Go to content

Nierówność płci, czyli co się stanie, jeśli kobieta i mężczyzna zamienią się nazwiskami i obowiązkami w pracy

Fot. iStock/Poike

Pewien mężczyzna przypadkowo podpisał swoje służbowe e-maile nazwiskiem koleżanki z pracy. To co stało się potem, wprawiło go w szczere zdumienie. Postanowił więc opisać całą sprawę w mediach społecznościowych.

Martin Schneider pracuje dla firmy zajmującej się recenzowaniem filmów. Pewnego dnia otrzymał e-mail od jednego ze swoich klientów. Wiadomość była opryskliwa, mężczyzna niegrzeczny i lekceważący. Klient zarzucał Martinowi, że ten nie rozumie podstawowych pojęć oraz wmawiał mu, że jego postępowanie (czyli opóźnianie pracy Martina) jest standardowe dla branży, w której pracuje Martin. Kiedy Martin zdał sobie sprawę z tego, że jego klient myśli, że koresponduje z kobietą (Schneider omyłkowo prowadził korespondencję ze skrzynki pocztowej swojej koleżanki), zrozumiał, dlaczego jest ona tak często krytykowana za nieradzenie sobie z komunikacją z klientami.

Kiedy tylko Martin sprostował pomyłkę, sprawy wróciły do „normy”, czyli zmienił się sposób, w jaki komunikował się z nim klient. Odbiór zmienił się na pozytywny, Schneider otrzymywał natychmiastowe odpowiedzi i podziękowania za swoje sugestie, praca z klientem stała się miła i przyjemna, choć metody pracy, czy treści, które przekazywał Martin w e-mailach, w ogóle się nie zmieniły. Jedyna różnica polegała na tym, że zaczął się podpisywać swoim, męskim imieniem.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

Pan Schneider tak bardzo przejął się sytuacją swojej koleżanki, że postanowił przez dwa tygodnie używać jej podpisu. I wtedy okazało się, jak bardzo i jak często jej kompetencje są podważane, jak protekcjonalnie traktują ją klienci. Jeden z nich, dopytywał nawet Martina, czy jest on singlem. Tymczasem Nicole, podpisująca się imieniem Martina, miała najlepszy czas w swojej karierze, zbierając nieustanne pochwały i otrzymując pozytywne wsparcie.

Dzięki temu doświadczeniu, Martin Schneider zrozumiał, że mniejsza efektywność Nicole w pracy z klientami, nie wynikała z jej braku doświadczenia, czy mniejszych kompetencji. Ona musiała najpierw przekonać klientów, żeby ją szanowali, i udowodnić im, że zna się na rzeczy…


Na podstawie: www.independent.co