Dom i wnętrze Lifestyle

3, 2, 1 START. Świąteczne porządki czas zacząć. Tylko od czego?

Chu**wo perfekcyjna
Chu**wo perfekcyjna
9 grudnia 2015
Fot. iStock / iprogressman
 

Jeśli jeszcze o nich nawet nie pomyślałaś, to cóż nie chcę cię martwić, ale zaczynasz od sporego poślizgu. Wszystkie poradniki mówią, że za świąteczne porządki powinniśmy się zabierać  już pod koniec listopada.

A my tymczasem mamy już dość zaawansowany grudzień i do Świąt coraz bliżej. Cóż, przyznam się, że mi również nie udało się wystartować z porządkami w odpowiednim czasie. A niestety nie należę do kobiet (tak, tak znam takie), które raz w tygodniu sprzątają najciemniejsze zakamarki swoich mieszkań, pieczołowicie szorują framugi drzwi, ściany, i podłogę za lodówką. Ja wpisuję się w zdecydowaną większość. Odkurzanie, wycieranie kurzy, szmata do podłogi – podstawowy zestaw sprzątający. Przychodzi jednak taki czas, kiedy trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Zajrzeć do szafek głębiej, a nie na oślep wyciągać, to co nam akurat potrzebne, a co jeszcze potrafimy znaleźć. Kiedy wypada pochylić się nad podłogą, szafką, czy szufladą i i powiedzieć sobie w końcu: „Trzeba coś z tym zrobić” i nie odkładać tego „coś” na bliżej nieokreślony termin.

Dlaczego akurat przed Świętami? Nie wiem. Mamy zakorzenione w tradycji, że dom musi pachnieć na Święta, błyszczeć i zachęcać do tego, by spędzić w nim rodzinnie czas. Tradycja jednak zapomniała, że każde musisz, powinieneś i dlaczego tego jeszcze nie zrobiłeś budzi nasz bunt. Bo niby dlaczego akurat teraz mam sprzątać, jeśli nie mam czasu, ba – nie mam na to najmniejszej ochoty. No i racja. Nikt nie musi, co najwyżej teściowa, mama, albo babcia pokiwają głową z dezaprobatą, kiedy odpowiesz im, że nie posprzątałaś szafek w kuchni.

Ale jeśli już czujesz, że czas na generalne porządki nadszedł, tylko zastanawiasz się, czy ze wszystkim zdążysz do Świąt, bo przecież praca, zajęcia dodatkowe dzieci i milion jeszcze spraw do załatwienia – spokojnie. Grunt to dobra organizacja.

Rozejrzyj się po swoim domu

I pomyśl, za co naprawdę trzeba się wziąć. Co bez dwóch zdań wymaga ogarnięcia, umycia, ułożenia. Jak masz taką potrzebę, zrób listę i powieś ją na lodówce. Wykreślanie tego, co zrobione, to prawdziwa frajda dla oka i duszy.

Zacznij od tego, czego najbardziej nie lubisz robić

I z pewnością nie robisz tego, co drugi tydzień. U mnie to – przyznaję się bez bicia, porządek w szafach z ubraniami. Nie cierpię tego robić. Ale wiem, że w końcu muszę.

Małymi kroczkami

Nie planuj, że sprzątniesz dzisiaj całą sypialnię. Jest zwykły dzień, pewnie zostanie ci jakaś godzina do dwóch na wieczorne porządki. Jeśli chcesz sprzątać szafki, szafy, itp., załóż sobie, że dzisiaj zrobisz tylko część. Na przykład poukładasz i przejrzysz swoje ubrania z dwóch czy trzech półek. Prawda jest taka, że jeśli idzie nam dobrze, to z rozpędu potrafimy zrobić więcej.

Bez sentymentów

Pamiętaj, mamy mało czasu. To może być naszym sprzymierzeńcem. Nie ma co się zastanawiać nad tym, co warto zostawić, co schować głębiej na lepsze czasy. Nie. Mało czasu. Wyrzuć wszystko na podłogę i układaj. Jeśli są rzeczy, których nie nosisz, pozbądź się ich. Pomyśl, że są ludzie, którym się one przydadzą. Weź wór i je tam pakuj z poczuciem misji, że przed Świętami możesz komuś pomóc. To bardzo pomaga pozbyć się sentymentów do sukienki z czasów studiów.

