Miłość znajduje nas, kiedy wracamy późnym wieczorem. A twoje serce zawsze wróci do miejsca, w którym biło najmocniej

Anika Zadylak
Anika Zadylak
14 marca 2017
Fot. iStock / simonkr
 

Odprowadził ją do taksówki, otworzył drzwi i pogłaskał po twarzy. Stał i czekał, aż samochód zniknie za zakrętem. Wracał te kilkanaście metrów, jakie dzieliły go od domu i uśmiechał lekko, sam do siebie. – Spotykamy się już blisko cztery miesiące – myślał – nigdy nie sądziłem, że tak szybko i że w ogóle to się uda, zwłaszcza po tamtej historii.

Nie mogłem przez prawie rok, nawet myśleć o kobietach, tak zostałem zraniony. Ale pojawiła się Aga i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniła wszystko. I mnie też. Mięknę przy niej, pęka cała moja męska i twarda postawa. Lubię na nią patrzeć, jak siedzi przy kominku i uśmiecha się do ognia. Jest w niej coś niezwykłego. Może faktycznie, powinienem bardziej o nią zadbać i przestać rozpamiętywać przeszłość.

Odjeżdżała i patrzyła jeszcze przez moment, jak się uśmiechał. Kierowca powiedział, że jest szczęściarą, bo widać, że chłop kocha. A ona myślała uporczywie tylko o tym, kiedy będzie mogła wysiąść. W myślach, odliczała sekundy: 4,3,2,1. Nareszcie! Teraz mogła wejść do swojego mieszkania, oprzeć się o ścianę i głośno rozpłakać. A  jednocześnie i trochę szczeniacko stukać na klawiaturze telefonu, że widzieli się ostatni raz, bo już dłużej nie chce czekać. Łudzić się kolejny miesiąc, że on w końcu zapomni o byłej dziewczynie, choć go ponoć tak skrzywdziła. „Przecież ona jest wszędzie, każdego dnia a nawet nocy!” – myślała i wylewała mu w gorzkich wiadomościach. „Nawet gdy jemy, siedzi między nami przy stole, gdy po raz kolejny pokazujesz mi jakieś wasze wspólne zdjęcia. Albo na koncercie, gdy niechcący wspominasz, że ona, też tu kiedyś z tobą była. Nawet w sypialni, gdzie kolejny raz słyszę, że to ona ją urządzała. Mówiłeś, że już jej nie kochasz, że to już za tobą. A to nieprawda, muszę ci o tym powiedzieć. Chcę z tobą być, ale nie tak. Nie z nią, nie w chorym trójkącie. Musisz najpierw prawdziwie rozstać się z nią. Nie wiem, czy będę czekała, ale wiesz, gdzie mnie szukać. A  może to po prostu, nie nasz czas?”.

Aga

Znaliśmy się od dawna, tylko zawsze mijaliśmy. Każde z nas miało zupełnie inne życia. Widywaliśmy czasem na wspólnych imprezach, zamienialiśmy ze sobą kilka zdań i to wszystko. Ale muszę się przyznać, że Kuba zawsze mi się podobał. Był w moim typie: wysoki, dobrze zbudowany, z tatuażami i trochę łobuzerskim spojrzeniem. Długo go nie widziałam. Straciłam chłopaka, a on rozstał się z dziewczyną i wyjechał za granicę. Rok temu, latem, wpadliśmy na siebie przypadkiem i poszliśmy na piwo. Rozmawialiśmy do trzeciej nad ranem. Trudno mi było uwierzyć, że tak wiele nas łączy. Zaczęliśmy się częściej spotykać. Lubiłam go, fajnie spędzało nam się czas, miał kapitalne poczucie humoru. Któregoś razu wylądowaliśmy w jednym klubie, choć w rożnych towarzystwach. To wtedy pierwszy raz dostrzegłam to, o czym ciągle mówiła Kaśka, koleżanka. Że on na mnie patrzy inaczej, niż reszta kolegów. Cieplej. Pojechaliśmy do niego i kochaliśmy się w całym domu. Stół w jadalni, schody do sypialni, prysznic i łóżko. Jakby nas ktoś w końcu rozwiązał i przestał trzymać z dala od siebie. Rano obudziły mnie jego dłonie, głaskał moje plecy. Spytał szeptem: „Co zjemy na śniadanie”. Pomyślałam, że to jednak nie była tylko jedna noc, dobry seks  dla rozładowania emocji i zaspokojenia potrzeb… Odwiózł mnie do domu przed południem i obiecał, że zadzwoni później. Nie tylko zadzwonił, ale też zabrał mnie na kolacje. Rozmawialiśmy prawie do świtu, fakt, głównie o niej. O byłej dziewczynie Kuby, Magdzie. Było w nim strasznie dużo żalu, słyszałam od znajomych, że źle go potraktowała, zdradzała.

