Lifestyle

„Chcę znów być tak młoda i nosić spódnicę z tiulu, spod której widać pupę”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 lipca 2022
 

Open’er Festival 2022 dobiega końca, a my czujemy żal. Nie tylko dlatego, że czas wracać do domu i „szarej” rzeczywistości. Pojawił się, zupełnie niespodziewanie żal za tym, co było, za beztroską nastolatki. Za kwiatami we włosach, łańcuszkami na kostkach i kryształkami naklejonymi w fantazyjne wzory na twarzy, za odważnym makijażem i szalonym tańcem w szydełkowym staniku czy tiulowej spódnicy, która pozostaje ubraniem tylko umownie, bo właściwie niczego nie zakrywa. Ale spokojnie, ten żal nie jest złym uczuciem. To taki fajny żal, który jednocześnie jest radością, że mogą takim życiem żyć nasze dzieci. 

Festiwalowe przygody? To nie dla mnie! Tak myślałam. Owszem, kiedy byłam młodsza – czasy liceum, czy studiów – jeździłam na Woodstock, do Jarocina czy Bielawy, a nawet kilka razy do Bolkowa. To była część wakacji, nieodłączna część. Chodziło głównie o muzykę, bez której do dziś zresztą nie mogę żyć, ale równie ważni byli ludzie. Nie liczyło się natomiast to, gdzie się jedzie, jakim sposobem się tam dociera, gdzie się śpi, czy będzie gdzie się umyć itp. itd. A teraz? Teraz już marudzenie… byle nie było daleko na sam koncert, czy będzie gdzie usiąść, a co jeśli będzie padać (haha, kto by pomyślał, że akurat to na tegorocznym Open’erze okaże się tak ważne), a jak ja po nocy wrócę do domu. Bla bla bla.

Lęków miałam na pęczki. Dziwne, bo sama wyszłam z inicjatywą, kupiłam bilety i pojechaliśmy świętować 16. urodziny córeczki właśnie do Gdyni na Open’era. Marzyła o tym, cieszyła się i pełnymi garściami czerpała z tej imprezy. Patrzyliśmy ze zdziwieniem, jak potrafi w kilka minut przemieścić z jednego koncertu na kolejny po przeciwnej stronie wielkiego lotniska i nie wiadomo jakim cudem stanąć pod sceną i bawić się do szaleństwa. Zero zmęczenia, samo szczęście. Choćby dlatego było warto.

Ale nie tylko dlatego.

Uwielbiam koncerty. Ale nie uwielbiam tłumu. Nie aż tak jednak, żebym rezygnowała z koncertów. Wiem, to dziwne i jakoś tam wewnętrznie sprzeczne. Potrafię jednak stworzyć sobie swoją własną bańkę w największym nawet tłumie i dobrze się bawić. 200 tys. ludzi? Proszę bardzo. Stoję w środku i słucham Imagine Dragons, Twenty One Pilots, Little Simz czy Taco Hemingwaya. Nie wiem, jak to się dzieje, ale serio to nie problem. I nawet nikt mnie popycha, nie depcze, nie chucha w kark. Cuda, panie.

Kiedy sięgnę myślami wstecz, jakieś może 5-10 lat, w każdej rozmowie, dotyczącej życia, prób dotknięcia kwestii wieku, kiedy padało pytanie – chciałabyś się cofnąć do czasów liceum? odpowiadałam: a w życiu! Moi znajomi też. Mówiliśmy, że najlepiej ze sobą czujemy się teraz, najbardziej siebie akceptujemy, najlepiej wyglądamy, dobrze nam się żyje, owszem, mamy poważniejsze problemy, ale jesteśmy – uwaga – mądrzejsi i to jest ekstra. W tym roku nagle to przekonanie nie jest już przekonaniem, jest jakąś opcją, ewentualnością, prawdą tylko po części. Owszem, czuję się dobrze, może nawet najlepiej. Ale cofnęłabym się. Patrzę na tych młodych ludzi i zazdroszczę im. Że mają tyle przed sobą, że są piękni, że mogą pojechać na Opener, że świat już teraz stoi przed nimi otworem. Przed nami nie stał aż tak bardzo. Paszporty i zagraniczne wyjazdy nie były oczywistością. Zamożni rodzice też nie. Nawet rodzice o szerokich horyzontach, tacy, którzy potrafili doradzić, pokierować jakoś lepiej niż tylko słowami „idź na studia”. Teraz to jest. Owszem, dzieciaki eksperymentują, buntują się, wydaje mi się, że są w tym odważniejsze i bardziej „po bandzie” niż my w ich wieku. Ale co z tego? Niech próbują, my za nich życia nie przeżyjemy.

