Lifestyle

Iluzje uzależnionych. O systemie dumy i kontroli

Poli Ann
Poli Ann
14 kwietnia 2021
Fot. iStock / OcusFocus
 

Każdy powód jest dobry, by sięgnąć po kieliszek. Alkoholik/alkoholiczka zawsze znajdzie pretekst, wymówkę czy usprawiedliwienie. Zwał jak zwał. Takie życie, co poradzić? Nic. W sumie, po prostu trzeba się napić. Tyle.

„To tylko jeden kieliszek, najwyżej dwa”
„Do kolacji, na trawienie”
„Na rozluźnienie”
„Jako nagroda”
„Tylko do smaku”
„Nalali mi, to nie wypada odmówić”
„Awans to pić jest mus”
„Nie chciałem/chciałam pić. Zmusili mnie”
„Dziś ostatni raz. Od jutra biorę się za siebie”
„Wszyscy przecież piją”

I te pe, i te de.

Brzmi znajomo?

Może sama/sam to komuś mówisz albo słyszysz od bliskiej Ci osoby. I myślisz sobie najpierw – racja, przecież to nic wielkiego. Raptem kilka kieliszków. Nikt się nie zatacza. Co najwyżej zamawia taxi i wraca do domu. Elegancko, na szpilkach i garsonce lub markowym garniturze i drogich butach. Następnego dnia budzi się z potężnym bólem głowy, który uśmierza małym piwem. A wieczorem lub kolejnego dnia – znów nadarza się okazja, by się
napić.
W rzeczywistości każdy powód jest dobry, by sięgnąć po kieliszek. Alkoholik/alkoholiczka zawsze znajdzie pretekst, wymówkę czy usprawiedliwienie. Zwał jak zwał. Takie życie, co poradzić? Nic. W sumie, po prostu trzeba się napić. Tyle.

Prawdy i mity

Mitem jest, że od alkoholu uzależniają się tylko i wyłącznie DDA oraz ich rodzina. Można wspomnieć tu nawet o skłonnościach genetycznych, jednak nie oznacza to, że każdy kto z alkoholikiem jest spokrewniony, popadnie w nałóg. Psychologowie podkreślają, że dużą rolę odgrywa tu osobowość. Ludzie, którzy nie radzą sobie z emocjami oraz mają niskie poczucie własnej wartości znacznie częściej się uzależniają. Nie muszą wcale mieć przykładu alkoholizmu w swoim otoczeniu. Mocny trunek pomaga im się uspokoić, zapomnieć o problemie i daje natychmiastowy efekt (w przeciwieństwie na przykład do ćwiczeń fizycznych). Ponadto dodaje im animuszu, kompleksy chowane są głęboko w podświadomości i łatwiej jest się z nimi uporać.

Choroba braku miłości

Szefowa MONAR’u, Jolanta Koczurowska, na podstawie swoich wieloletnich obserwacji stwierdziła, że alkoholikami zostają osoby, które nie doznały ciepła od drugiego człowieka. Alkoholizm określiła mianem choroby braku miłości. Osoba, wiecznie odrzucana w dzieciństwie, dla której rodzice nie mieli czasu, którą krytykowali, wyśmiewali i której potrzeb nie traktowali poważnie, bardzo łaknie uwagi, czuje się gorsza, jest sfrustrowana, nienawidzi siebie za to, że inni jej nie kochają. Nie umie sobie poradzić z ogromem emocji, jakie tej sytuacji towarzyszą. Nie wie, jak odreagować. Alkohol wydaje się być jednym z najszybszych sposobów radzenia sobie z tak olbrzymim stresem i jeśli taka osoba na niego natrafi, może szybko popaść w nałóg. Czy uzależnia się od razu? Nie, ale zauważa spokój, jaki osiąga po spożyciu. Czuje się pewniej, na miejscu złości pojawia się bagatelizacja problemu i radość, której wcześniej nie był stanie doświadczyć. Dlatego zaczyna traktować alkohol jako pocieszyciela i chusteczkę na otarcie łez, będąc jednocześnie silnie przekonanym o tym, że to chwilowe działanie, nad którym całkowicie panuje.

