu. Nierzadko wracają też do schematów, które wręcz przyczyniły się do powstania choroby. Podczas trudnych chwil mamy natomiast znacznie więcej uwagi, bliskości i
troski. Bywa, że relacje w rodzinie się poprawiają – zaczynamy się wzajemnie słyszeć i dostrzegać, zmienia się jakość wspólnie spędzanego czasu. Nie tylko przebywamy razem, ale nawiązujemy szczere i bliskie relacje. To niestety może się zmniejszyć, kiedy stan pacjenta się polepsza.

Odnaleźć źródło problemu

Pierwszym krokiem w poradzeniu sobie z tym stanem jest zdefiniowanie, za czym dokładnie tęsknimy, czyli które z naszych potrzeb były realizowane w trakcie choroby. Kiedy określimy, czego nam brakuje lub co realizujemy w niewystarczającym dla nas stopniu w codziennym życiu, łatwiej będzie znaleźć sposób, by zatroszczyć się o te obszary po zakończonej chorobie.

– Pojawienie się zaburzeń psychicznych, na przykład zaburzeń odżywiania, może być nieświadomym sposobem na ucieczkę od większych problemów, a nawet jedynym znanym sposobem na radzenie sobie w trudnej sytuacji. Toksyczny związek, trudne relacje z rodziną, frustracja w pracy – to wszystko może sprawić, że nie chcąc konfrontować się z tymi wyzwaniami, skupiamy się na przykład na własnym ciele. Łatwiej jest bowiem kontrolować siebie, niż otoczenie. Należy dodać, że wszystko to nie jest celowe, a wynika z podświadomości – dodaje Aleksandra Dejewska.

Dokładna analiza może pomóc nam w ustaleniu, co jest źródłem naszych problemów. Jeśli są to kwestie związane z bliskimi i relacjami, jakie budujemy w życiu, najlepszym rozwiązaniem będzie szczera rozmowa i jasne zakomunikowanie swoich potrzeb. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że osoby z otoczenia potrzebują ich troski, bliskości i zainteresowania na co dzień. Warto dokładnie określić, czego oczekujemy,
możemy bowiem zostać źle zrozumiani. Komunikaty w stylu „nie słuchasz mnie”, „nie zwracasz na mnie uwagi” są zbyt ogólne, dlatego lepiej powiedzieć konkretnie – „potrzebuję spędzenia tej godziny z tobą, na wspólnych aktywnościach”.

Relacje z samym sobą

Nie zawsze możemy jednak wpłynąć na to, jak wyglądają nasze relacje z otoczeniem. Możemy natomiast zbudować zdrową i silną relację z samym sobą. Opartą na miłości, zaufaniu i trosce. Niestety często nie lubimy siebie i ignorujemy swoje potrzeby, co sprawia, że przenosimy odpowiedzialność za ich realizację na inne osoby.

– Podstawowa relacja to ta, którą budujemy wewnętrznie. Jeśli czujemy do siebie niechęć, a czasem wręcz nienawiść, znacznie trudniej będzie nam tworzyć zdrowe relacje z innymi. Swoim pacjentom zalecam, by nauczyli się wybaczać sobie, traktować siebie na równi, szanować swoje granice i stawiać je innym, a także, by przyjrzeli się źródłom stresu. Stresem mogą być dla nas też nierealizowane potrzeby emocjonalne. Warto zaopiekować się sobą, stworzyć wewnętrzną narrację, która oparta jest na bliskości i zrozumieniu – tak, jakbyśmy rozmawiali z najbliższym przyjacielem – mówi Aleksandra Dejewska.

Dodaje: Zamiast myśleć „jestem beznadziejna”, pomyśl: „tak, popełniłaś błąd, dlatego też dalej pracujesz nad rozwiązaniem. Rozumiem, że Ci ciężko, ale dasz radę, wiele już osiągnęłaś…” – to naprawdę pomaga! Tak jak w każdej sytuacji, gdy czujemy, że problem nas przerasta – nie wahajmy się i zaczerpnijmy porady specjalisty.


Lifestyle

Moc peelingu w domowym zaciszu

Redakcja
Redakcja
27 września 2022

Naszej skórze na twarzy i ciele należy się regularna pielęgnacja. Zwłaszcza w obecnym okresie, kiedy zimne powietrze i sezon grzewczy nie sprzyjają nawilżeniu po lecie, podczas którego była narażona na wysuszenie. Jednym z najskuteczniejszych sposobów na jej regenerację będzie peeling. Przygotowany samodzielnie z naturalnych składników dogłębnie oczyści naszą skórę, wygładzi ją i pozwoli na lepsze wchłanianie się składników odżywczych zawartych w kosmetykach. 


Pielęgnacyjny must-have

Często nie zdajemy sobie sprawy, że ze składników, które znajdziemy w swojej kuchni możemy wyczarować również naturalne kosmetyki, które z powodzeniem wykorzystamy do zabiegów pielęgnacyjnych. Jednym z produktów, które wykonamy w zaciszu własnego domu jest peeling, będący jednym z najważniejszych etapów w naszej pielęgnacji. Złuszczanie skóry wspomaga lepszą regenerację, przeciwdziała trądzikowi oraz wrastaniu włosków, zmniejsza niedoskonałości i przebarwienia, zapewnia dobre ukrwienie oraz ułatwia wchłanianie substancji odżywczych, zawartych w kosmetykach pielęgnacyjnych. Powodów do stosowania peelingu jak widać jest wiele.

