Często piszecie do siebie SMS-y? Pod żadnym pozorem nie rób niczego z tej listy

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
23 stycznia 2018
Fot. iStock/Alexandra Iakovleva
 

Wszyscy jesteśmy zabiegani. W ciągu dnia nie mamy nawet czasu, żeby zamienić kilka słów z partnerem przez telefon, więc wysyłamy SMS-y lub piszemy na messengerze. To szalenie wygodne, ponieważ nie trzeba przerywać tego, co akurat się robi, a samo napisanie wiadomości zajmuje dosłownie chwilę. Niestety, ten sposób komunikacji rządzi się swoimi prawami. Łatwo popełnić gafę, coś źle zrozumieć lub przekręcić. Jeśli często piszesz ze swoim partnerem, musisz uważać na kilka rzeczy.

Unikaj emocjonalnych SMS-ów

Podczas normalnej rozmowy komunikujemy się ze sobą nie tylko za pomocą słów. Emocje wyrażają także nasze gesty, mimika twarzy, ton. W SMS-ach mamy tylko tekst. W dodatku dość krótki, więc trudno przekazać swoje emocje. Musisz mieć świadomość, że druga strona może nie zrozumieć twojego przekazu lub zbagatelizować to, o czym piszesz. Wszystkie ważne tematy omawiajcie w trakcie rozmowy w cztery oczy.

Nie czytaj między wierszami

Gdy dostajesz jakąś wiadomość, skup się tylko na słowach, które zostały napisanie. Nie doszukuj się innych znaczeń, nie czytaj między wierszami, nie dorabiaj historii. Masz wątpliwość? Zadzwoń lub dopytaj później. Nadinterpretacja często bywa powodem różnych nieporozumień i awantur.

Uważaj, o czym piszesz

Nie zdradzaj sekretów w SMS-ach, nie pisz o sprawach intymnych, nie pierz waszych brudów. Wszystko, co piszesz, zostawia jakiś ślad. Nigdy nie możesz mieć pewności, czy te wiadomości nie zostaną wykorzystane w przyszłości przeciwko tobie. Ktoś może ukraść twój telefon albo jego i choćby dla żartu upublicznić wasze rozmowy.

Nie kończ relacji

Rozstanie zawsze jest trudne i bolesne. Totalnym brakiem klasy jest natomiast zrywanie przez telefon lub SMS-y. Chcesz, żeby zabolało? Chcesz okazać pogardę? Z pewnością ci się uda. Żaden człowiek nie zasługuje jednak na coś takiego.

Nie wysyłaj nagich zdjęć

Och, to takie kuszące prawda? Przecież macie być ze sobą na dobre i na złe, już do końca życia. Atmosferę w związku można podsycać na różne sposoby, ale ten należy do najgorszych. Uważasz, że to bezpiecznie? Przeczytaj jeszcze raz punkt „Uważaj, o czym piszesz”.


 

Źródło: Power of positivity


Dlaczego moje dziecko ma dwie lekcje religii, a jedną historię? I czemu na matematyce musi uczestniczyć w próbach do jasełek?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 stycznia 2018
Fot. iStock/oksix
 

Dostaje informację od pani od muzyki: „R. nie przepisał do zeszytu tekstu kolędy”. Sprawdzam trzy razy – z religii? Nie, z muzyki. Krew mnie zalewa, bo wszechobecność religii w szkole doprowadza mnie do szewskiej pasji.

Mieszkam w małej miejscowości, gdzie co niedzielę ludzie spotykają się w kościele. Należę do tych nielicznych, którzy nie chodzą, kolędy nie przyjmują. I nie dlatego, że mam focha na kościół, po prostu dotarło do mnie, że trudno mi wierzyć w to wszystko. Uważam, że religia jest formą władzy nad ludźmi. Im bardziej ich zastraszymy ogniem piekielnym, tym bardziej będą podporządkowani. Ale to moja opinia i nie o niej chcę dyskutować, bo każdy ma prawo do swojej.

