„Mówisz, że on w te święta odejdzie od żony. A ja ci mówię, żebyś w końcu oprzytomniała, droga przyjaciółko”

Seksualnie
Seksualnie
19 grudnia 2015
Fot. iStock / Central IT Alliance
Fot. iStock / Central IT Alliance
 

No cóż powiedziałabym Ci być może wszystko w twarz gdyby nie fakt, że zadzwoniłaś na chwilę, znów  tylko po to, żeby opowiedzieć o sobie. Że w te święta on na pewno odejdzie od żony, że to kretynka, znów robi aferę o pierniki i choinkę, ciągnie go do sklepów.

No a co ty dzisiaj robisz? – rzuciłaś krótko. Ja? No cóż, chyba niewiele różnię się od żony. Ciągam A. do sklepu, chcę ubrać choinkę, upiec ciasto. Wywaliłam rzeczy z szafy, układam. No wiesz, wszystkie te rzeczy, których nienawidzisz. „Nic takiego”  odrzekłam. Nie chciałam zamęczać cię głupotami. Gładko się pożegnałaś. W naszej przyjaźni zbliżamy się do ściany.

Starałam się być tolerancyjna, rozumiejąca, dobra. Więc kiedy powiedziałaś, że się zakochałaś, ucieszyłam się, choć nie ucieszyło mnie, że ona ma żonę i dziecko. Bo jednak jestem żoną i choć ty byłaś moją najlepszą przyjaciółką, rozumiałam też ją. Szczególnie, że sama byłam kiedyś zdradzona.

Przedstawiłaś mi jednak jego pewność i ból małżeński tak teatralnie i spektakularnie, że byłam kupiona. Wszyscy błądzimy, wiem. Dlaczego miałabym mu nie zaufać. Zaraz potem zabrał cię do Chorwacji. Wysyłałaś mi kolorowe zdjęcia, te bardziej intymne też wysyłałaś jako dowód, że jest wam wspaniale. Pisałam, że pięknie, że nawet zazdroszczę, szczególnie, że sama nie byłam w najlepszym momencie swojego małżeństwa. „Zaraz jej powie” tłumaczyłaś po powrocie. W porządku, przecież nie pytałam za wiele, nie chciałam wchodzić w twój świat w butach. Wciągnęłaś mnie jednak do niego. Wciągnęłaś mnie w wir emocji.

Siadałaś u mnie na kanapie z winem i opowiadałaś o waszym seksie. Że najlepszy, bardziej niż wyjątkowy. Opowiadałaś o zabawach i odlotach w przebieralni, w kinie, w hotelu.

– Czy myślisz, że nie kocha się  z żoną? – pytałam.

– Oczywiście, że nie. On nic do niej nie czuje – mówiłaś.

– Aha – odpowiadałam.

Przecież nie wiedziałam o nim wszystkiego.

Siadałaś u mnie na kanapie z kawą i płakałaś, że nie zadzwonił w ciągu dnia w sobotę.

– Może on po prostu jest z nią – sugerowałam.

– On nie ma lęku przed dzwonieniem. Ona nam nie zagraża.

– Aha – odpowiadałam.

Przecież nie mogłam wiedzieć, co jest dla was zagrożeniem.

Potem moja  kanapa stała się karuzelą twojego życia. Piekło, raj, piekło, raj.

Po czterech miesiącach poznałaś mnie z nim. Zrobiłam nawet kolację, i bardzo się starałam. Ale jednak nie polubiłam go. Intuicja nie zawodzi mnie nigdy, teraz mi mówiła, że jesteś na chwilę, że jesteś przystankiem. Próbowałam ci to nawet powiedzieć. Tyle, że się wściekłaś i tego samego dnia zadzwoniłaś do M. i zwierzyłaś się jej, że robię to, bo ci zazdroszczę.

Milczałam więc. A ty we mnie wlewałaś słowa i historie. Wciąż te same. Że on odejdzie, że znów spędziliście wspaniały weekend. Kiedyś spontanicznie spytałam czy nie czujesz się źle, że rozbijasz rodzinę, najeżyłaś się.

