Dania wegetariańskie Przepisy

Pyszne przepisy na dania bez mięsa. Kto ma ochotę na gotowanie?

Redakcja
Redakcja
11 maja 2019
Iwona Zasuwa
 

Macie ochotę na ugotowanie czegoś pysznego, a jednocześnie zdrowego i bez mięsa? Podsuwamy wam przepisy Iwony Zasuwy z książki „Smakoterapia”.

Czytaliście już wywiad z Iwoną? Jeśli nie, musicie to koniecznie nadrobić.

Pyszne pyzy

Przypadkowo wymyślone „prawie polskie pyzy” z wegańskim wkładem zamiast mięsa podbiły serca (czy raczej podniebienia) domowników Iwony Zasuwy, a ich fotografie skusiły potencjalnych kolejnych pożeraczy moich kluseczkowych eksperymentów. Rzeczywiście, są znakomite, miękkie, rozpływają się w ustach. Z aromatycznym wyrazistym farszem z soczewicy, suszonych pomidorów i czosnku.

 

Komplet przyjemnych obiadowych doznań!

Składniki :

• ziemniaki wysokoskrobiowe . . . . . . . . . . . . . . 1,5 kg

• skrobia ziemniaczana

• soczewica czerwona, sucha . . . . . . . . . . . . . . ¾ szklanki

• suszone pomidory 2 garści

• świeże zioła: oregano, majeranek

(do smaku)

• zielona pietruszka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 1 garść

• cebula 2 szt.

• czosnek (opcjonalnie) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 3 ząbki

• oliwa z oliwek extra vergine

• sól i pieprz (do smaku)

Wykonanie :

Ziemniaki ugotuj, ugnieć bardzo dokładnie na purée i ostudź. Zawartość garnka podziel na cztery części, wyjmij jedną ćwiartkę i wsyp w miejsce po niej skrobię ziemniaczaną. Wrzuć ziemniaki z powrotem, wymieszaj porządnie całość, przykryj i odstaw. Cebulę poszatkuj i podsmaż w niewielkiej ilości tłuszczu, dorzuć pomidory bardzo drobno posiekane lub ozdrobnione mikserem. Dodaj ugotowaną na sypko soczewicę, przyprawy i zioła, wymieszaj. Odparuj wodę, zdejmij z ognia i ostudź (masa powinna być sucha). Z ziemniaczanego ciasta oderwij mały kawałek, utocz kulkę, rozpłaszcz ją w dłoni na cienki placek (o grubość około 1 cm). Nałóż łyżeczką farsz i sklej boki, a następnie uformuj pyzę. Postępuj tak do wyczerpania składników. Gotowe kluchy wrzucaj partiami do dużej ilości osolonego wrzątku i gotuj, delikatnie mieszając drewnianą łyżką. Gdy wypłyną na powierzchnię, gotuj jeszcze 2–3 minuty na maleńkim ogniu. Podawaj od razu, ze świeżymi warzywami, okraszone niewielką ilością oliwy z oliwek i posypane zieleniną.

Cukinie nadziewane pysznościami

Składniki :

• cukinie okrągłe lub zwykłe, niewielkie 7 szt.

• cebula 2 szt.

• czosnek 3 ząbki

• orzechy włoskie, łuskane . . . . . . . . . . . . . . . . . 4 garści

• pestki dyni, łuskane . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 1 garść

• suszone pomidory w zalewie . . . . . . . . . . . . . 1 duża garść

• kocanka włoska lub rozmaryn, świeże kilka gałązek

• bazylia świeża . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . kilka gałązek

• pietruszka zielona . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . pół pęczka

• kolendra w proszku 1 łyżka

• chili w płatkach (do smaku)

• oliwa z oliwek

• sól i pieprz (do smaku)

Wykonanie :

Cukinie umyj, przekrój na połówki i i wydrąż. Miąższ z cukinii posiekaj. Orzechy i pestki dyni rozdrobnij za pomocą miksera lub maszynki do mielenia mięsa o bardzo drobnym sicie. Na patelni podgrzej oliwę z oliwek, wrzuć chili, mieloną kolendrę, posiekany ząbek czosnku, rozdrobnioną kocankę lub rozmaryn oraz pokrojoną drobno cebulę. Posyp solą i delikatnie podduś. Wrzuć miąższ cukinii, pokrojone drobno suszone pomidory i podsmaż. Kiedy cukinia będzie już miała dość, zdejmij z ognia patelnię, dodaj do warzyw zmielone orzechy i pestki oraz posiekaną zieloną pietruszkę. Dorzuć surowy czosnek, bazylię, sól i pieprz do smaku. Wydrążone cukinie ułóż w naczyniu do zapiekania (najlepiej szklanym), włóż do każdej z nich nadzienie łyżeczką i skrop oliwą z oliwek. Zapiekaj w piekarniku, w temperaturze 175°C „na oko”, do wybranej ulubionej twardości cukiniowej miseczki (może być lekko al dente), około 30 minut.

