Lifestyle

Jej prace znamy wszyscy, pewnie nawet mamy je w domu. Artystka zmarła w wieku 90 lat

Redakcja
Redakcja
3 stycznia 2022
 

Nie żyje Danuta Muszyńska-Zamorska, artystka malarka, witrażystka i gobeliniarka. Była autorką obrazów przedstawiających dziecięce postaci, prezentowanych na wystawach w ramach cyklu „Dzieci świata”, obrazów, których reprodukcje zostały wydane w serii pocztówek. Jedna z najsłynniejszych to „Dziewczynka  z gołębiem”. Obraz ten pojawił się na setkach widokówek.

O  śmierci artystki poinformował Związek Artystów Scen Polskich.

Dlaczego malowała akurat dzieci? – Od zawsze uwielbiałam dzieci – opowiadała w wywiadzie dla  „Dziennika Łódzkiego”. – Będąc dzieckiem nie potrafiłam sama cieszyć się jakąś zabawką. Bawiłam się w mamę otoczoną dziećmi.

 

„Dziewczynka z gołębiem” w formie gobelinu trafił do Jana Pawła II. Natomiast „Jacek i gołębie”, też w formie gobelinu otrzymał jeden z sekretarzy generalnych ONZ. Pocztówki z obrazami pani Danuty zdobyły ogromną popularność. Były marzeniem wielu dzieci, kolekcjonowały je dziewczynki. Może macie je  w swojej kolekcji?

Otrzymała „Order uśmiechu”. Artystka odznaczona została Złotym Krzyżem Zasługi, honorową odznaką Łodzi oraz srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Ponad pół wieku mieszkała w Łodzi. Ostatnie lata życia spędziła w Domu Aktora Weterana w Skolimowie.


Lifestyle

„Gderanie i brak seksu to zabójcy miłości. Kiedy żona mnie docenia, mogę góry przenosić”

Redakcja
Redakcja
3 stycznia 2022
Fot. iStock/Bobex-73
 

Mężczyzna, któremu partnerka powie, że jest nieudacznikiem, cierpi. Wystarczy, że usłyszy z drwiną: „Znowu ci się nie chciało. Jesteś leniem” –  zamyka się w sobie. Zachowuje się, jakby cały świat mu się rozpadł. Dlaczego faceci potrzebują pochwał i uciekają przed kobietami, gderającymi i stawiającymi coraz wyżej poprzeczkę, rozmawiamy z Tomaszem, który poprosił redakcję o anonimowość.

Jak się czujesz?

– Dzisiaj świetnie, bo kiedy żona mnie docenia, mogę napie*****ć się w dziesięciu (śmiech).

Co to znaczy?

– Góry przenosić! Walczyć ze smokami! Pokonywać najgorsze trudności! Ostatni rok mieliśmy naprawdę trudny. Musiałem zmienić pracę, bo w poprzedniej panował mobbing. Moja żona zaś straciła w pandemii zatrudnienie. U syna psycholog zdiagnozował zespół Aspergera, a u starszej nastoletniej, córki psychiatra – depresję. Generalnie, jako rodzina, mamy teraz pod górkę. A żona sporo ode mnie wymaga i ja nie ze wszystkim daję sobie radę. Pytanie, czy jakikolwiek inny facet dałby radę?

Staram się, ale od miesięcy sam utrzymuję rodzinę, śpię po pięć godzin na dobę. No i prawda jest taka, że od żony coraz częściej słyszę: „Nawet tego nie potrafisz załatwić!”. Wkurzam się, bo zadania, które mam przed sobą postawione, są raczej złożone. Musimy np. zmienić mieszkanie na tańsze i o paradoks – najlepiej większe. Powinienem też znaleźć dodatkową pracę, bo budżety nam się ostatnio nie dopinają. Ale kiedy Kaśka jest na mnie wściekła, chodzę jeszcze bardziej struty i nie mam sił do życia. Skończyło się na tym, że dwa miesiące temu słabo spałem i na wszystkie pytania odpowiadałem z dużym opóźnieniem. Poszedłem więc do psychiatry i teraz biorę antydepresanty. Jest o niebo lepiej.

Dlatego właśnie pytałam, jak się czujesz, bo wiem, że masz depresję.

