Lifestyle Psychologia

Jak żyć? Czterdziestolatka prawdę ci powie

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
13 stycznia 2016
Fot. iStock / Sadeugra
 

Lubimy słuchać rad starszych kobiet. Dodają nam sił i mocy. „Nie myśl tylko o pracy, stawiaj na przyjaźnie, miłość”. I tak dalej, i dalej”. Hitem na Facebooku są badania pewnej psycholożki, która przeprowadziła, w hospicjum, wywiady z ludźmi umierającymi. Czego żałują, co jest w życiu ważne. Rzeczy, które wymieniają powtarzają się, my niby to wiemy, ale jakoś to bagatelizujemy na co dzień. „No dobra, to od jutra wszystko się zmieni, od Nowego Roku”. Bo przecież jest jeszcze tyle czasu i nas to nie dotyczy.

Kończę w tym roku czterdzieści lat (Boże, nie wierzę). Dziś bardziej rozumiem słowa mamy, która często powtarza, że nie wie, kiedy minęły jej  lata młodości.

Wiem, że panuje moda na to, by mówić, że czterdzieste urodziny to nic, że nic się nie zmienia, bo granica wieku się przesuwa i w ogóle można dziś wszystko. Pewnie, coś w tym jest. Jednocześnie 40-te urodziny, to naprawdę czas pierwszych  (drugich?) bilansów, rozliczeń ze sobą, analizy co się zrobiło, a czego nie. Nie wiem czy u wszystkich, ale u tych moich koleżanek, które znam – tak. U mnie też.

Pamiętam, miałam 26 lat, stałam i patrzyłam krytycznie w lustro. Za gruba, nie taka. Mama powiedziała: „Jesteś prześliczna. Spojrzysz potem na zdjęcia i powiesz: nie wierzę, o co mi chodziło, byłam taka piękna”.

I to prawda. Patrzę na swoje zdjęcia ze ślubu, miałam wtedy 26 lat. I mówię: wow. Czemuż to ja się czepiałam siebie? I to nie znaczy, że teraz jestem brzydka, dziś mama też mówi, żebym się cieszyła, bo potem docenię. Już słucham jej bez gadania :).

Ale jak na analizującą wszystko – prawie – czterdziestolatkę mam parę wniosków. Och, jakże chciałabym ostrzec, pouczyć młode dziewczyny, jak kiedyś mnie pouczała mama, albo starsze kobiety, z którymi robiłam wywiady. Wgapiałam się w nie z podziwem, kochałam ich mądrość, a potem…. no cóż, potem popełniałam błędy.

Więc wy, młodsze też sobie to pewnie przeczytacie, a potem pójdziecie do swojego życia robić to co zwykłyście robić. 🙂

Ja jednak potruję dla świętego spokoju. Ale to są tylko trzy rzeczy. Tyci tyci – trzy.  Czy to tak wiele?

Wybierzcie dobrego partnera

To jest najważniejsza sprawa, która mi się udała, rodzina. Mądry i dobry facet. Kiedyś aktorka Barbara Brylska powiedziała mi: „Nie idź za instynktem, szaleństwem. Trzeba wybierać mężczyznę na którym można polegać”. Wiedziała co mówi. Porzuciła fajnego męża dla mniej fajnego męża drugiego. I cóż, szaleństwo było. Tyle, że on potem zaczął ją zdradzać i  krzywdzić.

Jak rozpoznać dobrego? No cóż, najłatwiej rozpoznać niewłaściwego. Tylko my tego nie chcemy widzieć. Egocentryczny, narcystyczny, myślący o sobie, nieobecny, przemocowy, wieczny chłopiec– złych typów jest mnóstwo. Krótko mówiąc– jeśli jesteś z kimś, kto zauważa cię tylko wtedy, gdy to mu pasuje, nie widzi w sobie winy, nie chce się zmieniać– uciekaj gdzie pieprz rośnie.

Niedawno zadzwoniła do mnie przyjaciółka z podstawówki. Też tuż przed czterdziestką. „Poświęciłam życie dla wielkiej miłości, żałuję. Mama mnie ostrzegała”. Pamiętam, jak wielka pasja ich łączyła, namiętność i szał. Ona piękna, on piękny. Wciąż są piękni, mają piękne dzieci. Tylko, że ona nie może na nim polegać, tylko, że w ich domu są awantury, tylko, że ona jest taka samotna.

