Dom i wnętrze Porady

Sansewieria uda się nawet początkującemu miłośnikowi roślin w domu. Jak dbać o „języki teściowej”?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
31 stycznia 2022
Sansewieria
Fot. iStock
 

Sansewieria (wężownica, języki teściowej) to wyjątkowo wytrzymała roślina doniczkowa, która sprawdzi się na parapetach mniej i bardziej doświadczonych miłośników roślin. Jest ona nie tylko odporna na popełniane błędy, ale również oczyszcza powietrze ze szkodliwych substancji, pochodzących np. z farb czy ze smogu. Jakich warunków potrzebuje sansewiera, aby pięknie się prezentowała?

Sansewieria nosząca nieco złośliwe miano języków teściowej to wdzięczna w uprawie roślina doniczkowa, którą warto mieć na parapecie. Można wręcz rzec, że ma ona same zalety, w dodatku dostępna jest w kilku ciekawych odmianach.

Sukulent ten pochodzi z terenów Afryki i Azji. W naturze porasta niesprzyjające, suche i kamieniste zbocza. Wężownice charakteryzują się grubymi i prostymi liśćmi, o płaskim lub cylindrycznym kształcie. Zazwyczaj przybierają one intensywnie zielony kolor, ale, w zależności od odmiany, mogą być podbarwione na żółty kolor, paskowane lub cętkowane. W naturze wężownica wydaje żółtozielone kwiaty, z których rozwijają się czerwone jagody.

Nazwa roślin wywodzi się od włoskiego księcia Raimondo di Sangro z San Severo, który w XVIII wieku sansewierię przywiózł z Afryki do Neapolu. Roślina zdobyła popularność i rozprzestrzeniła się w Europie.

Sansewieria i jej odmiany

Do rodziny sansewierii zaliczamy ponad 70 gatunków, ale w uprawie domowej najczęściej spotykane są:

Sansewieria gwinejska  

Sansevieria trifasciata, znana jako gwinejska, to najpopularniejszy gatunek wężownicy, który spotykamy w mieszkaniach. Znakomicie odnajduje się na szkolnych korytarzach, w mieszkaniach lub biurze, nie sprawiając problemów w uprawie. Charakteryzują ją sztywne, mieczowate liście, wyrastające z podziemnych kłączy.

Sansewieria

Fot. iStock/Sansewieria gwinejska

Do najpopularniejszych odmian sansewierii gwinejskiej zaliczają się:

  • „Laurentii” – najczęściej spotykana, wytwarza ciemnozielone liście z ciemnożółtymi brzegami liści. Pasy na liściach przybierają szarozielony kolor. Sansewieria gwinejska „Laurentii” dorasta do około 100, a nawet 150 cm wysokości;
  • „Hahnii” –  miniaturowa, zwarta, o szerokich liściach;
  • „Golden Hahnii” – o szerokich liściach z żółtymi brzegami i pasami;

Sansewieria cylindryczna

Sansewieria cylindryczna (Sansevieria cylindrica)  jest blisko spokrewniona z sansewierią gwinejską. Jej sztywne, zielone liście przypominają długie, walcowate szpikulce, które często można zakupić zaplecione w warkocze. Sansewieria cylindryczna rośnie powoli i dorasta do 75 cm wysokości.

Sansewieria cylindryczna

Fot. iStock/Sansewieria cylindryczna

Do najpopularniejszych odmian sansewierii cylindrycznej zaliczają się:

  • “Straight” – wytwarza proste, strzeliste liście o ciemnozielonym kolorze i nieco jaśniejszych pręgach. Liście tworzą efektowne grube kępy;
  • “Mini Rocket” –  nieco niższa, jej liście rosnąć, odchylają się nieco na boki;
  • “Boncel” – charakteryzują ją srebrzysto-zielone, krótkie, mocno prążkowane liście. Odmiana „Boncel” utrzymuje wachlarzowatą formę.

