Czego dowiedziałam się o lojalności, sypiając z żonatymi mężczyznami

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 kwietnia 2018
Fot.istock/Dmitry_Tsvetkov
Fot.istock/Dmitry_Tsvetkov
 

Nie jestem pewna, czy można usprawiedliwić moje związki z żonatymi mężczyznami. Pewnie większość ludzi powiedziałaby, że nic nie usprawiedliwia kobiety, która idzie do łóżka z mężczyzną innej. Z drugiej strony, nikt nie stanowi niczyjej własności, a wszyscy mamy wolną wolę i wybór – zdradzić ukochaną, czy pozostać jej wiernym. Kiedy „to” się zaczęło, nie szukałam wcale relacji z czyimś mężem. Po prostu, założyłam sobie konto na Tinderze i zaczęli do mnie pisać mężczyźni. Ja byłam tuż po rozwodzie, oni zazwyczaj wolni. Ale dostawałam też wiadomości od żonatych.

Po 13 latach małżeństwa chciałam seksu, ale nie związku. Jasne, że to ryzykowne, bo nie zawsze można kontrolować emocje. Wydawało mi się jednak, że z żonatymi mężczyznami będzie mi się łatwiej związać, bo fakt, że mają domy, rodziny, dzieci, kredyty, a przede wszystkim kogoś, komu przysięgali być obok „na zawsze”, nie pozwoli im się za bardzo zaangażować. I miałam rację. Nie byli do mnie zbyt przywiązani, ja zresztą też nie. Byliśmy dla siebie bezpiecznymi „układami”.

Uważałam na mężczyzn, których spotykałam. Upewniałam się, że nie są typem beznadziejnych romantyków, którzy w ferworze nowego uczucia będą chcieli zostawić swoje żony i wszystko, co razem z nimi zbudowali. Nie chciałam rozbijać rodzin. Jeden z moich partnerów miał u swojego boku kobietę, która w wypadku straciła sprawność i nie mogła już uprawiać seksu. Był jej bardzo oddany, kochał ją. Ale potrzebował intymności.

Pytałam ich: „Dlaczego to robisz?”. Chciałam mieć pewność, że chodzi im tylko o seks. Spotkałam jednego mężczyznę, którego żona zgodziła się, by jej mąż miał kochankę, bo sama w ogóle nie była już zainteresowana seksem. Oboje do pewnego stopnia dostali to, czego potrzebowali, nie rezygnując z tego, czego pragnęli. Ale inni mężowie, których spotkałam, woleliby uprawiać seks ze swoimi żonami. Z jakiegoś powodu tak się jednak nie działo.

Wiem, jak to jest nie uprawiać seksu w ogóle i wiem, jak to jest chcieć „czegoś więcej” niż to, co daje ci partner. Wiem też co to znaczy przez lata uprawiać seks z tą samą osobą. I wiem, że przychodzi taki moment w życiu kobiety, kiedy ona się boi, że straci ochotę na seks.

Być może powodem, dla którego niektóre żony nie uprawiają seksu ze swoimi mężami, jest to, że w miarę całego tego procesu starzenia się zaczynają pragnąć innego rodzaju seksu. To to pragnienie sprowadziło mnie na drogę „nielegalnych schadzek”. Dla wielu żon seks poza małżeństwem jest sposobem na uwolnienie się od tego bycia „odpowiedzialnymi małżonkami i matkami”. „Żonaty seks” to dla nich często obowiązek. Romans to przygoda.

Tymczasem mężowie, z którymi spędzałam czas, nie mieli problemu z tym obowiązkiem, nie pragnęli przygód.

Pewnej nocy, gdy z moim ulubionym, żonatym kochankiem, piliśmy prosecco, słuchaliśmy muzyki z lat 80 i uprawialiśmy seks, również długo rozmawialiśmy. Zapytałam go: „Co by było, gdybyś powiedział swojej żonie? Jakbyś to zrobił? Słuchaj, kocham cię i dzieci, ale potrzebuję seksu w moim życiu. Czy mogę po prostu od czasu do czasu się z kimś spotkać?”. Westchnął. „Nie chcę jej zranić”- powiedział.  -„Jest ciągle zmęczona, od 10 lat wychowuje nasze dzieci i próbuje podjąć decyzję, co dalej zrobić ze swoim życiem. Gdybym zadał jej takie pytanie, dosłownie bym ją zabił ją.” „Więc nie chcesz jej zranić, ale zamiast tego okłamujesz ją. Osobiście wolałabym wiedzieć – powiedziałam mu. „To nie musi być kłamstwo, jeśli nie mówisz nic” – wypalił. – „Miło jest milczeć.”

