Lifestyle

Coraz częściej nie wytrzymujemy tempa i presji otoczenia. Jak sobie pomóc?

Redakcja
Redakcja
1 czerwca 2021
 

Świat w ostatnich kilkunastu latach nabrał niespotykanego dotąd rozpędu. Zmiany cywilizacyjne postępują w nieznanym w historii tempie. Zmiany w ludzkim umyśle często nie są w stanie wytrzymać takiego szaleńczego wyścigu. Społeczeństwa, chcąc nie chcąc, biorą udział w tej pogoni. Praca zmienia się z fizycznej na umysłową. Coraz więcej osób dostrzega, że nie są w stanie psychicznie wytrzymać tempa i presji otoczenia, które oczekuje człowieka zawsze w pełnej gotowości. Trudno jest zmienić realia. Wiele osób szuka wsparcia, jednak na rynku próżno było szukać produktów, które były w stanie odciążyć umysł. 

Tak powstał pomysł na suplement, który kompleksowo zadba o zdrowie, sprawność i energię ludzkiego mózgu. Debiutujący na rynku Cognitiv Pro jest pierwszym suplementem kognitywnym, wspierającym umysł z tak kompleksowym składem. W skład uniwersalnej formuły wchodzi aż 11 nootropów, które zapewniają lepszą regenerację, poprawiają motywację, pamięć, koncentrację, zmniejszają poziom stresu oraz poprawiają osiągi ludzkiego umysłu.
Produkt skierowany jest do osób, które pracują umysłwow, programistów, przedsiębiorców, managerów, coraz częściej więcej niż 40h tygodniowo. Do osób, dla których poprawa jakości, skuteczności ich zasobów intelektualnych o 5% czy 10% stanowi wielką wartość. To nie jest cudowny twór, który leczy wszystkie choroby i sprawi, że znikną zmartwienia, to środek, który pozwala przede wszystkim wymiernie poprawić jakość pracy.
Chcąc suplementować się składnikami obecnymi w Cognitiv Pro, kupując je oddzielnie, zapłacimy 3, a nawet 4 razy więcej, niż decydując się na Cognitiv!
Dodatkowym atutem produktu są jego niektóre składniki, które nawet pojedynczo działają skutecznie. Np cytykolina jest podstawą leków, które są przepisywane na mgłę mózgową (z którą według szacunków zmaga się co 3 osoba po przejściu covida), soplówka jeżowata, której swój podcast poświęcił Joe Rogan, a która jest stosowana przy leczeniu Alzheimera, gdyż odbudowuje połączenia neuronowe i pomaga spowolnić, a w niektórych przypadkach nawet zastopować, postępowanie choroby. Cognitiv Pro to suplement segmentu premium (245 zł kosztuje miesięczna suplementacja).
Największe korzyści ze stosowania Cognitiv Pro są przy regularnej suplementacji. Wyraźnie już po tygodniu regularnego stosowania dostrzegamy, że dużo łatwiej nam się skoncentrować w pracy, i jest to stabilne uczucie, nie jak przy pobudzaniu się energetykami. Nawet po wielu godzinach pracy umysł dalej jest świeży i nawet po niej nie ma żadnych problemów, żeby przez resztę dnia maksymalnie korzystać ze swoich zdolności intelektualnych.
Cognitiv Pro to rozwiązanie, dla osób, które pracują twórczo i kreatywnie, są świadome obciążeń i wyzwań z jakimi każdego dnia zmaga się umysł. Na rynku jest wiele rozwiązań, które sprawią, że ludzki organizm stanie się odprężony. Niewiele jest jednak suplementów, które zamiast rozluźniać umysł po ciężkim dniu, sprawią, że mózg będzie świeży przez całą dobę, nieważne jak mocno będziemy go eksploatować. Cognitiv jest z pewnością odpowiedzią na zmęczenie, brak koncentracji czy obniżoną motywację ludzkiego umysłu.

Lifestyle

Dekalog uważnego rodzica

Redakcja
Redakcja
1 czerwca 2021
 

Tak, dziś jest ten dzień! Dzień naszych dzieci. Składamy życzenia, kupujemy prezenty, spędzamy z nimi czas. Ale to też świetny moment, żeby pomyśleć, co w ogóle możemy im dać dobrego, niematerialnego.

