Lifestyle

Czy jesteśmy zadowoleni z naszgo życia? Znamy odpowiedź na to pytanie! Prezentujemy wyniki ankiety

Redakcja
Redakcja
23 grudnia 2016
Fot. iStock/Klubovy
 

Od poniedziałku do środy po raz pierwszy prosiliśmy Was o wypełnienie ankiety przygotowanej przez NEUROHM Polska. Ankieta w nowatorski sposób pozwala zbadać poziom zadowolenia z naszego życia. Ale nie ten deklarowany, tylko faktyczny.

Jak to działa? Otóż badany jest czas reakcji podczas odpowiedzi na poszczególne pytania, na przykład:  75% Polaków deklaruje że jest zadowolona ze swojego prywatnego życia, tymczasem bez wahania pozytywnie odpowiada na to pytanie  jedynie 17%.

Dzięki wypełnionym przez was ankietom, wiemy, jaki nastrój panuje wśród was.

Oto wynik przygotowany przez Inemo

Niewiarygodne, a jednak prawdziwe. Czy to koniec roku, czy atmosfera zbliżających się Świąt – nie wiadomo. Faktem jest, że Polacy czują się całkiem dobrze. Sprawdziliśmy to w zeszłym tygodniu wśród czytelników portalu WP.PL i serwisu Oh!Me.

„Czy jesteś zadowolony ze swojego życia?” – na to pytanie pozytywnie odpowiedziało 61 proc. respondentów. Czułe algorytmy testu wychwyciły, że w pełni i bez żadnych wątpliwości z tą deklaracją utożsamia się 39 proc. To rewelacyjny wynik. W tego typu badaniach „silne tak” mówi zwykle jedynie jedna czwarta pytanych.

Równie dobrze czujemy się w Polsce: 59 proc. jest zadowolonych, że tutaj mieszka, a 37 proc. nie ma wobec tego cienia wątpliwości. A w pracy? Bardzo podobnie, ale jednak troszkę gorzej: zadowolonych z tego, gdzie pracuje było 51 proc., z czego 35 proc. w sposób niezachwiany.

Bardzo jesteśmy ciekawi, jak będzie po Świętach. Czy nastroje opadną, a może wręcz przeciwnie? Kolejny test już niedługo.

Dom to podstawa

Wyniki testu niezbicie pokazują, że najwięcej radości daje nam sfera prywatna. Prawie wszyscy deklarujemy, że lubimy przebywać z bliskimi (92 proc.), a niezbicie pewna tego jest ponad połowa (55 proc.). Nasze przywiązanie do innych potwierdza kolejna deklaracja. Aż 74 proc. respondentów uważa, że „ma znajomych, na których zawsze może liczyć”. Niestety tylko 35 proc. jest tego absolutnie pewna.

Najmniej optymistyczne wyniki badania dotyczą naszych zarobków. W pełni zadowolonych z wynagrodzenia jest zaledwie 13 proc. respondentów, choć 30 proc. deklaruje taką postawę. To ciekawe, bo mimo to pracę lubi dużo więcej badanych (jak pokazywaliśmy wcześniej).

Niepokoić może także odpowiedź na pytanie, czy „Polska jest dobrym miejscem do życia”? Jedynie jedna piąta respondentów jest przekonana, że „tak”, a dwa razy więcej osób deklaruje taki pogląd. To niewiele i świadczy o dużym wahaniu uczestników badania – być może na taką niepewność wpłynęły wydarzenia z życia polityczno-społecznego kraju, które miały miejsce w weekend 17-18 grudnia.

wyniki_zadowolenie_22.12.2016

I co myślicie o tych wynikach? Są tożsame z waszymi nastrojami? JUż 27 grudnia będziemy ponownie zachęcać was do wypełnienia ankiety. Zobaczymy, jak będzie po świętach. 🙂


Lifestyle

Zanim zdążymy z uśmiechem na twarzach zasiąść przy wigilijnym stole i życzyć sobie wszystkiego najlepszego, pospolicie padamy na mordy

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
23 grudnia 2016
Fot. iStock
 

Polacy coraz częściej zamiast wyprasowanego obrusu i bulgoczącej w kuchni kapusty z grzybami wybierają wyjazd pod palmy lub na ośnieżone stoki. Według portalu travelplanet.pl już nawet 20 procent więcej Polaków w stosunku do ubiegłego roku pożegna się z klasycznym anturażem na rzecz odpoczynku poza stołem i poza więzieniem jedynej muszli klozetowej na kilkanaście doszczętnie rozregulowanych żołądków. Dlaczego odchodzimy od szlagierów, rzucamy wszystko i uciekamy w nieznane? Co właściwie popycha nas do takich wyborów i czy warto pluć sobie za to w twarz?

