Lifestyle

Dominika Gwit: „Przytyłam i nagle okazało się, że znowu jestem sobą, bo wcześniej byłam zupełnie obcą dla siebie osobą”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 września 2019
Dominika Gwit/Fot. PAP
 

Przeszła bardzo dużo, jeśli chodzi o swoje ciało, jak i psychikę. Chudła i tyła wiele razy. Dzisiaj mówi, że jest szczęśliwą kobietą, która akceptuje siebie w każdym calu. Podkreśla, że kompleksy prowadzą do zniewolenia samych siebie, a ona już nie chce żyć w niewoli. Rozmawiamy z aktorką, Dominiką Gwit o drodze, jaką przeszła, żeby zaakceptować i pokochać siebie.

Ewa Raczyńska: Czy Ty w ogóle masz kompleksy?

Dominika Gwit: Nie, już teraz nie. Nie postrzegam siebie przez pryzmat jakichkolwiek kompleksów. Dużo przeszłam, jeśli chodzi o moje ciało, o siebie, o akceptację, zrozumienie, co jest w życiu ważne. Dzisiaj jestem świadomą siebie kobietą.

A jak było wcześniej?

Kiedyś wydawało mi się, że jak będę szczupła, to będę szczęśliwa, bo całe życie byłam gruba i miałam poczucie, że jestem gorsza. Potem okazało się, że to nieprawda. Przeszłam dużą zmianę w głowie. Jak się okazuje choruję na zespół metaboliczny, dzisiaj biorę leki i wiem, że wszystko to, co się dzieje z moją wagą jest wynikiem choroby i tym bardziej nie obwiniam się za to, jak wyglądam. Jednak przeszłam rewolucję w głowie i w ciele. To była trudna, ale najważniejsza lekcja w moim życiu.

Na Twoim przykładzie widać, że wyzbycie się kompleksów to przede wszystkim praca nad sobą.

Oczywiście. Najważniejszą rzeczą jest dbanie o siebie. Kiedy czujemy, że coś niedobrego dzieje się z naszym ciałem, należy pójść do lekarza. Mi się udało, trafiłam na genialną panią doktor, która pokazała mi powody tego, co się ze mną dzieje. Dzięki temu żyję normalnie, jestem szczęśliwą kobietą. Dbam o siebie, bo się leczę. Myślę o przyszłości, o rodzinie, o pracy, którą kocham, mam mnóstwo przyjaciół i nie zadręczam się tym, co wokół mnie, bo też nikt wcześniej nie pomyślał, że mogę chorować. Wszyscy mówili: jesteś gruba, musisz schudnąć. Wiele razy się odchudzałam, potem tyłam, jak w jakimś błędnym kole. W końcu okazało się, że przyczyny takiego stanu rzeczy trzeba szukać gdzieś dalej i mam nadzieję, że wszystkie osoby, które mają jakieś problemy, zadbają o siebie w zdrowy i mądry sposób.

Ważne jest zaakceptowanie w końcu siebie i tego, jak wygląda moje ciało.

Zgadza się. Straszne jest, gdy widzisz dziewczynę, która waży 65 kilogramów, ma 170 centymetrów wzrostu i mówi, że chce schudnąć cztery kilogramy. Jest pełna kompleksów i nie wyjdzie w stroju kąpielowym na plażę, nie założy obcisłej sukienki, bo jest zaszczuta przez siebie samą. Dopóki nie przejdzie własnej rewolucji, to się nie zmieni. I wcale nie chodzi ty tylko o otyłość. Szczupłe i piękne dziewczyny potrafią mieć w głowie miliony kompleksów, na szczęście nie wszystkie i każdej pewnej siebie kobiecie wręczyłabym nagrodę. Trzeba patrzeć do przodu i przede wszystkim żyć, a nie zadręczać się rzeczami, które tak naprawdę nie są istotne.

Dominika Gwit/Fot. PAP

Co w twoim przypadku było momentem zwrotnym?

Kiedy z powrotem przytyłam i uświadomiłam sobie, że półtora roku ciężkiej diety było istnym niewolnictwem. Przytyłam i nagle okazało się, że wróciłam do siebie, że znowu jestem sobą, bo przez tamten czas byłam zupełnie obcą dla siebie osobą. Jednak to jest moja historia, którą opisałam w swojej książce. Wszystkim się wydaje, że to książka o odchudzaniu, a tak nie jest. To książka o mnie, o mojej drodze do nowego życia, czyli do życie, które mam teraz.