Świat iluzji

Osoba uzależniona zaczyna żyć w swoim własnym świecie – świecie iluzji, gdzie sama projektuje sobie swoją rzeczywistość wypełnioną procentami lub innymi substancjami uzależniającymi. Wszystko kręci się wokół picia (ćpania, seksu, brania leków itp.) i znalezieniu do tego pretekstu, a im mniej ta okazja zależna od niego (w jego mniemaniu oczywiście) tym większe przyzwolenie na to, czego tyle razy obiecywał sobie już nie robić.

Współczesny uzależniony to bardzo często osoba wykształcona, z pozycją zawodową, niekoniecznie samotna. Matka, ojciec. Córka, przyjaciółka. Czyjś brat lub kumpel. Osoby zdrowe szukają innych rozwiązań. Czytają książki, uprawiają sport, gotują, medytują, robią na drutach, majsterkują. Znajdują taką aktywność, która pozwoli im zapomnieć o troskach, daje satysfakcję oraz uspokaja, jednocześnie nie zostawiając wyrzutów sumienia ani przeświadczenia o swojej beznadziejności.
Chory, bo alkoholizm to choroba, nie potrafi znaleźć zamiennika. Wydaje mu się, że ukojenie da mu jedynie ta substancja (alkohol, narkotyk, papieros, lek itp.), która urasta do roli nadrzędnej w jego życiu. Staje się celem w samym sobie. Alkoholik nie zawsze pije na umór i nie wpada w tak zwane ciągi. Alkohol spożywa codziennie lub kilka razy w tygodniu. Tworzy otoczkę, w której wnętrzu czuje się bezpiecznie. Alkohol uprzyjemnia mu ten stan. Jest tylko drobnym dodatkiem. „Och, to nic wielkiego. Tu piwo, tam drink, wino czy tequila. Innym razem rum czy whisky. Życie trzeba smakować.” – szybko znajduje usprawiedliwienie pędząc w kolejny dzień, pełen stresu, który
będzie trzeba jakoś zredukować. A jeśli do tego dochodzą ukryte negatywne emocje, które, choć są niewidoczne, kierują taką osobę w niebezpieczne rejony. Dziś to będzie tylko lampka koniaku. Jutro dwie…

Duma

Gdy delikatnie w głowie osoby uzależnionej zaświeci się czerwona lampka to od razu ją zgasi wyraźnym obruszeniem włączając tryb – „duma”. Przecież on/ona kontroluje to picie. Pije, bo chce, a nie musi. Nie trzeba robić afery! Nie jest brudnym pijakiem. Wie, co robi i w każdej chwili może przestać. Umie się bez tego obejść. Po prostu pojawiają się okazje i nie zawsze można odmówić, prawda? Dumnie obraca się na pięcie myląc swoje oburzenie z mechanizmami obronnymi.

Wszystkie te usprawiedliwienia mają na celu samoobronę przed przyznaniem się do tego, że jest się alkoholikiem. Uzależniony, choć nieświadomy jeszcze swojej choroby, broni się na wszystkie możliwe sposoby. Najpierw delikatnie, żartem, uśmiechem, zbyciem. A im ktoś bardziej uparty, tym ostrzejsza obrona. Wyrazy typu alkoholik, choroba, klub AA wywołują złość, frustrację lub nerwowy śmiech. Chory bowiem, schowany w swojej iluzji, nie
przyjmuje do wiadomości bodźców ze świata zewnętrznego. Żyje w swojej bańce. Tam mu dobrze. Inni mu tylko przeszkadzają. Przecież nie ma żadnego problemu. Da radę funkcjonować bez żadnych trunków, a gdy okazuje się, że nie, to nawet sam przed sobą się nie przyzna, iż przekracza to jego możliwości. Neguje, minimalizuje, obwinia innych, usprawiedliwia siebie, koloryzuje i twardo obstaje przy tym, że od jutra rzuci picie. Spirala się nakręca, porusza się coraz szybciej, ale chory wciąż tego nie widzi. Nadal żyje w swojej iluzji mając przekonanie, że to całe otoczenie się sprzeniewierzyło przeciw niemu. Jest tak silnie przekonany o swojej racji, że wciąga w swój świat najbliższych. Niekoniecznie pijąc z nimi, manipulując. Bawiąc się, zrzucając na nich winę za własne picie, uzależniając atmosferę w domu od własnego humoru. Krzywdzi tych, których kocha najbardziej. Wie, że oni nie zrobią mu krzywdy.