Przypominamy, pieczenie nasion jest dyskusyjne. Jeśli macie ochotę częściej serwować to danie, zamiast orzechów i pestek dyni, dodajcie do farszu kaszę jaglaną albo namoczone bezglutenowe płatki owsiane.


Dania wegetariańskie Przepisy

Czy jesteś w toksycznym związku? Jest wiele sygnałów, które mogą o tym świadczyć, trzeba tylko chcieć je dostrzec

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 maja 2019
Fot. iStock/dima_sidelnikov
 

W naszym życiu spotykamy różnych ludzi. Tych dobrych, którzy sprawiają, że nasze życie staje się lepsze, lepsi stajemy się także my sami. Ale wchodzimy też w relacje, które nas degradują. Niektórzy szybko je wyczuwają, odchodzą, zrywają kontakt. Czasami jednak wplątujemy się w toksyczny związek bezwiednie mając do czynienia z manipulantem, który potrafi doskonale wykorzystać nasze słabości.

Toksyczny związek to taki, w którym partner tobą manipuluje, byś uwierzyła, że to ty jesteś źródłem jego wszystkich problemów.

Sygnały, które mogą świadczyć o tym, że jesteś w toksycznym związku

Przestajesz ufać sobie

Twoje wybory wydają ci się błędne, wątpisz w to, co podpowiada ci intuicja. Masz ogromne trudności z podejmowaniem jakichkolwiek decyzji.

On ciągle cię poprawia

Niezależnie od sytuacji, twój partner uważa, że zawsze musi poprawić to, co powiedziałaś, jakbyś ciągle się myliła.

Nawet proste wybory stają się trudne

Przykład – wybieracie miejsce na wspólną kolację. Nie potrafisz jasno określić swojego zdania, bo obawiasz się jego krytyki.

Kłamiesz na temat swoich uczuć

Tyle razy kłóciliście się, gdy mówiłaś, co czujesz, że teraz odpuszczasz, by uniknąć kolejnej awantury.

Wierzysz, że możesz być przewrażliwiona

Twój partner tak często cię nadużywa, że zaczynasz zastanawiać się, czy to nie ty jesteś źródłem waszych problemów.

Nazywa cię wariatką

W toksycznej relacji to najskuteczniejszy sposób, żebyś zaczęła wątpić w siebie, w swoje argumenty, w to, co myślisz.

Używa innych przeciwko tobie

W argumentach twój partner często powołuje się na autorytet tych, których kochasz i szanujesz. „Twoja mama by ci tego nie wybaczyła”, „Twoi przyjaciele są fałszywi”, itp.

Karmi cię dobrocią od czasu do czasu

Powszechnie stosowanym sposobem są „bomby miłosne”. Zgodnie z psychologią bombardowanie miłością to praktyka przytłaczania kogoś znakami uwielbienia i przyciągania… mającego na celu zmanipulowanie cię do pozostania w tej relacji. Każda oznaka dobroci daje ci nadzieję, że może jednak będzie lepiej.

Drenuje twoją energię

Toksyczny partner stopniowo wysysa z ciebie życie, być może bolesnymi komentarzami, drobnymi kuksańcami, komentarzami, odbiera ci pewność siebie.

Wybaczasz mu

Przychodzi moment, w którym ludzie wokół ciebie zaczną zauważać toksyczne i złośliwe zachowanie twojego partnera, ale ty z jakiegoś powodu nadal będziesz robiła wszystko, co w twojej mocy, aby usprawiedliwiać go nierzadko obwiniając samą siebie.

Często przepraszasz

Toksyczny partner wie, jak sprawić, żebyś czuła się winna za wszystko, co robisz, dlatego często przepraszasz za rzeczy, których nie powinnaś żałować.

Zawsze jesteś na stand by’u

We wszystkim, co robisz i mówisz, upewniasz się, że wszystko jest idealne. Nie możesz dzielić się swoimi prawdziwymi myślami i uczuciami, chodzisz przez cały dzień na palcach, gdy w pobliży jest twój partner.