Nie można nieustannie skupiać się na tym, co ze mną jest nie tak, co powinna poprawić, co zrobić, by dorównać wyglądem do dziewczyn z okładek czasopism. W ten sposób stajemy się dla samych siebie niewolnikami. Trzeba to zrozumieć. Ja na szczęście mam to już zupełnie za sobą i z bardzo się z tego cieszę, bo szalenie przytłaczające jest poczucie, że jest się gorszym od innych. To jest straszne, sami sobie robimy krzywdę takim myśleniem.

Rewolucja w głowie, o której mówię, to proces. Często dziewczyny piszą do mnie, że się nienawidzą, nie akceptują. Trudno mi się do tego odnieść, bo nie jestem psychologiem. Ja poradziłam sobie bez terapii, ale nikt z nas nie powinien się wstydzić prosić o fachową pomoc, gdy czuje, że jej potrzebuje.

Należy zadbać o siebie, a nie ze sobą walczyć.

Zgadza się.

Myślę, że w tym procesie olbrzymie znaczenie ma tu wsparcie bliskich osób.

To przede wszystkim. Problem pojawia się, gdy najbliżsi wytykają cię palcami, czasami słyszę takie historie. Tymczasem bliscy powinni myśleć co zrobić, żeby pomóc, a nie tylko wywierać presję. Każdy z nas ma prawo wyglądać jak wygląda i nikt nie ma prawa tego oceniać.

Kiedy rodzina jest przeciwko tobie, to patowa sytuacja. Ja miałam szczęście, że moja rodzina i przyjaciele zawsze mnie wspierali. Byli ze mną w najgorszych chwilach w trakcie diety, kiedy faktycznie byłam całkowicie nią zniewolona. O niczym innym nie rozmawiałam i zarzucałam ich informacji, ile ważę, ile mam pasie, co zjadłam, a co nie. To było straszne, przeszłam trzeci stopień otyłości, otarłam się o anoreksję, więc doskonale wiem, co znaczy walka z ciałem. Dziś jestem z nim pogodzona.

Pracujesz ciałem. Co teraz robisz zawodowo?

W tej chwili biorę udział w trzech spektaklach teatru Fabryka Marzeń, w każdym gram główną rolę. Postawiliśmy właśnie spektakl „Pomoc domowa”, który 16. października będziemy grać w Garwolinie, przedpremierowo. 10. grudnia mamy premierę W Teatrze Palladium, a oprócz tego 22. września zaczynamy sezon i ruszamy w trasę. Więc w październiku nie będzie mnie prawie w ogóle domu, ale bardzo się z tego cieszę bo kocham swoją pracę, scenę publiczność i faktycznie jest to dla mnie bardzo ważne. Cieszą mnie w końcu te rzeczy. Wyjście z kompleksów jest wyzwoleniem. Uwolnienie głowy od wszystkich negatywnych myśli na swój temat jest narodzeniem się na nowo.

WEŹ UDZIAŁ W NASZEJ AKCJI #MIESIĄC BEZ KOMPLEKSÓW


Lifestyle

Ratunku, zaczęło się! Czego rodzic uczy się w szkole? Lista kontrolna. Akcja #Oh!Szkoło, zadanie #3

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 września 2019
Little boy aged 7 in second grade of primary school is doing homework. Mother is assisting him with advice.
 

Pierwszy tydzień za nami. Znajoma już pierwszego dnia wałkowała do dziesiątej matematykę załamując ręce… U nas w szkole lajtowo, pierwszy tydzień na rozruch. Ale dziś już nie ma zmiłuj, zadania, kolorowe papiery  i żeby kapustę przynieść (ale tylko trochę) – ratunku, i co ja mam zrobić z resztą kapusty?  A może taki drucik włochaty (że co) albo inny flamaster? Projekty, instalacje i inne cuda. Znacie to? Ileż razy waszej pociesze przypomniało się o bardzo ważnym słoiku na jutro… o godz. 23-ej? 🙂 I jeszcze nie taka temperówka albo cyrkiel. Lament, rozpacz – głównie nasz, nie dzieci. 🙂

Ale spokojnie, obiecałyśmy wam, że w tym roku będzie inaczej. I słowa dotrzymamy! Specjalnie dla was drodzy rodzice lista kontrolna, żeby przeżyć bez dodatkowych siwych włosów i „latającego oka”.