Kiedyś spontanicznie spytałam, czy nie uważasz, że on być może ma taki styl kontaktu z kobietami, pogrywa tobą, żoną, może kimś jeszcze, najeżyłaś się.

To już w sumie nie wiem co powinnam mówić.

A wiem. Miałam go nienawidzić, gdy nienawidziłaś go ty. Wtedy miałam się złościć i mówić, że jest idiotą.

Miałam go kochać, gdy kochałaś go ty. Rola przyjaciółki, tak.

Mija drugi rok tej naszej szarpaniny. Jesteś zmęczona, choć wciąż wierzysz. Widzisz, ja też jestem zmęczona. Tyle razy już ci tłumaczyłam, że romans jest raczej oznaką słabości, ale jeśli już jest niech prowadzi do jakiegoś celu.

Tak, zdarza się, że on naprawdę jest nieszczęśliwy i będziecie za chwilę razem, ale to nie trwa tak długo nigdy.  Poza tym proszę cię czasem, żebyś mi podała konkrety z waszej miłości.

Mówisz, że seks, że on ci powtarza, że jesteś wyjątkowa, jedyna, że nigdy aż tak. Że pisze. Że dzwoni, przyjeżdża, mówi. Że coś ci się śni i to dowód, że jesteście blisko.

A ileż ja razy mam ci powtarzać, że miłość to nie słowa?

Moim zdaniem on nigdy nie zostawi żony – ty nie chcesz tego słyszeć.

On nie szanuje jej, i ciebie nie szanuje – ty nie chcesz tego słyszeć.

Pat, co? A przecież jesteś taka mądra, taka wykształcona, masz tyle planów.

To dlaczego twoja głowa nie ostrzega serca?

Twoja przyjaciółka, czyjaś żona.


„Dlatego, gdy ktoś mnie kiedyś spyta, co to jest miłość, odpowiem, że przebaczenie, że bycie…”

Seksualnie
Seksualnie
21 grudnia 2015
Fot. iStock/teksomolika
Fot. iStock/teksomolika
 

„Miłość nie jest dobra” – powiedziała ona, przyjaciółka psycholog. I dodała: „nie musi być”. Bywa różna, bywa jakaś. I inna. Kaszlnęłam. Próbuję w naszej miłości znaleźć coś uwierającego.

Czy ja jestem dziwna? Nie znalazłam. Próbuję znaleźć w tobie przeszłość. Nie ma jej. Przynajmniej nie taka, która powodowałaby twój ból i mój ból związany z twoim kochaniem. Na ślubie Sylwii byliśmy razem.

– Boli cię to – zaśmiałam się lekko. Byłam zimna i ironiczna. Zaniepokojona jej urodą, delikatnością i pewnością, której nigdy nie miałam. I oczywiście tym, że mówi do ciebie: „Hej, co z mamą?”. Jakby miała cię milion razy, jakby w ogóle miała cię ciągle. Choć, puk puk, przepraszam, to ja cię mam. No wiesz, ja cię oswoiłam, ukoiłam, więc bardzo mnie wk**wia, że miałeś jakąś ją i ona, tak wk**wiająco chuda, pyta o twoją mamę. Zachichotałeś: „Kocham cię grubiutką, bo jesteś wyjątkowa”. Byłam bardzo groźna, więc dodałeś:  „Jeśli mnie coś boli to tylko ty” – odpowiedziałeś.

Wylądowaliśmy w łóżku. A ty mówiłeś, że tak właśnie spotykają się ludzie. Wariatka ze stabilnym. Pamiętasz? Miałam 27 lat i na balkonie w domu mojego ojca wyznawałaś, że kochasz mnie i będziesz kochać zawsze. I to nie były tylko słowa.

– Ale ja jestem pier***nięta. I ranię – mówiłam

– Spoko – odpowiedziałeś.

– Będę cię zdradzać ze złości, bo wciąż czegoś szukam – groziłam.

– Spoko. Zawsze się odnajdziemy.

– Jestem dziwna, zraniona, skrzywdzona – drążyłam.

– Za dużo przymiotników używasz –  stwierdziłeś lekko (sorry, to przysłówek).