I można by skończyć tę historię na tym, że później żyliśmy pięknie i szczęśliwie, bo dogadywaliśmy się pod każdym względem, bo to mądry i odpowiedzialny facet. Czułam się bezpieczna i doceniana. Piękna, zmysłowa i pożądana. Tylko ciągle było nas troje. Ja, Kuba i nadal Magda. Niemal w każdej chwili. Nie wytrzymała i odeszłam. Z bólem serca, ale poszłam swoją drogą i nie czekałam na nic.

Kuba

Zawsze przyciągała mnie swoją niezwykłością. Jeszcze kilka lat wcześniej, gdy słabo się znaliśmy, wszędzie potrafiłem ją dostrzec. Inaczej wyglądała, odważniej, nieprzeciętnie. I miała niesamowicie piękne i dobre oczy. Cieszyłem się, kiedy ktoś nas sobie w końcu przedstawił, choć nigdy nie pomyślałem, że mogłaby być moja. Taka tylko moja.

Zresztą, gdy nareszcie wyplątałem się z toksycznego związku z Magdą, nawet nie chciałam rozmawiać o kobietach. Miałem wstręt, jakiś taki żal, bo robiłem wszystko, żeby było dobrze i zostałem oszukany. To boli, nawet takich twardzieli jak ja. Wyjechałem na dłużej, choć może bardziej uciekłem. Dziś to widzę, że zostawiłem wszystko i poleciałem tysiące kilometrów stąd zabierając ze sobą dwa bagaże, bo emocjonalny też.

Z Agą spotkaliśmy się po dłuższej przerwie zupełnym przypadkiem. Niby wiedziałem, że to fajna i mądra dziewczyna, bo sporo w życiu przeszła, ale nie sądziłem, że będzie nas łączyło tak wiele. Nawet nie wiem kiedy, staliśmy się niemalże nierozłączni, a jej zapach był w każdym zakątku mojego domu. Uwielbiałem jej obecność i to, jak uczyła mnie „miękkości”, której mi brakowało, bo bywam raczej chłodny i szorstki. Okazywanie uczuć, przytulanie i czułości, to rzeczy, których nauczyła mnie Agnieszka. Jest cudowna i inteligentna, jest wspaniałym partnerem do rozmowy. Patrząc na nią nie raz zastanawiałam się, co takiego widziałem w Magdzie. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy, miałem niedługo wyjechać, ale wydawało mi się, że jesteśmy siebie pewni, znamy się przecież o wiele dłużej, jesteśmy oboje dorośli i odpowiedzialni. I kiedy po naszej ostatniej, jak się okazało, kolacji dostałem tę wiadomości od Agi, zrozumiałem podłą prawdę. Że ona ma rację, bo ja przez te nasze wspólne parę miesięcy, nie przestawałem mówić, a nawet myśleć o Magdzie. Zatrułem tym Agę, spłoszyłem i…straciłem.

