Lifestyle

Zastanawiasz się czasem „jak ona to robi?”. Powiem ci – świetnie udaje

Stara Panna
Stara Panna
30 czerwca 2017
fot. iStock/ yulkapopkova
 

Znasz te kobiety, które wydają się być idealnie ogarnięte w każdej dziedzinie, których plan A nigdy nie zmienia się na B, C czy nawet Z, bo zawsze dopinają swego? Mają ułożone życie rodzinne, z powodzeniem wychowują dzieci, w pracy zgarniają pochwały, zawsze mają pomalowane paznokcie i starannie zrobiony makijaż, a ich bluzka gniecie się jakoś tak mniej niż bluzki innych. Z lekką nutą zazdrości zastanawiasz się czasem „jak ona to robi?”. Powiem ci – świetnie udaje!

W życiu każdej osoby jest jak w teatrze – to, co na scenie, możemy oglądać, podziwiać, analizować i oceniać do woli, ale kulisy są dla nas jedną wielką zagadką i nawet, jeśli tam się wali i pali, to nie mamy o tym bladego pojęcia. Każdy z nas ma takie swoje kulisy, do których wpuszcza nielicznych, najbliższych sobie ludzi, przed którymi nie boi się otworzyć i pokazać prawdy o sobie. Na co dzień widzimy najczęściej jedynie publiczny obraz drugiego człowieka, to, co on sam zdecydował się światu zaprezentować i ujawnić. I znowu, tak jak w teatrze – jedni grają znośnie i przeciętnie, inni są niczym drewno i widać każde ich niedociągnięcie i braki warsztatowe, a niektórzy zgarniają burzę oklasków po każdym swoim słowie czy geście i hipnotyzują widzów.

Te Cud Kobiety zaliczają się właśnie do ostatniej kategorii. Są fenomenalne w swoim udawaniu, wykreowały wokół siebie rzeczywistość, w której są niczym „święte – wiecznie ogarnięte”. Sprawiają wrażenie kogoś, kto małe problemy rozwiązuje w minutę, na duże potrzebuje dwóch, a cuda załatwia następnego dnia. Ale to jedynie fasada, zgrabna sztuczka z zakresu marketingu i PR- u, bo przecież nie ma idealnych kobiet, nie ma idealnych ludzi. Gdybyś zajrzała za ich kulisy zobaczyłabyś pewnie bałagan taki sam, jak i u ciebie, kolekcję masek na każdą okazję i sztab pomocników, którzy niezauważeni odwalają najczarniejszą robotę pomagając Cud Kobiecie funkcjonować bez szwanku dla jej pozycji.

fot. iStock/ Paolo Cipriani

fot. iStock/ Paolo Cipriani

Cud Kobiety świetnie udają, oto ich sekret! Udają, że nie stresuje ich deadline w pracy i bez problemu zdążą oddać dokumenty zanim szef się o nie upomni, a w rzeczywistości mają tak samo spocony tyłek i podskórny strach jak cała reszta. Udają, że foch ich czterolatki w sklepie w ogóle ich nie rusza, a spojrzenia ciekawskich ludzi wokół nie mają znaczenia, ale w myślach mówią sobie wszystkie brzydkie wyrazy, odliczają po raz wtóry do tysiąca i za szerokim uśmiechem ukrywają mocniej zaciśnięte zęby. Udają, że nie dotknęła ich przykra uwaga partnera, jego brak empatii i zrozumienia, bo nie mają siły na kolejną kłótnię i wywlekanie wszystkiego na światło dzienne. Udają, że ciasto, które podały teściowej upiekły samodzielnie w domowej kuchni, a te wspaniałe przekąski wyszły spod ich rąk, a nie z restauracji na rogu. Udają, że wcale sobie nie odpuściły niektórych spraw, że wciąż mają je na liście swoich priorytetów (bo przecież nie mieć nie wypada) i dążą do sukcesu w każdej sferze swojego życia (bo przecież nie dążyć nie wypada).

To nie jest hipokryzja, żadna próba oszustwa, czy wielkie intryga na światową skalę. Te Cud Kobiety udają nie po to, by komuś dokopać, pokazać swoją wyższość czy zyskać satysfakcję z czyjejś zawiści i zazdrości (przynajmniej w większości). One udają w akcie samoobrony i dla własnego dobra! Wypracowały sobie metodę na to, jak nie zwariować, jak nie dać się wpędzić w szalony wyścig o złoty medal Kobiety Perfekcyjnej – udają, że już są na mecie i dawno otrzymały nagrodę. Mają też swoje mantry, które powtarzają zaraz po przebudzeniu – jestem wspaniała, jestem doskonała, jestem szczęśliwa i zadowolona – i w które po pewnym zaczynają wierzyć. Dzięki temu same niejako zadecydowały o tym, jakie są, o swoim poczuciu szczęścia i osobistej satysfakcji – i tego można im zazdrościć, w tym warto brać z nich przykład!

