Tych kilka rzeczy chciałabym wiedzieć o facetach, nim zaczęłam się z nimi spotykać. Może straciłabym mniej czasu na kiepskie związki

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
28 sierpnia 2018
Fot. iStock/Anchiy
 

Że też człowiek może być dopiero mądry po szkodzie. Jakby nie mógł być wyposażony w listę pewnych mądrości i prawd. Rodzić się z takimi przekazywanymi w genach, zamiast zapisywać w głowie te wszystkie negatywne przekonania: „Musisz więcej, stać cię na więcej”, „Tylko szczupłe są ładne”, „Znajdź sobie męża, bo zostaniesz starą panną”. I człowiek bierze sobie takie coś do serca i szukać zaczyna jak szalony. Jak poje*any bym nawet powiedziała, ale nie wiem, czy wypada. A co tam. Lata taka kobieta – jak ja – z wywieszonym jęzorem. Rozgląda się na prawo i lewo, raz jest rusałką, raz seksownym kociakiem. Raz je jajka na miękko, innym razem jajecznicę. Wszystko po to, by zdobyć tego cholernego męża. By być dla faceta tak atrakcyjną, żeby w końcu zaobrączkować się dał.

Ja pie*dole. Jak dzisiaj patrzę na to z perspektywy czasu, to się włos na głowie jeży, jakiego człowiek z siebie idiotę robił, w jakie związki się pakował. A wystarczyłoby tych kilka rzeczy wyszeptać mi jeszcze, gdy w łonie byłam i ilu pomyłek bym sama sobie zaoszczędziła. Innym zresztą też.

#1

Moją największą bolączką była zawsze niepewność co do mojego ciała, do tego, jak wyglądałam. Zmarnowałem masę czasu, bo byłam tak niepewna siebie, że nie oglądałam się za facetami, którzy naprawdę mi się podobali. O matko – bo co by oni o mnie pomyśleli, pewnie by nawet uwagi nie zwrócili. Wiecie, co jest najlepsze, że teraz jak na siebie patrzę, myślę: „Jesteś zajebista”. I nawet boczki temu nie zaprzeczają.

#2

Dlaczego nikt mi nie powiedział, że facet bardzo szybko zdradzi kim naprawdę jest, co myśli o związku, jakie ma plany na przyszłość. Trzeba tylko się otrząsnąć, walnąć z dwa razy siebie po pysku, żeby wyjść z tego zaślepiającego pożądania i zobaczyć to wszystko. Jeśli źle traktuje ludzi (choćby kelnera w restauracji), ciebie też będzie źle traktował. Jeśli okłamuje matkę, ciotkę czy pracodawcę, ciebie też okłamie. Jeśli jest gigantycznym, pieprzonym dupkiem, który nie ma żądnych aspiracji w życiu, ty go na pewno nie zmienisz. Lepiej uciekaj.

#3

Kobiety mają moc, mają siłę, mają prawo mówić, co czują i co myślą. Dlaczego my, do jasnej ciasnej, nie wyssałyśmy tej wiedzy z mlekiem matki. Za to uważamy, że musimy być miłe, usłużne, że nie warto wychylać się ze swoimi opiniami, żeby faceta do siebie nie zrazić. A w dupę z tym. Jeśli on mnie nie akceptuje takiej jaką jestem, niech spada.

#4

Szkoda, że nikt mi nie powiedział, że fajnie jest być samemu, że zanim się wplączesz, uwikłasz, obiecasz, że w zdrowiu i w chorobie, wyszalej się. Korzystaj z życia, nie skupiaj się na tym, żeby kogoś znaleźć, tylko myśl o sobie i rób to, na co masz ochotę. Czasami naprawdę żałuję, że tego nie wiedziałam wcześniej.

#5

Bardzo późno zrozumiałam, jak ważne są relacje z innymi kobietami, ich przyjaźnie. W całym tym zamieszaniu odnosiłam wrażenie, ze traktujemy się jak rywalki w pogoni za tę jedną jedyną para spodni, która nas uszczęśliwi. Co za beznadzieja. Dzisiaj mówię mojemu mężowi, gdy wiszę na telefonie albo znowu wychodzę: „Przecież wiesz, że przyjaciółki są najważniejsze”.

