Lifestyle

500 plus tym razem dla nauczycieli. Oczywiście nie dla wszystkich, dla wybranych

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 sierpnia 2017
Fot. iStock / alexeyrumyantsev
 

Nie wybrzmiały jeszcze ostatnie głosy i komentarze pod ostatnio na naszym portalu zamieszczonym listem nauczycielki („Rodzicu, ja jestem po tej samej stronie co ty. Nie walcz ze mną w tym roku”. List nauczycielki), jeszcze nasze dzieci nie poszły do szkoły, ale w środowisku oświatowym huczy. Nie dość, że od całego zamieszania wokół nowej reformy oświaty, to też wokół nowych pomysłów minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej.

Co chwilę słyszymy o tym, którzy z pisarzy znajdujący się w kanonie lektur od lat, nagle zostali pozbawieni statusu „wartych poznania” przez uczniów. Nauczyciele matematyki z lekką obawą zerkają w podstawę programową, a same szkoły nadal w remontach, choć pierwszy dzwonek wybrzmi już lada chwila.

Ale w sumie nauczyciele nie mają co narzekać, bo jak się okazuje powstaje specjalnie dla nich program „500+ dla nauczycieli”. A co? Niech mają. Niech dostaną w końcu pieniądze za swoją pracę, niech wiedzą, że są doceniani za niesienie oświaty kaganka. Tylko niech mają świadomość, że to nie tak, że na hura wszyscy otrzymają specjalny dodatek motywacyjny.

Co to, to nie. Otóż według minister Zalewskiej 500+ mają otrzymać tylko i wyłącznie nauczyciele dyplomowani, czyli trochę więcej niż połowa nauczycieli. Ale – tak zawsze jest jakieś ale – dyplomowani, którzy z tym „tytułem” przepracowali pięć lat. Więc spokojnie, ci którzy dziś robią dyplomowanego mają jeszcze sporo czasu. Bo dodatek w całości ma wejść od 2022 roku, wcześniej ma być wypłacany w transzach. Wcześniej, czyli od 2020 roku. Jest jeszcze stopień weryfikacji – otrzymają 500+ nauczyciele z oceną wyróżniającą się, a ich praca będzie podlegać ocenie co trzy lata.

Cóż. Kto by nie chciał dostać pięćset złotych podwyżki. Tyle tylko, że zamiast podwyżki rzucony jest nauczycielom ochłap obietnicy, która po pierwsze jest tylko obietnicą dla wybranych, po drugie – jeszcze bardziej skłóci już i tak podzielone środowisko nauczycieli. Szkoda. Możemy mówić czy myśleć o nauczycielach różne rzeczy – wiadomo, że tak jak w każdym zawodzie są ci wspaniali i ci, których spotkać byśmy nie chcieli, ale przyznajmy, że nikt z nas nie chciałby zostać w ten sposób potraktowany, tylko po to, by nie zgłaszać swoich wątpliwości i opinii na temat tego, co się w edukacji naszych dzieci dzieje.


źródło:oko.press.pl

 


Lifestyle

Osoby cierpiące na depresję narażone są na silniejsze odczuwanie bólu. Potwierdziły to badania

Redakcja
Redakcja
30 sierpnia 2017
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
 

Z powodu depresji cierpi spora rzesza ludzi na całym świecie, kilkanaście procent populacji osób dorosłych. Co dziesiąty pacjent zgłaszający się do lekarza ma pełnoobjawową depresję, a drugie tyle osób pojedyncze objawy depresyjne. Ponad połowa przypadków pozostaje nierozpoznana, a spośród osób z rozpoznaną depresją, jedynie połowa otrzymuje odpowiednie leczenie, które najczęściej umożliwia powrót do zwyczajnego funkcjonowania.

Depresja to nie tylko pogorszenie nastroju, uczucie smutku, przygnębienia czy apatia. Często towarzyszą temu symptomy fizyczne, ze strony ciała, które wbrew pozorom łączą się z tą chorobą.