Ty tez możesz być Cud Kobietą, od zaraz, od teraz! Przestań marudzić i wszystkim wokół rozpowiadać, jak to masz ciężko w życiu i z jakimi problemami walczysz. Odpuść tam, gdzie możesz i komu możesz, częściej spuszczaj siebie i swoich bliskich ze smyczy obowiązków i powinności. Pozwól sobie na zakulisowy bałagan, nie zabije cię odrobina nieporządku, gwarantuję! Nie roztrząsaj wszystkiego, co cię spotyka i przestań się przejmować każdym detalem, czasami nie mamy na pewne sprawy wpływu i trzeba to zaakceptować. Wmawiaj sobie, że jesteś wspaniała, wyjątkowa, rewelacyjna, atrakcyjna i cudowna- tak, właśnie, wmawiaj i udawaj przed samą sobą, jeśli nie chcesz przyjąć tego za oczywistość i rób to tak długo, aż w końcu nie zaczniesz w to wierzyć! A gdy to się stanie, inni będą patrzeć na ciebie i zadawać sobie pytanie „jak ona to robi?”.


Lifestyle

Ślub z samym sobą? Sologamia? Sorry, ale ja tego nie kupuję!

Stara Panna
Stara Panna
4 lipca 2017
fot. iStock/ SanneBerg
 

Stany Zjednoczone kolejny raz zaskakują zwykłych śmiertelników i przynoszą nam nową modę – tym razem coraz więcej obywateli USA decyduje się na ślub… z samym sobą! Ten nowy trend ma nawet swoją nazwę – panie i panowie, nadchodzi era sologamii! Nie wiem tylko, czy mamy się cieszyć, czy jednak zacząć martwić i zastanawiać…

Solo-co?

Kiedy zobaczyłam artykuł dotyczący ślubu solo jednej z Amerykanek pomyślałam sobie „what the fuck?” (no dobra, pomyślałam to samo, ale w tłumaczeniu na polski). Nie należę raczej do osób mało tolerancyjnych i zamkniętych na nowości, ale jednak nie umiałam sobie tego wyobrazić. Jaka sologamia? Co za ślub? Jak niby ma to wszystko wyglądać? I podstawowe pytanie – po co coś takiego robić?

Zaczęłam się więc zagłębiać w temat – jako Stara Panna poczułam się wręcz w obowiązku!-  i odkryłam stronę „I married me”, czyli po naszemu „ja poślubiłam siebie”. Nazwa odpowiednia i streszczająca całą ideologię nowego trendu. Założyciele owego portalu przekonują, że małżeństwo z samym sobą to symboliczna ceremonia, która ma na celu pokazanie jak ważni jesteśmy sami dla siebie, jak wiele dla siebie znaczymy, a obrączka, którą nakładamy w trakcie ślubu jest symbolem przypominającym o najważniejszym – o tym, że kochamy siebie. Oferta kierowana jest głównie do singli, ale ślub może wziąć także osoba będąca w związku, a nawet obecna żona czy mąż! Na stronie kupić można także obrączki, a kobiety, które zdecydowały się na ceremonię, często organizują ją w tradycyjnym stylu – z białą suknią, zaproszonymi gośćmi, bukietem i przysięgami przy ołtarzu. Wyjątkiem jest tylko to, że brakuje drugiej osoby.

Jesteś powodem do świętowania
Plan drogi do pozytywności, nasz zestaw ślubny, ma wszystko, czego potrzebujesz, aby stworzyć własną ceremonię, w tym obrączkę, przysięgi i codzienne karty afirmacyjne.
Ślub z samym sobą to symboliczna ceremonia – o ponownym połączeniu i pozostaniu w kontakcie z tobą. Noś pierścień, by przypominał Ci każdego dnia, aby KOCHAĆ SIEBIE.

fragment ze strony internetowej www.imarriedme.com

fot. iStock/ SanneBerg

fot. iStock/ SanneBerg

Biznes czy nowa fala?