Długo potem myślałam o tej rozmowie. Myślę, że gdyby mój mąż potrzebował czegoś, czego nie mogłabym mu dać, nie powstrzymywałabym go przed szukaniem tego gdzie indziej, tak długo, jak robiłby to w sposób, który nie zagrażałby naszej rodzinie. Seks jest przecież podstawową potrzebą.  Fizyczna intymność jest niezbędna dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia. Jak więc odmówić spełnienia takiej potrzeby temu, na kim nam najbardziej zależy? Jeśli nasz pierwotny związek daje nam stabilizację, ale brakuje mu intymności, nie powinniśmy niszczyć naszego małżeństwa, aby uzyskać tę intymność gdzie indziej, czy powinniśmy?

Po następnej nocy z moim ulubionym żonatym mężem poczułam, że dla niego to coś więcej niż seks, on rozpaczliwie pragnął uczuć. Powiedział mi, że chciałby być blisko swojej żony, ale nie mógł, ponieważ nie byli w stanie przeskoczyć najważniejszego: braku seksu. To on doprowadził do braku bliskości, przemienił się w złość i poczucie winy.

Wierzę, że odpowiedzią na te małżeńskie problemy jest uczciwość i dialog, bez względu na to, jak przerażająca wydawałaby się prawda. Brak seksu w małżeństwie jest powszechny. Romans nie musi prowadzić do końca małżeństwa. Romans – a najlepiej po prostu chęć na to, by go przeżyć – może być dla pary początkiem koniecznej rozmowy o seksie i intymności.


Alkohol nie musi rujnować twoje diety. 5 niskokalorycznych drinków, które warto wykorzystać podczas majówki

Redakcja
Redakcja
28 kwietnia 2018
Fot. iStock/petrenkod
Fot. iStock/petrenkod
 

Bardzo długi weekend już za pasem, a wy drżycie, jak go przeżyć, żeby nie zrujnować waszej diety. Już pomijamy grille, okazje do słodkości, ale co z alkoholem. To właśnie w nim ukrytych jest najwięcej pustych kalorii. Już spieszymy wam z pomocą. Czy wiecie jakie wysokokaloryczne drinki zastąpić tymi, które mnie idą nam w „boczki”?

Zamień Long Island Iced Tea (424 kalorii) na Cosmopolitan (100 kalorii)

Drink, który składa się z wódki, ginu, rumu, tequili, likieru triple sec i coli musi niestety mieć sporo kalorii, nic więc dziwnego, że 420 ml Long Island Iced Tea zawiera aż 424 kalorie.

Tymczasem Cosmopolitan ma znacznie mniej alkoholu, do którego dodajemy niewielką ilość soku z żurawiny i cytryny, tym samym 250 ml tego drinka ma tylko 100 kcal.

Zamień Pina Colada (300 kalorii) na Fuzzy Navel (120 kalorii)

Pina Colada to idealny koktajl na plażę, który jednak przez dodanie soku ananasowego i kokosowego jest bardzo kaloryczny. Tymczasem mniej znany Fuzzy to likier brzoskwiniowy z sokiem pomarańczowym i lodem – idealny zamiennik dla Pina Colady, bo 115 ml to jedynie 120 kcal.

Zamień Mojito (242 kalorie) na Martini (70 kalorii)

Ciężko zrezygnować z ulubionego Mojito, kiedy tylko robi się ciepło, a który przez syrop cukrowy ma aż 242 kcal w 230 ml drinku. Można jednak rozważyć od czasu do czasu mniej kaloryczny zamiennik, czyli Martini – 250 ml to zaledwie 70 kcal, oczywiście pod warunkiem, że nie zjadasz oliwki.

Zamień słodkie białe wino (160 kalorii) na kieliszek szampana (89 kalorii)

Dodatkowy cukier zawarty w słodkim białym winie oznacza, że przeciętne 175 ml wina może mieć 160 kalorii. Tymczasem szampan ma jedną z najniższych wartości kaloryczności. 120 ml to 89 kcal..

Zamień Margaritę (280 kalorii) na Moskiewski Muł (120 kalorii)

Margarita to jeden z najmodniejszych i najbardziej znanych koktajli. Niestety w 230 ml mieści się 280 kcal. Można za to zaskoczyć swoich znajomych i wypić Moskiewski Muł, na który składa się wódka, piwo imbirowe i sok z limonki – 170 ml drinka to 120 kcal.

Co sądzicie o tych propozycjach?


