Paulina Hebel: I tego mi brakuje, tego mojego pędu. Tej świadomości, że wiem, co robię, że decyduję o swoim życiu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 stycznia 2016
Fot. Screen z programu Dzień Dobry TVN
 

– Zawsze byłam dosyć nerwowa, porywcza, a teraz mało jest rzeczy, które mogłyby wyprowadzić mnie z równowagi. Widzę dużo więcej. Widzę, że jakaś para kłóci się na przystanku, że ktoś się gdzieś spieszy, że ludzie gonią. I myślę sobie: „Człowieku po co ci to, za chwilę, może cię tu nie być”. Ja też byłam zdrowa. I nigdy nie myślałam, że mogłabym w głowie mieć guza.

Siedzą we dwie na kanapie. Brunetka i blondynka. Jedna w bluzie, włosy wysoko związane, słodzi kawę blondynce – krótkie włosy, owinięta w koc. – Straciłam węch, piję tę kawę, ale jej nie czuję. Odróżniam tylko smaki: słodkie, słone i ostre. Ale już się przyzwyczaiłam, z tym da się żyć. Są nawet plusy, bez problemu korzystam z publicznych toalet – mówi blondynka, Paulina. Jej krótkie włosy nie są efektem wymyślnej fryzury. Pól roku temu u Pauliny Hebel wykryto czaszkogardlaka. Guza występującego bardzo rzadko.

Paulina: Bolała mnie głowa. Lekarz mówili, że to od kręgosłupa. W lipcu na obozie z dziećmi wymiotowałam, a ból głowy był nie do zniesienia – jakby zatrucie. Po powrocie lekarka wysłała mnie do szpitala na prześwietlenie głowy.

Patrycja (brunetka): W szpitalu zjawiłam się zaraz po telefonie Pauliny. „Mam coś w głowie, będą mnie operować”. Płakała. Lekarz, który przyszedł z wynikami prześwietlenia powiedział, że jeśli to guz złośliwy – daje Paulinie trzy tygodnie życia. Tak po prostu. Bezpośrednio.

Znają się od pięciu lat. Paulina mówi, że wiele zawdzięcza Patrycji, że ta popchnęła ją do zmian, do działania. Razem pracują, prowadzą zajęcia z zumby. Teraz Patrycja prowadzi zajęcia sama, czeka na Paulinę, nikogo nie wzięła, by ją zastąpił.

Paulina: Nie wiem, za co ona mnie właściwie lubi. Wiedziałam, że to jest przyjaźń, ale nie myślałam, że aż taka. Co wieczór się zastanawiam, jak się jej odwdzięczę.

Patrycja: Wystarczy, że wyzdrowiejesz.

To Patrycja poruszyła niebo i ziemię, by pomóc Paulinie i jej rodzicom. Kiedy okazało się, że potrzebne będą pieniądze na dalsze leczenie. Jej mieszkanie pełne jest rzeczy przeznaczonych na licytację.

Patrycja: Nie mogłabym inaczej. Miałam załamać ręce? Wolę działać. Zaskoczyła mnie reakcja ludzi. Dostaję wiele rzeczy do licytacji od obcych ludzi. W Kielcach Olga co niedzielę prowadzi charytatywne zajęcia, z których dochód przeznaczony jest dla Pauliny. W Elblągu, rodzinnym mieście Pauliny, działa aktywnie bardzo Kasia. W Warszawie Sylwia z Kasią organizują koncert charytatywny. Pomagają znajomi Pauliny z Bitwy na Głosy, między innymi nagłośnić całą akcję. Nie sposób wszystkich wymienić.

Paulina: Nie zapominaj o twoim facecie, jemu też bardzo dziękuję. I jeszcze Kasia, która jest na Cyprze. Jest mi bardzo ciężko z tym. Nie umiem powiedzieć: „Tak, pomagajcie mi”. Byłam przyzwyczajona, że to ja coś daję, a nie, że dostaję. A tu tyle ludzi… Nie myślałam, że tyle dobroci mnie spotka.

Pobyt w szpitalu pamięta jak przez mgłę. Najpierw wszystkiego się bała, a z czasem zobojętniała na to, co się dzieje. Szczegóły pamięta Patrycja. Była przy Paulinie cały czas.

Paulina: Ja mam taki system, że jak coś się zaczyna, to musi się też skończyć. Wiedziałam, że muszę ten szpital przetrwać. Że to nie będzie trwać wiecznie. Kiedy mnie wypisano, myślałam tylko o tym, że już wychodzę. Leżąc w szpitalu nie podejrzewałam, że to wszystko się tak rozwinie, że czeka mnie jakaś zbiórka pieniędzy. Myślałam, że wyjdę i to koniec. Już po wszystkim. Okazało się jednak zupełnie inaczej.