Zobacz również: Zamiokulkas – „żelazna roślina” odporna na błędy początkujących. Jak go pielęgnować, by stał się wyjątkową ozdobą domu?

Pielęgnacja sansewierii

Sansewierie to sukulenty, które uwielbiają stanowiska ciepłe i słoneczne, ale nie powinny stać w ostrym świetle, które może powodować  poparzenia liści. Rośliny te dadzą sobie również radę w świetle bardziej rozproszonym, ale zbyt mała ilość słońca spowoduje utratę koloru przez liście. Wężownicy najbardziej służą temperatury ok. 20°C latem, zimą natomiast 15-18°C.

Sansewieria najlepiej czuje się w podłożu gruboziarnistym, ale posłuży jej także uniwersalna ziemia do kwiatów o odczynie lekko zasadowym (pH 7,5). Na dnie doniczki konieczne trzeba umieścić warstwę drenażu na dnie.

Wężownica lubi regularne, ale ostrożne podlewanie do podstawki, z której wodę trzeba usunąć. Poradzi sobie bez dłuższego dostępu do wody, natomiast jej nadmiar doprowadzi do gnicia rośliny. Latem należy podlać roślinę raz na co tydzień lub na dwa tygodnie. Zimą należy podlewać dopiero gdy podłoże w doniczce przeschnie (mniej więcej co trzy-cztery tygodnie). Raz na tydzień warto przetrzeć liście lekko zwilżoną szmatką, aby usunąć kurz. Nie należy nabłyszczać liści wężownicy.

Sansewieria lubi nawożenie nawozem do kaktusów i sukulentów, nie częściej raz na dwa tygodnie. Zimą nie ma potrzeby nawozić rośliny.

Sansewieria

Fot. iStock/Sansewieria

Rozmnażanie sansewierii

Sansewieria jest łatwa w rozmnażaniu przez podział, czego można dokonać przy okazji wiosennego przesadzania rośliny do nowej doniczki.  Po wyjęciu rośliny z doniczki należy podzielić kłącze na kilka części lub ostrym nożem odciąć odrośla u podstawy rośliny. Ranę po cięciu warto zabezpieczyć węglem drzewnym, aby uniknąć infekcji.

Sansewieria oczyszcza powietrze

Agencja NASA przygotowała ranking, w którym umieściła listę roślin zdolnych do usuwania szkodliwych substancji z powietrza. Sansewieria znalazła się na tej liście z powodu zdolności do przechwytywania takich substancji jak: amoniak, benzen, formaldehyd, trichloroetylen, toluen, ksylen. Co więcej, nocą pochłaniania dwutlenek węgla, więc postawienie doniczki z wężownicą wiąże się z podwójnym zyskiem dla zdrowia.

Mówiąc o zaletach tej rośliny nie można jednak pominąć faktu, że jest ona trująca dla zwierząt domowych. Szczególnie narażone na szwank po zjedzeniu liści wężownicy są koty, które mogą  koty mogą cierpieć po nim z powodu podrażnienia żołądka, wymiotów oraz biegunki. W przypadku posiadania ciekawskiego futrzaka dobrze jest postawić doniczkę z wężownicą poza łatwy zasięg czworonoga.

Zobacz również: Trujące rośliny doniczkowe w domu. Na które powinnaś uważać, jeśli masz dzieci lub zwierzęta?


źródło:  zielonyogrodek.pl, www.homebook.pl 

Dom i wnętrze Porady

8 sygnałów, które wskazują na to, że twój związek nie doczeka się Happy Endu

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
31 stycznia 2022
Fot. iStock
 

Związek bez przyszłości nie należy tych, o których marzą kobiety, ale nawet najlepiej zapowiadająca się relacja może się taką okazać, gdy codzienność zweryfikuje pewne sprawy. Każdy związek wymaga wysiłku i zaangażowania, jednak bywa, że mimo starań można zauważyć sygnały mówiące, że wspólna przyszłość nie jest pisana.

