„Związek z cieniem”. Najbardziej boimy się drugiego, żywego człowieka

Anika Zadylak
Anika Zadylak
23 października 2016
Związek z cieniem
Fot. iStock / nuvolanevicata

Nasze prababcie i pewnie babcie również kiwałyby głową z niedowierzaniem słuchając tych historii. Bo jak to tak? Żeby zakochać się, być z kim przez pudełko zwane komputerem? Nazywają to „związek z cieniem”, choć po drugiej stronie ekranu siedzi człowiek, który też potrzebuje uczuć. W zasadzie ich bycie razem niewiele różni się, od tego tak zwanego normalnego. Poznają się w internecie, na forach internetowych lub bardziej zwyczajni – przez wspólnych znajomych. Zaczynają ze sobą rozmawiać, odkrywać, wymieniać poglądami. Spędzają ze sobą w sieci coraz więcej czasu, a  gdy nabiorą więcej odwagi, udają się na pierwsza oficjalną randkę, czyli rozmowę na Skype’ie. Po jakimś czasie odczuwają coraz silniejszą więź, coraz bardziej sobie ufają i zakochują się. Określają się mianem pary, wyznają sobie uczucia, mówią znajomym, że kogoś mają. Niby wszystko zwyczajnie. A jednak wiele z takich par, choć czują się ze sobą szczęśliwe, nigdy się ze sobą nie spotka. I nie chodzi tylko o często dzielące ich setki kilometrów. Dzieli ich raczej, strach przed realnym odrzuceniem. A odległość jest dla nich fundamentem idealnego związku.

– W sieci jest łatwiej. Poznajesz kogoś z innego miasta, najczęściej bardzo odległego. Dlaczego tak? Wtedy mam większe zabezpieczenie, że facet nie będzie mnie osaczał, łaził za mną, zaczepiał moich znajomych.  Pilnował na każdym kroku. – Ewelina ma 19 lat, ze swoim wymarzonym chłopakiem, poznanym na forum muzycznym, jest 11 miesięcy. – To ja sama zdecyduję, a właściwie wspólnie to zrobimy, kiedy i czy w ogóle chcemy się spotkać choć raz.  Nie, że do siebie jeździć,  a już w ogóle mieszkać. Dlaczego właśnie tak? Bo życie do tego zmierza, do uproszczeń i ułatwień, nawet w sferze uczuć.

Ludzi, którzy myślą podobnie jest więcej, głównie młodszych ale coraz częściej zdarzają się także ci, w starszym wieku. – Wszystko jest tak cholernie skomplikowane. Mówię o tych pędzących donikąd czasach, o tym, że ludzie się zawodzą na każdym kroku, bo nie wyrabiają. Ale gdzieś tam głęboko, potrzebują jednak drugiego człowieka. Takiego, jak oni sami. Strach i życie w chronicznym braku czasu podsuwa takie rozwiązania. Wszystko postępuje, uczucia i pojęcie bycia razem, też uległo ewolucji.

– A nie napisze pani, że to fanaberia dzisiejszej młodzieży i efekt ganiania, za pokemonami po mieście? – Jacek ma 17 lat, jest w drugiej klasie liceum. – Miałem dziewczynę od siebie z miasta, jakoś się nie poukładało. Ciągle chciała się spotykać, trzymać za rączkę, a ja lubię mieć przestrzeń. Niekoniecznie, że z kuplami gdzieś, tylko czas dla siebie. Nawet na trochę samotności. Zresztą, to był mój pierwszy związek, a miałem wrażenie, że Lidka od razu chciała deklaracji. Potem też ktoś jeszcze był i, choć serio było fajnie, rozdzielił nas brak czasu. Dużo zajęć plus te pozalekcyjne, czas dla rodziny, dla nauki, dla innych znajomych. Zacząłem się bliżej przyglądać nie tylko „normalnym” związkom moich przyjaciół, ale też moim rodzicom. Miałem wrażenie, że ta ciągła szarpanina, kłótnie, sceny zazdrości, zdrady, że to przez to ciągłe przebywanie ze sobą. Że to ich dzieli, a nie spaja. Odkąd jestem z Pauliną, która mieszka za granicą i poznaliśmy się przez neta, czuję się serio szczęśliwy. To trwa już grubo ponad rok. Ona też miała podobne spostrzeżenia i poglądy, szukała kogoś takiego. Bo my nie chcemy być sami,  że single i te inne bzdety, potrzebujemy kochać i czuć, że jesteśmy kochani. A, że na odległość… Możesz tego nie rozumieć, ale tak czujemy się bezpieczniej. Nigdy nie powiedzieliśmy sobie, że tak będzie zawsze. Nie chcę o tym myśleć, skoro jest dobrze tak, jak jest. I to nam obojgu. Czas pokaże, czy zdecydujemy się na odwiedziny, może nawet częstsze widywanie.