Pierwsze kroki na festiwalu – oczu nie można było oderwać od kolorowych dziewczyn i chłopaków. Włosy, ciuchy, buty, pewność siebie i moc od nich biły. Zazdroszczę, my byliśmy inni. Nie było tyle śmiałości. Nie było tak fajnych ciuchów. Było pięknie, chciałoby się wrócić do tych czasów. Przeżyć to jeszcze raz, może tym razem jeszcze lepiej.

Nosiłabym tiulową spódnicę, spod której wiać byłoby majtki. Znów, tylko wcześniej!, miałabym dredy do pasa. Tańczyłabym w deszczu i nocowała w namiocie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Open’er Festival (@opener_festival)

Za rok jadę znowu. I będę się świetnie bawić. Jeszcze lepiej niż tym razem. Wyluzuję. Odpocznę mimo zmęczenia, jak teraz. Zabiorę córkę i jej znajomych. Już nie będę miała kompleksów, zahamowań, jakichś blokad. Już wiem, z czym to się teraz je.


Lifestyle

Jeśli miłość nie przychodzi, odpuść i zaufaj, że wszystko, co jest dla ciebie, kiedyś znajdzie do ciebie drogę

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 lipca 2022
 

Barbara Pasek jest zakochana. Szczęśliwie. Z wzajemnością. Dojrzale. Ale to kosmos sprowadził do niej ostatniego roku tyle szczęścia. Podczas wywiadu na temat nowej książki, Basia mówi: Miłość przytrafia się nam, kiedy zakochujemy się w życiu i kiedy kierujemy ją do siebie i do codzienności, która nas otacza. Celebrujemy chwile, doceniamy to, co mamy, jesteśmy tu i teraz i nie uzależniamy szczęścia od tego, że ,,kiedyś, jak już będę miała faceta, to będę spełniona… Kiedy buzujesz zakochaniem się w życiu, ono po ciebie przychodzi i przynosi większe skarby niż mogłaś sobie wyobrazić.

Co to znaczy dla ciebie zrobić ze swojego życia dzieło sztuki?

– Spoglądać na życie nie jak na przypadkowy zlepek dni, spotkań i zdarzeń, a na całościowe arcydzieło, które tworzymy każdego dnia, w każdej godzinie i minucie. Jakbyśmy malowali obraz pociągnięciami pędzla. Nasze życie nie stanie się kiedyś w przyszłości piękne, jeżeli skleimy je z niezadowolenia, przekraczania swoich granic i przemęczenia.

Jeżeli pragniemy szczęścia warto rozpocząć budowanie go każdego dnia – tak tworzy się dzieło sztuki naszego życia, krok za krokiem, dzień za dniem, moment za momentem.

W nowej książce często piszesz, że słuchasz swojej wewnętrznego głosu, intuicji, a świat ci sprzyja. Czy możesz o tym więcej opowiedzieć?

