Lifestyle

Dłonie i stopy tak piękne, że… zapiejesz z zachwytu! The Rich Hand Cream & The Rich Foot Cream

Redakcja
Redakcja
30 maja 2022
 

Dłonie i stopy to nasze wizytówki i czy tego chcemy, czy nie, zdradzają wiele naszych tajemnic. Można z nich wyczytać styl życia, podejście do pielęgnacji, a nawet niektóre dolegliwości. Dlatego troska o nie powinna być częścią codziennych rytuałów do zdrowia i urody. Tym bardziej, że kompleksowa pielęgnacja dłoni i stóp nie musi być ani trudna, ani czasochłonna. The Rich Hand Cream i The Rich Foot Cream marki Herbus Cosmetics już od pierwszej chwili widocznie poprawiają stan skóry, zapewniają komfort i ulgę, a przy regularnym stosowaniu skutecznie regenerują nawet bardzo zniszczoną skórę. Skoncentrowana formuły sprawiają zaś, że są dwa razy bardziej wydajne niż zwykłe kremy. Użyj a… zapiejesz z zachwytu! 

Nasze dłonie nie mają łatwego życia. Codziennie, i to wielokrotnie, narażone są na podrażnienia. Kurz, środki czystości, promieniowanie UV, wiatr, mróz, dezynfekcja częste mycie w ciągu dnia – jest mnóstwo czynników środowiskowych, które mają negatywny wpływ na stan skóry dłoni. A jeśli dodamy do tego nieprawidłowo dobrane od potrzeb kosmetyki, problem tylko się pogłębia.

Szorstkość, suchość, wiotkość, uczucie ściągnięcia, swędzenie czy pieczenie to najczęściej występujące dolegliwości, które dłoniom odbierają urodę, a nam komfort życia. A stopy? Na nich, dosłownie, spoczywa cały ciężar ciała. Z uwagi na to obciążenie, skóra stóp jest grubsza niż w innych partiach ciała i ma swoje specyficzne problemy, do których zaliczamy przede wszystkim suchość, tendencję do pękania, zrogowacenia, nadmierną potliwość i nieprzyjemny zapach, a nawet zmiany związane z grzybicą. A to już nie kwestia estetyki, a zdrowia. Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie te informacje i dodamy fakt, że skóra dłoni i stóp pozbawiona jest gruczołów łojowych, oznacza to osłabioną naturalną barierę ochronną. Należy ją szybko i skutecznie wzmocnić tak, aby dłonie i stopy były powodem do dumy, a nie źródłem wstydu.

Dlaczego kosmetyki HERBUS, a nie żadne inne?

Mądra pielęgnacja kosmetykami Herbus zapewnia wszechregenerację skóry dłoni i stóp: błyskawiczne i dogłębne nawilżenie, wygładzenie, a także uczucie natychmiastowej ulgi i długotrwałej ochrony. Ich skoncentrowane formuły sprawiają, że starczają na 2 razy dłużej, a ich „zielony” zapach pokochają członkowie całej rodziny. Produkty zostały przebadane dermatologicznie, są odpowiednie do każdego rodzaju skóry, nawet tej wrażliwej, bezpieczne dla kobiet w ciąży, matek karmiących i dzieci powyżej 3. roku życia (a krem do stóp także dla diabetyków).

KREM DO RĄK INTENSYWNA REGENERACJA

Służy silnej regeneracji podrażnionej, szorstkiej, przesuszonej i narażonej na trudne warunki pogodowe skóry. Już od pierwszej chwili pozwala poczuć komfort i ulgę, a przy regularnym stosowaniu regeneruje nawet bardzo zniszczone dłonie, działając korzystnie na równowagę
mikrobiomu na powierzchni skóry.

Jego naturalny skład jest tak skuteczny, a zarazem delikatny i bezpieczny, że po The Rich Hand Cream mogą sięgnąć osoby ze skłonnością do AZS, łuszczycy i egzemy. Jego receptura pełna jest substancji o sprawdzonym działaniu: babka lancetowata wszechregeneruje, kompleks na bazie probiotyku równoważy mikrobiom skóry, inulina działa prebiotycznie, urea nawilża, niacynamid wyrównuje koloryt i zapewnia elastyczność, masło shea regeneruje i daje uczucie odżywienia, lanolina działa ochronnie i wygładza, ferment drożdżowy przywraca zdrowy wygląd skóry, polisacharydy nawilżają i łagodzą.