– A ja dokończę myśl kolegi o tym, dlaczego tak czujemy się bezpieczniej. – Dawid to 25 latek, pracuje w pizzerii, przysłuchuje naszej rozmowie od dłuższego czasu. – Bo choć zaufanie jest najwyższą formą bliskości z drugim człowiekiem, to jednak ta fizyczność też jest ważna. Bardzo ważna i nie chodzi mi tylko o seks. Dotyk, zapach skóry, to, że możesz się w kogoś wtulić i schować w nim cały. Zasypiać z kimś trzymając go za rękę. Do tego można się bardzo przyzwyczaić i stać się od tego zależnym. Bardzie niż nam się wydaje. I dlatego potem podwójnie cierpimy. Bo skręca nas z tęsknoty za delikatnością jej skóry, za spojrzeniem. Z Asią, moją dziewczyną, nigdy nie widzieliśmy się na żywo, choć jesteśmy ze sobą już rok. I na razie nie chcemy tego zmieniać, bo jeśli nam nie wyjdzie, będę cierpiał mniej. Bo nie znam uczuć, o których wspomniałem. Nigdy nawet nie stałem obok niej. Więc i bolało będzie mniej. Chore? Niekoniecznie, bo my jesteśmy takim właśnie pokoleniem. Zawiedzionym, oszukanym, nowoczesnym do cienkiej granicy pomiędzy człowiekiem a robotem. Takim skomputeryzowanym, otwartym na nowości, na postęp. Mniej boimy się zmian w cywilizacji, zachodzących procesów niż drugiego, żywego człowieka. Nie potrafimy ufać, bo nikt nas tego nie nauczył. Jeśli nie nasi rodzice, to rodzice naszych przyjaciół się rozwodzą rozstają. W domu kłamią, że wszystko jest ok nakładając maski, bo niby tak chcą nas chronić. A przecież my to wszystko widzimy. I jak każdemu, nam jednak też źle samym. I wtedy znajdujemy kogoś takiego, kogo kochamy, kto darzy nas tym samym ciepłem, ale na odległość. Tę bezpieczną, a bezpieczeństwa nam najbardziej w życiu brakuje. Komfortu psychicznego i poczucia bezpieczeństwa. W tym świecie to towar deficytowy.

Łapie się w myślach na tym, że ja również mam coraz więcej takich internetowych pokładów zaufania. Nie, nie partnerów, ale ludzi, którzy wiedzą o mnie wiele. Może nawet zbyt wiele.  Chociaż ja o nich też.  I zastanawiam nad dwoma rzeczami. Dokąd zmierza ten świat, skoro świadomie wybieramy związek rodem z przyszłości, gdzie wszyscy poruszają się na latających spodkach internetu. I czy uczucie, o którym opowiadali moi bohaterowie, to jeszcze miłość. I czy w ogóle, można to tak nazwać.


