Lifestyle

Droga żono mojego męża, tak bym chciała pójść z tobą na kawę. Nigdy nie ufaj facetowi, który mówi źle o swojej „eks”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 lipca 2017
Fot. iStock/freemixer
 

Szanowna Była Żono mojego (jeszcze) aktualnego męża!

Długo się wahałam, zanim napisałam do ciebie ten list. Szczerze mówiąc, było mi trochę wstyd. Wstydziłam się swojej naiwności. I tego, że pozwoliłam mu cię przede mną oczerniać. Gorzej, przyznaję, że sama w tym oczernianiu uczestniczyłam. Bo on taki biedny, a ty ta najgorsza. Bo on dla Ciebie wszystko, a ty zimna, wredna małpa. Bo on poświęcił karierę, a ty nie poświęcałaś mu czasu. Dziś wiem, że jesteś kimś zupełnie innym, niż to przedstawiał nasz mąż. I z chęcią umówiłabym się z tobą na kawę.

Pewnie na początku byłoby odrobinę niezręcznie. Usiałybyśmy gdzieś w kącie modnej kawiarni, może „ sieciówki”.  Ale ty szybko przełamałabyś lody. Kiedy o tobie myślę, czuję, że równa z ciebie babka. Boże, ja cię wręcz potrzebuję przytulić!

Właściwie powinnam napisać „droga przyjaciółko”, bo czuję, jakbyśmy znały się nie od dziś. W każdym razie, w jakimś sensie, przeżyłyśmy ze sobą ładnych parę lat, choć nigdy nie poznałyśmy się osobiście. Ale ty jedna, rozumiesz mnie, jak nikt.

Ty też byłaś z nim szczęśliwa, na samym początku. Uwierzyłaś, że to facet, z którym można spędzić życie – zaufać, że jest na „dobre i na złe”. Cóż, zdaje się, że to ten typ, który słowa przysięgi „świadomy praw i obowiązków…” słyszy zupełnie inaczej lub powtarza bez zrozumienia.

No, ale obie się nabrałyśmy. Bo tak pięknie potrafił mówić, roztaczać wizje… wspólnej przyszłości. Że wszystko będzie – i dom, i wspólne wakacje w górach i seks romantyczny w pensjonacie nad jeziorem. I kwiaty – często. Nie chciałam domu. Chciałam, nawet skromnego,  dachu nad głową, spokoju i miłości. I bezpieczeństwa. I żeby był szczęśliwy, skoro ten związek z tobą tak go wyniszczył, przez ciebie tak „zamknął w sobie”. „Tylko ty potrafisz mnie uratować” – mówił.

Matko kochana, jak ja cię wtedy nienawidziłam! Za dach nad głową płaciłam co miesiąc sama, bo do czynszu nie dołożył się ani razu. Przecież musiał odkładać pieniądze na pensjonat i kwiaty i wakacje w górach.  Zamiast spokoju było wieczne rozedrganie – jego. Bo jak emocje, to tylko te „najsilniejsze”. Raz miłość nieprzytomna, raz nienawiść. Tak, przyznaję, biegłam za nim nie raz, kiedy odchodził, pakując wszystko, co miał do jednej, służbowej walizki. Facet w tym wieku i bez żadnych oszczędności? Ślepa byłam, bezmyślna…

Dlaczego czerwona lampka nie zapaliła mi się w głowie już wtedy, kiedy opowiadał, jak złośliwie zabierałaś mu z konta ostatni grosz, żeby nie mógł w pracy iść na obiad z kolegami, bo taka byłaś zazdrosna? Dziś wiem, że ty po prostu płaciłaś zaległe rachunki, o których on nigdy nie pamiętał i że to on zabrał ci ów „ostatni gorsz”, kiedy komornik tuż przed Wigilią zajął ci konto za niespłacony kredyt, który mu podżyrowałaś.

Tak bardzo mu współczułam, kiedy opowiadał, że musiał u ciebie żebrać o uczucia, o łóżko, o cieplejszy gest, przychylne spojrzenie. „No jak tak można, no jak?!” – płakałam razem z nim, wrażliwcem. „Ja będę najlepsza, pokażę mu, czym jest miłość” – mówiłam sobie. I odpływałam w tym morzu kolejnych zmyślonych historyjek o przelewach, które nigdy nie przyjdą na mój rachunek i projektach, których nikt mu nigdy nie powierzy. Bo kiedy wszyscy wokół wiedzieli, że on jest nieodpowiedzialny, ja wolałam wierzyć w bajki.

