Dom i wnętrze Ogród Porady

Polacy wyprowadzają się na wieś. To nowy sposób na życie w pandemii

Redakcja
Redakcja
20 kwietnia 2021
Polacy w pandemii przeprowadzają się na wieś
zdj. Nikolett Emmert/ Pexels
 

Podczas pandemii każdy z nas odczuł zmiany w swoim stylu życia. Ostatni rok wymusił na nas zwolnienie tempa i pokazał, jak bardzo brakuje nam najprostszych przyjemności. Za czym tęsknimy najbardziej? Polacy coraz częściej uciekają z dużych miast, aby na nowo poczuć kontakt z naturą. W odzyskaniu równowagi pomocna okazuje się filozofia życia „tu i teraz”.

Przestronny ogród i dom w pobliżu lasu to przywilej, jakim cieszy się niewielu z nas. Kwarantanna dotknęła szczególnie tych, którzy zamknięci w mieszkaniu, stracili kontakt z naturą. Praca zdalna dla wielu osób oznacza często zmniejszoną aktywność fizyczną i uczucie samotności. Brak możliwości podróżowania odebrał wielu z nas ulubioną formę relaksu, a życie w dużych aglomeracjach budzi wiele stresu związanego z zagrożeniem pandemicznym. Zamknięci w czterech ścianach zaczynamy tęsknić za czynnościami, które jeszcze przed kryzysem wydawały nam się błahe.

Ministerstwo Zdrowia alarmuje, że w Polsce nawet 1,5 miliona osób zmaga się z depresją, a w okresie pandemii liczba ta może się nawet podwoić. Ponad połowa Polaków deklaruje, że zaobserwowała objawy depresji u siebie lub u swoich najbliższych. Znacząco wzrosło w Polsce również spożycie mocnych alkoholi, co rodzi obawy o zwiększenie liczby osób dotkniętych uzależnieniem. Przewartościowanie swoich potrzeb i oczekiwań może być dla nas zbawiennie, szczególnie wtedy, kiedy czujemy się bezsilni.

Od lat obserwuje się coraz większą liczbę zwolenników minimalizmu, który zdaje się teraz nabierać nowego wymiaru. Wielość przedmiotów, a także wysokie oczekiwania finansowe tracą swoją wartość w zetknięciu z utratą pogody ducha. Slow life, czyli zwolnienie tempa życia i równowaga pomiędzy sferą prywatną a zawodową, ma w czasie pandemii szczególne zastosowanie. Filozofia życia „tu i teraz” przewiduje między innymi kontrolę nad docierającymi do nas informacjami, szczególną troskę o relację z bliskimi, nie gromadzenie rzeczy i bliski kontakt z naturą. Coraz więcej Polaków szuka z tego powodu działek poza miastem, a brak konieczności wychodzenia do biura sprawia, że marzenie o domu na wsi staje się nam coraz bliższe.

Główny Urząd Statystyczny w opracowaniu na temat demografii Polski za 2020 rok zwrócił uwagę na wzrost liczby mieszkańców w polskich wsiach: “Na terenach wiejskich nastąpił wzrost liczby mieszkańców o 17 509 osób (100,1 w stosunku do ubiegłego roku). Podobnie, jak w poprzednim roku największy przyrost wystąpił w województwach: wielkopolskim (11 696, 100,7), pomorskim (8 064, 101,0) i małopolskim (5 675, 100,3)” – informuje Urząd.

Wzrost zainteresowania szybką budową domu poza miastem zauważył również Ernest Rogalski, współzałożyciel firmy DOMXS, specjalizującej się w budowaniu małych domów w stylu skandynawskiego minimalizmu.
„Zainteresowanie zmianą miejsca zamieszkania i budową niewielkiego domu poza miastem wynika z naszej tęsknoty za naturą, ale też z potrzeby życia w sposób bardziej zrównoważony. Pandemia pokazała nam wszystkim, jak ważna jest troska o ekologię i swoje zdrowie psychiczne. Proste życie w sąsiedztwie otaczających ekosystemów generuje znacznie mniejszy wpływ na środowisko i często jest tańsze od utrzymania dużej rezydencji czy mieszkania w centrum miasta. Szczególnie teraz obserwujemy, jak wielu osobom zależy na szybkiej i komfortowej budowie domu, który spełni nasze oczekiwania w nowej rzeczywistości” – mówi Ernest Rogalski, współzałożyciel marki DOMXS.