– Teraz już dobrze. Aż boję się, co będzie, gdy każą mi odstawić leki. Nie chcę znów czuć się tak źle.

Na czym polega to docenianie ciebie przez żonę, od którego zaczęliśmy rozmowę? Chodzi o dobre słowo?

– Może być dobre słowo, ale nie musi.

My kobiety, jeśli czegoś chcemy od facetów, często świadomie na wyrost chwalimy mężów. Wiemy, że to działa. A jak się z tym czują mężczyźni?

– Chwalcie nas tak dalej, nam to nie przeszkadza.  (śmiech). Intuicyjnie wiemy, kiedy to jest ściema. Jak żona nagle zmienia się w „samą słodycz”, która słodzi za to, że wyszedłem z psem na spacer, to podejrzewam strategię.

Ponieważ codziennie wychodzę z tym psem, zanim rodzina się obudzi, mniemam, że taka nagła pochwała, to niska piłka. Wtedy czuję, że zaraz nadjedzie od żonki duże poważne zlecenie. (śmiech).

Słuchaj, ja nie wiem, czy mogę być reprezentatywny dla jakiejś grupy facetów, bo jednak jestem mocno związany ze swoją żoną. W zasadzie nie mam grupy przyjaciół, z którymi widuję się regularnie. Moimi najbliższymi przyjaciółmi są żona i dzieci. To nasz świadomy wybór. A może głównie mój? Nigdy nie czułem się dobrze w dużych skupiskach ludzi i na imprezach. Dobrze mi, kiedy jestem w gronie bliskich osób i z nimi czuję się najbezpieczniej. Czasem jednak zastanawiam się, czy moje przywiązanie i miłość do Kaśki nie są zbyt intensywne. W zasadzie nie pamiętam, byśmy spędzali więcej niż dwa dni bez siebie. Zawsze jesteśmy razem.

 

fot. princessdlaf/iStock

Jesteście zbyt blisko? Co masz na myśli?

– Miałem specyficzne relacje z mamą, która większość mojego dzieciństwa spędzała w szpitalach psychiatrycznych. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale to było trudne. Mnie i siostrę wychowywał ojciec. Dlatego wydaje mi się, że zawsze tęskniłem za silną więzią z kobietą. Być może więc bardziej niż inni cierpię dziś, kiedy żona mnie odrzuca. Nie znoszę, gdy Kaśka się na mnie gniewa. Dlatego nie wiem, czy powinienem mówić w imieniu grupy facetów.

Z mojego doświadczenia wynika, że mężczyźni są bardzo wrażliwi na wszelką krytykę. Kiedy my wściekamy się na partnerów i miotamy gromami, oni potem zachowują się jakby nastąpił koniec świata.

– No widzisz, może jesteśmy jednak bardziej zależni, niż wam się wydaje (śmiech)? Wy kobiety macie bardziej cięte języki. Potraficie w furii naprawdę nie przebierać w słowach, a kiedy się na coś uprzecie, to okropnie – jak to się mówi – ciosacie nam na głowach kołki. Próbujecie nas zmieniać na siłę. Natomiast mężczyzna, jak jest niezadowolony, nie mówi o tym bez przerwy. Raczej się wycofa, zamilknie w sobie, stanie się niedostępny. A kobieta miota i miota słowami, jakby nie zdawała sobie sprawy, że to cholernie dotyka jej faceta.

Gdyby mężczyzna narzekał codziennie na żonę i mówił jej, że powinna iść do pracy i że nie rozumie, jak trudno zarobić na rodzinę, gdyby jeszcze nazywał ją nieudacznicą, ona razu by odparowała, że to jest przemoc psychiczna albo ekonomiczna.

Warto czasem odwrócić te role i zastanowić się nad nieustannym utyskiwaniem na męża. Nie wiem, dlaczego nie potraficie zrozumieć tego, że jak wyzywa się partnera od nieudaczników czy gorzej, to zawsze boli?!

Powiem ci, dlaczego tak robimy. Im bardziej wycofujecie się, tym bardziej wydajecie nam się głusi na słowa. Jak więc do was dotrzeć?