Patrycja: Na początku lekarze nie zdecydowali się na operację. Było zbyt wysokie ciśnienie w czaszce. Założono Paulinie dren. Po trzech tygodniach, gdy wróciła do szpitala okazało się, że guz urósł dwukrotnie. Od razu zdecydowano o operacji.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Lekarze usunęli znaczną część guza. Ale nie jego całość. Usadowił się na skrzyżowaniu nerwów wzrokowych. Zbyt duże ryzyko. Nieoperacyjny. Ale nadal rośnie.

Patrycja: Niosłam Paulinę do domu na rękach. Taka była słaba. Po kilkunastu godzinach wróciła do szpitala w bardzo złym stanie, bo lekarz nie przepisał jej leków. Nikt nic nie powiedział o radioterapii. Mama Pauliny dowiedziała się przypadkiem. Udało się załatwić. Lekarze dziwili się, że tak późno Paulina trafiła na tę chemię. Dobrze, że w ogóle trafiła

Paulina: Pogorszył mi się wzrok. Jestem jak chodząca bomba zegarowa. Każdy ból głowy to dla mnie wielki stres: czy stracę przytomność, wzrok, czy coś złego się stanie?

Śmieje się, że najgorsze w tej chorobie jest to, że przytyła 20 kilogramów. Mówi, że pewnie zorganizuje jakąś kampanię przeciw otyłości, jak już wyzdrowieje. I te włosy. Trudno jej pogodzić się z ich stratą.

Paulina: Dzisiaj jestem zmęczona, mam bardzo mało sił. Zupełnie jak nie ja, zawsze tryskałam energią. Rozleniwiłam się, zawsze miałam problem z porannym wstawaniem, ale to nie był aż tak duży problem… Mogę spać teraz cały dzień i to mnie przeraża.

Patrycja myje podłogę, krząta się po mieszkaniu. Czasami powie coś zabawnego dla rozładowania sytuacji.

Patrycja: Ile razy Paulina mnie ratowała, był taki okres, kiedy nie miałam, gdzie mieszkać, ona mnie przygarnęła. Zawsze mogłam na nią liczyć. Musi wrócić do formy, bo nie będę sama harować za nas dwie. Nie ma mowy o żadnym odchodzeniu. Bo jak ja nie dam rady, to kto zostanie?

Paulina: Patrycja jest wszystkim. Bez Patrycji nic by nie było. Ja, moi rodzice bez niej nic byśmy nie zrobili. Nie wiem, jak jej za to wszystko podziękuję.

Patrycja denerwuje się, kiedy poruszany jest temat wdzięczności. Dla niej to oczywiste pomóc przyjaciółce. A przecież mogłaby uciec, jest młoda. Tak rzadko potrafimy być blisko z kimś, kto tak bardzo potrzebuje naszej pomocy.

Paulina: Brakuje mi spokoju, normalności. Tego, że wstaję rano, mam swój plan, że pójdę do pracy, ugotuję obiad, spotkam się z Patrycją i nie będę z nią rozmawiać o zbiórce pieniędzy dla mnie. Brakuje takiego zwykłego spotkania z ludźmi, żeby porozmawiać o czymś innym, nie o leczeniu. Normalnego życia, wiedzy, że wiem, gdzie mieszkam, gdzie pracuję, gdzie jest moje miejsce. Miałam to wszystko, teraz nie mam nic – pracy, swoich pieniędzy. Miałam plany na przyszłość, bardzo dużo rzeczy chciałam robić. Dzieliłam swoją pasję między muzyką a sportem. Nigdy nie umiałam wybrać jednej z nich. I tego mi brakuje, tego mojego pędu. Tej świadomości, że wiem, co robię, że decyduję o swoim życiu.

Wraca chłopak Patrycji. Robi dziewczynom obiad. Za chwilę ważny dzień – koncert charytatywny dla Pauliny. Patrycja liczy, że uda się z niego zebrać sporą kwotę na leczenie przyjaciółki.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Paulina: Co zrobię, jak wyzdrowieję? Założę fundację. W końcu mam z kim.

Jedynym leczeniem, które pozwoli całkowicie usunąć nieustannie rosnącego guza Pauliny jest protonoterapia. To naświetlanie protonami, które odbywa się w Niemczech i Francji. Czas odgrywa tu ważną rolę. Czaszkogardlak to guz, w przypadku którego trudno określić, jak szybko rośnie. Wiadomo, że przez ostatnie miesiące ta część, która została w głowie Pauliny urosła kilka milimetrów.