Jesteś pełna niepewności

Z powodu ciągłego sprzeczania się ze swoim partnerem, masz w sobie tylko niepewność. Jedyne, czego doświadczasz w związku to niepokój. Nie jesteś pewna tego, co wiesz o sobie, co myślisz.

Nie spełnia swoich gróźb

Potrafi ci powiedzieć straszne rzeczy, zagrozić, ale nigdy ich nie realizuje, nigdy.

Uderza tam, gdzie najbardziej boli

Twój partner wie, co jest dla ciebie wartościowe. Może to być nadzieja, marzenia, a nawet niepewność, wykorzystuje tę wiedzę, żeby uzyskać przewagę nad tobą. Zaatakuje cię tam, gdzie najbardziej boli, aby się upewnić, że nawet to nie sprawi, że go zostawisz.

Kłamie

I nie są to małe, białe kłamstwa. Kłamie patrząc ci prosto w oczy, kłamie nawet wtedy, gdy odkryjesz prawdę. To daje im moc, bo wiedzą, że akceptujesz te kłamstwa.

Szukasz jego akceptacji

Tym, na czym zależy twojemu partnerowi, jest zmanipulowanie cię tak, żebyś uwierzyła, że potrzebujesz go w sowim życiu, że jest ci niezbędny.

Nieustannie pracujesz nad poprawą relacji, wierząc, że wszystko, czego potrzeba, to bycie lepszą, bby twój partner stał się także lepszym człowiekiem.

Dajesz więcej niż dostajesz

Ciągle zużywasz energię, starając się zadowolić swojego partnera, ale on nie robi tego dla ciebie. Jesteś wyczerpana emocjonalnie, ponieważ energia twojego związku jest negatywna.

Nie ufasz partnerowi

Nie wierzysz w to co robi, co mówi. Jeśli twierdzi, że wychodzi spotkać się z przyjaciółmi, nie wiesz, czy faktycznie ma takie plany. Zdajesz sobie sprawę, że może mieć romans, że cię zdradza.

Bez zaufania związek się nie rozwija, od lat tkwisz w tym samym miejscu.

Wroga atmosfera

Ciągłe kłótnie, złość i zgryźliwe komentarze powodują toksyczną atmosferę. Nie ufacie sobie, tobie brakuje wsparcia z jego strony. Tak nie wygląda dobry związek.

Nie jesteś z nim szczera

Zdrowe relacje opierają się na komunikacji. Z twoim partnerem nie możesz być szczera. Wiesz, że będzie cię oceniać negatywnie i nie będzie w pełni wspierać. I bądźmy szczerzy, jeśli obawiasz się, że twój partner nie będzie wspierać, jeśli będziesz z nim naprawdę szczera, musisz odejść jak najszybciej.

Kontroluje wszystko, co robisz

Czujesz, że nie masz w tym związku wolności. Dochodzi do absurdów, w których musisz pytać partnera o zgodę, nim coś zrobisz.

Pamiętaj, że zdrowy związek to miejsce, w którym zarówno rozwijasz się, jak i żyjesz swobodnie.

Gra rolę ofiary

W toksycznym związku to normalne, on zawsze jest biedny, poszkodowany, jakby całe zło świata skupiało się na nim. To rodzaj toksycznej energii, której nie potrzebujesz w swoim życiu.

Wierzysz, że jest najlepszą rzeczą, jaka ci się przytrafiła

I zrobi wszystko, byś w tym przekonaniu została. Dlaczego? Bo nie jest pewny siebie i muszą dokarmić swoje ego.

Narzeka cały czas

Wszystko, co mówi, jest negatywne. To obniża twój nastrój i sprawia, że ​​czujesz się jak śmieć.

Związek jest nudny

Nie czujesz podekscytowania, nic się właściwie w twoim związku nie dzieje, jest nuda i tyle.

Nie jesteś dla niego priorytetem

Wolą zrobić wiele innych rzeczy, niż spędzić czas z tobą. Wszystko inne zawsze jest ważniejsze od ciebie.

Jeśli widzisz to wszystko w swoim związku, uciekaj. Im dłużej z nim będziesz, tym trudniej będzie ci odejść.


