Lifestyle

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób nr 7 – Przestań narzekać!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
19 lipca 2017
Fot. iStock/DGLimages
 

Ale gorąco! Ale zimno! Co to za pogoda! Znowu muszę iść do pracy… Dlaczego posłodziłeś mi herbatę – przecież wiesz, że ja nie słodzę! Jak ja nie cierpię poniedziałków! etc… Narzekamy codziennie, na wszystko i na wszystkich. Na pogodę, męża, żonę, dzieci, szefa, pracę, sytuację w kraju, korki, kolejki w sklepach i za małe zarobki. Każdy powód jest dobry aby ponarzekać. Ponoć narzekanie to polski sport narodowy… Ciekawe, że najczęściej narzekamy na sprawy, na które nie mamy żadnego wpływu. Bo czy możemy zrobić coś z faktem, że lato jest bardziej deszczowe, a słońca jak na lekarstwo?

Kiedyś sama należałam do takich „narzekaczy’. Ciągle coś było źle, ciągle coś było nie tak, wstawałam lewą nogą i już od momentu otwarcia oka byłam niezadowolona z pracy, z samochodu, z warunków finansowych, z pogody za oknem i z setek innych spraw. To narzekanie tak weszło mi w krew, że przestałam widzieć jakiekolwiek pozytywy. Nie potrafiłam się cieszyć z tego , co mam. I ciągle chciałam więcej, lepiej, szybciej, inaczej. Co więcej, ponieważ narzekałam ja sama, w moim otoczeniu ciągle znajdywał się ktoś, kto narzekał. A ja narzekałam, że inni narzekają. I takie błędne koło… Nie doszłam, co prawda do takiego etapu jak główny bohater filmu „Dzień świra” – Adaś Miauczyński ale chyba byłam blisko 😉 Jeśli oglądałaś ten film, to wiesz co mam na myśli 😉 Bo ciągłe narzekanie staje się nawykiem. Taką samonakręcającą się machiną, której jedynym celem jest wytknięcie tego, co złe, beznadziejne i słabe. Narzekanie odbiera energię, sprawia, że jesteśmy smutne, nieszczęśliwe, a zamiast działać – tracimy czas na tzw. biadolenie. A przecież taka postawa nam nic nie da. Narzekanie nakręca spiralę negatywnych przekonań, bo przecież wokół wszystko jest złe, świat jest beznadziejny, a wszyscy ludzi mają lepiej ode mnie. Za przekonaniami idą emocje, zachowania i często reaktywna postawa. Czyli brak działania. Narzekacze biadolą ale nic nie robią, z tymi sprawami, na które tak narzekają.

Najgorzej, jak zbierze się cała grupka narzekaczy i zaczną gadać na swój ulubiony temat…wtedy uciekaj gdzie pieprz rośnie! Bo narzekacze lubią narzekać w grupie – to zapewnia im możliwość wygadania się , bycia wysłuchanym i zrozumianym. A, że w grupie siła – to zaraz i Ty sama zaczynasz narzekać. I narzekaniom nie ma końca…

Koniec biadolenia!

Nie potrafię dokładnie sprecyzować jakiegoś konkretnego przełomowego momentu, kiedy przestałam narzekać ale pamiętam, że to wieczne narzekanie zaczęło mnie męczyć. Zrozumiałam, że nie potrafię się cieszyć tym, co mam i że jeśli tak bardzo jest mi źle – to przecież sama mogę wiele rzeczy zmienić. Ok nie zmienię pogody, ale mogę zmienić pracę skoro jej nie lubię. Albo stworzyć ją sobie sama, skoro nie chcę pracować dla kogoś innego. Zrozumiałam, że narzekanie nic nie zmieni, nie polepszy mojego bytu i z pewnością nie będzie dobrze wpływało na moich bliskich. Któregoś dnia obudziłam się, tupnęłam nogą i postanowiłam zmienić sposób myślenia oraz patrzenia na świat. Chciałam za wszelką cenę odzyskać swoje optymistyczne nastawienie, które kiedyś miałam. Na początku nie było to łatwe, bo stare nawyki dawały o sobie znać na każdym kroku. Łatwiej było narzekać, niż nie narzekać ale uparłam się i stwierdziłam, że skoro mózg nauczył się narzekania, nauczy się także pozytywnego myślenia. I tak też się stało. Z czasem zaczęłam dostrzegać małe różnice, jak choćby to, że nie miałam już ochoty przebywać z tymi, którzy narzekali. Zaczęłam doceniać to, co mam i zmieniać to, na co miałam wpływ. Działanie połączone z pokonywaniem własnych słabości zaczęło mnie nakręcać coraz bardziej. Dostrzegłam, jak wiele rzeczy zależy tylko ode mnie. Przyjęłam postawę proaktywną – zmieniam swój byt poprzez działanie. Coś mi się nie podoba – zmieniam to. Coś mnie uwiera – zmieniam to.