„Jeśli ciągle będziesz mówić, że nie spotkasz prawdziwej miłości – to po prostu jej nie spotkasz”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 października 2016
Jeśli ciągle będziesz mówić, że nie spotkasz prawdziwej miłości - to po prostu jej nie spotkasz
Fot. iStock / alien185

Znam wiele fajnych, mądrych, atrakcyjnych singielek. Zaradnych, pozytywnie nastawionych do życia i ludzi. Aktywnych. Udzielających się społecznie. Biegających triathlony. Robiących kariery w najlepszych firmach. Dla których nie jest problemem samotna podróż do Wietnamu albo okrążenie ziemi. Nie jest problemem kupno mieszkania, wielomiesięczny remont czy przeprowadzka do Brukseli.

Problemem jest znalezienie partnera na życie. Dlaczego? Bo miłość to delikatna sprawa. W odróżnieniu do zaplanowanej ścieżki kariery – nie masz do końca wpływu na to, co się wydarzy. Nie masz wpływu na to, że jutro Ten Wymarzony stanie na twojej drodze. Nie masz wpływu na to, kiedy poznasz fajnego mężczyznę, ani na to, kiedy się zakochasz.

Właśnie ten brak kontroli nad sytuacją i nieprzewidywalność, zarówno relacji jak i jej początku, sprawiają, że bycie singielką w drodze do miłości nie jest łatwe. Często okupione smutkiem, samotnością, bezradnością.

Jednocześnie, nie zdajemy sobie sprawy (albo nie chcemy zdawać), że mamy większy wpływ na życie uczuciowe niż nam się wydaje. Od czego zacząć przyglądanie się sobie w tej kwestii? Od zadania sobie pytania i poszukania szczerej odpowiedzi – dlaczego tak naprawdę jestem sama?

To pierwszy krok do tego, by coś zmienić. Nie chodzi o oczywiste powody typu – „właśnie się z kimś rozstałam”, ale o coś głębszego… O coś, co sprawia, że twoja energia miłości jest zablokowana albo utknęła nie tam, gdzie byś chciała, a skutek wciąż jest ten sam – nie jesteś w związku, mimo, że deklarujesz jego chęć. Przyjrzyjmy się więc najczęstszym powodom bycia singielką. Co się pod nimi kryje? Nie jest to rozkład statystyczny, ale moje obserwacje ze spotkań z wieloma kobietami podczas warsztatów dla singielek, które prowadzę od 4 lat.

Powód 1. Jesteś tak zapracowana, że nie starcza ci czasu i sił na nic innego

Gdy pytam samotne dziewczyny, dlaczego właściwie nikogo nie mają, ta odpowiedź jest jedną z najczęstszych:

Jakoś tak się złożyło Ostatnie 10 lat spędziłam w pracy. Super stanowisko, dobre pieniądze. Firmowe auto, konferencje i weekendy w Barcelonie. Kalendarz przepełniony spotkaniami. Tylko w pewnym momencie poczułam, że coś jest nie tak. Pustka. Bo oprócz korporacji nie miałam nic. Sensu życia, miłości, ciepłego domu.

 Takie historie słyszę często. Gdy drążymy temat – okazuje się, że „praca” to po prostu ucieczka przed samotnością, niezadowoleniem z życia prywatnego i brakiem perspektyw na poznanie wartościowego mężczyzny. Czasem bardzo trudno się do tego przyznać. W pracy masz większy wpływ – to od ciebie zależą wyniki firmy, możesz przewidzieć przyrost liczby nowych klientów w najbliższym półroczu, masz z góry zaplanowany rozwój kompetencji swoich pracowników. Wszystko jest pod kontrolą. W miłości – nie. Dlatego nie robisz nic. Czekasz, aż „samo” się ułoży. Nie widzisz, że to błędne koło. Jeśli spędzasz całe dnie w pracy – jak masz kogoś poznać? Z drugiej strony – spędzasz ten czas w pracy, bo wolisz to, niż powrót do pustego domu… I tak mijają miesiące, lata. Aż wreszcie zaczynasz czuć, że to wszystko nie ma głębszego sensu…

Powód 2. Ciągle trafiasz na niegrzecznych chłopców albo niedostępnych/zajętych mężczyzn