„Okna pomyte? Masz już prezenty? U kogo w tym roku? Znowu u mnie? Matko, trzeba będzie dokupić talerzy…”. Takimi sloganami zaczyna się przeciętny listopad, a co u niektórych lubiących życie w utrapieniu – wczesny październik. Zanim zdążymy z uśmiechem na twarzach zasiąść przy wigilijnym stole i życzyć sobie wszystkiego najlepszego, pospolicie padamy na mordy z przepracowania i ekstremalnie podkręconego tempa ostatnich tygodni. Zamiast faktycznie życzyć wujkowi zdrowia i spokojnej emerytury, zasypiamy nad barszczem i zastanawiamy się, kiedy sobie pójdzie. Ale przecież nie o tym dudni świąteczny duch. To nie tam tkwi sens!

Przede wszystkim za mocno się spinamy wpadając w studnię konsumpcjonistycznego społeczeństwa nastawionego jedynie na brać i mieć. Zaczynamy, jak ogłuszone gołębie, tłuc dziobami na oślep w betonowe ściany nie wyciągając wniosków i nie podejmując próby przelotu nad przeszkodą. Jesteśmy bywalcami marketów, pchamy do koszyków co wydaje nam się niezbędne, a później w czterech ścianach mieszkań narzucamy niewolnicze tempo pracy przed coroczną imprezą, o której dwie godziny później nikt już nie będzie pamiętał. Sałatki, potrawy, najlepsze słodycze i pomarańcze w takich ilościach, jak kiedy faktycznie były niedostępne. Na dosłownie chwilę przed gwiazdką tworzymy dziwnie wynaturzowiony obraz sklepów, hipermarketów, w którym jawią się jak przepastna jaskinia Ali baby, zamykająca się na czas i hasło.

Jak chomiki w kołowrotkach zapierniczamy dookoła z poczuciem celu na końcu tego biegu, a tak naprawdę rok w rok czeka nas dokładnie ta sama sekwencja wydarzeń: ugotuj, postaw, zbierz niedojedzone, pozmywaj, ciasto, kto pierwszy do toalety? Z misyjnej treści i przekazu religii, w których zawarty został magiczny wycinek wiary, zrobiliśmy wale nie taki tani reality show zapominając o co w tym wszystkim chodziło.

A chodzi wcale nie o dobry majonez i sałatkę warzywną, chociaż stanowią one część tej dobrej tradycji. Nie chodzi o wypolerowane parkiety i poprasowane zasłony, a o walkę i małe – wielkie zwycięstwa wyższych idei. Miłości, dobroczynności, wybaczenia,  uczciwości, miłosierdzia. O to żeby unieść się na chwilę dwa centymetry nad ziemią i przestać nareszcie potykać się o gnuśność, żal, pretensje i nienawiść. Podać sobie i komuś rękę, zaprosić do dialogu po latach. O to.

Kiedy rozmawiam z ludźmi, pytam się jak spędzają w tym roku święta i gdzie, to niejednokrotnie pada odpowiedz „wyjeżdżam”, która z roku na rok coraz mniej mnie zaskakuje. Na twarzach globtroterów i spontanicznych, świeżych uciekinierów tradycji rysuje się niespotykana wolność i zadowolenie. To grupa tych ludzi, która spróbowała uwolnić się od ciężaru oczekiwań społecznych i wygórowanych norm narzuconych przez tempo rozwoju. To ci sami, co jeszcze dwa lata temu stali w serpentynach na wędlinach w dyskoncie, a teraz rolują skarpety w kulki i uciskają w turystyczne plecaki.

Mam przeczucie, że to jednak bardzo szczęśliwi ludzie, którzy nie poddali się praniu na własnych głowach i porzucili konwenanse. Taka grupa łapiących w tym roku świeże powietrze w płuca, stojąca w kubkiem herbaty na ośnieżonym balkonie jakiegoś wiejskiego przybytku, która właściwie dopiero teraz ma czas zatrzymać się i oddać głowę zdrowemu przeżywaniu.

