Lifestyle

„Mam 28 lat i bez kieliszka wina nie zasnę. Nic się nie dzieje, przecież piję jak każdy. Nie jestem pijaczką”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 stycznia 2018
Fot. iStock/pogorelova
 

„Jaki problem z piciem? O czym ty mówisz. Piję, jak każdy. Wieczorem kieliszek przed snem. To pozwala mi się zrelaksować, prawie od razu usypiam. To mnie uspokaja. Tak, bez tego nie zasnę. Ale nie upijam się przecież, nie zataczam, nie przewracam. Nie mam problemów z tym, żeby trafić do łóżka. Nie jestem pijaczką”.

Marysia ma 28 lat, pracuje w dużym wydawnictwie. Mieszka dwupokojowym, własnym mieszkaniu w stolicy. Kupiła je na kredyt, jak większość jej rówieśników. Ale jest szczęśliwa.

Miłość? Niedawno rozstała się z partnerem, z którym była przez trzy lata. Nawet przez chwilę razem mieszkali. Bez dramatów, po prostu zadecydowali, że tak będzie lepiej, dla nich obojga. Teraz znowu jest sama. Nie narzeka, do snu mruczy jej kot, olbrzymi, rasy norweskiej. Najlepszy towarzysz do wspólnego słuchania jazzowej klasyki wieczorem. I jedyny, który nie komentuje, gdy do kieliszka Marysia wlewa dobre, ulubione gruzińskie wino. Co z tego, że pije sama?

Kiedy wychodzi spotkać się z koleżankami zazwyczaj piją więcej. Wódki Maria nie toleruje, nie zniża się do tego poziomu. Piwo niechętnie, chyba, że to „babskie”, słodkie. Najbardziej lubi wino i zna się na nim. Dużo na ten temat czyta. Skończyła nawet kurs somelierski.

Ma swoje ulubione sklepy, gatunki. Radzi koleżankom dobór wina do ważnych uroczystości. Można powiedzieć, że wino to jej hobby. Marzy o tym, że kiedyś, na emeryturze, będzie miała swoją winnicę. Ale to właściwie tylko tyle.

Marysia nie wychodzi często wieczorem. Wieczorem jest zmęczona, głównie psychicznie. Ma odpowiedzialną pracę, w ciągu dnia wykonuje wiele stresujących telefonów, rozmawia z mnóstwem osób, planuje, sprawdza. W pracy jest najlepsza, daje z siebie wszystko. Zawsze nienagannie ubrana, zawsze profesjonalna, perfekcyjnie przygotowana do każdego spotkania.

W domu, ledwo przekroczy próg, zrzuca eleganckie szpilki i zakłada wygodne skarpetki. Jest w swoim królestwie, tu jest jej dobrze.

Ulubiony dźwięk? Dźwięk ukochanego napoju nalewanego do czystego szkła. To koi nerwy po ciężkim dniu. Jeszcze tylko wygodny dres i kot na kolanach. I błoga cisza czterech ścian. Nie, nigdy się nie upija. To znaczy, dobrze zna ten stan, trochę słodki, trochę dziwny, kiedy wszystko zaczyna docierać do ciebie jak zza ściany. Ale ona go lubi. Czuje wtedy, jak odpływa z niej cały dzienny stres, jak jej cudownie wszystko jedno. Jak wszystko staje się nieszkodliwe i nieważne.

Były partner Marysi mówił jej, że pije zbyt często. Że wieczór bez wina jest praktycznie niemożliwy. I że się zamknęła w sobie, że zamiast wyjść do ludzi, zobaczyć się ze znajomymi, woli samotność z kieliszkiem. I że nie daje sobie nic na ten temat powiedzieć. A dla niego to już jednak trochę alkoholizm. Nigdy nie zapomni, jaką awanturę urządziła mu, kiedy pewnego razu zaproponował kino, a ona otwierała już butelkę Chardonnay „Nie potrafisz wyjść do kina bez tego?” – spytał po prostu. Marysia wpadła w szał. „O co ci chodzi?!- krzyczała. „Masz jakiś problem? Nie jestem jakąś pijaczką! Po prostu lubię się napić wina”.

Nie poznał jej wtedy, nie była sobą. A może właśnie była? Może już taka się stała? Sam poszedł do kina, ona została w domu. Kiedy wrócił, już spała. Rozstali się niedługo potem.

Marysia jest osobą typu „nie mów do mnie z rana”. Ale Paweł uważa, że u niej to zwykły kac. Wstaje rano poddenerwowana, z lekkim bólem głowy. Zła, że musi wyjść z domu. Zła, że nie może zostać ze swoim kotem, ze swoim jazzem. Ze swoim kieliszkiem.