Zdecydowanie

Wczoraj sprzątałam komodę, w której okazało się, wiele rzeczy się schowało. Myślały pewnie, że ich nie dojrzę. Podobnie jak z ubraniami, tak z innymi szafkami i półkami warto zachować zimną krew. Trzeba umyć szafki w środku, to wyciągamy wszystko. Przygotowujemy obok worek na śmieci. Szorujemy szafki i wkładamy do nich to, co jest nam naprawdę potrzebne. Że góra śmieci rośnie? Nie przejmuj się.

Wyrzuć to co zepsute

I nie czekaj, że może jednak się naprawi. Rozwalony korkociąg – zażycz sobie nowy pod choinkę, pęknięty talerz – wyrzuć, podarta ścierka – do śmieci, zepsute zabawki dzieci – jak protestują, zrób porządek, kiedy ich nie będzie. Uwierz, nawet nie zauważą, że czegoś się pozbyłaś. Znam to z autopsji. Daj spokój z kołami od samochodów, z nogami od lalek i wybrakowanymi grami. Wyrzucaj i nie zaglądaj do worka. Jeśli masz partnera, który mówi: „Zostaw naprawię”, „Nie wyrzucaj, przyda się”, postępuj jak z dziećmi. On idzie spać, a ty uruchamiasz misję: worek na śmieci.

Pozbądź się gratów

Czasami zdarza się, że w ciągu roku gromadzimy milion różnych dziwnych rzeczy. A bo ktoś coś nam dał, a to była okazja, myśleliśmy, że może się przyda. Spójrz, co się wkurza. Na co nie możesz patrzeć i irytuje cię do granic możliwości. Co prawda tej irytacji nie czujesz na co dzień, ale kiedy spojrzysz na swój dom, z czystymi szafkami, z workami śmieci wyniesionymi z domu i poczujesz, że jest coś zbędnego – szafka, komoda, pólka, wazon – pozbądź się tego. Nawet nie wiesz, jaką poczujesz ulgę wynosząc obraz, które nie cierpisz. Nie musisz wyrzucać, postaw koło śmietnika, może ktoś z chęcią go zabierze, korzystając z okazji.

Pająki i koty

Warto też pomyśleć o rozprawieniu się z zalegającymi pod łóżkiem kotami, brudnymi podłogami za szafkami i pajęczynami, których na pierwszy rzut oka nie widać. Ściany najlepiej przetrzeć wilgotną szmatką, mona też użyć odkurzacza, ale jak chcesz to robić, kiedy dzieci już śpią, może być trudno. Uwolnij z pajęczyn wszystkie kąty, umyj ściany – zwłaszcza przy kontaktach zapaćkane brudnym palcami, zaangażuj męskie ręce do odsunięcia, przesunięcia szafek i przy okazji do umycia za nimi, czy pod nimi podłogi.

Rozejrzyj się, nie było tak źle? Jeszcze okna, ale przy tym, co zdołałaś zrobić, to będzie pikuś. Sprzątanie łazienki zleć mężowi. Piekarnik w kuchni, kuchenka i tak jeszcze będą używane. Zostały dwa tygodnie. Powoli zdążysz ze sprzątaniem się ogarnąć. Pomyśl, jak miło będzie pomyśleć, że tak, gdzie często masz bałagan jest czysto. Bezcenne.

Jeśli jednak nadal czujesz, że świąteczne porządki są nie dla ciebie, że nie zdołasz wykrzesać z siebie nawet odrobiny chęci w przedświątecznej gorączce, odłóż je na później. Znajdź jakiś miły pensjonat w górach, albo zadzwoń do mamy, że Święta jednak spędzacie u niej. Pamiętajcie – nie czystość za szafkami świadczy o świątecznej atmosferze!