Co ważne, i wygodne, krem łatwo się rozprowadza i szybko się wchłania (nie klei się), tworząc na powierzchni skóry ochronny, nietłusty film. Dzięki The Rich Hand Cream skóra dłoni będzie zregenerowana i nawilżona od pierwszej chwili, odmłodzona i z wyrównanym kolorytem, miękka, wygładzona i elastyczna oraz ukojona i ochroniona przed działaniem negatywnych czynników zewnętrznych.

KREM DO STÓP INTENSYWNA REGENERACJA

Nawet ekstremalnie zniszczona skóra doświadczy niebywałej poprawy jej stanu po użyciu intensywnie regenerującego kremu do stóp Herbus. The Rich Foot Cream służy silnej regeneracji i zmiękczeniu twardego naskórka, przeciwdziałając procesowi nadmiernego rogowacenia i pękania pięt. Zmniejsza problem wysokiej potliwości stóp, niwelując przykre zapachy.

Jego skład został zrodzony z tradycji i oparty na wszechregenerującej mocy babki lancetowatej oraz znanego ze swoich zmiękczających i mikrozłuszczających właściwości mocznika w aż 20% stężeniu. Recepturę uzupełniają działająca odświeżająco szałwia, niwelująca nieprzyjemny zapach usnea barbata, regenerujące masło shea, przeciwdziałająca potliwości frakcja z olejku z drzewa herbacianego, wygładzająca lanolina oraz przywracający zdrowy wygląd ferment drożdżowy.

Efekty? Skóra miękka i gładka, jak po zabiegu pedicure, a przy tym chroniona przed rozwojem bakterii i grzybów, odświeżona i zrelaksowana. Jak każdy kosmetyk marki Herbus, ten także szybko się rozprowadza i wchłania, nie klei i pozostawia nietłusty film. Należy
aplikować go na stopy minimum raz dziennie, a zastosowany w większej ilości sprawdzi się jak mocno regenerująca maska.

  • Krem do rąk Intensywna Regeneracja, The Rich Hand Cream, sugerowana cena detaliczna 37 zł (75 ml)
  • Krem do stóp Intensywna Regeneracja, The Rich Foot Cream, sugerowana cena detaliczna 37 zł (50 ml)

Więcej informacji na www.herbuscosmetics.com oraz na social mediach marki Herbus Cosmetics.


Lifestyle

„Dla matki zawsze byłam tą gorszą”. Rodzice kochają jedno dziecko bardziej, czy po prostu inaczej?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
30 maja 2022
dłoni
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
 

Na zdjęciach wyglądali pięknie. Dwie ładne siostry, uśmiechnięci rodzice. Ale każde z nich kryło w sobie tajemnicę. Agata ukrywała to, że czuje się niekochaną córką. Marta nie potrafiła powiedzieć, że wcale nie czuje się wyróżniona. To bardziej presja, którą wywiera na niej mama. Z kolei Ewa, ich matka popełniała błędy, bo nie potrafiła poradzić sobie z macierzyństwem. Czy po latach trzy kobiety mogą dojść do porozumienia? I co się musi stać, żeby do tego doszło.

Agata: Do czwartej rano sprzątałam i piekłam schab ze śliwkami, chociaż sama jestem weganką. Ale to ulubiona potrawa mamy. Rodzice i Marta mają przyjść na obiad. Wyciągam sukienkę w kwiaty kupioną w lumpeksie, kocham kolorowe ubrania. „Ślicznie wyglądasz” rzuca Marcin. Jestem spięta, bo rodzina dawno u mnie nie była. Wstydzę się ich zapraszać. Żyjemy w 48 metrach z dwójką dzieci, ja jeszcze w domu projektuję. Ale dziś panuje niemiecki porządek.