Mechanizm działania alkoholika jest na pozór dość skomplikowany. W rzeczywistości sprawa jest dużo prosta. Musi pić, nieważne jakim kosztem. Najważniejsze to zaspokoić niesłabnące łaknienie, spowodowane chęcią stłumienia emocji, z jakimi sobie nie radzi, których nie rozumie i nie potrafi nazwać. Nie jest w stanie także znaleźć środka zastępczego na ukojenie bólu. Każda zaproponowana forma (spacer, medytacja, modlitwa, sport, techniki relaksacji) wydaje mu się śmieszna, tym bardziej, że jest przekonany o swojej silnej woli i umiejętności
zaprzestania picia w każdym momencie.

Co dalej

A jak się ma do tego profilaktyka uzależnień? Ważne jest, by nie tworzyć atmosfery strachu. Najważniejsza jest rozmowa oraz nauczenie osób, przejawiających skłonność do uzależnień, wyrażania swoich emocji, szczególnie negatywnych tj. smutek, bezradność, żal, złość, rozgoryczenie. Istotne jest uświadomienie im, że mają do nich prawo i wcale nie oznacza to ich słabości. Chodzi jednak o to, by wiedzieli, jak postępować, jeśli będą je odczuwać i
znaleźli zdrowy sposób, który pomoże im się ich pozbyć.

Alkoholik nie pokocha siebie od razu, nie wyleje zawartości butelki, jeśli ktoś mu każe. On musi nauczyć się siebie akceptować, ze swoimi wadami i słabościami. Musi zrozumieć swoje postępowanie, nazwać emocje, jakie nim targają, nauczyć się z nimi żyć, wiedzieć jak się kontrolować i – zaakceptować pomoc innych. Musi spojrzeć sobie w twarz i przyznać się do choroby, przed sobą samym, rodziną i na forum grupy wsparcia (jeśli na takie spotkania
chodzi). By móc normalnie funkcjonować często musi pracować z psychologiem, by zrozumieć swoje motywy, pokonać własne demony i na nowo zbudować pewność siebie.

Zdarza się też, że osoba uzależniona potrafi na trzeźwo świetnie funkcjonować tylko w ośrodku leczenia uzależnień. Jest doskonale przygotowana teoretycznie, sprawia mylne wrażenie osoby gotowej na opuszczenie ośrodka, w rzeczywistości jednak poza nim nie jest w stanie pohamować chęci sięgnięcia po kieliszek. Osoby mające silne efekty odstawienia mogą prezentować reakcje i zachowania zagrażające ich zdrowiu i życiu, stąd też ważne, by osoby wspierające chorego wiedziały jak zachować się w takiej sytuacji. Czasem bez hospitalizacji się nie obejdzie.

Wychodzenie na prostą to dla osoby uzależnionej katorżnicza praca, wędrówka bardzo kamienistą drogą, bolesna, z wieloma zakrętami, jednak możliwa. Należy jednak pamiętać, że opuszczenie świata iluzji jest długim procesem i całkowite wyjście stamtąd nie jest możliwe. Alkoholikiem bowiem jest się przez całe życie.


Lifestyle

Matka dorosłych córek, co zrobiłam nie tak jak trzeba…

Poli Ann
Poli Ann
16 kwietnia 2021
Matka dorosłych córek
Fot. iStock
 

Magdalena stoi przy oknie. Na parapecie stoją piękne storczyki, o które tak namiętnie dba. Delikatna firanka kładzie się jej lekko na ramieniu, a kobieta stoi z filiżanką mocnej herbaty i wpatruje się w plac zabaw, na którym jak zwykle panuje rozgardiasz. Dzieci krzyczą, skaczą i biegają.