Dom i wnętrze Lifestyle

Jak zrobić sushi w domu? Banalnie – sprawdź wersję dla leniwych

Chu**wo perfekcyjna
Chu**wo perfekcyjna
31 grudnia 2015
Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain
 

Obalamy mity i dyrdymały, że sushi to mega exclusive high upper posiłek dla snobów. Bo nie! I może za darmo go nie przygotujecie, ale wcale nie musicie utopić połowy pensji na zakupach, żeby połechtać nieco swoje podniebienia. I wcale nie jest takie trudne. Bynajmniej nie zamierzam wam wciskać kitu, że wasze sushi będzie wyglądało jak z japońskiej galerii, ale przynajmniej ja pichcę dla przyjemności i smaku – i ta sama zasada wtóruje mi przy rolowaniu w bambusowej matce. Aaa i jeszcze jedno – nienawidzę owoców morza, uwielbiam ryby mało smakujące rybą – więc nawet jeśli ryb nie uwielbiacie może wam zasmakować ;).

Sushi must have, czyli sprzęt

Potrzebne będą: garnek do ugotowania ryżu, miska i sitko (do płukania ryżu), deska do krojenia, ew. miseczki na składniki (jeśli lubicie przygotować sobie wszystko jak od linijki), ostry nóż i jedyny „sprzęt specjalny” – bambusowa mata (można kupić w markecie za parę złotych).

Jak zrobić sushi w domu?

Podstawą całej potrawy jest ryż. Musi być odpowiednio ugotowany i „przyprawiony”. Oczywiście jego jakość jest ważna, można jednak kupić niedrogi ryż do sushi (nawet za ok 6 zł za 500g) i też zjeść smacznie (choć pewnie różni się od tego z japońskich restauracji).

Jak ugotować ryż?

Przed gotowaniem: Bardzo starannie wypłucz ryż w bieżącej, zimnej wodzie. Płucz go tak długo, aż woda przestanie mętnieć (tak, tak, trzeba to zazwyczaj zrobić z dziesięć razy). Następnie zamocz go w wodzie na pół godziny. Po tym czasie wypłucz po raz ostatni. Ugotuj.

Gotowanie: Ryż gotujemy na wolnym ogniu w proporcji ryż:woda 1:1,2. Nie zapomnij o mieszaniu. Gotujemy ok 15 minut i gdy jest gotowe na drugi kwadrans zostawiamy pod przykryciem (cała woda powinna odparować). Ryż możesz przygotować sobie wcześniej – a nawet powinieneś. Przekładamy do miski – nie można używać metalowych naczyń. Polewamy sosem.

Sos do ryżu (przepis na 500 g ryżu):

7 łyżek octu ryżowego,
3-4 łyżki cukru,
szczypta soli lub 1-2 łyżeczki sosu sojowego (są różne przepisy, sos sojowy nie jest konieczny – podczas uczty moczy się sushi właśnie w sosie, więc łatwo można przedobrzyć).

Podgrzewamy delikatnie sos mieszając (nie wolno go gotować). Dodajemy do ryżu i mieszamy.  Przepis na przygotowanie ryżu znajdziesz również na jego opakowaniu ;).

Ryż z sosem pod przykryciem zostawiamy do wystygnięcia. Bardzo ważne by nie używać ciepłego ryżu – nasiąkną od niego nori (to ten czarny papierek z glonów do zawijania) i zrobią się gumowate jak leniwe ze szkolnej stołówki.

Co do środka?

Tak naprawdę – co tylko chcecie (no może oprócz ciągutek i pierników 😉 ). Jeżeli nie nakłamaliście szefowi, że w waszej rodzinie sushi robicie od 7 pokoleń i jesteś na poziomie mistrzowskim, tak naprawdę możecie olać całą etykietę. Chodzi o to, żeby wam smakowało.  Możecie użyć wędzonego łososia (a nie surowego) lub w ogóle zrezygnować z ryby. Sushi z warzywami też jest rewelacyjne. A jakie składniki bez wątpienia się sprawdzają? Ja mam swoją ulubioną listę dla skąpych leni.