Czego rodzic uczy się w szkole? Lista kontrolna (z przymrużeniem oka)

Jeżeli twoje dziecko chodzi do szkoły, to ty również zdobywasz nowe doświadczenie. Pamiętaj, bądź ZEN, bo…

Nie ma takiej rzeczy, która by się nie mogła przydarzyć

Nie ma. Amen.

Twoim osobistym objawieniem może być nauczyciel, który nie zna podstaw własnego przedmiotu lub nauczyciel, który okazuje się darem od losu i zaskakującym autorytetem dla twojego dziecka. Może to być twoje dziecko, które wsiadło w autobus w przeciwnym kierunku niż powinno. To może być próba zakupu kolorowej waty, bez której świat się skończy. Zbity łokieć i zgubiona trzecia para butów. Albo lepiej – jeden zgubiony but. W szkole jak w życiu – może zdarzyć się absolutnie wszystko.

Zamiast z tym walczyć, odetchnij głęboko. Postaw na przyzwoitą samoorganizację i kilka zapasowych zeszytów i bloków technicznych. Na większość takich smaczków nie mamy wpływu. Zdecydowanie lepiej nauczyć nasze dzieci próby rozwiązania pojawiającego się problemu niż biegania w kółko z okrzykiem „i co teraz, i co teraz???”.

W życiu kontrolujesz jedynie swoją kawę (chyba, że zabraknie ci mleka i nie masz wyboru. Albo zabraknie kawy)

Nie wyżywajmy się na nikim za pecha, przypadek, czy absurdy, które bardzo często nie są wymysłem nauczycieli.

Zamiast gotować się z powodu stroju na WF, lepiej wypić kawę. Zamiast psuć sobie dzień, zróbmy sobie dzień dobry!

Dzieci są dziećmi – i przede wszystkim ludźmi

Też mogą nie wiedzieć, zapomnieć, nie zrozumieć.

Kasztany nie zaczną spadać wcześniej ze względu na podręcznik

Szkoła uczy zbierać kasztany zanim kasztanowce zaczną je w ogóle „planować” – a serio, widzicie kasztana, łapcie go w kieszeń, nigdy nie wiadomo kiedy będzie potrzebny!

Bibuła kończy się zawsze wtedy, gdy jest potrzebna

Trzeba się z tym pogodzić. To jak kupno butów, nigdy nie ma tego rozmiaru, który jest potrzebny. Magia.

Można mieć wyrzuty sumienia, że się zaspało (byle nie za każdym razem)

Oczywiście, że nie można mieć w nosie całego świata, trzeba uczyć nasze dziecko obowiązkowości, samodzielności, odpowiedzialności. Ale pamiętajcie, że każdy może mieć słabszy dzień – wy i dziecko.

Można mieć doktorat z fizyki i „dostać pałę” za plan ramowy lektury naszego dziecka w 4 klasie

Krzyki w tonie „ten nauczyciel nic nie wie” albo „te książki są złe” za wiele nie pomogą. Prawdziwą sztuką jest opanować szkolne smaczki i programowe perełki, jednocześnie tłumacząc dziecku, dlaczego z tą świętą wiedzą dyskutujemy. Tak, można mieć 40 lat na karku i nie ogarniać materiału na kartkówkę z przyrody. I zachodzić w głowę: kto to wymyślił?

Każdy róg się kiedyś zagnie

Pogódźmy się z tym.

Lepiej siedzieć w kozie niż w więzieniu

O tak, bo zszargane nerwy to pierwszy krok do popełniania wyimaginowanych zbrodni na autorach tych wszystkich uroczych zadań. Pamiętajcie to, co sami powtarzamy naszym dzieciom:

  • nie da się być we wszystkim najlepszym,
  • oceny nie są miarą człowieka,
  • nie trzeba mieć ze wszystkich przedmiotów szóstek i piątek.

Bądźmy fajnymi ludźmi dla siebie nawzajem. A wtedy szkoła wcale nie będzie dla nas taka straszna, i dla naszych dzieci też. Bo szkoła to nie tylko oceny.

Szkoła to wyjątkowy czas w naszym życiu. To przyjaźnie i pierwsze miłości. To złamane serca i pierwszy taniec z chłopakiem czy dziewczyną na dyskotece. To pilnowanie drzwi w toalecie i skakanie w gumę. To siedzenie na parapetach – chociaż „nie wolno”. To ploteczki w szatni i milion innych wyjątkowych pierwszych razów w naszym życiu. Poligon życia, relacji i nauki samodzielności. To nigdy się nie zmienia. 🙂 Gotowi na nowe zadanie? Znajdziecie je poniżej.