– Wierzę, że każdy z nas ma w sobie wewnętrzny kompas, który po prostu WIE. Wie najlepiej i prowadzi nas doskonale. To właśnie intuicja, czy – inaczej mówiąc – głos naszego serca. Serce zawsze doskonale czuje, co dla niego jest dobre, a na co powinno uważać. Czy pragnie doświadczyć dzisiaj lodów z malinami? Czy może odpoczynku na kanapie? Wie, kiedy trzeba odejść. Wie, kiedy warto coś zmienić. Jednak my tego głosu wcale nie słuchamy. Najczęściej wszystko racjonalizujemy, siedząc głęboko w głowie. Tylko że moim zdanie w głowie nie znajdziemy tych właściwych odpowiedzi na temat najpiękniejszej drogi naszego życia. Odpowiedzi są w sercu. Głowa może odpowiedzieć na pytanie: „JAK zrealizować to, co w duszy gra”. Nie odpowie, czy masz to realizować.

Wierzę, że nasza intuicja jest podpięta pod jakieś większe źródło wiedzy, które ma na nas plan, zna drogę, która jest przed nami. Dlatego mimo tego, że prowadzi nas czasem w nieznane, warto temu głosowi zaufać. Nazwijmy ten głos Źródłem, Wszechświatem, Kosmosem, Bogiem – wszystko jedno. Chodzi o większy sens, który z całą pewnością w naszej układance zwanej życiem istnieje i doświadczyłam tego już tysiące razy na własnym przykładzie i wielu historiach moich czytelników.

Jak rozpoznajesz w sobie głos serca i czy on jest ważniejszy dla ciebie od głosu rozsądku?

– Głos serca jest najważniejszy. Kropka :) Głos rozsądku może mi tylko delikatnie pomóc w sprawach logistycznych, organizacyjnych, kalkulacyjnych, ale nigdy nie jest decydentem w moim życiu. Powiem ci, że w ten sposób żyje mi się wspaniale! Głos serca słyszy się zawsze w zatrzymaniu, ciszy, w daniu sobie chwili uwagi na proste pytań: ,,Jak się dziś czujesz?”,” Czego potrzebujesz?”,” Co czujesz na temat tej sytuacji?” Tak szczerze przed samym sobą.

Jednak tego głosu nie słyszy się w szale zajęć i morzu opinii. On jest subtelny, jest w tobie, pozostaje pytanie ile jest ciebie w twoim życiu, ile dajesz sobie uwagi. Tam znajdziesz serce.

Jak szukać w sobie siły, by w końcu zacząć realizować marzenia i przestać siebie odkładać na później?

– W ciągu wielu lat pracy z ludźmi dowiedziałam się, że ludzie mają tak różne motywacje, jak różne są ich twarze (śmiech). Czasami tę motywację muszę pomóc im odgrzebać z dalekich zakamarków, bo tak bardzo porzucili siebie. Dlatego nie jest prosto wskazać jedną motywację, która będzie uniwersalna dla wszystkich.
Może oprócz jednej, mocnej, która jest niezmienna dla każdego człowieka na ziemi. Wszyscy umrzemy i jakkolwiek brzmi to czarno i ciemno, ja jednak patrzę odwrotnie. Jeżeli budzisz się rano i masz szansę na kolejny oddech, to już jesteś szczęściarzem. Dla mnie życie wcale nie jest oczywistością. Nie wiemy, ile ono będzie trwało. Nie wiemy, ile jeszcze oddechów przed nami. Może warto w końcu wykorzystać te, które pozostały, zamiast odkładać je na później?

W wieku 32 lat przeżyłaś zapaść. Jakim to było dla ciebie doświadczeniem i co zmieniło w twoim życiu?

– To moje drugie spotkanie, z ,,drugą stroną”, która była tak blisko. Pierwszy raz wydarzyło się to wiele lat temu w wyniku przewlekłej choroby, dlatego już wiedziałam, jak to „smakuje” i jaką rewolucję robi w życiu. Jednak tym razem wszystko stało się zupełnie nieoczekiwane. Jakby w moim dobrym życiu nagle wyłączyło się na chwilę światło i przyszedł komunikat: „Kiedyś tak wszystko zgaśnie, więc co chcesz zrobić z czasem, który ci pozostał?”. Tak oto zmieniłam całe swoje życie – dosłownie całe i wydarzyło się to w rok.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Barbara Basia Pasek (@barbrabelt)

Jaki to był dla ciebie rok?