– łosoś wędzony w plastrach (bez przypraw)
– awokado
– zielony ogórek
– serek naturalny Philadelphia (to nie kryptoreklama, ale ze wszystkich, ten serio jest najlepszy)
– ziarna sezamu
– sałata
– paluszki krabowe (nie cierpię ich, ale sztandarowy wypełniacz szybkiego sushi – jeśli lubicie, będziecie zachwyceni).
– seler naciowy
– tuńczyk (w wersji de luxe, bo jest bardzo kosztowny – podobnie ryba maślana, ale do zdobycia na targach rybnych i w sklepikach)
– bardzo po japońsku, czyli tykwa

Warzywa najlepiej pokroić w cienkie paski, z ogórka należy usunąć miękka część miąższu. No i tylko ułożyć.

Rozkładami nori na macie, nakłady ryż i dodatki. I zwijamy. Nie łudźcie się, że wyjdzie wam tak ładnie – ale tak naprawdę, jakie to ma znaczenie. Kocham moje nieco kanciaste sushi! I drobny tip – końcówkę nori posmarujcie lekko wodą, łatwiej się sklei po zwinięciu. Potem tylko pokroić i zjeść.

PS: Te nierówne końcówki, które tak nieładnie wyglądają na talerzu, można zjeść jeszcze w kuchni. 🙂

Dodatki: Tu nieśmiertelne pozostają sos sojowy (do moczeniu sushi, nalejcie do małej płaskiej miseczki), imbir i wasabi (ostrożnie jest okrutnie ostre, ale jeśli lubicie na ostro, można nawet podczas przygotowania posmarować baaardzo cienko wewnątrz ryż – zanim to zrobicie, spróbujcie dosłownie odrobinę, żebyście potem nie płakali, że sushi jest niejadalne).

Smacznego! I pamiętajcie przygotowanie sushi jest świetną grą wstępną (pod warunkiem, że on potem zmywa!). Bawcie się dobrze i zobaczcie na filmie poniżej, jak to się robi (sushi – nie grę wstępną :-P).

Sushi krok po kroku


Dom i wnętrze Lifestyle

Myślisz, że jesteś czyściochem? A czy wiesz, jakie miejsca w twoim domu kochają bakterie?

Chu**wo perfekcyjna
Chu**wo perfekcyjna
20 listopada 2015
Fot. iStock / AlexRaths

Myślisz: „Muszę posprzątać” i rzucasz okiem na zakurzone półki, pranie niepochowane do szaf, naczynia w zlewie. Cóż, to naprawdę nie jest powód do niepokoju. Bo prawdziwy brud nie kryje się w oczywistych rzeczach.

Brrr. Bakterie. Też czujesz na skórze nieprzyjemny dreszcz? Cóż nikt nie lubi tych małych wrednych żyjątek, które mogą wywołać miliony chorób. Oczywiście nie można popadać w paranoję, bo są też bakterie całkiem dla nas pożyteczne. Te zostawiamy w spokoju. Walkę możemy wypowiedzieć tym, które nam nie służą. Gdzie się chowają? O tych miejscach oczywistych wiemy – choćby sedes w toalecie – źródło wszelkiego zła. A gdzie jeszcze?

Słuchawka prysznica

Szorujemy łazienki. Umywalki, krany, wanny. Tymczasem najwięcej bakterii, które są kuzynkami prątków gruźlicy znajdują się w słuchawce prysznica. W momencie, kiedy odkręcamy wodę pod prysznicem wypuszczamy ponad 100 razy więcej bakterii niż z w wodzie z kranu. To takie wredne bakterie które potrafią przykleić się do każdej powierzchni. I co z tego, że wyszorujesz kafle i fugi, a później odkręcisz wodę z prysznica, żeby zmyć detergenty i bakterie mają używkę na nowo.

Zmywarka

Zdawać by się mogło, że w wysokiej temperaturze mało co jest w stanie przeżyć. Tym samy zmywarka mogłaby być jednym z miejsc najmniej narażonych na żywotność bakterii. Nic bardziej błędnego. Jest pewien rodzaj mikrobów, który z powodzeniem żyje i rozwija się na gumowych uszczelkach drzwiczek zmywarki. Nic ich nie ruszy – ani wysoka temperatura, ani silne detergenty. Właściwie nie znalazłam pomysłu, jak je usuwać? Może jednak pozbyć się zmywarki? Hmm. Muszę to chyba jedna przemyśleć.