Póki co, Marysia nie widzi problemu. Jeszcze nigdy nie nawaliła w pracy. Kocha ją, świetnie sobie w niej radzi. Tylko coraz rzadziej dzwoni do przyjaciółek, coraz rzadziej odwiedza w weekend rodziców…


Lifestyle

Myślisz, że ktoś nie potrafi się zachować? To może być depresja, a nie fochy. Poznaj 9 alarmujących zachowań

Redakcja
Redakcja
13 stycznia 2018
Fot. iStock/lechatnoir
 

Depresja cechuje się przede wszystkim pogorszeniem nastroju, zmniejszeniem energii i aktywności oraz porzuceniem zainteresowań. Odczuwanie smutku, negatywnych emocji, a także dokuczliwych objawów ze strony ciała, to tylko ułamek tego, z czym muszą zmagać się chorzy. Stany depresyjne mogą objawiać się zaskakującymi zachowaniami, które na pierwszy rzut oka trudno z chorobą połączyć. 

Często z powodu niewiedzy odbieramy osoby nieujawniające swojej depresji jako aspołeczne, z dziwnymi nawykami. Ale to jedynie pozory, bo nieobecność na wcześniej umówionej imprezie, czy nieoddzwanianie na telefon, mogą być nietypowymi sygnałami depresji.

 9 alarmujących zachowań, które mogą świadczyć o depresji

1. Milcząca obecność

To nie oznacza, że w towarzystwie znalazł się ignorant, który ma w nosie to, co dzieje się wokół niego. Chory jest, ale jakby go nie było. Milcząca obecność nie zacieśnia więzi, nie nawiązuje kontaktu i pozwala, by wszystko toczyło się bocznym torem.

2. Roztrzepanie

Ona o niczym nie pamięta„, „nie licz, że kupi, o co prosiłaś” to jedne z wielu komentarzy, jakie można usłyszeć o zachowaniu chorych na depresję. Trudno zrozumieć, jak można zapomnieć o prośbie, czegoś nie kupić lub nie zrobić, szczególnie gdy nie prosimy o przysługę zbyt często. A depresja sprawia, że cierpiąca na nią osoba może spędzić cały dzień w fotelu lub łóżku, nie pamiętając, że należy się przebrać, czy zjeść.

3. Pracoholizm

Pracoholizm przez wiele osób traktowany jest jako konieczność, skutek uboczny współczesnego pędu za karierą. Ale częste zostawanie w pracy po godzinach nie musi wynikać jedynie z chęci awansowania i zarabiania pieniędzy, ale również zamykania się w świecie oddalonym od spraw bliskich i rodziny. Pracoholizm odciąga chorego na depresję od codziennego życia i powoduje jeszcze głębszą izolację.

4. Agresywna postawa

Depresja wywołuje nie tylko emocje podobne do smutku, żalu, niechęci czy samotności. Może ona wywoływać nieuzasadnioną złość, czasem i agresję. Osoba z depresją nie ma na celu obrazić i zniechęcić do siebie otoczenia, choć czuje, że takie zachowanie nie pomaga i często powoduje poczucie winy.

5. Niezdecydowanie

Nieumiejętność podejmowania prostych decyzji bywa bardzo irytująca. W dodatku, gdy takiej osobie podaje się coś właściwie pod nos, czekając na „tak lub nie”, cisza wytrąca z równowagi. A trzeba pamiętać, że depresja czyni proste rzeczy naprawdę trudnymi. Wysiłek rozważania i decydowania oraz gotowość przyjęcia ewentualnych konsekwencji bardzo męczy i zniechęca chorych. Najczęściej w sposób bierny przyjmują za własne decyzje podjęte przez innych. I nie jest to zwykły „tumiwisizm”.

6. Ignorowanie telefonów

Nikt nie lubi być olewany, więc w przypadku, gdy dana osoba po raz kolejny nie kwapi się, by odebrać telefon lub oddzwonić, krew nas zalewa. Bo tak się nie robi i jest to bardzo niegrzeczne zachowanie. Tymczasem chorzy na depresję unikają rozmów bezpośrednich, takich jak przez telefon. Łatwiej przychodzi im komunikacja przez maile czy SMS-y, które nie wymagają takiego zaangażowania.