– Odejdziesz – prorokowałam.

– Nie odejdę nigdy – obiecywałeś.

Opowiadałam ci straszne rzeczy z mojego domu. Opowiadałam obrazem, bo chciałam, żebyś się bał. A ty nie bałeś się wcale.

– Ale możesz się w końcu zabrać się za siebie? – spytałeś.

Pamiętasz nasz seks i naszą bliskość? Pamiętasz moje kwiaty na balkonie i twoje wychodzenie na spacer z  jamnikiem. Podobno powiedziałeś: „Hej, Tuśka chodź. Nie lubię ciebie, ale kocham twoją panią”.

Pamiętam, jak rzuciłam swoim telefonem i rozbiłam go na ileś kawałków. Spojrzałam na ciebie groźnie, a ty się zaśmiałeś.

– No i co jesteś teraz zadowolona?

Pamiętam, jak odnajdywałeś mnie w każdym bólu i w każdej złości.

– Jakiego seksu chcesz? – pytałam, bo byłam przecież stworzona tylko do dawania.

A ty mówiłeś: „Zamknij, k**wa, oczy. I bądź. I nie rób nic”.

To było najtrudniejsze. Puścić i być. „Czego chcesz” – pytałeś. A ja nie wiedziałam. Ale w końcu odnalazłam to dzięki tobie i twoim: „puść to”, „wyluzuj” „odleć”.

Jeśli ktoś powie, że nie ma miłości– zaśmieję się głośno. Bo doświadczam jej każdego dnia. Dzięki tobie.

I potem powinien być jakiś dramat, jakiś kryzys straszny, ale przecież go nie było.

Nie z twojej strony.

Nie wiem co z nami kiedyś będzie, ale wiem, co to miłość. Postawiłeś poprzeczkę tak wysoko, że nie da się jej przeskoczyć.

Miłość jest wtedy, gdy ludzie się spotykają i to po prostu jest. Miłość jest. Dlatego, gdy ktoś mnie kiedyś spyta, co to jest miłość, odpowiem, że przebaczenie, że bycie. I że trwanie. I że ty nigdy nie powiesz o mnie: „To pomyłka”. Nie mówisz, tak, prawda?

Bo to ja. Jakkolwiek zła bym nie była.

Jestem.

Miłość to ch**j z waszą polityką, i f**ck z wrogością. Miłość jest wtedy, gdy chcesz zasnąć i upiec ciasto.

Jasne. To iluzja.

Więc powiem ci, M., że miłość jest wtedy, gdy chcesz spytać co słychać. I chcesz być.

Hej, kładłeś mi głowę na brzuchu i mówiłeś, że mnie kochasz. Pamiętasz?


Mówiłeś: „Chcę z tobą żyć”. Wybrałam inaczej… Bo jestem żoną

Seksualnie
Seksualnie
10 grudnia 2015
Fot. Unsplash / Alex Hockett /
Fot. Unsplash / Alex Hockett / CC0 Public Domain
 

Napisała wieczorem: „ Spotkałam go. Najpierw zobaczyłam go w samochodzie, potem w knajpie. Uznałam, że to nie przypadek. Napisałam SMS. Ucieszył się. Mieliśmy zjeść kolację, ale dzień przed napisał: „Przepraszam, nie jestem w stanie”. Dlaczego czuję się znów w nigdzie?”. Odpisałam: „Obudzisz się rano, będzie inaczej. Pamiętaj, tak zdecydowałaś. Jesteś żoną i matką”. Odłożyłam telefon, rozbiłam kotlety.

Mam w domu kolorowe lampki – nie lubiłbyś.

Kolację podaję na talerzach z Ikei – nie lubiłbyś.

Mieszkają ze mną zwierzęta – nie lubiłbyś.

W moim ciele zapomnianym Ty z kolei dawno już nie mieszkasz. Sam rozumiesz. Przemijanie. Widzę je tak bardzo w sobie, dlaczego nie miałabym widzieć w nas.

Czasem staję naga przed lustrem. Jestem tuż przed czterdziestką, wciąż mam piękną twarz i pod tłuszczem, gdzie się ukryłam przed namiętnościami, czuję dawną siebie. Ideał. Tak o mnie mówiłeś.

