Lifestyle

Pomyśl, ile tak naprawdę jesteś warta i doceń to

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 czerwca 2017
Fot. iStock/Geber86
 

Jak często zdarza ci się myśleć: „Eee nie jestem nikim specjalnym”. Ot taki trybik, w jakiejś wielkiej, bliżej nieokreślonej machnie. Szara myszka, która chodzi po świecie i niewiele znaczy dla siebie i innych.

I to nie jest tak, że myślisz o sobie w ten sposób nieustannie. Na co dzień nie masz na to czasu, bo dzieci, bo mąż, bo rodzice, praca, dom, zakupy. Wiecznie gdzieś się spieszysz na złamanie karku, każdego dnia starasz się udowodnić, że zasługujesz na szacunek i podziw innych. Bo w pracy świetnie poprowadzisz nowy projekt, bo w domu zdążysz przed weekendem pomyć okna i do szkoły upiec dzieciom ciasto z okazji rodzinnego pikniku. Cały czas czujesz na plecach oddech presji. Nie dajesz sobie chwili wytchnienia. Wieczorem grasz z dziećmi w planszówkę, przed snem sięgasz po książkę, a w głowie masz już ułożony cały plan na kolejny dzień.

Tylko, gdy budzisz się czasami, nim zwleczesz się z łóżka, myślisz sobie: „Jestem nic nie warta. Kim ja właściwie jestem”. Ta smutna refleksja przytłacza cię na chwilę, nie możesz jej strząsnąć wraz z pościelą. Patrzysz w lustro i widzisz kogoś, kim nie jesteś, kto ma ochotę wrócić do ciepłego łóżka, schować się i udawać, że go nie ma, żeby nikt nic od ciebie nie chciał.

Ale potrząsasz głową, obmywasz twarz zimną wodą, klepiesz się po policzkach i uśmiechasz do swojego odbicia, może uda się oszukać mózg, że jednak jest ci dobrze,tak, jak jest.

Żyjesz w nieustannej obawie, że ktoś odkryje, że twoje życie nie daje ci szczęścia, że stworzenie idealnej otoczki doskonałej rodziny jest mistyfikacją, że tak naprawdę męczysz się okrutnie i często nie sprawia ci wcale radości uśmiechanie się do innych i mówienie: „W porządku, ja to załatwię”. Masz dosyć bycia miłą, uprzejmą, pomocną. Masz dosyć udawania kogoś, kim kompletnie nie jesteś, kto zatracił siebie w poszukiwaniu akceptacji i sympatii świata.

A gdyby tak dzisiaj zostać w tym łóżku? Powiedzieć: „nie zrobię wam dzisiaj śniadania, bo muszę pobyć sama ze sobą”, nie po to, żeby później chwalić się koleżankom, jaki to zdrowy egoizm masz w sobie, ale po to, by nad sobą zapłakać.

Pozwolić sobie na płacz nad tym, jaka jesteś naprawdę. Nic tak nie oczyszcza, jak łzy. Nic tak nie uwalnia emocji skrywanych gdzieś bardzo głęboko. A przecież one są częścią nas, nie da się ich wyplewić jak chwastów, zapomnieć. Zawsze do nas wrócą, będą się wiercić niecierpliwie pod skórą, aby pokazać: „jesteśmy tutaj, jesteśmy tobą”.

Tak rzadko w siebie wierzymy, tak rzadko potrafimy sobie powiedzieć: „hej, jesteś fajna, lubię cię”. A przecież to właśnie stanowi o naszej wartości, to my same musimy być świadome tego, co w nas dobre i wartościowe. Co w sobie lubisz? Co jest twoją siłą? Twoją mocną stroną? Odpowiadasz sama sobie, nie musisz się korygować, z sobą możesz być szczera do bólu, możesz się chwalić, być z siebie dumna, możesz uśmiechać się do siebie myśląc: „kurczę, nie wiedziałam, że potrafię tyle rzeczy”. To buduje, to pokazuje, jak fantastyczne jesteśmy, jaką siłę w sobie nosimy, jak radzimy sobie w różnych dla nas sytuacjach. Przypomnij sobie o nich, przypomnij sobie momenty, kiedy musiałaś stawić czoło przeciwnościom i jak z nich wybrnęłaś. Zobacz drogę, którą przeszłaś, jak zmieniło się twoje życie, jak ty sama je zmieniłaś. Jak duże jest twoje poczucie sprawczości?