Moi bliscy pojawiają się, gdy na zegarze w salonie wybija 14.00. Marta z mamą nie tolerują spóźnień. Wyglądają olśniewająco. Szczupłe, krótko obcięte blondynki w eleganckich sukienkach. Próbuję odgonić myśl, że wyglądam przy nich, jak uboga krewna. Tata zachwyca się, jak ładnie posprzątałam, mama z Martą stoją w kuchni i rozmawiają o klientce, której mąż wyprowadził pieniądze zagranicę. Jeszcze rok, dwa lata temu wyszłabym z kuchni porozmawiać z tatą, a wieczorem płakałabym, że mama znów mnie nie widzi. Dziś mówię: – Skończcie już pracować, starałam się, macie się zająć nami. Przerywają rozmowę. Marta głaszcze mnie po głowie: – Jasne, siostra.

Wspomnienia

Marta jest ta lepsza. Rozumiem to w liceum. Wzorowa uczennica, mistrzyni szkolnej siatkówki. Ja lubię malować rysować, matematyki i historii nie znoszę. Nienawidzę sportu. Wdałam się w tatę. „Weź się za siebie, Marta codziennie po szkole biega” rzuca mama, gdy zaczynam tyć. Zawsze jest Marta to, Marta tamto. „Chcę urządzać ludziom mieszkania albo być malarką” mówię. Mama przewraca oczami. Siostra marzy o prawie. „Moja krew” chwali się mama na koleżankom i rodzinie. Kilka sytuacji, które wciąż bolą. Jesteśmy z rodzicami na na żaglach, z ich znajomymi i dziećmi. Dopływamy na cypel, wszyscy się kąpią. Gdy stoję w kostiumie kąpielowym mama mówi: „No dziewczynki mają tendencje do tycia po mnie. Tyle że Agata sobie folguje, a Martusia jest zdyscyplinowana”. Słyszy to kilkanaście osób, chcę zapaść się pod ziemię. Albo rodzinne święta.

Mama przez godzinę opowiada o sukcesach Marty. W końcu jedna z ciotek pyta: „A co u Agatki?”. „U Agaty jak zwykle. Miłosne rozterki i rysowanie”. Rodzice wyjeżdżają, marzę o urządzeniu imprezy. „Nie powiem nikomu, pod warunkiem, że wszyscy wyjdą przed północą” ostrzega Marta. Całą imprezę siedzi zamknięta w pokoju, uczy się. O północy wpada do salonu, zapal górne światło, wyłącza muzykę. ”Musicie już iść” komenderuje, jestem wściekła, że robi mi obciach przed znajomymi. „Czy ty jesteś emerytką” krzyczę. „Obiecałam, że wszystko dopilnuję”. Ona dopilnuje. Również mnie, tej nieodpowiedzialnej, która z pewnością podpali dom. Marta jest moim lustrem, w którym widzę jaka jestem niefajna.

Marta zdaje na prawo i tym samym zyskuje kolejny punkt w oczach mamy. Tych punktów jest wciąż więcej. Języki, wspinaczka, samodyscyplina. „Daj te rachunki, Marta je zapłaci, na niej można polegać”, „Wolę, żeby Marta pomyła okna, robi to dokładniej” mama nieustannie stawia ją za wzór. Siostra od niej uczy się traktowania mnie jak ofiarę. „Nie wiem, jak ty możesz tak odpuszczać” wzdycha Marta, gdy rozważam, czy mam tyle odwagi, by zdawać na ASP. „Jak będziesz wciąż się bać, przegrasz życie” wtóruje mama.