Dania wegetariańskie Przepisy

Iwona Zasuwa: „Kiedy zaczynamy cierpieć z powodu własnej diety, to jesteśmy skazani na klęskę””

Agnieszka Żukowska
Agnieszka Żukowska
11 maja 2019
Iwona Zasuwa

Propagatorka zdrowego i świadomego odżywiania, autorka jednego z najpopularniejszych blogów kulinarnych. Jej Smakoterapie to bestsellery wydawnicze w kategorii kulinaria. Iwona Zasuwa specjalnie dla nas, o tym, jak jeść smacznie i mądrze…

Iwona, od czego powinniśmy zacząć, jeśli chcemy wyeliminować mięso z menu?

Odpowiedź zależy od naszej indywidualnej historii. Jeśli podejmujemy taką decyzję z powodów etycznych i jest to nasz świadomy wybór, zwykle łatwiej przychodzi zmiana. Jeśli zaś powody są inne, stoją za nią choroby dietozależne, konkretne wskazania lekarza, wówczas borykamy się z zupełnie innymi trudnościami. W obu przypadkach warto skonsultować się ze specjalistą, który zadba o o różnorodność w naszym menu, warto skorzystać z warsztatów, na których znajdziemy inspiracje kulinarne. Zresztą niezależnie od tego czy jemy mięso czy też nie, zawsze wskazana jest edukacja żywieniowa i budowanie świadomości co nam służy. Jestem zwolenniczką przeprowadzania zmian pod okiem dobrego lekarza, który postawi indywidualną diagnozę i zdecyduje, czy to ma być całkowite odstawienie mięsa, czy zmniejszenie ilości spożycia. Który „zbada” czy nasze jedzenie nie jest za mało urozmaicone, albo czy nie jest niskiej jakości. Taka diagnoza jest na pewno potrzebna. I jeśli wiemy, że musimy z mięsa zrezygnować, to fazy w tym procesie przebiegają w podobny sposób do odstawiania innych produktów: na przykład nabiału, cukru, glutenu.

W pierwszej fazie człowiek ma ogromną potrzebę zastąpienia sobie utraconego smaku czymś podobnym. Jego kubki smakowe mówią „NIE!”, ciało nie współpracuje, dlatego mam taką teorię (i z tego przekonania wzięła się moja Smakoterapia), że dobrze jest zostać w tym wszystkim przy sobie i odpowiadać na swoje potrzeby. Bo jedzenie to nie jest tylko odpowiedź na głód fizyczny, to część naszej codziennej rutyny, naszej kultury,  a często też odpowiedź na głód emocjonalny. Jestem ogromną przeciwniczką odstawiania cukru dzieciom z dnia na dzień i nie dawania niczego w zastępstwie. Podobnie jest z dorosłymi. Oczywiście dorosły, w przeciwieństwie do małego dziecka, zazwyczaj ma swoje motywacje, zatem teoretycznie jest mu łatwiej… ale i tak zazwyczaj okazuje się to bardzo trudne. Jeśli się odpowiednio w tym nie wspomożemy – polegniemy. Dlatego mam w swojej kuchni różnego rodzaju „zestawy ratunkowe”. Prócz słodyczy dla dzieci (bez cukru oczywiście), prócz szeregu zastępników nabiału, czy glutenu, mam na przykład ciekawy set dla mężczyzn, który nazywam zestawem „dla prawdziwego drwala”. Mój mąż nadal je mięso, ale w sposób bardziej świadomy. Odstawiliśmy wszyscy szybkie, łatwe do przygotowania, wysoko przetworzone , konserwowane jedzenie dostępne na sklepowych półkach. Tutaj nie chodzi wyłącznie o mięso. Na szczęście mamy już dużo lepszy niż kiedyś dostęp do dobrej jakości pożywienia. I to odstawianie dalej jest trudne, ale nie niemożliwe.

