3 nieoczywiste typy perfekcjonistek. Sprawdź, czy jesteś którąś z nich

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
29 marca 2018
7 sygnałów ostrzegawczych perfekcjonizmu
Fot. iStock / Vizerskaya
 

Przed nami Święta, kilka dni odpoczynku… albo wyścigu z czasem, by zdążyć z umyciem okien, gotowaniem, zakupami, sprzątaniem, dekoracją domu, zajęciem się gośćmi… czyli przygotowaniem wszystkiego perfekcyjnie.

Zastanawiałaś się kiedyś, ile kosztuje cię taka gonitwa i natłok zadań?

Jak często zdarza Ci się poprawiać już raz wykonaną pracę i tak nie być zadowoloną? Czy robiąc przegląd zamkniętych już zadań czujesz satysfakcję, czy też skupiasz się na niedociągnięciach? Czy chwalona za wykonanie czegoś odpowiadasz ”To nic takiego, można to było zrobić lepiej”.

Jeżeli na powyższe pytania odpowiedziałaś tak, to być może jesteś osobą, która uważa się za perfekcjonistkę, a przynajmniej za kogoś, kto dąży do ideału.

Przekonanie, że unikanie błędów i dążenie do perfekcji jest najlepszą drogą samorozwoju jest dość powszechne. Niestety najczęściej ten sposób samodoskonalenia powstrzymuje nas od harmonijnego rozwoju, jest związany z napięciem, stresem i rzadko kiedy spełnionymi oczekiwaniami wobec siebie i świata.

Według badań kanadyjskich psychologów Paula Hewitta i Gordona Fletta możemy wyróżnić trzy typy perfekcjonistów. Sprawdź, czy jesteś którymś z nich:

Perfekcjonizm typu 1. „Mogę być jeszcze lepsza!”

To mantra perfekcjonistki skoncentrowanej na sobie. Twoje wewnętrzne standardy są wyjątkowo wysokie? Masz dużą motywację do działania  i wciąż próbujesz spełniać swoje standardy?. Badania Jeffreja Killberta dowodzą, że ludzie należący do tej grupy potrafią czerpać przyjemność z własnych działań, co pomaga im podwyższyć swoją samoocenę i motywację. Dzięki temu nie dają się oni sparaliżować perfekcyjnym dążeniom, zamiast tego poświęcają swoje życie na dotarcie do nieosiągalnego punktu, w którym wszystko będzie już bez zarzutu.

Niestety, twoja skłonność do bycia perfekcyjną nie pozwala ci zbyt długo cieszyć się własnym sukcesem, jesteś dla siebie wyjątkowo surowym sędzią i zamiast się cieszyć koncentrujesz się na błędach, a nie osiągnięciach. Twoje działania motywuje bardziej chęć uniknięcia błędów i upokorzenia wynikającego z porażki niż wizja sukcesu.

Uważaj – ten typ perfekcjonizmu jest świetnym podłożem do rozwijania się pracoholizmu. Praca staje się źródłem wyzwań, które dają niekończące się możliwości dążenia do ideału oraz udowadniania, że jesteś  wartościową kobietą.

Perfekcjonizm typu 2. „Nigdy ich nie zadowolę”

To myśl przewodnia perfekcjonistki uwarunkowanej społecznie. Żyjesz w ciągłym przekonaniu, że świat wymaga od ciebie zbyt wiele? Jednocześnie odczuwasz bardzo silną presję zewnętrzną, aby spełnić stawiane czyjeś standardy?

Rozbieżność pomiędzy postrzeganiem swoich możliwości, a odczuwanymi wymaganiami powoduje u ciebie frustracje i przekonanie, że inni postrzegają cię jako nieudacznika.

Sama zresztą poddajesz się ciągłym porównaniom, w których wypadasz jako ktoś gorszy i nieadekwatny…

Jeśli jesteś perfekcjonistką uwarunkowaną społecznie – prawdopodobnie nie czerpiesz przyjemności z własnych działań, motywuje cię głownie lęk przed porażką i związanym z nią wstydem…

Perfekcjonizm typu 3. „Musicie się bardziej postarać”

Jesteś skoncentrowana na innych. Najczęściej jest to mocno zakamuflowana perfekcjonistka skoncentrowana na sobie, która projektuje poczucie własnej niedoskonałości na otaczający go świat. Ustawiasz wysokie standardy w szczególności dla swojego najbliższego otoczenia? U innych widzisz jedynie braki i niedoskonałości? Ta postawa powoduje, że żyjesz w przykrym przekonaniu, że świat i ludzie są niewystarczający.

Perfekcyjne podłoże, czyli skąd to masz?