Nawet, gdy dostaję się na studia mama nie umie mnie pochwalić. „No dobrze, dziecko, ale z czego ty będziesz żyć. Artyści klepią biedę”. Mijają lata. Poznaję Marcina, wychodzę za mąż, rodzę dziecko. Marta robi karierę w znanej kancelarii, potem otwiera swoją. Pieniądze daje jej mama. Dowiaduje się o tym tylko dlatego, że miesiąc później proszę ją, by pożyczyła nam na rok 30 tysięcy, bo chciałabym mieć wkład w większe mieszkanie. „Masz męża, on musi o was zawalczyć. Poza tym nie mam teraz wolnych środków, wszystko dałam Marcie. Wiesz, ona jest sama, a ma ogromny potencjał”. Pieniądze dostaję od taty, sprzedaje swój samochód, żeby mi pomóc. Kiedyś wpadam do firmy siostry. Parter w pięknej kamienicy. Dwie stażystki przyjmują mnie w holu. „Była pani umówiona z panią mecenas?”. Ma 34 lata i dwanaście osób pod sobą. Podziwiam jej siłę.

Uświadomienie

„Babski, cudowny wyjazd na Maltę, co wy na to”. Marta wpada do domu rodziców machając mapą Malty i Gozo, którą dostała od przyjaciółki. „Wyjmiemy hotel z basenem, będziemy piły drinki z palemka” kusił. „Sama nie wiem, Maja” pokazuje na bawiącą się na podłodze trzyletnią córkę. „Polecimy wszystkie, ja płacę za bilety. Siostrzeniczka też się zabawi”. Głupio mi się wycofać, mama też się cieszy. „Jak ja zniosę dwie perfekcjonistki” mruczę do Marcina. Pierwsze spięcie już na lotnisku. „Co ty tak ją wciąż nosisz! Przecież ona ma już trzy lata” poucza Marta. „No tak, w końcu masz tyle dzieci, że na pewno wiesz, jak je traktować” nie wytrzymuję. Marcie szklą się oczy, mama patrzy z wyrzutem. „Nie można tak, dziecko”. Nie wierzę. A ona może mnie pouczać? Męczę się z nimi we wspólnym apartamencie. Denerwuje je źle odłożona zabawka, ręczniki leżące na podłodze w łazience, kubek. „Mamo, z dzieckiem nie da się mieć idealnego porządku”. „Ja miałam” rzuca matka. To jest ich wyjazd, ja biegam za Mają. Widzę jakie są do siebie podobne. Zajęte polityką, analizowaniem spraw prawniczych. Męczą mnie te rozmowy. „Chyba zostałam adoptowana” pisze do Marcina. Na Malcie ciągle mi niedobrze, po powrocie robię test ciążowy. „Będziemy mieli dziecko” mówię mamie. „W tym małym mieszkaniu? Jak dacie radę, jak będziesz pracować. Potem już nic nie osiągniesz”.

Po urodzeniu Stasia jestem na granicy załamania nerwowego, nie śpię. Gdy syn kończy rok koleżanka, której pomogłam urządzać mieszkanie przekonuje mnie, że muszę coś ze sobą zrobić. „Piękne są twoje aranżacje, napisz do tej firmy, szukają architektów wnętrz, możesz pracować zdalnie” wręcza mi wizytówkę, a ja przez kilka tygodni nie potrafię się zebrać. Bo przecież na pewno nie odpiszą. A nawet jak odpiszą, to gdzie. Ja w korporacji? Niczego się nie bałam tak, jak rywalizacji. „Byłam u świetnej terapeutki w Łodzi” oznajmiła druga koleżanka, która widzi nieustanne zmagania z samym sobą. Żadne czary mary, to psychologiczna hipnoza, której celem jest dotarcie do wspomnień, które wypieramy, bo są za trudne. A te wspomnienia są ważne, bo nas ukształtowały. Pomyślałam: „co mi szkodzi”.

W gabinecie psycholożki myślę jeszcze, że kompletnie zwariowałam. Marta z mamą uznałyby, że trzeba mnie leczyć. „Policzę do dziesięciu i zaśniesz” to ostatnie słowa, które słyszę. Pojawiają się obrazy. Większość związanych z domem rodzinnym. Mam 4 lata, Marta 6. Mama uczy nas jeździć na rowerze. Przewracam się, mama podbiega, zaczyna mnie szarpać. „Dlaczego Ty nie możesz być jak Marta! Zobacz jak ładnie już jeździ, z nią nie mam takich problemów”. Drugi obraz. Mam niecałe trzy lata. Szukam mamy po mieszkaniu, ze strachu płaczę. Wchodzę w końcu do pokoju, gdzie mama przytula Martę. „Moja ukochana córeczka” mówi głaszcząc ją po włosach. Po seansie u terapeutki ponad godzinę dochodzę do siebie w samochodzie. Nie mogę oddychać. Nienawidzę ich obu.