„Oni” są bardzo frapujący. Spotkanie z nim i serce bije ci mocniej. Znów czujesz się atrakcyjna, adorowana i chciana. Robicie szalone rzeczy. Czas razem mija w mgnieniu oka. Czujesz, że świat wiruje i wreszcie jest pięknie. Tylko że „on” po wspaniałym weekendzie razem, podczas którego czułaś jego niesamowitą bliskość i zaangażowanie – znika. Nie odzywa się tydzień/miesiąc. Nie pisze już dziesięciu sms–ów dziennie. Zapada się pod ziemię. Ty nie możesz w to uwierzyć – jak ktoś, kto był tak blisko, nagle tak cię potraktował? Najpierw czekasz, ale potem przysięgasz sobie, że już się z nim nie spotkasz. Mija czas, on znów się odzywa, spotykacie się i obiecujesz sobie, że to już ostatni raz. Albo masz nadzieję, że on wreszcie się zdecyduje na poważny związek, bo może potrzebuje czasu, aby się oswoić… Albo odejść z nieudanego małżeństwa.

Wiele uczestniczek moich warsztatów przyznaje się do tego, że kręcą je tzw. niegrzeczni/niedostępni mężczyźni. Gdyby bliżej, od strony psychologicznej przyjrzeć się, kim jest taki człowiek – odpowiedź brzmiałaby – osobą, która prawdopodobnie nie jest w stanie stworzyć trwałej więzi z kobietą. Nie weekendowej, ale takiej na co dzień, gdzie oprócz przyjemności są też problemy – słowem – zwykłe życie. Z drugiej strony jesteś ty. Czy wiesz, dlaczego kręcą cię tacy mężczyźni? Co ważnego dostajesz w takiej relacji? Prawdopodobnie ma to związek z twoimi brakami z relacji z ojcem. Tam nie dostałaś być może uwagi, miłości, czasu razem i adoracji ciebie. Teraz – gdy spotykasz mężczyznę, który ma łatwość w uwodzeniu kobiet (swoją uwagą    i tym, że odczytuje bezbłędnie kobiece potrzeby), oddajesz mu swoje serce, bez refleksji, czy jest to dobry kandydat na wspólne życie. Mylisz uwodzenie z prawdziwym zaangażowaniem, bo nikt nie nauczył ciebie, jak je rozróżniać.

Powód 3. Myślisz:

Wszyscy fajni faceci są już dawno zajęci.

Jestem za stara na prawdziwą miłość…

Nie ma wartościowych, wolnych mężczyzn.

Twoi znajomi poznali swoich obecnych mężów i żony w liceum albo na studiach. Jakiś czas temu stworzyli rodzinę. Ty zostałaś sama. Teraz spotykając mężczyzn, masz wrażenie, że ci najfajniejsi są już dawno mężami twoich koleżanek. A „na rynku” zostali tacy, którzy nie nadają się do związku albo nie potrafią go stworzyć. Do tego mijają lata i czujesz, że jesteś już „za stara” na prawdziwą miłość i stworzenie rodziny.

Czy zdajesz sobie sprawę, że te myśli to twoje przekonania, które uznałaś za prawdę oczywistą? Sformułowałaś je na podstawie swoich obserwacji albo doświadczeń. Mózg lubi kategoryzować, wkładając wszystko w swoje „szufladki” poznawcze. Oznacza to, że jedno, dwa doświadczenia czy obserwacje z twojego życia powodują, że nadajesz im etykietę, ocenę. Potem ta etykieta jest tym, co myślisz na co dzień. (np. że wszyscy fajni faceci są już zajęci). A z kolei twoje myśli, jak udowodnili fizycy kwantowi – są falą energii. Mają wpływ na to, co mówisz. A to co mówisz – staje się twoim zachowaniem, nawykiem. A przecież z tego składa się twoje życie.