Budowanie związku nie jest proste, ale dopóki partnerzy się starają, nie można powiedzieć, że jakiś związek jest bez przyszłości. W teorii wiadomo, że najważniejsza jest miłość, to jednak samo jej odczuwanie to za mało, gdy przychodzi do stawienia czoła zwykłemu życiu. Gdy spadają z nosa różowe okulary zakochania, zaczynamy dostrzegać cechy i zachowania, które co najmniej zmuszają do refleksji nad tym, czy ten związek ma szansę na szczęśliwe zakończenie. Co powinno dać do myślenia?

8 sygnałów, które mówią o tym, że tworzycie związek bez przyszłości

Fot. Stock/Związek bez przyszłości

Związek bez przyszłości to taki, w którym próbujecie siebie nawzajem zmieniać 

Akceptacja w związku jest równie ważna jak sama miłość. Każdy ma dobre cechy i wady, które czasem trzeba po prostu zaakceptować. Nie ma sensu próbować zmieniać drugiej osoby po to, by idealnie dopasować ją do swoich wyobrażeń. W końcu chodzi o to, by umieć znaleźć kompromis tam, gdzie jest taka możliwość, lub przymknąć oko i kochać bez względu na pewne niedociągnięcia. Budowanie związku na nie może polegać na tworzeniu drugiej osoby na nowo. Brak akceptacji spowoduje chęć ucieczki, bo trudno jest żyć w związku, w których nie można być sobą.

Nie dajecie sobie przestrzeni

To jasne, że partner może czuć się doskonale obok ukochanej osoby i nie chcieć się z nią rozstawać, jednak każdy potrzebuje własnej przestrzeni. Odpoczynek od siebie, czas dla przyjaciół czy hobby, bez obecności partnera pozwala się nieco zdystansować i zatęsknić. Kto nie pamięta, że parę tworzą odrębne jednostki, może się zdziwić, że druga osoba w końcu postanowi uciec z osaczenia.

Nie wspieracie się w trudnych chwilach

Związek bez przyszłości to taki, w którym dobrze jest, jak jest dobrze, ale gdy przychodzi trudny czas, jedna osoba „znika”. Relacje wiążą się nie tylko ze szczęściem i śmiechem, ale często także ze stresem i problemami, które niesie życie. Ucieczka od trudnych tematów, pozostawianie partnera z jego smutkiem, bezradnością, czy innymi trudnymi emocjami, może pozwoli się tymczasowo odciąć od problemu, ale zdecydowanie go nie rozwiąże. W silnym związku partnerzy wspierają się w trudnych chwilach, a nie uciekają. To prawda, że każdy związek przechodzi trudne chwile, jednak nie każdy wychodzi z nich bez szwanku.

Zobacz również: Walcz o siebie, pokonaj własną bezradność wobec toksycznych relacji

Patrzycie w innych kierunkach

Jeśli jeden z partnerów marzy o tym, by się ustatkować i założyć pełną rodzinę, a drugi myśli o luźniejszym związku, trudno będzie im znaleźć złoty środek. Takie rozczarowania się zdarzają, bo rzadko przy pierwszych randkach zdarza się omawiać plany na przyszłość. Oczywiście partnerzy mogą mieć różne zainteresowania i marzenia, jednak po czasie powinni umieć sprecyzować, czy jadą na tym samym wózku. Bez pewności, że relacja idzie w dobrym kierunku, budują związek bez przyszłości.

Stara się tylko jedna strona

Obaj partnerzy powinni umieć dawać i przyjmować, podejmując wysiłek dla dobra związku. Gdy jednemu nie zależy na spotkaniu drugiego w połowie drogi, źle to wróży przyszłości. Jeśli partner jest mało zaangażowany, lub po prostu czeka, co mu życie przyniesie, to drugi dźwiga odpowiedzialność za związek bez przyszłości. Gdy ta druga osoba w końcu nie da rady dłużej pchać sama tego wózka, wszystko się rozpadnie.