Jak oswoić szkołę? To wcale nie takie trudne, jak się wydaje. Żeby było przyjemniej, dla laureatów naszej akcji, dzięki uprzejmości sponsorów mamy wspaniałe nagrody!​

Dodaj swój komentarz i weź udział w zabawie z nagrodami!

Będziemy podpowiadać wam kochani rodzice, jak to robić. Będziemy pisać m.in. o tym, z czym dzieci mają problemy, jak ważne jest, by zwracać uwagę na ich talenty, rozwój, by ich słuchać, by nie naciskać, by dbać o ich naukę, rozwój, ale i odpoczynek, relaks, zabawę, bezpieczeństwo. Będziemy Was wspierać, byście potrafili w odpowiednim momencie puścić swoje dzieci ciut dalej. Posmakować samodzielności, znaleźć swoją dróżkę.

Od samego początku rodzicielstwa, to najtrudniejsze zadanie:
wspierać – nie wyręczać,
pokazywać możliwości – a nie decydować o wszystkim,
dodawać skrzydeł – nie być przeszkodą.
pozwalać dzieciom, by szły własną, najlepszą dla nich drogą.

Akcja „Oh!Szkoło”

Wszystkim rodzicom – tych małych i tych większych dzieci, dedykujemy naszą nową akcję „Oh!Szkoło”.  Chcielibyśmy pomóc wam jak najlepiej przeżyć wrzesień, początek roku szkolnego, kiedy odnosimy wrażenie, że żyjemy w chaosie zmiany planów, lekcji, nauczycieli, czasami szkół, dostosowywania zajęć pozaszkolnych do rytmu tygodnia… Eh dużo jest tego do ogarnięcia. Ale nie martwcie się – jesteśmy z wami, będziemy was wspierać psychologicznie i życiowo – w końcu same jesteśmy rodzicami i wiemy, z czym za chwilę przyjdzie się nam mierzyć.

Chcesz wziąć udział w naszej akcji? Nic prostszego – pod każdym z artykułów dedykowanych naszej akcji znajdziesz pewne zadanie do wykonania. W komentarzu napisz, jak sobie z nim poradziłeś, co zrobiłeś, pomyślałeś, poczułeś. Żeby wam umilić szkolny czas przetrwania, w naszej akcji mamy dla was cud miód nagrody!

Dwa razy w tygodniu będziemy publikować wpis w ramach naszej akcji, a w nim mini wyzwanie, by chociaż trochę polubić się ze szkołą! Bądźcie z nami – wspaniałe nagrody czekają!

#Zadanie 3

W komentarzu do tego artykułu napisz, czym zdążyła cię zaskoczyć szkoła i co robisz, by pozostać ZEN. 🙂

Nagrody:


 

3 x zestaw preparatów Pipi Nitolic®  składający się z:

  • Pipi Nitolic® 50 ml
  • Pipi Nitolic® prevent plus 75ml

Pipi Nitolic® 50 ml zestaw do kompleksowego leczenia wszawicy, wyrób medyczny

Gwarantuje 100% skuteczność po jednym zabiegu, bez konieczności powtarzania kuracji po 7-10 dniach.

Zalety preparatu:

– likwiduje aktywne stadia rozwojowe wszy

– likwiduje jaja wszy (gnidy)

– jest bezpieczny, nie zawiera środków owadobójczych

– umożliwia eliminację wszy i gnid z otoczenia osoby zarażonej

– wygodny w aplikacji

– wydajny ( poj. 50 ml wystarcza dla 1 osoby o włosach długich lub 2 osób o włosach średnich)

Pipi® Nitolic® prevent plus 75 ml, wyrób medyczny, wygodny w użyciu spray do codziennej ochrony przed zarażeniem wszawicą.

