Związek

Nie ma miłości na całe życie. Są spotkania. Spotkania z wielką miłością

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
14 lutego 2022
Fot. iStock / Rawpixel
 

Spotkania, które wywracają życie do góry nogami, spotkania, które pokazują jak wygląda prawdziwa miłość i mężczyzna, który KOCHA. A nic, co prawdziwe, poza miłością matki, nie jest na zawsze. W tym siła takich spotkań. Trwają chwilę, czasem dłużej. Te przeciągnięte w czasie, kończą się tragicznie, w tych, które wegetują – nie znajdziesz już miłości.

Pierwszy raz spotkałam miłość w szkole podstawowej. Spotkania z pierwszą miłością jak się później okazuje – są najważniejsze. Ale nie wieczne. On był pięknym, wysokim kapitanem drużyny koszykarskiej. Ja zapisałam się dla niego do harcerstwa, jeździłam za nim na obozy i biwaki, zbierałam kwiaty i podrzucałam do jego namiotu. I kiedy wydawało mi się, że nie dane mi będzie przejść na wyższy poziom, a piersi już dawno się zaokrągliły, On się po prostu zjawił pod moimi drzwiami. Spotykaliśmy się dwa lata, drogi nasze się rozeszły niespodziewanie, bo za sprawą moich rodziców. Albowiem kiedyś jedynym, dopuszczalnym środkiem antykoncepcyjnym był – zakaz spotykania się.

Potem spotkałam MIŁOŚĆ ZŁĄ ale jeszcze o tym nie wiedziałam, bo kochałam ślepo i mocno. O tym, że jest zła, zdałam sobie sprawę z tego, kiedy na studiach spotkałam MIŁOŚĆ DOBRĄ. Ale to miłość złą wybrałam na dalsze życie, a z dobrą dzisiaj się przyjaźnię. Dzięki dobrej miłości mam przyjaciela z którym dzielę dzisiaj absolutnie wszystko. Oprócz łóżka. Dzięki złej miłości m.in. dzisiaj piszę bloga i z nadzieją wychodzę naprzeciw kolejnym spotkaniom.

Spotkałam też MIŁOŚĆ TOTALNĄ, która jak huragan przeszła przez moje życie. To taka miłość, która otwiera każdą komórkę Twojego ciała, wyrywa serce, a jednak nie jesteś w stanie poświęcić jej niczego więcej, oprócz siebie. A tłok jest wtedy straszny dookoła. Ale to miłość, którą chcesz przeżyć i schować na pamiątkę, żeby uśmiechać się na każde jej wspomnienie. Ja się uśmiecham, mam nadzieję, że ON też. Czasem tylko, kiedy słyszę „Dzień dobry, kocham Cię”, łzy napływają mi do oczu i myślami wracam do chwili, kiedy biegliśmy w deszczu przez las.

Wszystkie spotkania z miłością są ważne i W JAKIMŚ CELU. Mają sens, kiedy nie nastawiasz się, że będą trwać wiecznie. Kiedy każdą chwilę z taką miłością, traktujesz jak ostatnią. Kiedy nie odwracasz się plecami, kiedy Ci się nie wydaje, że zawsze masz czas, żeby przeprosić, albo się pogodzić.

Spotkania z miłością mają sens, kiedy celebrujesz z nią każdą minutę, kiedy Ci się chce, kiedy nie robisz rzeczy, na które nie masz ochoty, nie szukasz kompromisów. Kiedy wybiegasz jej na spotkanie, a nie wciskasz pomiędzy codziennymi obowiązkami.

Kiedy żyje w Tobie, a nie obok Ciebie. Kiedy nie wisisz u jej stóp i nie prosisz, żeby została. Kiedy nie przestajesz oddychać z chwilą, kiedy odchodzi.

Życzę Wam i sobie jak najwięcej takich spotkań. Dla nich warto wyjść z domu z pomalowanymi ustami. Ja właśnie wychodzę na spotkanie ze swoją pierwszą miłością. Wiem, że znowu na chwilę. I wiem, że znowu będzie warto.


Do utraty tchu, pomimo, na chwilę, na zawsze. Każdy kocha inaczej, ale zawsze mocno… Napisz #ListMiłosny – KONKURS

Jedni mówią, że kocha się za coś. Inni, że kocha się za nic. Jednak zawsze kocha się bardzo – po swojemu, intymnie. Nie da się kochać troszeczkę, nie da się kochać do piętnastej, nie da się kochać na niby. To chyba jedyne uczucie, którego nie da się wystopniować, etykietować, porównać. Albo jest albo go nie ma, choć zawsze jest inne.

Napiszcie do nas o swoim kochaniu (również siebie) i niech to będzie List Miłosny. Może być do Niego, do Niej, do Siebie. Jak chcecie.

Niech w tym roku Walentynki będą czymś więcej, niż tylko świętem kolorowych serduszek, misiów, czekoladek… Każdy z nas ma swój wyjątkowy powód, by celebrować miłość. By kochać. Podzielcie się z nami swoją historią o miłości, o spotkaniach, które wywróciło wasze życie do góry nogami, a może poukładało na nowo, historiach o tym, co was zbudowało, uratowało, kiedy zwyczajnie – odnaleźliście siebie. Bo miłość niejedno ma imię…

Piszcie do nas na adres [email protected]

REGULAMIN KONKURSU DOSTĘPNY TUTAJ.

Najlepsze (piękne, długie) listy nagrodzimy. A nagrody mamy wspaniałe. Zobaczcie!


