Lifestyle

„I nie płacz już, bo tym razem jeszcze wrócę. Obiecuję…”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
3 sierpnia 2016
Fot. iStock/tatyana_tomsickova
 

Kochany Synu.

Dwa tygodnie, po twoim urodzeniu, siedziałam w pokoju. Obok twojego, pustego łóżeczka. Przyciskałam do serca małe ubranka, tak bardzo aż bolało. I usiłowałam zrozumieć, dlaczego. Dlaczego moje koleżanki woziły w wózkach swoje pociechy. Uśmiechały się i przechwalały, spotykały i cieszyły. Paplały beztrosko, o kaszkach i zabawkach i zasypiały wieczorami wdychając zapach swoich dzieci. W swoich domach.  A twoje kruche, wątłe ciało, podłączone do miliona rurek walczyło. O każdy oddech, o każdą minutę. W szarych ścianach szpitala. A ja nawet nie mogłam, ogrzać cię  w swych ramionach.

I  lekarz, który  opowiadał o potworze…

…który w tobie zamieszkał. Diagnoza, wystrzelona prosto w moje serce, jak wyrok.  I zabranie jakiejkolwiek nadziei słowami, że to choroba na zawsze. Że ani on ani nikt inny, nie powiem nam, ile mamy czasu. Że możemy walczyć, że powinniśmy. Że będziemy wygrywać bitwy, ale przegramy ostateczną wojnę. Mój bunt i twoja determinacja. Z uporem, wręcz na siłę otwierałeś oczy. Jakbyś krzyczał, że chcesz tu zostać. Zaciskałeś małe piąstki i całym sobą łapałeś powietrze. Jak ryba, gwałtownie wyciągnięta z wody. Moje serce rozpadało się wtedy na drobne, ostre kawałki. A ból bezsilności odbierał zmysły.

I ten pierwszy raz, gdy odchodziłeś…

Gdy pielęgniarka wyszła z sali i zapytała, czy byłeś ochrzczony. Czy sobie tego życzę, bo twój stan jest krytyczny. Jak nie chciałam się z tobą pożegnać, i krzyczałam patrząc w niebo, że nienawidzę z całych sił. Za to, że mi ciebie zabiera. Gdy resztami sił osuwałam się po ścianie i dławiłam, własnymi łzami. I ten moment, gdy wbiegam do sali i widzę, że właśnie wygrywasz swoją pierwszą w życiu bitwę. I mogę w końcu zabrać cię do domu, i nadal nie przestawać się bać. Wstawać kilka razy w nocy i nasłuchiwać, czy oddychasz. I patrzeć jak mimo to, rośniesz i miotasz się między domem, szkołą a szpitalem. I śmiejesz się, że jak prawdziwa gwiazda prowadzisz życie na walizkach.

I wszystkie kolejne twoje podróże…

…po granicach życia i śmierci, też pamiętam. Gdy nocą, błagając cię żebyś jeszcze chwile wytrzymał, wyglądałam czy karetka nadjeżdża. A twoja twarz robiła się szara, krew z wyniszczonych płuc wydostawała się z bulgotem na zewnątrz, a twoje piękne, mądre oczy pytały. Czy ci wybaczę, jeśli zabraknie sił? I czy pozwolę odejść, gdy przyjdzie ten czas? A potem mnie za to przepraszałeś, powtarzając, że to tylko przez gorączkę i zmęczenie. Że masz jeszcze tyle planów, tyle marzeń, tyle miejsc do których chcesz się udać. I, że na tę ostatnią podróż, przyjdzie jeszcze czas. I żebym się nie bała, bo przecież nie będziesz tam sam.

Chcę żebyś wiedział, że nie myślę o tym, ile jeszcze nam zostało. A o tym, ile mi dałeś i dajesz każdego dnia. Twoja dojrzała miłość, gdy zastanawiasz się przed snem, czy aby nie jesteś z kimś pokłócony, bo za nic nie chciałbyś nie zdążyć przeprosić i zniknąć zostawiając kogoś z wyrzutami sumienia. Twoja niesamowita siła, gdy podłączony pod rurki z tlenem, trzymając się ścian stawiasz krok za krokiem, spojrzeniem zapewniając mnie, że nawet, jeśli upadniesz, to podniesiesz się sam. I mądrość, jakiej można ci zazdrościsz, słysząc jak śmiejesz się z tzw. problemów i pytasz – A to, że przyszła wiosna zauważyłaś? Że to kolejna, nasza wspólna wiosna? Czy może być, coś ważniejszego?  I twój optymizm, który czasem mnie powala. Gdy o męczących wyjazdach do kliniki opowiadasz, jak o pobycie w najlepszym kurorcie. Że znowu będziesz celebrytą, któremu podają śniadanie do łóżka. Choć oboje wiemy, że przez pierwsze trzy dni pobytu nie masz nawet sił odebrać telefonu, bo wtłaczają w ciebie takie ilości leków, że tracisz kontakt z rzeczywistością. I to jak dziękujesz uśmiechem, za każdy dzień. Każdy promień słońca, każdą krople deszczu, każdy podmuch wiatru. Jak cieszy cię, mój widok. I twoje słowa, że masz dobre życie, bo nie jesteś sam.