Zalety preparatu:

–  nie tłuści włosów i nie pozostawia plam

–  zawiera składniki pochodzenia naturalnego

– chroni do umycia włosów

– ma przyjemny zapach

– wydajny (opakowanie 75 ml wystarcza na 60 dni)


3 x materac marki Janpol – do wyboru przez zwycięzcę jeden z dwóch prezentowanych modeli i rozmiarów:

Materac LIO (wymiary do wyboru: 60×120 cm, 70×140 cm, 80×160 cm)

Piankowo – lateksowy materac dziecięcy o perforowanej powierzchni. Zapewnia stabilne wsparcie ciała dziecka oraz odpowiednią wentylację. W materacyku zastosowano innowacyjny lateks Ocean Blue – sprężysty, niezwykle trwały i antybakteryjny materiał o właściwościach termoregulacyjnych. Żelowe kapsułki zatopione w jego wnętrzu pochłaniają wydzielane przez ciało dziecka ciepło, redukując ilość wilgoci przedostającej się w głąb materaca. Opcja ta doskonale sprawdza się, kiedy Twoje dziecko gorączkuje. Ocean Blue przechwytuje nadmiar nagromadzonej temperatury i uwalnia ją, dzięki czemu maleństwo nie przegrzewa się.

Dostępny w pokrowcu Puroactive.

lub

Materac LIBERA (wymiary do wyboru: 80×200 cm, 90×200 cm)*

Materac piankowy o średniej twardości dedykowany dla starszych dzieci i młodzieży. To trwały i bardzo plastyczny model, w którego składzie znajdziemy olejek Neroli pozyskiwany z kwiatów gorzkiej pomarańczy.  Ma on kojący wpływ na układ nerwowy. Ponadto działa uspokajająco, łagodzi bezsenności i wspiera efektywny sen. Materac doskonale dopasowuje się do kształtów ciała dziecka przy każdym jego ruchu.

Do wyboru pokrowiec Gandalf (dwukolorowy) lub Grey. Gwarancja 4 lata.

*Cena detaliczna: – 80×200 cm – 965 PLN; – 90×200 cm – 1076 PLN.  Na podstawie art. 30 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 26 lipca 1991 roku o podatku dochodowym od osób fizycznych (tekst jedn. Dz. U. z 2012 r., poz. 361 z późn. zm.) wydanie nagród, o których mowa w ust.1 powyżej, podlega opodatkowaniu zryczałtowanym podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Sponsor dodatkowo przyznaje laureatowi nagrodę finansową w wysokości odpowiadającej wysokości należnego podatku od wygranej oraz w imieniu laureata ureguluje zaliczkę na podatek dochodowy z tytułu wygranej. Warunkiem wydania nagrody jest uregulowanie zaliczki na podatek dochodowy.


2 x Plecak Hama „Blue Unicorn”

2 x Plecak Hama „ Racer”

Plecaki Hama są wykonane z wysokiej jakości materiałów, zapewniając solidne wsparcie każdego dnia szkoły. Praktyczne rozwiązania oraz ergonomiczna konstrukcja sprawiają, że jest to doskonały wybór dla uczniów klas początkowego nauczania.

  • Lekki i wygodny plecak
  • Pasy stabilizujące
  • Pojemny i dobrze zorganizowany
  • Dziecko widoczne na drodze

 

2 x zestaw nagród składający się z:

  • 2 szt. leżaków
  • rodzinnego zestawu bajecznych skarpet (dla niej, dla niego i dla dziecka)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Cudowny zestaw do chilloutowania po szkole 🙂

Fundacja Orange od 14 lat zajmuje się edukacją cyfrową dzieci i młodzieży. W ponad 1000 szkół w całej Polsce prowadzi zajęcia, które pomagają korzystać z sieci mądrze, bezpiecznie i kreatywnie.


1 x zestaw rodzinny składający się z:

1 x zestaw składający się z:

1 x zestaw składający się z:

2 x zestaw składający się z:

Toniki oraz suplementy w tabletkach Floradix to naturalne źródło witamin i mikroelementów zawartych w wyciągach z warzyw, owoców i ziół dla całej rodziny.
Floradix Kindervital wspiera prawidłowy rozwój dziecka.
Floradix Odporność i Energia 250 ml wspomaga układ odpornościowy.
Floradix Żelazo i witaminy uzupełnia niedobór żelaza.
Floradix Wapń i Magnez 250ml   wpływa pozytywnie na gęstość kości i dobrą
kondycję zębów.

