Dlaczego uzależniamy się w miłości od naszego partnera

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 lipca 2018
Fot. iStock/PeopleImages
 

W zasadzie zdarza się to nam wszystkim i mężczyznom, i kobietom, niezależnie od tego, ile związków mamy już za sobą. Uzależnienie emocjonalne od partnera bardzo łatwo pomylić z miłością. Tu zależność jest dosłowna, nagle okazuje się, że ty naprawdę nie możesz bez niego żyć. Trudne staje się załatwianie prozaicznych spraw, a życiowe problemy urastają do rangi dramatów, jeśli jego nie ma w pobliżu chwilowo lub jeśli po prostu odszedł. A najważniejsze są jego potrzeby, jego zadowolenie.

Ona i on – razem od sześciu lat. Prawie nierozłączni. Jest miłość – z obu stron, jest troska i deklaracja wspólnej przyszłości.  Z tym, że on ma poza związkiem również swoje życie. Spotyka się z przyjaciółmi, chodzi na kurs językowy, wyjeżdża na regaty. Żeglarstwo to jego pasja. Co robi wtedy ona? Czeka, wyobraża sobie co on wtedy robi.  Bo to on jest jej życiem. Właściwie nie może się wtedy skupić na niczym innym niż na tym czekaniu. Nie może znaleźć sobie miejsca. Chce znów go zobaczyć, bo jego obecność przywraca jej równowagę. Ma kilka koleżanek, zwierza im się nawet z tego, co się dzieje w jej związku. Ale nigdy nie powie im tego, czego się boi najbardziej – że on kiedyś odejdzie. Dla niej wszystko się skończy. Próbowała to sobie kiedyś wyobrazić. Z drugiej strony, jest trochę tak, że w tej relacji on jest bardziej dominujący, ona bardziej uległa. On podejmuje decyzje, które ona akceptuje bez zastrzeżeń. Ufa mu bezgranicznie. Jest od niego uzależniona.

Co predysponuje nas do tworzenia aż takiej zależności od drugiej osoby? Co czujemy, gdy jesteśmy w takim związku?

Każdy z nas ma jakieś oczekiwania wobec siebie i wobec partnera. Mają na nie wpływ przekonania społeczne i kulturowe. W przypadku uzależnienia emocjonalnego, dominuje w nas przekonanie, że aby być szczęśliwym, trzeba być w związku i postawić partnera i jego potrzeby przed swoimi. Nieustannie poszukujemy związków, które nas uzupełniają, próbujemy wypełnić nasze braki. Szukamy na zewnątrz zamiast zaglądać do środka. Oznacza to, że nie możemy być wystarczająco szczęśliwi sami, że karmimy nasze lęki i że szukamy innych sposobów, aby je ułagodzić.

Jeśli nie czujemy się wystarczająco dobrzy, nie mamy w sobie miłości własnej, nie jesteśmy wolni. Ale sposób nawiązywania więzi emocjonalnych jest także  bezpośrednio związany ze sposobem, w jaki przeżywaliśmy przywiązanie do najbliższych osób (rodziców, opiekunów) w dzieciństwie. Na przykład, gdy byliśmy nadmiernie chronieni, będziemy czuli się niepewnie w dorosłym życiu i związkach i szukamy ludzi, którzy nas chronią. Jeśli nie odczuwaliśmy bliskości emocjonalnej, rozpaczliwie szukamy kogoś, kto da nam uczucie, którego potrzebujemy.

Rodzaj relacji, która łączyła naszych rodziców również wpływa na naszą skłonność do emocjonalnego uzależnienia od partnera. Jeśli w naszym  rodzinnym środowisku identyfikujemy relację dominacji i zależności, w związku, w którym można jednocześnie kochać i być wykorzystywanym, możemy przejąć tę zależność, jako nasz własny mechanizm.

Rodzaj relacji, która łączyła naszych rodziców również wpływa na naszą skłonność do emocjonalnego uzależnienia od partnera. Jeśli w naszym środowisku rodzinnym identyfikujemy relację dominacji i zależności, w związku, w którym możemy jednocześnie kochać i być wykorzystywanym, możemy przejąć tę zależność, jako nasz własny mechanizm w miłości.

W każdym razie, ideałem nie jest szukanie połowy, która nas dopełnia, ponieważ ona nie istnieje. W rzeczywistości wszyscy jesteśmy wystarczający sami w sobie i odpowiedzialni za własne szczęście. Ponadto powinniśmy stworzyć własne kryteria sposobu, w jaki chcemy budować relację z naszym partnerem. Ważne jest, aby wiedzieć, czego chcemy i czego nie chcemy w związku.