Dziś znowu pakuję walizkę…

Ty prawie cały czas śpisz, wycieńczony kaszlem, dusznościami, krwiopluciem. Patrzę na twoją łagodną, pogodzoną z tym wszystkim twarz. Jutro z samego rana odwiozę cię, daleko od domu. Tam, gdzie życie dzięki lekarzom wraca na właściwe tory i jednocześnie odchodzi w sali obok, wywiezione w czarnym worku. Bo ktoś przegrał ostateczna wojnę z mukowiscydozą.

Budzisz się na chwilę i lekko dotykasz mojej twarzy. – A gdy spakujesz mnie ten ostatni raz, to pamiętaj, że dzięki tobie byłem szczęśliwy. Najszczęśliwszy, bo pozwoliłaś mi żyć tak, jak chciałem. Choć widziałem, jak panicznie bałaś się, gdy znikałem na koncertach. I gdy zżerała cię bezsilność. Bo cierpiałem, a ty choć bardzo chciałaś, nie mogłaś zrobić nic. I, że nawet jeśli odprowadzisz mnie na pociąg bez powrotnego biletu, to zawsze przy tobie będę, mamo. I będę też  na ciebie czekał, w małym drewnianym domku, obok którego pole pełne słoneczników, tak jak zawsze marzyłaś. Bo dałaś mi to co najcenniejsze – życie. I nawet mukowiscydoza, nie była nigdy w sanie tego pokonać. Bo  ludzie, przecież zawsze w końcu umierają. I nie płacz już, bo tym razem, jeszcze wrócę. Obiecuję…


Lifestyle

Sztuka odpuszczania… Przestań mysleć, że to twoja porażka

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
3 sierpnia 2016
fot. iStock/RossHelen
 

Ile razy słyszałaś, że powinnaś odpuścić i iść dalej, a ty pomimo wszystko stwierdzałaś, że nie możesz tak zrobić, bo przecież oznaczałoby to porażkę? Pięć, dziesięć? Bo ja usłyszałam to o raz za dużo. I właśnie wtedy nauczyłam się, że odpuszczanie to nie to samo co poddanie się. Bo gdy po prostu odpuszczasz, stajesz się spokojny, a poddają się wzmaga w tobie irytacja. To ogromna sztuka, której trzeba się nauczyć i pozwolić sobie na spokojniejsze życie.

Dać sobie święty spokój

Zaprzestanie walki o coś, co nie ma prawa się udać ma więcej wspólnego z umiejętnością słuchania siebie i własnej intuicji niż z oznaką słabości. Znacie teorię o „perfect timing”? Powtarza się ją w co trzeciej komedii romantycznej i co drugim serialu; „perfect timing” to idealne wyczucie czasu w kwestii spotkania dwóch osób, zdarzenia czy myśli. Jeżeli coś się nie udaje, być może nie jest to jeszcze ten idealny moment, a to czego tak strasznie chcesz zupełnie nie jest ci potrzebne, wręcz przeciwnie – może ci zaszkodzić. Kiedy warto powiedzieć sobie dość i iść dalej? Gdy wściekamy się, że coś się nie udaje, albo ktoś nie robi tego, co według nas powinien; gdy chcemy czegoś tak bardzo, że przestajemy widzieć wszystko dookoła, nie zauważamy zmian jakie zachodzą w świecie, nie słuchamy siebie i swoich odczuć. A kiedy już pójdziemy swoją drogą, zaczną dziać się niesamowite rzeczy.