Na co powinniśmy jednak zwrócić uwagę wykonując domowy peeling? Jakich składników użyć do jego przygotowania?

Baza to podstawa

Jednym z najpopularniejszych składników wykorzystywanych w peelingach jest cukier. Stanowi on świetną bazę do wielu kosmetyków i idealny przykład tego, że naturalna i ekologiczna pielęgnacja nie musi być kosztowna i skomplikowana. Cukier zastosowany na skórę i włosy silnie nawilża oraz zapobiega utracie wody poprzez tworzenie warstwy ochronnej. To wszystko ze względu na zawarte w cukrze składniki, m.in. glukozę, która ogranicza dyfuzję wody i odparowywanie jej cząsteczek.

Ponadto cukier nie uczula, więc w charakterze kosmetyku jest bezpieczny dla każdego, a komfort jego stosowania jest bardzo wysoki, ponieważ drobinki cukru pod wpływem tarcia i kontaktu z ciepłą wodą dość szybko się rozpuszczają, co sprawia, że nie działają agresywnie. Należy jednak pamiętać, żeby składniki do wykonania peelingu dobierać odpowiednio do swoich potrzeb. Peeling musi być dopasowany do typu naszej skóry, a sam proces oczyszczania wykonywany z wyczuciem. Im bardziej wrażliwa skóra tym mniejsze powinny być drobiny cukru.

Uniwersalny peeling cukrowy

Dobry peeling cukrowy poza cukrem powinien zawierać dodatkowe składniki nawilżające i odżywcze, tak aby zaspokoić wiele potrzeb skóry jednocześnie. Do przygotowania najprostszego, dającego gwarancję oczyszczonej skóry peelingu, potrzebne będą zaledwie dwa składniki: 2 łyżeczki cukru trzcinowego (lub drobnoziarnistego w przypadku cery delikatnej) oraz 5 łyżek oliwy, które wystarczy wymieszać w misce, odczekać chwilę aż składniki się rozpuszczą, a następnie nałożyć i wmasować w skórę twarzy lub ciała. Jeśli zależy nam również na doznaniach węchowych w trakcie zabiegu pielęgnacyjnego, do mieszanki cukru i oliwy możemy dodać np. startą skórkę z pomarańczy, która nie tylko zapewni świeży i soczysty zapach, ale jako cenne źródłem witaminy C, złagodzi napięcia i podziała na skórę rozjaśniająco. Jeśli chcemy wzmocnić nasz peeling o właściwości odżywcze, do naszej mikstury możemy dodać łyżkę miodu.

Czasami nasza skóra potrzebuje dogłębnego złuszczenia i zastosowania mocniejszych środków. Bazą takiego peelingu oprócz cukru będą fusy zmielonej i odsączonej kawy (najlepiej z ekspresu). Zawarta w kawie kofeina ma zbawienny wpływ na pomarańczową skórkę i wiotką skórę. Dzięki wysokiej zawartości kofeiny kawowy peeling pobudza krążenie, oczyszcza skórę ze szkodliwych toksyn oraz dostarcza jej cenne minerały i witaminy z grupy B. Regularnie stosując peelingi z dodatkiem kawy ograniczymy również widoczność cellulitu, dzięki czemu poprawi się jakość naszej skóry.

Skutecznym pogromcą cellulitu jest też cynamon. Cynamon ma działanie przeciwbakteryjne, likwiduje wypryski, rozjaśnia cerę, łagodzi przebarwienia, eliminuje toksyny ze skóry, działa jak naturalny filtr dla promieni UV. Dodając go do reszty wymienionych składników wzmocnimy regenerujący, wygładzający i ujędrniający efekt peelingu. Cynamon ma jeszcze jedną dodatkową zaletę – zapach, który w połączeniu z oliwą, cukrem, kawą i pomarańczą wpisze się idealnie w obecną pogodę za oknem.

Peeling cukrowy z cynamonem

  • ½ szklanki cukru
  • ¼ szklanki mielonej kawy
  •  1 łyżka mielonego cynamonu
  • 5 łyżek oliwy z oliwek
  • skórka starta z ¼ pomarańczy

Wszystkie składniki wymieszać ze sobą do uzyskania konsystencji mokrego piasku.

Wykonując zabiegi kosmetyczne samodzielnie, pamiętajmy, żeby dostosowywać je indywidualnie do bieżących potrzeb skóry i stosować z odpowiednią częstotliwością, ponieważ źle dobrane zabiegi mogą raczej pogorszyć jej kondycję, niżeli ją wspomóc. Pielęgnacja skóry powinna być także dostosowana do pory roku i panujących warunków atmosferycznych. Obserwując naszą skórę i opiekując się nią odwdzięczy się ona promiennym wyglądem i wolniejszym tempem starzenia się, a moc naturalnych składników odżywczych sprawi, że skóra już bezpośrednio po zabiegu będzie bardziej miękka, gładka i nawilżona.


Zobacz także

5 rzeczy, które zastąpią ci słońce jesienią

5 rzeczy, które zastąpią ci słońce jesienią

5 języków miłości

21 momentów w związku, kiedy czujecie, że przydarzyła się wam wyjątkowa miłość

„Nie bój się wielkiego kroku. Nie pokonasz przepaści dwoma małymi…”. 10 cytatów, które dadzą ci kopa, by ruszyć do przodu!