Dziewczynka z kitką zjeżdża ze zjeżdżalni, chłopiec w zielonej koszulce huśta się wysoko, a jakaś grupka dziesięciolatków skacze na zmianę na skakance. Wokół piaskownicy wianuszek mam. Nawet kilku tatusiów się znajdzie, co to wielkie budowle ambitnie budują bardziej dla swoich latorośli niż z. Magdalena bierze kosmyk włosów za ucho, upija łyk herbaty. Wzdycha. Boże kiedy to było? Ze dwadzieścia kilka lat temu, kiedy sama spędzała po parę godzin na tym podwórku. Kasia miała pięć lat, Justyna musiała zatem siedem. Całe dnie chciały tam przesiadywać. Najpierw w piaskownicy, potem na drabinkach i bujaczkach. A gdy mama już nie była im potrzebna, siedziały na ławkach ze swoimi rówieśniczkami i chichotały, szeptały, wymieniały sekreciki. Jak ten czas zleciał. Dziś to młode, dorosłe kobiety. Kiedy one tak urosły, pokończyły szkoły?

Katarzyna dzisiaj jest freelancerką, czy jak to tam zwał. Robi genialne zdjęcia, pracuje kiedy chce i jak chce. Nie jest związana żadną długotrwałą umową. Ma partnera. O ślubie ani myśli. Dzieci także nie mieszczą się w jej planach. Mieszkanie wynajmują i ani im się śni brać kredyt. Żyją z dnia na dzień. Czasem na walizkach, bo sporo podróżują. Kasia za nic w świecie nie chce stabilizacji.

– Mamo nie chcę być utyrana po łokcie jak ty.  Pracować od do. Nie mieć własnego życia. Czekać na męża i oddychać jego powietrzem. Wszystko poświęcać dla innych, a w weekend myśleć, że rosół, kurczak i pranie są najważniejsze – tak jej kiedyś powiedziała. Szczerze, do bólu. I zabolało fakt. Bo rodzina była dla Magdaleny całym życiem i sensem istnienia. Nie pomyślała nawet, że ma prawo zrobić coś dla siebie. Była matką i żoną, przede wszystkim. Taka była jej rola. Wydawało się jej, że jest szczęśliwa… I dziewczynki też.

Starsza córka, Justyna. Pierworodna. Taka zdolna. Dziś dr. nauk medycznych, specjalizacja ortodoncja. Ma swoje trzy gabinety. Jest świetna w swoim fachu. W mieście i poza nim ma renomę. Zatrudnia kilkanaście osób, a sama pracuje od rana do wieczora. Pół roku temu się rozwiodła. Ach, taka szkoda. Piotr był przecież taki cudowny. Wpatrzony w nią jak w obrazek, spokojny, czuły. Introwertyczny informatyk, z dobrej rodziny. Przystojny, mądry. Czego chcieć więcej?

– Mamo rozwodzimy się –  oznajmiła jej Justyna kilkanaście miesięcy temu. – Mamy inne priorytety. Piotr chce kucharki, sprzątaczki, opiekunki do dzieci. Ja chcę wyjechać na to szkolenie do Stanów. To moja jedyna szansa, muszę ją wykorzystać. Nie będę się poświęcać tak jak ty. Nie będę siedzieć z nosem przyklejonym do szyby i czekać z obiadem jak Piotr raczy wrócić z pracy. Chcę się rozwijać, a nie perorować z teściową o tym, jak się robi gołąbki.

– Kulinarnie też można się rozwijać…- próbowała wtrącić matka.

– To zamówię sobie catering. Mamo świat się nie kończy na pierogach, wywiadówce i koszuli taty. Powiedz mi, gdzie ty byłaś? Co zrobiłaś dla siebie? Trwała u pani Halinki się nie liczy. Wiecznie zmęczona, uwieszona na ojcu, przejęta moją klasówką i pracą domową Kasi.

-To źle? – Magdalena zrobiła wielkie oczy. Przecież tak trzeba. Matka to matka. Żona też ma zobowiązania. Kiedy miała myśleć o sobie jak w domu było zawsze coś do roboty? – Chciałam wam stworzyć przytulny dom…- i zaczęła łkać.