Niemniej mam dwoje dzieci, które teraz są w szóstej i czwartej klasie szkoły podstawowej. I to, co wyczynia się w szkole woła o pomstę, bo to jak religia ingeruje w świecką przecież szkołę niezmiennie mnie zadziwia i wiem, że wkurza także innych rodziców.

Bo dlaczego na muzyce dzieci mają uczyć się religii? Co z dziećmi rodziców niewierzących, co z dziećmi, których rodzice są innego wyznania? Kto szanuje ich światopogląd? Przecież szkoła nie powinna się angażować w żadne religijne działania. Ale kto na to patrzy? W małych miejscowościach, proboszcz równie ważny co burmistrz czy prezydent miasta. Na rozpoczęciu roku szkolnego musi być, salę nową poświęcić musi i korytarze nowe chlapnąć wodą święconą. Znajoma opowiadała, że jej dzieci miały rozpoczęcie roku szkolnego w kościele! Bo w szkole nie było miejsca, a że padał deszcze, więc postanowiono przenieść się do kościoła. No przecież to jakaś masakra. Dlaczego? Po co? A co, jeśli rodzice nie chcą, nie życzą sobie? Nie mają nic do powiedzenia, bo nie zostali nawet poinformowani? Skąd się bierze tak silna w szkołach indoktrynacja?

Znajomi mają córkę w szkole państwowej. Oboje niewierzący. Szkoła nosi imię Jana Pawła II, i okej, oni nie mają z tym problemu, ale wystosowali list do dyrekcji, kiedy okazało się, że msze odbywają się w trakcie zajęć lekcyjnych, a dla dzieci, które nie chodzą na religie, nie ma zapewnionej opieki, bo pani ze świetlicy ma wolne albo jest w kościele pilnując dzieci. Wymyślono w szkole bal wszystkich świętych, ale dlaczego w czasie lekcji? Dlaczego taki bal nie może się odbyć po zajęciach dla chętnych, dlaczego msze nie są zaplanowane przed lekcjami lub po nich, żeby każdy miał możliwość decydowania, czy chce w nich uczestniczyć, a rodzice młodszych uczniów nie mieli problemu z opieką nad swoimi dziećmi.

A rekolekcje? Ktokolwiek myśli o tym, że dzieci rodziców niewierzących lub innej wiary trzy dni siedzą w domu, bo do kościoła nie chodzą?

Krew mnie zalewa, bo to przykład kompletnej ignorancji, niebrania pod uwagę faktu, że ktoś może mieć inne poglądy, że chciałby mieć możliwość powiedzenia głośno, że nie zgadza się, żeby kościół wchodził butami w życie ich dziecka. Syn koleżanki z pracy jest w piątej klasie, przestał chodzić na religię po tym, jak pani im powiedziała, że kto się przebierze na Halloween, tego szatan opęta. Przyszedł i powiedział, że on nie chce i choć rodzina wierząca, ale uszanowała decyzję dziecka. Zresztą wcale się nie dziwię, bo o rzeczach, które dzieciom są mówione na lekcjach religii można by napisać książkę. Dzieci są zastraszane. Syn innej znajomej popłakał się w pewien pierwszy piątek miesiąca. Był chory i nie mógł iść do kościoła się wyspowiadać, bał się iść po weekendzie do szkoły na religię, bo ksiądz rozliczał ich z tej obecności strasząc piekłem.

Jasne, że katecheci są różni, są też cudowni, sama takich znam, ale prawda jest taka, że nikt ich nie kontroluje, nie podlegają pod kuratorium, a pieniądze ze środków przeznaczonych na oświatę dostają, przecież to paranoja. Dyrektor szkoły katechecie nawet uwagi nie może zwrócić, bo nic mu do tego, jak on lekcje prowadzi i jak z dziećmi rozmawia.

