Lifestyle

A to… pech! Nie dajcie się zwieść, zły los nie istnieje

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 lipca 2016
a to pech
Fot. iStock/portishead1
 

Pech nie istnieje, nie dajcie się zwieść. Jest nieszczęśliwy zbieg okoliczności, przypadek albo konsekwencja wcześniejszych niedopatrzeń, czyjejś złej woli, niechęci, niestaranności. Zdarzenie. Nie wierzcie w czarne koty, bez obawy przechodźcie pod drabiną. Nie mówcie, że rude jest fałszywe i nie krzyżujcie za plecami palców.  Życie jest nieprzewidywalne tylko w takim stopniu, w jakim mu na to pozwolimy.

Przykazanie pierwsze: Bądź szczęśliwy

Tylko nieszczęśliwi ludzie odbierają negatywne zdarzenia jako pechowe i zaklinają „zły los”. Latami marzą o cudzie, który odmieni ich życie, a wszelkie niepowodzenia składają na karb swojego „pecha”. Pozostają bezczynni i nie biorą odpowiedzialności za to, co się im przytrafia, żyjąc pasywnie i wierząc, że na większość spraw nie mają wpływu. Czekają i uważają, że zła karta musi się w końcu odwrócić, tymczasem… nic się nie dzieje, a czas nieubłaganie płynie dalej.

Zacznij nie tylko szukać możliwości na własną rękę, ale także je tworzyć. Koncentruj się na wykorzystywaniu okazji, a nie na udowadnianiu, że los ci nie sprzyja.

Przykazanie drugie: Nie podejmuj decyzji pod wpływem destrukcyjnych impulsów

Nie myślisz racjonalnie wydając ostatnie pieniądze na chwilową zachciankę. Nieumiejętne dysponowanie twoją pensją w dość oczywisty sposób wpędzi cię w długi i nieprzychylność gwiazd nie ma z tym nic wspólnego.

W życiu dawaj się skusić raczej tym „dobrym” impulsom. Nic lepiej nie mobilizuje do dalszego działania niż chęć zjedzenia czegoś zdrowego, trochę ćwiczeń i idące za tym pozytywne zmiany.

Przykazanie trzecie: Nie koncentruj się na nieprzewidywalności życia

Zdarzenia losowe to jedno, pech to drugie. Wygrana na loterii nie jest niczym innym niż przypadek. Nie oczekuj, że takie „szczęśliwe” przypadki będą rządzić twoim życiem, nie wierz w to po prostu. To zwykła strata czasu, który można by było poświęcić na zdobywanie tego, na czym ci zależy, na układanie sobie życia zgodnie z oczekiwaniami, planami, marzeniami. „Szczęśliwy traf” najczęściej ci się nie przytrafi, tak samo, jak gwiazdy nie sprzysięgną się przeciw tobie. Nie doszukuj się w czynnikach zewnętrznych głównych winowajców twojej, niekomfortowej sytuacji. Może nie widzisz tego wyraźnie, ale w pozornym chaosie jest przewidywalność.

Przykazanie czwarte: Ucz się na błędach

Wtedy przekonasz się, że większość z tego nam się przytrafia jest logicznym skutkiem wcześniejszych decyzji i zdarzeń.  Reagujesz w jakiś schematyczny sposób pierwszy, drugi i trzeci raz i dziwisz się, że dalej jest źle. Zmień taktykę, eksperymentuj z rozwiązaniami, a przede wszystkim – wyciągaj wnioski. Możesz szukać usprawiedliwień, ale możesz na własną rękę tworzyć własne szczęście.

Przykazanie piąte: Nie bądź przesadnie krytyczny

Dobrze jest myśleć krytycznie i umieć dostrzec prawdę – to zmniejsza życiowe ryzyko. Problem pojawia się wtedy, gdy nie widzisz nic poza tym ryzykiem, poza tymi defektami. Jeśli chcesz iść do przodu, zauważaj zawsze obie strony medalu.

Jeśli nie chcesz przegapić najlepszych okazji, jeśli chcesz być szczęśliwy, nie pozostawiaj losowi rozstrzygnięć dotyczących twojego życia. Bądź za nie odpowiedzialny.