Związek

Tydzień samotnej matki na kwarantannie – czyli rzecz o nieogarnianiu

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
25 marca 2020
Fot. iStock

Za mną tydzień kwarantanny. Nie ogarniam niczego. I nie pojmuję jak to w ogóle fizycznie możliwe…? Dlaczego wcześniej, po dojazdach do pracy (3 godziny w ciągu dnia), generalnie wszystko szło jak w zegareczku… ? Dzisiaj nie wyrabiam się z większością podstawowych rzeczy. Jak ugotuję, to chałupy nie posprzątam, jak wypiorę, to pizzę muszę zamówić na kolację. Pies zwariował, ciągle chce na dwór, że o lekcjach z dzieckiem nawet nie wspomnę… Co robię nie tak?

Wstaję rano, może ciut później niż zazwyczaj. Mój pies od tygodnia kompletnie nie rozumie dlaczego wszyscy zostajemy z nim w domu. Nie kuma ale jest najszczęśliwszy na świecie, w związku z czym – nieustająco chce wyjść na dwór i się bawić, jakby chciał sobie odbić za wszystkie czasy.

Ja na przykład tak mam, że nie usiądę spokojnie przed komputer kiedy gary w zlewie zalegają… Też tak macie? No nie mogę i już. Robota też nie idzie, jak naczynia niewyjęte z suszarki. Nie ruszysz, nie ma opcji. Każda porządna gospodyni to zrozumie. A swoją drogą, nigdy wcześniej nie zauważałam tylu natręctw u siebie…

Jak ogarnęłam zlew, przeleciałam podłogę, bo przecież syf się rozniósł po zmywaniu, to zobaczyłam JE. Oblepione tłuszczem, ofaflunione, jakby się odbywał na nich taniec godowy, a przecież nikt z gębą do nich się nie przykleja… Okna. To dobry czas na wypucowanie okien. Najlepszy, nie będzie lepszego. Rzuciłam się im na ratunek, każda normalna kobieta mnie w tym momencie zrozumie! Nie mogłam udawać, że tego nie widzę! A jak uratowałam okna, to firanki też musiałam, tu bez gadania, wiadomo. Słońce oczywiście złośliwie waliło po oczach i z premedytacją obnażało  kolejne ciemne zakamarki. Wieczorem jakoś to wszystko lepiej wygląda 😉

Sprawdzam grupę szkolną na FB. My z lekcjami w lesie. Ale nie one! A jakże! Już pierwsze wzorowe uczennice posłały zlecone rankiem zadania. Konkurs na najszybsze zameldowanie rodzica z zadaniem trwa w najlepsze!

I tak every day, jak mnie to wnerwia… Tego konkursu nie wygramy raczej nigdy. To niewiarygodne, że ten nieustający wyścig na informacje, kto pierwszy dzwonił, rozmawiał, wie co zadane, gdzie wysłać, skąd wydrukować – frustruje mnie i totalnie demotywuje. Po cichu, bez ostentacji napisałam do wychowawczyni, że idziemy własnym programem nauczania i tyle. Co ja będę z nimi w szranki startować, z czym do ludzi… Moje dziecko od rana w klockach, mobach, minecraftach, właśnie projektuje swoją grę planszową pytając – co ja zrobię ze swoją wyobraźnią… No właśnie, niech robi, co chce, w konkursach nie startujemy, powtarzamy, czego nie umiemy, uczymy się życia…

Kolejny tydzień zaczynam dla lampką wina do śniadania. (Napisałam czy pomyślałam?). Nie no dzisiaj nalałam, bo z kolei przywitała mnie sterta ciuchów do prania, a przyjaciółka zaleciła (chyba) mądrze, żeby zawsze po przyjściu ze spaceru prać wszystkie rzeczy! No to już chodzimy w krótkich spodenkach, bo to człowiek nie nadążyłby przecież z praniem…

Jedyny plus to taki, że przestałam prasować. Tak, przestałam. Wcześniej, kiedy każdego dnia wyjeżdżałam do pracy, a muszę napomknąć po raz drugi, że dojazd ten zabierał mi trzy godziny w ciągu dnia, bo to istotna wiadomość, zawsze w weekend prasowałam… Wszystko, co wyprane. Dzisiaj, kiedy dzień podobny do dnia, a ja mam te godziny zaoszczędzone, ze stertą do prasowania zostałabym na drugi rok, więc nauczyłam się – składać. I całkiem, całkiem wygląda. Nawet nie widać, że nieprasowane. Że też ja na to wcześniej nie wpadłam, to brak słów po prostu, co ta izolacja z człowieka robi…

Konkursu na najszybciej odesłane zadania nie wygramy, ale nauczyłam się piec chleb! Pomyślałby ktoś wcześniej?  A jaka jestem pomysłowa w kuchni. Odkąd regularnie wertuję portale z przepisami, co również zajmuje trochę czasu, świat kuchni nie ma dla mnie tajemnic. Bardzo proszę przepis mojej koleżanki:

https://www.facebook.com/slodkiesmakiswiata/videos/2550437835274835/

 

Podobno rozmawianie z meblami, dopóki nie zaczną odpowiadać, jest dzisiaj całkiem normalne. I nie ma co niepokoić specjalistów. Każdy znajdzie drogę do samego siebie.      Z garami w zlewie lub bez. Przyznam szczerze – nie spodziewałam się, że zorganizowanie swojego życia poza korporacyjnym, zawodowym kieratem będzie tak trudne.