W ferworze własnych zajęć zapominamy czasem o tym, co ważne, ulegamy emocjom, powtarzamy błędy, które tak nas drażniły, bolały u naszych rodziców. Na szczęście zawsze możemy zawrócić i spróbować od nowa.

Bo nie chodzi o to, żebyśmy byli idealni, ale wystarczająco dobrzy. Żebyśmy, mimo tego, co sami przeżyliśmy, potrafili dać dobrą miłość.

Nagroda? Ich dobra baza emocjonalna. Moc do życia. I nasza radość, gdy po latach będą mogli powiedzieć to, co dorośli synowie jednej z matek, która wpisywała się pod postem Małgosi Ohme:

„Nasze dzieciństwo było dobre, byłaś i jesteś fajnym rodzicem”.

Jak tego dokonać? Pozbierałyśmy opinie i opowieści innych rodziców ze strony Małgosi, często właśnie opowieści rodziców dorosłych już dzieci. I tak stworzyłyśmy dekalog.

1. Bądź obok i nie poddawaj się

Jedna z matek wyznała, że ze swojego domu rodzinnego nie pamięta porządku, posprzątanych szaf, ugotowanej zupy. Najbardziej pamięta czas, który spędzała z mamą. Czytanie bajek, wycieczki, rozmowy. Kiedy więc kolejny raz będziemy chcieli spławić nasze dzieci, użyć magicznego „później”, „zaraz” pomyślmy, że chwile, gdy oni nas tak potrzebują, mijają. Że wielu rzeczy nie da się nadrobić. Że właśnie ten moment jest dla nich najważniejszy.

Prof. Tomasz Grzyb, psycholog społeczny, powiedział kiedyś, że dobry rodzic to dostępny rodzic. I nie chodzi o to, żebyśmy byli na każde zawołanie, ale o to, że jeśli mówimy: „Za godzinę” to musimy o tym pamiętać. I za godzinę to znaczy za godzinę. Nie w sobotę.

Bycie obok to także emocjonalna dostępność, towarzyszenie nawet wtedy, kiedy dziecko nas odrzuca, bo idzie swoją drogą. Nawet jeśli nas rani, nie realizuje naszych marzeń, buntuje się, odsuwa. Wtedy łatwo się poddać. Zerwać porozumienie, wyrzucić złość, odsunąć się. Koś mi kiedyś powiedział, że to pestka kochać słodkiego pięciolatka, ale już wiecznie wkurzonego piętnastolatka – trudniej, ale to właśnie jest prawdziwy egzamin z bezwarunkowej miłości.

2. Bądź przygotowany na kryzysy

„Wychowanie dzieci to kolej życia, trudy i kryzysy są w nią wpisane” – pisze kolejna z matek.

Niby nic odkrywczego, ale nazwanie tego jest takie uwalniające. Każdy z nas, zanim jeszcze został rodzicem, planował, jak to będzie idealnie. My będziemy idealni, dziecko będzie idealne, rodzina, którą stworzymy z partnerem też będzie idealna. I oczywiście każde kolejne zdarzenia będą idealne.

A potem lądujemy na planecie „rzeczywistość”. Zaczyna się już nawet od poczęcia. Ile par stara się o dziecko, ile kobiet traci ciążę. Anna pisze: „Dwie pierwsze ciążę poroniłam, więc każda kolejna była jednym wielkim strachem przed nieznanym. Potrafiłam być każdego dnia u lekarza sprawdzać, czy bije serduszko”. Takie bywają pierwsze lekcje z rodzicielstwa, nie dostajemy dziecka, kiedy chcemy (nie zawsze), nie dostajemy takiego, jak chcemy (nie zawsze), miewamy depresję po porodzie, nie potrafimy poradzić sobie w nowej roli. Czasem kryzys przychodzi w drugiej ciąży albo po drugim dziecku. Od tego momentu zawsze może się zdarzyć. Przedszkole, szkoła, dojrzewanie.

Inna pisze:

„Kryzys nadszedł, kiedy mój siedemnastoletni syn zaczął przekraczać granice (…). Był po prostu niedobry. Doszło do tego, że zaczęłam sobie zadawać pytania, czy go kocham, czy on mnie, czy łączy nas jeszcze więź, czy się szanujemy. Dziś jest lepiej, minęły prawie dwa lata”.