Akcja trwa od 02.09.2019 do 31.09.2019 roku. Wyniki zostaną opublikowane na stronie Oh!me do dnia 10.10.2019 roku

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

 


Lifestyle

Agnieszka Krawczyk: „Uważna obserwacja świata skłania mnie do przemyśleń”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 września 2019
Agnieszka Krawczyk/Fot. Julita Pająk

Jej książki dotykają naszych codziennych problemów. W swojej najnowszej powieści „Róża wiatrów” Agnieszka Krawczyk sięga po tematy, które często pozostają w naszym społeczeństwie tabu, jak choćby alkoholizm kobiet, trudne relacje z rodzicami, problemy w związkach. I choć książka napisana jest w bardzo lekkiej formie, zmusza nas do refleksji nad tym, co w życiu jest ważne.

Ewa Raczyńska: Co skłoniło Cię do pisania książek?

Agnieszka Krawczyk: Pisałam chyba od zawsze, jeszcze jako dziecko w zeszycie w kratkę, jednak przez wiele lat bałam się pokazać to światu z obawy przed krytyką. Bałam się jej, bo myślałam, że mnie zablokuje i nie będę mogła więcej pisać. Strach jednak okazał się bezpodstawny. Każdy, kto pisze, wie, że jego książki niektórym czytelnikom się podobają, innym nie. W moim przypadku konstruktywna krytyka okazała się bardzo cenna, ponieważ można z niej wyciągnąć wiele nauki, dowiedzieć się więcej na temat swojego warsztatu. Pisarz bardzo się rozwija dzięki uważnemu słuchaniu krytyki.

Najtrudniejsza krytyka z jaką się spotkałaś?

Dla autora przykre są zdawkowe wypowiedzi, że książka się nie podoba, bo jest nudna lub głupia. Na szczęście oswoiłam się z tym i takie opinie mnie nie dotykają. Natomiast jest bardzo wiele osób, które chcą autorowi coś powiedzieć, podzielić się uczuciami, własną historią, którą przeżywają w oparciu o książkę. Mówią też, czego w przedstawianych opowieściach im brakuje, a czego jest nadmiar. Czasami też dostaję cenne uwagi warsztatowe. Na przykład nie zdawałam sobie sprawy, że pisząc nadużywam wykrzykników przy wypowiedziach moich bohaterów, na co zwrócili mi uwagę czytelnicy. W takie rzeczy warto się wsłuchać, brać do serca i poprawiać warsztat na bieżąco, bo uważam, że z każdą książką autor powinien pisać lepiej i się rozwijać. Dlatego w obecnych czasach bardzo sobie cenię szybki kontakt z czytelnikami, którzy piszą swoje opinie w internecie.

Myślę, że dużą wartością dla autora jest właśnie dzielenie się czytelników swoimi emocjami i doświadczeniami.

Zgadza się. Często się zdarza, że po przeczytaniu książki, czytelniczka chce się podzielić swoją refleksją albo przedstawić sytuację, w której aktualnie się znajduje. Najbardziej się cieszę, gdy moja książka daje choćby małą wskazówkę, pomocną czytelnikowi w danym momencie życia. Odbiorca może mieć problem, przeżywać trudną sytuację, a lektura mojej książki staje się impulsem do zmiany, rozwiewa obawy przed podjęciem ryzyka i zrealizowaniem marzeń. Dla mnie, jako autora, najprzyjemniejszy moment pracy to ten, kiedy widzę, że czytelnikowi lektura książki dała coś więcej poza samym czytaniem, wtedy wiem, że moja praca ma sens i warto to robić. To największa nagroda dla autora.

W swojej najnowszej książce „Róża wiatrów” poruszasz problemy, które nadal są trochę tematem tabu, choćby alkoholizm kobiet, czy wątpliwości w budowaniu związku. Zwracasz na nie bardzo delikatnie uwagę.

Są problemy, z którymi boryka się bardzo wiele osób i wiele się z nimi styka, jak choćby alkoholizm kobiet, który w naszym kraju do dzisiaj właściwie jest tematem, o którym trudno się mówi.

Może moja książka stanie się dla kogoś impulsem, żeby zmierzyć się ze swoimi kłopotami, albo zacząć o nich otwarcie mówić. Wstydzenie się, tkwienie w zamknięciu to zaklęty krąg, który trzeba przełamać. Jedna z moich bohaterek walczy z nałogiem, mam więc nadzieję, że może którejś z czytelniczek dzięki jej postaci będzie łatwiej przyznać się przed sobą, z czym się boryka i poszukać wyjścia z tej sytuacji.