Lifestyle

Przeklęte japonki! Dlaczego tak szkodzą stopom (i nie tylko)

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
4 lipca 2016
Szkodliwe japonki - uważaj na stopy
Fot. iStock / Susan Chiang
 

Szkodzą stopom – tere fere, tak, nasłuchałyśmy się tego już całkiem sporo, ale co te niewinne klapeczki mogą nam tak naprawdę zrobić? Odpowiedź jest zaskakującą – i niestety część z tych przykrych skutków udało mi się odczuć na własnej… stopie.

Więc japonkom – pomimo tego, że doczekały się własnego święta (tak, 17 czerwca klapki świętują swoją popularność), już podziękujemy! Widzimy się co najwyżej na basenie.

Jak japonki szkodzą stopom?

Jeżeli wydaje się wam, że japonki zagrażają tylko naszym biednym stopom – pora na zmierzenie się rzeczywistością. Modne i „wygodne” klapeczki dają nam porządnie w kość – bo ich noszenie wpływa nie tylko na stopy, ale i na kregosłup, kolana i stawy biodrowe. To prawdziwe przekleństwo ortopedów oraz podologów. Dlaczego?

quote rozowy ohme2Według badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Auburn klapki japonki mają kilka poważnych wad: nie amortyzują stopy, nie podpierają jej w podbiciu, a także wymuszają stawianie krótszych niż zwykle kroków. Aby klapki się nie zsunęły, ich właściciele zwykle zaginają do dołu duże palce u stóp, zmuszając mięśnie do wykonywania nienaturalnej dla nich pracy.*

1. Najbardziej cierpią palce

Noszenie japonek wymusza ich podkurczanie – palce nie mając stabilnie umocowanego buta, bezwiednie podtrzymują go podczas chodzenia. Długotrwałe noszenie japonek – jako zwykłego obuwia na lato, powoduje cały szereg zmian zwyrodnieniowych. Najczęstsze to: tzw. młotowacenie palców – przewlekłe przykurczanie, które w pewnym momencie zamiennia się w normę dla twoich stóp – owocuje w bardzo bolesne wygięte palce i zgrubiałe guzy, w promocji  można dorzucić urazy, które będą powstawały podczas noszenia zwykłego obuwia (otarcia, pęcherze etc.).

Drugą zmorą stóp w japonkach są haluksy – przykurcz dużego palucha (który usiłuje utrzymać but za pomocą jedynie cienkiego sznureczka) wymusza silne wygięcie palca do środka stopy (w kierunku pozostałych palców) – efekt, bolesne i trudne w korekcie haluksy (zazwyczaj zadanie dla chirurga).

2. Wpływają na sposób chodzenia – wpływają na całe ciało i jego postawę

quote rozowy ohme2(…) japonki wymuszą podczas chodzenia zmianę układu mięśni i ścięgien w całym ciele. – Chodzenie to czynność powtarzalna. Im dłużej chodzimy w klapkach, tym większy efekt wywierają małe nawet zmiany – tłumaczy Justin Shroyer, szef zespołu badawczego. *

Trudno z tym dyskutować. Zresztą spróbujcie sobie przypomnieć pierwszy (absolutnie pierwszy) raz, gdy je założyłyście – musiałyście się do nich „przyzwyczaić”, żeby nie spadały, prawda?

3. Mają zbyt cienkie podeszwy

Nie amortyzują, nie chronią, nie zabezpieczają przed urazami. W konsekwencji łatwo nabawić się tzw. zapalenia powięzi stopy.

4. Są zazwyczaj plastikowe!

Plastik na lato… hmmm. Chyba nie trzeba zbyt długo nad tym się zastanawiać! Oprócz komfortu i higieny – warto wziąć pod uwagę fakt, jak szybko zdeptujemy podeszwę – obejrzyjcie koniecznie zeszłoroczne japonki.