I to ostatnie zdanie jest chyba kluczowe. Każdy, nawet najgorszy, kryzys mija. Nawet ten, kiedy musimy powiedzieć dziecku, że jego tata się wyprowadził albo umarł.

3. Pozwól na odchodzenie i nie bierz tego do siebie

Dziecko zaczyna „opuszczać nas bardzo szybko”. Niektórzy mówią, że już jego pierwszy krok służy temu, żeby się oddalić od rodzica. Coś w tym jest. Wiele kobiet dopiero na terapii ma odwagę powiedzieć, że to je boli, bywa trudne. Najczęściej tak się dzieje wtedy, gdy włączają nam się mechanizmy z dzieciństwa. Odtrącenie, odrzucenie. To mała dziewczynka w nas krzyczy, chcę być wciąż kochana tak samo. Bezwarunkowo. Żaden nastolatek i nastolatka nie kochają bezwarunkowo, każde odchodzi w stronę swojego życia. Im bardziej poświęcałyśmy się dzieciom, tym bardziej to przeżywamy. Ale to też dla nas dobry moment, żebyśmy zrobiły remanent w życiu.

4. Bój się, ale działaj

„Miał cztery lata, mieszkamy w Wielkiej Brytanii, obcy język, myślałam, że będą łzy, a ten mały człowiek poklepał mnie po plecach, powiedział „na razie”. Tyle w temacie. Wyłam całą drogę do domu” pisała Justyna.

Ile za nami takich historii? Dziecko nie chce iść do szkoły, płacze na rozpoczęciu roku, a po miesiącu ledwo nam macha, gdy je podwozimy. Nie chce jechać na obóz żeglarski, czy inny, a wraca zachwycone. Emocje, gdy nasze dziecko zaczyna eksplorować świat, są prawie zawsze. Moja przyjaciółka wysyła właśnie córkę na studia zagranicę, drży, ale robi to, bo wie, że jej córka o tym marzy.

5. O trudnych rzeczach mów otwarcie

Jeśli były partner przez miesiące nie widuje syna, nie musimy udawać, że jest cudownym ojcem. Nie musimy kłamać. Dziecko i tak wie, jaka jest rzeczywistość. Podobnie, jak widzi, że ciężej nam finansowo, mamy kryzys emocjonalny, nie układa się. Jesteśmy uczeni, żeby nie obciążać dziecka sprawami dorosłych i to mądra nauka. Dziecko nie może być naszym powiernikiem, poduszką na łzy, nawet nastolatek. Na każdym etapie rozwoju potrzebny jest rodzic stabilny. Ale rodzic stabilny to też taki, który mierzy się z rzeczywistością. Nawet taka choroba, jak alkoholizm nie powinna być tematem tabu.

To, co pamiętamy jako dorośli, to głównie to, że rodzice zaprzeczali temu, co widzimy. Tak, jak właśnie w rodzinach z problemem alkoholowym. Słoń stoi w dużym pokoju, udajemy, że go nie ma. Nie, on jest.

Kiedyś terapeutka powiedziała mi piękną rzecz. Nie zaprzeczajmy, że my albo nasz partner, mamy jakiś problem. Tak, mamy, ale idziemy (idzie) się leczyć, pokonałyśmy (pokonał) chorobę. Dziecko uczy się wtedy: ludzie bywają słabi, ale potrafią się też z tego podnieść. To też rozwija ich wiarę w to, że dorosłość oznacza sprawczość.

6. Słuchaj i pozwól na autoekspresję

Przyznaję, czasem nie mogę słuchać, co wygaduje mój syn, oczywiście najmądrzejszy na świecie. Mam ochotę nie tyle dyskutować z jego poglądami, ale kazać mu zamilknąć i nadrobić braki w wiedzy. Ale to błąd, błąd, błąd. Najlepsi rodzice słuchają swoich dzieci, pozwalają im na bycie sobą nawet jeśli „bycie sobą” oznacza dla nich coś zupełnie innego. Nie pouczajmy, nie strofujmy, nie mądrzmy się, choć wszystko w nas krzyczy „Wiem lepiej”.
Pięknie napisała to jedna z mam pod postem Małgosi:

„Umówiłam się z córką, że co drugi raz ona ma rację”

Pozwalając naszym dzieciom na autoekspresję, dajemy im wolność, samoakceptację i siłę.