A co z jasełkami, do których próby odbywają się na lekcji matematyki i historii? Historii jednej w tygodniu, gdzie lekcje religii są dwie! Pomijam, że jasełkami zajmuje się pani od języka polskiego, a nie katecheta, który jeśli już powinien angażować dzieci do takich zadań. A przecież jasełka są ściśle związane z religią, tego nie da się nie zauważyć. Dlaczego przygotowania do nich nie mogą się odbywać po lekcjach, dla chętnych?

Okej, mówi się, że 90% dzieci chodzi na religię, ale to nie znaczy, że religia ma wchodzić butami w każdy przedmiot. Ostatnio słyszałam, że katechetka, która miała zastępstwo na matematyce, uczyła dzieci liczenia na różańcu? Serio? I to wcale nie są odosobnione przypadki. Na korytarzu w szkole moich dzieci wiszą plakaty przygotowane przez dzieci – a jakże – na języku polskim, które przedstawiają drogę krzyżową i inne sceny z Pisma Świętego.

Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego w planie lekcji znajdują się dwie lekcje religii a jedna historii, że matematyki jest raptem dwa razy więcej niż religii, nie mówiąc o nauce języków obcych? Czy pieniędzy, które są wydawane na religię nie lepiej byłoby przeznaczyć na dodatkowy język w szkole? Kto z rodziców jest pytany na początku roku, czy wyraża zgodę na uczestnictwo dziecka w lekcjach religii, kto ma w planie szkoły podstawowej wpisaną etykę, a jeśli już, to czy ta etyka nie znajduje się na ósmej lub dziewiątej godzinie lekcyjnej?

Machamy ręką pozwalając, by to, co świeckie zostało zabarwione religią. Pani od muzyki była zdziwiona, gdy spytałam, dlaczego na muzyce dzieci uczą się kolędy, a nie mają pojęcia kim był Chopin? I czy zdaje sobie sprawę, że lekcja muzyki nie jest lekcją religii? Ona nie miała pojęcia, że może urazić czyjeś uczucia. Więc może czas najwyższy zacząć mówić o tym głośno. Jasne, religii ze szkół ot tak nie wyrzucimy, ale czy naprawdę musimy pozwalać, by to ona dominowała wśród wszystkich zajęć, by zaznaczała swoją obecność w każdym obszarze edukacji? Chciałabym, że w szkole moich dzieci religia była religią, a język polski, językiem polskim, by na matematyce nie wyciągano dzieci z klasy, żeby ćwiczyły śpiewanie kolęd przed Świętami i żeby nie musiały chodzić na mszę w trakcie historii czy przyrody. Czy to naprawdę tak dużo? I myślę, że bez znaczenia jest tu czy jestem osobą wierzącą czy nie. Niech szkoła zostanie szkołą – świecką – tak jak zawsze było. Może czas wywołać dyskusję na ten temat, żeby też nauczyciele usłyszeli, że nie wszyscy rodzice na coś takiego się zgadzają, a myślę, że z czasem będzie nas coraz więcej.


Koła i kwadraty – must have sezonu SS18, czyli nowe inspiracje Anny Samków

Redakcja
Redakcja
23 stycznia 2018
Fot. Materiały prasowe

Sztuka najlepiej przedstawia piękno, a połączenie z kobiecą urodą, to duet najbardziej pożądany. Z pasji tworzenia rzeczy pięknych projektantka Anna Samków, stworzyła nową kolekcję inspirowaną figurami geometrycznymi – kołem i kwadratem.