I Tobie polecam zrobić to samo! Jeśli należysz do zawodowych narzekaczy, a narzekanie zaczęło Cię już męczyć – zmień to! Zmień sposób myślenia na taki, który zacznie Cię uszczęśliwiać!

A w następnym wpisie – podzielę się z Tobą jak poradzić sobie z narzekaniem i tym samym być szczęśliwszym człowiekiem.


 

Poznaj holistyczny projekt dla kobiet www.crazywomengohealthy.pl i zadbaj o swoje ciało, umysł i duszę.

 


Lifestyle

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #8 – Bądź wdzięczna!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
25 lipca 2017
Fot. iStock / fcscafeine
 

W poprzednim poście pisałam o narzekaniu i o tym, jak często zapominamy cieszyć się z tego, co mamy. Bo na prawdę mamy z czego się cieszyć! 

Wiem, wiem, zaraz pomyślisz sobie, że być może moje życie jest usłane różami, bo Ty właśnie siedzisz w gównie po uszy i nie masz najmniejszych powodów do radości.

Może oryginalna nie będę ale ja w tym gównie też bywam.

Różnica jednak jest taka, że bywam, z naciskiem właśnie na to słowo, a nie siedzę, ani nie tkwię w nim.

Bywam, bo takie jest życie i każdy z nas, raz na jakiś czas musi doświadczyć przykrych, trudnych i niewygodnych momentów. Momentów, których wolelibyśmy nie mieć i nie przeżywać.

Ponownie odwołam się do mojej przeszłości. Lubię się do niej odwoływać, bo wiele jej zawdzięczam. A skoro mowa o wdzięczności to właśnie chcę Ci pokazać co i jak zmieniło się w moim życiu. Prawie z dnia na dzień.

A nuż, zainspirujesz się odrobinę 🙂

To, że byłam mistrzynią narzekania – to już wiesz, jeśli czytałaś mój poprzedni wpis.

W tamtym czasie siedziałam w tym przysłowiowym gównie po uszy i nacierałam się nim z największym namaszczeniem. (Wybacz mi tak obrazową metaforę ale nie potrafię inaczej określić tego, co w tamtym czasie robiłam ze swoim życiem).

Na szczęście któregoś dnia tupnęłam nogą, ogarnął mnie ogromny wk*rw i powiedziałam „dość”. Miałam dość smęcenia, narzekania i użalania się nad sobą. Ciągłego patrzenia na wszystko przez pryzmat czarnych barw. No bo ileż można do cholery?????

CO ZROBIŁAM? 

Zaczęłam zmuszać, dosłownie zmuszać mój smutny umysł do ogromnego wysiłku jakim miało być pozytywne myślenie. Jakkolwiek to brzmi…bo pozytywne myślenie dzisiaj różnie się kojarzy…

Zależało mi jednak aby zacząć dostrzegać drobiazgi, z których mogłabym się szczerze cieszyć.

TRENING WDZIĘCZNOŚCI

Na początku nie było to łatwe. Umysł domagał się smutku i narzekania niczym narkotyku… nie dawałam jednak za wygraną. Stosowałam afirmacje, zmianę przekonań i maleńkimi kroczkami zaczynałam wychodzić z tego całego bagienka.