– Niesamowity, magiczny, szalony, którego efektem jest ,,Zrób z życia dzieło sztuki”. Jednak nie jest to historia o mnie. Opowieść jest tylko bazą dla indywidualnej historii każdego z czytelników, aby on mógł wyruszyć w swoją odyseję i by pozyskał narzędzia, które mogą go w tym wesprzeć.

Czy jesteś „cyfrowym nomadem”? Jak udaje ci się pracować i podróżować?

– Przygotowywanie się do zmiany mojego życia trwało kilka lat. W ostatnim roku ostatecznie podjęłam decyzję o zmianie. Jednak wcześniej konsekwentnie budowałam źródła zarobków niezależne od miejsca przebywania, bazujące w dużej mierze na świecie cyfrowym i pracy on-line. Reasumując, nie nie trzeba mieć dużo pieniędzy, wystarczy stopniowo zmieniać system pracy na formę zdalną i cyfrową. U mnie oznaczało to całkowite przebranżowienie, jednak udało się i zdecydowanie było warto, a miniony rok jest tego dowodem.

Ważnym aspektem jest to, że Polska już dawno przestała być tańsza od reszty świata. Często znajdowałam miejsca na świecie, w których żyje się taniej. Dlatego to nie wymaga wielu dodatkowych środków finansowych, ale po prostu zmiany systemu zarabiania i patrzenia na świat.

W ostatnim roku poznałeś swojego partnera. Czy możesz opowiedzieć tę historię?

O tej historii jest dużo w książce, bo realnie to opowieść na film (śmiech) i to bardzo metafizyczny. Nie chcę wszystkiego zdradzać, mogę tylko powiedzieć, że miłość „przytrafia się” nam, kiedy zakochujemy się w życiu. Kiedy miłość kierujemy do siebie i do codzienności, która nas otacza. Celebrujemy chwile, doceniamy to, co mamy, jesteśmy tu i teraz i nie uzależniamy szczęścia od tego, że ,,kiedyś, jak już będę miała faceta, to będę spełniona…”.

Kiedy buzujesz zakochaniem się w życiu, ono po ciebie przychodzi i przynosi większe skarby niż możesz sobie wyobrazić.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Barbara Basia Pasek (@barbrabelt)

Co możesz na koniec powiedzieć dziewczynom, które marzą o pięknej miłości, a czas mija i nic takiego do nich nie przychodzi.

– Warto odpuścić i zaufać, że wszystko, co jest dla nich, znajdzie do nich drogę. Zakochać się w życiu, rozkochać się w codzienności! A jeżeli czujesz, że od dłuższego czasu przyciągasz ,,ten sam model”, albo popełniasz te same błędy w życiu uczuciowym, warto zajrzeć głęboko w siebie, wyruszyć w podróż wewnętrzną. Najlepiej przy wsparciu kogoś, kto może pomóc rozwiązać labirynt zakamarków naszej podświadomości. Czasami to tam tkwi coś, co sabotuje wymarzoną wersję naszego życia i nie mamy o tym nawet pojęcia. Jednak przede wszystkim warto pamiętać, że przyciągamy, kiedy TU I TERAZ jesteśmy kompletną, szczęśliwą, spełnioną osobą, która na nic nie czeka, od niczego nie uzależnia swojego zadowolenia. Wtedy jesteśmy jak magnes. Na szczęście. Na miłość. Na wszystko, co upragnione…

 


Lifestyle

Little Simz: zdaję sobie sprawę, że chociaż mam rodzinę, przyjaciół i zespół, tak naprawdę jestem tutaj sama

Redakcja
Redakcja
2 lipca 2022
Little Simz, fot. Instagram

Little Simz, brytyjska raperka i aktorka, wystąpiła pierwszego dnia Open’er Festival 2022 i było najlepsze, co mogło nam się na początek tej pięknej imprezy trafić. Niepozorna dziewczyna w wielkiej czapie, naciągniętej na dredy, okularach-kujonkach i dużo za dużych ciuchach zabrała nas w środowe późne popołudnie do swojego świata, który szybko okazał się też naszym światem. Płynęliśmy razem z nią, płakaliśmy na piosence „Introvert”, szliśmy przez dżunglę, przestępując nad wężem i spotykając króla zwierząt. Little Simz, dziękujemy!