A teraz pomyśl, czego w sobie nie lubisz? Co cię wkurza, a czego, choć z tym walczysz, zmienić nie możesz? Wiesz, każda z nas ma swoje słabe strony, ma wady, które dopóki nie ranią innych warto w sobie zaakceptować. Ile masz lat? Naprawdę myślisz, że jeszcze nauczysz się samoorganizacji? Że znajdziesz w sobie talent kulinarny? Że pewnego dnia utrzymasz porządek w szafach? Że zrobisz coś szalonego, jak twoja przyjaciółka? A może to nie dla ciebie, może powinnaś przestać to bez skutku zmieniać, tylko zaakceptować, że tak jest – że nie masz silnej woli, że bywasz wybuchowa, że wolisz swoje spokojne życie od chaosu, w którym żyje przyjaciółka. Że może dobrze ci z tym co masz, ze swoimi zasobami, ale też deficytami, że może czas najwyższy pozwolić sobie zaakceptować siebie taką, jaką jesteś naprawdę?

Każdy z nas jest inny i to jest piękne. Różnimy się na taki wielu obszarach, w tak wielu kwestiach, dlaczego ciągle chcemy być jacyś, zamiast być sobą?

Chcesz dzisiaj zostać w łóżku – zostań. Chcesz wyłamać się z niedzielnego schematu i zamiast iść na obiad do teściowej, zabrać rodzinę na wycieczkę rowerową – zrób to. Zrób to, co jest zgodne z tobą, co jest z tobą tożsame, to, z czym ty czujesz się dobrze. I doceń to, doceń, jakim jestem człowiekiem. Bo z pewnością wspaniałym.


Lifestyle

Letnie pyszności, które wzmocnią nasze serca – zajadaj dla zdrowia!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
25 czerwca 2017
Fot. iStock/Petar Chernaev
 

Choć stereotypowo uważa się, że choroby układu krążenia są typowo męską dolegliwością, to prawda jest zupełnie inna – z ich powodu umiera co druga Polka, a na zawał aż jedna trzecia z nich! Lato to doskonała pora roku na to, by zadbać o nasze serca, gdyż więcej odpoczywamy, częściej i chętniej zażywamy aktywności fizycznej, a natura obdarowuje nas smakołykami pełnymi cennych wartości odżywczych, witamin i minerałów. Zobaczcie, co warto wprowadzić do swojej letniej diety, by wzmocnić serce i wspomóc nasz układ krążenia.

Pomidory

Pomidory zna każdy i wielu nie wyobraża sobie gotowania bez ich udziału. Zawierają witaminy z grupy B, witaminy C, K i E, a także kwas foliowy, biotynę, magnez, potas. Są także źródłem likopenu – przeciwutleniacza, który opóźnia procesy starzenia i posiada właściwości chroniące przed wieloma chorobami, m.in. nowotworami i chorobami serca. Obróbka termiczna nie niszczy go, wręcz przeciwnie – sprawia, że jest lepiej wchłaniany przez nasz organizm! Latem warto sięgać po pomidory z naszych rodzimych upraw, dojrzałe na pełnym słońcu i najpyszniejsze, a nawet zamknąć je w słoiku na zimę przyrządzając soki, przeciery i sosy.

Jagody

Te leśne czarne perły są źródłem cennych polifenoli – organicznych związków chemicznych występujących naturalnie w roślinach, które mają bardzo silne działanie przeciwutleniające. Polifenole wpływają także na zmianę profilu lipidowego, zmniejszając poziom cholesterolu LDL  (tego uznawanego za zły dla naszego zdrowia) na korzyść cholesterolu HDL (tego, który jest dla nas dobry i konieczny). Pomagają też zredukować nadciśnienie tętnicze. Nie szkodzi im gotowanie czy pasteryzacja, więc można śmiało z jagód przyrządzać przetwory, ciasta, dodawać do porannej owsianki. Najwięcej polifenoli mają jagody leśne, ale i borówki hodowlane są w nie całkiem zasobne, więc warto wprowadzić je do letniej diety.