5. Nie chronią przed słońcem

Niby taki detal, a jednak! Ile razy (tak szczerze) posmarowałaś wierzch stopy kremem z filtrem przed wyjściem? Właśnie. Skóra – to skóra.

6. Są jak lep na bakterie

Przeprowadzono badanie mikrobiologiczne wymierzone w japonki. Jak się okazało, niewinna para letnich kalpeczków (jedna!) była domem dla 18.000 różnych rodzajów bakterii. w bezpośrednim kontakcie z naszymi stopami zamieszkały: bakterie kałowe (ludzkie i szczurze), bakterie zasiedlające skórę, układ oddechowy i mieszkańcy ludzkich wymiocin. Czyli wszystko, co kiedyś, w różnych okolicznościach znalazło się na chodniku. Można tutaj śmiało pobudzić swoją wyobraźnię.

7. Całkowity szlaban na japonki

Jeżeli masz nadwagę, jesteś po „urazach” kończyn dolnych lub chorujesz na cukrzycę – powinnaś pożegnać się z nimi raz na zawsze.

8. Nie do miasta!

W tramwaju czy autobusie – marny pomysł. Podeptana stopa odczuje to o wiele mocniej niż, gdyby chroniło ją porządne obuwie. Skaleczenia, otarcia na zawołanie… Do tego dołóżcie sobie nasz punkt 6… marny pomysł. To też dość ryzykowne obuwie do prowadzenia samochodu – naprawdę łatwo się zsuwają ze stopy.

Japonki kochamy – trudno je pożegnać, ale dla własnego dobra, zdrowia i urody – zostawmy je sobie tylko na „szczególne” okazje.


Źródło: *warszawa.naszemiasto.pl, zdrowie.wp, ofeminin 


Lifestyle

Im więcej tatuaży, tym więcej zdrowia. Nie poprzestawaj na jednym

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 lipca 2016
Im więcej tatuaży, tym więcej zdrowia
Fot. iStock / Portra

Kto lubi tatuaże? Kto marzy, żeby sobie zrobić, ale nie może się zdobyć na odwagę? Że boli? No trochę boli, to fakt. Pewnie jednych bardziej, innych mocniej. Że trudno się zdecydować na wzór. To już inna kwestia – wszystko zależy od gustu, potrzeby i po co ten tatuaż właściwie ma być.

Widziałam wiele idiotycznych tatuaży, łącznie z wytatuowanym imieniem niejakiego Pawła tuż za uchem dziewczyny, która może miała 17 lat. Może wierzyła, że z tym Pawłem do końca życia już będzie, a może to imię lubiła i zawsze chłopaka Pawła już szukać będzie. Nie wiem.

Za to wiem, że nie ma co poprzestawać na jednym tatuażu. Otóż amerykańscy (a jakże) naukowcy z Uniwersytetu Alabama przeprowadzili dość nietypowe badania. Otóż poprosili o próbkę śliny klientów studia tatuaży. Badali stężenie immunoglobuliny A, która odpowiada za odporność naszego organizmu i kortyzolu – czyli hormonu stresu.

Okazało się, że poziom immunoglobuliny był znacznie niższy u osób robiących sobie swój pierwszy tatuaż. Ma to pewnie związek z tym, że robienie tatuażu jest jednak dla organizmu wyczerpujące, stąd większa podatność na infekcje. Nie o tym wyniku chcemy jednak pisać. Bo naukowcy dowiedli, że każdy kolejny tatuaż zwiększa odporność organizmu oraz ułatwia radzenie sobie ze stresem.

I co wy na to? Bo ja to chyba poszukam wolnego terminu i miejsca na kolejny tatuaż.


źródło: Focus


Zobacz także

Stracił dziecko, dziś mówi rodzicom o tym, co jest najważniejsze w życiu. ‚Zawsze całuj tego, kogo kochasz na “do widzenia”. Nigdy nie wiesz, czy to nie ostatni raz’

„Źle, nie tak, zostaw – sama to zrobię!”. Jak skutecznie radzić sobie z wiecznie krytykującymi ludźmi

Ruszyła akcja #rzsporozmawiajmy. 12 października – Światowy Dzień Reumatyzmu