Największa jednak zmiana przyszła kiedy usłyszałam o treningu wdzięczności.

A cóż to takiego??

Trening miał polegać na tym, aby każdego dnia sporządzić listę rzeczy, za które mogłam być wdzięczna. Od najbardziej błahych po te mniej oczywiste.

Postanowiłam podjąć wyzwanie, jako że nie miałam niczego do stracenia.

Każdego dnia, a właściwie wieczora brałam swój specjalny zeszyt WDZIĘCZNOŚCI i zapisywałam wszystko, co przyszło mi na myśl.

Ćwiczenie miałam robić przez 30 dni, a nawet nie zauważyłam kiedy minęły 2 miesiące. A ja nadal pisałam.

CO SIĘ ZMIENIŁO? 

Otworzyło się moje serce, umysł wszedł na inne tory, zaczął doceniać najdrobniejsze rzeczy, sytuacje, ludzi. Zaczął się cieszyć, tym co mam, a nie skupiać na tym, czego mieć nie mogę lub nie mam.

Okazało się, że mam wiele powodów do  bycia wdzięczną. Począwszy od wszystkich najbliższych – męża, dzieci, rodziców, teściów, siostry, szwagierki i całej reszty rodziny. Przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć. Zdrowia, które mają moi bliscy i mam ja, a o które zaczęłam dbać jeszcze bardziej, kiedy zdałam sobie z tego sprawę. Domu, w którym dorastają moje dzieci i jest zawsze otwarty dla innych ludzi. Za mądrość i nieustanną chęć rozwoju. Za możliwość wnoszenia wartości do życia wielu osób.

Tych powodów było coraz więcej a każdy dzień przynosił coś nowego. Lista końca nie miała… i co najważniejsze, zrozumiałam, że nie potrzebuję uczestniczyć w tej wściekłej gonitwie donikąd. Bo mam wszystko, czego potrzebuję. Mam miłość, zdrowie, przyjaźń, pasję i zdrowie. I cudownych ludzi wokół siebie. Czego więc chcieć więcej???

WIELKIE ODKRYCIE

Najbardziej odkrywcze okazało się, że można być wdzięczną nie tylko za piękne rzeczy ale także za trudne chwile, gówniane sytuacje i beznadziejne momenty. A takich przecież nie brak w naszym życiu. Dziś jednak wiem, że każda taka chwila jest po coś i umiem również za nią dziękować, choć nie zawsze przychodzi mi to łatwo.

Trening wdzięczności był dla mnie ogromnym wyzwaniem, z czasem zaś stał się przepięknym nawykiem, rytuałem którym rozpoczynam i kończę każdy dzień. Niekoniecznie w zeszycie, choć po ten sięgam właśnie w tych najtrudniejszych momentach. Najczęściej robię to w myślach.

Tuż po przebudzeniu dziękuję za nowy dzień i za rzeczy, które się wydarzą.

Tuż przed zaśnięciem – za rzeczy które się wydarzyły, za ludzi, których spotkałam.

Trening wdzięczności ma ogromną MOC, która uzdrawia naszą duszę i sprawia, że zaczynamy być szczęśliwi.

Dzisiaj zachęcam Cię abyś podjęła wyzwanie i przez minimum 30 dni zapisywała w zeszycie wszystko, za co możesz być wdzięczna. Za wszystkie piękne i trudne chwile. Za wszystkich ludzi, których spotykasz na swojej drodze i którzy z jakiś powodów odchodzą, za rzeczy materialne, które już masz.

Proszę, uwierz mi na słowo – to działa cuda! Za kilka dni dostrzeżesz pierwsze rezultaty!

Z miłością.

Poznaj holistyczny projekt dla kobiet WWW.CRAZYWOMENGOHEALTHY.PL zadbaj o swoje ciało, umysł i duszę.

 


Lifestyle

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób nr 6 – Nigdy nie przestawaj marzyć!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
13 lipca 2017
Fot. iStock / martin-dm

Jako dzieci często marzymy…

Śnimy o dalekich podróżach do gwiazd, marzymy o byciu rycerzem, księżniczką, piosenkarką czy aktorką,  o lataniu czy o byciu niewidzialną itd..