Patrycja: Koszt leczenia to od 16 do 65 tysięcy euro. Wysłaliśmy już dokumentację Pauliny do Monachium. Prawdopodobnie do piątku dostaniemy od nich odpowiedź, w której określa dokładną kwotę. Biorąc pod uwagę wielkość guza Pauliny oraz fakt, że rośnie, koszt leczenia może być znacznie wyższy. Może wynieść nawet pół miliona złotych…


Dzisiaj, tj. 26.01 odbywa się koncert charytatywny dla Pauliny. Zaśpiewa dla niej wielu znanych artystów.

Pomóc Paulinie możecie biorąc udział w licytacjach organizowanych przez Patrycję: Cały Świat LICYTUJE dla Pauliny Hebel <3 – AUKCJE CHARYTATYWNE

Paulina Hebel jest także podopieczną Fundacji „Dary losu” Ryszarda Rynkowskiego.

Paulina: Wiem, że dużo ludzi prosi o pomoc. Teraz ja nad każdą pojawiającą się prośbą w internecie zatrzymuję się, czytam te historie i myślę o człowieku, który za nią stoi…


Kobiece sekrety ochrony intymnej

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
26 stycznia 2016
Fot. iStock / verabonsai
 

Mamy swoje małe tajemnice, bardzo kobiece sekrety –  nie mylcie z ich tabu,  bo nasza intymność już dawno nie powinna zawstydzać. Nasza intymna kobiecość, to coś wyjątkowego i wymaga szczególnego traktowania. Zwłaszcza, jeśli zależy Ci na tym, by była powodem radości, a nie utrapienia.

Jak w pełni cieszyć się z bycia kobietą? Chronić z kobiecą troską i delikatnością. Poznaj 5 kobiecych sekretów ochrony intymnej.

1. Intymny zen, czyli dostarcz ciału oręż

Jak to w przyrodzie bywa, najważniejsze to nie przeszkadzać naturze. Zazwyczaj okazuje się, że nadgorliwością więcej możemy zepsuć niż naprawić. I dokładnie ta sama zasada obowiązuje poniżej pasa. Jeśli pomożesz swojemu ciału dobrze funkcjonować, odwdzięczy Ci się z nawiązką.

Równowaga ekosystemu pochwy jest tutaj najważniejsza. Stanowi pierwszą i najważniejszą barierę w kontakcie ze szkodliwymi drobnoustrojami. Jednak jest na tyle delikatna, że bardzo łatwo ją zakłócić. Rozwiązanie na szczęście jest dość proste i dostępne od ręki – specjalnie wyselekcjonowane probiotyki ginekologiczne.

Zazwyczaj to jedna kapsułka dziennie, zupełnie nie utrudniająca nam życia, a w mniej miliony pożytecznych pałeczek kwasu mlekowego. O ile często przy suplementacjach różnego typu zastanawiamy się, czy nie lepiej dostarczyć ciału pewnych składników naturalnie – tutaj odpowiedź jest prosta: nie załatwimy tego miską brokułów i kubkiem jogurtu, po prostu nie wystarczą bakterie mleczarskie by na dłużej się ochronić. A bardzo wiele codziennych czynności osłabia naszą ochronną tarczę intymną. Probiotyki: tak. Tylko  pamiętaj szczepy bakterii powinny być „dobrane” do konkretnej polskiej mikroflory, dobrze przebadane, bardzo skuteczne.

2. Ubierz się dobrze

Dobrze czyli jak? Tu wracamy do kwestii bielizny, bo skoro równowaga jest już zaopiekowana, pora pomyśleć, jak tego nie zepsuć?

Komfortowa bielizna, przewiewna i z naturalnych tkanin. Niestety – a może „stety”. Stringi zakładajcie raczej okazjonalnie, a nie na cały, długi dzień. Sprzyjają infekcjom intymnym, jest w nich ciasno i hermetycznie, dodatkowo paseczek między pośladkami może sprzyjać migracji niebezpiecznych bakterii i grzybów. Nie oznacza to, że od dziś wszystkie kobiety powinny chadzać w babcinych majtasach. Ale wybierając bieliznę, kierujcie się nie tylko jej wyglądem. Można kupić seksowną i porządną bieliznę – z bawełny (ba! Nawet organicznej).

A na noc? No cóż, bądź wolna jak ptak. Nic tak nie poprawia samopoczucia (również intymnego) jak brak ograniczeń. Śmiało zdejmuj na noc majtki.