#6

Warto, żeby każda, ale to każda kobieta wiedziała, że facet, który nie chce ci powiedzieć, jak się nazwa, gdzie mieszka, skąd pochodzi, gdzie pracuje, nie jest tajemniczy. To pieprzony manipulant z zaburzeniami osobowości. Wyjdź, trzaśnij drzwiami i nie wracaj.

#7

I jeszcze byłoby super, gdyby ktoś powiedział, że „żyli długo i szczęśliwie” to dopiero początek bajki z różnym zakończeniem. Bycie w związku, utrzymanie go, to cholernie ciężka praca. Nie możesz mu na dzień dobry stawiać wysokich oczekiwań, bo zawsze będziesz rozczarowana.

#8

Zadawaj trudne pytania. Na miłość boską nie trać dziewczyno czasu, żeby po ośmiu miesiącach dowiedzieć się, że przez najbliższe dziesięć lat nie ma zamiaru myśleć o ślubie, dzieciach, wspólnym mieszkaniu z jakąkolwiek kobietą. Oszczędź sobie podchody i wal prosto z mostu.

#9

I żeby ktoś jeszcze mi powiedział: „Najpierw pomyśl, z kim chcesz być”. Ma być dowcipny, elokwentny, elegancki, typ pozytywnego wariata, ze sprecyzowanymi planami na przyszłość? Po pierwsze nie bierz byle kogo, nie trać czasu na facetów, którzy tak naprawdę cię nie interesują. Nie obniżaj swoich standardów.

#10

Nie marnuj czasu, próbując kogoś zmienić. Po prostu sobie dziewczyno odpuść, aby nie przegapić faceta, które szukasz.

#11

Jeśli czegoś chcesz, poproś o to. Brzmi jak jakaś magiczna sztuczka? Ile ja czasu zmarnowałam w związkach, zastanawiając się, czemu ten mój facet jest taki nieogarnięty, tako mało domyślny. A potem ktoś powiedział: faceci nie potrafią czytać w myślach. Od tamtej pory przestałam czekać, aż on zrobi coś, na co mam ochotę. Mówię, co chcę na urodziny, co chcę robić w święta, co lubię w łóżku. I tak, życie stało się o wiele prostsze.


Bądźmy ludźmi najpierw dla siebie, wrzućmy na luz, wyjmijmy kołki z d*py i cieszmy się tym, co mamy. I niech gówno nas obchodzi opinia innych

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
10 października 2018
Fot. iStock/Kikovic
 

Trafiłam na wpis na Facebooku, jak to matki mają prze*ebane, bo za wszystko są rozliczane. W skrócie – ojcowie wystawiani na glorię i chwałę, jak tylko zmienią dziecku pieluchę lub pobawią się z nim na placu zabaw, a matki obrywają za wszystko – za niewyprasowaną bluzkę, za potargane włosy, za buzię wysmarowaną kakao.

Czytam i nie wierzę. Bo stoi tam, że nasza potrzeba kontroli ojców, wydzwanianie do nich, czy zjadło, czy pamiętał o myciu zębów, czy nie zapomniał o balecie po południu, a co lepiej – w ogóle odebrać dziecko ze szkoły czy przedszkola, wynika z tego, jak inni nas oceniają.

Bo zawsze jest winna matka. Matka jest winna, że dziecko nie zjadło, nie spało, nie ubrało się stosownie do okazji, że jest rozwrzeszczane albo płaczliwe, to też jej wina, bo źle odczytuje potrzeby albo za bardzo się z nim cacka. I to wszystko w atmosferze: „Co ludzie powiedzą”. Ja pie*dolę. Serio? Serio dajemy się uwikłać w takie schematy, w takie ramy, by dla innych było dobrze i poprawnie? Serio budowanie pewności siebie jako matki będziemy opierać na opiniach innych? Znam matki, które namiętnie wrzucają zdjęcia swoich dzieci w sieć: oj jak pięknie zjadły śniadanko, jak cudownie się razem bawiliśmy, gdzie to nie byliśmy. Tyle, że poza siecią smród czuć z kilometra. Ja zawsze mówię – im więcej kogoś na zewnątrz, im więcej ktoś się chwali swoim cudownym życiem, tym większy syf w środku. Niestety ta dewiza sprawdza się i to dość często.