Gąbka kuchenna

Kto jej nie ma? Ja nie używam tych takich mokrych ściereczek do wycierania blatów, stołu. Jestem fanką papierowych ręczniczków. Ale mam gąbkę. Pomocną przy myciu naczyń. Cóż jest to najbrudniejsza rzecz w kuchni. Zbiera wszystko co najgorsze. Patrzycie na nią z obrzydzeniem? Podobno można ją dezynfekować w mikrofalówce – namoczoną grzać przez dwie minuty. A kto nie posiada mikrofali, może wyparzyć we wrzątku? Na pewno zmieniać na nową częściej niż dotychczas.

Drewniane deski i naczynia

Lubicie to, co naturalne? Ja kocham drewniane deski. Mam też kolekcję drewnianych łyżek różnej maści. Okazuje się, że robię dobrze bakteriom. One uwielbiają zagnieżdżać się właśnie na tych rzeczach. Dlatego UWAGA drewnianych rzeczy nie powinno myć się w zmywarce. Mogą pod wpływem temperatury popękać i tym samym zrobić miejsce dla kolejnych milionów mikrobów. Obejrzyj swoje drewniane kuchenne rzeczy dokładnie. Jeśli są pęknięte lub poczerniałe i miękkie w jakimś miejscu, to znaczy, że bakterie już znalazły sobie tam miejsce.

Solniczka i pieprzniczka

Kto by pomyślał, prawda? Okazuje się jednak, że mogą być doskonałym siedliskiem dla bakterii. Prowadzone były nawet badania wśród przeziębionych osób. Spytano o dziesięć rzeczy, jakich dotykali w ciągu kilkunastu godzin, ponad 40% badanych wskazało właśnie na solniczkę lub pieprzniczkę. Tak obiecuję, że dziś swoje umyję. Pociesz mnie i powiedz, że też rzadko to robisz.

Poduszka równa desce sedesowej

Tak jak na desce, tak i na poduszce gromadzi się najwięcej ludzkich bakterii, mogę one sobie przeżyć na nich bardzo długo. Jeśli jesteś fanką poduszek i poduszeczek pamiętaj, by je wietrzyć. A przede wszystkim wymieniać co najmniej raz w roku na nowe.

Pilot, telewizor, klawiatura

Podobno na przykurzonym ekranie telewizora może żyć więcej mikrobów niż na desce do krojenia. Podobnie z pilotami, klawiaturą do komputera, a także telefonem. Bakterie uwielbiają te ciemne miejsca między przyciskami i ciepło, jaki dają im urządzenia. Niestety nie możemy ich wyparzyć, zalać detergentem. Warto je jednak jak najczęściej przecierać, może poszukać jakiś specyfików do czyszczenia. Właśnie, muszę to sobie wpisać na listę zadań do wykonania.

Drzwi i klamki

Kto chodzi ze ściereczką dezynfekującą i przeciera klamki w mieszkaniu? Oczywiście znam takie – no o dobra jedną, co wyciera systematycznie framugi drzwi. I jak głupie i niepotrzebne by się nam to wydawało, to jednak ma sens. Drzwi, klamki, a także i włączniki to jedno z najbardziej ulubionych miejsc urzędowań mikrobów. Jednak miejscem, jednym z najbardziej narażonych na siedlisko bakterii są w naszym domu drzwi wejściowe. Nie wystarczy ich przetrzeć suchą ścierką z kurzu, ale użyć także środków, które zmniejszą ryzyko przenoszenia na sobie bakterii.

I kiedy teściowa powie: „O, masz nieposprzątane”, możesz spokojnie odpowiedzieć: „Posprzątane, właśnie przez godzinę pozbywałam się mikrobów z mojego mieszkania. Właśnie – a ty kiedy ostatni raz myłaś solniczkę?”. Pamiętaj, niezłożone pranie nie świadczy o stopniu twojej ch**watości pani domu.