Lifestyle

„Życie nieraz dało mi kopa i jakoś mam tak, że się nie poddaję. Żyję w zgodzie z życiem”

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
28 maja 2021
 

Pierwszą podróż odbyłam samotnie na Sycylię. Kupiłam mega tanie bilety i dopiero siedząc w samolocie zaczęłam szukać miejsca, w którym się zatrzymam. Znalazłam uroczy, rodzinny pensjonat. – mówi Ewa Siniarska kobieta, która zrezygnowała z wieloletniej pracy w korporacji by pójść za głosem serca.

Klaudia Kierzkowska: Kilka lat temu zrezygnowałaś z pracy w korporacji. Skąd ta decyzja?

Ewa Siniarska: Pracowałam w dużych korporacjach, organizowałam różnego rodzaju eventy, wydarzenia. Nie była to praca od 9 do 17, a jej godziny były niestety nienormowane. Wciąż chciałam więcej i bardziej. Poświęcałam się pracy, często zatracając samą siebie. W końcu zdałam sobie sprawę, że za bardzo za wszystkim gonię, pędzę. Cierpiały na tym moje dzieci. Pracując tak szybko, dynamicznie, większość czasu po prostu nie było mnie w domu.

Dobrze rozumiem, że nie było to wypalenie zawodowe?

Nie, chyba nie mogę tak powiedzieć. Po prostu chciałam pójść inną drogą, spokojniejszą. Chciałam zrobić coś dla siebie. Miałam kiedyś nawet taki sen, że biegnę korytarzem i sama do siebie krzyczę – „zatrzymaj się, dokąd tak biegniesz”. Dało mi to do myślenia. Musiałam zrozumieć, czego tak naprawdę chcę, czego potrzebuję. Zawsze największym odprężeniem było dla mnie pieczenie ciast, a piekę od najmłodszych lat.Kilka lat temu zaczęłam również robić domowe torty na zamówienie. To właśnie sprawia mi radość i daje spokój. Poszłam więc za głosem serca i wybrałam właśnie tę drogę.

Kiedy zrezygnowałaś z pracy w korporacji otworzyłaś kawiarnię „Przystanek Miłość”.

Tak, zrezygnowałam z pracy w korporacji dla kawiarni. Pochodzę z rodziny cukierników, dziadek miał uroczą małą cukierenkę, w której jako mała dziewczynka spędzałam bardzo dużo czasu. Uwielbiałam to miejsce. Moja mama także bardzo dużo czasu spędzała w kuchni i chyba zamiłowanie do gotowania wyniosłam z domu. Mam taką naturę włoskiej mammy. Najchętniej wszystkich zaprosiłabym do wspólnego stołu, do tańca. Już jako mała dziewczynka organizowałam poczęstunki na podwórku. Mama na kartki kupowała czekoladę, a ja rozdawałam dzieciom. Chciałam stworzyć miejsce, w którym każdy będzie czuł się ważny i wyjątkowy.

Udało Ci się stworzyć taką swojską i sielską atmosferę?

Tak i to był mój prawdziwy sukces. Stworzyłam miejsce, w którym każdy czuł się jak w domu. Goście odpoczywali, kładli się na kanapach, czasami nawet zdarzyło im się zdrzemnąć. To było cudowne, że moi goście byli zawsze uśmiechnięci. Odwiedzało mnie bardzo dużo osób z zagranicy, z naprawdę różnych zakątków świata. Bardzo często wracali, ale tym razem przynosili dla mnie coś od siebie, np. przyprawy charakterystyczne dla swojego kraju. Zdarzało się, że razem ze mną gotowali i niejednokrotnie zapraszali do siebie.

Zaproszenia Twoich gości były zachętą do połączenia podróżowania z gotowaniem?

Kiedy usłyszałam po raz dwudziesty „musisz do nas przyjechać” stwierdziłam, że muszę coś z tym zrobić. Tak się zaczęło. Pierwszą podróż odbyłam samotnie na Sycylię. Kupiłam mega tanie bilety i dopiero siedząc w samolocie zaczęłam szukać miejsca, w którym się zatrzymam. Znalazłam uroczy, rodzinny pensjonat. Stałam się częścią rodziny u której mieszkałam, pomimo tego, że byłam u nich tylko trzy dni. Spędzaliśmy razem czas w kuchni, zwiedzaliśmy okolicę, dużo rozmawialiśmy o ich podejściu do życia, o tym co cenią, co lubią, co jest dla nich ważne, aby być szczęśliwym. Pojechaliśmy do znajomego cukiernika, który obdarował mnie litrowym baniakiem kremu pistacjowego i wspólnie przygotowywaliśmy tradycyjne słodkości. Po powrocie z Sycylii podzieliłam się ze znajomym tym co przeżyłam. Zdradziłam, że z ogromną przyjemnością podzieliłabym się swoimi doświadczeniami z innymi. Tak zrodził się pomysł na program „Słodkie smaki świata”.