Czekamy aż ktoś nam napisze, jaką cudowną matką jesteś, jak ty znajdujesz czas na to wszystko, jak inni ciebie podziwiają i zazdroszczą, bo też dążą do takiego ideału, ale im się nie udaje. I kolejny lajk, to kolejny plusik na liście: „Jak zostać dobra matką”. Tyle, że bez tego fejsbukowo-instagramowego anturażu wiele kobiet w życiu nie poczułoby się dobrze w swojej roli, bo na co dzień są strzępkiem nerwów. Dbają tylko o to, by się nie wydało, z iloma rzeczami się nie wyrabia, co zawala, z czym sobie nie radzi.

Dlatego, kiedy słyszę, że to nie kobiety powinny sobie odpuścić, ale inni powinni odpuścić nam, bo to inni są winni, że tak się czujemy, to ku*wica mnie strzela. No halo! Zaraz zaraz, a niby czemu tak? Co nas obchodzą inni i jaką my mamy władzę, żeby im narzucać, co mają mówić, pisać, robić? Niedoczekanie nasze, żeby inni przestali od nas wymagać, oczekiwać. Zawsze tak było, jest i na bank będzie. Jedyne, na co mamy wpływ, to na siebie. Tylko nas samych możemy zmienić, wyzbyć się kompleksów napędzanych przez innych, olać to, co mówią, co o nas myślą. Bo jakie to ma naprawdę znaczenie? Co z tego, że twoje dziecko pójdzie do szkoły w wygniecionej koszulce, której nie zdążyłaś wyprasować? Bo ci się nie chciało, bo nie lubisz, bo od dawna pozwalasz dzieciom zakładać to, na co mają ochotę i oni biorą odpowiedzialność za to, jak wyglądają?

Na litość boską, kobiety! Obudźcie się w końcu. Wbijcie sobie do głowy, że nic nie musicie, że nie żyjemy po to, by spełniać widzimisię innych, zwłaszcza wizję sfrustrowanych swoim życiem kobiet, które narzuciły sobie ciężar zadowolenia wszystkich od męża, przez matkę, teściową aż po panią w warzywniku. Same sobie to robimy. Same samiuteńkie. Chcemy być świętymi matkami od wszystkiego. A tak się do cholerny jasnej (gorsze przekleństwo wykreśliłam) nie da. I nie chcę słuchać bredni, że to wszyscy wokół są winni za to, jak się czujemy, że to inni wywierają na nas presję. Same to sobie robimy, bo na to im pozwalamy.

Odpuśćmy przede wszystkim sobie. Nazwijmy rzeczy po imieniu. Mamy prawo być wku*wione, zmęczone, może się nam nie chcieć, mamy pełne prawo mieć w dupie, co inni powiedzą, bo tylko my wiemy, jak jest naprawdę. Przestańmy koloryzować nasz świat i udawać, że jesteśmy idealne, że nam się wszystko chce, ze wszystkim sobie radzimy, jesteśmy piękne, silne i odważne. Jasne, jesteśmy, ale nie zawsze i nie wszędzie i nie dla wszystkich! Nie budujmy domku z kart, który jedna krytyczna opinia, zdmuchnie z powierzchni ziemi. Bądźmy w końcu sobą, a nie odgrywajmy ról, które narzuca nam kraj, społeczeństwo, rodzice czy sąsiadka.

