Lifestyle

Gniew za gniew. Długów spłata. Bo dobro zawsze wraca! #dziękiżejesteś

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 listopada 2016
Fot. Screen/Youtube
 

Kto by pomyślał, że jedna osoba może wywołać tyle zamieszania, a przede wszystkim rozsiać taki ogrom dobra. O kim mowa? Monika Dąbrowska to pomysłodawczyni „Biegu na sześć łap”. Bieg najpierw powstał w Olsztynie, gdzie do schronika mogli przychodzić ochotnicy wyprowadzając psy na spacer. Z czasem akcja przeniosła się do wielu miast w całej Polsce, a ci, którzy kochają czworonogi z pewnością o „Biegu na sześć łap” słyszeli, a kto – może samo postanowili go zorganizować.

Dobro rozchodzi się na wszystkie strony i tak zadziało się w przypadku „Biegu na sześć łap”. Do akcji dołączyli osadzeni, którzy początkowo przyjeżdżali do schroniska pomagać przy codziennych pracach. Kiedy dowiedzieli się o akcji, postanowili za zgodą dyrekcji przystąpić do biegu. I tak wychodzą z psami na spacer już od półtora roku. Efekt ich zaangażowania można zobaczyć w filmie, który został przygotowany na potrzeby Międzynarodowego Festiwalu Filmowego „Prison Movie”. Organizatorzy chcieli, by pokazane zostało  to, co się dzieje za bramami schroniska.
Za tę produkcję twórcy otrzymali nagrodę Grand Prix.

Świat nie jest taki zły… Obejrzyjcie. Zapraszam.

 


Lifestyle

To ludzie motywowują cię do zmiany na lepsze. Tylko od ciebie zależy, czy z tej nauki skorzystasz

Karolina Krause
Karolina Krause
27 listopada 2016
Fot. iStock/Kontrec
 

Ile osób w naszym życiu spotykamy przypadkiem? Moim zdaniem zero. W podróży przez nasze życie każdy jest jakimś przystankiem. Znakiem, w którą stronę powinniśmy iść, a którą może lepiej sobie darować. Spotkasz ich wszędzie: w metrze, w kolejce do bankomatu, na siłowni, w pracy. Jeśli na to pozwolisz, każdy z nich może ci coś dać, czegoś nauczyć. Musisz tylko się na to otworzyć…

Różni ludzie mogą też uczyć nas różnych rzeczy. Inaczej też możemy ich odbierać. Każdy sam musi wyciągnąć dla siebie lekcję, która płynie dla niego z danego spotkania. Oto trzy lekcje, których nauczyły mnie trzy przypadkowe osoby:

Lekcja nr 1: Spadkobierca

Jadąc niedawno z Gdańska do Warszawy poznałam młodego Ukraińca. Gleb skończył już co prawda jedne studia, ale, jak większość swoich znajomych, uciekł z Kijowa do Warszawy, żeby go nie wciągnęli do wojska. „Nie jest ci przykro, że musisz zostawiać swój kraj?” – spytałam. Skrzywił się – „Ani trochę. Tam nic już na mnie nie czeka”. Była w tym jakaś symboliczna ironia. Zwłaszcza, że chwilę wcześniej zastanawialiśmy się nad polskim odpowiednikiem jego rosyjskiego imienia. Po ukraińsku Gleb zwykle tłumaczy się jako Chleb, choć prawdziwym znaczeniem tego imienia jest spadkobierca. Posmutniałam w duchu. Niewiele dziś zostało mu w spadku…

Dla jednych Gleb może być symbolem ucieczki od problemu, przejawem braku patriotyzmu. No bo jak to tak? Zostawić swój kraj w potrzebie i iść studiować za granicę, podczas gdy pozostali znajomi przelewają za niego krew? Dla mnie była to lekcja tolerancji i pokory. Zrozumiałam, że to nie mnie go oceniać. Nie wiemy, jakbyśmy zachowali się w danej sytuacji, dopóki sami w niej nie będziemy. Ile z nas ciągle powtarza „Nie no kochana, ja to na w twoim miejscu…”? Nie oceniajmy. Gleb uświadomił mi także, ile mamy ze sobą wspólnego. Niby nie powinno to dziwić, skoro granice między naszymi krajami ciągle były przesuwane to w jedną to w drugą stronę. Aż w końcu tamci zostali po drugiej stronie wyimaginowanego muru. Ale mam wrażenie, że ciągle o tym zapominamy. Cieszę się, że coraz więcej z nich przyjeżdża do Polski. Może przez to w końcu będzie u nas trochę weselej, ciekawiej, bardziej różnorodnie. Może to właśnie lekarstwo na naszą ksenofobię?