Czytam to wszystko i odnoszę wrażenie, że ktoś tutaj trafił w dziesiątkę z pomysłem na biznes. W czasach, gdy nie umiemy odpoczywać i cieszyć się własnym życiem, mindfullness i hygge święcą tryumfy i zyskują na popularności, mamy trudności w relacjach z innymi lub nie potrafimy stworzyć stałych związków, z pewnością znajdą się osoby, które uwierzą, że taka ceremonia coś w ich życiu zmieni. Ale czy na pewno? Nie neguję tego, że sami dla siebie powinniśmy być ważni. Że musimy o siebie dbać, troszczyć się i kochać, być swoim najlepszym przyjacielem. Dobrze wiem, jak to jest żyć samemu, nosić miano starej panny i marzyc o kimś bliskim, o stworzeniu relacji, czuć się czasami źle i niewygodnie w swojej samotności – na dłuższa metę to nic fajnego. Ale żeby zaraz ubierać to w miano sologamii, dopisywać do tego ideologię i tworzyć szpanerskie ceremonie? Nie, sorry, ale ja tego w ogóle nie kupuję!

Czy to czasami nie jest ubieranie gówna w błyszczący papierek? (Przepraszam za wyrażenie, ale inaczej się nie da tego określić). Bo jak dla mnie mało jest tutaj miłości do samego siebie i autentycznej troski, a więcej krzyku rozpaczy z powodu samotności i braku bliskiej osoby oraz chęć udowodnienia sobie i światu, że jesteśmy ponad to, że w ogóle nas to nie obchodzi. A obchodzi, bo miłość, akceptacja i uznanie są podstawowymi potrzebami każdego człowieka i choćbyśmy nie wiem jak się oszukiwali, bez względu na to, jak dziwnie to nazwiemy, to niewiele to zmienia.

Zalety ślubu z samym sobą

Niewątpliwie jednak ślub z samą sobą ma jakieś zalety. Przede wszystkim już przy przygotowaniach do uroczystości nie będzie kłótni i wymówek, że ktoś jest za mało zaangażowany i w ogóle się nie stara – ten ktoś musi, bo oprócz niego nie ma nikogo. Po ślubie nie będzie awantur o rozrzucone skarpetki i źle zakręconą tubkę pasty do zębów, nikt nikomu nie wypomni zapomnianej rocznicy czy zignorowanych imienin. Nie będzie też narzekań, że kiedyś było inaczej, tam przybyło, tutaj ubyło i w ogóle to widziały gały, co brały, reklamacji nie ma. Prawdopodobnie to także jedyny rodzaj związków małżeńskich, które nie zakończą się rozwodem i sądowymi potyczkami o podział majątku, a więc statystyk można im już pozazdrościć!

Czy jednak ta moda przyjmie się na szerszą skalę? Szczerze, to bardzo w to wątpię, a przynajmniej nie w naszej szerokości geograficznej. I wcale nie chodzi tutaj o brak otwartości, przywiązanie do tradycyjnych uroczystości czy wąskie światopoglądy. Głęboko wierzę, że potrafimy być dla siebie dobrzy i kochać samych siebie bez dodatkowych atrakcji w postaci ślubów sologamicznych i tłumaczeń niczym żywcem zerżniętych z książek Paulo Coelho. Ufam, że potrafimy odróżnić autentyczne, szczere wartości, od biznesowych zagrywek i cynicznym bazowaniu na cudzych emocjach. Mam też nadzieję, że jest w nas odpowiednia dojrzałość i tolerancja dla życia solo na kocią łapę.

Żródłó: www.imarriedme.com


Lifestyle

Dobre rady, których stara panna ma już po dziurki w nosie

Stara Panna
Stara Panna
29 maja 2017
Co nas wkurza?
Fot. iStock / knape

Ludzie uwielbiają dawać innym dobre rady. Szczególnie, gdy o nie nie prosisz i żadnych nie oczekujesz. Szczególnie, gdy jesteś starą panną i wydaje im się, że za sprawą ich fantastycznych podpowiedzi twój stan cywilny szybko się zmieni. Te wszystkie rady, porady i wskazówki znam bardzo dobrze, bo słyszałam je już setki razy i powiem szczerze – niektórych mam już po dziurki w nosie!

Nie martw się, jeszcze kogoś spotkasz

Czyli założenie z góry, że twój stan cywilny jest powodem zmartwień, rozterek i smutków. Stara panna, biedna, samotna, łkająca nocą w poduszkę z powodu nieudanego życia… Po części może to i prawda, ale na litość boską, mamy XXI wiek, trochę się zmienił styl życia, priorytety i konwenanse. Nie twierdzę, że bycie solo jest lepsze niż małżeństwo czy trwały związek, ale coraz częściej jest to świadomy wybór i autonomiczna decyzja. Czas poszerzyć horyzonty i przestać generalizować!