Konfrontacja

W rodzinnej kawiarni pełno dzieci. Wpadłyśmy tu z Martą po niedzielnym spacerze. „Zaraz oszaleję. Po co ludziom tyle dzieci” jęczy. Uśmiecham się, choć czuję narastającą irytację. „A wiesz, że w przyszłym tygodniu kupuję działkę w Węgorzewie, będziecie do mnie przyjeżdżać” rzuca. W przyszłym tygodniu, a ja nic o tym nie wiem. „Świetnie, niezła jesteś, że tyle zarabiasz”. „Rodzice mi pomagają, sama nie dałabym rady”. „Słucham!?” wybucham. Już nie potrafię opanować emocji. Krzyczę, ludzie na mnie patrzę.” Naprawdę kupują ci działkę, co jeszcze?!”. Marta siedzi osłupiała, milczy. A mi wylewają się żale gromadzone od lat. „Ty ulubienico mamusi, czuję się przy tobie nikim i nie wytrzymam ani chwili dłużej” rzucam na końcu. Łapię ubrania Mai i Stasia, wybiegam z kawiarni.

Zmiana

Marta, siostra: Po wybuchu Agaty przez pół godziny nie mogłam się ruszyć. O czym ona mówi, skąd ten atak. I to moja ukochana, delikatna siostra? Której mama kilka razy proponowała pieniądze, ale ona nigdy ich nie chciała? Nagle uświadomiłam sobie, jak dwie osoby mogę różnie widzieć tę samą sytuację. Zazdrościłam Agacie miłości ojca. Tata często powtarzał. „A Agatka uważa to i tamto”. „Agatka to moja artystka, zdała na ASP”. Uwielbiał ją. I nie czułam się wcale ulubienicą mamy. Mama raczej wywierała na mnie presje. „Ty jesteś ta starsza, bardziej odpowiedzialna”. Chciałam temu sprostać. Mama zawsze była nerwowa. Pokrzykiwała, w dzieciństwie potrafiła nas szarpnąć, czy powiedzieć coś raniącego. Do nas obu, nie tylko do Agaty. Ale Agata szła swoją drogą, ja nie potrafiłam się mamie przeciwstawić. Podziwiałam siostrę za niezależność i wiele innych rzeczy. Chciałam mieć jej talent do malowania, do dziś pamiętam, jak wygrała ogólnopolski konkurs i wywołano ją na apelu.

Byłyśmy inne, ale zawsze blisko siebie. Do Agaty jako pierwszej dzwoniłam w ważnych chwilach. Gdy postanowiłam założyć kancelarię, wygrałam ważną sprawę, gdy miałam kiepski czas, bo rozstałam się z facetem. Zazdrościłam jej podejścia do mężczyzn, ciepła, czułości i cierpliwości. Każde odwiedziny u niej i Marcina odchorowywałam. Ciepłe, kolorowe wnętrze. Agata potrafi wyciągnąć meble ze śmietnika i tak je odrestaurować, że zapiera dech. Śmiejąca się rodzina, czułość. Wracałam do mojego mieszkania i płakałam, że spotykam samych beznadziejnych facetów. Że nie mam dzieci. Nigdy w życiu mi nie powiedziała, że coś jej nie pasuje. Czasem nawet ją pouczałam; „Bądź asertywna, walcz o siebie, jesteś tak utalentowana, że możesz zrobić karierę, ale musisz po to sięgnąć. Irytowało mnie, że się marnuje. Ale gdyby ona chociaż raz powiedziała mi: „stop, to moje życie”. Nie zrobiła tego. Jak miałam się domyślać? Po scenie, którą mi zrobiła czułam się strasznie. Nie odzywałam się do niej miesiąc, bo nagle uznałam, że wszystko co sobie myślałam o siostrze to iluzja, bo ona mnie nienawidzi. Zadzwoniłam do niej dopiero na urodziny. „Spotkajmy się na wino” poprosiłam.

