Lifestyle

Brakuje ci pomysłów? Doskwiera ci zbyt mała kreatywność? Czas na spacer!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
15 sierpnia 2017
Fot. iStock / Popartic
 

Czy wiecie co łączy kostkę Rubika, teorię ewolucji, model DNA, penicylinę, komputerowe innowacje oraz zasadę nieoznaczoności Heisenberga? Wszystkie te pomysły powstały podczas spacerów! Okazuje się bowiem, że chodzenie ma niebagatelny wpływ na nasze myślenie i świetnie wpływa na kreatywność.

Dobroczynny i genialny wręcz wpływ spacerów dostrzeżono m.in. w Dolinie Krzemowej (centrum amerykańskiego przemysłu tzw. nowych technologii, głównie komputerowego), gdzie spotkania „chodzone” nikogo nie dziwią, a korporacje przygotowały nawet specjalne trasy dla swoich pracowników, które mają pomóc im w znalezieniu kreatywnych rozwiązań i wprowadzeniu ich umysłów na wyższy poziom pomysłowości. Spacerowe rozwiązania wprowadzili giganci tacy jak Google czy Apple, więc ewidentnie coś musi w tym być!

Marily Oppezzo i Daniel Schwartz, psychologowie z Uniwersytetu Stanforda, zbadali, w jaki sposób spacerowanie wpływa na nasze procesy myślowe. Ich eksperymentowi poddano studentów – cześć z nich siedziała, część chodziła podczas wykonywania zadań na bieżni, w pomieszczeniu i na zewnątrz. Wyniki badania były podobne – grupa spacerujące wykazywał poprawę swojej kreatywności, a ich wyniki były nawet 200 procent lepsze od studentów, którzy siedzieli w czasie eksperymentu! Najlepsze osiągnięcia uzyskiwali ci, którzy chodzili w swoim tempie, a na kreatywność nie wpływały warunki, w jakich odbywał się spacer – nawet maszerowanie od ściany do ściany w jednym pomieszczeniu istotnie ją poprawiało. Gorzej za to wypadały zadania wymagające skupienia i skoncentrowania się na szczegółach.

Dlaczego spacery tak wpływają na kreatywność? W ich trakcie nasze fale mózgowe przełączają się w tryb pozwalający na wyłamanie się z utartych schematów, dzięki czemu nasze myśli „idą” inna drogą i wpadamy na nowe pomysły. Ponadto, spacery pozwalają nam uniknąć rozproszenia spowodowanego telefonami, mailami czy prośbami kolegów z biura – można powiedzieć, że zrywamy się ze smyczy, a za tę wolność umysł odpłaca się nam kreatywnością.

Dlatego pamiętajcie, że jeśli nad czymś się głowicie przez dłuższy czas, próbujecie znaleźć genialne rozwiązanie i nowy pomysł, warto wstać od biurka i wybrać się na spacer. To się nazywa łączenie przyjemnego z pożytecznym!


 

Na podstawie: www.hellozdrowie.pl

Zapisz


Lifestyle

Cyniczne optymistki i ich problemy. Czy naprawdę warto reagować na wszystko śmiechem?

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
15 sierpnia 2017
fot. iStock/JANIFEST
 

Jesteś uśmiechniętą i miłą osobą, która z reguły wszystkim życzy dobrze. Upiekłabyś nawet swoje popisowe ciasto dla wszystkich, którzy potrzebują natychmiastowej poprawy humoru. Jednak wystarczyłaby jedna chwila, żeby ta sielanka pełna różu, tęczy, motyli i jednorożców została doprawiona odrobiną pieprzu w postaci sarkastycznego komentarza. Nie każdy potrafi nadążyć za twoim poczuciem humoru, ba! niektórzy uważają cię za wariatkę, bo potrafisz śmiechem reagować na tak smutne wydarzenia jak śmierć bliskich czy wypadek najbliższej przyjaciółki. A co do ciasta… z miłą chęcią rzuciłabyś je komuś w twarz! Tak na ogarnięcie.

Twoi przyjaciele nigdy nie wiedzą, kiedy jesteś sarkastyczna

„Wiesz co? Pięknie dziś wyglądasz!”. Rzucasz na powitanie swojej najlepszej przyjaciółce. A ona jest w takim szoku, że nie do końca wie, jak ma zareagować. Dlaczego? Bo doskonale wie, że cynizm to twoje drugie imię. Bo przecież kochasz, kiedy wszystkich dopada świąteczna gorączka już w połowie października, więc może tak samo bardzo podoba ci się wygląd przyjaciółki?