Bywa, że na warsztaty Smakoterapii przychodzą do mnie osoby, które potrafią wprowadzić zmiany żywieniowe w swoim życiu z dnia na dzień. Wyrzucić wszystko to co niezdrowe z lodówki, z szafek, a od następnego dnia żyć inaczej. Ja tak nie potrafiłam. Jak większość – wprowadzałam zmiany stopniowo. Jesteśmy w pewnym sensie niewolnikami swoich smaków. Doświadczyłam tego osobiście, podążałam za swoim podniebieniem, wymieniałam składniki na coraz lepsze, zdrowsze dla mnie i łączyłam w taki sposób, żeby moje kubki smakowe były zadowolone. Żeby nie cierpieć. Kiedy zaczynamy cierpieć z powodu własnej diety, to jesteśmy skazani na klęskę. Talerz musi nam dawać przyjemność, to musi być radość. Jeśli jest napięcie, które na początku zawsze się pojawia, bo przecież zmiana zawsze jest trudna, i jeśli nie zadbamy o to, żeby je wyeliminować – to się nie może udać. Dlatego przygotowuję potrawy tak, by były dla mnie naprawdę smaczne, na przykład dodaję do nich takie składniki, które „podkręcają” smak. To są oczywiście zioła, przyprawy ale też, między innymi, suszone pomidory, które zawierają dużą ilość naturalnego glutaminianu sodu (uzależniający, pyszny smak umami).  Pamiętam, kiedy po raz pierwszy zrobiłam dla męża danie – cukinię nadziewaną roślinnymi pysznościami. W składzie były warzywa, cebulka, czosnek, orzechy laskowe i właśnie suszone pomidory z ziołami, ze świeżą bazylią, rozmarynem. Ten zestaw smaków był tak pyszny, że do dzisiaj, w sezonie „cukiniowym” jest to nasza ulubiona potrawa. Uwielbiam też potrawy jednogarnkowe, kociołki, w których jest dużo aromatycznych przypraw, ziół, warzyw korzeniowych. Gotowane korzenie często przecieram i zagęszczam nimi potrawę, zamiast mąką czy nabiałem. Albo biorę odrobinę orzechów, migdałów blanszowanych, miksuję z białą pietruszką, gotowaną cebulą, z kawałkiem selera, świeżym lubczykiem i czosnkiem i tak oto powstaje pyszny, kremowy, „śmietankowy sos”. Nie potrzeba niczego więcej. To są moje ulubione patenty.

Skąd taka wizja, co Ci pomogło w wymyślaniu owych patentów?

Wiele czerpię z kuchni wegańskiej . W Polsce dzisiaj to już mocny trend, częściowo te patenty tam są. Nie korzystam ze wszystkich, bo chciałam by moja kuchnia roślinna była naprawdę naturalna i zdrowa. Można sobie przyprawiać potrawy nieaktywowanymi płatkami drożdżowymi, które dają posmak parmezanu, można szukać sztucznych, zastępczych smaków, ja jednak nie poszłam w tę stronę. Eliminując cukier, najpierw, za namową lekarza, włączyłam do menu zastępniki cukru w niewielkiej ilości a kiedy mogliśmy już włączyć cukry do menu, nie wróciliśmy do rafinowanego, białego „kryształu”. Zastępujmy go naturalnym miodem, syropem klonowym. Dziecka nie można zostawić bez słodkiego smaku, bo cukier tak silnie uzależnia, że to cierpienie może objawiać się na wielu poziomach. Dlatego szukamy substancji zastępczych. To może być stewia (zioło), ksylitol lub erytrytol.  Musimy tylko pamiętać, że poliole to są silnie przetworzona substancje i nie można ich nadużywać. Dodatkowo ksylitol może powodować podrażnienia układu pokarmowego u wrażliwych osób. Stosujemy go zdecydowanie mniej i raczej przeznaczamy na „na czarną godzinę” albo na specjalne okazje. Po latach dbania o dietę mojego 12 letniego syna mogę z dumą stwierdzić, że dzisiaj nie ma on już tej niezdrowej potrzeby sięgania po słodycze. Zatem udało się doprowadzić jego organizm do takiego stanu, że zwiększona potrzeba słodkiego smaku wyciszyła się. Dietetycy chińskiej medycyny mówią, że to wynika z faktu, że ciało jest dobrze odżywione i we względnej harmonii. Nie ma szperania po szafkach w poszukiwaniu czegoś słodkiego. Większy wpływ na łaknienie słodyczy ma u niego element społeczny, zatem kiedy przebywa z kolegami, którzy jedzą słodkości, ta ochota się pojawia. Nie jest to już jednak potrzeba ciała. Jej źródło jest zupełnie inne.

A gdzie należy szukać ratunku? Jakie warzywa stosować, jakie zamienniki, żeby zachować proporcje smakowe i przede wszystkim, żeby wartości odżywcze się zgadzały?