Lekcja nr 2: Jak Salwador Dali

Innym razem trafił mi się jeszcze ciekawszy przypadek, a miał na imię Piotrek. Piotrek, jak sam siebie określał, był typowym „nonkonformistycznym ziomkiem, który robi tatuaże”, ale tylko takim ludziom, którzy wydają mu się w prządku. Nie byle komu. Różyczki, serduszka i motyle to nie u niego. Ckliwy cytat na łopatce? – zapomnij. O reklamacji też możesz w sumie zapomnieć. Piotrek robi, tak, jak czuje. A jak ci się nie podoba, to możesz spier…, czyli „pójść i pouprawiać miłość sama na sobie”. Żeby było jasne. Szkoła? To nie dla niego. Czuły punkt. Niechętnie wspomniał tylko, że nie dał się zepsuć tej wytwórni lamusów, że dzięki temu zachował „swój styl”. O kurka! – pomyślałam – trafił mi się drugi Dali. Chociaż on przynajmniej spróbował, a z Akademii go wywalili. Dopiero później dorobił sobie bajeczkę o „nieskażonym stylu”. Kto wie? Może tutaj było podobnie?

Czego mógłby nauczyć cię taki Piotrek? Myślę, że każdy z nas chciałby czasami w życiu być takim, jak on. Pomyślcie tylko, przychodzicie sobie do pracy, punktualnie o 16:00 kończycie, co tam macie do zrobienia, a na odchodne rzucacie tylko: „Robota wykonana szefie. Wyszło jak wyszło, ale i tak musisz mi zapłacić.” Z artystą się nie dyskutuje, czyż nie? 🙂 No dobrze, może w pracy to nie przejdzie, ale w innych dziedzinach życia już tak. Czasami dobrze jest zawalczyć o siebie. Wyznaczyć komuś granicę. Przecież nie zawsze musisz się na wszystko zgadzać. A może właśnie na odwrót? Może właśnie twoja wewnętrzna diva za bardzo się rozhulała i nic nie jest w stanie jej zadowolić? Może najwyższy czas dać jej snickersa? 🙂

Lekcja 3: Podróżnik

Największe wrażenie wywarł na mnie jednak Marek. Ojciec dwójki 7-letnich bliźniaków. Tym razem to ja byłam pasażerem w jego samochodzie. Jechaliśmy akurat z Warszawy do Poznania. On do pracy. Ja po to, żeby ją znaleźć. Bardzo chciałam dowiedzieć się, jak znalazł się tu, gdzie teraz jest. W danym momencie swojego życia. Bo, jak facet po pedagogice i turystyce, stał się nagle przedstawicielem firmy, która sprzedaje artykuły biurowe? Opowiedział mi, że od zawsze chciał podróżować, więc zaczął studiować turystkę ale, jak to w życiu bywa, spaprał nieco sprawę i go wywalili. Potem zabrał się za pedagogikę, którą ostatecznie skończył. Tam poznał Agatę, swoją obecną żonę. Po studiach zaczął szukać pracy. A wiadomo – w pedagogice o normalne zarobki ciężko, to też szukał gdzieś indziej. Parokrotnie zmieniał pracę. Potem wzięli z Agatką ślub. Urodziły się bliźniaki. I ostatecznie utknął tu, gdzie jest. Mówi, że utknął, bo nie jest to praca jego marzeń, ale mu w niej wygodnie. Ma dobre warunki, może spędzać czas z dziećmi i nieźle mu płacą. Może kiedyś wróci do podróży, jak dzieciaki podrosną…