Założenie „mniej znaczy więcej” pozwala się skupić na jakości naszego życia, a nie na ilości dóbr nas otaczających. Mniejsze domy poza miastem oznaczają często również bardziej zorganizowaną i uporządkowaną przestrzeń. Pozbycie się niepotrzebnych przedmiotów wywołuje w wielu z nas poczucie ulgi i oddala od współczesnej kultury konsumpcjonizmu, która w dobie pandemii wciąż ukazuje swoje słabe strony. Chociaż światowy kryzys wciąż wywołuje w nas kolejne negatywne skutki, stanowi dobry moment na refleksję: co jest dla mnie najważniejsze? Zmiany wynikające z pandemii wymagają od nas nowych zasad funkcjonowania, które w obecnej sytuacji wyraźnie zwracają nas ku życiu w harmonii z naturą.


Dom i wnętrze Ogród Porady

10 inspirujących i wzmacniających cytatów o samotnym macierzyństwie

Redakcja
Redakcja
20 kwietnia 2021
zdj. Flora Westbrook/Pexels
 

Każda z nich ma inną historię. Niektóre są samotnymi, a właściwie samodzielnymi (bo to słowo o wiele lepiej oddaje faktyczny stan rzeczy), matkami z wyboru. Inne z przypadku lub wbrew własnej woli. Wszystkie są, chociaż nie zawsze w to wierzą, niezwykle silne i odważne, bo muszą stawiać czoła życiu i jego wyzwaniom. Jeżeli nie dla siebie, to dla dziecka, które nie ma nikogo innego.

Bycie matką jest jednym z najtrudniejszych i najważniejszych zadań w życiu. Ogarnianie trudów rodzicielstwa w pojedynkę to już heroiczny i niemalże nadludzki wysiłek. To normalne, że każda kobieta w takiej sytuacji ma momenty słabości i zwątpienia. Chwile, w których czuje, że brakuje jej sił i nie da rady już dłużej. Dni, kiedy wszystko idzie nie po jej myśli. Warto wtedy przypomnieć sobie te inspirujące i wzmacniające cytaty. To słowa, które mają ogromną moc – trzeba tylko w nie uwierzyć. A następnie uwierzyć w siebie. Może być trudno, ale warto.

 

Inspirujące i wzmacniające cytaty o macierzyństwie w pojedynkę

 

Tak naprawdę nie jestem samotna. Jestem sama, ale mam syna. Bycie samotną matką różni się od bycia samotną kobietą – Kate Hudson

 

zdj. Brett Sayles/Pexels

Czasami siła macierzyństwa jest większa niż prawa natury – Barbara Kingsolver

 

To trudne, ale dalekie od niemożliwego i częściej się uśmiechamy niż płaczemy – Regina King

 

zdj. Karolina Grabowska/Pexels

 

Nic, co robisz dla dzieci, nigdy nie idzie na marne – Garrison Keillor

 

Pamiętaj, że samotna mama jest taka sama, jak każda inna mama i że naszym priorytetem numer jeden są nadal nasze dzieci. Każdy rodzic robi wszystko dla swoich dzieci, a samotna matka niczym się nie różni – Paula Miranda

 

 

zdj. Eberhard Grossgasteiger/Pexels

 

zdj. Madison Inouye/Pexels

 

Pamiętaj, że nie tylko bierzesz na siebie dwa razy większy trud, ale również otrzymujesz za niego dwa razy większą nagrodę.

 

 

 


Dom i wnętrze Ogród Porady

Jak skończyć z obsesją ratowania? Przewodnik byłej ratowniczki

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
20 kwietnia 2021
Jak skończyć z obsesją ratowania
Fot. iStock

Wyjdź z tej roli, zanim zginiesz.

