Lifestyle Związek

Czy patchwork może się udać? Ewa wierzyła, że tak, że jej mąż pokocha na równi jej córkę i ich wspólne dziecko…

Poli Ann
Poli Ann
17 listopada 2019
Fot. iStock/Sam Edwards
 

Z sądu wyszła zapłakana. Wiedziała, że rozwód to żadna przyjemność, ale to, co na sali sądowej zaserwował jej już były mąż, przeszło wszelkie granice. Pranie brudów, kłamstwa, próby udowodnienia, że źle się prowadzi i jest zimną materialistką. Batalia trwała kilka ładnych miesięcy. Zabrała Ewie spokój, poczucie bezpieczeństwa i osiem kilogramów. Dała w zamian anemię, nerwowość, brak zaufania do drugiego człowieka i strach przed jutrem.


Ewa nie dała sobie jednak taryfy ulgowej. Nie poszła na zwolnienie, choć szefowa namawiała. Dzielnie każdego dnia stawiała się w biurze, wykonując wszystkie swoje obowiązki. Zamieniła się w robota. Praca pomagała nie myśleć. Tu, Ewa zamrożona uczuciowo, była w stanie zapomnieć na chwilę o miażdżącej samotności, która przygniatała ją, gdy córka szła spać. Przy dziecku trzymała fason. W łóżku, nie mając już łez, tępo gapiła się w sufit nie czując nic. Tak, jakby sala sądowa zabrała jej możność odczuwania czegokolwiek. W marazmie trwała długo, nie oczekując od życia zbyt wiele. Uczyła się samodzielności. Była matką, córką, przyjaciółką, pracownicą i byłą żoną. Stworzyła sobie mały hermetyczny świat. Czuła się niepewnie, ale powoli stawała na nogi.

Ten jeden SMS wysłany do niej przez pomyłkę, odmienił wszystko.
Mamuś, zrób mi proszę pierogów z mięsem. Jutro wpadnę na pewno głodny jak wilk. Wołała jej komórka. Rozbawiła ją ta wiadomość. I nie wiedzieć czemu, zupełnie bez podtekstów, ot dla niewinnego żartu, odpisała: Z mięsem nie lubię. Robię pyszne z serem. 

Mężczyzna po drugiej stronie szybko zorientował się, że pomylił numery: Ach te telefony. Ma człowiek nowy model i się gubi. Z serem…A ze śmietaną? 

Nie inaczej. – śmiała się radośnie.

Nie była natarczywa. Nie ciągnęła rozmowy. Dopiero następnego dnia koło południa amator pierogów się odezwał: To jak? Mogę te pierogi?
Pierwszy raz od dawna, na chwilę odłożyła obowiązki: Hmm, jak dorobię, bo wszystkie zjadłam.
A co z talią? Ponoć nie lubi pierogów;)

Tych z mięsem. Te z serem uwielbia. Trzyma linię. 

I tak poszło. Kilka SMS-ów dziennie. Potem kilkanaście. Najpierw niewinnie i żartobliwie. Po kilku tygodniach zapytał o imię i resztę. Po pół roku pierwsza rozmowa przez telefon. Było spokojnie, choć jej drżały ręce.

Pierwsza randka w pierogarni. Oczywiście pierogi z serem i uśmiech od ucha do ucha. W końcu. Zakochała się. Emocje odtajały, przestała być robotem. Córka zobaczyła szczęśliwą mamę. Dawida poznała, gdy Ewa już była pewna swoich uczuć. Mała polubiła go. Robił im jajecznicę, wspólnie z mamą odbierał z przedszkola, przynosił prezenty. Wpadły obie. Po uszy. I matka, i córka.

Ślub był skromny. Mała Asia podawała obrączki i sypała ryżem pod urzędem. Po dziś dzień na komodzie stoi zdjęcie, na którym fotograf genialnie ujął bezgraniczną radość dziecka, a w tle nowożeńców.

Ewa w końcu miała dom i dobrego mężczyznę u boku. Czuła się spokojna i szczęśliwa. Zaszła w ciążę. Dawid szalał z radości. Nosił ją na rękach dosłownie i w przenośni. Chodził dumny jak paw, że zostanie ojcem. Szybko przemeblował pokój Asi nikogo nie zapytawszy o zdanie. Ewa nie zareagowała, bo przecież Dawid tak się cieszył, że będą mieli dziecko. Syna na dodatek. Nie zwróciła mu uwagi, gdy wyrzucił kilka zabawek Asi bez jej wiedzy, a które rzekomo zagracały przestrzeń. Ewa nadal go usprawiedliwiała. Przymykała oczy, kiedy podnosił głos na Asię, zawsze znajdując na to wytłumaczenie.

