Lifestyle

„Carrie Pilby” – znakomita komedia romantyczna. Już na DVD

Redakcja
Redakcja
3 września 2018
Mat. prasowe
 

Kojarzycie Carrie? Nie, Carrie Pilby nie ma nic wspólnego ze słynną Carrie z filmu grozy z 1976 roku. No może poza tym, że także jest to osoba zagubiona i nieszczęśliwa.

„Carrie Pilby” to w istocie urocza komedia romantyczna o duchowej siostrze Bridget Jones. Carrie to 19-letnia Angielka, która mieszka w Nowym Jorku. Chociaż błyskawicznie ukończyła studia na prestiżowym Harvardzie, to jednak ma problem z przystosowaniem się do codziennej rzeczywistości.

Mat. prasowe

Carrie nie lubi wychodzić z domu, nie ma przyjaciół, pracy i nie chodzi na randki. Do tego uważa, że jest ostatnią normalną osobą na świecie, w którym panuje hipokryzja i obsesja na punkcie seksu. Pomimo swoich przekonań, Carrie nie jest jednak szczęśliwa. Za radą znajomego terapeuty zgadza się zrealizować 6-punktowy plan działania, który ma coś zmienić w jej życiu. Carrie ma za zadanie zrobić coś, co uwielbiała jako dziecko, przeczytać ulubioną książkę, sprawić sobie zwierzątko, zdobyć przyjaciela, iść na randkę oraz spędzić z kimś Sylwestra.

Mat. prasowe

Czy przygotowany przez terapeutę plan pomoże Carrie zmienić podejście do świata i otworzyć się na innych?

„Carrie Pilby”, oparta na podstawie bestsellerowej powieści Caren Lissner, to znakomita komedia romantyczna, która sprawia, że po seansie trochę bardziej optymistycznie patrzymy na świat. Idealne kino na kobiece wieczory przy winie.


Lifestyle

Chcecie, żeby wasza twarz była pełna blasku i świeżości? Koniecznie użyjcie tego serum. W moim przypadku zdziałało cuda

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 września 2018
Fot. iStock/soup__studio
 

Muszę przyznać, że nie wyssałam z mlekiem matki naturalnej potrzeby dbania o swoją skórę. Przez wiele lat wydawało mi się, że użycie najprostszego i najbardziej popularnego kremu wystarczy. Byłam wręcz przekonana, że wszelkiego rodzaju kosmetyki pełne są środków chemicznych, które w efekcie bardziej niszczą skórę niż jej pomagają. Powtarzałam, że skóra uzależnia się od tych produktów i trudno jej później naturalnie obronić się przed czynnikami środowiskowymi.

Głupia byłam. A już na pewno bardzo mało wiedziałam o swojej skórze, procesie starzenia się i kosmetykach. I tak miałam szczęście, bo do 35-tego roku życia moja skóra miała się całkiem nieźle. Jednak pewnego dnia spostrzegłam, że nie jest idealnie. Pojawiły się przebarwienia, przesuszenia, sińce pod oczami, zmarszczki coraz bardziej widoczne i zamiast cieszyć się dojrzałą cerą, zaczęłam szukać pomysłu, jak sobie pomóc. Wszystko odbywało się metodą prób i błędów – tych niestety popełniłam sporo. Ale też dzięki temu dzisiaj jestem mądrzejsza o wiedzę, jaką zdobyłam.

Dowiedziałam się, że wśród całej gamy ofert można znaleźć kosmetyki bazujące na naturalnych składnikach, które służą naszej skórze w naprawdę doskonały sposób. Ciągle szukam nowinek, czytam, nie chcę eksperymentować na swojej skórze, ale czasami zdarza mi się użyć zupełnie nowego kosmetyku. Tak było z Serum Immortelle Reset. Szczerze – sięgnęłam po to serum, bo… zachwyciło mnie opakowanie. Czasami decydujemy się na coś „oczami”. Piękna butelka i te złote perełki w środku na myśl przywoływały mi najpiękniejsze zachody słońca. Jak się okazało Serum Immortelle Reset to nowość marki L’occitane składające się z trzech naturalnych składników. A jak wiadomo – im krótszy skład, tym lepiej.

Ekstrakt z majeranku

Pobudza naszą skórę, pomaga chronić ją każdego dnia przed niekorzystnymi działaniami naszego środowiska.

Wyciąg z jeżówki elektrycznej

Jeżówka od wieków znana jest jako naturalny środek przeciwbólowy, wykorzystywany także do zmniejszania napięcia mięśniowego. Nazywana „roślinnym botoksem”, a użyta do produkcji serum zmniejsza napięcie skóry wywołane stresem i zmęczeniem.

Olej z nieśmiertelnika

Ma bardzo silne działanie przeciwstarzeniowe. To właśnie ten olej ukryty jest w złotych perełkach serum, które przy aplikacji łączą się z pozostałymi składnikami, by wniknąć w naszą skórę i ją zregenerować.

Tyle wiedziałam, kiedy pierwszy raz użyłam tego serum. Byłam trochę zaskoczona konsystencją przypominającą raczej wodę z kawałkami galaretki, niż krem, mający nawilżyć moją skórę. Pewnie też dlatego spodziewałam się, że po kilkunastu minutach od aplikacji będę nakładać krem, bo poczuję znajome ściąganie skóry, która nie została odpowiednio nawilżona. Nic takiego się jednak nie stało. Co więcej, rano (serum aplikuje się na noc) nie miałam poczucia, że moja skóra natychmiast wymaga porannej pielęgnacji. Z ciekawości użyłam serum także w dzień, wiedząc, że będę w domu, więc nie nałożę na twarz innych kosmetyków. I jakież było moje zdziwienie, gdy faktycznie – serum w zupełności wystarczyło do tego, żeby moja naprawdę przesuszona skóra twarzy była odpowiednio nawilżona przez cały dzień.