3. Pielęgnuj ze spokojem

Tu bardzo często sobie nieświadomie szkodzimy. Higiena, czystość i świeżość, nie powinna być tożsama ze sterylnością. Irygacje – nie, nie, nie! Chyba, że twój ginekolog zleca Ci szczególną kurację leczniczą – ale wtedy jeszcze bardziej powinnaś zadbać o odbudowę naturalnej flory bakteryjnej za pomocą probiotyków doustnych i dopochwowych. Bez tego walka jest z góry przegrana.

Codzienna higiena nie może być agresywna. Mit szarego mydła, powinien już dawno odejść do lamusa, mydło podwyższa pH i niszczy ochronne Lactobacillis. Wybieramy specjalistyczne hipoalergiczne kosmetyki do higieny intymnej – dlatego, że pH okolic intymnych różni się od pH naszej skóry i tak powinno pozostać. Nie zakłócajmy tego. Dodatkowo żele i emulsje do higieny intymnej dzielą się na te wspaniałe i te „takie sobie”. Wspaniałe, gdy nie dość, że myją, dbają o pH, wzmacniają zbawienne Lactobacillus, niszczą chorobotwórcze bakterie i grzyby

I tu znów, podczas wyboru możemy śmiało wymagać: 0% konserwantów, barwników, SLES, SLS, mydła. Świetnym produktem jest prOVag® emulsja. Mogą ją stosować alergicy, kobiety w ciąży i małe dzieci.

I jeszcze dobra rada, zrezygnuj z gąbek i myjek – to prawdziwa kolonia dla drobnoustrojów.

4. Seks? Na zdrowie!

Nie tylko radość płynie z seksu, ale i możliwość złapania swędzącego problemu. Niestety podczas zbliżenia możemy przejąć trochę niechcianych gapowiczów, patogeny – które z zwyczajnych warunkach wydają się być nieszkodliwe, w momencie osłabienia ekosystemu pochwy – zaczynają sobie używać, bez żadnych przeszkód.

Powodów jest kilka. Jeśli nie stosujemy prezerwatyw, zachodzi większe ryzyko wystąpienia infekcji intymnej. Po pierwsze, partner zwyczajnie może na swoim ciele przenieść patogeny. Po drugie nasienie nie ma kwaśnego pH – co wpływa na obniżenie kwasowości w środowisku pochwy, a tym samym osłabia nieco naturalną barierę ochronną. Po trzecie, antykoncepcja hormonalna. Doustna czy wewnątrzmaciczna antykoncepcja hormonalne może prowadzić do zaburzenia równowagi mikrobiologicznej pochwy. A gdy wszystko nie działa jak w zegarku – o infekcje bardzo łatwo.

I tu znów rada jest bardzo prosta. Zabezpiecz się stosując – probiotyki i odpowiednią higienę intymną, która będzie nie tylko myć ale i chronić. Pamiętaj również, że jeśli przechodzisz infekcje intymną twoje ciało jest osłabione – a co za tym idzie bardziej podatne na wszystkie inne ataki okolic intymnych przez bakterie, wirusy i grzyby.

5. „Zabierz” twarz do kosmetyczki, a pochwę do ginekologa

Bez wymówek, regularnie. Zawsze. Nawet, gdy uważasz, że nic Ci nie dolega. I nie zapomnij o cytologii raz  w roku – to twój obowiązek wobec samej siebie (i bliskich Ci osób).  Regularne kontrole u ginekologa pozwalają w porę zaradzić wielu poważnym problemom.

Jeżeli odczuwasz dyskomfort, świąd, pieczenie lub zauważyłaś, że wydzielina z pochwy zmieniła swoją barwę lub nieprzyjemnie pachnie – umów się od razu na wizytę. A zanim na nią dotrzesz możesz bez recepty zastosować naturalną kurację, która złagodzi nieprzyjemne objawy i przyspieszy proces leczenia. Sięgnij po po szybko działający probiotyk inVag.  Następnie zastosuj kurację  odbudowującą i wzmacniającą naturalną równowagę czyli  system prOVag® – znajdziesz emulsję do mycia, probiotyk doustny,  żel na okolice intymne , który przynosi ulgę i pomaga zwalczyć bakterie i grzyby. Prepartay prOVag zostały uznane za najlepsze preparaty na problemy intymne, nagrodzone Nagrodą Zaufania Złoty Otis 2015.

Dobre, bo dopasowane!

