Porzuć swoje słabości. Nie pozwól, by one rządziły twoim życiem i decydowały o szczęściu

Anika Zadylak
Anika Zadylak
15 lutego 2017
Fot. iStock/gruizza
Fot. iStock/gruizza

Słabości miewamy wszyscy. Mniejsze lub większe, te, z którymi radzimy sobie całkiem nieźle oraz te, które spędzają nam sen z powiek. Pokonywanie ich zależy od wielu czynników. Przede wszystkim od siły charakteru, naszego samozaparcia i skali problemu, z jakim przychodzi nam się zmierzyć. Ale najważniejsze jest nasze „chcenie”, fakt, czy słabości doskwierają nam na tyle, że chcemy się z nimi rozprawić i pożegnać. Łatwo mówić, trudniej zrobić? Nie, jeśli zrozumiemy, że każdy z nas posiada wewnętrzną siłę, która zazwyczaj pojawia się, gdy jesteśmy przyparci do muru. A gdyby tak jej posiadanie uświadomić sobie już na starcie i sprytnie wykorzystać? Choćby metodą małych kroków? Efekty, mogą nas zaskoczyć. I to bardzo pozytywnie. 

1. Stawiajmy sobie małe cele

To bardzo wzmacnia naszą wolę, a ta czym silniejsza, tym łatwiej pokonywać później też inne trudności. Słodycze są zmorą większości z nas, bo kto nie lubi ciasteczka lub czekoladki do kawy. Albo deseru po obiedzie. I nie ma w tym niczego złego do momentu, aż stają się one naszym nałogiem i powodem wprowadzania diet albo szaleństwa, gdy nie mieścimy się w kolejną kieckę. Zacznijmy od jednego dnia bez czegoś słodkiego. Przecież to tylko kilka godzin, za to wieczorem – ogromna satysfakcja, że się udało. Pierwszy, mały cel osiągnięty, czas na kolejne, bo żelazo trzeba kuć póki gorące.

2. Podnośmy poprzeczki

Skoro pierwsza próba była udana dlaczego, nie spróbować kolejnej? Bo jeśli wczoraj udało się bez „ciastka”, to dlaczego dziś miałoby być inaczej? Pokusy są nieuniknione, ale jeśli nie spróbujemy z nimi zawalczyć, to nigdy się nie dowiemy, czy faktycznie, są aż tak silne. Warto tylko pamiętać, że każdy przypadek jest indywidualny i cel nie może przerastać naszych możliwości, bo to nas tylko zniechęci. A przecież mamy nad sobą pracować, a nie rezygnować tylko dlatego, że coś nam nie wyszło już na samym początku.

3. Podejmujmy wyzwania i nie zniechęcajmy porażkami

Zrób listę słabości, z którymi jest ci zwyczajnie nie po drodze. Które najbardziej ci przeszkadzają i na których eliminacji, zależy ci najmocniej. Zacznij od najważniejszej, bo jej pokonanie da ci energetycznego kopa do tego, żeby rozprawić się z całą resztą. A jeśli się nie uda? Spróbuj jeszcze raz, nie pokazuj, że coś jest silniejsze od ciebie. Przyznanie się do tego jest automatyczną porażką. A przecież tylko żmudną i długą pracą osiągniemy upragniony cel. Porażki, mają nas motywować i pokazywać, że to tylko potknięcia. Jak szybko się z nich podniesiemy i przejdziemy do działania, zależy już tylko od nas samych.

4. Akceptujmy to, czego zmienić nie potrafimy

A co jeśli nie udaje się po raz kolejny, choć staramy się jak tylko możemy? Wtedy warto przyjrzeć się temu, z czym walczymy i zastanowić, czy nie ma innej metody. A może tak nauczyć się nad nimi panować? Sprawić, żebyśmy to my zaczęli nimi rządzić. I zamiast codziennego batonika i pączka, lody raz w tygodniu. I nie popadajmy w paranoje, bo wtedy sama silna wola nie wystarczy i nie obędzie się bez wizyty u psychologa. To, że od czasu do czasu zdarzy  nam się ulec, nie oznacza przegranej. Małe słabostki, mogą być przecież… przyjemnościami.

Najważniejsza jest świadomość. Przyznanie się do tego, że słabości nami rządzą, że przeszkadzają, że nie pozwalają funkcjonować tak, jakbyśmy tego chcieli, to połowa sukcesu.  A podjęcie walki i próbowanie ich pokonania, to zwycięstwo.


Ciąża po trzydziestce nie taka straszna, jak ją malują? Nowe badania łamią utarte stereotypy

Karolina Krause
Karolina Krause
15 lutego 2017
Fot. iStock/Mkovalevskaya
Fot. iStock/Mkovalevskaya

Od lat lekarze specjalizujący się w diagnostyce prenatalnej, ramię w ramię z naszymi matkami i babkami, wbijają nam do głowy, że „dziecko, to najlepiej przed trzydziestką”, strasząc nas przy tym negatywnymi konsekwencjami późnej ciąży. A jednak średni wiek urodzenia dziecka, zarówno w Polsce, jak i na świecie, stale rośnie. Czy rzeczywiście wiek matki w momencie zajścia w ciążę, ma tak istotne znaczenie, jeśli chodzi o powodzenie ciąży i zdrowie dziecka?