W końcu i ja przekonałam się, że to on był tym „znikającym” i nieczułym, zimnym draniem. On, nie ty. Stawał się taki w momencie, kiedy już wiedział, że cię „ma”, że zrobisz dla niego wszystko, nawet zapożyczysz się u rodziny, żeby miał na nowy samochód. Tak, wiem. Nie musisz kiwać współczująco głową. Przysięgam, od teraz będę ostrożna. Żałuję, że kiedy przed ślubem próbowałaś się ze mną skontaktować, odrzuciłam połączenie. Zapewne chciałaś mnie ostrzec – dziś jedynie do siebie mogę mieć pretensję. A Tobie być wdzięczną.

Mówił, że zrezygnował dla ciebie z przyjaciół, z kontaktu z rodziną. Że chciałaś go mieć na wyłączność, że jesteś chorobliwie zazdrosna o jego karierę. I toksyczna. Że przez ciebie zachorował na depresję i miał myśli samobójcze.

Dziś, łykając środki uspokajające myślę o tym, ile musiałaś przejść, odkrywając tak jak ja – jego romans na Tinderze i kłopoty w firmie, o których nigdy ci nie powiedział. Manko na koncie i monity z banku.  No i oczywiście to, że jego kontakt z rodziną się urwał, nie dlatego, że byłaś jego żoną, tylko dlatego, że wszyscy zaczęli gubić się w jego kłamstwach, jego wersjach „tej samej prawdy”.

Tę „prawdziwą prawdę” o  tobie powiedziała mi jego mama. Cudowna kobieta. W opowieściach naszego męża – egocentryczna, wymagająca do bólu i samolubna. W rzeczywistości – ciepła i nieszczęśliwa, że nie potrafiła wychować syna na mężczyznę, z którym mogłybyśmy być szczęśliwe.

Wiesz, 7 lat, to o całe trzy więcej niż wytrzymałam ja. Tak bardzo się cieszę, że założyłaś nową rodzinę. Skoro tobie się udało, ja też w końcu znajdę spokój. Na dole zapisałam mój numer telefonu. Zadzwoń, jeśli tylko masz ochotę na duże latte. Nie musimy rozmawiać o nim. Pomówmy o nas, o naszej sile. I o tym, że jednak nam się udało.


Lifestyle

Trzy trudne prawdy o miłości. W życiu trzeba chcieć więcej niż tylko „kochać”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 lipca 2017
Fot. iStock/IoanaCatalinaE
 

Nasza kultura bardzo często idealizuje miłość. Uważamy to uczucie za najlepsze lekarstwo na „wszystko”. W filmach zdobycie upragnionej miłości to zazwyczaj ostateczny cel życia, finałowe rozwiązanie najtrudniejszych problemów, antidotum na życiowe potyczki. Znajdujesz miłość – wszystko zaczyna się układać. Zupełnie jakby miała magiczne właściwości.

Wierząc, że miłość „wystarczy”, zbyt często ignorujemy inne, podstawowe wartości, takie jak szacunek, pokora, zaangażowanie w relację z ludźmi, którzy są nam bliscy. Skoro ona rozwiąże każdy problem, po co martwić się ‘trudnymi” rzeczami?…

Tymczasem zdrowe relacje wymagają więcej niż samej, czystej emocji czy namiętności, która dosłownie zwala z nóg. Jeśli zrozumiemy, że w życiu i w naszym związku jest coś ważniejszego niż po prostu zakochanie, pojmiemy także, że sukces naszej relacji opiera się na głębszych i ważniejszych wartościach.

Trzy trudne prawdy o miłości

1. Miłość nie sprawi, że będziecie do siebie pasować

Tylko dlatego, że jesteś w kimś zakochany, nie stajesz się automatycznie dobrym partnerem, którym masz być przecież przez jak najdłuższy czas. Miłość jest emocjonalnym procesem, dopasowanie jest procesem logicznym. Można się zakochać w kimś, kto nie traktuje nas dobrze, kto sprawia, że ​​czujemy się gorsi. W kimś, kto nas nie szanuje, kto ma inne ambicje lub życiowe cele sprzeczne z naszymi, filozoficzne przekonania lub światopoglądy, które kolidują z tym, jak my odczuwamy rzeczywistość. Potem przychodzi moment opamiętania i pytamy: „Kiedy to się zepsuło?”. Prawda jest taka, że ​​się nie udało, zanim jeszcze się zaczęło .