Aga

Nie zdążyłam Kuby pokochać. Wszystko potoczyło się tak szybko. Ale gdy go zabrakło, ciągle czegoś było mi brak. Nawet, gdy oddychałam, to miałam wrażenie, że nie wypuszczam całego powietrza. Przez kilka miesięcy nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Po tamtych moich SMS-ach spotkaliśmy się, żeby pogadać jak dorośli ludzie i rozejść się pokojowo, mieliśmy do siebie dzwonić od czasu do czasu. Nie mogłam, on chyba też, nie wiedział jak i co do mnie napisać. Widywaliśmy się czasem gdzieś w knajpie, ale raczej unikaliśmy.

Ale po jakimś czasie, raz, po imprezie na której razem byliśmy, wróciliśmy jedną taksówką i zostaliśmy u mnie. Gdy się obudziłam, już go nie było, a ja odetchnęłam, bo nie wiedziałam, jak się zachować. Dowiedziałam się od znajomych, że wyjechał do pracy i starałam o nim nie myśleć. Nawet przez moment, spotykałam się z kimś innym, potem jeszcze z kimś. Praca, dom, życie. Zaglądałam czasem na jego profil na FB, wydawało mi się, że wszystko u niego ok. Nieraz, zastanawiałam czy kogoś ma i co by było, gdybym została wtedy. Albo, gdybym go zatrzymała,  po naszej ostatniej nocy, gdy zniknął o świcie. Tęskniłam, choć sama się sobie dziwiłam, bo przecież byliśmy razem tak krótko.

I nagle, po blisko roku, napisał. Spytał, co słychać i czy widziałam jakiś tam film. Odpisałam i… znowu przegadaliśmy całą noc. Ale było inaczej, bo on był bardziej otwarty, pewniejszy siebie i nareszcie sam, bez cienia w postaci Magdy. Spotkaliśmy się po kilku tygodniach. W naszym przypadku okazało się, że lepiej było odejść, by móc do siebie wrócić.

Kuba

Nie mogłem przestać o niej myśleć. Rozstaliśmy się w zgodzie, ale nie widywaliśmy, ani nie kontaktowaliśmy się ze sobą. Spotykałem ją czasem, w klubie albo w innym miejscu. Po jednej z imprez zostałem u niej… a nad ranem uciekłem jak tchórz mając wrażenie, że ona też nie wie, co zrobić dalej z tą sytuacją. Wyleciałem do pracy na drugi dzień, nie miałem odwagi zadzwonić. Żyłem z dala od niej, każde z nas szło inną drogą, słyszałem, że kogoś miała przez chwilę. U mnie też pojawiła się na moment jakaś kobieta, ale nie była taka jak Aga. Brakowało mi jej i  każdego dnia rozumiałem to coraz bardziej.

Odezwałem się pierwszy, zwyczajnie, a może nawet głupio, bo o film ją zapytałem. Po roku milczenia, po tym, co się stało, jak kretyn! Ale odpisała, łagodna i dowcipna, jak to ona. Nie bałem się, że się nie zgodzi, gdy zaproponowałem, żebyśmy się spotkali.

Boże, jaka ona jest piękna – pomyślałem, gdy stanęła w progu mojego domu. Robiliśmy kolację razem, cały czas o coś się przekomarzając, rozmawialiśmy o wszystkim, sprzeczaliśmy o politykę. A  jej głos i zapach znowu wypełnił cały dom. Było zupełnie inaczej, jakbyśmy znali się ze snu, a teraz nareszcie mogli być razem. Tak naprawdę niczym nie obciążeni ani ograniczeni. Nigdy, bardziej nie byłem pewien, że czas to jedyny i najlepszy doradca. Szczególnie, gdy kilka tygodni później zakładając jej na palec pierścionek, usłyszałem „tak”.