Zaczęłaś podróżować po świecie, odwiedzać obcych ludzi. Od razu udawało Ci się nawiązać z nimi kontakt?

Kocham ludzi! Dla mnie najważniejsze jest by ze wszystkimi znaleźć wspólny język, by umieć rozmawiać. Każda podróż jest dla mnie cudownym doświadczeniem, nie mogę powiedzieć, że gdzieś było fajniej, a gdzieś gorzej. Włochy, Hiszpania czy Kreta to miejsca za którymi przepadam. Jednak bardzo w pamięć zapadła mi Gruzja. Mam taką zasadę, że do podróży zbytnio się nie przygotowuję. Nie chcę się na nic nastawiać. Jadę i poznaję świat. Wiedziałam jednak, że Gruzini są niezwykle otwarci i często proponują toasty, a gdy ktoś odmówi wypicia, uważają to za zniewagę. Pamiętam jak pierwszego dnia rano, kiedy poszłam do sklepu po bułki, piłam z panem bimber spod lady. Toastami Gruzini okazują swoją radość i otwartość, co jest po prostu piękne.

Czujesz się spełnioną kobietą?

Czuję się na pewno bardzo szczęśliwą kobietą, ale wiem, że jest jeszcze bardzo dużo przede mną. To nie jest tak, że moja droga jest usłana różami. Nie wiem czy spełniona to dobre słowo, na pewno jestem na dobrej drodze. Moim największym marzeniem jest rozwijanie mojej pasji do pieczenia jak najdłużej i dzielenie się nią z innymi. Przed lockdownem prowadziłam warsztaty podróżniczo-kulinarne dla dzieci, podczas których przygotowywaliśmy wybrane słodycze jednocześnie poznając ich historie. Dzieci są wspaniałymi słuchaczami i naprawdę są zafascynowane opowieściami o tym, że sernik był znany już w Starożytnej Grecji, o ciastkach, które wymyślili mnisi, o znanych produktach, które powstały w wyniku pomyłki. Uwielbiam pracę z dziećmi i mam nadzieję, że wkrótce wrócę do naszych zajęć. Chciałabym sprawiać, żeby ludzie dobrze się czuli i czerpali z życia jak najwięcej.

Prowadząc restaurację czułam się naprawdę fantastycznie, niestety to moje miejsce nie przetrwało próby czasu, a ja teraz wiem i przyznaję, że do tego rodzaju biznesu trzeba się bardzo dobrze przygotować. Skoro już zgromadziłam wiedzę co jest ważne, na co trzeba uważać, a gdzie nie być w gorącej wodzie kąpaną, mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś stworzyć moją małą cukierenkę. Po zamknięciu kawiarni nie zrezygnowałam z wypieków, ale skupiłam się na robieniu tortów na zamówienie.

Pandemia zmieniła Twoje postrzeganie świata?

Pandemia to bardzo ważny czas dla nas wszystkich, ogromna lekcja. Była to wspaniała okazja do przewartościowania życia i zobaczenia co ja mogę, czego chcę. Możliwość zobaczenia jak mogę się do tej sytuacji dostosować. Na początku pandemii byłam w stadium przygotowywania tortów na wielkie imprezy. W momencie, w którym został ogłoszony lockdown, wkurzyłam się niesamowicie, bo wszyscy zaczęli rezygnować z zamówień. Na szczęście to była tylko chwila zwątpienia. Zaczęłam zastanawiać się, jak mogę się do tej sytuacji dostosować i co z tego mogę wyciągnąć dla siebie. Uświadomiłam sobie, że ludzie przecież nadal będą obchodzić urodziny, tylko w mniejszym gronie. A urodzin bez tortu nie ma. Wyszłam z minimalistyczną ofertą, która na szczęście się sprawdziła. Przekierunkowałam swoje życie na takie, jakie w danej chwili było możliwe.

Skąd w Tobie taka determinacja?

Chyba mam taki charakter. Życie nieraz dało mi kopa i jakoś mam tak, że się nie poddaję. Żyję w zgodzie z życiem, zwłaszcza od momentu, w którym dzięki przyjaciółce odkryłam medytacje, dzięki którym wszystko przyjmuję z większym zrozumieniem, akceptacją i pokorą. Wszystko co przeżyłam jest dla mnie lekcją. Nie załamuję się, że coś się nie udało, tylko zastanawiam, co mogę zrobić, aby wyciągnąć z tego wniosek i pójść dalej. Podobnie jak coś mi się nie udaje, nie walę głową w mur i nie idę w zaparte, tylko zastanawiam się, czy to aby na pewno dla mnie.

