Twoja seksualna biografia zaczyna się w dzieciństwie. Potrafisz szczerze odpowiedzieć na pytania?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
12 września 2017
Fot. iStock/golubovy
Fot. iStock/golubovy
 

Wszyscy mamy seksualną biografię. Wiesz, co to oznacza? Że już od najmłodszych lat odbieramy z otaczającego nas świata sygnały, dotyczące cielesności, nagości, przyjemności i wstydu. Choć przyjmujemy je nieświadomie, mają ogromny wpływ na nasze dorosłe życie. Czasem powodują, że stajemy się bardziej otwarci. Innym razem mogą doprowadzić do poważnych problemów emocjonalnych. Czy jesteś gotowa, by sięgnąć pamięcią do swoich pierwszych wspomnień, związanych z seksualnością?

Zapewniam, że to nie będzie łatwy moment. Być może przyjdzie ci zmierzyć się z przykrymi wspomnieniami. Jeśli masz odwagę, weź czystą kartkę i odpowiedź na te pięć, bardzo osobistych pytań.

Pierwsza informacja na temat seksu, jaką pamiętasz, to..?

Dobrze się zastanów. Chodzi o obrazy, dźwięki czy słowa. Czy seks przedstawiony był jako coś niewłaściwego, wstydliwego? A może chodziło o pożądanie? Czy wiadomość, która do ciebie dotarła była radosna i pociągająca, a może powodowała nieprzyjemne dreszcze i strach? Niektóre kobiety mówią, że w ich głowach zakodowały się ostrzeżenia, by uważać na chłopców, bo tylko o jedno im chodzi. Czy ciało było źródłem wstydu („Ta spódniczka jest za krótka”), a może zobaczyłaś pełne miłości i pożądania twarze swoich rodziców, gdy trzymali się za ręce? Czułaś się wtedy zakłopotana? A może ktoś ci wytłumaczył, że seks to po prostu prokreacja?

Co zrobiłaś z tymi informacjami?

Zastanów się, jak pierwszy kontakt z seksualność wpłynął na twoje poglądy. Spróbuj dokończyć poniższe zdania.

„Dobre dziewczyny nie …”
„Prawdziwy mężczyzna powinien …”
„Prawdziwa kobieta powinna …”
„Mam orgazm tylko, jeśli …”

W jakim stopniu te przekonania hamują cię lub napędzają?

Zdaniem Emily Nagoski, autorki wielu książek na temat seksualności, każdy z nas ma w sobie zakodowane pewne akceleratory i spowalniacze, które albo pobudzają seksualność, albo ją osłabiają. Mogą to być słowa, obrazy, dźwięki, zapachy, wspomnienia. Potrafisz wymienić swoje?

Czy w twoim domu otwarcie mówiło się o seksie?

Większość osób powie zapewne, że był tematem tabu. Zdaniem Nagoski, w każdym domu rodzinnym wysyłane i odbierane są sygnały na temat seksualności człowieka. Czasem po prostu uważane są za coś nieprzyzwoitego, brudnego, coś, o czym nie można rozmawiać. A może widziałaś lub słyszałaś coś, o czym nie chcesz pamiętać? Skrywane żale, lęki i zmartwienia kumulują się i narastają przez lata.

Czy twoje doświadczenia seksualne wzmocniły czy też zakwestionowały informacje, otrzymane w dzieciństwie?

Przypomnij sobie ostatni stosunek seksualny i wszystkie wcześniejsze. Czy zakodowane przekonania na temat seksualności potwierdziły się? Czy może to, czego doświadczyłaś w dzieciństwie, nie ma przełożenia na twoje życie seksualne? Zastanów się, czy wspomnienia cię ukształtowały czy może przeszkadzały w spełnieniu.

Na koniec pomyśl o jednej wiadomości z dzieciństwa, która w dorosłym życiu najbardziej ci przeszkadza, blokuje i hamuje w poszukiwaniu własnej seksualności. Zidentyfikuj ją i przeanalizuj. A potem, gdy już będziesz dokładnie wiedziała, co do tej pory tłamsiło twoje potrzeby, po prostu zacznij od nowa.