Zatem – to nie brak fajnych mężczyzn czy ich „zajętość” sprawiają, że jesteś sama, tylko twoje myślenie na ten temat. W psychologii nazywa się to samospełniającą się przepowiednią – jeśli ciągle będziesz mówić, że nie spotkasz prawdziwej miłości – to po prostu jej nie spotkasz. Jeśli będziesz wierzyć w myśl, że nie ma wolnych, wartościowych mężczyzn – będziesz wciąż spotkać zajętych albo takich, którzy ci się nie będą podobać.

Jeśli w którymś z powodów bycia samą dostrzegłaś ten, który kieruje tobą – to już plus – wiesz, na czym stoisz. Zła wiadomość jest taka, że jeśli nic nie będziesz robić, siedząc biernie na kanapie i czekając na księcia z bajki – nie wydarzy się nic.

Dobra wiadomość natomiast jest taka, że masz wpływ na swoją miłosną przyszłość – większy, niż ci się wydaje.

To, co jest do zrobienia, to:

  • przyjrzenie się sobie, swoim schematom zachowań, przekonaniom na temat miłości, mężczyzn, związków,
  • przyjrzenie się temu, jakie masz szanse na poznawanie nowych ludzi, w tym mężczyzn,
  • praca nad sobą, swoimi ograniczeniami i tym, co cię blokuje oraz pokonanie ich, by otworzyć się na prawdziwą relację z mężczyzną,
  • działanie – bo twoje życie nie zmieni się samo!

Te kroki nie są łatwe do wykonania. Ale możliwe. I konieczne do tego, by wreszcie wejść w zdrowy i trwały związek. Często tę pracę trudno jest wykonać samemu – warto skorzystać w pomocy specjalisty, czyli kogoś, kto pomoże ci znaleźć przyczynę twoich niepowodzeń i będzie pomagał tobie pokonywać te przeszkody.


Agnieszka Świrska

Agnieszka Świrska

Agnieszka Świrska – socjolog, trenerka z 9-letnim doświadczeniem w pracy rozwojowej z ludźmi, gdzie głównym tematem zawsze było budowanie bliskich relacji. Autorka bloga, warsztatów i indywidualnego programu coachingowego „singLOVE!”, w ramach którego pomaga kobietom znaleźć odpowiedniego partnera, stworzyć trwały związek i pozostać sobą. Przez wiele lat sama była poszukującą singielką, dziś pracuje z singielkami, bo głęboko wierzy, że każda kobieta, która chce znaleźć wymarzonego partnera wreszcie go znajdzie, jeśli tylko będzie na to naprawdę zdecydowana i gotowa, będzie wiedziała, jakiego związku szuka oraz… nie będzie czekała na Niego siedząc na kanapie.

Prywatnie uwielbia ciepłe morze i włoskie miasteczka, jogę, gotowanie dla bliskich i życie w rytmie slow. www.agnieszkaswirska.pl

Jeśli zainteresował Cię temat – pobierz bezpłatnie e-booka z zeszytem ćwiczeń autorki, pt. „12 pytań o miłość, które wbiją Cię w fotel. Tylko dla Singielek.” klikając w link: http://eepurl.com/ciH6QD

 

Kolejna edycja warsztatów i wkładów dla singielek odbędzie się w listopadzie 2016 w ramach Festiwalu PROGRESSteron:

– w Łodzi (5.11)

– w Warszawie (6 i 19.11). Zapisy www.progressteron.pl


„Bo na babach to nie da się polegać”. Zimna miłość, zimny wychów, matki, córki, mocarzowe, hejterki

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
23 października 2016
Bo na babach to nie da się polegać
Fot. iStock / Martin Dimitrov

Hejterki. O nich zażyczyła sobie Renia i będzie miała, jeśli uda mi się trafić w sedno, zamiast – jak to mam w zwyczaju – w dygresję. Bo o co chodzi? Nie o pieniądze, nie o faceta… ale o kobiety chodzi. O kobiety, które z jakiegoś powodu, nie przyjaźnią się z kobietami. Z facetami też nie, bo u facetów dla odmiany, to w zasadzie nie o przyjaźń, ale o uwagę ciągle zabiegają. Jawią się światu zasadniczo jako flirciary. Wystarczy chłopa na drodze im postawić, by jak kameleony nabierały wszech-kolorów. Jeśli ktoś widział taką kobietę w zalotnym akcie, ten wie o czym mówię, choć sama kobieta, zapytana o flirt, otworzy oczy nad wyraz szeroko dając do zrozumienia, że temat jest jej całkowicie obcy… Aua!