Bo kiedy się z kimś spotykasz, kiedy szukasz partnera na całe życie, musisz używać nie tylko serca, ale i umysłu. Musisz wiedzieć, jakie on/ona wyznaje wartości, jak traktuje samego siebie, jak traktuje bliskich, czego pragnie i jaki ma światopogląd.

2. Miłość nie rozwiązuje problemów w naszych relacjach

Można być w sobie szaleńczo zakochanym, mieszkać w dwóch różnych miastach i codziennie zmagać się z problemami wynikającymi z tej odległości, frustracji, uprzedzeń, braku akceptacji dla naszego uczucia ze strony innych, bliskich osób. Można się kłócić przez telefon i wyznawać sobie na nowo miłość przy najbliższym spotkaniu w cztery oczy. Kiedy znowu jesteśmy razem, przekonujemy samych siebie, że żadne kłótnie nie mają znaczenia, że nasze uczucie pokona wszelkie trudności.

Ale tak naprawdę, miłość nie rozwiąże żadnego z tych problemów, które nas, podczas trwania związku, dzielą. Daje tylko chwilowe poczucie, że „możemy wszystko”. Żeby rozwiązać problem, trzeba podjąć decyzję.

3. Miłość nie zawsze jest warta poświęcenia się

Kiedy kochasz, często rezygnujesz z własnych potrzeb, bo wydaje ci się, że tylko w ten sposób możesz być najlepszym partnerem dla bliskiej osoby. Nie zastanawiasz się nad tym, czy warto – to się dzieje naturalnie. Jeśli poświęcenie – czasu, wysiłku, jakichś pragnień jest obopólne i dobrowolne, związek się rozwija, miłość staje się wspaniała.

Ale jeśli poświęcasz szacunek do samego siebie, godność, ciało (robisz coś wbrew sobie), cele życiowe, po to, aby z kimś być, ta sama miłość staje się problematyczna. Relacja ma w jakiś sposób cię uzupełniać, a nie „uszkadzać”. Jeśli tolerujemy niegrzeczne lub obraźliwe w stosunku do nas zachowanie, to pozwalamy naszej miłości by nas niszczyła, zaprzeczamy temu, kim naprawdę jesteśmy.

Idealizowanie miłości sprawia, że stajemy się zakładnikami  nierealistycznych oczekiwań co do tego, czym ona jest i co może w naszym życiu zmienić. Jedyny sposób, w jaki możesz w pełni cieszyć się miłością, to zrobić coś ważniejszego w życiu niż miłość.

W ciągu całego życia możesz się zakochać wiele razy.  Możesz pokochać ludzi, którzy są dla ciebie dobrzy i ludzi, którzy cię krzywdzą. Możesz się zakochać w sposób „zdrowy” lub toksyczny. Możesz być zakochany, kiedy jesteś młody i kiedy nadchodzi życiowa jesień. Miłość nie jest wyjątkowa.  Miłość nie jest rzadka. Ale wyjątkowy jest twój szacunek do siebie samego i innych, twoja godność, zaufanie, jakim obdarzasz innych. Miłość jest wspaniała. Miłość jest konieczna. Miłość jest piękna. Ale miłość nie wystarczy.


Na podstawie: markmanson.net


Lifestyle

Jak obliczyć wysokość alimentów? Pamiętaj, że każdy z obojga rodziców jest odpowiedzialny za finansowe bezpieczeństwo dziecka

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 lipca 2017
Fot. iStock/Liderina

Czego najbardziej boimy się podejmując decyzję o rozwodzie? Tego, jak zareagują nasze dzieci. To najczęstsze obawy, które wybrzmiewają w rozmowach z kobietami. Co z dziećmi? Jak one zniosą rozstanie dwóch ukochanych dla nich osób? I przede wszystkim – ile stracą? Czy jesteśmy w stanie zapełnić pustkę, która zostanie. I nie chodzi tylko o pustkę emocjonalną, ale także o tę finansową.

W ostatnim czasie za sprawą różnych organizacji działających na rzecz poprawy w egzekwowaniu alimentów, coraz głośniej mówi się o tej ważnej sprawie. Ponad trzy miliony dzieci nie otrzymują w Polsce alimentów, około 95% dłużników alimentacyjnych to niestety mężczyźni, którzy rozstając się ze swoimi żonami, rozwodzą się także z dziećmi. Na bieżąco śledzę różne grupy kobiet, które dyskutują o tym, jaką wysokość alimentów powinny ich dzieci mieć przyznaną i w jaki sposób ją egzekwować.

