Depresja ma swój styl… Po tych słowach można poznać kogoś, kto się z nią zmaga

Redakcja
Redakcja
29 maja 2018
Dzień dobry, nazywam się depresja. Przycupnę sobie tu na fotelu. Dziękuję, nie chcę kawy ani herbaty
Fot. iStock / Alexandra Thompson
 

Depresja jest częstą chorobą, która na swoje ofiary wybiera osoby w różnym wieku i różnej płci, choć dwa razy częściej dotyka kobiet. Nigdy nie ma pewności, że dumnie krocząc przez życie, nie poddamy się jej ciężarowi. Na depresję cierpi kilkanaście procent populacji osób dorosłych, więc nie sposób jest nie zauważać, czy bagatelizować to zjawisko.

Objawy mogą być różne. Najczęściej wymienia się utratę radości życia i odczuwania przyjemności, ograniczenie aktywności życiowej, stopniową utratę dotychczasowych zainteresowań, trudności w podejmowaniu różnych czynności i działań, napływające czarne myśli, które trudno jest od siebie odsunąć, lęk, zaburzenia snu. To oczywiście nie wszystko, ponieważ większość z pojawiających się sygnałów różni się od siebie w zależności od indywidualnych predyspozycji czy nasilenia choroby.

Depresja objawia się w piśmie i w mowie

Wiele osób próbuje tuszować problem, zakładając maskę, która potrafi zmylić nawet bliskich. Ale mimo tych starań można zauważyć subtelne sygnały istniejącego problemu.

Naukowcy dokonali porównania języka używanego przez osoby z depresją oraz zdrowe. Wyłapali dzięki temu charakterystyczne zwroty i słowa, które pojawiają się najczęściej w mowie i piśmie osób cierpiących na depresję.

3 rzeczy, które wyróżniają osoby z tendencją do stanów depresyjnych  

Negatywnie nacechowane przymiotniki — u osób obarczonych depresją znacznie częściej niż u innych pojawiają się słowa takie jak: smutno, źle, niepowodzenia, samotny, niezrozumiany, niechciany,

Zaimki w pierwszej osobie — osoby depresyjne używają więcej zaimków w pierwszej osobie — ja, mój, a zdecydowanie rzadziej — my, nasze, oni. Może to wskazywać na tendencje do skupiania się na sobie i swoich problemach, a nie na innych, stąd częste wycofywanie się z relacji z otoczeniem.

Słowa kategoryczne (absolutne) — słowa takie jak jak zawsze, nic, nigdy, kompletnie, absolutnie, wszystko są chyba najmocniejszym wyznacznikiem istnienia depresji. Wynikają one z pesymistycznego postrzegania rzeczywistości, traktowania wielu sytuacji w ramach ostateczności, końca. Na forach dla osób z myślami samobójczymi pojawiało się o 80% więcej słów kategorycznych niż w grupie kontrolnej.

źródło:  psychiatria.mp.pl, www.psychologiawygladu.pl


5 nieoczywistych oznak, że nie jesteś w formie

Redakcja
Redakcja
29 maja 2018
Fot. iStock/stock-eye
 

Co to znaczy być w formie? Każdy być może ma na to własną teorię, ale najczęściej myślimy o tym w kontekście zgrabnej figury, sprawności fizycznej i energii do działania. Jeśli pewne elementy nie spinają się ze sobą, trzeba się zastanowić, gdzie coś ważnego nam uciekło i co zrobić, by znów wrócić do formy.

5 nieoczywistych oznak, że nie jesteś w formie

1. Nie możesz zasnąć

O dziwo kłopoty z zaśnięciem i głębokim, relaksującym snem, często są efektem braku aktywności fizycznej. Organizm, który nie wyzbywa się nagromadzonej energii, nie jest wieczorem wyczerpany. Nadmiar energii wpływa na problem  z wyciszeniem i z wejściem w fazę odpoczynku. To żadna nowość, że im bardziej będziesz pozytywnie zmęczona, tym lepiej będziesz spała.