Kiedyś ktoś mądry mi powiedział, że jak przestaniemy oceniać innych, sami przestaniemy czuć się oceniani. Chwała mu za te słowa. Ja bym dodała: jak odpuścisz sobie, odpuścisz też innym. Zmiana wychodzi od nas. Jak przestaniesz się zarzynać, udowodniać innym, że jesteś dojną krową, pod którą każdy może się podczepić, jak pomyślisz: „I ch*j mnie obchodzi, co inni pomyślą”, ze zrozumieniem pokiwasz głową, widząc matkę siedzącą na ławce, podczas gdy jej syn drze się wniebogłosy, że chce gofra. Uśmiechniesz się widząc znajome na drinku, podczas gdy ich mężowie zajmują się dziećmi. Odpuścisz ojcu swojego dziecka i nie zrobisz karczemnej awantury, że nie dobrał odpowiednio rajstopek do sukienki i zabrał dziecko na pizzę. Bądźmy ludźmi najpierw dla siebie, wrzućmy na luz, wyjmijmy kołki z d*py i cieszmy się tym, co mamy, z tego, kim jesteśmy. A całą reszta – jak to mówi moja znajoma i ma rację – to Madagaskar.


10 rzeczy, które chciałabym, żeby ktoś mi powiedział, kiedy byłam nastolatką. Szkoda, że nikt nie zebrał się na taką odwagę

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
25 sierpnia 2018
Fot. iStock/wundervisuals

Niby człowiek musi się uczyć na własnych błędach, niby sam zdobywać doświadczenie, potykać się, żeby umieć wstać, rozczarować się, żeby zachwycić. Ale czasami myślę sobie, o ile moje życie byłoby prostsze, gdybym kilka rzeczy wiedziała więcej, gdyby ktoś mnie o nich uprzedził, gdyby powiedział: „Słuchaj mała, dam ci kilka wskazówek”. A ja być może choć kilka z nich bym zapamiętała.


A dzisiaj? Dzisiaj sobie myślę, dlaczego, do cholery, pozbawiono mnie tej wiedzy. Dobra, może bym machnęła ręką i olała, ale może… coś by do tego mojego łba się przedostało?

#1

Dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że pewnego dnia pojawi się miejsce o nazwie Internet, gdzie pojawiają się piękne kobiety, szczęśliwi ludzie, którym będę zazdrościć cudownego życia, nienagannego wyglądu. A później, kiedy moja frustracja sięgnie zenitu, kiedy wykopię sobie dół, w którym będę się ukrywać ze swoją przeciętnością, okaże się, że to wszystko fikcja, iluzja. Że niektórzy ludzie kreują swoją rzeczywistość przy pomocy photoshopa i wszelakich innych ulepszaczy oderwanych od tego, co prawdziwe.

#2

Wszyscy mówili: „O taka jesteś śliczna”, a tamta była gruba, niezdarna. Jak dużo czasu zajęło mi zaakceptowanie swojego ciała takim, jakim jest. Akceptacja tego, że mam tyłek i cycki i że nigdy nie wejdę w rozmiar 36, a przynajmniej moja dupa na pewno się w niego nie zmieści. Dlaczego nikt nie mówił: „Mała, najważniejsze to dbać o siebie, o swoją sprawność, zdrowie, i być zadowoloną z tego, jak wyglądasz”. Po ch*j katowanie się dietami, ćwiczenia do upadłego, ukrywanie słodyczy pod łóżkiem, bo i tak nie mogłam się opanować i jadłam z wyrzutami sumienia. Przecież wystarczy zadbać o swoje ciało tak, że będzie to na sprawiać przyjemność i odwdzięczy się kobiecym i seksownym wyglądem, wcale nie w rozmiarze 36, a nawet 38.

#3

Dlaczego nikt nie powiedział, że istnieje feminizm. Że kobiety przed laty wywalczyły dla nas o prawa, które dziś wydają się nam normalką? I dziwimy się, że nagle ktoś chce nam je odebrać i nie rozumiemy, jak to cholernie ważne w naszym życiu.

#4

Szkoda, że nikt mi nie mówił: „Żyj, tak jak chcesz, bylebyś nie krzywdziła innych”. Ale nie, trzeba było się ustatkować, znaleźć męża, wziąć mieszkanie na kredyt, urodzić dzieci, bo to świadczyło o twoim statucie i wartości. Nie, nie żałuję, ale gdybym to wiedziała 20 lat temu, gdyby ktoś we mnie zaszczepił odwagę podążania za tym, czego ja chcę na danym etapie życia, to pewnie szybciej znalazłabym się w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj. A tak – sama mozolnie musiałam do tego dojść i zrozumieć, i jeszcze sobie na to pozwolić.