Justyna spojrzała na smutne oczy matki. Rety, jak ona się posunęła. Dziś pięćdziesięciolatki wyglądają jak trzydziestki. A ona? Poszarzała, smutna, z dwoma tylko koleżankami, z ojcem na cmentarzu, niewiedząca, co zrobić z życiem.

– Mamo, wiem, że się starałaś, ale dzięki temu wiem, że tak nie chcę żyć. Nie muszę mieć dzieci, by czuć się spełnioną. Ani męża. Mam swoje plany, pasje, marzenia. Życie jest takie krótkie. Nie chcę być taka smutna jak ty… – i spojrzała na matkę z bólem w oczach, i żalem. Tak to był żal. Całe mnóstwo żalu. Magdalena długo jeszcze pamiętała ten wzrok. W sumie pamięta go do dziś. I właśnie teraz stojąc przy oknie zastanawia się, gdzie popełniła błąd? Dlaczego jej dziewczyny, tak wypieszczone, nakarmione, wychuchane są pełne pretensji, nie chcą zakładać rodzin, spełniać się w roli matki ani żony? Przecież tak się starała. Całe swoje życie podporządkowała właśnie im i mężowi. Dlaczego były takie egoistyczne i skupiały się tylko na swoich potrzebach? Czy tego je uczyła? Przecież matka i żona powinna się poświęcać, powinna robić wszystko, by jej rodzina była szczęśliwa nawet własnym kosztem…

Magdalena zatopiła się we własnych myślach. Herbata już wystygła. Dzieci nadal biegały po podwórku. Jej dziewczynka już nie. Były dorosłe.

Nie rozumiała, na czym polegał jej błąd. Dorastała na innych wzorcach. Robiła wszystko, co w jej mocy, by były szczęśliwe. Tak ją uczono. Nie wyobrażała sobie, że może i ma prawo funkcjonować inaczej. Nie dla rodziny, lecz z rodziną.

Dziś kobiety chcą być niezależne, wolne, samodzielne. Ich widnokrąg nie kończy się na schabowym, a rodzenie dzieci nie jest jedynym celem w życiu. Potrafią od my odróżnić ja. Nie chcą same siebie skazywać na totalne poświęcenie innym. Poświecenie, gdzie nie ma miejsca dla nich samych. I gdzie zmęczenie jest głównym makijażem. Kasia i Justyna solennie obiecały sobie, że nie chcą żyć jak ich matka. Że chcą mieć swoją przestrzeń, w której będą czuły się szczęśliwe. Nawet same ze sobą, niezależne od drugiego człowieka.

Magdalena usiadła przy stole nakrytym śnieżnobiałą haftowaną serwetą. Na środku pysznił się piękny, rozłożysty storczyk. W oddali zapikał jej telefon. To Kasia. Zapraszała ją na swoją wystawę. Jak cudownie. Magdalena tak dawno nigdzie nie była. Zawsze wychodziła z mężem, a gdy ten zmarł, siedziała w domu. Kto to słyszał, by po mieście wrażeń szukać? Była wdową.  

Sęk w tym, że nie musi się umartwiać do końca swoich dni. Teraz w końcu ma czas dla siebie. Może to zrozumie i pojmie, że kochając wszystkich dookoła nie kochała samej siebie i że jej córki po prostu nie chcą popełniać tego samego błędu.

 


Lifestyle

11 rzeczy, które warto robić razem dla dobrego związku

Poli Ann
Poli Ann
12 kwietnia 2021
11 rzeczy, które warto robić razem dla dobrego związku

Związek, nieważne czy z papierkiem czy bez, to pozornie taka oczywista sprawa. Jesteś z kimś, jest Wam dobrze, ciągnięcie razem jeden wózek. Raz pod górkę, raz z górki. Raz po błocie,  kamieniach lub gładko po asfalcie. W słońcu, deszczu, na wietrze. Różnie bywa. Jak to w życiu. Dzień mija za dniem. Gorzej się dzieje, jak ten wózek ciągnie tylko jedno z Was i życie robi się za ciężkie.