7. Nie oczekuj, że dziecko cię nakarmi

Emocjonalnie. Załata dziury, wypełni pustkę, ukocha za cały świat. Tak, czasem małe dzieci nas karmią. Dają nam tyle atencji, uwagi i miłości, że rośniemy. Ale to bywa naprawdę niebezpieczne, bo gdy zaczynamy to tracić, możemy być źli.

Wiele z nas pamięta rodziców, którzy odsuwali się, gdy zaczynałyśmy dorastać, bywali źli, sączyli jad. „Bo wolisz koleżanki”, „A, oczywiście, kumple ważniejsi”, „Jak to nie spędzisz ze mną soboty?”. Jeśli chcemy, by dziecko nas karmiło, to nie pozwalamy mu iść dalej. Zatrzymujemy, wpędzamy w poczucie winy. Wczoraj rozmawiałam z jedną terapeutką, ona właśnie powiedziała. „Oczekiwanie, że dziecko nas nakarmi jest początkiem katastrofy”. Dorosły, dojrzały człowiek karmi się sam. Wie, gdzie jest lodówka, wie, gdzie jest sklep. Powinien też wiedzieć, gdzie może pożywić się emocjonalnie. Jeśli tego nie wiemy, to tylko znak, że musimy się tego dowiedzieć.

8. Dbaj o siebie i swoje emocje

Nikt nie chce rodzica męczennika, matki męczennicy, która po latach powie: „Tyle dla ciebie poświęciłam”. Albo będzie miała żal, że jej wkład nie został doceniony. Mam starszą koleżankę, matkę dorosłych dzieci, mówi, że najciężej jest nie oczekiwać wdzięczności. Była samotną matką, pokupowała dzieciom mieszkania, dała im wszystko, co miała. Potem pogorszyła się jej sytuacja finansowa i była, podświadomie, zła, że dzieci, już w dobrej
sytuacji, nie pomyślą, żeby o nią zadbać, pomóc. Może te oczekiwania będą mniejsze, jeśli podczas całej drogi rodzicielskiej będziemy o siebie dbać? Tak, jak tego potrzebujemy. Nie oddawajmy dzieciom wszystkiego, one tego nie potrzebują.

9. Ciesz się i doceniaj

„ Najtrudniej jest zaakceptować, że dziecko jest osobnym bytem, mającym swoje zdanie i uczucia, że nie jest kopią nas, że nie musi być najlepsze. Gdy to zrozumiałam, poczułam spokój” mówi Poli Ann, blogerka.

To samo wczoraj, podczas wywiadu, powiedziała Natalia de Barbaro, psycholożka. W momencie, w którym perfekcjonistka w niej odpuściła synowi, ona mogła wreszcie po prostu go kochać. I to chyba nasze najważniejsze zadanie. Doceniać, kochać, szanować, akceptować. Nie oczekiwać, że pójdą naszą drogą, że osiągną sukcesy, którym nam się nie udało, że odziedziczą wszystkie nasze dobre cechy, a złych już nie. Brak oczekiwań, radość z tego kim nasze dziecko– to najtrudniejsza lekcja miłości, którą należy odrobić.

10. Nie rezygnuj z zasad

Nawet nastolatek ich potrzebuje, choć czasem, gdy testuje nasze granice mamy ochotę powiedzieć: „A w d… to mam, rób co chcesz”. Nie. Tu też nie możemy się poddawać.

Dziękujemy za Wasze inspiracje, wpisy, refleksje. Skorzystałyśmy z tych cennych uwag !


Lifestyle

„Po co szukać nowego wroga..?”, czyli 7 powodów, dla których warto przyjaźnić się z byłym

Redakcja
Redakcja
1 czerwca 2021
Photo by Matheus Ferrero on Unsplash

Czy to nie ironia losu, jak szybko długi związek może przejść do historii? Oboje otrzymujemy piętno „ex”. I to pierwsza z rzeczy, które łączą nas… na nowo. Na pewno pamiętacie słynną kwestię z kultowej komedii „Sami swoi”, że po co szukać nowego wroga, kiedy stary jest pod ręką. Coś w tym jest prawda? Można to przenieść bez problemu na byłego chłopaka czy męża. Jeśli związek i rozstanie nie są traumą, warto zaprzyjaźnić się z byłym. Dlaczego? 