Nie ufacie sobie

Partnerzy powinni móc sobie ufać, bo bez tego nie da się zbudować trwałego i szczęśliwego związku. Zaufanie pozwala otworzyć się na drugą osobę, powierzyć mu najskrytsze myśli, poczuć się bezpiecznie. Jego brak rodzi ciągłe podejrzenia, chęć kontrolowania, często bezpodstawne oskarżenia. Kto chciałby żyć w tak skomplikowanym związku?

Związek bez przyszłości generuje złą energię 

Przestajecie się dogadywać, czujecie się wypaleni, a kłótnie przybierają na sile. Wspólnie spędzony czas nie wiąże się z przyjemnością i wyczekiwaniem na kolejny raz, bo druga osoba zabiera energię, podcina skrzydła, kontroluje, czy wpędza w poczucie winy. To znamiona związku, który nie ma przyszłości. Warto taką znajomość zakończyć jak najszybciej, zanim pojawi się wyczerpanie psychiczne.

Zobacz także: 35 sygnałów, że ten związek jest toksyczny


źródło:  www.lifehack.org 

Dom i wnętrze Porady

Narcyz, czy naprawdę zniszczy Ci życie bez skrupułów?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
31 stycznia 2022
Fot. iStock / domoyega

Kim jest? Z jakiego domu pochodzi? Czy związek z nim to zawsze koszmar?
A może on też potrzebuje szansy? Poznajcie Pawła.

Jedna z internetowych, psychologicznych, grup na Facebooku. Tu piszą, m.in ludzie z zaburzeniami narcystycznymi. Ale też ich partnerzy i partnerki. Paweł często odpowiada na rozpaczliwe apele kobiet, które zastanawiają się dlaczego „jakiś on” nagle odszedł. Jest nieczuły, po cudownym okresie zmienił się nie do poznania. Dlaczego rani, znika.

– Porozmawiamy? – zagaduję w prywatnej wiadomości.

– A co? Masz borderline i szukasz swojego narcyza?

Taki niby żarcik. Bo na grupie często powtarza się, że ludzie dobierają się na zasadzie koluzji. Osobowość narcystyczna przyciąga osobowość borderline. I odwrotnie. Nie chodzi o sztywne trzymanie się definicji. Ale kobiety z cechami borderline bardzo często zakochują się w narcyzach.

– Twoja dziewczyna jest borderline?

– Swój problem mam przepracowany. Przynajmniej do pewnego stopnia.

Paweł na grupie wylewa na głowę zimny prysznic wszystkim tym, którzy karmią się złudzeniami: „Nie odzywa się? Znaczy, że nie chce. Narcyz szybko idzie dalej, znajduje kolejny obiekt”. „Pomóc mu może tylko terapia, ale i tak słabo się pracuje z taką osobowością”. „Narcyz może zechcieć się zmienić dopiero po czterdziestce. Ludzie wokół układają sobie życie, a on dostrzega, że to, co ma to wydmuszka. Czasem zmienia się też po związku z narcyzką. Nagle rozumie, co przez całe życie robił innym”.

– Dlaczego w ogóle tam piszesz? – pytam
– Sam jakiś czas temu potrzebowałem pomocy. Poszedłem do psychiatry, bo chciałem leczyć matkę. Skierował mnie do psychoterapeuty.