A przecież kochasz swoją drugą połówkę. Lubisz na nią patrzeć, wiesz jak drapie się po czole, czy gada przez sen i co uwielbia na śniadanie. Mało co Cię zaskakuje, znacie się jak łyse konie a jednak zwyczajnie przychodzi refleksja, że być może tego wspólnego życia jest za mało… Jeżeli więc nie chcecie któregoś dnia obudzić się z poczuciem, że jest za późno, tych 11 rzeczy róbcie razem!

1. Interesujcie się sobą!

Pytaj jak jej mija dzień, jak się czuje, napisz fajnego SMS-a, nawet kiedy jesteś w pokoju obok! Może ona właśnie tego potrzebuje. Twoja uwaga na pewno dobrze jej zrobi, zapewnienie, że da radę, że jesteś z nią w tym, czasem jest na wagę złota. I odwrotnie. Dostał awans, ciężko pracuje, a Ty przyjęłaś i wróciłaś do rozpakowywania zmywarki?
A może by tak powiedzieć mu, że jest świetny i najlepszy, że jesteś cholernie dumna, że to właśnie on jest Twoim facetem! Niech wie, że cieszysz się jego szczęściem.

2. Przytulajcie się!

Banalne, prawda? Ano niekonieczne. Przecież to dotyk, bliskość ciała, odprężenie tak potrzebne nam w tym trudnym życiu, gdzie niemal wszystko dzieje się wirtualnie. Człowiek zawsze potrzebował przytulania. Ono koi, uspokaja, daje poczucie bezpieczeństwa. A w związku tak właśnie chcemy się czuć – bezpiecznie i PRZYTULnie.

3. Razem – chociaż raz w tygodniu!

O co chodzi? Róbcie razem coś, co Wam sprawia przyjemność. Rower, gotowanie, planszówki, bieganie, puzzle, zbieranie znaczków czy wyścigi na to, kto szybciej wypije kufel piwa. Nieważne. Grunt, żebyście naprawdę robili to razem. Żeby była interakcja, rozmowa, śmiech.

4. Wspierajcie się!

Pomocna dłoń jest szalenie ważna w każdej relacji międzyludzkiej. W związku szczególnie. To najprzyjemniejsze poczucie bezpieczeństwa, kiedy wiesz, że możesz na niego liczyć. On od Ciebie też tego oczekuje. Generalnie w związku chyba chodzi o to, by brać tyle, ile się samemu daje. A może i dawać jeszcze więcej nie oczekując nic w zamian? To bardzo indywidualna kwestia. Najważniejsze, by obie strony czuły się ze sobą komfortowo.

5. Rozmawiajcie!

Oj, nie każdy to lubi, prawda? Panowie uciekają od zwierzeń, znikają w swojej jaskini i bardzo często udają, że problemu nie ma. I nie bądźmy tu stereotypowi. Niektóre babki też tak robią. Nie mniej jednak bez komunikacji nie ma relacji. Trzeba ze sobą rozmawiać, a nie tylko do siebie mówić. Milczenie nie załatwia żadnych spraw. Wymiana zdań, argumentowanie wzajemny szacunek i szanowanie odmiennego punktu widzenia – to kluczowe, by uniknąć nieporozumień, tłumionej złości czy frustracji. Nazwijmy to tak – słowa to klucze, które otwierają drzwi z tabliczką „udany związek”.

6. Mówcie sobie komplementy!

Ale jak to? Przecież ona/on wie, że mi się podoba, to po cholerę mam to mówić? Serio tak myślisz? Mam nadzieję, że nie. Czy nie czujesz się lepiej, gdy Twój osobisty facet mówi, że jesteś wspaniała i bosko wyglądasz w tej sukience? Odgarnia Ci grzywkę i chwali, że świetnie sobie poradziłaś? Na pewno wtedy czujesz się lepiej, bardziej dowartościowania, atrakcyjniejsza, pewniejsza siebie, zbudowana…
On też lubi, gdy go komplementujesz. Może się do tego nie przyzna, bo wychowany po męsku nie powie na głos, że również potrzebuje zapewnienia o swojej atrakcyjności. Wiedz jednak, że na to czeka, gdy pochwalisz jego wysiłek na siłowni, danie, jakie przyrządził, fakt  że uporał się z problemem oraz to, że świetnie wygląda w nowych dżinsach.
Bo to żadna sztuka podobać się komuś na początku znajomości. Sztuką jest podobać się nadal, mimo że ten ktoś zna Cię na wylot, z wszelkimi wadami. I wciąż patrzy na Ciebie z zachwytem.