Nie idźcie w kierunku ślepej namiętności. Moja babcia zawsze powtarzała, że szczęśliwy związek to taki, gdy on kocha trochę bardziej. Nie wiem. Szczęśliwy związek to chyba taki, gdy możesz być w 100 proc. sobą. Gdy masz w kimś wsparcie i nie ma niepotrzebnych napięć. Życie i tak zafunduje wam napięcia. Po co być z kimś kto jeszcze dokłada? Związek może być po prostu prosty. Nie zawsze tak samo namiętny, ale zawsze taki, że możesz mówić co się między wami dzieje i ktoś chce się zmienić, a nie tylko zmiany żąda od siebie.

Szukaj pomocy

Patrzę na koleżankę. Dwoje małych dzieci, mąż– depresyjny, nieodpowiedzialny. Ona jest z problemami sama. Prosi: „popracujmy na tym, widzisz co się dzieje?”. On wzrusza ramionami. Ma gdzieś. Koleżanka dryfuje od poranku do wieczora, świetna pracownica, świetna matka. „Może pójdziesz na terapię? Może zrobisz krok?” pytam. Tak, tak, kiedyś. Nie wyrzuca go z domu ( rozumiem), ale też nie działa. Tkwi w stanie: „zawieszenie”. Powiedziałabym jej: kochanie, masz 30 lat. To twój najlepszy wiek. Dlaczego nie robisz nic? Zrób cokolwiek. W którąś stronę. Nie przesypiaj tego pięknego wieku. Szkoda, będziesz żałować. Tak, tak. Mija kolejny miesiąc– nic.

Nie przesypiajcie.

Walcz o siebie zawodowo

Ostatnio moja 26– letnia koleżanka powiedziała mi, że awansowała. Ucieszyłam się z jej sukcesu jednocześnie poczułam, że ma wszystko to, czego ja długo nie miałam. Pewność, świadomość, moc. Już to mam, ale przecież mogłam wcześniej. Przypominam sobie lata zmarnowane w terrorze. Przemykanie, żeby wyjść z firmy, głupie tłumaczenie, czy wysłuchiwanie monologów szefowej. Rany, dziś sama jestem szefową i wiem, że każde trucie, każda awantura, każde mówienie: ja na waszym miejscu, bo ja to i tamto jest tylko zagłuszaniem niskiego poczucia własnej wartości. Jest potrzebą kontroli i bezradnością. Moją– nie czyjąś.

Każdy dobry lider wspiera innych. Pozwala innym się rozwijać, rezygnuje z męczącego i narcystycznego: „ja”. Pomaga i daje siłę, a nie nie podcina skrzydła. Więc myślę: po kiego ja to znosiłam? Zamiast frunąć?

Więc jeśli macie straszną szefową/ szefa– weźcie głęboki oddech. Może być inaczej. To zależy tylko od was. Pierwszym krokiem jest tylko poczucie, że możesz. Zmieniać, wpływać, decydować.

A dlaczego warto dobić czterdziestki?

Bo wiesz to wszystko co wyżej opisane. To jest dla ciebie tak samo jasne jak to, że ziemia jest okrągła i po styczniu następuje luty. Masz moc.

Może wy spróbujecie mieć ją wcześniej? Tyle czasu byście oszczędziły, kochane. Tyle łez i wszystkiego.

No ale tak. Świat musi iść swoim rytmem.


Lifestyle Psychologia

5 cech energetycznego wampira. Spotykasz go, uciekaj

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
15 stycznia 2016
Fot. iStock / alexeyrumyantsev
 

Kilka dni temu byłam z koleżanką na spotkaniu służbowym. Dotarła do nas nowa osoba. Po pięciu minutach wymieniałyśmy się tylko spojrzeniami. „To wampir” napisała mi ukradkiem SMS.  Przypomniałam sobie spotkanie z dawną niewidzianą znajomą. Ponad dwie godziny rozmowy. Nie, przepraszam, jej monologu. W połowie zaczęła boleć mnie głowa i kręgosłup. Miałam wrażenie, że cała energia jaką miałam rano uchodzi ze mnie w tempie światła. Po „kawie” dosłownie doczołgałam się do samochodu. „Ratuj” zadzwoniłam do przyjaciółki. Po tym spotkaniu służbowym byłam mniej więcej w podobnym stanie. Musiałam uciec na spacer z psem, do lasu. Dopiero tam odzyskałam równowagę. Pomyślałam: „Boże, dobrze, że ja nie już pracuję na stałe z żadnym energetycznym wampirem. Oszalałabym”.