Ciemne winogrona

Winogrona to nie tylko pyszne owoce, ale także źródło witamin (szczególnie A i C), potasu, wapnia, fosforu oraz flawonoidów – związków o działaniu przeciwutleniającym, przeciwzapalnym i uszczelniającym naczynia krwionośne. Naukowcy są przekonani o cennych właściwościach winogron i twierdzą, że ich regularne spożywanie pomaga obniżyć ciśnienie krwi, zmniejsza odporność na insulinę, co prowadzi do obniżenia ryzyka chorób serca i cukrzycy. Ponadto winogrona pomagają obniżyć poziom złego cholesterolu, który jest jedną z przyczyn miażdżycy, udarów czy zawałów serca. Najlepiej jeść je w całości, ale i lampka czerwonego wina od czasu do czasu nie zaszkodzi. Osoby cierpiące na cukrzycę powinny jednak uważać na winogrona, gdyż zawierają spore ilości glukozy i fruktozy.

Fot. iStock/mythja

Fot. iStock/mythja

Aronia

Aronia to naturalny środek na wzmocnienie naszej odporności i dostarczenie organizmowi, magnezu, fosforu, żelaza, wapnia oraz potasu. Wspomaga pracę serca, pomaga obniżyć ciśnienie tętnicze, wspomaga wzrost poziomu adiponektyny – hormonu o działaniu przeciwzapalnym, przeciwmiażdżycowym i zwiększającym wrażliwość na insulinę, który ponadto pomaga w odbudowie uszkodzonych naczyń tętniczych. Aronia jest bogata w witaminy C, PP i E , a zawarte w niej biofrawonoidy walczą z wolnymi rodnikami, obniżają ciśnienie krwi, działają korzystnie na naczynia krwionośne wzmacniając je, poprawiając ich elastyczność i uszczelniając ich ścianki. Aronia zalecana jest także w profilaktyce chorób oczy, takich jak jaskra czy zaćma.

Czarna porzeczka

Już 100 gram czarnej porzeczki pozwala na pokrycie zapotrzebowania organizmu na witaminę C w aż 260 procentach! Owoc ten znany jest ze swoich właściwości antynowotworowych i przeciwmiażdżycowych, ponadto pomaga regulować ciśnienie krwi i obniżyć poziom złego cholesterolu. Warto po nią sięgać ze względu na dużą zawartość bioflawonoidów i kwasów fenolowych, działających przeciwzakrzepowo, przeciwzawałowo i przeciwzapalnie oraz hamujących rozwój bakterii i grzybów.

Warto wiedzieć!

Na choroby wieńcowo- naczyniowe umiera w Polsce około 250 kobiet dziennie, a u 1/3 przyczyną śmierci jest zawał serca. Objawy zawału u kobiet są nieco inne niż u mężczyzn i bardziej niejednoznaczne, co wpływa na trudniejsze rozpoznanie. Co powinno nas zaniepokoić?

– nieswoiste objawy przypominające grypę, przeziębienie lub niestrawność

– ból ramienia lub karku, promieniujący do pleców lub żuchwy

– nagłe poczucie osłabienia i duszności

– mdłości

– zawroty głowy

– wzmożona potliwość pomimo braku większego wysiłku i umiarkowanej temperatury.

Warto zadbać o serce poprzez odpowiednią dietę i zadbanie i prawidłową masę ciała, aktywność fizyczną, unikanie stresów i regularne badania profilaktyczne.

Na podstawie:  www.biokurier.pl


Lifestyle

Miejsce, które mam w sobie. Ale to nic wielkiego przecież – oddech. On zawsze jest. Do samego końca. Zawsze

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
24 czerwca 2017
Fot. iStock/VisualCommunications

Mówią:

-Powinnaś znać swoje miejsce.

-Grunt to znaleźć swoje miejsce na ziemi. Bo bez tego ani rusz.

I jeszcze dodają w dobrej wierze:

– Nie daj innym zająć swojego miejsca.

A ja tam swoje wiem. Poznałam przecież wiele miejsc. I spektakularnych końców świata. Takich co dech zapierały. I pragnienie na więcej i więcej budziły. I tak bez końca, w tą i z powrotem  można przecież…

Wiele lat temu

Jadę Dk 88 kierunek Bytom. Spieszę się bardzo. Za sobą zostawiłam dużo spraw. W sobie mam ich jeszcze więcej. Przelewają się i niebezpiecznie bulgoczą. Nie dają spokoju.

Późne popołudnie, samochody śmigają w obie strony. Ruch duży. Droga jest dwupasmowa ale nie rozdzielona pasem zieleni. Dużo wypadków. Pośpiech. Nie mam czasu obserwować twarzy ludzi w samochodach, które szybko wymijam.

– Jak można tak się wlec i dlaczego to pomarańczowe tico jedzie tak wolno? Wiadomo. Facet za kierownicą. Tylko oni tak jeżdżą!