7. Róbcie sobie drobne prezenty!

Bez okazji. A musi być okazja? Serio? Imieniny, urodziny, Walentynki itp.? Tak po prostu, bo ją/go kochasz, bo wiesz o czym marzy lub zrobi się jej/mu najzwyczajniej w świecie miło… Jakież to przyjemne dostać czekoladki w ponury czwartek albo śmieszny podkoszulek w nudny poniedziałek! Bez powodu, tylko dlatego, że chcesz zwyczajnie sprawić radość.

8. Przepraszajcie i dziękujcie!

Magiczne słowa, choć tak oczywiste, najtrudniej jest wypowiedzieć. Szczególnie, gdy włączycie tryb „duma” i zacietrzewieni tkwicie przy swojej racji. Trudno jest się przemóc, ale warto. Dla siebie i dla Was, wyciągnąć rękę, pogadać na spokojnie, przytulić się. Powiedzieć, co komu leży na wątrobie, a potem iść do łóżka. I się godzić. Słowem „dziękuję” można zbudować równie silną relację. Znam kobietę, której facet dziękuje po każdym seksie. Kiedyś tego nie rozumiałam. Dziś sobie myślę, że coś w tym jednak jest… dobrego. Że dla niego taka bliskość to coś wyjątkowego, co może dać mu tylko ona.

9. Miejcie wspólne marzenia!

One scalają Wasza relację. Wtedy łatwiej ciągnąć ten wózek. Nawet pod górę i po kamieniach. To może być mała lub wielka sprawa, o której marzycie. Najważniejsze, by dla Was obojga była równie istotna i motywująca do działania. Przecież związek to trochę jakby gra zespołowa i chodzi o dobro całej drużyny, gdzie ma się wspólny cel, czyż nie? Zacznijcie na początek od zbierania na małą działkę nad jeziorem. Malutką!

10. Rozśmieszajcie się!

Moja przyjaciółka powiedziała mi ostatnio, że jej mąż po kilkunastu latach małżeństwa nadal potrafi ją rozbawić. I uznała, że takie właśnie niby drobnostki cementują ich więź, bo wciąż śmieszą ich te same rzeczy. I chyba jest w tym trochę racji. Śmiech oczyszcza atmosferę, rozluźnia. Miło jest widzieć śmiejącą się Twoją miłość, szczególnie, gdy to Ty ten uśmiech wywołujesz. A przecież chcesz, by Twoja druga połówka śmiała się jak najczęściej i to w Twoim towarzystwie.

11. Dbajcie o Waszą intymność i grę wstępną!

O tym, że seks to cudowna sprawa, nie trzeba nikogo przekonywać. Intymna bliskość, raz czuła i spokojna, innym razem namiętna i szalona. Łóżko to Wasz świat, do którego wstęp macie tylko Wy. I cały ambaras polega nie tylko na tym, by dwoje chciało na raz. Chodzi o to, by znać swoje wzajemne potrzeby, by nadal się pragnąć i chcieć dawać rozkosz tej drugiej osobie. Gdy seks staje się obowiązkiem to sygnał dla Was, że coś się wypala. Trzeba zatem na nowo wzniecać ogień i nie traktować bliskości jak ćwiczeń do wykonania. Tak wiecie, na zaliczenie. Na odwal. Może by tak poświęcić więcej czasu na flirt albo w ogóle zacząć flirtować, umawiać się na randki? Albo grę wstępną rozpocząć już od rana, jakimś soczystym smsem?

To jak? Który krok od dziś wdrażacie? 🙂