– Tak naprawdę często chodzi nam o seks. Jak jest dobry seks, a ja uwielbiam kochać się z żoną, to potem wszystko mi się chce i świat wydaje się miejscem okej. Jak powiedziałem, mogę wtedy walczyć z dziesięcioma. (śmiech) Nie wiem, czy każdy facet tak ma, ale dla mnie seks to życiodajna siła. Potem czuję się, jakbym naoliwił silnik, zatankował bak do pełna. Wiem, że kobiety potrzebują czułych słów, kwiatów bez okazji albo zwykłego przytulenia. Przyjąłem do wiadomości, ale ja kompletnie tego nie potrafię. Dla mnie wyrazem czułości właśnie jest seks i wielu facetów tak ma.

 

Najważniejsze w kłótni jest to, by… się pogodzić! Oto kilka sposobów na szybkie osiągnięcie zgody

Fot. iStock/ Izabela Habur

 

Z tej naszej rozmowy wynika, że my kobiety, by mieć dobry związek, powinnyśmy odpuścić sobie gderanie. Możemy natomiast z powodzeniem manipulować wami, stosując pochwały. A na samym ich szczycie jest seks, który zawsze działa. Dobrze rozumiałam?

– Nie, no bez przesady! Wierzę, że najwalniejsze jest to, na kogo trafisz! Ja akurat miałem farta, bo znalazłem świetną żonę. Kaśka jest moją najlepszą przyjaciółką i choć ślub braliśmy dwadzieścia już prawie lat, lubię się z nią kochać. Jesteśmy dobrani w różnych aspektach. Mamy podobne poglądy, oboje jesteśmy osobami wierzącymi. Jednak pamiętam, że na początku sporo się kłóciliśmy. Dopiero tak po trzech latach, kiedy narodził się syn, udało nam się stworzyć względną harmonię.

Co wam pomaga teraz przetrwać kryzysy?

– Chcesz prawdy? Znowu będzie mało popularna! Nasza rodzina chodzi do kościoła i tam wiele razy słyszeliśmy, że kłótnia jest w porządku, że to coś normalnego w miłości, ale najważniejsze, żeby nie poddawać się, by dalej wspierać się, być razem, kochać się i sobie przebaczać. Kiedyś przed poznaniem Kaśki, byłem depresyjnym facetem. Właściwie to byłem człowiekiem jakby bez celu i kotwicy, który jeszcze podczas studiów myślał o śmierci. A teraz żona, dzieci, miłość sprawiły, że wiem, czego chcę się trzymać.

Zobacz także: „Jedno kliknięcie, jedna sekunda przywraca wiarę w miłość”


Lifestyle

Co rodzice mają zrobić, żeby nie skrzywdzić swojego dziecka?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
3 stycznia 2022
fot. evgenyatamanenko/iStock

Ważne jest, żeby rodzice zdawali sobie sprawę z tego, że skrzywdzą dzieci. Założenie, żeby „nie skrzywdzić dziecka” jest błędne.

Rodzice muszą wiedzieć, że przez brak świadomości i przez własne schematy, których nie są świadomi, czy przez brak wiedzy, czy kompetencji na pewno w jakiś sposób na dziecko wpłyną, że to dziecko być może będzie czuło się skrzywdzone. I o tyle to jest ważne, dlatego na to zwracam uwagę, że jeżeli rodzic będzie wiedział, że skrzywdzi dziecko, że nie jest idealny, to łatwiej takiemu rodzicowi będzie przyjąć taką sytuację, kiedy dziecko powie mu, że np. coś było nie tak. I rodzic to przyjmie, zgodzi się, zaakceptuje i będzie nad tym pracował. I pozwoli, żeby dziecko mierzyło się ze swoimi trudnościami.

Co zrobić, żeby dziecku pomóc?

Pozwolić sobie na błąd, na niedoskonałość, co wcale nie znaczy, żeby nie pracować nad sobą. Cały czas pracować i wiedzieć, że jestem niedoskonały i będę niedoskonały. To jedna rzecz. Druga, myślę też bardzo ważna, to być cały czas prawdziwym. To jest coś, co rodzic może dać dziecku bezcennego. Być prawdziwym, w zgodzie ze sobą, jak najbardziej świadomym, być samemu cały czas na drodze rozwoju, dawać sobie prawo do tego. Myślę, że to jest bezcenne. Jest jeszcze kwestia zaufania. To jest bardzo ważne, żeby dać dziecku zaufanie, żeby nie zakładać, że dziecko jest złośliwe z natury, że chce coś źle, z natury chce dowalić, kombinuje… Nie, dziecko ewentualnie się tego nauczyło.