Co czujemy w związku z emocjnalnym uzależnieniem? Nie możemy być sobą. Czujemy się ograniczeni, bo naszym jedynym celem jest zadowolenia naszego partnera. Kiedy on jest niezadowolony czujemy niepokój, nieufność, poczucie winy, strach. Przeraża nas myśli, że moglibyśmy zostać sami.

Jeśli dodatkowo jesteśmy w toksycznym związku, staramy się znosić więcej niż powinniśmy: nieprzyjemne komentarze na temat naszej bezwartościowości i wyglądu, oskarżenia, wymówki, nieustanną kontrolę czy kłamstwa. Możemy nawet znosić agresję słowną i fizyczną, a idealizowanie partnera prowadzi nas do usprawiedliwienia jego zachowania.

Uzależnienie emocjonalne jest szkodliwe nie tylko dla nas samych, ale również dla naszego partnera, stając się w pewnym momencie zbyt dużym obciążeniem. Reakcją obronną staje się wycofanie, ucieczka, a nasz związek staje się więzieniem dla obu stron.

W miłości powinniśmy stawiać również na siebie, nie zapominajmy o tym nigdy. Jeśli czujesz, że nie radzisz sobie ze swoimi uczuciami, że uzależniasz się od ukochanej osoby, koniecznie poszukaj wsparcia.

 

 


Będziesz szczęśliwszy, jeśli poczujesz się… źle

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
31 lipca 2018
Fot. istock/visualspace
 

Wielu z nas uważa akceptowanie naszych negatywnych emocji za coś szkodliwego czy bezproduktywnego, szczególnie dlatego, że przeszkadza nam to w osiągnięciu upragnionej motywacji. Tymczasem negatywne emocje mogą działać jak katalizatory i zwiększać poziom adrenaliny – na przykład nerwowość w obliczu „ostatecznego” terminu może pomóc nam ukończyć zadanie na czas. Często jednak nie potrafimy odpowiednio „używać” swoich emocji tak, by były one produktywne; zamiast tego wielu z nas gubi się w tej negatywności. Trudno zaakceptować emocje – zarówno pozytywne, jak i negatywne – i pozwolić im po prostu być.

Badania wykazały, że zdolność do akceptowania negatywnych uczuć może przynieść wiele korzyści. Ci, którzy akceptują wszystkie emocje bez osądzania, są mniej skłonni do przeżywania negatywnych uczuć , rzadziej próbują tłumić mentalne doświadczenia (tłumienie może wywołać reakcję wsteczną poprzez wzmacnianie tych doświadczeń) i mniej prawdopodobne, że doświadczą negatywnych „reakcji meta-emocjonalnych „, czyli takich jak poczucie zdenerwowania z powodu złego samopoczucia. Kiedy ludzie akceptują (a nie oceniają) swoje mentalne doświadczenia, te przebiegają raczej naturalnie – i stosunkowo krócej – niż kiedy je odrzucamy, wypieramy”.

Ostatnie badanie, prowadzone przez profesora psychologii asystenta Uniwersytetu w Toronto, Bretta Forda, badało związek między akceptacją negatywnego nastawienia a dobrym samopoczuciem. Naukowcy po raz pierwszy postanowili sprawdzić, czy akceptacja negatywnych zjawisk wpływa korzystnie na zdrowie psychiczne. Około 1000 osób badanych wypełniło ankiety dotyczące ich uważności, zadowolenia z życia, objawów depresji, objawów lęku i liczby stresujących wydarzeń, które przeżyły w ciągu swojego życia.

Ford i inni naukowcy stwierdzili, że ci, którzy akceptują swoje negatywne uczucia, są bardziej zdrowi psychicznie.  Czynnikiem najsilniej związanym z dobrostanem uczestników okazało się nie życie o niskim poziomie stresu – ale zdolność bezstronnego zaakceptowania trudności życiowych i własnych negatywnych uczuć.

Jeśli chcesz być szczęsliwy, pozwól sobie czuć się źle.


Na podstawie: thecut.com


Jak wyłączyć autopilota i zacząć żyć świadomie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 lipca 2018
Fot. iStock/andreonegin

Każdego dnia chodzimy utartymi ścieżkami i często mówimy: „Rety, nawet nie wiem, kiedy minął mi dzień/tydzień/ostatni miesiąc”. Działamy na autopilocie, automatycznie wykonując codziennie czynności, zadania. Staramy się nadążyć za tempem, które narzuca nam dzisiejsze życie, nie mając czasu i siły na refleksję.