Miłość znajduje nas, kiedy wracamy późnym wieczorem i gubimy rękawiczkę. Potem pcha ją pod nogi kogoś, kto podnosząc ją od razu wie, do kogo należy. Łączy dwoje obcych sobie ludzi, budzi o świcie pocałunkami, a przed nocą chowa się, w silnych, męskich ramionach. A potem na chwilę zasypia, obumiera i każe wybrać inne drogi. Rozdziela, ale tylko po to, żeby znowu i tym razem już z całą pewnością, połączyć na zawsze. Bo jeśli kochasz, to nie zniszczy tego nawet najdłuższa podróż. A twoje serce zawsze wróci do miejsca, w którym biło najmocniej.


Pięć etapów szczęśliwego związku… My, niestety najczęściej, zatrzymujemy się na trzecim z nich

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 marca 2017
Fot. iStock/ArthurHidden
 

Na dobre i złe. W zdrowiu i w chorobie. Dopóki śmierć was nie rozłączy… Obiecujemy, przysięgamy. Szepczemy: „nigdy cię nie zostawię, zawsze będę przy tobie”. A później… cóż, przychodzi rzeczywistość. Czyżbyśmy się mylili, czyżby nie istniała miłość aż po grób?

Nie rozwodzilibyśmy się, nie zdradzalibyśmy, nie krzywdzili. Tymczasem wiele związku rozpada się, nawet jeśli ludzie od siebie nie odchodzą, to wypala się coś w środku i wegetują obok siebie pozbawiając się prawa do szczęścia i innego życia.

Dlaczego tak się dzieje? Bo miłość to nie wszystko.

Na każdy związek składa się pięć etapów jego rozwoju. My, niestety, najczęściej zatrzymujemy się na trzecim i nie idziemy już dalej.

5 etapów związku

Etap 1: Etap miodowy

Pamiętasz, jak się poznaliście? Te motyle w brzuchu, ten zachwyt, myśli zajęte tylko nim. Każde spotkanie było dla was szczęściem, radością. Czas dłużył się niemiłosiernie, kiedy nie byliście razem.

Czasami wracamy do tych czasów. Myślimy z rozżaleniem, gdzie to wszystko uciekło? Dlaczego nie może tak być nadal?

A to etap zakochania, kiedy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią, gdy więcej się śmiejemy, jesteśmy w stanie góry przenosić. Ta miłość nas uskrzydla. Jest radością i cudowną zabawą.

Etap 2: Etap poważny

Nadal trzymacie się za ręce, nadal siebie pożądacie, działacie na siebie jak magnes. Ale coś się jednak zmieniło. Pamiętacie ten etap? Kiedy podjęliście decyzję o wspólnym mieszkaniu, a może o ślubie? Kiedy zaszłaś w ciążę? Niby nadal to miłość, ale już bez takiego szaleństwa jak wcześniej. Poważniejsza, bo rachunki trzeba zapłacić, być odpowiedzialnym. Czas zabawy się skończył, czasem mówimy, że dopadła nas codzienność, czy szara rzeczywistość i to na nią zwalamy podcięcie skrzydeł naszej miłości.

Etap 3: Etap rozczarowania

Dzieci, dom, praca, dzieci… I tak w kółko. Patrzysz na zdjęcia znajomych, którzy właśnie w środku zimy wyjechali na wakacje, gdzie ciepło i pięknie. A ty? Ty spoglądasz na niekończący się stos prania. Wstajesz w nocy, bo jednemu z dzieci przyśnił się koszmar, szykujesz śniadanie, lecisz do pracy – wszystko w owczym pędzie. A kiedy myślisz o was, to zastanawiasz się, czy wy w ogóle jeszcze jesteście. Kiedy ostatni raz byliście sami na kolacji, w kinie? Kiedy on trzymał cię za rękę? Chyba wtedy, gdy chciał ci pokazać bałagan, jaki zrobiły dzieci, gdy rozmawiałaś z przyjaciółką przez telefon.