Rozstania bywają trudne, ale nie wszyscy rozstają się w gniewie. Czasami jest tak, że po prostu nie wyszło, wypaliło się, czasem uświadamiamy sobie, że jesteśmy po prostu… kumplami i że nie ma chemii. Po co tracić taką osobę? Przecież z jakichś powodów byliśmy razem. Co więcej, każdy związek to nauka na przyszłość i krok do samorozwoju. Długie rozmowy (lub awantury) o wadach tej drugiej osoby (no i naszych oczywiście też) to przecież wspaniała szkoła! Po co tracić osobę, która tyle nas nauczyła? Na pewno, znów – jeśli nie był to związek traumatyzujący – wciąż możemy być dla siebie dobrym wsparciem. Po co to tracić?

W związku mogliśmy skakać sobie do gardeł. Jako byli partnerzy, którzy zostają przyjaciółmi, możemy się znowu śmiać i cieszyć swoim towarzystwem. Były związek może również pomóc nam nie popełniać ponownie tych samych błędów z przyszłymi partnerami.

Oczywiście, to nie zawsze się udaje. Z doświadczenia jednak wiemy, że jeśli nie od razu, to po jakimś czasie taka przyjaźń, czy po prostu świetna znajomość, jest możliwa. 

Ja mam taką relację z moim byłym. Nie było łatwo, bo rozstanie było nieprzyjemne. Straciliśmy kontakt na kilka dobrych lat, ale w końcu jakoś wróciliśmy do tej znajomości. Na innych zasadach, z innymi intencjami. Z nowymi partnerami, dziećmi. I jest super, naprawdę. I choć czasem słyszę, że to dziwne, nietypowe, czy wręcz podejrzane (!), wcale tak nie uważam.

1. MAMY WSPÓLNE WSPOMNIENIA – DOBRE I WSPANIAŁE

Jedną z najtrudniejszych rzeczy związanych z rozstaniem jest to, że poświęciliśmy sobie tak dużo czasu i miłości. Im dłużej jesteśmy razem, tym więcej ważnych chwil mości się wygodnie w naszej pamięci. Nawet w burzliwym związku może pojawić się kilka szczerych, wspaniałych wspomnień, prawda? Przyjaźń z byłym oznacza, że ​​możemy wspominać tamte chwile bez poczucia winy. Warto zdać sobie sprawę, że był czas, kiedy byliśmy zakochani i to uczyniło cię lepszymi ludźmi. Jeśli rozstaniemy się w zgodzie i pozostaniemy w przyjaźni, żadne z nas nie będzie tracić czasu i nerwów na niszczenie zdjęć ani innych pamiątek z „poprzedniego życia”.

2. WIEMY, KTO JAKIEGO TRUPA TRZYMA W SZAFIE, CZYLI ZNAMY SWOJE SEKRETY

Pranie brudów przy rozwodach to temat zgrany jak najstarsza płyta The Beatles. Gdybyśmy jednak rozstali się w przyjaźni, trupy pozostałyby w szafie na zawsze. Albo do czasu, gdy zaczną śmierdzieć… Tak czy owak, czyż nie lepiej być dobrym człowiekiem niż upadać tak nisko, żeby babrać się w czyichś brudach..? Na pewno. Chodzi też po prostu o zachowanie poufności w przypadku wstydliwych wątków z naszej przeszłości, o których żadne z nas nie chciałoby mówić. Znamy się od najlepszej i najgorszej strony – czyż jest lepszy fundament dla dobrej przyjaźni?

3. HISTORIA NASZEJ ZNAJOMOŚCI SIĘGA… HO, HO, JAK DALEKO!

Czy to miłość z liceum, a może z wakacji? Być może byliśmy świetnymi kumplami na długo przedtem, zanim poczuliśmy do siebie miętę? Czy musimy odrzucać lata przyjaźni i wspomnień, tylko dlatego, że nie wyszło nam w miłości? O ile związek nie był toksyczny, nie ma nic złego w pozostaniu przyjaciółmi. Dla niektórych par, które zrywają lub rozwodzą się, słowo „przyjaciele” sprawia, że ​​czują się nieswojo. Jest to jednak akceptowalne, a nawet zalecane dla tych, którzy nadal czują pozytywny związek z przeszłości.