Oprócz tego, że sami pchamy się w świąteczny kojec jak owce gnające za tłumem na oślep, to jeszcze bardzo porządnie zza pleców szturcha nas oczekiwanie zawodowe. Praca do ostatnich chwil na kasie czy za monitorem korporacyjnego komputera, Wigilia, do której już nawet nie macie czasu usiąść z czystymi rękoma, bo dopiero wróciliście ze zmiany. W dzisiejszym społeczeństwie nie ma miejsca na oddech potrzebny na właściwy odbiór niewątpliwego wydarzenia jakim są Święta Bożego Narodzenia. Stopień wyssania z energii, prędkość przemiału zdarzeń w codziennym świecie nokautują nawet najbardziej optymistyczne osoby.

Pamiętajcie o jednym. Nie musicie od razu wyjeżdżać, jeżeli to nie ten złoty środek, do którego warto dążyć. Ale zanim wpadniecie w nurt gwiazdkowej schizofrenii zastanówcie się czy nie ma ważniejszych kwestii niż jajko w majonezie i okna bez smug. Znajdźcie czas na powolne zasiadanie na osiedlowej ławce i podziwianie lampek na cudzej choince, a być może jeszcze kiedyś poczujecie co tradycja ma na myśli. Tego wam i sobie życzę. Pakuję torby. W tym roku uwalniam siebie i swoją rodzinę.


Lifestyle

Lubię siebie w całości. Nie ma we mnie jednej rzeczy, która nie jest taką, jaką powinna. Jestem całkowicie doskonała

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
22 grudnia 2016
Fot. iStock / CoffeeAndMilk

Lubię siebie. Lubię siebie taką jaką jestem. Lubię siebie w całości, w zasadzie bez wyjątków. Kiedyś było inaczej. Wcale się nie lubiłam, wymyślałam  sobie przeszkody, o które się potykałam, utrudniałam sobie życie jakbym ja to nie była ja tylko ktoś obcy, niegodny, ktoś kto zasłużył sobie na kopniaka czy dwa. Doszłam w tym w pewnym sensie do super wprawy. Jeden ruch, jedno drgnięcie, a powalałam jednym ciosem.

Siebie, moje poczucie wartości i każdą najmniejszą myśl o tym, że może jednak jestem całkiem fajna. Miałam cały zestaw narzędzi do takiego wykańczania siebie… perfekcjonizm, obsesyjną kontrolę ludzi i świata, wystrzelone w kosmos, nieswoje ambicje, przekonanie, że ciągle jak brzydkie kaczątko wyglądam i na miłość nie zasługuję. A jeśli już mi się zdarzała, jakiś wypadek przy pracy, to musiała być owa miłość toksyczna i całkowicie nieodwzajemniona, potwierdzająca niejako tę prawdę, że takiej jak ja, kochać się nie da. No miłość do bani to była i już, skazana na kaprys dochodzącego ciała i smutną rzeczywistość schadzek pod osłoną nocnego nieba. Masakra po prostu nie żadna tam miłość. Ale wtedy nie wiedziałam. Wtedy myślałam, że to miłość i że miłość to cytrynowy smutek.

Dzisiaj jednak siebie lubię. Czasami nawet bardzo, choć to może głupio tak się na papierze przyznać. I patrząc na tamtą siebie, trochę serce mam pokrojone i czułość jakaś taka we mnie wzbiera.

Przerabiałam to nie raz. To spotkanie tamtej siebie, te próby oswajania, przytulania, pocałunków. Dzika ona była i płochliwa nadmiernie, jak jakaś zbłąkana suka wyrzucona z samochodu w szczerym polu. Ileż to razy wyciągałam do niej rękę, wabiłam, zachęcałam… chodź kochana, chodź do mnie. Daj się przytulić, pozwól pogłaskać się czule po głowie, podaj mi rękę i pozwól mi poczuć jej zapach, pozwól mi dotknąć twojej twarzy, poczuć ten dołeczek uśmiechu, który dodaje ci tyle uroku. Mówiłam tak do niej, gadałam, plotłam w nieskończoność, aż pewnego dnia mi uległa. I to był ten MOMENT, moment w którym pękło niebo. Długo potem wciskała się w te moje ramiona, wdychała mnie głęboko, bo byłam dla niej niczym rześkie powietrze letniego poranka. Pozwalała się głaskać, po włosach, po twarzy i śmiała się tak radośnie!  Chichotała jak dziewczynka. Piękna to była chwila. Wyjścia z nocy w dzień, ze smutku w radość, ze strachu w miłość.

Dzisiaj tamta ja jest już tylko wspomnieniem. Siedzącym na tyłach głowy obrazem, który każdorazowo kroi mi to serce i rozczula mnie jakoś tak na smutno. Jest przypomnieniem, listem z przeszłości starannie złożonym i przewiązanym aksamitną wstążką. Tak bardzo cytrynowym.