Tak właściwie to czasem sama masz z tym problem

Bo w sumie… może te święta wcale takie złe nie są? Właściwie to sama mogłabyś udekorować swoje biurko milionem bałwanków prosto z Krainy Lodu, a zaraz potem przyprószyłabyś wszystko sztucznym śniegiem… Ale chwila… Czy przez przypadek nie jesteś Grinchem?

Wydarzenie sportowe? Twoja pewność siebie rośnie z minuty na minutę!

Jesteś kimś pomiędzy dzieckiem, które nie dostało swojego upragnionego hot-doga, a tym kibicem w pierwszym rzędzie, który zawsze zna się na wszystkim. Bo przecież też się znasz! Tak już zupełnie całkiem szczerze. Tylko za chwilę na pewno wypalisz z komentarzem, że Lewy to lepiej układa włosy niż podaje, a najlepiej to niech podaje wszystkim batoniki Ani! A wszystko to dlatego, że może się ziścić twój największy koszmar – ktoś zauważy, że zależy ci za bardzo.

Twoje mowy motywacyjne są… no cóż, dalekie od perfekcji

„Bierz ich!” „Nie daj się!” i wszystkie inne twoje klasyczne teksty, które mają motywować znajomych do zdobywania świata, tak na dobrą sprawę nie zrobią nic dobrego. Nie masz się jednak o co martwić! Przecież każdy z nas motywuje się codziennie rano do wyjścia z łóżka, a to już ogromny sukces! Potem będzie tylko lepiej.

Żeby wytworzyć idealny balans pomiędzy twoim cynizmem a optymizmem, zaczynasz mówić. Bardzo dużo mówić.

„Z zasady to jestem bardzo optymistycznie nastawiona do świata. Nie żeby to miało jakoś wpłynąć na nasze relacje. Chociaż to oczywiste, że chciałbyś mnie poznać bliżej, więc może pójdziemy na kawę? Ach, tak! Nienawidzę kawy. To może po prostu byśmy tak porozmawiali?” Znasz to? Kiedy jesteś zestresowana i chcesz uniknąć bycia potwornie cyniczną kreaturą, po prostu włącza ci się tryb ciągłego gadania. Zupełnie bezsensownego gadania.

fot. iStock/SanneBerg

fot. iStock/SanneBerg

Kiedy dochodzi do rozmów na tematy „wyższe”, wierzysz we wszystko i w nic

Dobrze wiesz, że horoskopy piszą redaktorki nie mające zupełnie nic wspólnego z magią, no może poza magią wynajdowania super tematów. Ale zaraz… przecież to prawda, że w piątek masz ważne spotkanie, a weekend spędzisz z ukochanym. Skąd one o tym wszystkim wiedzą?! Może jednak powinnaś ich posłuchać?!

Każda grupa znajomych, to zupełnie inne zachowanie

W pracy jesteś stuprocentową optymistką, która z chęcią zaraża tym swoim szalonym pozytywnym myśleniem wszystkich. No i może czasami dorzucić jakiś sarkastyczny komentarz…

Rozmawiając z siostrą hektolitry cynizmu wylewają się poza wszelkie dozwolone obszary. Chłopak ją zostawił? Co z tego, przecież i tak miała wyjechać w podróż dookoła świata. Teraz przynajmniej to zrobi, a przy okazji znajdzie męża dla ciebie! Obowiązkowo jednak rzucasz na koniec rozmowy, że ją kochasz. Bo to przecież prawda. Serio!

W samotności jesteś totalnym chaosem. Bo nie do końca wiesz, co tak naprawdę powinnaś czuć.

W czasie rozmów ze starszymi osobami, musisz się nieźle powstrzymywać 

Na dworze zimno, a ty jak zwykle postawiłaś na piękny wygląd. Szalik może być, ale musi pasować do twojego dzisiejszego ubioru. I kiedy już chcesz powiedzieć swojej cioci, że w tym szaliku jest ci po prostu za ciepło, ugryziesz się w język. Bo od razu dostałabyś wykład na temat temperatury panującej na zewnątrz, a przy okazji zostałabyś zasypana milionem pytań na temat swojego zdrowia. No i po co?