Badacze z Wielkiej Brytanii donoszą, że dane, na których opierano się do tej pory w trakcie kreowania społecznej presji na posiadanie dziecka przed ukończeniem 30 roku życia, są dziś nieaktualne. Ich nowe badania dowodzą bowiem, że wiek matki prawdopodobnie nie ma tu większego znaczenia. Co więcej, okazuje się także, że dzieci starszych matek częściej odnoszą sukcesy zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym, niż te urodzone przez kobiety przed trzydziestką.

Zdaniem badaczy z Londyńskiej Szkoły Ekonomii i Politologii (LSE) oraz Instytutu Badań Demograficznych imienia Maxa Plancka (MPIDR) ważniejszym predyktorem w kwestii posiadania zdrowego potomstwa jest kondycja kobiety w momencie zajścia w ciąże.

W ciągu ostatnich 40 lat ogólna sytuacja kobiet po trzydziestce uległa radykalnej zmianie, co przełożyło się na poprawę ich kondycji fizycznej i psychicznej. W przeszłości późne macierzyństwo wiązało się bowiem dla kobiety z gorszą sytuacją finansową, większą ilością dzieci, a przez to ogólnie niższą jakością życia. Dziś kobiety decydujące się na posiadanie dziecka po 30-tce są w większości lepiej wyedukowane, bardziej świadome i stabilne finansowo, a przez to mniej skłonne do podejmowania szkodliwych działań w trakcie ciąży.

Dlatego, mimo że wiek kobiety w momencie zajścia w ciążę do pewnego stopnia ma swoje znaczenie, nie jest to jedyny czynnik, który może zaważyć na jej powodzeniu.

Wnioski z tych badań mogą przynieść ulgę wielu przyszłym mamom. Bo choć nie możemy już odwrócić czasu, zawsze możemy lepiej zadbać o swoje zdrowie.


 

Źródło: mindbodygreen.com


Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś źle. 3 najbardziej motywujące zdania, które zmienią twój sposób myślenia

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 lutego 2017
Fot. iStock/kieferpix
Fot. iStock/kieferpix

Niektóre fakty w naszym życiu powinniśmy przyjmować tak, jak do nas przychodzą, bez analizowania i rozpamiętywania. Są momenty, w których jedynie akceptacja tego co się wydarzyło, przyniesie nam wewnętrzny spokój, choć nie zawsze dochodzimy do tej świadomości od razu. Zawsze wtedy warto sobie przypomnieć te 3 prawdy o życiu, które sprawią, że jesteśmy bardziej zmotywowani.

1.Każdy odczuwa czasem niepewność, nie jesteś w tym uczuciu odosobniony 💔

Czy w sprawach zupełnie błahych, czy jeśli chodzi o poważne problemy, trawią nas wątpliwości: niezależnie od tego ile mamy lat, jakie doświadczenie za sobą i jak pokaźne konto w banki. Nasz umysł potrafi utkać z naszych myśli najbardziej niedorzeczne lęki, nieuzasadnione obawy. Każdy czasem jest czegoś niepewny, niezależnie od swojego statusu materialnego, wiedzy i umiejętności. Każdy z tego powodu cierpi, nie jesteś sam. Wszyscy jesteśmy ludźmi, podatnymi na błędy i wewnętrzne niepokoje. Zaakceptuj to i idź, dalej.

2. Będziesz bardziej żałować rzeczy, których nie zrobiłeś, niż rzeczy, które zrobiłeś źle 😒

Mark Twain powiedział kiedyś: ” Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś źle.”. Jest w tym powiedzeniu niezaprzeczalna prawda – jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz… Ryzyko jest wpisane w nasze dążenie do osiągnięcia stanu szczęścia – i w miłości, i w życiu zawodowym.

3. Jeśli coś przychodzi ci zbyt łatwo, prawdopodobnie nie jest warte zachodu 💪

Jeśli zdobędziesz Mount Everest, nie porównujesz tego doświadczenia do spaceru w parku. Wyzwaniem jest przekraczanie swoich granic, poznawanie swoich możliwości, a nie – pilnowanie swojej strefy komfortu. Nie odczujesz, jak twoje poczucie wartości wzrasta, kiedy zamiast podejmować wyzwania, rozwijać się, spędzisz całe życie na kanapie.

Ale to nie oznacza oczywiście, że zostając całe życie na kanapie, nie możesz osiągnąć szczęścia. Każdy z nas jest przecież inny. Najważniesze to, by nie bać się żyć, nawet jeśli to życie bez planu.


Na podstawie: lifehack.org


Zobacz także

Fot. Pixabay/ / CCO

Mamo, chciałabym, żebyś mnie akceptowała. Dlaczego to za dużo?

Fot. iStock / Central IT Alliance

„Mówisz, że on w te święta odejdzie od żony. A ja ci mówię, żebyś w końcu oprzytomniała, droga przyjaciółko”

życiowego kryzysu

Nie ma takiego kryzysu, którego się nie da pokonać