Arch. własne

Producenci kosmetyku zapewniają, że efekt rozjaśnionej, wypoczętej i świeżej skóry można zauważyć już po pierwszym użyciu serum, kiedy wstajemy rano. Cóż, mi trudno było to stwierdzić, bo serum zaczęłam używać na wakacjach. A wiecie, jak jest podczas urlopu – człowiek się nie stresuje, jest wypoczęty, wyspany, łapie trochę słońca, więc i skóra wygląda od razu inaczej. Tak przynajmniej myślałam każdego dnia patrząc w lustro. Już dawno pozbyłam się złudzeń, że jakiś kosmetyk działa po jednym użyciu.

Kiedy jednak wróciłam z urlopu i wpadłam w wir pracy, której (nie wiedzieć czemu), zawsze po wakacjach jest więcej, zauważyłam zmiany. Znam siebie, wiem, jak działa na mnie silny stres, jak wygląda moja twarz po długim ślęczeniu przed komputerem i ograniczonym dostępem do świeżego powietrza, a tu – wstając rano (użycie serum wieczorem stało się już dla mnie nawykiem), moja twarz naprawdę wyglądała świeżo. Co więcej – wygląda tak nadal, choć o urlopie już prawie nie pamiętam. Naprawdę mam wrażenie, że z dnia na dzień się regeneruje, jest pełna blasku, nie widać zmęczenia, które ma prawo na niej się odbić.

Co więcej, spotkałam się z ostatnio z przyjaciółką, która patrząc na mnie, powiedziała: „Jak świetnie wyglądasz, czego używasz do twarzy” – zna się na rzeczy. I tak jak jestem sceptyczna do kosmetycznych nowinek, tak Serum Immortelle Reset polecam każdemu z czystym sumieniem. Producenci zapewniają, że serum przeznaczone jest do każdego rodzaju skóry, dla kobiet w każdym wieku. Cóż – moja skóra jest, a raczej była przesuszona, umęczona stresem i zmęczeniem, trudno było mi znaleźć kosmetyk tak uniwersalny z taką mocą działania jak serum, zawsze musiałam się wspomagać zabiegami u kosmetyczki. Tymczasem za kilka miesięcy kończę 40 lat i szczerze – widzę jak moja skóra młodnieje. A ja mam tyle lat na ile się czuję, i na ile wyglądam.

Arch, własne


Lifestyle

Błagam, nigdy nie ćwicz w pełnym makijażu! Możesz zrobić sobie więcej krzywdy niż ci się wydaje

Redakcja
Redakcja
3 września 2018
Fot. iStock/AleksandarGeorgiev

Znacie te zdjęcia z siłowni, biegów, kiedy napisane jest: „Ależ to był wycisk”, choć na twarzy nie widać nawet krzty zmęczenia? Zawsze się zastanawiam, czy te dziewczyny zaraz po treningu biegną zrobić makijaż i wtedy robią selfie, a może przed? A może ćwiczą w pełnym make up’ie? I to jest najgorsza opcja.

Dermatolodzy biją na alarm i głośno mówią: „Pomyśl dwa razy nim wylądujesz na siłowni czy fitnessie w pełnym makijażu”. Już gorszej krzywdy swojej skórze zrobić nie można. Co z tego, że twoje ciało będzie piękne, jak twarz zostanie przez ten czas zmasakrowana.

Ćwiczenia powodują rozszerzenie naczyń krwionośnych, zwiększenie przepływu krwi do skóry i otwarcie porów. I teraz wyobraźcie to sobie – pot i bakterie zostają uwięzione pod warstwami makijażu, zapobiegając prawidłowym odprowadzaniu ciepła przez skórę i pozostawiając ją podatną na zamykanie lub znaczne zatkanie porów. To może doprowadzić do powstania trądziku lub znacznego podrażnienia skóry. Oczywiście, jeśli nie jesteś w stanie wyjść pobiegać czy pokazać się na siłowni bez makijażu – wszystko jest dla ludzi, ale z głową. Zrób sobie bardzo delikatny make up, najlepiej kosmetykami na bazie proszków a nie oleju. Pamiętaj jednak, żeby zaraz po treningu zmyć go z twarzy i pozwolić skórze złapać oddech.

Dermatolodzy są zgodni – najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić dla swojej skóry jest całkowite usunięcie makijażu przed treningiem. Nawet pozornie niewielkie zagrożenia, takie jak idealna kreska, tusz do rzęs i szminka powinny zniknąć z naszej twarzy. Podczas treningu mamy tendencję do rozmazywania się, przez co mogą zatykać się delikatne pory wokół oczu i ust.

Nie wyobrażasz sobie wyjścia na ćwiczenia bez makijażu? Pomyśl o skórze twarzy. Kosmetyki zawsze możesz wrzucić do torby, zmyć przed wejściem na salę, a przed wyjściem – po treningu, nałożyć makijaż na nowo. Ale nigdy, przenigdy nie trenuj z pełnym make up’em.


źródło: health.com


Zobacz także

Małżeństwa z rozsądku, bo wpadka i dziecko, albo latka lecą, a tu stara panna i czas się ustatkować

Pomóż swojej córce poradzić sobie ze złośliwymi koleżankami. Te kilka rzeczy jest naprawdę ważne!

10 bardzo brzydkich nawyków, które świadczą o wysokiej inteligencji