Nie masz pojęcia, jak określić prawdziwą siebie, bo chyba w ogóle kogoś takiego nie ma

Pamiętacie Shreka i jego opowieść o cebuli? Ogry są jak cebula, mają wiele warstw, tak samo jak cyniczne optymistki. Na wierzchu jest piękna, kolejna warstwa to odrobina czarnego charakteru, ale tuż pod nią kryje się masa dobra! Szkoda tylko, że gdy oderwiesz kolejną, pokaże się ładunek sarkazmu, którego nie wytrzyma nikt. Tutaj nie ma szarości, jest biel mieszająca się z czernią. Może właśnie dlatego tak trudno określić ci siebie.


źródło: Bustle.com


Lifestyle

Faceci odchodzą wtedy, kiedy czują, że nie są w stanie sprawić, by ona była zadowolona

Agnieszka Żukowska
Agnieszka Żukowska
15 sierpnia 2017
Mat. prasowe

– Najpierw robi się bardzo duszno, potem brakuje tchu – wspomina Ania. – W uszach słyszysz tylko bicie własnego serca i gorączkowo łapiesz powietrze. W pewnej chwili zakręciło mi się w głowie i widziałam taki zaśnieżony ekran, jak kiedyś, kiedy program w telewizji się kończył, a potem była plansza z napisem: „koniec programu”. To był zdecydowanie koniec programu. Do kościoła wysłał brata. To on mi powiedział, że Bartek nie przyjdzie. Nie chce wyjść z domu. Nie chce ślubu.

Miesiąc czekałam na Ani telefon. Nie miałam pojęcia jak się zachować, co się robi w takich sytuacjach. Niby nikt nie umarł, a jednak wszyscy byli, w pewnym sensie – w żałobie. Chciałam porozmawiać, zrozumieć, co się stało. Kiedy po raz pierwszy oglądałam „Sex w wielkim mieście”, a Big nie pojawił się na swoim ślubie, w bólach i z wrodzoną mi empatią identyfikowałam się z Carrie. Ale i pamiętam jego słowa, kiedy podjeżdżał pod miejsce ich ślubu: „chcę mieć pewność, że to ty…”. Nie dawało mi to spokoju.

– Nie potrafię mu wybaczyć, nigdy w życiu nikt nie zrobił mi większego świństwa. Nie zasługuje na moje wybaczenie. Upokorzył mnie tak strasznie, że dzisiaj nie umiem spojrzeć na siebie w lustro. Chciałam się rozpaść, zniknąć. Do dzisiaj nie wiem, kto wyprowadził mnie z tego kościoła. Te wszystkie gadżety ślubne, nieotwarte prezenty, sprawy weselne prześladowały mnie jeszcze dobrych kilka tygodni później. Jakby mi ktoś serce wyrwał. Sukienkę podpaliłam i miałam szczęście, że mieszkania z dymem wraz z nią nie puściłam. Potem już tylko chciałam wiedzieć jedno – czy mnie zdradzał i czy odszedł do innej.

Bartek nie odszedł do innej. Z Anią był kilka dobrych lat i prędzej spodziewałabym się, że to ona zmieni zdanie, niż on wybierze wolność. Zawsze mi się wydawało, że było mu z Anią wygodnie. Był tak nieprawdopodobnie wpasowany w jej kalendarz wszelkich pomysłów na życie, że tylko… śmierć mogłaby ich rozłączyć.

– Kochałem Anię. Myślę, że nadal ją kocham. Ale wtedy poczułem, że jestem tylko elementem w tym jej idealnym świecie, który sobie wymyśliła, tylko zapomniała mi przez te wszystkie lata razem powiedzieć, do czego jestem jej tak naprawdę potrzebny. Bartek był naprawdę przygnębiony.

– Wiem, że dotarło to do mnie w najgorszym z momentów. Kiedy zacząłem pić, dodawać sobie wiesz, animuszu, coraz bardziej się bałem i coraz mocniej widziałem te wszystkie braki między nami. Jeden wielki kompromis z mojej strony. Od samego początku nie podobał mi się nawet kolor garnituru. Lubię granatowy, a ona chciała siwy. I te wszystkie przedstawienia, na które nie miałem ochoty, jakieś tańce specjalne, przebieranki, jezu! To miał być nasz ślub, a nie program telewizyjny! Nie miałem odwagi, żeby ją zatrzymać.