Jest jeszcze jedna kwestia – wspólni znajomi i przyjaciele. Co z nimi? Najgorsze, co mogłoby się stać, to zmusić tych ludzi do opowiedzenia się po którejś ze stron. Nie tylko stawia ich to w niezręcznej sytuacji, ale w końcu wszyscy przegrywają. Jeśli zachowamy dobre stosunki, nasi wspólni znajomi będą nadal czuć się komfortowo w naszym towarzystwie!

4. ROZUMIEMY SIĘ BEZ SŁÓW

Oprócz pociągu fizycznego, tym, co nas połączyło było wzajemne zrozumienie. Po niezliczonych rozmowach na randkach, wspólnych wyjazdach czy w końcu w sypialni, po prostu… łapiemy te same fale. I potrafimy być cierpliwi, dla siebie nawzajem – z całym bagażem dziwactw, nawyków itp.

5. OBOJE CZUJEMY, ŻE TO NIE BYŁ STRACONY CZAS

Jeśli to był toksyczny związek, bądź dumna, że z niego wyszłaś. Ale jeśli związek był dobry, tylko po prostu się skończył, w głowie i sercu pozostaje uczucie, że to nie była bezsensowna miłość czy stracony czas. Zgodnie z nieśmiertelną prawdą, lepiej kochać i tracić, niż nigdy nie kochać. To wszystko jesteśmy w stanie osiągnąć, kiedy jesteśmy… dojrzali emocjonalnie.

6. NIE WARTO PALIĆ ZA SOBĄ MOSTÓW

Pozostawanie w przyjaźni ze swoim byłym nie oznacza, że ​​musimy się codziennie widywać, dzwonić do siebie i i utrzymywać nieustanny kontakt. Wiadomo, że ze ścian i półek znikną wspólne zdjęcia, a status na Facebooku nie będzie już wspólny. Podczas swojego związku zadzierzgnęliśmy bliskie relacje z rodziną i przyjaciółmi drugiej osoby. Możemy zerwać lub rozwieść się ze swoim byłym, ale nadal w jego otoczeniu są ludzie, których kochamy czy lubimy. Kto wie, kiedy nasze ścieżki mogą się skrzyżować w przyszłości, więc nie warto palić za sobą tego mostu.

7. LAST BUT NOT LEAST – MAMY DZIECI

Zerwanie lub rozwód rodziców jest trudne szczególnie dla dzieci. Badanie opublikowane przez Linacre Quarterly stwierdza, że ​​rozwód rodziców może być szkodliwy dla ich zdrowia fizycznego i psychicznego. Może rozwinąć w nich poczucie głębokiej straty, zwłaszcza gdy będą z dala od jednego z rodziców. Nie oznacza to, że trzeba ze sobą być „dla dobra dzieci”, co to to nie. To też nie działa na ich korzyść. Dzieci są bardziej intuicyjne, niż myśli większość dorosłych, i instynktownie wyczuwają barierę między rodzicami. Jeśli nasz związek będzie „na niby”, wyrządzi dzieciom więcej szkody niż pożytku. Jeśli jednak nadszedł czas, aby go zakończyć, to jest to najlepsza decyzja dla wszystkich zaangażowanych. Jeśli pozostawanie w przyjaźni ze swoim byłym to zbyt wiele, starajmy się zachować choć poprawne stosunki właśnie „dla dobra dzieci”.


Zobacz także

Ludziom się wydaję, że jeśli nie mówi się o tym tak głośno jak kiedyś, że jeśli wyczyszczono dworce i zamknięto meliny, że skoro mamy dwudziesty pierwszy wiek to problem AIDS i HIV, przestał istnieć.

Można żyć. Pięknie żyć, mimo AIDS czy HIV

Który mąż jest najgorszy? Ranking według znaków zodiaku

Jak jeść lody bez wyrzutów sumienia?

Jak jeść lody bez wyrzutów sumienia?