Czasami okazuje się, że czegoś bardzo chcę, ale to coś mi nie wychodzi. Dzieje się tak z jakiegoś konkretnego powodu i daję sobie wtedy czas. Tak jak było na przykład z moimi programem „Słodkie smaki świata” w TVP Kobieta, zaczęłam przygotowywać go już trzy lata temu. A właśnie teraz nadszedł taki moment, że ujrzał on światło dzienne. Każde zamknięcie jakichś drzwi jest otwarciem czegoś nowego. Trzeba tylko patrzeć, zauważać i doceniać co daje nam życie.

Do jakiego zakątka świata zamierzasz teraz pojechać, gdzie nas zabierzesz?

Może cię zaskoczę, ale chcę fajnie pokazać naszą Polskę. Uwielbiam polskie smaki, kocham smaki Podlasia, uwielbiam nasze gospodynie. Z tych słodkich smaków chciałabym z jedną z gospodyń upiec marcinka. To przepyszne, ale wymagające ciasto, bo składa się z kilkunastu cienkich warstw i chciałabym poznać tajemnicę szybszego przygotowania niż robię to sama 🙂 Chciałabym też dotrzeć do mniej oczywistych miejsc w Polsce i je pokazać w programie.


Lifestyle

Moc natury – odkryj kosmetyki bez chemii!

Redakcja
Redakcja
28 maja 2021
 

Sztuczne chemiczne dodatki do żywności, a także środków higieny osobistej stanowią coraz większy problem. W czasach, gdy pierwszy lepszy krem do twarzy zawiera w sobie całą tablicę Mendelejewa, znalezienie naturalnych, nieprzetworzonych produktów stanowi nie lada wyzwanie. Nasz sklep, wychodząc naprzeciw rosnącego grona osób, mających dość wszechobecnej chemii, oferuje wiele naturalnych produktów. Sięgnij po kosmetyki bez chemii i odkryj moc naturalnego piękna.

Remedium na alergię

Alergia, bądź nadwrażliwość skóry na substancje chemiczne zawarte w kosmetykach, stanowi niebanalne wyzwanie. Problemy tego rodzaju mogą stanowić domenę nawet 1/3 ludności Europy. Co gorsza, prognozy, pokazują, że w ciągu najbliższych lat liczba alergików może przewyższyć odsetek zdrowych. Sytuacja, w której poranna toaleta, może zamienić się w męki Tantala, nie należy niestety już do rzadkości. Wiele z najbardziej alergogennych substancji ma pochodzenie syntetyczne. Umiejętnie dobrane kosmetyki bez chemii ze sklepu https://nabea.pl/, pozwolą uniknąć przykrych dolegliwości skórnych.

Bądź eko!

Jednym z największych ekologicznych wyzwań współczesnego świata, są generowane przez przemysł odpadki. Rosnące sterty śmieci, coraz częściej stają się nieodłączną częścią miejskiego krajobrazu, oddziałując destrukcyjnie na środowisko. Nasze kosmetyki bez chemii, wyróżniają się nie tylko brakiem sztucznych emulgatorów, barwników i konserwantów, ale też proekologicznością. Produkowane przy maksymalnej możliwej oszczędności zasobów środowiska, mogą być używane z czystym sumieniem także przez największych ekorygorystów. Opakowania dostępnych w naszym sklepie produktów, nadają się do wielokrotnego użytku, a finalnie zużyte łatwo podlegają recyklingowi.

Przyjazne dla zwierząt

Życie zwierząt laboratoryjnych nie należy do najprzyjemniejszych. Wiele spośród oferowanych przez nas produktów, nie była testowana na zwierzętach. Tym samym, nasze produkty to nie tylko kosmetyki bez chemii, ale też bez niepotrzebnego cierpienia naszych braci mniejszych.

Naturalny sposób na cerę

Olbrzymia różnorodność substancji pielęgnacyjnych pochodzenia roślinnego, gwarantuje możliwość dobrania specyfiku do niemalże każdej cery. Jeśli zmagasz się z rzadkimi problemami skórnymi, być może jesteś o krok od ich rozwiązania. Kosmetyki bez chemii to nie tylko naturalna jakość, lecz także bioróżnorodność w całej swojej potędze.