Najczęściej my, kobiety, popełniamy jeden podstawowy błąd – stwierdzamy, że nic od byłego męża nie chcemy i że same damy sobie świetnie radę. I oczywiście, że damy, pytanie tylko jakim kosztem? Znam wiele kobiet, które pracują na dwóch, a nawet trzech etatach, żeby zapewnić swoim dzieciom wszystko to, co najlepsze. Dlaczego? Bo często kompletnie nieprzygotowane zaczynały ustalenia w sprawie alimentów. Tymczasem nawet do tej rozmowy warto się przygotować. Przestań myśleć, że uniesiesz się honorem, że duma ci nie pozwala prosić byłego męża o pieniądze. Przede wszystkim nie są one dla ciebie, tylko dla twoich dzieci. Pomyśl o nich. Ojciec jest tak samo odpowiedzialny za utrzymanie dzieci jak matka.

Bardzo często zapominamy jednak, co na utrzymanie dziecka się składa. O czym powinniśmy pamiętać wyliczając wysokość alimentów?

1. Edukacja

Bez względu na to, czy masz dziecko w przedszkolu czy w szkole, weź pod uwagę wszystkie koszty związane z edukacją. Opłaty dla rady rodziców, ubezpieczenie szkolne. Cena podręczników, zeszytów, kredek, długopisów. Jak często słyszysz: „Mamo kupisz blok. Mamo skończyły mi się farby”. Przeanalizuj dokładnie koszty edukacji dzieci, bo to nie tylko kupowanie wyprawki, to także tenisówki na wuef, buty do szkoły na zmianę, szkolne wycieczki, teatrzyki. Do tego dolicz koszty zajęć pozalekcyjnych. Wylicz wszystko, podziel przez miesiące i ustal koszty edukacji swojego dziecka.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Edukację można połączyć z rozrywką i tu w koszt wejdą nie tylko podręczniki, ale np. ulubiona seria książeczek. Organizując wycieczkę do kina, teatru, muzeum, pamiętajmy, że to również inwestycja w rozwój naszego dziecka. Zakupione gazetki z rebusami, a nawet zabawki, gry planszowe czy komputerowe, a także zakup samego komputera (rozliczony w ciągu 3. lat) to wszystko składa się na koszt utrzymania dziecka.

2. Ubrania

O tym bardzo często się zapomina. Bo zupełnie bezwiednie kupujemy skarpetki, majtki, koszulki, gdy się zniszczą. Bardzo często myśląc „ubrania” skupiamy się na dużych zakupach związanych z porą roku – zimowe buty, kurtka, latem sandały. Ale przecież twoje dziecko nie chodzi tylko w zimowych butach i w sandałach na zmianę. Policz dokładnie jakich ubrań potrzebuje twoje dziecko biorąc pod uwagę, że rośnie. Jasne, że nie mają to być ceny markowych ciuchów z najwyższej półki, ale rozsądnie dla dzieci kupowane ubrania. Wszystko, co się niszczy, co kupuje się na bieżąco uzupełniając dziecięcą garderobę.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Jeśli podliczymy koszt ubrań zawsze okazuje się, że stanowią one dużą część budżetu. Dziecko mocno zużywa swoje ubrania. To wpisane jest w dzieciństwo. Częściej jednak z nich wyrasta. Bluzki, koszulki, ale też buty, kapcie i skarpety czasem nie zdążą się zniszczyć, a już trzeba zakupić nowe, o rozmiar lub dwa większe. Poza tym o ile małe dziecko nie zwróci uwagi na to, czy rzecz jest second handu, o tyle z nastolatkiem możemy mieć już z tym problem.

3. Wyżywienie

Najbardziej newralgiczny punkt. Bo jak obliczyć, ile pieniędzy dziecko dziennie przejada. Jeśli je obiady w szkole, czy w przedszkolu – to sprawa jest łatwiejsza, bo ten koszt doliczymy nawet w samej edukacji. Jak z wyżywieniem? Najlepiej z ołówkiem i kartką w ręce przez kilka dni liczyć, ile faktycznie wydajemy na wyżywienie dzieci. Na pieczywo, mięso, dżemy, słodycze, picie – niestety chcąc się solidnie przygotować do rozmowy o alimentach trzeba być jak aptekarz skrupulatnie wszystko obliczający. Nie warto tego bagatelizować, bo mając swoje obliczenia czarne na białym łatwiej dyskutować w sądzie o wysokości alimentów.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Nie zapominajmy też o kosztach środków chemicznych i higienicznych. Należy wliczyć zarówno mydło do rąk, jak i proszek do prania czy płyn do mycia podłóg. Najbezpieczniej te koszty przeliczyć w skali tygodnia lub nawet miesiąca.