 

Źródło: Mind Body Green


„Powiedz jej, że zmierza do miejsca, z którego ja właśnie wracam. Ja przynajmniej nie skrzywdziłam swoim uzależnieniem dzieci”

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
12 września 2017
dlugo ie zdawalam sobie sprawy z uzaleznienia
 

Praca odgrywa w dzisiejszych czasach ogromną rolę. Wykonujemy zadania, których nie lubimy, ale nie mamy innego wyjścia. Robimy więc to, co do nas należy, a po przyjściu do domu staramy się zapomnieć o służbowych obowiązkach. Niektóre z nas mają ten komfort, że oprócz zarabiania pieniędzy, realizują też swoje pasje. Nie jest to jednak recepta na szczęście. Ciężko wtedy wyznaczyć granicę między domem, a pracą. 

Trudno dziś znaleźć osobę, która choć raz w tygodniu nie pracuje po godzinach. Motywacja jest różna – osobiste i emocjonalne zaangażowanie w projekt, poczucie obowiązku, zbliżający się deadline, wizja premii lub… strach. Paraliżujący strach przed utratą pozycji, gniewem szefa czy osobistą porażką. Czasy są, jakie są – zasuwać trzeba. Z przyjemnością lub bez niej.

Mail prosto z porodówki

Iwona uwielbia swoją pracę w agencji reklamowej. Od dziecka miała głowę pełną pomysłów i lubiła wyzwania. Karierę zawodową stawiała na pierwszym miejscu nawet wtedy, gdy wraz z Piotrem starali się o dziecko. Trochę im to zajęło, bo aż 4 lata. Czy to z powodu nieustannego stresu? A może niedostatecznej ilości snu? Gdy już się udało, pracowała do samego końca. – Pamiętam, że jeszcze na porodówce wysłałam ostatniego maila z poprawkami. Nigdy nie nawalałam. Musiałam mieć wszystko dopięte na ostatni guzik – opowiada. Gdy koleżanki dzwoniły z gratulacjami, ona pytała, co tam w firmie. Po około dwóch tygodniach już regularnie czytała służbowe maile, czasem podrzucała jakiś pomysł na kampanię. Ostatecznie do pracy wróciła po 6 miesiącach. 4 godzinny dziennie była w siedzibie firmy, potem pracowała z domu. Piotr jest taksówkarzem, więc wszystko udawało się pogodzić.

Iwona czasem wpada w szał

Poza wypełnianiem obowiązków służbowych, Iwona zawsze była też na bieżąco ze sprawami innych. Wiedziała, kto nad czym aktualnie pracuje, co się dzieje u kogo w domu – zawsze pomocna i zaangażowana. Była nawet założycielką firmowej grupy na messengerze, gdzie można było w każdej chwili rzucić jakiś nowy pomysł. O ile wszyscy traktowali to na luzie i częściej ograniczali się do plotkowania i żalenia się na szefa, Iwona nie. Odpisywała zawsze – nawet w środku nocy. Była wyczulona na odgłos powiadomienia bardziej, niż na płacz własnego dziecka. – Kiedy Helenka była mała, w ciągu dnia wkładałam ją do bujaczka lub kładłam na macie edukacyjnej i spokojnie mogłam pracować przy komputerze. Jestem dowodem na to, że macierzyństwa nie oznacza końca kariery. Mała nie była szczególnie wymagająca – wspomina. Ogólnie praca dawała jej mnóstwo satysfakcji, poza momentami, gdy coś nie wychodziło. Wtedy dosłownie wpadała w szał. Była perfekcjonistką, nikt nie mógł jej wytknąć błędu.

Coś jest nie tak

Piotr coraz częściej się złościł. Przez moment nawet podejrzewał żonę o romans. Bo jak to możliwe, żeby własne dziecko w chorobie zostawiać i lecieć, gdy zadzwoni telefon? – Zdarza mi się wykorzystywać pracę Piotrka. Jest nienormowana, więc czasami wracam dużo później niż obiecałam. Kąpię Helenkę 3-4 razy w tygodniu. Czasem już śpi, jak wracam. Ale za to spędzamy razem poranki. Do 10 pracuję z domu, dopiero potem wychodzę do biura – mówi. „Spędzanie razem poranków” brzmi szumnie. Po prostu przebywają w jednym pomieszczeniu. Pytam, na co jej to wszystko, ten pęd, ta kariera? – Takie czasy, trzeba dawać z siebie 200 procent. Poza tym ciągle mam wrażenie, że jeszcze wiele muszę się nauczyć – mówi. Owszem śpi źle, bo ciągle śni jej się praca. I tak, owszem, coraz częściej boli ją głowa i kręgosłup, a stres nie daje o sobie zapomnieć.