Przyjaźń na nowo

Kiedy powrócisz na łono życia bez starania się o niemożliwe, będziesz miała więcej czasu nie tylko na swoje pasje. Zrozumiesz, jak bardzo potrzebujesz wokół przyjaciół, których mogłaś odrzucać ze względu na ich szczerość, kiedy mówili „odpuść”, a ty uważałaś, że każą ci się poddać lub w ciebie nie wierzą. Tak naprawdę martwili się o ciebie. Przyjaźń to jeden z najważniejszych aspektów życia. Zapewne teraz zauważysz to z zupełnie innej perspektywy, więc pora nadrobić zaległości! Co najlepsze, wcale nie będzie to takie trudne. Zdziwisz się, ile wolnego czasu znajdzie się w twoim kalendarzu, ale przede wszystkim ile chęci i radości będziesz czerpać ze spotkań z życzliwymi ludźmi. Oni naprawdę docenią, że widzisz swoje błędy.

Nowa ty

Co roku robiłaś postanowienia, że tym razem popracujesz nad sobą, zmienisz się, będziesz bardziej przyjazna dla ludzi, ale przede wszystkim dla siebie. Żyjąc w niezdrowej sytuacji, takiej jak na przykład toksyczne miejsce pracy czy związek, zmieniasz się nie do poznania. Wcale nie na lepsze. Toksyczne relacje mają to do siebie, że wyciągają z nas wszystko co najgorsze, a przy okazji mocno ograniczają nasze marzenia, pragnienia i zdrowy rozsądek. Czasem obok zdrowego rozsądku pojawia się jeszcze siła, której brakuje by uciec. Jednak kiedy już do tego dojdzie, na nowo odkryjesz siebie, swoją osobowość i siłę. Ponoć co nas nie zabije, to nas wzmocni. W przypadku odpuszczania życie będzie po prostu bardziej autentyczne.

Przyszłość i inne przyjemności

Odpuszczenie to takie wielkie wrota, przez które może przejść każdy, ale nie każdy ma na to odwagę. Boimy się przecież co będzie dalej, a powtarzanie znanych schematów jest bezpieczniejsze, choć bardziej raniące. Kiedy w końcu przestaniesz powstrzymywać siebie samą przed szczęściem, zaczniesz myśleć o przyszłości w kolorowych barwach. To będzie moment, w którym najważniejsza zaczniesz być ty sama, a nie wszyscy dookoła. Dziś może nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak cudowne rzeczy czekają na ciebie tuż za rogiem, ale gwarantuję – dowiesz się tego tak szybko, jak tylko odpuścisz rzeczy, które nie mają prawa się udać.

Wszystko minie

Pewnego dnia poczujesz, że wszystko co się wydarzyło, sprawiło, że jesteś jeszcze silniejszą i jeszcze piękniejszą kobietą. Możesz przenosić góry, zmieniać świat, ale przede wszystkim – walczyć o siebie. Dziś pewnie brzmi to nierealnie, bo jak ktoś zraniony może wierzyć w cuda i dobro? Odpuszczanie to proces oczyszczania emocjonalnego. Szczególnie, jeśli związek, praca czy przyjaźń były częścią twojego „ja”. Warto uwiadomić sobie, że umiejętność powiedzenia „stop, ja wysiadam”, jest jedną z najważniejszych do opanowania. Kiedy już raz będziesz potrafiła zidentyfikować niezbyt zdrowe elementy swojego życia, będziesz się ich sukcesywnie pozbywać.


Lifestyle

7 rodzajów specyfików, po których lepiej nie wystawiać się na słońce

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
3 sierpnia 2016
Fot. iStock / Sophie James

Większość z nas kocha kąpiele słoneczne. Czekamy z utęsknieniem na długie, gorące dni, w których z przyjemnością narzucimy na siebie delikatne i przewiewne ubrania. To doskonały czas na regenerację i relaks dla duszy oraz ciała po długich miesiącach skąpych w promienie słoneczne i naturalną energię.

Słońce pozytywnie wpływa także na wytwarzane witaminy D, która wpływa na odporność i na przyswajanie przez organizm wapnia – kluczowego pierwiastka uczestniczącego w budowie kośćca.  Zanim rozłożymy się wygodnie na leżance czy kocu, musimy pamiętaj o zabezpieczeniu skóry, włosów i oczu przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego oraz zabezpieczenie przed nimi pieprzyków. Ale jest jeszcze jedna rzecz, na którą już większość z miłośniczek słońca nie zwraca szczególnej uwagi. Mianowicie istnieje lista substancji, po których przyjęciu powinnyśmy unikać słońca. W innym przypadku czekają nieprzyjemności typu alergie, oparzenia czy trwałe przebarwienia tworzące się na skórze. Na szczęście nadwrażliwość jest czasowa i zazwyczaj mija po odstawieniu fotouczulającego kosmetyku czy leku.