źródło: Business Insider

 


„Przestań zwracać mu uwagę”. Jak walczymy ze sobą przy dzieciach, mimo, że miało być inaczej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 kwietnia 2018
Fot. istock/gradyreese
Fot. istock/gradyreese

Bierzecie rozwód, wydaje ci się, że przez chwilę jest spokój. Nie „siedzicie już sobie na głowie”, nie musicie na siebie patrzeć, emocje się uspokajają, nawet jeśli uczucia nie do końca wygasły. Powoli godzicie się z tym, że właściwie macie już oddzielne życia.

Ale tak naprawdę wciąż jest w was mnóstwo złości, skumulowanych złych emocji, pretensji i żalu. I walczycie ze sobą przy dzieciach, choć przecież po rozstaniu, miało być łatwiej, lepiej, spokojniej. Choć przecież rozstaliście się dla nich, żeby nie cierpiały dłużej z powodu waszych konfliktów. Tak było ze mną i z moim byłym mężem.

Staraliśmy się, bardzo. Kiedy wyprowadziłam się z dziećmi z domu, mąż był w naszym nowym mieszkaniu częstym gościem. Najpierw sama o to zabiegałam, zależało mi na tym, żeby dzieci czuły, że nadal mają oboje rodziców, że na oboje mogą liczyć. Żeby czuły, że mimo zmian, jakie nadeszły w ich życiu, czuły, że nadal mają rodzinę. Na początku czuł się u mnie nieswojo, ustaliliśmy jednak, że dwa razy w tygodniu przychodzi do dzieci wieczorem, że jemy razem kolację, rozmawiamy o tym, co się wydarzyło w szkole, planujemy ewentualne wspólne wyjazdy. Ma być z uśmiechem, bez nerwów. Jasne, że się zmuszaliśmy. Ale po kilku tygodniach te spotkania zaczęły naprawdę dobrze funkcjonować, dzieci wydawały się spokojne i szczęśliwsze, zawsze dopytywały, kiedy tata przyjdzie. Po trzech miesiącach było naprawdę dobrze, wszystko toczyło się naturalnie.

Pół roku później mąż poznał swoją obecną partnerkę, zakochał się. Kilka razy nie pojawił się na wieczornym spotkaniu, kilka razy odwołał wycieczkę, wspólne kino. Zaczęło się robić nerwowo.

We mnie, wciąż samotnej, odezwał się dawny żal, zazdrość, złe emocje. Dobra atmosfera zniknęła ja za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Były mąż przychodził nadal, a ja miałam coraz większą pretensję, że wychodzi coraz wcześniej, bo spieszy mu się do niej. Mimochodem wymykało mu się: „Agata to, Agata tamto…” Był szczęśliwy, chciał się tym dzielić, nawet ze mną, z dziećmi. Ale, jak to zakochany, bywał u nas obecny jedynie ciałem. Rozkojarzony, tracił cierpliwość do dzieci, nie poświęcał im już czasu tak, jak dawniej. Młodszemu synowi zaczął nagle zwracać uwagę, że źle trzyma widelec. Na starszego kilka razy krzyknął, że nie radzi sobie z banalnymi zadaniami z arytmetyki. Ja, rozgoryczona, stawałam natychmiast w obronie dzieci, dorzucając komentarze dotyczące jego nowego życia. To wystarczyło. Wróciły kłótnie, „dogadywanie sobie”, złość. Wróciły pretensje, a my znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Jemu znów zaczęły przeszkadzać we mnie te same rzeczy, co przed rozwodem, ja wypominałam mu błędy, które popełnił pięć lat temu. W domu znów pojawiły się krzyki, niepozoromienia i łzy.

Postanowiliśmy na jakiś czas przerwać te spotkania. To oczywiście nie jest dobre rozwiązanie, synowie tęsknią za ojcem, ja nie mam chwili odpoczynku. Zmiana w życiu mojego byłego męża wpłynęła na nas wszystkich. A ja zrozumiałam, że wciąż nie „przepracowałam” w sobie naszego rozstania.


Zobacz także

Fot. Print Screen Facebook/Keyley Olsson

„Dzięki tobie znów czuję się sobą”. Fryzjerka uratowała włosy (i życie) dziewczyny chorej na depresję

Fot. iStock/domoyega

„Jaka żona? Jakie dzieci? Przecież mówił, że jestem tą jedyną, że na mnie właśnie czekał!”

Fot. iStock / portishead1

Zamiast wybuchnąć, spróbuj oczyścić atmosferę. 7 zasad rozwiązywania konfliktów