Nieważne, że masz poczucie, że wszystko bez ciebie padnie. Facet sobie nie poradzi, przyjaciółka pogrąży się w nałogu, dzieci nie dotrwają pełnoletności. Pierwszy raz ratuj siebie, nie innych.

Myślisz, że ludzie nie są tak zaradni, jak ty. Jeśli nie znajdziesz koleżance dobrego lekarza, ona tego sama nie zrobi. Nie skończysz projektu, nikt tego nie zrobi. Itede, itepe. Nieustannie w gotowości, niczym radar.

Jeśli choć trochę odnajdujesz się w tym, co napisałam wyżej, to jesteś ratowniczką. Wybawcą. Kobietą renesansu, kobietą, która żadnej pracy się nie boi. Kobietą, na której każdy może polegać. I kobietą na skraju załamania nerwowego. Najczęściej. Tak w każdym razie wygląda koniec tej drogi.

Zapewne znasz teorię tzw. Trójkąta dramatycznego. Twórcą tego pojęcia, które miało określać gry międzyludzkie, był dr Stephen Karpman. Jego zdaniem ludzie, którzy mają różne deficyty z dzieciństwa (a nie ukrywajmy większość z nas ma) budują związki z innymi wchodząc w jedną z trzech ról: ofiary, wybawiciela i prześladowcy. Co ciekawe, w tej samej relacji możemy się tymi rolami zamieniać.

Ratowniczka nieustannie czuje przymus pomagania innym, czasem nawet nieproszona

Daje z siebie dużo, ale gdy nie dostaje tego samego, prędzej czy później jest rozgoryczona i zła. Bo przecież ona tak się poświęciła. Bo ludzie nie doceniają, są podli.

W momencie, w którym zaczyna tak myśleć, siłą rzeczy staje się ofiarą (jestem taka biedna), a stąd już bliska droga do przemiany w prześladowcę (koniec z tym, teraz pokażę innym, jaka jestem twarda).

Dajmy taki przykład. Żona ma pretensje do męża, że nic nie robi w domu. Nie mówi o tym wprost, ale zaczyna narzekać: Wszystko na mojej głowie, nie daję rady(w ten sposób wchodzi w rolę ofiary). Partner pyta: A możesz konkretnie powiedzieć, co mam zrobić”, ona odpowiada: To cały ty, nigdy nie rozumiesz, zachowujesz się, jak dziecko, nie dorosłeś do roli męża i ojca (teraz wchodzi w rolę prześladowcy). Za chwilę znów sprząta cały dom i czuje, że partner by sobie bez niej nie poradził (wraca do bycia wybawcą, uwalnia inną dorosłą osobę od dorosłych obowiązków).

Jeśli więc jesteś ratownikiem, bywasz też ofiarą i prześladowcą. W efekcie tkwisz w martwym punkcie, a w relacjach podświadomie manipulujesz i dajesz sobą manipulować.

Jak skończyć z rolą wybawcy?

1. Zapanuj nad impulsem 

To jest takie kuszące i takie atawistyczne reagować. Zawsze reagować.

Ten moment, gdy ktoś w kobiecej grupie na Facebooku poprosi o pomoc, a ty rzucasz się na ratunek, chociaż wcale nie masz czasu i mocy korespondować teraz z obcą osobą.

Albo ten moment, gdy nikt się nie zgłasza do trójki klasowej, a ty podnosisz rękę. Szefowa robi smutną minę i mówi, że ktoś musi zająć się bardzo ważną sprawą, a ty się zgłaszasz, choć jesteś zawalona zadaniami.

Koniec, działasz i minutę później jesteś ugotowana. Bo masz kolejną rzecz do zrobienia! Kolejną sprawę do załatwienia.

Gdy następnym razem poczujesz natychmiastową potrzebę przybycia komuś na ratunek, policz chociaż do 5. Jeśli możesz, idź się przejść, pomedytuj albo po prostu spróbuj poczuć, jak będziesz się czuła za chwilę przytłoczona. Ile było wcześniej takich sytuacji i jak czułaś się sponiewierana.