Matki nie chcą źle, ale….

Ewa, mama Agaty i Marty: Marta zadzwoniła zapłakana, że Agata jej nienawidzi. Pierwszy raz chyba widziałam córkę w takim stanie. Byłam w szoku, bo nigdy nie czułam, że wyróżniam którąś z nich. Były zupełnie inne. Marta bardziej podobna do mnie, Agata do męża. Do pewnego momentu bardziej się o Agatę martwiłam. Chciałam nią potrząsnąć. Zawsze rozkojarzona, zamyślona, delikatna. Bałam się, że zginie we współczesnym świecie. Ale to Agata poradziła sobie lepiej, ma wspaniałego męża, dwoje dzieci, wielu naszym znajomym aranżowała wnętrze, wszyscy byli zachwyceni. Martwiłam się, że Marta nie może ułożyć sobie życia, czułam się za nią odpowiedzialna, więc poświęcałam jej więcej czasu.

Bywało, że szłyśmy razem na kolacje, wyjeżdżałyśmy na weekend. Nie proponowałam Agacie, bo ona zawsze stawiała na rodzinę. Po telefonie Marty próbowałam się skontaktować z Agatą. „Potrzebuję czasu” odpisała. Na początek byłam zła. Co to za egocentryczne fanaberie. Ale tęskniłam za wnukami, tęskniłam też za córką. „Czy ja kiedyś wyróżniałam Martę?” spytałam w końcu męża. „Mogło tak czasem wyglądać” przyznał. To mnie jakoś dobiło. Chciałam być inną matką niż moja mama, która całe życie wyróżniała moją starszą siostrę. Analizowałam dzieciństwo i dorastanie dziewczynek. Marta urodziła się i wszystko od początku było z nią proste. Jadła o określonych godzinach, spała w nocy. Wiecznie uśmiechnięta. Dziewczynka ideał. Agata była dla mnie szokiem. Nieprzespane noce, kolki, później, gdy dorastała zawsze trzymała się na uboczu. Nie lubiła się przytulać, Marta uwielbiała. Czasem Agata mnie złościła, ale jednocześnie bardzo ją podziwiałam. Miała w sobie niezależność, której ja i Marta nie miałyśmy. Córka zarzucała mi perfekcjonizm, obsesyjne zdyscyplinowanie. Nie wiem, czy mogłam być inna. Moja mama piła, zajmowałam się też chorym tatą. Trudno mi było w życiu odpuścić.

Agata: „Bierz od innych to, co mają najlepsze. Doceniaj ich za to, wybacz im to, czego nie robią”. Tak mawia Marcin. Rozmowa z Martą była oczyszczająca. „To ja ci zazdrościłam” przekonywała pijąc kolejny kieliszek wina. Ustaliłyśmy zasady. Rozmawiamy szczerze, mówimy co nas boli. Stawiamy granice mamie. Obie. Doceniamy, że jesteśmy inne, bo możemy się nawzajem od siebie uczyć. I śmiałyśmy się: no dobra, taki los, jedna jest córeczką mamusi, druga tatusia. Od tego czasu mi łatwiej, choć wciąż myślę, żeby pójść na terapię i naprawdę wszystko przerobić. Bo jedną rozmową nie da się tak wszystkiego załatwić nawet jeśli mama zaczęła się teraz bardziej starać.


Lifestyle

„Po półtora miesiąca siłowania się z tym, czy jestem w stanie wstać czy nie, położyłam się do szpitala psychiatrycznego”

Redakcja
Redakcja
30 maja 2022
„A więc stało się. Po półtora miesiąca siłowania się z tym, czy jestem w stanie wstać czy nie, leżeniu przy zasłoniętych zasłonach i absolutnym festiwalu nienawiści do samej siebie, położyłam się do szpitala psychiatrycznego. Prywatnego. To nie pierwszy raz” – pisze na Facebooku Małgorzata Halber.