I wtedy dotarło do mnie, że on jedyny zachował się w tym całym „przedstawieniu” bardzo odpowiedzialnie. „Chcę mieć pewność, że to ty…” – dźwięczało mi w uszach.

Opowiedziałam o rozmowie z Bartkiem Ani. Z detalami, żeby wiedziała, że ciągle mogą wszystko naprawić. Odetchnęła z ulgą, że jej nie zdradził.

– Od początku mówiłam, że w lipcu się za mąż nie wychodzi – dodała.

– Dlaczego – zapytałam? – Bo nie ma „r”.

Jak skomentował tę historię Grzegorz Kordek, ekspert psychologii płci, autor książki „Jak zrozumieć chłopa jełopa”, który uważa, że rozumie kobiety?

„Kobietom czasem się wydaje, że jak kilka lat męczą się z facetami, to jest to oczywiste, że kwestia ślubu to czysta formalność i zaczyna się lekkie dociskanie: bo już tyle lat jesteśmy razem, może jakiś ślub, a co tak będziemy na kocią łapę…

No i on wtedy myśli – rzeczywiście! No to ślub. I dla niej z chwilą, kiedy on dla formalności, jeszcze zakłada jej pierścionek na palec, zaczyna się sakrament, dla niej już zaczyna się historia pod tytułem – i żyli długo i szczęśliwie, dla niego, nie ma to jeszcze tak dużej wagi jak dla niej ale machina poszła w ruch. Ona szaleje, organizuje, a on niczego nie rozumie, wie tylko, że tak musi być. To, że się żeni, dociera do niego w dniu, kiedy nakłada garnitur!

To jedna rzecz. Druga. Dlaczego faceci odchodzą od kobiet? Są tylko dwa powody ale i tak wszystko sprowadza się do jednego – odchodzą wtedy, kiedy czują, że nie są w stanie sprawić, by ona była zadowolona.

Celem w życiu mężczyzny jest to, żeby jego kobieta była szczęśliwa i zadowolona.

Na początku znajomości wszystko jest super: kiedy idziemy na pizzę, na piwo, na wino, do kina, wszystko jej się podoba, nawet McDonald. Jest zadowolona. Nic nie musimy więcej robić, bo ona jest zadowolona. Przychodzimy do niej, rozmawiamy, słuchamy – jest zadowolona.

A potem, z naszej perspektywy, coś jej się zmienia, bo zaczyna być niezadowolona, a my w naszej prostocie nie rozumiemy dlaczego… I zaczyna marudzić. My odbieramy to jako krytykę i czujemy się winni, bo kiedy zaczyna marudzić, to znaczy że jest niezadowolona. My dalej nie rozumiemy, o co chodzi i nie wiemy, jak możemy to zmienić, więc kobieta mówi: „Ty mnie nie rozumiesz!”.

No nie rozumiemy, bo kiedyś była zadowolona, a teraz nie jest. I jesteśmy w tym totalnie pogubieni, bo nie wiemy, że jak kobieta mówi, to znaczy że kocha. A nie wiemy, bo na początku naszej znajomości ona nie mówi – ona się cieszy. A kiedy ona już pokocha, kiedy on jest dla niej najważniejszy na świecie, kiedy mu ufa, zaczyna mówić o swoich emocjach. Nie rozumiemy tych emocji, bo mówimy językiem faktu. Mówi, a my nie wiemy jak ją zadowolić, bo myślimy, że jesteśmy wszystkiemu winni. I dlatego uciekamy.

I teraz – w zależności od tego, kogo spotkamy na swojej drodze, taki jest finał tego kobiecego niezadowolenia.

Największym problemem według mnie jest to, że nie znamy swoich potrzeb, nie uczymy się, nie słuchamy siebie i patrzymy przez swój pryzmat na drugą osobę”.


Zobacz także

Piekło krzywdzonych dzieci jest wyłożone naszym milczeniem

Ratunku! Dopadł mnie overthinking! Szukam problemów tam, gdzie ich nie ma

Brazylia inaczej. Zaskakujące fakty i miejsca, które trzeba zobaczyć!