Masz poczucie, że przegrałaś swoje życie, że ono nie tak powinno wyglądać. Bo dzieci jednak są wymagające, bo obiecywaliście sobie, że zawsze będziecie dbać o tę miłość, a tymczasem… Pokrył ją gruby kurz.

To etap rozczarowania, kiedy winy wszystkiego, co złe w naszym życiu, upatrujemy w partnerze. Gdyby go nie było, moje życie byłoby lepsze.

I na tym etapie najczęściej zdradzamy, rozwodzimy się…

Etap 4: Etap akceptacji

Jeśli przetrwaliście, to teraz może być już tylko lepiej? Dlaczego? Bo zeszliście z piedestału, pokazaliście sobie nawzajem, że nie jesteście idealni, że macie swoje wady, słabości. Że też bywacie zmęczeni, macie dość. Przestaliście udawać kogoś, kim nie byliście tylko po to, by być kochanym. A przecież tak się nie da. Jeśli nie będziemy mówić o naszych słabościach, o potrzebach, pragnieniach, to nigdy nie zrozumiemy siebie nawzajem, nie uda się zbudować głębokiej relacji opartej na akceptacji, a do niej prowadzi właśnie ten etap związku.

Etap trzeci pozwala zobaczyć naszą frustrację, a etap czwarty pracować nad tym, skąd ona się bierze. Dostrzegamy siebie nawzajem, widzimy, że każdy z nas ma swoje marzenia, cele. To etap prawdziwej miłości opartej na zrozumieniu.

Etap 5: Etap zespołowy

Kiedy już spojrzeliście na siebie prawdziwie otwartymi oczami. Kiedy poznaliście się na nowo, przyjęliście, że każde z was ma prawo do błędów do słabości, to wasza miłość jest tak silna, że trudno ją skruszyć.

To etap, kiedy każde z was pielęgnuje własne zainteresowania, rozwija się, realizuje swoje cele przy pełnej akceptacji drugiej strony. Ale to też czas, kiedy czujecie, że jesteście teamem, że razem możecie wiele i odnajdujecie rzeczy, które wam obojgu sprawiają przyjemność i robicie je wspólnie.

Wsparcie, bezpieczeństwo i spokój. I miłość, która dojrzała razem z wami. To wszystko składa się na ten etap związku, który przetrwał dzięki waszej pracy i miłości.


 

źródło: lifehack.org


Numerologia. Czy twój facet to wrażliwa „dwójka”, czy tajemnicza „siódemka”?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 marca 2017
Fot. iStock / izusek
Następny

Oj tam, że niby nie czytamy horoskopów i nie wierzymy we wróżki. Ale nie ma co ukrywać, że nie raz sprawdzamy co to niby miałoby się nam zdarzyć. Znam ludzi z ogromnym dystansem do horoskopów i wszystkiego, co z gwiazdami i kartami związane. Ale znam i te, które przywiązują do tych rzeczy bardzo dużą uwagę. Kto ma rację? Ja nie mam zamiaru rozstrzygać.

Za to ciekawa jestem, jak u was sprawdzają się cechy mężczyzn związane z ich datą urodzenia. Czy faktycznie numerologiczna jedynka to pewny siebie i bezkompromisowy facet, a piątka – podróżnik ciekawy świata?

Jak sprawdzić, jaką liczbą jest wasz facet?

Dodajcie do siebie datę jego urodzenia. Przykładowo, mężczyzna urodzony 14.03.1976 jest czwórką. Dlaczego: 1+4+0+3+1+9+7+6 = 31, czyli 3+1 = 4

Zobacz także

Czego faceci chcą w łóżku? Punkt 9. może zaskoczyć

Tak, jestem w stałym związku, ale marzę o czymś więcej, marzę o romansie. Czy przez to jestem gorszą żoną?

Jak inaczej powiedzieć kocham?

10 innych sposobów na to, by powiedzieć kocham