2. Masz fatalne samopoczucie

Odczuwanie smutku, lęku, wręcz stanów depresyjnych również jest powiązane z niewystarczającym brakiem ruchu. Udowodniono już dawno, że aktywność fizyczna ma związek z zapobieganiem depresji oraz łagodzeniem jej objawów. Ćwiczenia pobudzają wydzielanie endorfin, które pozytywnie wpływają na nasze samopoczucie, daje nam satysfakcje i chęć do bardziej intensywnego działania.

3. Boli cię ciało

Nie, to jeszcze nie starość, to po prostu brak aktywności fizycznej i rozruszania poszczególnych mięśni, kości i stawów. Organizm potrzebuje ruchu tak samo, jak wody i powietrza. Ruch pozwala utrzymać cały czas ciało w sprawności, rozwijając mięśnie i dobrze wpływające na cały układ ruchu.

4. Wolno myślisz

Otępienie, wolne kojarzenie faktów, problemy z zapamiętywaniem nowych rzeczy oraz z przypomnieniem tych mniej istotnych, także wynikają z braku odpowiedniego rozruszania. Badania dowiodły, że ćwiczenia odpowiadają za odczuwanie energii, a energia jest niezbędna także do pracy umysłowej.

5. Jesz produkty niezdrowe i bardzo kaloryczne

Jeśli cały czas odczuwasz pociąg do jedzenia typu fast food, a twoja waga rośnie, to zaczynasz mieć problem. Im więcej i częściej sięgasz po tego typu jedzenie, tym trudniej jest ci z nim zerwać. Brak ruchu powoduje, że jesteś znudzona, pozbawiona motywacji. Jeśli postanowisz się poruszyć sama dla siebie, zapewne nie będziesz miała tyle czasu, żeby siedzieć i jeść niezdrowe rzeczy.

źródło:  www.cosmopolitan.pl


„Masz co chciałaś” – mówiłeś. Mam dzieci, ty swoją ukochaną wolność

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 maja 2018
Fot. iStock/Ridofranz

„Masz, co chciałaś. No masz przecież – rozwód, opiekę nad dziećmi. O co ci właściwie chodzi? Czepiasz się, jak zwykle. Zawsze byłaś czepliwa, a odkąd się rozstaliśmy jesteś nie do wytrzymania. Co znowu? Przecież ja też muszę odpocząć, jakoś sobie ułożyć życie. Ja teraz właśnie będę żył. Teraz mam wreszcie czas na swoje pasje, bo przy tobie to nie mogłem nic. Tylko praca – dom, praca – dom. Odzyskałem wolność. To teraz z niej korzystam. Przecież sama chciałaś tego rozwodu, o co ci do cholery chodzi?!”

Fakt, sama tego chciałam. Fakt, tak jest dużo lepiej. Bez awantur, krzyków, wyrzutów, ciągłej niepewności co do tego, co się wydarzy – za pięć minut, za dwa dni, za tydzień, za pięć lat. Bez mojego strachu, iluzji, życia w zawieszeniu. I dzieci spokojniejsze. I życie lepsze, choć mam dużo mniej niż miałam, choć czasem trudno jeszcze związać koniec z końcem. Ale jest nadzieja, jest radość, jest spokój. To, co bezcenne. To, czego nie kupisz za żadne pieniądze.

Umówiliśmy się, że dzieci będziesz brał co drugi weekend, licząc od piątku wieczorem. Odkąd pół roku temu sąd ogłosił rozwód, spędziły u ciebie może cztery soboty i niedziele. Na początku bardzo się starałeś. Walczyłeś o ten czas z dziećmi. Mówiłeś jaki jest dla ciebie ważny, jak ci na nim zależy. Że go nie oddasz, bo jesteś tatą. Że nie chcesz rozbitej rodziny, zrobisz wszystko, by było „normalnie”.