7. Stałe spoglądanie do telefonu

Kolejny objaw ignorancji i braku wychowania — czyli „gapienie” się w telefon, może być nietypowym objawem depresji. Otoczenie postrzega to jako olewanie towarzystwa i marnowanie czasu. Dla chorego bezmyślne patrzenie w telefon, to droga ucieczki od meczącej sytuacji. To swego rodzaju schronienie, do którego wstępu nie mają osoby znajdujące się obok. Telefon pozwala zająć czymś lekkim myśli, które do tej pory ciążyły.

8. Lenistwo

Osobę ciepiącą z powodu depresji trudno jest rozruszać. Wydaje się, że to lenistwo do potęgi, gdy ktoś woli leżeć i patrzeć w sufit, niż wybrać się ze znajomymi na mecz. Spanie do popołudnia również nie jest mile widziane, gdy bliska osoba musi zrobić sama to, co dotychczas wykonywała wspólnie z chorym. Walka z demonami jest trudna i chory wkłada wiele wysiłku, by funkcjonować. Proste (dla osób zdrowych) rzeczy, takie jak wstanie z łóżka, wzięcie prysznica, urastają do rangi niewyobrażalnego wysiłku.

9. Odpuszczanie imprez, mimo potwierdzenia obecności 

Dla większości osób szczytem niegrzeczności jest przyjecie zaproszenia na spotkanie, po czym niestawienie się na nim. To, co wygląda jak przejaw braku szacunku dla gospodarza i ignorancji, może być sygnałem, że chory celowo unika towarzystwa. Osoby cierpiące z powodu depresji nie czują się doskonałymi towarzyszami, więc mają opory przed dzieleniem swego czasu z innymi ludźmi, co bywa dla nich niekomfortowe. Przyjmują często zaproszenia z grzeczności, ale wycofują się z powodu wielu negatywnych odczuć.

źródło: www.depresja.pl.pl, www.boredpanda.com


Lifestyle

Dopadł cię „styczniowy blues”? Nie martw się, nie jesteś sama

Redakcja
Redakcja
13 stycznia 2018
Fot. iStock/sergio_kumer

Wiecie, co jest najgorsze, że kiedy wybija północ i wchodzimy w nowy rok, jesteśmy pełni euforii, chęci do zmian, pewni swoich postanowień i tego, że tym razem na pewno im sprostamy.Mija jednak tydzień, dwa tygodnie stycznia, a my stajemy się jak balonik, z którego upuszczono powietrze. Brak nam sił, chęci do działania. Uwaga, dopadł nas styczniowy blues. Według terapeutki Rosemary Sword to forma depresji, którą odczuwa wiele osób po zakończeniu wakacji.

Sword wyróżniła sześć głównych powodów styczniowego bluesa, niektóre z nich świadomie, a inne nieświadomie wpływają na nasz nastrój.

1. Skończył się okres świąteczny, co oznacza, że ​​wiele osób wróciło do pracy, zniknęły świąteczne dekoracje i wszystko wróciło do tak zwanej normy.

2. Bliskie nam osoby, które spotykamy przy okazji Świąt, wyjechały, a na kolejne spotkanie znowu trzeba poczekać.

3. Być może nie udało się nam zrobić wszystkiego, co zaplanowaliśmy w przerwie świątecznej.

4. Picie i jedzenie w nadmiarze w okresie Świąt sprawiają, że czujemy się ospali i grubi.

5. Jest zimno, dni są krótkie… I chociaż coraz bliżej do wiosny, to jednak jeszcze musimy na nią poczekać.

6. Może się okazać, ze niezwykle trudno jest nam wytrwać w noworocznych postanowieniach.

Styczniowy blues to zupełnie coś innego niż sezonowe zaburzenie afektywne wywołane brakiem słońca. Styczniowe obniżenie nastroju trwa zazwyczaj kilka tygodni, nie dłużej, przy czym mamy świadomość, że ten stan minie i nie wymaga pomocy specjalisty, co nie znaczy, że musimy się mu teraz całkowicie poddać.

Może zamiast cierpieć na styczniowy blues w zaciszu domowym, lepiej wybrać się na spacer, umówić z przyjaciółmi, zjeść coś dobrego i zdrowego i… zaplanować najbliższe wakacje.


źródło: businessinsider.com


Zobacz także

Czy może być coś bardziej ekscytującego niż Central Perk i serial „Przyjaciele” w wersji lego?

7 grzechów głównych tych, którzy chcą cię uszczęśliwić za wszelką cenę

7 grzechów głównych tych, którzy chcą cię uszczęśliwić za wszelką cenę

„Miłość nas uratuje”. Krótki poradnik jak przestać denerwować się życiem