Artykuł partnera


Lifestyle

„How you doin'?”, bo ja (oh my god!) ryczę na specjalnym odcinku „Przyjaciół”

Redakcja
Redakcja
27 maja 2021

To nie będzie recenzja. To nawet nie będzie relacja. To nie będzie też nic, co można by nazwać obiektywnym. To będzie blogasek 40-letniej psychofanki serialu „Przyjaciele”. Osoby, która ogląda ten serial CODZIENNIE. Tak, dobrze czytasz – codziennie. No chyba, że coś wypadnie. Ale w takiej sytuacji zawsze na Facebooku pojawi się jakaś krótka wzmianka, filmik, kompilacja najlepszych wpadek, czy coś równie (pozornie) idiotycznego. Kończę ostatni sezon, przez łzy śmieję się z ostatniego żartu Chandlera i… zaczynam od początku. Wariatka? Trudno. Jestem z tym pogodzona – ten serial robi mi dobrze na głowę i tyle.

Specjalny odcinek „Przyjaciół” wjechał właśnie na platformę HBO GO.

Od tego ostatniego żartu zaczyna się odcinek specjalny. A później… jest już tylko bardziej nostalgicznie i wzruszająco. Do studia, w którym kręcono serial, po 17 latach wchodzi Ross (David Schwimmer). Wspomina kolejne sceny – pierwszy pocałunek z Rachel (wiedzieliście, że Jennifer i David naprawdę się w sobie podkochiwali?), scenę z parasolką. Na to wchodzi Phoebe, przytulają się…

Serce mi stanęło, kiedy, jako ostatni, do studia wszedł Matthew Perry. Głośny śmiech, łzy. Najbliższa mi postać. Bałam się, jak wygląda, jak się czuje, jak się zachowa. Przecież tak źle działo się w jego życiu. Zresztą. w tym specjalnym odcinku jest najcichszym bohaterem. Kolejne łzy popłynęły na widok rodziców Moniki i Rossa! I tak dalej, i tak dalej.

Ale moment! Nie będę Ci opowiadać całego odcinka. Mały spoiler – Joey przytył! I wszyscy wciąż ocierają łzy, od pierwszych minut. <3

Musisz to zobaczyć – Lisa Kudrow i Lady Gaga śpiewają o śmierdzącym kotku:

Ten, w którym „Przyjaciele” stali się częścią mojego życia

Gdyby powstał dziś, z dużym prawdopodobieństwem, wszystko byłoby inaczej. Ale „Przyjaciele” mają 27 lat. Powstali w czasach, w których monitory komputerów miały wielkie kineskopy, a nowinką techniczną był pager. W czasach, w których ludzie się ze sobą spotykali i rozmawiali, robili razem wszystko, nawet nic.

„Przyjaciele” są jak plaster na skaleczenie, jak rosołek na przeziębienie, jak przytulenie się do alpaki – robią dobrze na głowę, stresy, nerwy, doły, samotność. Ten serial ociera łzy, wpuszcza do pokoju promyk słońca i daje lekcje na zawsze. Znacie to? Flirtuj jak Joey, śpiewaj jak Phoebe, ubieraj się jak Rachel, sprzątaj jak Monika, żartuj jak Chandler i troszcz się o innych jak Ross.

Najmniej lubię piosenkę z czołówki. Jednak i ona jest symboliczna. „Pewnie nikt ci nie powiedział, że życie takie właśnie będzie: twoja praca to jakiś żart, nie masz kasy, a twoje życie miłosne obumarło. Jest trochę tak, jakbyś ciągnął zawsze na drugim biegu, i to nie jest twój dzień, twój tydzień, twój miesiąc, ani nawet twój rok, ale… ja zawsze będę przy tobie”. Brzmi znajomo? Cały ten serial brzmi znajomo. I nie dlatego, że go oglądam właściwie w kółko. Ja go przeżywam właściwie w kółko.  Pozornie durnowaty i o niczym, pokazuje fajne przemiany ludzkich losów, pokazuje, co to prawdziwa przyjaźń, jak walczyć o miłość (Ross), czy marzenia (Phoebe).

I choć już jestem dużo starsza niż bohaterowie „Przyjaciół”, wciąż lubię być jedną z nich.

Na koniec tego specjalnego odcinka aktorzy oglądają ścianę, na której podpisała się cała ekipa. Ktoś napisał: „Najlepsze 10 lat życia”. Ja dopiszę: „Najlepsze 20 lat życia. I kolejne, bo to nie koniec. Dziękuję”.

 

 

 

 


Zobacz także

blond refleksy

Jesteś dzieckiem indygo, kryształem czy tęczą?

Nie chwal mnie za to, że jestem tatą, który wstaje w nocy do swojego dziecka. To jest właśnie partnerstwo, kochanie

10 powodów, dla których warto cieszyć się z dzisiaj!