KOŁO i KWADRAT łączy prostota form i wyrafinowana faktura biżuterii. Wyjściem do projektowania obu kolekcji była linia, dlatego też ich premiera odbyła się równolegle.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W kolekcji KWADRAT linia staje się odcinkiem, bądź figurą zamkniętą. Wyginana pod kątem, tworzy formy na pozór kanciaste, które mimo swego kształtu wygodnie i miękko układają się na ciele. Kolekcja KWADRAT to szeroki wybór pierścionków, kolczyków, naszyjników  i bransoletek o różnych grubościach i wielkościach. Seria zawiera ascetyczne i minimalistyczne formy urzekające swą prostotą. Niektóre modele ozdobione zostały cyrkoniami, które swym blaskiem rozświetlają całe kompozycje.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Z linii, w kolekcji KOŁO, uformowana została figura swym kształtem przypominająca koło. Pozornie klasyczny, okrągły kształt został przełamany. Projektantka stworzyła falujące i iluzoryczne płaszczyzny. Kolekcja KOŁO to szeroki wybór pierścionków, kolczyków, naszyjników i bransoletek o organicznych kształtach, to także nieoczywista zabawa płaszczyznami, wykorzystująca intrygujące kropelki srebra na powierzchniach.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Każda stworzona forma ma swój początek i każda z nich ma swój czas ukończenia, ten czas to chwila, w której został wykonany ostatni ruch narzędziem, nadający ostateczny kształt powstałej rzeźbie. Zgodnie z tą myślą klasyczną nazwę produktu zastąpiłam podaniem godziny ukończenia pracy. –mówi projektantka Anna Samków.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Obie kolekcje wykonano ręcznie, ze srebra próby 925 (częściowo odzyskanego w trakcie recyclingu) lub srebra i mosiądzu pozłacanego 24 karatowym złotem.

Te małe biżuteryjne rzeźby o nieregularnej strukturze zostały zaprojektowane z myślą o tym, by każda kobieta miała możliwość stworzenia własnego, a zarazem unikalnego połączenia. Biżuteria ANNA SAMKÓW wykonywana jest ręcznie z najwyższej jakości materiałów z dbałością o detale. Każdy przedmiot powstający w pracowni nosi cechy unikatu, pojedyncze egzemplarze mogą być jedynie do siebie podobne i tworzą limitowaną serię.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W dzisiejszych czasach potrzebujemy mocy, która doda nam siły i będzie nas chronić przed wpływami zewnętrznymi. Biżuteria ANNA SAMKÓW daje poczucie bliskości z naturą, staje się talizmanem, który ma za zadanie troszczyć się o swoich właścicieli, być zawsze blisko ich duszy i ciała.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Wszystkie modele i wzory biżuterii ANNA SAMKÓW dostępne w sklepie na www.annasamkow.com. Do sesji lookbook obu kolekcji pozowała modelka Paulina Matusiak, która stanęła przed obiektywem samej projektantki Anny Samków.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Projektantka Anna Samków należąca do Związku Artystów Polskiej Sztuki Użytkowej, stworzyła markę biżuterii artystycznej ANNA SAMKÓW. Artystka projektuje i własnoręcznie wykonuje autorską biżuterię ze srebra, złota, mosiądzu, naturalnych kamieni, pereł, kryształów i bursztynu. W swej twórczości porusza się pomiędzy minimalizmem, a bogactwem form
i dodatków. Pracuje blisko natury jest ona dla niej inspiracją, źródłem energii i pobudza wyobraźnię. W swoich pracach umieszcza kształty tworzone przy użyciu materiałów organicznych, takich jak skórki z banana płatki kwiatów, liście roślin, mchy i paprocie. Dzięki czemu uzyskuje niepowtarzalne wzory. Wiele z tych naturalistycznych inspiracji pochodzi
z dziecięcych wspomnień artystki, spacerów po lesie i rodzinnym ogrodzie.


Artykuł powstał we współpracy z Biżuteria ANNA SAMKÓW 


Zobacz także

Narcyz nie spędza całego dnia przed lustrem. Robi o wiele gorsze rzeczy

Hymn do miłości. Mylimy ją z pożądaniem, ze stagnacją, z przywiązaniem, z sympatią do kogoś

Związek z cieniem

„Związek z cieniem”. Najbardziej boimy się drugiego, żywego człowieka