Podobnie z problemami w związkach. Żyjemy bardzo szybko, nasza kondycja psychiczna staje się coraz słabsza. Wiele związków, nawet udanych, ma swoje kryzysy i trudności. Jeśli Łukasz i Matylda – bohaterowie powieści, mogą podpowiedzieć, jak je rozwiązać, będzie to dla mnie wyłącznie powodem do zadowolenia.

Powieść jest wielowątkowa i porusza wiele różnych ważnych kwestii, jak choćby relacja rodzic – dziecko.

Ta kwestia dotyczy wielu z nas, bo relacje z rodzicami nie są łatwe. Choć jesteśmy blisko siebie, to jednak rodzą się między nami różnego rodzaju konflikty i problemy. W „Róży wiatrów” opisuję ekstremalny przypadek, który dotyczy opuszczenia dziecka przez rodzica i jego bolesnej traumy, bo ono nie wie, czemu ta sytuacja nastąpiła, obwinia się za odrzucenie. Myślę, że my, jako rodzice, powinniśmy podchodzić do naszych dzieci z dużą uważnością, żeby mieć świadomość, co może je zranić i wpłynąć na dalsze życie i kształtowanie się psychiki. Warto się zastanowić, czy nie popełniamy jakiś błędów, warunkujących dalsze życie młodego człowieka.

Co skłoniło Cię do napisania tej historii, inspirujesz się zasłyszanymi historiami?

To prawda, uważna obserwacja świata skłania mnie do przemyśleń, ale nigdy obraz przedstawiony w książkach nie odnosi się do rzeczywistości w wersji jeden do jednego. Lubię poruszać tematy, które obchodzą moich czytelników i są aktualne. Historię buduję wokół jakiegoś bohatera, akurat w tym cyklu wokół Matyldy, która jest rękodzielniczką i urządza mieszkania do sprzedaży. Kobieta jest introwertyczką, a musi się zmierzyć z nową dla niej sytuacją, czyli spotkaniem z nieznajomymi ludźmi i wejściem w ich życie. Oprócz niej jest wiele postaci, a każda z nich niesie swoje problemy, emocje i sytuacje, z którymi się boryka. Opowieść zbudowana jest jako nieustanna konfrontacja postaw, charakterów i dążeń ludzi, który spotkali się trochę przypadkowo i zdecydowali się połączyć swe losy – tak jak często zdarza się nam w życiu.

W podziękowaniu do książki napisałaś, że cieszysz się, że tworząc powieść ponownie osadziłaś ją nad naszym morzem.

Bardzo lubię morze, ale mieszkając w Krakowie większość wakacji spędzałam w górach. Mam ogromny sentyment do Bałtyku i kiedy tylko mogę, staram się tam spędzać czas. Wydaje mi się, że nostalgia nadmorska, smutek i tęsknota bezmiaru wody jest bardzo ciekawym tłem dla ukazania dość skomplikowanej historii. Bardzo mi to miejsce pasowało dla przedstawienia gry uczuć i charakterów moich postaci.

Pałac w Drozdowie naprawdę istnieje?

To jest zupełnie wymyślona rezydencja, która powstała w oparciu o to, co zaobserwowałam na polskim Wybrzeżu. Jest tam wiele zabytków, które popadły w ruinę i nie wróciły już do czasów swojej świetności. Jest też oczywiście wiele takich, które przejęli prywatni inwestorzy, doprowadzili je do rozkwitu i cieszą się one dużym powodzeniem turystów. Przy okazji chciałabym, aby moje książki, osadzone w realnej jak w tym przypadku miejscowości, czyli w Dębkach, stały się zachętą do rozejrzenia się po własnej okolicy i poznania historii regionu.

Pracujesz nad kolejna książką?

Tak, przygotowuję jeszcze jedną niespodziankę dla moich czytelników. Książka ukaże się jeszcze w tym roku, będzie to zimowa powieść.

Też nad morzem?

Nie, staram się, by każda powieść miała trochę inne tło, toczyła się w innej scenerii, więc tym razem akcję osadziłam w fikcyjnym małym miasteczku.

 


Zobacz także

14 uczciwych do bólu prawd, do których powinniśmy się przyznać i nie mieć z tym żadnego problemu

Nie lubię płakać przy innych. Łzy to słabość, to bezradność. Ale ja czasami inaczej nie potrafię. Przepraszam

Przestań całować żaby i spotkaj w końcu swojego księcia. To wcale nie jest niemożliwe