Więc dla przykładu jest ONA.

Blond włos, super ząb, super ciało, tryskająca energią, kobieta zdecydowanie zauważalna. Śmieje się perłą wyłowioną z oceanicznych głębin, jej mowa ciała jest tak wyostrzona, że człowiek żyły mógłby sobie na niej pociąć. Kobieta oczywista. Tak by się wydawało. W relacjach ona – on, w pewnym sensie stwarza bowiem pozory oczywistości. I nie ma się tu nawet co sadzić Panowie i Panie bo tak po prawdzie, to nasza miła gwiazda nie powinna wzbudzać żadnych podejrzeń tym swoim wrzaskliwym komunikatem zewnętrznym, w krainie w której zestaw: kobieta i facet to zawsze jest jakiś tam taniec. Niech więc jej będzie, ten flirt bezkarny, należy się jak M2. Poza tym, let’s be real! Wszystkie przecież mniej lub bardziej flirtujemy, bo tak nas natura zaprogramowała, a społeczeństwo szlifu niejako dodało. Bez flirtu żyć się nie da. Sama przedkładam go nad poranną kawę, choć niekoniecznie nad lampkę wina, z tą ostatnią bowiem, flirt jakoś tak całkiem dobrze idzie w parze. No i zrobiła się dygresja. Niech to szlag!

Tymczasem kobieta nasza innych kobiet nie lubi. „Bo na babach to nie da się polegać” – mówi. Ma ich więc w życiu wiele, zaprasza na różne okazje, wabiąc je tym co ma światu do zaoferowania. Rzecz w tym, że na tym kończy dalsze relacje. Nie wchodzi w związki siostrzane, nie zbliża się do kobiet na odległość trzeciego oka i otwartego serca, bo po co? Skoro na babach nie da się polegać? Potem na nich OCZYWIŚCIE polega, polega w nieskończoność i z zaskakującą konsekwencją, ale ślepa jest jak kura do diaska, bo dalej uparcie deklaruje na forum, że na babach polegać się nie da i już. No i co zrobisz? Za warkocz takiej nie pociągniesz, bo dorosła jest przecież. Że niby.

Więc zaglądasz w jej życie. Kiedy dzieckiem w kolebce była. I widzisz, że już wtedy, na kobietach nie polegała. Bo matka była nieobecna albo zajęta albo zakochana, pijana, zapracowana, niezainteresowana, w więzieniu albo jeszcze gdzieś…. w Rajchu na robotach może. Matka, ta najważniejsza w jej życiu kobieta, dla niej nie istniała. Dla niej czasu nie miała. Dla niej nigdy nie otwierała serca. Z różnych powodów. Najczęściej nie z braku miłości, lecz właśnie z powodów czy to błahych czy całkiem dobrze uzasadnionych, niekiedy po prostu z roztrzepania, najczęściej dlatego, że sama chowana na zimno była i tylko zimna miłość znaną jej była. To wszystko jednak wystarczyło, by nasza dziewczyna się nauczyła, a była to jedna z lekcji pierwszych, że na kobietach polegać nie można. Więc nie polega. Nawet jeśli tylko, o ironio losu, na nich polegać może.

Wspomniałam ostatnio o mocarzowych. O matkach i babkach i tych wszystkich kobietach w życiu dziewczynki, kobietki i kobiety, które krąg po kręgu kręgosłupy nam składały do kupy zaszczepiając mądrości i życiowe głupoty. Na obraz i podobieństwo swoje. A jak! Bo taka jest właśnie naturalna kolej rzeczy i amen. Jakże wiele, od tych zesłanych nam przez boga kobiet, w naszym życiu zależy. Może nawet całe życie do cholery. Bo matka to istota dla kobiety najważniejsza. Nawet jak wojnę z nią trzeba było prowadzić albo nienawidzić za całe zło. Kochana czy pogardzana, matka i tak kręgosłup ci dziewczyno wyśrubuje jak trza. I potem jesteś, czy tego chcesz czy nie, z takiej gliny z  jakiej mama cię ulepiła.