Kochać siebie musiałam się nauczyć. Ta miłość łatwo bowiem nie przychodzi, w świecie w którym ludzie nie kochają siebie wcale. Epidemia braku miłości własnej to koszmar naszych mądrych, przeintelektualizowanych czasów. Niby wszystko wiemy, wszystko rozumiemy, a jednak większość z nas nie wychodzi poza krawędź nocy. Żyjemy w wiecznym strachu, poddawani niekończącym się ocenom, wystawiani na coraz to okrutniejsze, emocjonalne wyzwania. Stworzyliśmy świat, w którym ludzie skazani są na samotność, od pierwszego odrzucenia w początkach życia przez setki kolejnych, aż po grób. Poranione dorosłe dzieci, to taki ludzki gatunek przewodni. Z pokolenia na pokolenie przekazujemy mu geny strachu, tak by wzór mógł się utrwalić. Taki to właśnie absurd praktykuje człowiek podczas gdy wszystko, co powinien zrobić to przytulić siebie, mocno, najmocniej na świecie, tak by to smutne dziecko tak bardzo cierpiące, zahukane, niepewne niczego, uwierzyło w siebie.

Moja miłość przyszła do mnie w najmniej oczekiwanym momencie. Tak by się przynajmniej wydawało. Byłam chora, ważyłam tyle co piórko, na klatce piersiowej miałam wielkie dwie blizny, na całym ciele ani jednego włosa. Byłam zewnętrznie brzydka, byłam sama dla siebie odrażająca. Spoglądałam na to obce mi ciało i tonęłam we własnych łzach żalu, smutku i straty.

I wtedy ktoś mi powiedział, nie patrz na ciało, patrz w te oczy i mów do siebie wiele czułych słów, mów do siebie o miłości, mów że się kochasz, tak długo aż poczujesz.

I przytulaj się dużo, sama siebie przytulaj, głaskaj, czule gładź i nie przestawaj mówić o miłości. Rób tak dzień w dzień, poświęć sobie czas, aż zobaczysz światło, ten niesamowity błysk w oku. Cała twoja aura roziskrzy się wtedy złotem, a ty zobaczysz jaka jesteś piękna, jaka niezwykła, jaka warta miłości. Zobaczysz prawdziwą siebie, nieskażoną, odkodowaną ze wszystkich raniących przekonań, dziewiczą, czystą, boską. Wtedy przyjdzie miłość, ulga, akceptacja. I wtedy to właśnie spójrz na ciało, na blizny, na głowę gładką jak jedwab.

Zwariujesz, a to ci obiecuję, od zalewu miłości, od czułości, jaką wzbudzisz sama w sobie.

Więc tak zrobiłam. Dzień w dzień, konsekwentnie, mówiłam do siebie o miłości. Patrzyłam w te oczy, głęboko, mocno i z każdym takim seansem, otwierałam bardziej własną duszę. Tę biedną, skundloną, porzuconą duszę. Taką skarłowaciałą, niedożywioną, szarą, wychudzoną, poranioną, prawie jak to ciało, w którym wegetowała. Robiłam tak tydzień, dwa, może trzy czy cztery, aż pewnego dnia zobaczyłam światło. I przysięgam, że było tak jak powiedział mi ten ktoś…. Oszalałam z miłości dla siebie. Oszalałam z zachwytu nad tym, jaką piękną jestem istotą. Pełną światła, magii i marzeń. Wolną, nieskrępowaną, cudownie uskrzydloną, całkowicie doskonałą.

Więc nic dziwnego, że teraz lubię siebie. Lubię siebie taką jaką jestem. Lubię siebie w całości, w zasadzie bez wyjątków. Lubię siebie tak bardzo, bo wiem, że nie ma we mnie jednej rzeczy, która nie jest tak, jaką powinna. Jestem całkowicie doskonała ze wszystkimi talentami i uszczerbkami. Jestem jak Yin and Yang. Jestem stuprocentowa. Tak jak każda inna ludzka istota. Choć nie każda ludzka istota, póki co o tym wie.


Zobacz także

Porwana 16-latka został znaleziona dzięki gestowi, którego nauczyła się na Tik-Toku

Marzenia są przereklamowane. Gdyby nie one, nasze życie byłoby lepsze

Zrób w końcu porządek ze swoim życiem. Jak ono będzie wyglądać, zależy tylko od ciebie!