Kiedyś w to nie wierzyłam, ale oni naprawdę istnieją. Wampiry energetyczne, które pozbawiają nas sił. Spotkanie ich równa się kiepski humor, zmęczenie, ból głowy.  Dobrze, że nie znam ich też w życiu prywatnym. Ale przecież wampir może z nami mieszkać, może być nasza matką, ojcem czy koleżanką.

Ja go rozpoznać? Poniżej pięć najważniejszych cech. Często idą w parze, ale nie muszą.

Za dużo mówi

Z  jego ust wylewa się słowotok. Często towarzyszy temu głośny i pewny ton. Bębenki w uszach pękają. W towarzystwie tej osoby modlisz się, żeby wydarzyło się coś, co sprawi, że ona choć trochę się zatrzyma w tym oratorskim pędzie.

Ale nic, nic nie działa. Opowiada ci ze szczegółami historię swojego życia, o tym co robi teraz. Każda anegdota ma tysiąc anegdot pobocznych. Mówi, mówi, mówi. A ty czujesz, jak zapadasz się w sobie.

Czy warto poświęcać czas na historie, które w połowie nas nie interesują?

Nie słucha

Jego w ogóle nie interesuje, co masz do powiedzenia. Czasem zdobędzie się, żeby powiedzieć: nie masz racji. I to tyle z jego skupiania uwagi na tobie. Nie masz racji, bo…. i znowu milion argumentów, anegdot, któremu często towarzyszy taki początek: „Bo ja”. W życiu nie wciśniesz się z wątkiem o sobie, nawet jeśli próbujesz.  Jesteś po prostu widownią dla jednego aktora. Tak właśnie było ostatnio z moją znajomą. Przysięgam, przez ponad dwie godziny rozmowy nie zapytała co u mnie słychać.

Czy warto spędzać czas z kimś, kogo my  same kompletnie nie interesujemy?

Wypytuje

To inny typ wampira. Punktem wspólnym jest to, że też go nie interesujesz.

Interesuje go natomiast co tam w twojej firmie (bo jest, na przykład, konkurencyjna), co wśród wspólnych znajomych. Czujesz się jak na przesłuchaniu u bardzo natarczywego i wiercącego dziurę w brzuchu detektywa.

Czy warto poświęcać czas osobom, które traktują nas jak Radio Wolna Europa?

Ocenia

Wszystko i wszystkich. Nieustannie. Ta głupia, że się rozwiodła, ta ma beznadziejną sukienkę, buty, męża i samochód. Nawet czyjś pies może być przedmiotem dyskusji (bo jest za bardzo rozpuszczony na przykład). Szczerze mówiąc to boisz się odwrócić, bo doskonale wiesz, że jeśli tylko się odwrócisz to staniesz się przedmiotem tego oceniania.

Czy warto marnować chwilę na ludzi, których celem jest tylko ocenianie innych?

Narzeka

Polska nie taka, życie nie takie, praca nie taka, dzieci, mąż. Małe pytanie: co słychać i otwiera się pudło marudy. Gdy w końcu próbujesz podsunąć jakieś rozwiązanie dramatu, słyszysz: „Nie da się”, „To niemożliwe”, „W życiu nie ma tak lekko”. Uciekaj, jeszcze chwile, a sama uwierzysz, że na nic nie masz wpływu.

Czy nie szkoda energii na osoby, które nigdy nie widzą dobrych rozwiązań?

Podcina skrzydła

„Jesteśmy już stare”, „Jesteśmy biedne”. „Myślisz, że to ci się uda? Nie sądzę”, „No próbuj, ale czeka cię ciężka droga”, „Powinnaś inaczej się ubierać”, „Jak ty wychowujesz dzieci”. I tak dalej.

Może zamiast patrzeć, jak ktoś obcina ci nożycami skrzydła, pofruniesz gdzieś indziej? W kierunku osoby, która daje ci moc?

Tak, wiem, być może każdy z nas miał etap, że był wampirem. Warto jednak się wystrzegać takich zachowań i unikać takich ludzi.

Dla własnego zdrowia psychicznego.

Pięknego weekend. Bez towarzystwa wampirów energetycznych.


Lifestyle Psychologia

„Paczkę chusteczek, miłość, kopa w tyłek”. 10 rzeczy, które da ci tylko druga kobieta

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
8 stycznia 2016
Fot. iStock / anandaBGD

Zły, zły dzień. PMS albo ciąża o której nie wiem, coś tam jeszcze. Zły, zły, bardzo zły. Na szczęście się kończy. I znów pokazał, że jedyne czego kobieta potrzebuje w kiepskim stanie to druga kobieta. Przyjaciółka. Bóg je nam zsyła, doprawdy.