„Nikt by ci nie uwierzył”, „kocham cię”. 11 rzeczy, które mówi narcyz

KOBIETY w życiu narcyza

O nim. 43 lata. Mieszka w dużym europejskim mieście, tam przeniósł swoją firmę. Skończył prawo, zarządzanie i stosunki międzynarodowe. Pracował od pierwszego roku studiów. Od ośmiu lat jest w związku z 34-latką i to jego pierwszy tak długi związek. Jego wcześniejszy rekord to dwa lata. Tak, potwierdza, z każdą z poprzednich partnerek był dokładnie dwa lata.
– Jak z zegarkiem w ręku. Nadchodziła druga rocznica, a one zaczynały mnie drażnić. Jedna  irytowała mnie gadatliwością, druga tym, że o siebie za mało dba, trzecia, że ma głupi zawód – wspomina– Nie potrafiłem też w żaden sposób zrozumieć, dlaczego jednego dnia jestem zakochany do szaleństwa, a kilka dni później nie ma śladu tych emocji. Co więcej, gdy odchodziłem– czułem tylko ulgę. Zero wyrzutów sumienia, sentymentów. I żadnej tęsknoty.

Nie zdradzał swoich partnerek. Raczej widział nowy obiekt na horyzoncie, więc porzucał stary.

– Kiedyś wieloletnią dziewczynę zostawiłem przez telefon. Tydzień później, w środku nocy, stała pod moim domem. Wracałem już z randki z inną. Przez dłuższą chwilę, zastanawiałem się, czego ona, ta co na mnie czeka w nocy, w ogóle chce. Chciała wyjaśnienia, a ja powiedziałem do niej tylko: „Odwal się, bo wezwę policję”.

Takich sytuacji było wiele. Kręciły go, jak dziś mówi, kobiety atrakcyjne, silne, wykształcone, zarabiające na siebie, niezależne. Na inną nawet nie zwróciłby uwagi.
Z pierwszą kobietą zamieszkał dopiero, gdy miał 31 lat. Kupił wtedy mieszkanie, to ona wprowadziła się do niego.
– Poznałem ją w kancelarii prawnej, w której pracowałem. Była bardzo zdolna, pracowita, ale po kilku tygodniach mieszkania z nią, myślałem, że oszaleję. Drażnił mnie nawet jej oddech, to jak odkłada szczoteczkę. To, że jest z małego miasta i te małomiasteczkowe przyzwyczajenia przenosi do naszego życia.

– Jakie przyzwyczajenia?
– Cholera, nie wiem. Nawet nie pamiętam

PRACA w życiu narcyza

Tuż obok jego historii z kobietami „działa się praca”. To jej podporządkowywał wszystko. Jedna firma, druga firma, własna kancelaria. I kolejna firma prawnicza, międzynarodowa. Z filiami zagranicą.
– W pewnym momencie pracowałem 20 godzin na dobę. W weekendy kończyłem szkolenia i kursy. Zasypiałem od piątej rano nad nauką, a półtorej godziny później brałem poranny prysznic. Przed ósmą byłem w biurze.

– Jakim byłeś szefem?

– Wymagającym. Dawałem z siebie maksa, tego samego oczekiwałem.

MATKA w życiu narcyza

– I tu jest chyba sedno, którego długo nie rozumiałem – mówi.

Pokazuje wiadomości od niej. Maile, Whatsapp, esemsy. – Większość od razu kasuję. Jeśli nie odpisuję na którymś komunikatorze, matka zaczyna wielogodzinne monologi: „Ty debilu, brudna szmato, nic ci nigdy nie wyjdzie, zostawiłeś mnie”. „Myślisz, że się tak ode uwolnisz, ty nasieniu szatana, wywłoko”. „Gównem jesteś i na zawsze nim zostaniesz”, „dałam ci wszystko, a tak się odpłacasz, obyś zdechł”. Nie odpowiadam, więc zaczyna dzwonić, blokuje linie czasem przez kilka godzin. Rozłącza się i znów zaczyna.

To są te wiadomości z teraz. Matka mieszka kilka tysięcy kilometrów od niego, jest w dobrej formie fizycznej, ma na wszystko pieniądze, jeśli potrzebuje jechać do lekarza, czy gdziekolwiek podjeżdża po nią prywatny kierowca.
– Jedyne, czego nie umiem jej dać to obecności fizycznej. Nie chcę, bo od dziecka mnie dręczyła – mówi Paweł.