4. Dzienne utrzymanie

To punkt, o którym wiele kobiet nawet nie ma pojęcia. Jeśli dziecko większość czasu przebywa z jednym rodzicem, to ponosi koszty dziennego utrzymania – czyli opłaca rachunki za wodę, prąd, czynsz za mieszkanie. Tak, wszystkie te koszty powinny zostać wzięte pod uwagę. Zwłaszcza, że gdy byliście małżeństwem dzieliliście te opłaty między siebie. Po rozwodzie zostajesz z nimi sama, a przecież dzieci korzystają z wody, z prądu. Te koszty powinno się dzielić przez liczbę mieszkańców danego gospodarstwa domowego i dodać do wysokości miesięcznych alimentów.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Czynsz, prąd czy woda to tzw. stałe koszty utrzymania. Ale pamiętajmy, że zaliczamy  do nich również rachunek za internet, telefon, czy kablówkę, a także koszt utrzymania samochodu czy bilet miesięczny.

Przygotowując się do sądowej batalii o alimenty, pamiętajmy o kilku zasadach. Wypełniony kosztorys może być już tylko bazą. W sądzie liczą się dowody. Dlatego:

  • Poniesiony koszty dokumentujemy wyłącznie fakturami.
  • Przygotować także należy swoje zarobki, w tym celu przedkładamy PIT-y bądź zaświadczenia z zakładu pracy o zarobkach najczęściej z 6 miesięcy.
  • Dobrze byłoby przygotować również zgodnie z naszą wiedzą możliwości zarobkowe ojca naszych dzieci.
  • Jego obecny poziom życia (wycieczki, samochody).
  • Wymiar kontaktów ojca z dziećmi, najczytelniej w wymiarze procentowym w skali miesiąca na przestrzeni kilku miesięcy.
  • Na dużą uwagę zasługują tu koszty rehabilitacji bądź wspomagania dziecka w prawidłowym rozwoju. Wszystkie te koszty poprzedźmy zaświadczeniami od lekarza ze wskazaniem, że ten rodzaj zajęć jest niezbędny.
  • Nie zapominajmy o kosztach w skali roku, czy 3. lat, wchodzą w to: remont pokoju dziecka, zakup mebli, pościeli, koca czy dywanu.
  • Wniosek o alimenty jest zwolniony z opłat sądowych.

To znacznie skróci samą procedurę formalną sprawy.

Dopiero tak przygotowani możemy zacząć rozmowę o alimentach. Nie możemy wychodzić z założenia: „dobra 200 złotych wystarczy, byleby mieć już święty spokój”. Dopiero, gdy realnie obliczysz koszty utrzymania waszego dziecko zobaczysz, jak wysokie jest zobowiązanie finansowe. I dlaczego ty masz ponosić większe koszty tylko dlatego, że się rozwiedliście. Dlaczego dziecku masz czegoś odmawiać? Przecież ono w całej tej sytuacji nie jest niczemu winne. Odpowiedzialność za jego utrzymanie i zapewnienie mu finansowego bezpieczeństwa niezmiennie spoczywa na barkach obojga rodziców.

Partnerem artykułu jest

logo KiR Gdańsk (1)

Kobieta i Rozwód Gdańsk to firma stworzona przez kobiety dla kobiet. To wyjątkowe miejsce skupiające wszystkich specjalistów, którzy na zawiłej drodze rozwodowej mogą być potrzebni: prawników, mediatorów, psychologów, terapeutów, detektywów. Bywa, że do jednej sprawy trzeba zaangażować cały zespół. Tu nic nie jest przypadkowe. Możesz być pewna, że przydzieleni do sprawy specjaliści to sprawdzeni, kompetentni i skuteczni profesjonaliści.


Zobacz także

Rozwiodłaś się? Mamy dla ciebie dobrą wiadomość! Właśnie zaczynasz nowe życie

Podsumowanie akcji „Dziękuję Ci, Mamo”

Jak nosić trampki, najfajniejsze buty na tę porę roku? 5 top modeli