Okazuje się, że osoby cierpiące z powodu depresji, są bardziej od innych narażone na dotkliwe odczuwanie bólu. Badania przeprowadzone przed kilkoma latami wykazały, że jednym z możliwych przyczyn wystąpienia objawów depresyjnych, jak i bólu przewlekłego leżą zaburzenia neuroprzekaźników: serotoniny i noradrenaliny. Stwierdzono, że w depresji, jak i w procesie odczuwania bólu zaangażowane te same struktury mózgu, które tracą swoją neuroplastyczność i wykazują zmiany w funkcjonowaniu, a nawet w objętości tkanki mózgowej. Prawdopodobnie to tłumaczy, dlaczego u wielu pacjentów z bólem przewlekłym (np. nowotworowym) diagnozuje się również depresję. Silnie odczuwany ból nasila lęk, powoduje rezygnację. Natomiast u pacjentów z depresją, ból odczuwany jest silniej a tolerancja na ból mniejsza.

Ból i depresja są ze sobą ściśle powiązane, a dolegliwości bólowe podaje około 60% chorych na depresję. W depresji pojawiają się realne objawy bólowe, niewyjaśnione z medycznego punktu widzenia. Chorzy mogą doświadczać zaburzeń ze strony przemiany materii, zmniejszenia apetytu, gwałtownego chudnięcia. Skarżą się na bóle pleców, całego ciała, głowy, brzucha, zaparcia. Zanika też popęd seksualny, pojawiają się zaburzenia snu, pojawia się ogólne osłabienie, męczliwość, obfite pocenie się, niechęć do podejmowania wysiłku. Chory odczuwa ból lub dyskomfort ze strony różnych części ciała, pojawiają się nerwobóle czy bóle stawów.

źródło: www.dwubiegunowa.net.pl


Lifestyle

Po czterdziestce warto nieco przyspieszyć krok

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
30 sierpnia 2017
Fot. iStock / LeoPatrizi

Niby wszyscy wiemy, że aktywność ruchowa jest konieczna dla zachowania zdrowia, niby zdajemy sobie sprawę, jak wiele korzyści daje nam regularne uprawianie sportu, ale wciąż ruszamy się zdecydowanie za mało. Szczególnie w dorosłym życiu, gdy oprócz pracy często mamy na głowie obowiązki rodzinne, maleje nasza aktywność fizyczna. Najnowsze badania pokazują, że nie trzeba jednak wiele, by znacząco wpłynąć na swoje zdrowie i kondycję.

Dziesięć minut szybkiego marszu dziennie może nawet o 15 procent zredukować ryzyko zgonu u osób pomiędzy czterdziestym a sześćdziesiątym rokiem życia – podaje serwis BBC News. Według Public Health England – brytyjskiej agencji rządowej do spraw zdrowia – aktywność fizyczna maleje u osób po 40 roku życia i spadła o 20 procent w porównaniu z latami 60. Brytyjczycy chodzą też znacznie mniej niż kiedyś – w ciągu 20 lat przebyty pieszo przez przeciętnego obywatela roczny dystans zmalał o 15 mil (nieco ponad 24 kilometry).

Brytyjska agencja podjęła kroki, które mają pomóc w naprawie statystyk – promowana jest darmowa aplikacja do monitorowania codziennej aktywności wraz ze wskazówkami dotyczącymi zmiany nawyków, takimi jak pójście do sklepu zamiast pojechania samochodem, czy dziesięciominutowy spacer podczas przerwy w pracy. Lekarze mają też zachęcać pacjentów do chodzenia w nieco szybszym tempie, co przyspiesza oddech i pobudza pracę serca.

Choć statystyki te dotyczą Wielkiej Brytanii, to z całą pewnością i w innych krajach nastąpił spadek aktywności ruchowej – związane to jest ze zmianą tryby pracy na bardziej siedzący, upowszechnieniem transportu samochodowego czy wzrostem oglądalności telewizji. Warto zatem wziąć sobie do serca wskazówki brytyjskiej agencji i zamiast siedzieć na kanapie lub przy komputerze, wybrać się na szybki spacer. Nawet 10 minut marszu dziennie pozwala na to, by obniżyć ryzyko związane z nadciśnieniem, nadwagą, cukrzycą, depresją czy bólami krzyża.


 

Na podstawie: www.naukawpolsce.pap.pl


Zobacz także

Czy potrafisz się zezłościć? Poznaj 4 typy złośników i sprawdź, którym z nich jesteś

Pięć najbardziej towarzyskich znaków zodiaku. Z nimi dobrze jest wybrać się na imprezę

Matka skrytykowała jego żonę, że nie wystarczająco dba o porządek w domu. Jego odpowiedź jest najlepszą z możliwych