Little Simz była odebrała w tym roku nagrodę dla najlepszej młodej artystki (młodego artysty – bądźmy precyzyjne) podczas Brit Awards. Na scenę wyszła w towarzystwie swojej mamy i wygłosiła tak niesamowite przemówienie, że arena O2 zamarła. Jej występ, jeśli wierzyć recenzentom z „Guardiana” przyćmił Eda Sheerana i Adele. Po tym, co zobaczyłyśmy na openerowej Tent Stage, wierzymy, jesteśmy przekonane, że tak właśnie było.

„Dziękuję bardzo, Mamo, spójrz na to, co stworzyłaś. Spójrz na to, co zrobiłaś”

„Dorastałam na osiedlu komunalnym, jestem niezależną artystką i być tu dziś wieczorem, otrzymać tę nagrodę, jest dla ogromnym błogosławieństwem. Jestem bardzo wdzięczna”

Jaką drogę przeszła Little Simz? Od dzieciaka z północnego Londynu, urodzonego w rodzinie z nigeryjskimi korzeniami, który miał wielkie marzenia do jednej z najwybitniejszych wschodzących gwiazd sceny muzycznej.

„Bycie w branży zdominowanej przez mężczyzn, nie powstrzyma mnie przed dążeniem do wielkości”

Wiele się mówi teraz o hip-hopie, czy rapie. To artyści hip-hopowi są największymi gwiazdami. To tych ludzi słuchają nasze dzieci, to oni są dla nich przewodnikami, to oni ubierają w słowa ich myśli, opowiadają o ich problemach, tworzą ścieżkę dźwiękową do ich życia. Widać jednak, że to głównie mężczyźni. Jest grono dziewczyn, ale są zdecydowanie w mniejszości. Jeśli już jakaś się pojawia, to tradycyjnie  jest, obdarzana pobłażliwymi uśmieszkami, opisywana przez pryzmat wyglądu i traktowana raczej jako ciekawostka. Nawet jeśli ma coś do powiedzenia, a Little Simz ma. I to bardzo dużo.

„Lubię po prostu skupiać się na tym, co chcę powiedzieć i czego mi brakuje. Staram się przebić przez hałas. Mimo że w sposób oczywisty zakorzeniona w hip hopie, moja muzyka zawsze była tyglem wielu różnych stylów i gatunków. I niezależnie od tego, czy jest to jazz, taniec, afrobeats czy gospel, soul, cokolwiek to jest, myślę, że zawsze udawało mi się zanurzyć między różnymi stylami i po prostu pokazać, że jestem w stanie istnieć w tych różnych przestrzeniach. To sprawia, że jestem nie tylko raperką”.

 

Mała Simz jest pewna swoich umiejętności i nie chce być do nikogo porównywana: „Nigdy nie porównuję się do nikogo, ponieważ po prostu rozumiem moją drogę, ona jest inna niż wszystkie” – mówiła w jednym z wywiadów. „Staram się nie zbaczać z wybranej ścieżki i ciągle iść do przodu”.  Little Simz jest nie tylko raperką, aktorką (możemy ją oglądać w serialu „Top Boy” na Netflixie), jest wszechstronnym kreatywnym duchem i kimś, kogo nie można zaszufladkować. Przyznaje, że dorastając jako najmłodsza z czwórki kreatywnego rodzeństwa, wiele od nich zaczerpnęła, byli dla niej inspiracją.

Little Simz lubi eksperymentować, odkrywać, próbować nowych rzeczy. Nie boi się wychodzić ze stref komfortu i robić rzeczy, które są wyzwaniem. Wchodzi w takie sytuacje bez lęku, ale podejmuje te dycyzje wyłącznie w zgodzie ze sobą. Nie zobaczymy jej w czymś, czego nie jest pewna na sto procent.