Choroby psychiczne to temat, którego raczej staramy się unikać. Chorzy psychicznie, często z braku dostatecznej wiedzy o swojej chorobie, żyją z boku, ze stygmatem, napiętnowani. Do tego na co dzień mierzą się z ogromnym problemem, jakim jest dostęp do bezpłatnej opieki medycznej. Kolejki do specjalistów, nawet te „prywatne”, nie kończą się…

W obszernym wpisie na Facebooku Małgorzata Halber, dziennikarka, filozofka, rysowniczka i pisarka, mocno uderza w polski system opieki zdrowotnej, szczególnie – odpowiedzialnej za zdrowie psychiczne Polaków.

Halber opowiada, jakim problemem było dla niej podjęcie decyzji o skorzystaniu z prywatnej opieki medycznej. „Siłowanie się polegało na tym, że chciałam do publicznego. Bo raz, że przecież kurwa płacę te podatki, a dwa: bo to niesprawiedliwe. Bo dlaczego ja mam mieć lepszą opiekę tylko bo, o”  – pisze.
„Moja psychiatra popatrzyła wtedy na mnie i powiedziała: „pani będzie miała w prywatnym lepszą opiekę. Naprawdę, jeśli to nie jest kwestia pieniędzy, tylko jakieś etyczne opory, to proszę się kłaść” – dodaje Małgorzata.

Pisarka wylicza, za co w prywatnym szpitalu psychiatrycznym płaci się tak horrendalne (nie podaje kwoty) pieniądze. Okazuje się, że korzystając z prywatnej opieki psychiatrycznej, pacjent ma codzienny kontakt z lekarzem – co najmniej pół godziny sam na sam. Podczas spotkania lekarz spisuje wszystkie objawy, nanosi poprawki w karcie pacjenta. Pacjenci prywatnej placówki mają zapewnione cztery rozmowy z psychologiem tygodniowo! W pokoju jest łazienka, a na korytarzu zawsze dostępny pielęgniarz. Dwa razy dziennie pacjenci uczestniczą w terapii grupowej/zajęciowej.
Dwa razy dziennie, podkreślam to, bo pamiętam bardzo dobrze jak w książce „Głośnik w głowie”, Aneta Pawłowska-Krać pisała, że tym, co doskwiera pacjentom psychiatrycznym jest nuda. Oczywiście nie tylko, ale mówimy tu o pobycie na oddziale” – pisze Małgorzata Halber.
„Na sam koniec powiem że tak, leżałam w państwowym szpitalu. Na materacu na korytarzu w stołówce między gabinetem zabiegowym a palarnią. Obchód wyglądał tak jak wspominałam wcześniej, lekarz pytał mnie w obecności 10 stażystów jak się pani dzisiaj czuje, zapisywał i szedł dalej. O psychologu to może nawet nie będę wspominać” – dodaje.

Przeczytajcie cały jej wpis na Facebooku. To niezwykle ważne.


Z raportu OECD wynika, że w 2016 roku około 84 mln mieszkańców Unii zmagało się z zaburzeniami psychicznymi takimi jak depresja, zaburzenia lękowe oraz zaburzenia związane z używaniem alkoholu i narkotyków. „Choroby psychiczne dotykają przede wszystkim Finów, Holendrów i Francuzów (ok. 19 proc. populacji), zaś w najmniejszym stopniu Polaków, Bułgarów i Rumunów (poniżej 15 proc.). (…) Zdaniem autorów raportu te różnice między krajami mogą wynikać z większej wiedzy obywateli i świadomości o zdrowiu psychicznym oraz mniejszej stygmatyzacji związanej z chorobami psychicznymi, a także z łatwiejszego dostępu do usług w tym zakresie” – czytamy w opracowaniu senackiego Biura Analiz, Dokumentacji i Korespondencji z 2019 roku.

fot. Boyloso/iStock

Mity dotyczące chorób psychicznych, które należy obalić

1. Tylko słabi ludzie chorują psychicznie

Prawda jest taka, że zachorować może każdy, zarówno osoba o silniejszej, jak i słabszej konstrukcji psychicznej. Choroby psychiczne nie są wynikiem słabości, lecz połączeniem doświadczeń życiowych (traumy) i podłoża biologicznego. To, w jakim stopniu ktoś jest podatny na zaburzenia i choroby, wynika nie tylko z danej sytuacji i kondycji psychicznej człowieka, ale i mieszanki genów, które warunkują pewne predyspozycje.