#5

Masz prawo się wkurzać, krzyczeć, złościć, mówić głośno, gdy coś ci się nie podoba i stawiać swoje własne granice tam, gdzie faktycznie ich miejsce. Ale przecież dziewczynki muszą być grzeczne, muszą się uśmiechać, być miłe i taktowne. Mam to w dupie – ale dopiero teraz. Długo trwało nim dotarło do mnie, że złość jest naturalną emocją i gdy coś mnie wku*wia mam prawo powiedzieć o tym głośno! Matko, o ile życie byłoby łatwiejsze, gdybym wiedziała to wcześniej.

#6

Najpierw dowiedz się kim jesteś, zrozum ile jesteś warta, bądź pewna siebie, nie oczekuj pochwał, komplementów, bo to nie one świadczą o tobie. Opinia innych to ich opinia, a nie twoja na twój własny temat. Ja pie*dole, cały czas w nas pokutuje przekonanie, że dopóki inni nas nie docenią, nie mamy czym się chwalić, z czego być dumne. 40 lat potrzebowałam, żeby móc stanąć przed lustrem i powiedzieć z całym przekonaniem: „Zajebista z ciebie baba” z pełną świadomością moich braków, ale też tego, co we mnie dobre i wyjątkowe.

#7

Ludzie ranią. Rozczarowują. I uwaga – to nie zawsze jest twoja wina. Najczęściej w ogóle jej nie ma! To nie dlatego, że ty byłaś niewystarczająco dobra, ale dlatego, że on okazał się dupkiem, a ona zwykłą suką. Tak czasami się dzieje. Ludzie przychodzą i odchodzą. I na to powinniśmy być gotowi. Taka kolej losu. Należy od każdej spotkanej osoby wziąć to, co dla ciebie najlepsze, nawet jeśli jest to bardzo bolesna lekcja.

#8

Bądź szczera ze sobą. Przyznaj, że czegoś nie potrafisz, czegoś nie umiesz. Ja pie*dole jak długo starałam się ulepszyć wersję siebie pracując nad tym, w czym nigdy nie byłabym dobra. Po kiego diabła. Dlaczego nikt nigdy mi nie powiedział: „Rozwijaj to, co w tobie najlepsze, na tym się skup”. Nie ślęcz nad książkami kulinarnymi, skoro nienawidzisz gotować. Rób to, co lubisz i tu udowadniaj sobie swoją wartość.

#9

Miłość jest ślepa i głupia. Zawsze. Zakłada nam różowe okulary, które na długie lata idealizują nasz związek i tego, w kim się zakochałyśmy. Ale w końcu one spadają. W końcu jak obuchem w łeb dostajesz informację: „Miłość nie wystarczy”. Całe to gadanie o księciu na białym koniu już dawno powinno być wsadzone między bajki. Dwie połówki pomarańczy to jakiś bełkot producentów cytrusów. Jest dwoje ludzi, z krwi i kości, z całym bagażem swojej osobowości. I albo zaweźmiecie się i będziecie chcieli ze sobą żyć szczęśliwie. Albo miłość przyniesie wam jedynie rozczarowanie.

#10

Życie masz jedno. Drugiej szansy nie będzie. A nam każe się żyć, jakbyśmy w drugim wcieleniu mogli robić, to co chcemy, o czym marzymy. Co za brednie. Dajemy się zamykać w jakieś pieprzone schematy. Żyć, bo tak wypada, bo trzeba poruszać się z tłumem, nie można iść pod prąd. I kiedy dociera do nas z całą mocą, że to nieprawda, czasami brak nam odwagi, by to zmienić. „Bądź odważna” – to powinnam usłyszeć jako nastolatka. I jeszcze „Nie wstydź się tego, kim jesteś”.

Dlaczego nikt mi nie powiedział: „Kiedyś nadejdzie dla ciebie cudowny dzień. To dzień, kiedy spotkasz siebie, nauczysz się siebie lubić. Zaakceptujesz to, kim jesteś. Przestaniesz się szarpać. Tak się stanie. Obiecuję”. Bo tak się stało. Tylko ja przez te lata byłabym spokojniejsza.