Czas

Te magiczne 20 minut przed 9, które spędzasz w samochodzie na telefonicznej rozmowie z nią. Opowiadasz ze szczegółami o awansie, problemach w związku, wkurzeniu na pracę, mężczyznę, dziecko, świat, siebie (wpisać właściwe). A ona słucha i słucha, chociaż serio pleciesz bardzo i Bridget Jones jest przy tobie mistrzynią intelektu.

W ciągu dnia też jest „w zasięgu”. Wystarczy SMS: „potrzebuję”, a wyjdzie ze służbowego spotkania, spóźni się choć chwilę na wywiad czy zrezygnuje z obiadu, żeby cię słuchać. Słuchać, słowo klucz. Bo jesteś szczerze zmęczona znajomą, która przed dwie godziny spotkania mówiła tylko o sobie i z jej ust nawet nie padło magiczne: „Co u ciebie słychać?”. Przyjaciółka słucha zawsze. Choćby przez telefon.

Poczucie bycia ważną

Nawet gdy twoja poczucie wartości zamieszkało w podziemiach, ona ci mówi, że jesteś dobra, mądra, zdolna. Przytacza ci fakty z przeszłości, które są niezbitym na to dowodem. Pamiętasz, jak napisałaś ten świetny tekst (przygotowałaś świetny projekt), jak biegał za tobą ten pan w Zakopanym o szóstej rano i pisał dla ciebie piosenkę (dziękuję M.), jak byłaś taką laską… (a kysz).

Mówi tak przekonująco, że wierzysz, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Znów.

Paczkę chusteczek

Gdy jednak wyjesz, że wszystko skończone. Zmarszczek coraz więcej, kilogramy idą w parze albo cokolwiek innego. Rzeczowa przyjaciółka poda ci paczkę chusteczek. No bo mieć się gdzie wysmarkać to jednak w rozpaczy ważna sprawa.

Kopa

Ile można narzekać. Trzeba w końcu zadać konkretne pytanie: „Ale jak zamierzasz rozwiązać tę sytuację?”. Ty się oczywiście wściekniesz, powiesz z wyższością, że życie to coś więcej niż tylko rozwiązania, a przyjaźń to wsparcie. Rozłączysz się, obrazisz, a za chwilę zrozumiesz, że ona mówi najmądrzej na świecie – musisz znaleźć rozwiązanie, bo inaczej utoniesz w czarnych myślach, które zalewają mózg  (a pal licho mindfulness, zanim sobie przypomnisz techniki panowania nad sobą, frustracja i lęk są w każdej komórce ciała i na działanie jest ciut za późno)

Śmiech

Ileż można się śmiać i z jak głupich rzeczy to wiedzą tylko twoje przyjaciółki. Tak, na trzeźwo. Ale niekoniecznie. (czy wino to alkohol? Może nie…. )

Wiedzę

Tylko do przyjaciółki w rozpaczy zadzwonisz, bo nie potrafisz czegoś z angielskiego. Albo coś ci się miesza w historii Grecji (lekcje w czwartej klasie syna), czy masz wątpliwości z fizyki. Przed całą resztą świata (no może poza partnerem jak masz szczęście) udajesz, że jesteś mądrzejsza niż w rzeczywistości. A bycie mądrym w dzisiejszym świecie to taka trudna rzecz.

Motywację

Innej babie zazdrościsz, przyjaciółkę podziwiasz. Że schudła, że wreszcie uprawia sport, że się zakochała, zmieniła pracę, robi coś dla siebie, pięknie wygląda, robi karierę, urodziła dziecko. Jej szczęście cię uskrzydla. Wow, można. Skoro ona tak, to  ja też.

Ciuchy (oraz inne gadżety)

Dla ciebie, twojego dziecka, bliskich. Daje, daje, daje. Ty też dajesz, jak masz. Bo nie ma nic piękniejszego niż wymiana. I nikt nikogo nie rozlicza.

Miłość

Bezwarunkowa akceptacja. No cóż, nie zadzwoniłaś, nawaliłaś, nie zrobiłaś. Ona przebaczy, bo wie, że to nie twój czas, poczeka, powie, żebyś odpoczęła ( dziękuję G.) Poczujesz się u niej jak u dziadków na wakacjach. Ciepło i bezpiecznie

Serio, nigdy nie zrozumiem tych, którzy nie mają przyjaciółek.  Nie ma niczego wspanialszego niż druga kobieta u boku. Bo jak to mawia się w redakcji mojego kiedyś ulubionego pisma: siła jest kobietą.