Musiał być najlepszym uczniem.
– Potrafiła wejść do pokoju i bić mnie po twarzy, bo dostałem cztery z plusem. Szarpała mnie za włosy i ciągnęła przez pół pokoju.
Kazała stawać przed lustrem i mówić, jaki jestem brzydki i chudy. Bo nie jeżdżę na treningi. Więc jeździłem. Żeby mieć mięśnie. I uczyłem się najlepiej w klasie.
Wtedy zaczynała się mną chwalić. Mówiła: „Mój najukochańszy syneczek”. I jeszcze: „Jesteśmy lepsi od innych. Ludzie to robaki. My jesteśmy z tej lepszej kasty”.
Miałem być jej najlepszym przyjacielem. Nie akceptowała moich znajomych. Ten jest ze złego domu, chyba nie będę się kolegował z synem sprzedawczyni? Ten kolega też jest zły, jego matka ubiera się niestosownie i nieadekwatnie uśmiecha do mężczyzn. Poza tym, kim ona jest? Ta koleżanka? W porządku, ma dom w Krakowie. Jej rodzice się rozwiedli? Nie, jednak nie, to patologia.

Narcystyczna matka uważa, że nie musi ci się z niczego tłumaczyć. Przecież jesteś tylko po to, by zaspokajać jej potrzeby

OJCIEC w życiu narcyza

Był lekarzem. Szanowanym. Mieli wszystko w czasach, gdy wielu ludzi nie miało nic.
– Dzień po moich piętnastych urodzinach ojciec miał udar. Udało się go uratować tylko dlatego, że mieszkaliśmy niedaleko szpitala, a jego bliski znajomy był ordynatorem. Ale ojciec już nigdy nie odzyskał w pełni sprawności intelektualnej. Od tego czasu był na rencie.

Paweł nauczył się: wszyscy ludzie odwracają się, gdy jesteś nikim.
– Co to znaczy być nikim?
– Kiedy nie możesz nic innym dać, ich los nie zależy od ciebie. Byliśmy otoczeni ludźmi, z dnia na dzień wszystko straciliśmy. Ojcem już później nikt się nie interesował, może raz na rok odwiedził go ktoś z dawnych znajomych. Pacjenci, którzy go wielbili, zniknęli.

Jeszcze raz kobiety

Magda też jest prawniczką. Dużo młodszą.
– Ideał. Szczupła brunetka. Zobacz, jak ona wygląda– pokazuje zdjęcie. – Razem wyglądamy, jak hollywoodzka para. Jest taka, jak chciałem. I na szczęście moja matka już nie może tego zniszczyć. Dlatego się wyprowadziłem. Moich kobiet nienawidziła. Ta ma za małe oczy, ta nienaturalnie wielkie, wytrzeszcz. Za gruba, za chuda, źle ubrana, za bardzo wystrojona. Zaczynałem potem sam widzieć te rzeczy. Kiedyś mi milion razy powtórzyła, że moja dziewczyna ma krzywe kolana. Później widziałem w tej lasce już tylko krzywe kolana.

Wróćmy do Magdy. Tak, czasem się kłócimy, ale Magda jest bardzo spokojna. Zwykle odpuszcza.
Dzieci? Mamy Cavalier King Charles Spaniela, wszędzie z nami jeździ. Nie wiem, czy to nie powinno nam wystarczyć.

Ale tak, nawet myślę o dziecku. Ale też się boję. A jeśli będzie niesprawne umysłowo? Głupie? Nie zniósłbym głupiego dziecka. Przecież ja już mam dla niego zaplanowaną całą edukację. Załamałbym się, gdyby to dziecko nie było tak mądre, jak ja.

wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska


Zobacz także

Hortiterapia

Sadź, pielęgnuj, grzeb w ziemi – uzdrawiająca moc natury!

duński design

5 powodów, dla których Polacy kochają duński design

Chcesz mieć piękne mieszkanie? Wystarczą cztery rzeczy!