Chudość. Wystające biodra i kości policzkowe, mały biust. Kochałeś mnie chudą.

W rozmiarze 36 przeżywałam ekstazę Tobą. Dość tanią, sorry Gregory. Z tanim winem i seksem, który pewnie mogłabym mieć lepszy, ale był najlepszy, bo z Tobą. Z tymi wierszami i muzyką, o której nie mogę pisać, bo wszyscy się domyślą. Domyślisz się Ty. A dawno tego nie chcę.

Jestem żoną, jestem matką. Mam swój stały rytm dnia. Zobowiązania. Nie lubiłeś tego słowa. ZOBOWIĄZANIA. Zabijają namiętność, niszczą relację. Bo w życiu trzeba fru….(wać). Pamiętasz, ukrywałam się w Twoim mieszkaniu i mówiłam, że jest tylko tu i teraz. Serial, który puszczasz, wino, które podajesz i wyznania, którymi sprawiasz, że jestem spokojna.

Mówiłeś: „Chcę z tobą budować życie”. Śmiałam się i śmiałam.

Przepraszam. Trochę wciąż się śmieję.

Mówiłam, że świat jest czarno biały i nie pasujemy.  Mówiłeś: „Pozwól tylko, że cię umyję, że cię wykąpię”. A ja tak się śmiałam, że to takie tanie i puste, ale miałam najbardziej namiętnie w życiu i bardzo się boję, że już tego nie przeżyję.

Że nie zobaczę oczu tak we mnie wpatrzonych, nie usłyszę, że jestem w łóżku najlepsza i jak „nikt” i „nigdy”. Pamiętam nasz seks. Ciemność i wino zabierają wstyd. I to jak do siebie pisaliśmy…

Wyszłam za mąż za Niego.  Zestarzałam się kapeczkę. Wciąż kocham Ciebie. Smutne.

Jednak, gdyby ktoś mnie spytał, czy chcę mieć z Tobą dom – odpowiedziałabym, że nigdy. Że pewność i bezpieczeństwo to jest to, czego szukam.

Wiem, że mnie nienawidzisz, że oceniasz, że milion innych rzeczy. Przepraszam.

Nikomu nie mówię, że co noc płaczę. Nikomu.

Tłukę kotlety, szyję różności na przedstawienie dziecka. Jestem mamą perfekcyjną. Zrobię ciasto, zostanę na zawsze. Bo ze wszystkich mężczyzn najbardziej kocham mojego syna.  I kocham jego ojca najlepszą z miłości, bo bezpieczną. Nie mam już miejsca na Ciebie, przepraszam, choć jesteś jedynym człowiekiem, z którym odleciałabym w każdym hotelu i w każdej innej rzeczywistości. Ale mam tę rzeczywistość. Odpowiedzialną.

„Czy ona mnie jeszcze pamięta?” – spytałeś Ją.

„Pamięta bardzo”, odpowiedziała. I dodała: „Ale wybrała”.

Moja cudowna przyjaciółka. Która kocha męża, ale pamięta też jeszcze o kimś innym. Pat. Miłość niespełniona.

Choć oddałabym wszystko Tobie to jednak –  gdyby ktoś mnie przyparł do muru i spytał: „Kogo, ku**a, naprawdę kochasz, gdzie chcesz się budzić rano?!”

Odpowiedziałabym, że przy Nim, bo kocham świat bezpieczny  i jasny, gdzie poranki są takie jak wieczory, a „tak” zawsze znaczy to samo.

Bo za wiele przeszłam w domu, by móc dzisiaj wybierać źle.

Kochana moja przyjaciółko, olej, że tak odpowiedział, że przeprasza, ale nie jest w stanie. Wiesz jaka jestem gniewna i radykalna. Przecież gdyby chciał – spotkałby się.

Gdy kochasz – jesteś. Zawsze.

Jak mój mąż jest przy mnie. A  Ty gdzieś jesteś? BEZ WARUNKÓW? Bo to jest właśnie miłość… jesteś gdzieś?

Pozdro,

Słomka