„Nie czuję presji dotyczącej wyglądu”

W wywiadach przyznaje, że zawsze była pewna siebie, miała bardzo silne poczucie własnej wartości. Wiedziała, co lubi, a czego nie. Podkreśla, że to dla niej ważne, że po prostu może być sobą, nikogo nie udawać i że ludzie to w niej lubią. „Czują, że to co widzą, jest tym, co dostają” – mówi. Najważniejsze jest dla niej przemawianie przez jej sztukę. Ma świadomość, że mogła wybrać prostszą drogę, podjąć inne decyzja, ale to ta jest zgodna z nią samą.

„Jestem szczęśliwa, bo byłam wierna sobie i zawsze robiłam to, w czym czułam się komfortowo, wyglądając tak, jak chciałam wyglądać i ubierając się tak, jak chciałam się ubierać” – powiedziała w wywiadzie dla „Glamour”.

Przyznaje jednak, że na początku swojej muzycznej drogi usłyszała, że najlepiej sprzeda się seksem. Pomimo, że jest w pełni akceptowana przez scenę rapową, jej indywidualność opiera się jakiejkolwiek kategoryzacji. Woli opowiadać o zawiłościach swojego wewnętrznego monologu, niż przyjąć humor i seksowny wizerunek największych kobiecych gwiazd rapu.

***

Poniżej występ Little Simz na Open’er 2022. Piosenka „Introvert” z 2021 r., ale jakże aktualna. „Widzę grzeszników w kościele/ Jest wojna, słyszę okrzyki bitewne / Matki grzebiące synów, młodzi chłopcy bawiący się bronią / Jeśli nie możesz poczuć bólu, to nie możesz poczuć czegoś przeciwnego / Walka pomiędzy Yin i Yang to walka, której nigdy nie wygrasz/Nie interesuję się polityką, ale wiem, że to mroczne czasy”

***

27-latka jest żywym dowodem na to, że jeśli ciężko pracujesz nad czymś, bez względu na to, skąd pochodzisz, jakie masz pochodzenie, rasę, możesz być czymś niezwykłym”

A wszystko zaczęło się w zwykłej młodzieżowej świetlicy Mary’s Youth Club. To miejsce opisywane jest jako bezpieczna przestrzeń dla młodych ludzi, gdzie mogą spędzić czas wolny i dobrze się bawić. Szczególnie ci, którzy nie mają pieniędzy, aby pozwolić sobie na inne zajęcia pozalekcyjne. Pomaga również uczniom realizować ich ambicje, dając im normalnie dla nich niedostępne możliwości i pokazując im ludzi, którzy mogliby być dla nich inspiracją. Teraz to Simbi może być inspiracją dla kolejnych roczników, trafiających do tej świetlicy. To wspaniałe. – To dla nas bardzo pomocne, że możemy mówić o Simbi i o tym, jak ciężko pracowała, kiedy była w klubie – mówi jeden z opiekunów z ośrodka. – Nasi młodzi ludzie mogą się do niej odnosić. Możemy powiedzieć: zobacz, co ona zrobiła, ty też możesz.

„Jesteś legendą”

Ta zagorzała niezależność i wyjątkowość – w połączeniu z faktem, że brytyjskie raperki od dawna walczą o sukces komercyjny na własnym boisku – może być powodem, dla którego droga Simz była tak długa. Ale jest też plus: długa droga pozwoliła jej doskonalić swoje rzemiosło i cementować swoją tożsamość, dzięki czemu jest doskonale przygotowana do sukcesu głównego nurtu.

 


Cały koncert Little Simz:


Zobacz także

Jak zbudować przytulny salon?

Faceci odchodzą wtedy, kiedy czują, że nie są w stanie sprawić, by ona była zadowolona

Najgorsze teksty, jakimi mogą kobietę uraczyć faceci. Panowie – lepiej tego nam nie mówcie