Szymek urodził się duży i silny. Ewa musiała mieć cesarkę, bo niemal pięciokilowego noworodka jej ciało nie dałoby rady urodzić samo. Dawid zajął się wszystkim. Gdyby mógł, to sam by syna karmił. Asi nie pozwalał się zbliżać do brata, uznając, że jest dla niego zagrożeniem. Był nerwowy. Nie pozwalał się Asi bawić przy małym, już nie czytał jej bajek na dobranoc, nie zabierał jej na spacer. Z synem chodził sam. Ewa myślała, że ta fascynacja mu minie, próbowała z nim delikatnie rozmawiać. Przecież są rodziną. Asia go uwielbiała i traktowała jak drugiego tatę. Teraz zaś, zbyt mała, by zrozumieć, czuła się odsunięta. Czasem nawet robiła Dawidowi na złość, by ten zwrócił na nią uwagę. Zwracał i owszem, krzykiem i burą taką, że Asia po kryjomu płakała w pokoiku. Coraz częściej.

Na nic były Ewy prośby. Dawid nie reagował, uważał, że Asi kochać nie musi. Był oschły, nerwowy i coraz bardziej agresywny. Ewa nie widziała już w nim amatora pierogów, w którym tak się zakochała. I choć dał się zaciągnąć do psychologa, to i tak nie przyjmował do siebie, że coś robi źle. A popełniał błąd za błędem. Swoją miłością do syna ranił Asię i Ewę. Codziennie.

Ewa przerażona zastyga i nie potrafi sprzeciwić się mężowi. On potrafi ją udobruchać. Kupi kwiaty bez okazji, zrobi kolację, zabierze do kina. Tylko o Asi  zapomina. Gdy jednak trzeba doprowadzić dziewczynkę do porządku, jakoś o niej pamięta. Surowo karze za najmniejsze przewinienia. Gdy Ewa jest w pracy i Dawid sam wymierza małej karę, potem się do tego nie przyznaje. Zarzuca Asi kłamstwo. I znów znajduje powód, by zabronić jej wyjść na dwór, zjeść batonika czy zaprosić koleżankę. Ewa nie ma już siły. Synek podświadomie czuje tę niesprawiedliwość. Dokucza siostrze za nic mając matki uwagi, bo już wie, że tata na karę nie pozwoli.

Ewa czuje się słaba. Dusi się w takim domu. Po cichu odkłada pieniądze. Żywi do męża urazę, boi się go. Czeka na jakiś moment, by zmobilizować się całkowicie i ewakuować się z tego patchworku. Patchworku, który niezszyty do końca, rozpruwa się coraz bardziej i nie daje nikomu już ciepła.


Lifestyle Związek

„Brakuje jej czasem powietrza. Walczy o każdy oddech, łapczywie łyka każdy gram powietrza i ma wrażenie, że waży ono tonę”. BEZ TCHU

Poli Ann
Poli Ann
6 grudnia 2019
Fot. iStock
 

Brakuje jej czasem powietrza. Ma wrażenie, że nie może złapać tchu, choć wszyscy dookoła oddychają pełną piersią? A ona nie wie, czemu coś zaciska jej na szyi pętlę i nie pozwala normalnie westchnąć. Walczy o każdy oddech, łapczywie łyka każdy gram powietrza i ma wrażenie, że waży ono tonę. Zasysa ją od środka. Żołądek przywiera do kręgosłupa wcale nie z głodu. Całe ciało jest pozbawione życia. Serce niby bije. Krew krąży. Ale to wciąż nie to…

Magda tak się czuje. Od razu, gdy wchodzi do pracy i widzi wzrok szefowej. Nie wie, wtedy czy ma się czołgać, bić pokłony czy przepraszać, że żyje. Nigdy nie wiadomo w jakim będzie humorze. Szefowa, bo Magda od jakiegoś czasu jest mdła. Zapomniała co to zły i dobry humor. Odcięła wszelkie emocje. Chodzi na wdechu. Jest tak spięta, że w pracy nie jada, ma problemy z wypróżnieniem i coraz częściej się myli. Najgorzej jest, gdy Natalka się rozchoruje. Wówczas głos szefowej i to jej pytanie Znowu? ściska żołądek Magdy do granic możliwości. Wtedy znów nie może nabrać powietrza. Łka po cichu w łazience wieczorami modląc się o nową pracę. Szuka, wysyła CV, ale rynek jest już nasycony. Nie tak łatwo coś znaleźć, a Magda z mężem mają kredyt. Bez jej pensji będzie trudno, a tu nieźle zarabia. Tylko kurczy się każdego dnia. Niedługo stanie się chyba beztlenowcem, bo na tym wdechu spędza połowę dnia. Czeka na jakiś podmuch wiatru. Może i burzę. Cokolwiek, co ją rzuci w inne miejsce, by już mogła spokojnie oddychać.