Musisz sobie kogoś znaleźć

Musisz. Nie, że możesz, powinnaś, czy byłoby ci fajniej w parze – ty MUSISZ kogoś mieć, bo… bo właściwie to co? Tego nikt już nie tłumaczy, ale mus to mus, masz znaleźć i kropka.  A gdzie znaleźć i jak? Oooo, pomysłów jest na to jest wiele – jedni polecają dyskoteki, inni mówią, że wszędzie, byle nie na dyskotece. Ktoś powie w kościele, wielu szuka wśród bliższych i dalszych znajomych, w swatki zaczynają się bawić i czują powołanie do zostania Kupidynem. Pamiętaj jednak, że nic nie musisz, a zaczynanie związku tylko dlatego, że ktoś ci tak radzi i czujesz presję, nie jest dobrym pomysłem.

Musisz wychodzić do ludzi

Bo teraz pewnie zabunkrowałaś się w swoim domu, unikasz towarzystwa innych stworzeń ludzkich i wychodzisz tylko po zmroku, by zminimalizować ryzyko napotkania kogokolwiek.  Droga stara panno, musisz do ludzi wyjść, z ludźmi się zbratać, porozmawiać, poudzielać nieco towarzysko.  Do boju, a raczej podboju męskich serc – bo to wychodzenie ma oczywiście konkretny cel, a mianowicie znalezienie mężczyzny i zmianę stanu cywilnego.

Załóż sobie konto randkowe

No przecież wszyscy tak teraz robią to i ty możesz. Rach, ciach, logujesz się, odpowiadasz na kilka pytań i już wybierasz, przebierasz, kandydatów masz w bród! A potem to już jak w filmie – od kliknięcia do zamążpójścia droga niedaleka… a przynajmniej tak sobie to wyobrażają ci „życzliwi”, którzy sami pewnie nigdy z portali randkowych nie korzystali. A szkoda, bo może wtedy przestaliby cię zasypywać swoimi dobrymi radami.

Nie bądź taka wybredna

I tu jest pies pogrzebany – starą panną jesteś, bo wybrzydzasz, przebierasz w mężczyznach, nikt ci się nie podoba. A gdybyś trochę odpuściła, mniej wybredną się stała to na pewno miałabyś życie poukładane i związek szczęśliwy.  Bo przecież to takie proste i oczywiste… gdy stoi się z boku i ocenia kogoś jedynie po kawałku rzeczywistości i tym, co nam się wydaje.

Udawaj trochę głupszą

Twoje staropanieństwo to wyłącznie twoja wina – używasz mózgu zdecydowanie zbyt często, a przecież każdy wie, że faceci boją się inteligentnych kobiet. Bądź od czasu do czasu typowa blondynką, udawaj, że nie wiesz, nie znasz się, taka niedoświadczona jesteś i słaba. Powiedz coś głupiego, gafę walnij, łzę uroń, by męskie serce zmiękczyć, a męskie ego podbudować.

Może gdybyś schudła/ zmieniła fryzurę/ ubrała się inaczej….

Czyli takie eufemistyczne powiedzenie ci „nie masz nikogo, boś brzydka jak noc”. Dziękuję bardzo za takie rady! Najczęściej dają je ci, którzy sami miss/ misstera universum nie przypominają. A co z tym, że liczy się wnętrze? Co z miłością do człowieka, a nie jego powierzchowności? Oczywiście, nikt nie jest naiwny, wygląd też ma znaczenie, ale nie czarujmy się, że zmiana fryzury będzie zmianą całego życia – takie rzeczy jedynie w filmach. Najważniejsze to kochać siebie, akceptować i być pewnym swojej wartości – nawet z rozdwojonymi końcówkami i w niemodnej bluzce.

Nie martw się, bo siostra mojej znajomej…

Czyli opowieści, które mają być pocieszeniem, ale często nie są. Bo przytaczanie przykładu siostry, sąsiadki albo czyjejś dalekiej znajomej, która w sanatorium w Ciechocinku w końcu spotkała miłość życia nie jest pokrzepiające – do emerytury jeszcze mam daleko i nie zamierzam z życiem miłosnym nie czekać na jesień życia. Poza tym kto powiedział, że potrzeba mi pocieszania? Dziękuję, mam się całkiem dobrze, korzystam z życia, zadowolona jestem, a że stara panna? Cóż, jeśli ktoś ma z tym problem, to jest to wyłącznie jego sprawa.

A wy macie jakieś „dobre rady”, których nie możecie już znieść? Jak sobie z nimi radzicie? A może jakieś stosujecie?