Dziecko jest…?

Dziecko z natury jest dzieckiem szczęśliwym, otwartym do współpracy, do rozwoju, jak plastelina. Jak rodzic będzie delikatny i będzie modelował, to ta modelina tak się ukształtuje. Rodzic może dać wiarę dziecku, to bardzo ważne. Wiarę w siebie, wiarę w to, co czujesz, w jakim kierunku idziesz, wiarę w wyborach, decyzjach, że masz prawo wybierać, że możesz decydować, że możesz popełnić też błąd, że to nie musi być idealne, ale zaufaj sobie, spróbuj, testuj, jak ci z tym będzie.

I co jeszcze?

Rodzic może dać dziecku słuchanie. Bycie i słuchanie to bardzo ważne. Żeby słuchać, co dziecko ma do powiedzenia, co przeżywa, co się w nim dzieje. Myślę, że to, co jest jedną z fundamentalnych rzeczy to, że rodzic może dać dziecku kontakt, bliskość, bo jedną z najbardziej masakrujących, agresywnych w stosunku do dzieci postaw, zachowań to jest taki moment, kiedy rodzic zabiera dziecku kontakt, czy to kontakt wzrokowy, czy emocjonalny.

Nie tylko, że go nie ma fizycznie?

On może być, np. fizycznie, ale nie będzie się odzywał do dziecka. Żeby je ukarać. Bo rodzic się obraził za to, co dziecko zrobiło, czy powiedziało. Rodzic przygotuje mu obiad czy śniadanie, ale w ogóle nie odezwie się do dziecka. Nie powie mu: „dzień dobry”, „do widzenia”, nie zapyta „co w szkole?”. Będzie traktował dziecko jak powietrze. Zabierze mu kontakt. To jest jedna z najgorszych kar, największych traum, jakie dziecko może doświadczyć od rodzica.

A przykład pracy nad sobą?

Jedną z istotnych rzeczy, które może dać rodzic swojemu dziecku, jest obraz rozwoju, pracy nad sobą. Sam rodzic pójdzie na terapię, do szkoły, na studia, sam będzie się przyznawał do błędów, sam będzie pracował nad sobą, będzie udoskonalał samego siebie, rozwijał siebie, to jest bezcenne. W ten sposób pokaże dziecku, że nie jest idealny, że może być nieidealny i wcale w ten sposób nie traci na wartości. I że to jest w porządku. I że o to chodzi. To jest to, co może rodzic dać dziecku. To bardzo dużo.

Słyszę od kobiet, które mają małe dzieci, że bardzo denerwują się, że mogą je skrzywdzić.

Jak będzie prawdziwa, autentyczna, to jest wszystko w porządku. Nie musi być idealna. A matki trzęsą się nad obrazem samych siebie, jakie to powinny być. Bo gdzieś na wirtualnym dysku jest zapisana informacja, że matka ma być „jakaś”, ale to jest niewyjaśnione.

Tak wychowujesz dziecko, tak je uczysz, bo uważasz, że to jest najlepsze dla tego dziecka. Później trzeba spojrzeć w oczy dziecku i powiedzieć: „Wiesz, tak zdecydowałam, bo na tym etapie, na którym byłam, uważałam, że to była najlepsza opcja dla ciebie. I biorę za to odpowiedzialność”. Problem jest z tym, że boimy się brać za coś odpowiedzialność, bo boimy się konsekwencji i w związku z tym idziemy utartym szlakiem.


Materiał pochodzi z najnowszej książki Stanisława Szlassy i Katarzyny Matusz O niektórych lękach dzieci i nastolatków. Zanim pójdziesz na terapię”, wyd. Grupa Centrum

 

 


Zobacz także

Regulamin akcji #matko i córko

Akcja "List do dziecka"

Bądźcie i kochajcie tak mocno – przez cały rok, przez całe życie. Podsumowanie akcji „List do dziecka”

„Głowę oszukasz, cip*i nie oszukasz. Ciało zawsze mówi prawdę”