Hejterkom, matka czasu zdaje się niewiele poświęcała. Miała inne, ważniejsze rzeczy na oku, niż córka, którą najczęściej w swoim własnym matczynym pojęciu zajmowała się, wychowywała i kochała wystarczająco. Bez większych czułości czy emocjonalnych zbliżeń, ale czego tu się czepiać. Dziewczyna była najedzona, ubrana, czysta, szkoły jakieś tam kończyła, zawodu się wyuczyła, no ma życie przecież, więc w czym rzecz? Ano w tym, że to wszystko to bardzo są powierzchowne aspekty życia. Prawdziwe życie tymczasem toczy się w środku, w emocjonalnej dżungli, w której wzrastają emocjonalni ludzie. Tutaj też hoduje się hejterki odmawiając im bliskości, ciepła, wsparcia i uwagi. Rezultat takiego chowu? Ano jak dziewczyna nie dostanie od najważniejszej na świecie istoty bliskości, wsparcia, poczucia więzi, tak uczuć tych potem nie zbuduje z żadną w swoim życiu kobietą. Jak córka nie mogła na matce polegać, tak nie będzie polegała na żadnej napotkanej kobiecie. Na poziomie podświadomym oczywiście, bo przecież nie w pełni świadomym, będzie taka panna sabotowała relacje swoje z innymi pannami, bo skoro ona wie, (a wie!) że na babach polegać nie można to i z łatwością przyjdzie jej wykazanie, że teza ta jest całkiem prawdziwa. I będzie się rozczarowywała nieustająco by dowieść całemu światu, że baby nie dadzą ci wsparcia choćby nie wiem co.  Zadeklaruje też dla odmiany, że ona to tylko z facetami może mieć prawdziwe relacje. I nic dziwnego, skoro w świecie nieobecnej, ignorującej jej matki, ojciec był dla niej tą jedyną przystanią, tym który ją widział, dla którego była. W dorosłym życiu wierzy więc, że to mężczyźni są do polegania i to dla nich tańczy dla nich śpiewa.

Zimna miłość, zimny wychów, matki, córki, mocarzowe, hejterki. Tak oto zamiast tworzyć siostrzane relacje z kobietami, budujemy mury i zamiast przyjaźni współzawodniczymy, w duszy nie znosząc bab, na których – jesteśmy przekonane – polegać się nie da. Świat tymczasem wcale nie jest, aż tak skomplikowany. Już na pierwszy rzut oka widać, że najlepiej w nim współgrają takie samo z takim samym. Przeciwieństwa może i dodają pikanterii życiu, czyniąc je barwnym i ciekawym, ale jak przyjdzie co do czego, to żaden facet kobiety tak nie zrozumie jak inna kobieta. Żaden mężczyzna nie da takiego wsparcia, nie wykreuje takiego porozumienia i nie stworzy takiej wspólnoty jaką stworzyć potrafią kobiety. Bo na kobietach można polegać. Trzeba tylko dać sobie szansę i trzeba też dać im szansę. Trzeba pozwolić sobie na bliskość, na otwarcie serca, na dopuszczenie kobiecej energii. Wtedy okaże się bardzo szybko, że naprawdę nie ma to jak dobra kobieta, bo to z nią można konie kraść.


Zobacz także

On rozlicza się z Bogiem od rozrywki, a ja ze sobą. Odchodzę

On rozlicza się z Bogiem od rozrywki, a ja ze sobą. Odchodzę

Fot. iStock / LittleBee80

Są granice, których w związku przekraczać nie powinniśmy. Za nimi już nic nie ma. Nie ma miłości

Losing_a_baby

Nie rodzić, po ludzku