Spóźniona docieram na miejsce. Zabrze. Dzielnica familoków. Budynek miejskiego przedszkola wybudowanego we wczesnych latach pięćdziesiątych. To tu odbywa się praktyka Asztanga Jogi.

Stara zardzewiała furtka. Budynek odrapany, skrzypiące drewniane drzwi. Zapach innej epoki. W 1953 patronat nad budynkiem objęła Huta Zabrze i to co udało się urządzić wtedy – zostało na zawsze. Bardzo, bardzo daleko od wydizajnowanych  loftowych  przestrzeni.

Krzywię się z niechęcią. Odrapana boazeria a na niej poprzyczepiane tu i ówdzie rysunki dzieci –  jedz warzywa i owoce, Ala ma kota.

Przed salą gimnastyczną  kilkanaście par butów, na wieszaku wiszą płaszcze. To tu. Wchodzę. Drzwi znowu skrzypią niemiłosiernie. Przepraszam za spóźnienie. Ale, ale no wiadomo. Praca, dzieci, dom, a jeszcze ta droga i pomarańczowe tico ze ślamazarnym kierowcą.

Młoda dziewczyna w dziwnych skarpetach bez palców zsuniętych do połowy stopy kiwa surowo głową i wskazuje mi miejsce. Rozkładam swoją matę. I wtedy dociera do mnie dźwięk. Dźwięk, który unosi się nad salą. Szum wiatru, szum deszczu. Oddech Ujaji. Próbuję jeszcze oglądać twarze osób, które praktykują obok ale powolutku czuje jak porywa mnie siła oddechu.

Po skończonych zajęciach wsiadam do swojego samochodu. Chwilkę trzymam dłonie na kierownicy. W uszach wciąż słyszę ten dziwny miarowy szum. Wracam do domu. Niby nic się nie zmieniło. Samochody wciąż mkną szybko w obie strony, ludzie wracają po wieczornych zakupach do domu. Przepuszczam na przejściu panią z pieskiem. To chyba ratlerek w dziwnym zielonym sweterku. Zapaliły się światła w domach, które mijam po drodze. Wjeżdżam na Dk 88. Jestem ogromnie wzruszona.

Ale to nic wielkiego przecież – tłumaczę sobie. Oddech. On zawsze jest. Do samego końca. Zawsze.

Po latach

Maj 2017.  Spotykam się z panią dyrektor przedszkola (aż się prosi żeby napisać – zbieram materiały do książki – ale tak naprawdę to chcę wrócić w tamto miejsce, poznać jego historię, wrócić do źródeł mojej jogi ). Dziwnie się stoi w poszukiwaniu wspomnień na małej zabrzańskiej uliczce pod takim przecież zwykłym przedszkolem.

Budynek przedszkola osadzony jakby pośrodku, rozdarty pomiędzy familokami a całkiem nowymi blokami, przechodzi teraz gruntowny remont. Pani dyrektor okazuje się być uroczą ale bardzo konkretną kobietą. Opowiada o  pozyskaniu środków na remont. Tak, tak pamiętamy jak bardzo był konieczny. Już w pierwszych dniach jesieni zatykaliśmy na jodze  dziury pod oknami kocami. A co dopiero te biedne dzieci!

Pani dyrektor oprowadza mnie po przedszkolu. Rozmawiamy o tym, że za chwilę będzie tu jasno, nowocześnie i przestronnie.

Tak sobie zwykła rozmowa. Zwykli  ludzie. Zwykłe miejsca. W samochodzie przed odpaleniem silnika trzymam na chwilę dłonie na kierownicy.

I wszystko po raz kolejny układa się tak jak powinno. Moja joga. Mój oddech.

Mój oddech to również miejsce mojej kobiecej mocy.


 

Katarzyna Szota-Eksner

Katarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana , mocno zaangażowana w projekt Sunday is Monday – nawołujący do dbania o siebie.  Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! Współtwórczyni (razem z Emilią Kołowacik)  niezwykłego Kalendarza 2017 Zadbaj o Siebie. Dziewczyna ze Śląska 🙂


Zobacz także

Fenomen Christophera Edge’a. Zobaczyć i czuć więcej, wiedząc mniej – może tylko dziecko…

Myślisz, że jesteś czyściochem? A czy wiesz, jakie miejsca w twoim domu kochają bakterie?

7 sygnałów świadczących o tym, że jesteś w złym towarzystwie. Może czas najwyższy zmienić znajomych?