Pierwsza w biurze

Życie Marty zupełnie zmieniło się 10 lat temu, kiedy jej narzeczony zerwał zaręczyny tuż przed ślubem. Po prostu kogoś poznał i się zakochał. Po roku opłakiwania związku wzięła się za siebie. Zaczęła więcej czasu spędzać w pracy, podejmowała wyzwania, dawała z siebie więcej niż inni. W końcu się opłaciło – dostała awans. Stanowisko głównej księgowej w dużej firmie to było coś. Choć momentami czuła się samotna, zajęć nie brakowało. Do biura przychodziła pierwsza, a wychodziła ostatnia. Jako szefowa czuła się odpowiedzialna dosłownie za wszystko. Wiedziała, że sama zrobi najlepiej. Prezes mógł do niej zadzwonić o każdej porze, a ona dokładnie wiedziała, gdzie dany papierek leży i kiedy mija termin na fakturze. Z resztą często z tego korzystał. Nawet się nie zorientowała, kiedy w ramach przysługi zaczęła też zajmować się księgowością w drobnej firemce jego szwagra.

Brak nieodebranych połączeń

– Czy chodziłam do pracy chora? Oczywiście. I to ile razy! Raz zdarzyło się, że przez tydzień pracowałam z domu, gdy dopadła mnie grypa. To cud, że nie straciłam wtedy głosu, bo wszystkiego musiałam dopilnować przez telefon – opowiada. Chociaż przez kilka lat praca dawała jej satysfakcję, w końcu coraz mniej ją cieszyła. Pojawiły się kłopoty ze snem, infekcje, kłucie w boku. Posłuchała rady, że powinna iść na urlop. Poszła, ale siedziała w domu. A gdyby ktoś z firmy zadzwonił? Nikt nie znał się tam na księgowości tak dobrze, jak ona. Ale nikt nie dzwonił. – Systematycznie sprawdzałam pocztę, ale przychodził tylko spam. Zaczęłam się zastanawiać, czy mi się przypadkiem telefon nie zepsuł. Kiedyś zadzwoniłam do siostry i mówię „Kaśka, zadzwoń do mnie, bo nie wiem, czy mi przychodzące dochodzą”. Tak mi padło na głowę – opowiada.

Marta nie podołała presji

Na dwa dni przed powrotem do biura nie mogła spać i jeść. Czuła, że coś się wydarzy. I tak też było. Przede wszystkim panował bałagan – niczego nie mogła znaleźć, niektóre faktury zawierały błędy, ktoś czegoś nie dopilnował. – Dosłownie wpadłam w szał. Najpierw zaczęłam na wszystkich w pokoju krzyczeć, że do niczego się nie nadają. A potem sama się rozpłakałam. Z nerwów, z przemęczenia i z przerażenia, że teraz będę musiała po nocach to wszystko poprawiać – wspomina. Jej reakcja zmroziła wszystkich. Gdy płakała w toalecie, przyszła do niej jedna z koleżanek. Powiedziała, że niektórzy od dawna podejrzewają u niej pracoholizm, ale wiedzą też, że jest samotna, więc nie chcieli jej urazić. Zaczęła też namawiać Martę na wizytę u psychiatry, leki i zwolnienie lekarskie. Zgodziła się, ale głównie dlatego, że nie mogła znieść wstydu. Kto to widział, żeby na forum tak się rozbeczeć?

Długa droga

Marta nie wróciła już do firmy. Terapia otworzyła jej oczy – pracoholizm. Otworzyła własne biuro rachunkowe i wyraźnie rozgranicza czas między życiem zawodowym i prywatnym, jak zalecił psycholog. – Mam 39 lat i jestem sama. Zupełnie sama. Uczę się na nowo dysponować swoim wolnym czasem, chodzę na jogę, czasem spotkam się z koleżanką, ale przede wszystkim dużo czytam o wewnętrznej harmonii. Powiedz tej młodej dziewczynie, że zmierza do miejsca, z którego ja właśnie wracam. A najlepiej napisz. Ja przynajmniej nie skrzywdziłam swoim uzależnieniem dzieci. Za to pewnie już nie będę ich mieć.


