Czy naprawdę potrzebujemy kolejnej rzeczy, kolejnego sukcesu, kolejnego wyjazdu, żeby poczuć się lepiej? W książce „Budda na co dzień. 50 lekcji jak zachować spokój i odnaleźć szczęście w świecie, w którym panuje chaos” dr Tony Fernando proponuje inne spojrzenie na prostotę. Nie chodzi o życie bez przyjemności ani o pozbycie się wszystkiego, co posiadamy. Chodzi o to, by nauczyć się traktować rzeczy z lekkością – i nie pozwalać, żeby to, co mamy, zaczęło posiadać nas.
Prostota nie oznacza, że masz mieć pusty dom
Słowo „wyrzeczenie” może brzmieć jak zapowiedź życia bez wygód, przyjemności i dóbr materialnych. Fernando proponuje jednak, by spojrzeć na nie inaczej.
Możemy mieć piękny dom, dobry samochód, ubrania, które lubimy, i pieniądze na podróże. Problem nie zaczyna się wtedy, gdy coś posiadamy. Zaczyna się wtedy, gdy nasze poczucie bezpieczeństwa, wartości albo szczęścia zaczyna zależeć od tego, co posiadamy. Można mieć niewiele i być bardzo przywiązanym do każdej rzeczy. Można też mieć dużo, a jednocześnie nie być przez te rzeczy zniewolonym. Właśnie dlatego autor zastępuje pojęcie „wyrzeczenia” określeniami „życie w prostocie” i „traktowanie rzeczy z lekkością”.
Najbardziej męczy nas nie to, co mamy, ale to, czego wciąż chcemy
Żyjemy w świecie, który bardzo dobrze zna nasze pragnienia. Reklamy, media społecznościowe i algorytmy nieustannie podpowiadają nam, że gdzieś jest coś lepszego: piękniejszy dom, modniejszy samochód, atrakcyjniejsza sylwetka, ciekawsze życie. Do tego dochodzi porównywanie się z innymi. Fernando zwraca uwagę, że media społecznościowe mogą wzmacniać FOMO – lęk, że coś nas omija. W efekcie nawet wtedy, gdy obiektywnie mamy bardzo dużo, możemy mieć poczucie niedostatku.
I właśnie tutaj prostota staje się czymś więcej niż stylem życia. Staje się sposobem odzyskiwania wolności od nieustannego „muszę mieć jeszcze…”.
Możemy uzależnić się nie tylko od rzeczy
To jeden z ciekawszych wątków rozdziału. Przywiązanie nie musi dotyczyć zakupów czy pieniędzy. Możemy być przywiązani do określonego stylu życia, codziennej rutyny, własnych przekonań, opinii, relacji, a nawet… sukcesu.
Fernando opowiada historię swojego przyjaciela Luke’a – lekarza, świetnego muzyka i sportowca, który osiągał znakomite wyniki. Z zewnątrz miał wszystko, czego można zazdrościć. W środku wciąż jednak czuł niedosyt. Bycie drugim było dla niego nie do zaakceptowania. Kolejne osiągnięcie nie dawało mu spokoju, tylko tworzyło potrzebę następnego. To ważna lekcja: czasem nie jesteśmy uzależnieni od sukcesu, ale od poczucia, że musimy być coraz lepsi.
Zamiast „więcej” – pytanie: „po co mi to?”
Życie w prostocie nie musi zaczynać się od wielkiego porządkowania szafy ani wyrzucania połowy rzeczy z domu. Może zacząć się od zatrzymania. Kiedy pojawia się kolejna potrzeba – zakupu, osiągnięcia, sprawdzenia, zdobycia – warto zapytać siebie: czy naprawdę tego potrzebuję, czy próbuję w ten sposób zagłuszyć poczucie, że czegoś mi brakuje?
Fernando zachęca do rozpoznawania różnicy między potrzebami a żądzami oraz do przyglądania się temu, od czego jesteśmy przywiązani. Nie chodzi o to, żeby odmawiać sobie wszystkiego. Chodzi o to, żeby odzyskać możliwość wyboru.
Największa wolność? Umieć coś puścić
Być może właśnie na tym polega najgłębszy sens prostoty. Nie na tym, żeby mieć jak najmniej, ale żeby nie potrzebować coraz więcej, by czuć się wystarczająco dobrze. Fernando pisze o zmianie relacji z przedmiotami, ludźmi, ideami i przekonaniami. Zamiast kurczowo się ich trzymać, możemy uczyć się traktować je z lekkością – jako coś, co pojawia się w naszym życiu, zmienia i kiedyś może odejść. Wraz z tą umiejętnością pojawiają się, jak przekonuje autor, większa wolność, spokój i zadowolenie.
Może więc prostota nie zaczyna się od pytania: „Czego jeszcze powinnam się pozbyć?” Może zaczyna się od znacznie ważniejszego: „Czego nie muszę już tak kurczowo trzymać?”