Do pełnej ochrony zdrowia intymnego  zespół ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego poleca system profilaktyczno-terapeutyczny, złożony z produktów najlepiej dopasowanych do polskiej mikroflory i najlepiej przebadanych na Polkach.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dowiedz się więcej www.provag.info


Artykuł powstał we współpracy z marką ProVag


6 rzeczy, które musisz zrobić przed 10 rano, by dobrze zacząć dzień

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 stycznia 2016
5 błędów, które popełniasz jeszcze przed 10-tą rano
Fot. iStock / tomsza

Jak dobrze zacząć dzień? Przede wszystkim obudzić się z przeświadczeniem, że obojętnie co nastąpi, jutro znowu wzejdzie słońce. Że masz już wiele, że sporo zawdzięczasz samej sobie. Wiem, są dni kiedy to jest bardzo trudne, kiedy sam głębszy oddech, postawienie stopy na podłożu innym niż łóżko wydają się niewykonalne. Dlatego warto pielęgnować w sobie pewien poranny rytuał wstawania. Kilka czynności, które wykonasz zanim na dobre rzucisz się w wir codziennych obowiązków.
Załóż więc sobie, że powiedzmy do 10 rano:

1. Znajdziesz chwilę, żeby się zatrzymać

Mimo, że dopiero co wstałaś. Może przy porannej kawie lub zielonej herbacie znajdziesz moment dla siebie. Usiądź wygodnie i oddychaj głęboko, aż poczujesz się spokojniejsza. Najlepiej gdyby to była twoja pierwsza czynność zaraz po przebudzeniu. Nie sprawdzaj maili i Facebooka, nie włączaj od razu wiadomości w radio. To jest twoja chwila na zasłuchanie się w ciszy, zanim wstanie cały dom.

2. Pomyśl o tym, co masz

O tym, za co możesz być wdzięczna. Taka krótka refleksja pomoże ci przypomnieć sobie jakie masz w życiu priorytety i z właściwym nastawieniem zabrać się za domowe i zawodowe obowiązki. To twoja zbroja, w której o wiele łatwiej będzie ci podejmować wyzwania, jakie szykuje ci ten dzień.

3. Ustal plan dnia

I w miarę możliwości, staraj się go realizować. Podstawową zasadą powinno być dla ciebie „im mniej tym lepiej”. Zakładaj możliwe do zrealizowania cele, a sprawy priorytetowe umieszczaj na początku listy jako pierwsze do załatwienia. Tak samo postępuj z zadaniami, które wydają ci się danego dnia najtrudniejsze. Sukces podbuduje cię i wzmocni na dalszą część dnia. A ewentualna porażka zmotywuje (dąż do tego!) do większej lub bardziej efektywnej pracy.

4. Wykonaj kilka prostych ćwiczeń fizycznych

Od razu poczujesz się lepiej. Przyspieszony oddech i szybsze krążenie krwi pomogą ci się pozbyć ewentualnego uczucia senności i… zmęczenia spowodowanego niewyspaniem. Czasem będzie ci naprawdę ciężko zabrać się za taką aktywność fizyczną- wtedy spróbuj rozciągania, elementów strechingu lub jogi.

5. Posprzątaj

Nie, nie chodzi o generalne porządki, mycie okien i odkurzanie kotów spod szafek. Pościel łóżko, sprzątnij naczynia ze stołu po śniadaniu. W łazience powieś ręcznik, a wychodząc wyrzuć śmieci. Pomyśl o tym, że po całym dniu pracy i pogoni „za czymś” przyjemnie będzie ci wrócić do domu, do „twojego” miejsca na ziemi, w którym nie panuje chaos. Pierwszym wrażeniem (nawet jeśli miało by być pozorne) powinien być tu ład i spokój.

6. Wykrzesaj z siebie odrobinę optymizmu

Na początek „odrobina” wystarczy. Pozytywna energia ma to do siebie, że jest zaraźliwa i ma zdolność mnożenia się :). Niech twoja szklanka będzie więc zawsze w połowie pełna, a na twarzy od rana gości uśmiech. Nie od dziś wiadomo, że odpowiednie nastawienie to połowa sukcesu!

Pora się zbierać: wyjść z domu, załatwić mniej lub bardziej ważne sprawy, zmierzyć się z wyzwaniami codzienności. Sprawdź, czy nie będzie ci łatwiej, jeśli zastosujesz te kilka elementów porannej rutyny. Miłego dnia!


Zobacz także

Wyjdź i się rozejrzyj. Bo żyć zaczniesz wtedy, kiedy zrozumiesz, że tylko z ludźmi

12 filmów o pokonywaniu siebie, które musisz zobaczyć

12 filmów o pokonywaniu siebie, które musisz zobaczyć

7 pytań, które każdy z nas powinien chociaż raz w życiu sobie zadać i… szczerze na nie odpowiedzieć