Tę lekcję zapamiętam na długo – daj Boże, żeby nigdy nie było mi na tyle wygodnie, bym przestała sięgać po swoje marzenia. Obyśmy nigdy nie utknęły w swojej strefie komfortu. Bo o czym świadczą wszystkie wymówki, których używamy? „Nie mogę. Bo dzieci, bo rodzina, bo co jeśli nie dam rady?”. A co jeśli dasz? A co jeśli życie, którego pragniesz będzie należało do kogoś innego. Kogoś, kto miał odwagę zawalczyć o siebie? „Najbardziej boimy się nie tego, że jesteśmy zbyt słabi. Najbardziej boimy się tego, że jesteśmy potężni ponad miarę.” Czasami największą krzywdą, jaką sobie wyrządzamy, jest brak odwagi. Zapominamy też, że bycie odważną, nie oznacza, że masz się nie bać. Odwaga oznacza działanie pomimo strachu. Wyjdź ze swojej strefy komfortu. Zaryzykuj. Pamiętaj, że masz tylko jedno życie. Właśnie teraz jest najlepszy czas, aby zacząć realizować swoje marzenia. Działaj.

Może dla ciebie ci ludzie oznaczają coś innego. Może wyniesiesz z nich własne lekcje, zupełnie inne niż moje. Inni ludzie są dla nas lustrem, odbiciem nas samych. Cokolwiek jednak w nich dostrzeżesz powinno motywować cię do zmiany na lepsze. Tylko od ciebie zależy, czy z tej nauki skorzystasz.


Lifestyle

Naiwni czy bezczelni? Czy naprawdę wierzymy w powtarzane sobie kłamstwa?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
27 listopada 2016
Fot. iStock/EXTREME-PHOTOGRAPHER

Nie od dziś wiadomo, że oszukiwać jest bardzo brzydko, a kłamstwo ma krótkie nogi, mimo to wciąż okłamujemy… samych siebie! Istnieją zdania, które w kółko powtarzamy, choć z góry wiemy, że nic z tego nie będzie. Są obietnice, które co pewien czas namiętnie składamy samym sobie, choć tak naprawdę nie oczekujemy ich dotrzymania. Co skłania nas do ich powtarzania – wrodzona naiwność czy raczej bezczelność?

Dzisiaj położę się wcześniej

Wypocznę, wyśpię się, przed 20 wyłączę komputer, telefon, przestanę się przejmować pracą, nie będę nic robić i położę się wcześniej. Tere fere, najczęściej i tak nic z tego nie wychodzi, bo nagle pojawia się tysiąc rzeczy, które trzeba zrobić już, od ręki, które czekać po prostu nie mogą. A rano jak zwykle budzimy się z myślą, że jeszcze byśmy chętnie zostały w łóżku i dzisiaj to już na pewno tak późno spać nie pójdziemy.

Wstanę zaraz po budziku

No dobra, po drzemce, pięć minutek więcej. Ewentualnie dziesięć, mały kwadransik. W sumie nie muszę myć tej głowy, śniadanie zjem w pracy, to pół godzinki mam w zapasie. No dobra, już wstaję, ostatnia drzemka. Coo?! Już tak późno?! Jutro wstanę od razu po budziku!

To ostatni papieros

Wypalę go na pożegnanie, ostatni dymek przed detoksem i rzuceniem nałogu. Znacie to? A potem przychodzi impreza na mieście, urodziny przyjaciółki, wszyscy wychodzą na papierosa, a ty… no przecież nie będziesz siedzieć samotnie, gdy na balkonie toczą się najlepsze rozmowy! Ostatni fajeczka, dla towarzystwa tylko, dzisiaj dyspensa. Taa… Coś za dużo tych ostatnich papierosów – może lepiej przyjąć zasadę, że mamy go już za sobą i ćwiczyć silną wolę?

Od jutra dieta

Dzisiaj jeszcze zjem tego pączka i czekoladę z szafki, ptasie mleczko i lody z zamrażalnika – no przecież nie będzie się marnować, leżeć i kusić, skoro od jutra dieta! Lepiej pozbyć się ich dzisiaj, a od jutra zaczynać z czystą kartą (i dodatkowym centymetrem w biodrach). Zasada „co masz zjeść jutro, zjedz dzisiaj” to nie najlepszy początek na zmianę nawyków. Pączka odmów, czekoladą i lodami poczęstuj znajomych, a ptasie mleczko oddaj facetowi – jemu w boczki nie pójdzie.