A potemnie reaguj. Nie wybiegaj przed szereg. To jest na początku trudne, wywołuje duszące poczucie winy, ale z czasem się nauczysz. I poczujesz ulgę, że nie musisz być nieustannie czujna.

2. Zrozum swoje pobudki

Wolimy myśleć, że ratownik to osoba o złotym sercu. Tak bywa, ale czasem, jako wybawicielki, wybawcy, działamy z egoistycznych pobudek, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Powodów, dlaczego ratujemy innych może być wiele.

Czasem wynika to z niskiej samooceny i przekonania, że nie można nas polubić jeśli nie będziemy się starały (czyt. nie będziemy pomocne).

Bywa, że jest w nas głęboka (niespełniona) potrzeba docenienia.

Bycie ratownikiem może wiązać się też z poczuciem wyższości. Bo, na przykład, wydaje ci się, że wiesz lepiej, co jest dla kogoś dobre. Co ważne, nie masz świadomości, że jeśli pomagasz, to odbierasz innym poczucie sprawczości, nie doceniasz ich.

Być może jesteś starszą siostrą i, na przykład, wymagano od ciebie opieki nad rodzeństwem. Albo musiałaś szybko dorosnąć i opiekować się którymś z rodziców (Jak masz więc nie pomagać? To instynkt).

Czasem wchodzenie w tę rolę jest wynikiem obserwacji tego, jak postępowała pierwsza bliska kobieta. Od najmłodszych lat widziałyśmy zajmującą się wszystkim matkę, dla której opiekowanie się innymi, wyręczanie ich było formą wyrażania miłości. Buntujemy się przeciw temu, ale robimy to samo (czasem w innych sferach życia) i nie potrafimy przerwać tego mechanizmu.

Znałam też osobę, która była taka czujna, bo ojciec tylko w ten sposób ją zauważał. Jeśli była pomocna, akceptował ją. Jeśli chciała się zająć sobą, nazywał podłą egoistką.

Ważne, żeby odkryć, co akurat powoduje nami. I w chwilach impulsu wracać do tego. Niektórym pomaga powtarzanie sobie w duchu. Robię to tylko dlatego, bo…”

3. Zastanów się, czy możesz zaspokoić swój brak w inny sposób?

Zamiast pomagać, skup się na sobie. Kiedyś godzinami rozmawiałam z przyjaciółkami, które miały życiowe rozterki. I musiały omówić je z kimś NATYCHMIAST. Byłam do tego świetna, w końcu wykonywałam wolny zawód, nie ograniczały mnie godziny pracy. W efekcie ładowałam bliskie mi osoby, a sama zostawałam wypalona i niezdolna do zajęcia się swoim życiem. Pracą, domem.

Skończyłam z doraźną pomocą psychologiczną 24 h na dobę. Energię poświęciłam na rozwój osobisty. Czułam, że chronię swoje granice, w efekcie miałam poczucie wpływu i sprawczości (wcześniej tego nie miałam), wzrosło więc moje poczucie własnej wartości.

Przyjaciółka, zamiast nieustannie wyręczać ludzi, zaczęła pomagać w schronisku i tam realizowała swoją potrzebę ratowania.

4. Poczuj to szczęście, gdy nie oczekujemy wzajemności

Ratownik do momentu, kiedy nie staje się ofiarą, a potem prześladowcą, nie mówi innym, jak jest nimi rozczarowany. Ale najczęściej to rozczarowanie towarzyszy mu w życiu. Bo on tak genialnie odgaduje potrzeby innych, ale rzadko dostaje to samo. Zamienia się więc w naładowanego złością frustrata. Jego relacje nie są autentyczne, bo nie potrafi powiedzieć wprost, że jest niezadowolony. W efekcie może nagle zrywać związki, kończyć współpracę, bo czuje się użyty. Tyle że to też niesprawiedliwe wobec tej drugiej strony, bo ona nie miała szansy skonfrontować się z oczekiwaniami wybawcy. Jest zaskoczona.