Kiedy marzymy jako dzieci, wszystko jest ok. Ponosi nas fantazja. Kreatywność nie zna żadnych granic. Bujna, dziecięca wyobraźnia sprawia, że wszytko jest możliwe, niemożliwe zaś nie istnieje. Części z tych marzeń nigdy nie spełnimy, choćby dlatego, że są nierealne ale część zrealizujemy jeszcze jako dzieci lub już jako dorośli.

Niestety często bywa tak, że w dorosłym życiu zapominamy o czym śniła mała Kasia, Ania lub Ola. Gdzieś w tym całym pędzie w dorosłość gubimy po drodze nasze marzenia i pragnienia pochodzące z głębi duszy. Nierzadko odkładamy je po prostu na półkę aby razem z ulubionymi książkami kurzyły się latami, bo przecież jako dorosłym ludziom nie wypada już śnić o tak „infantylnych” rzeczach, o jakich śniło się będąc dzieckiem… Albo zaczynamy wierzyć, że dorosłym ludziom w ogóle nie wypada marzyć…

Czy aby na pewno? 

A przecież Marzenia są dla wszystkich. I dla małych i dla dużych, niezależnie od wieku każdy z nas może marzyć. Wszyscy potrzebujemy marzyć. Bo marzenia nas nakręcają. Uskrzydlają i sprawiają, że chce nam się chcieć. Dzięki nim bardziej wierzymy w swoją moc, w swoje możliwości. Chętniej podejmujemy działania, częściej wychodzimy ze swojej strefy komfortu.  Sprawiają, że mamy do czego dążyć.

Dlaczego więc, tak wiele z nas porzuca marzenia? 

Główną przyczyną jest strach przed porażką. Przed nieznanym. Przed trudem, który musimy włożyć w realizację marzenia. Bo prawda jest taka, że marzenia się nie spełniają. Marzenia spełniamy my sami. I tylko od nas zależy ich realizacja. Tylko od nas zależy czy wytrwale je realizujemy osiągając sukces, czy też poniesiemy porażkę. Często do głosu dochodzi taki wewnętrzny diabełek, który mówi nam: to głupie, nie dasz rady, nie uda Ci się… I niestety takie właśnie głosy powodują że zatrzymujemy się, że porzucamy nasze marzenie. Ten głos jest tak silny i robi takie spustoszenie w naszej głowie, że się poddajemy, najczęściej tuż przed metą.

Często również porzucamy nasze marzenia bo pozostają jedynie pragnieniami i nie zamieniamy je na cele. Nie mamy konkretnego planu, z konkretnymi krokami, zadaniami oraz wyznaczoną datą realizacji marzenia, które na tym etapie staje się już celem.

Tak właśnie dzieje się z noworocznymi postanowieniami. Dla przykładu wyobrażamy sobie, śnimy o nowej sylwetce, podejmujemy wyzwanie o zgubieniu kilku kilogramów, tylko za tym nic więcej nie idzie. Żadnych konkretów typu do kiedy schudnę, ile i co dokładnie muszę zrobić aby mieć tę wymarzoną sylwetkę. Właśnie dlatego siłownie pustoszeją już w miesiąc po sylwestrze…

A takie działanie z pewnością nie uszczęśliwia…

Co zatem zrobić? 

Sięgaj odważnie po swoje marzenia. Zamień marzenie na cel, określ termin realizacji i zrób konkretny plan działania.

Zapewniam Cię, że zrealizowane marzenie doda Ci skrzydeł i będzie katalizatorem dla kolejnych marzeń.

Spełniaj swoje marzenia i uszczęśliwiaj siebie! I pamiętaj! Nigdy nie jest za późno na realizację marzeń! Nawet tych na pozór wielkich i nieosiągalnych.

Poznaj holistyczny projekt dla kobiet www.crazywomengohealthy.pl i zadbaj o swoje ciało, umysł i duszę.