W dobrze skomponowanym menu mamy dużo dobrych produktów, rzecz w tym by się przeorganizować i nauczyć inaczej z nich korzystać. Pamiętam swoje pierwsze kroki w kuchni „wykluczeniowej”. Kiedy dziewięć lat temu położyłam na stole marchewkę, seler, pietruszkę, buraka, kiszone ogórki i ziemniaki, nie potrafiłam z nich przyrządzić niczego poza zupą. Niczego co wydawało by mi się wówczas smaczne i przypominało smaki, które lubię.  Dzisiaj dokładam do nich jarmuż, odrobinę świeżego imbiru, kurkumy, czosnku, cebuli, robię z tego puree a la dalekowschodnie domowe curry, dodaję zmiksowane daktyle i robię gęsty aromatyczny sos. Zanurzony w nim jarmuż, za którym nie przepadam, z dobrej jakości grzybami (ekologicznymi pieczarkami, boczniakami czy shitake), z ciecierzycą, papryką, i garścią zielonej kolendry, smakuje wybornie! Dziś potrafię też przygotować wszystkie swojskie potrawy, za którymi w pierwszej chwili tęskniliśmy, według naszych nowych zasad, czyli bez glutenu, nabiału czy cukru: pierogi, naleśniki, pyzy, kluseczki leniwe, chleby bez glutenu… Ciekawe też ze potrzeba jedzenia takich dań z czasem się wyciszyła a nasze gusta zmieniły dość diametralnie.

Co do wartości odżywczych: białko jest w bardzo wielu produktach. Typowym produktem zastępczym dla mięsa są strączki. Mówi się, że przyswajalność białka z soczewicy jest na poziomie 84%, podobnie jak przyswajalność białka z wołowiny. Cenne są też węglowodany złożone, wszelkiego rodzaju kasze, ryże, w miejsce rafinowanych zbóż, białej pszennej mąki. Do tego oczywiście dużo zielonych warzyw, warzywa kapustne, dyniowate, korzeniowe, trochę owoców ale i stare dobre słowiańskie kiszonki. Czyli, okazuje się, że często zadawane pytanie: „co ty właściwie jesz skoro nie jesz mięsa, nabiału czy glutenu?”, jest dziś zupełnie bezzasadne. Ba! Okazuje się, że menu osób, które muszą wyeliminować z diety niektóre składniki, po zmianie zaczyna być znacznie bardziej różnorodne i odżywcze niż menu typowego obywatela. To jest dowód na to, że nasza współczesna dieta zachodnia bywa niezwykle uboga. Odkrywamy mnóstwo dań, wiele smacznych produktów, których nie jedliśmy dotąd na co dzień: ciecierzycy, wielu odmian fasoli (mun, adzuki), wielu warzyw. Nie chciało się nam gotować kaszy gryczanej, czy jaglanej. A najzdrowsze w naszym klimacie warzywa korzeniowe, kapustne czy dyniowate,  traktowaliśmy jako dodatek do zupy, który się zazwyczaj odsuwa na talerzu albo w ogóle po gotowaniu wyrzuca. To błąd!

To jest też przestawienie się z kanapkowego myślenia…

Zazwyczaj kiedy myślimy „kanapka”, to po pierwsze przychodzi nam do głowy jedyny słuszny zestaw: chleb, ser, wędlina, ewentualnie plaster ogórka lub pomidora. Jak mawia moja aktualna mentorka dietetyki medycyny chińskiej, człowiek to nie jest istota stworzona do życia „na suchej karmie”. Po drugie: żyjemy szybko, w nieustającym pędzie, nie mamy czasu na gotowanie. Szybka kromka chleba, popita herbatą, lub modniej, świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy, to nasze codzienne menu połykane w biegu… To jest właśnie ten obszar, od którego można zacząć. I wcale nie trzeba w tym celu przewracać całego swojego życia do góry nogami. Dziś zrobiłam na śniadanie słodkie placuszki z mąką kokosową. Ich przygotowanie nie zajęło mi więcej niż 5 minut. Kwestia pomysłu i przestawienia myślenia. Kwestia motywacji. Świadomości. Wolnego wyboru, zamiast niewolniczego pędu. Czasem, by to się wszystko mogło wydarzyć, trzeba sobie zadać pytanie: czy jestem dla siebie wystarczająco ważna? Czy jestem w stanie o siebie zadbać? Bywa, że dochodzimy do takich refleksji dopiero w momencie, kiedy zaczynamy chorować. Warto pomyśleć o własnym dobrostanie nieco wcześniej.  W końcu: zawsze lepiej i łatwiej zapobiegać chorobom niż je leczyć.


Zobacz także

Inka z polskiego sadu – przepis na kawę pachnącą jabłkami

Optymalne pieczone pączki – przepis

Delecta - Biszkopt „złap królika”

Biszkopt „złap królika”