Beata. Powietrze zasysa, gdy słyszy zgrzyt klucza w drzwiach. To Paweł wraca z pracy. Mąż. Wchodzi uśmiechnięty i już Beata ma nadzieję na miłe popołudnie, gdy wzrok Pawła zatrzymuje się na….Dziś akurat na stole. Co tu taki syf? Coś ty robiła? – pyta już zimnym głosem, a oczy jego stają się granatowe. I nieważne, że dzieci właśnie zjadły obiad i chciały, by ułożyła z nimi puzzle. To zostawiła wszystko, bo przecież dzieciaki ciągle słyszą zaraz, nie teraz, za moment, bo zawsze czymś jest zajęta. I niby stara się nie reagować na przytyki męża. Tłumaczy mu, że to tylko rzeczy, ale jest jej przykro i tak cholernie niewygodnie. Dusi się we własnym domu, bo ciągle coś jest nie tak. A jak nie daj Boże niechcący ruszy jego konsolę do gier, to już w ogóle nie ma czym oddychać. Wczoraj z bezsilności się popłakała. Spieszyła się, przestawiała drukarkę i kabel od niej nieświadomie położyła na czymś od konsoli. Nawet nie wie jak to urządzenie się nazywa. Nie dotyka, nie używa, bo to jego i tyle forsy kosztowało. Afera była na cały wieczór. Ty chyba nie myślisz? – skwitował i czym prędzej ruszył konsoli na ratunek. Opatrzył, pogładził niczym Pan Kleks chore sprzęty. O tak, tam by się Paweł nadał. W Akademii Pana Ambrożego świetnie by się odnalazł.

Beata miała odwagę mu powiedzieć, że to tylko przedmiot, nic się nie stało, bo kabel jest lekki.

Puknij się w głowę! – usłyszała jak cedził te słowa patrząc na nią jakby z obrzydzeniem. I w tym momencie poczuła jak ją zasysa i że we własnym domu się dusi. Z każdym dniem staje się coraz bardziej obojętna. Zastyga w bezdechu i tak wegetuje w miejscu, gdzie choć zapuściła już dawno korzenie, to czuje się jak chwast. Brzydki, suchy i nikomu niepotrzebny. A wystarczy przecież tylko ciepłe słowo, wspólna kawa o poranku czy uśmiech serdeczny po całym dniu pracy, by kobieta rozkwitła najpiękniej jak to możliwe.


Lifestyle Związek

Narcyz nie ma jednej płci. Ma tylko jeden cel

Poli Ann
Poli Ann
8 października 2019
Fot. iStock

Pokochałaś narcyza, podlewałaś go swoim uwielbieniem, cierpliwością i uśmiechem. Wlałaś w niego całą miłość, jaką w sobie masz.

Najpierw był taki nieśmiały. Wiotka łodyżka, nieśmiało pnąca się mu górze dzięki Twojemu ciepłu.
Był taki piękny, kusił i pachniał tak nęcąco. Rozkwitał, mamił i wabił, karmiąc się Twoim ach i och. 
W końcu, zmęczona zaniechałaś tego trochę, bo sama potrzebowałaś, by dał Ci trochę siebie. Nie dał, oburzony Twoim nieśmiałym pytaniem. Trzasnął drzwiami, wykasował numer, usunął Cię z grona znajomych, a Ty nie wierzyłaś własnym oczom, co z niego uczyniła Twoja miłość. Odszedł, zostawiając Cię w poczuciu winy, że nie dajesz mu całej siebie po końcówki włosów. Chciałaś podlewać go dalej kosztem własnej dumy. Wyśmiał Cię, równając poczucie Twojej wartości z poziomem minus sto.
Chciał Cię zranić najmocniej jak można, a tak naprawdę nieświadomie wyświadczył Ci przysługę. Tak, tak. PRZY-SŁU-GĘ. Oddał Ci wolność, swobodę i spokój wewnętrzny. Już nie drżysz w obawie przed jego gniewem. Jesteś sama sobie sterem i żeglarzem. Może na małej łódce, ale dasz radę utrzymać się na powierzchni. A on? Może znalazł inną, która zatraci się dla niego. Weźmie od niej wszystko i znów będzie szukał kolejnej konewki. Współczuj mu i każdej kolejnej, którą on wykorzysta. Bo narcyz to nie partner. To donica bez dna, transakcja jednostronna i ograniczona czasowo. A przecież miłość wygląda inaczej, prawda?

PS. Narcyzem nie zawsze jest mężczyzna, Drogie Dziewczyny. Narcyz nie ma jednej płci. Ma tylko jeden cel: (U)WIELBIENIE GO.