9 kłamstw, które powtarzamy na pierwszej randce. Gdyby tak można było czytać w myślach innym ludziom

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 września 2017
Fot. iStock/svetikd
Fot. iStock/svetikd
 

Ach, gdybyśmy umieli czytać w myślach innych ludzi… Na pewno udałoby się wówczas uniknąć kilku życiowych błędów, a przynajmniej szybciej orientować się z kim warto zbudować bliższą relację. Niestety, gdy chcemy zrobić na kimś dobre wrażenie, potrafimy posunąć się nawet do kłamstwa, byle wydać się interesującym. Jesteście ciekawi, które z pozornie niewinnych kłamstewek powtarzamy najczęściej podczas pierwszej randki?

1. Lubię seks na świeżym powietrzu

To kłamstwo zazwyczaj pada wtedy, kiedy próbujemy udać kogoś bardziej szalonego i otwartego niż jesteśmy. Rozmowa o tym, co nas podnieca już na pierwszej randce to jednak spore ryzyko. Nie wszyscy są na nią gotowi.

2. Nie, wcale nie jadam dużo

Oczywiście, jeśli jesteś kompulsywnym żarłokiem, nie pochwalisz się tym od razu na pierwszej randce. Ale po co zaraz kłamać, że wcale nie zaburczało ci w brzuchu, tylko to samolot przeleciał wyjątkowo nisko nad wami?

3. Nigdy w życiu się nie upiłem

Prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. To, w jaki sposób twój organizm reaguje na alkohol nie zawsze zależy od ciebie. Nie ma co udawać „świętego”.

4. Rozstaliśmy się w przyjaźni

Im bliższa relacja, tym więcej o sobie wiecie, tym bardziej jesteście częścią swojego życia. Nie ma co demonizować byłego partnera, ale też niedobrze udawać, że za sobą wprost przepadacie…

5. Właściwie, to ja rzadko chodzę na randki

To kłamstwo ma na celu podkreślić, że sytuacja, w której się znaleźliście jest naprawdę wyjątkowa. Niech on/ona ma wrażenie, że spotykając się z tobą, wygrał milion w totolotka.

6. O, ja też uwielbiam…

Nie, naprawdę nie musisz przytakiwać we wszystkim i udawać, że podoba ci się to samo co jemu/jej. To może być interesujące przez chwilę, ale prawdziwe pokrewieństwo dusz rodzi się wtedy, kiedy możecie się wzajemnie uzupełniać.

7. Świetnie gotuję

Hmmm. Zastanów się dobrze. Jeśli ten związek ma szansę się rozwinąć, twoja deklaracja zostanie poddana weryfikacji szybciej niż myślisz.

8. Świetnie zarabiam…

…tylko nie mam czasu wydawać tych wszystkich pieniędzy. Dlatego, miedzy innymi, nadal mieszkam z rodzicami, zamiast kupić sobie mieszkanie.

9. Uwielbiam sport

To niewinne kłamstewko łatwo usprawiedliwić. Zawsze możesz powiedzieć, że chodziło ci o sport oglądany w telewizji, z wygodnej kanapy.

Niektórzy z was powiedzą, że te kłamstwa są bardzo nieszkodliwe, inni będą oburzeni, bo związek powinniśmy od samego początku budować na prawdzie… No i chyba najlepiej być jednak po prostu sobą. Ale cóż,  podobno w miłości wszystkie chwyty dozwolone ;).


Na podstawie: www.relrules.com

 


Zobacz także

Fot. iStock /  Mrdylanvandijk

Taka miłość się nie zdarza… Nieprawda, moja trwa już prawie 40 lat. Posłuchaj, jak się jej uczyliśmy

Fot. iStock / AleksandarGeorgiev

Tyzyfone. „I po co było to wszystko? Po co te kłamstwa, zapewnienia?”

Chcesz mieć dobry seks? To nigdy nie mów tego w łóżku!

Chcesz mieć dobry seks? To nigdy nie mów tego w łóżku!