Można tak przeżyć całe życie, pod jego koniec zastanawiając się, co takiego warte było uwagi, ile wspomnień udało się nam zamknąć w prywatnej kolekcji. Jeśli się nie zatrzymamy, suma naszych życiowych doświadczeń może być smutna – ciągły brak czasu, brak priorytetów, brak dbałości o sprawy dla nas najważniejsze.

Ale jeszcze jest szansa, jeszcze jest czas, by to zmienić. Alternatywą dla naszego autopilota jest świadomość, która nie polega na byciu mądrym, choć czyni nas mądrzejszymi. Bycie świadomym obejmuje głęboką samoświadomość plus świadomość naszych relacji i otoczenia. Świadomi ludzie znają siebie, ale także nieustannie interesują się światem.

Tylko jak tę świadomość uzyskać? Pierwszym krokiem jest wykorzystanie siły introspekcji, dzięki niej możemy zbudować i nauczyć się siebie, otworzyć nasz umysł i sprawić, że autorefleksja na stałe zagości wśród naszych codziennych zajęć.

Wszystko zaczyna się od uważnego spojrzenia na karty, które zostały nam rozdane i zrozumienia, jak sobie z nimi radzić. Istnieją cztery typy kart:

  • Nasz skład genetyczny

Określa naszą fizyczną podatność na stres i choroby, a także sposób radzenia sobie z niepokojem i stresem.

  • Nasze dzieciństwo i rodzina

Wczesne przywiązania i doświadczenia z dzieciństwa są tak potężne jak genetyczny makijaż w kształtowaniu naszych relacji z innymi. Im bardziej jesteśmy świadomi, tym mniej prawdopodobne, że zostaniemy porwani w przyszłości przez przekonania i wzorce z przeszłości.

  • Dorosła przeszłość

To, co osiągnęliśmy do tej pory, jest czymś więcej niż opowiadaniem naszych życiorysów. Doświadczenia, które zebraliśmy także prowadzą do pewnych zachowań mniej lub bardziej zdrowych i reakcji na stres, które należy zrozumieć, zanim staną się instynktowne.

  • Nasza osobowość

Aby wzmocnić samoświadomość, musimy zrozumieć nasze głęboko zakorzenione przekonania i osobiste historie, które mówią nam o tym, kim jesteśmy i jak wygląda nasze życie.

I kiedy już poznamy siebie, możemy wyjrzeć poza granice naszych własnych doświadczeń i szukać nowych sposobów myślenia, nowych rozwiązań. Co nie jest łatwe, ale jest do zrobienia.

Po pierwsze, choć może to brzmieć sprzecznie z nasza intuicją: sprawdź czy nie masz skłonności do nadmiernego optymizmu.

Po drugie, zrozum, że rozwijanie umysłu jest jak otwieranie drzwi światu wolnemu od zniekształceń. Proste myślenie „albo albo” nie odzwierciedla dzisiejszych realiów z gotowymi rozwiązaniami. Jeśli jednak jesteśmy świadomi tworzymy więcej możliwości wyboru, mając w głowie często sprzeczne ze sobą pomysły.

Po trzecie, ważna jest różnorodność. Bycie świadomym to pozwolenie sobie na eksperymenty, na rozwiązania, pomysły, które wcześniej nawet by nam nie przyszły do głowy

Dlatego tak ważne jest nauczenie się bycia jednocześnie optymistą i realistą. Właśnie to pozwala nam być uczciwymi w życiu, które spędzamy w luce – między obecną rzeczywistością a pożądaną przyszłością. Jeśli jesteś świadomy siebie i swojego życia, będziesz szukał sposobów na dotarcie do wymarzonego celu, a nie tylko o nim myślał i był rozczarowany światem i sobą.

Kiedy wyłączamy autopilota i stajemy się gotowi na zmiany, pytamy siebie:

  • Czy żyję swoim życiem?
  • Czy dokonuję świadomie swoich własnych wyborów?
  • Czy dążę do realizacji celów, marzeń?
  • Czy moje marzenia są naprawdę moimi?

Świadomość ma jedną niezwykle istotną zaletę – pozwala uwolnić moc w sobie, stanąć na nogi i podjąć ryzyko. Bo już wiesz, co potrafisz, jakie są twoje umiejętności, co jest dla ciebie najważniejsze. Teraz tylko wystarczy zrobić krok do przodu i żyć swoim prawdziwym życiem, a nie tym zaprogramowanym na autopilocie.


inspiracja: Psychocentral

 


Zobacz także

Kobiety. Ciche bohaterki. Wojowniczki dnia codziennego

Kochaj i bądź szczęśliwa

Odchodzenie jest najtrudniejsze, kiedy nie masz swojego potwora… Gdy musisz zmierzyć się z własną decyzją