Możesz dawać innym, ale dopiero wtedy, kiedy zadbasz o siebie. Postępując w ten sposób nie będziesz zła, że ktoś inny robi to samo. Będziesz wychodziła z założenia, że każdy daje tyle, ile może i chce. To jest w porządku.

5. Zobacz, ile zyskasz czasu

Zajmowanie się całym światem zajmuje wiele godzin. O tym może wiedzieć tylko była ratowniczka. Bo to nie jest tak, że zrobisz jedną rzecz, pomożesz jednej osobie.

Nawyk to nawyk. Przyciągasz osoby potrzebujące pomocy, sprawiasz, że inni przyklejają się do ciebie, bo czują, że załatwisz za nich wiele spraw, dasz wsparcie. Tracisz czas, bo nie zawsze są to bliskie osoby.

Tymczasem każdy, w większości, poradzi sobie sam. Dziecko odrobi lekcje (najwyżej dostanie gorszą ocenę), przyjaciółka pogodzi się z drugą przyjaciółką, czy partnerem bez naszego udziału. Na forum ktoś inny udzieli potrzebującej dobrej rady.

Właściwie wszystko zadzieje się bez naszego udziału. I na całe szczęście.

6. Pomyśl o tym, że wreszcie zostaniesz zauważona

Ratownik jest mistrzem drugiego planu. Przecież jeśli coś dajesz cały czas, to nie robisz przestrzeni innym, żeby mogli dać tobie. Jesteś w nieustannym działaniu, ruchu. Gdy odpuścisz na początku poczujesz się dziwnie. Może nawet zrobi się wokół ciebie pusto, ludzie będą mieli pretensje, ktoś sobie pójdzie. Ale innym, którzy też chcą dawać, zrobisz przestrzeń. Zaczniesz też mówić o swoich potrzebach i inni będą mieli szansę, choć w jakimś minimalnym procencie dać ci to, czego szukasz.

7. Uświadom sobie, że wkurzasz ludzi, którzy tej pomocy nie chcą

To nawet zabawne, bo jako ratowniczka nie wiedziałam, jak bardzo może to irytować. Aż pewnego dnia koleżanka spojrzała na mnie surowo i rzekła: Czy ty myślisz, że ja jestem aż taka nieogarnięta?. Czytaj, nie poradzę sobie, nie dam rady udźwignąć.

Ratownik, jeśli ma szczęście, w końcu usłyszy od kogoś bliskiego: Nie chcę”. To dowód, że po drugiej stronie ma dojrzałą osobę zdolną decydować o sobie.

Czasem usłyszy też, że to, co robi to rodzaj przemocy. Bo jeśli uważamy, że druga osoba nie jest sprawcza, to ją ranimy i umniejszamy.

Czujny wybawca widzi znaki. Ktoś mówi; Teściowa wysyła nam pieniądze i oczekuje wdzięczności, nie chcemy tego. Inny: Mama ciągle mi radzi, to zjada moją energię”. „Przyjaciółka, pomagając robi teatr wokół siebie, a ja nie chcę hałasu.

Tak rozumiemy, że naprawdę to może męczyć. I połowę pomocy odpuszczamy, bo ktoś jej po prostu nie chce.

Po co się zatem aż tak starać?

To prawda, ciężko wyjść z tej roli. Czasem pomaga w tym kryzys, przymus zajęcia się sobą. Ale może czasem nie trzeba kryzysu? Jak to powiedziała moja przyjaciółka. Wybieraj, chcesz być dla wszystkich dobra, czy szczęśliwa.


Zobacz także

Piękno zaklęte w kamieniu. Włosi w tej dziedzinie osiągnęli prawdziwą maestrię

Magnolia - krzew, drzewo, odmiany, pielęgnacja

Magnolia – krzew o niezwykłych kwiatach. Warto mieć ją w swoim ogrodzie

Liście drzew w Polsce - nazwy, zdjęcia, cechy

Liście drzew w Polsce – najczęściej spotykane w parkach i lasach