2. Nie można uciec od choroby

Ponieważ choroby psychiczne, podobnie jak nowotwory mogą być zapisane w genach, predyspozycje do zachorowania stają się większe. W wielu przypadkach choroba nie musi dotknąć danej osoby. O ile trudno uciec przed genami, z powodzeniem można minimalizować czynniki ryzyka, takie jak np.ekspozycja na traumatyczne przeżycie, które wpływa na prawdopodobieństwo, że narażone na nią osoby, będą miały problemy ze zdrowiem psychicznym.

3. Dzieci nie chorują psychicznie

Niestety, to nie prawda. Może się wręcz okazać, że liczba dzieci z zaburzeniami psychicznymi jest niedoszacowana, ponieważ objawy u małych pacjentów nie są brane serio, ale raczej jako cecha charakteru czy fanaberie inaczej zachowującego się dziecka. Z tego powodu mniej niż 20% dzieci i młodzieży z rozpoznawalnymi zaburzeniami psychicznymi jest leczona, zgodnie z ich potrzebami, a to rzutuje na ich przyszłość. Statystyki wskazują, że połowa wszystkich zaburzeń psychicznych daje sygnały przed ukończeniem 14. roku życia, a trzy czwarte z nich rozpoczyna się przed wiekiem 24. lat.

4. Choroby psychiczne są nieuleczalne

Trudno rozpatrywać problem leczenia chorób psychicznych w kategoriach wyleczenia lub jego braku. Tu bardziej mówi się o progresie lub regresie, ponieważ stan chorych może się poprawiać i wiele z nich jest w stanie żyć, pracować, uczyć się i w pełni uczestniczyć w ich społecznościach. Leczenie to długotrwały proces, który może przynieść spodziewany efekt.

5. Osoby chore psychicznie nie nadają się do zwykłej pracy

To również nie do końca prawda. Pracownicy, którzy mają problemy psychiczne, ale otrzymują skuteczne leczenie, są tak samo wydajni, jak inni. W wielu przypadkach nie ma powodu z miejsca skreślać osoby leczącej się psychicznie. Wręcz przeciwnie — satysfakcjonująca praca może być czynnikiem stabilizującym stan pacjenta.

6. Tylko specjalista może pomóc choremu psychicznie

Owszem, terapia oraz leczenie farmakologiczne są często kluczem do sukcesu, ale wsparcie bliskich jest równie ważne. Osoby bliskie mogą nie tylko trwać przy chorym, ale wspierać go poprzez wyszukiwanie terapii, zachęcanie do podjęcia aktywności, zaangażowaniu w postępy w leczeniu. Ważne jest by bliscy nie zgadzali się na przyklejenie choremu etykiety „dziwaka” i w razie potrzeby rozmawiali z otoczeniem na temat choroby, by rozwiać niedopowiedzenia.

7. Wystarczy leczenie farmakologiczne

Niestety nie wystarczy wziąć kilka tabletek, żeby zapomnieć o problemie. Samo leczenie farmakologiczne nie daje takich efektów, jak połączenie farmakologii i dobranej do potrzeb pacjenta terapii. Spotkania ze specjalistą pomagają w budowaniu pewności siebie oraz uczą sposobów radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Żadne leki nie dadzą choremu narzędzi i umiejętności, które pozwolą na zwyczajne funkcjonowanie w społeczeństwie.


Zobacz także

Tych facetów unikaj jak ognia! Sprawdź, po czym ich poznać

Nie mów tego, jeśli nie chcesz być w toksycznym związku. 7 zakazanych zdań

Nie mów tego, jeśli nie chcesz być w toksycznym związku. 7 zakazanych zdań

Nie dajmy szkolnemu systemowi ograniczyć pasji w naszych dzieciach. Akcja „Lekcja przetrwania”