Nigdy więcej alkoholu

Najczęściej wypowiadane zdanie w weekend? Nigdy więcej już nie piję! Do następnej imprezy, oczywiście. Bo choć kac to nic miłego i potrafi nieźle zniechęcić do alkoholu, to pamięć o nim i jego działanie profilaktyczne bardzo krótkotrwałe. No bo jak to tak, z przyjaciółmi się nie napijesz? Wszystko jest dla ludzi, więc napij się – ale z umiarem! Tak, byś nie musiała na następny dzień wyrzekać się alkoholu na resztę życia .

Przestaję wydawać, oszczędzam

Od dzisiaj koniec z szastaniem pieniędzy, będę odkładać, zaciskam pasa, zaszywam kieszeń. O, promocja, no aż żal nie kupić, przecież to okazyjna cena! Wiem, wiem, miałam oszczędzać, ale nie mogą sobie odmawiać wszystkiego, coś mi się od życia należy, na ascezę się nie pisałam.  Dobra rada –  jeśli chcesz oszczędzać omijaj galerie handlowe szerokim łukiem. Tak zawsze znajdzie się coś w promocyjnej cenie, z rabatem i po przecenie.

Jutro śpię do oporu

Co najmniej do dziesiątej, a może w ogóle dopiero na obiad wstanę. Wyśpię się za wszystkie czasy, na zapas trochę. Gdyby tylko tak można było się na zapasa wyspać… Nie ma co się oszukiwać, i tak pewnie obudzisz się tak, jak do pracy, cholerny zegar biologiczny! A jeśli jesteś rodzicem, to już w ogóle przestań się łudzić, że wypoczniesz przed osiemnastymi urodzinami dzieciaków. A i po nich też nie jest to gwarantowane 😉

Dam sobie radę sama

Nie potrzebuję pomocy, jestem silna i niezależna, równouprawnienie mamy. Dam sobie radę sama, nie będę nikogo fatygować, nie chcę robić problemu i wprowadzać zamieszania. Będę udawać, że mam nadprzyrodzone moce, że Superwoman jestem, wszystko potrafię. W wersji męskiej to zdanie brzmi nieco inaczej – „nie potrzebuję mapy”, ewentualnie przybiera formę pytania „po co mi instrukcja?”. Tak czy siak, często okazuje się, że pomoc jednak potrzebna jest, a gdy o nią prosimy korona z głowy nam nie spada, problemu nie robimy i nasze ego nie cierpi aż tak, jak myśleliśmy.

Będę mniej pracować

Znajdę magiczną granicę między pracą zawodową, a życiem osobistym, uzyskam ten balans, o którym wszyscy mówią. Nie pozwolę na to, by sprawy firmowe zabierały mi radość z wolnego czasu, będę leniuchować bez wyrzutów sumienia, nauczę się odpoczywać. Brzmi świetnie, ale ilu z nas potrafi dotrzymać tych obietnic? To chyba największe współczesne kłamstwo i najczęściej niedotrzymywana obietnica. Niestety.

Nie będę się tym przejmować

Nawet o tym nie pomyślę, przestanę analizować, dociekać, szukać przyczyn i wymyślać możliwe scenariusze dalszego rozwoju zdarzeń. Odetnę się od tego, oddzielę grubą kreską i nie będę w ogóle przejmować. Jest tylko jedna kwestia – jak to robić? I czy w ogóle się da?


Zobacz także

Kobiety przejmują władzę na światem. Jak on mógłby wyglądać? Przeczytajcie najnowszą powieść Naomi Alderman „Siła”

5 zachowań, które świadczą o potrzebie aprobaty

„Babo, ogarnij się, zróbmy coś, odmłódź się”. Wywiad z Krzysztofem Gojdziem – najpopularniejszym lekarzem medycyny estetycznej w Polsce