Po tych specyfikach nie wychodź na mocne słońce:

1. Leki

Istnieje spora lista leków, których przyjmowanie ogranicza możliwość korzystania ze słońca. Szczególną uwagę zwróć na leki, gdy chcesz się opalać w przypadku, gdy przyjmujesz regularnie antybiotyki, preparaty hormonalne, a także tabletki antykoncepcyjne, medykamenty obniżające ciśnienie tętnicze lub poziom cholesterolu we krwi oraz leki o działaniu przeciwcukrzycowym. Niebezpieczne w kontakcie ze słońcem mogą być również leki psychotropowe i środki uspokajające. Zignorowanie tego zagraża bolesnymi konsekwencjami: pojawienie się intensywnego rumienia, pęcherzy, grudek z osoczem i przebarwień skórnych, których bardzo trudno się pozbyć, oraz które mogą pojawić się nie tylko w miejscach narażonych na ekspozycję słoneczną.

2. Zioła

Tu również należy zachować ostrożność, mimo że zioła kojarzą się z bezpiecznymi, naturalnymi specyfikami. Zarówno te, które spożywamy pod postacią herbatek czy naparów, a także wchodzące w skład leków, jak i kremów, mogą stać się w kontakcie ze słońcem przyczyną skórnych dolegliwości. Bądź ostrożna, jeśli przyjmujesz zioła takie jak nagietek, dziurawiec, bergamotka czy arcydzięgiel.

3. Perfumy

Perfumy, a także różne specyfiki zapachowe zawierające w swoim składzie alkohol (mgiełki do ciała, wody perfumowane czy dezodoranty) rozpylane przed ekspozycją na słońce, przyczyniają się do powstania trudnych do usunięcia przebarwień.

4. Kremy z retinolem

Oraz kosmetyki zawierające w składzie kwasy owocowe, są częstą przyczyną ostrej reakcji zapalnej na skórze.

Fot. iStock / mabe123

Fot. iStock / mabe123

5. Depilacja i peelingi

Chodzi w obu przypadkach o ekspozycję podrażnionej skóry na słońce, skóra może skończyć się przebarwieniami i uczuleniem. Pamiętaj, że brak czasu na regenerację i wygojenie się skóry, sprawi ze nie będzie ona w stanie bronic się przez skutkami promieniowania słonecznego.

6. Preparaty antytrądzikowe i antyseptyczne

Ze względu na swój skład, a często i pojawienie się alkoholu w tego rodzaju specyfikach, narażają one skórę na zaostrzenie zmian oraz wystąpienie po słonecznych plam.

7. Rośliny

Uczulenie miejscowe może powstać po zjedzeniu lub bezpośrednim kontakcie z sokiem lub liśćmi rośliny. Reakcję wywołują: wywołują m.in. koper, seler, marchew, karczoch, cykoria, sałata, a także oset, ruta, arnika, chryzantema, mniszek lekarski, oraz słonecznik. Szczególnie niebezpieczny jest kontakt z barszczem Sosnowskiego, który powoduje niezwykle gwałtowne i głębokie poparzenia skóry II i III stopnia.

Uwaga! Bądź ostrożna na słońcu, gdy spodziewasz się dziecka

Co prawda nie ma zakazu opalania się w ciąży, jednak watro bardzo ostrożnie podejść do tego tematu. Szalejące hormony w ciele przyszłej mamy, w połączeniu z silnym słońcem mogą mieć wpływ na stan jej skóry. Mogą pojawić się  brzydkie ciemne, brązowe przebarwienia m.in. na twarzy, tzw. ostuda, występujące symetrycznie na policzkach i czole.


źródło: www.yaacool-uroda.plportal.abczdrowie.plwww.poradnikzdrowie.pl


Zobacz także

Zabrałam te dwa zdjęcia, no bo jak lepiej mogłam potwierdzić, że nie jestem świruską zauroczoną idolem telewizyjnym

„Bo ona....". A Wy?! Najczęstsze błędy mężczyzn na początku znajomości

„Bo ona….”. A Wy?! Najczęstsze błędy mężczyzn na początku znajomości

Jedno słowo może zepsuć komuś dzień, w najgorszym razie zniszczyć życie… Nie lepiej powiedzieć komuś coś miłego?