Potem mówiłeś już mniej. Rzadziej dzwoniłeś do syna. Właściwie wcale. Dzieci zaczęły być smutne. „Tata o nas zapomniał?” – pytała starsza córka. Kłamałam, że nie, że masz tyle pracy, że jesteś zmęczony. Dzwoniłam, nie odbierałeś, wysyłałam SMS-y, nie odpisywałeś. Kiedy potrzebowałam twojej pomocy, mówiłeś, żebym poprosiła o nią rodziców. Bo przecież mam to, co chciałam. Powinnam sobie radzić, przecież ustaliliśmy, że w tygodniu dzieci są u mnie.

Potem zjawiałeś się niespodziewanie, z prezentami. Jasne, że drogimi. Zabierałeś dzieci do wesołego miasteczka, na zakupy, do parku linowego. Wszystko to, czego nie robiłeś całe nasze wspólne życie. Ojciec roku. Podobno to bardzo powszechne. Tak mi mówią znajome. Ojcowie zostają najlepszymi ojcami po rozwodzie. Cieszyłam się z tego. I cieszyłam się tymi wyrwanymi od losu momentami, gdy wreszcie miałam moment dla siebie. Zmęczona siadałam w fotelu z kubkiem herbaty. Najpierw tylko zasypiałam spokojnym, błogim snem. Potem zaczęłam planować. A może kino? A może rower? Może jakaś wycieczka za miasto, spotkanie z przyjaciółkami?

Szybko okazało się, że planować nie mogę. Zdenerwowany, odwoziłeś dzieci w środku dnia, bo: zachorowały, pokłóciły się, były niegrzeczne, nie chciały cię słuchać… Źle je wychowałam.

A potem nagle nastąpił moment, w którym zacząłeś maksymalnie żyć swoim własnym życiem. Zrobiłeś sobie tatuaż. Symbol twojego „odrodzenia” – tak mi powiedziałeś. Dzwoniłeś w sobotę i mówiłeś „dziś nie mogę, biegam w maratonie”. OK – myślałam, może chce się zrelaksować, zadbać o formę. Pracuje w tygodniu, jest weekend. Ma prawo odpocząć. Ale w niedzielę byłeś znów zbyt zmęczony sobotnim biegiem, by zabrać do siebie dzieci. „Dziś nie dam rady, bolą mnie plecy” – czytałam na ekranie telefonu.

Potem zrobiłeś się naprawdę nieuchwytny. Wtedy, kiedy dzieci były chore, kiedy ja miałam grypę, kiedy trzeba było je zawieźć do lekarza, albo na zajęcia. Odcinałeś się. Nie odbierałeś telefonów. A kiedy doszło między nami do poważnej rozmowy, wyjaśniłeś mi, że teraz jest twój czas, że teraz będziesz żył, uprawiał sporty, biegał maratony, że kupisz sobie motor, że dziś masz imprezę, więc do widzenia, cześć.

Dziwiłam się. Ty nigdy nie biegałeś w maratonie. Ani nie jeździłeś nocą na rolkach. Ani na motorze. Przynajmniej nie ze mną, nie z nami. My znaliśmy inną twoją twarz. Twoi znajomi zapewne uznają cię za duszę towarzystwa.

Na Facebooku widziałam twoje zdjęcia z różnych weekendowych imprez. Masz mnóstwo nowych kolegów, koleżanek, wspaniałe życie. To chyba dobrze. Nie jestem zazdrosna. Szkoda mi tylko dzieci. Kiedy jestem zmęczona, zaciskam zęby. Czasem mówię im, że już nie daje rady, że potrzebuję odpoczynku. Są coraz starsze, coraz bardziej rozumieją. Coraz mniej szukają cię obok siebie. Coraz bardziej przywykły do tego, że masz nowe życie. I że one niekoniecznie są jego częścią.


Zobacz także

Od przyzwolenia, zdziwienia, niepewności i lęku – tak zaczyna się piekło przemocy emocjonalnej

10 grzechów głównych twojej lodówki

Detoks dla twojej lodówki, głowy i… portfela. Akcja „Chcesz uporządkować swoje życie? Uporządkuj przestrzeń wokół siebie”

Jak zniszczyć swoją skórę? 10 prostych sposobów. Który dziś zaliczyłaś?