U podłoża perfekcjonizmu leży przekonanie, że nasza wartość zależy od naszych działań. Powstaje ono dość wcześnie i jest uzależnione od tego, w jaki sposób doświadczamy aprobaty ze strony naszych rodziców, jako dzieci. Jeżeli w Twoim doświadczeniu akceptacja związana była nieodzownie z tym, w jaki sposób radziłaś sobie w świecie, to najprawdopodobniej nauczyłaś się, że aby zostać przyjętym przez innych, musisz radzić sobie dobrze. W domach, w których wychowuje się przyszłe perfekcjonistki, kładzie się wyjątkowo duży nacisk na osiągnięcia, co przez dzieci najczęściej odczytywane jest jako krytyka.

Lekcje perfekcjonizmu odbywają się w dużej mierze na płaszczyźnie niewerbalnej. Ton głosu, wyraz twarzy, gesty, informują dziecko o niezadowoleniu rodzica z tempa lub poziomu nabywania nowych umiejętności. Często też nadmierna koncentracja na błędach i na tym, co jeszcze należałoby poprawić powoduje powstanie perfekcjonistycznej postawy u dziecka. Ożywienie i uwagą rodzica pojawia się głownie w sytuacjach porażek bądź potknięć, zamiast w chwilach sukcesu, lub też poprawnie wykonywanych działań. Najczęściej bazą dla takich zachowań rodziców jest ich własny perfekcjonizm, przez który dziecko staje się kolejnym obiektem w ich życiu, który ma sięgnąć ideału.

Pierwszy krok do zmiany

Być może jesteś zbyt krytyczna wobec siebie, a może czujesz się perfekcjonistką, ale te fakty bardziej ci już ciążą niż cię nobilitują? To dobrze. Świadomość tego, jak traktujesz siebie i odczucie potrzeby zmiany jest pierwszym krokiem do jej przeprowadzenia. Co możesz zrobić?

Przysłuchaj się temu, co mówisz do siebie, przyjrzyj się temu, jak patrzysz na świat, jak korzystasz, z tego, że są wokół Ciebie ludzie.

Sprawdź, czy bardziej zajmujesz się swoimi niedociągnięciami i porażkami, czy tym, z czego jesteś zadowolona?

Poświęć czas na to, aby dowiedzieć się więcej o tym jak nawykowo traktujesz siebie.

A potem? Krok po kroku próbuj stawiać sobie mniejsze oczekiwania. Doceniaj siebie, nawet za małe sukcesy, zamiast skupiać się na niedociągnięciach. Proś o pomoc i wsparcie. Naucz się odpoczywać i nić nie robić. Wiem, to wyzwanie dla perfekcjonistki, ale życie z nutką luzu jest naprawdę wspaniałe.

Autorki artykułu:

Monika Kalinowska-Cisło – psycholog, terapeutka z 15-letnim doświadczeniem w pracy rozwojowej z kobietami.

Agnieszka Świrska – trenerka z 10-letnim doświadczeniem, autorka bloga dla singielek, które wspiera w znalezieniu odpowiedniego partnera i stworzeniu trwałego związku, opartego na partnerstwie, szacunku i bliskości.

Autorki zapraszają na wakacyjną wyprawę rozwojową dla kobiet na Sardynię, gdzie połączymy odpoczynek na pięknych plażach z warsztatami o tym, jak wzmacniać zdrowe poczucie własnej wartości kobiety. Wszystko to w niesamowitym włoskim klimacie, w klimatycznym domu nieopodal plaży i w gronie przyjaznych kobiet. Zapraszamy na wyjazd z nami, tutaj wszystkie informacje:

Wejdź na stronę: www.agnieszkaswirska.pl

Sardynia-banner


Kamienie szlachetne – co trzeba wiedzieć, by wybrać właściwy dla siebie

Redakcja
Redakcja
29 marca 2018
Fot. iStock / Brostock
 

„Diamenty są najlepszym przyjacielem dziewczyny” – śpiewała Marylin Monroe. Nikt nigdy nie podważył tej tezy, ale warto docenić także inne szlachetne kamienie. Gdy nie możemy wyróżnić się zachwycającym ilością karatów diamentem, warto wybrać ognisty rubin, zachwycający głębią koloru granatowy szafir lub zielony szmaragd, przez który jak mówią legendy, Cesarz Neron oglądał walki gladiatorów. Każdy z tych kamień ma swoją własną historię, własną energię i symbolikę, która może wywierać na nas pozytywny wpływ.

Diament jest niewątpliwie najcenniejszym z kamieni szlachetnych. Co jakiś czas elektryzują nas informacje o kwotach za jakie  licytowane są na aukcjach największe diamenty na świecie. Zaledwie rok temu „Różowa Gwiazda”, czyli największy różowy diament na świecie o masie 59,6 karatów został sprzedany w Hong-Kongu  za 71,2 milionów dolarów. Kamień wydobyto w 1999 r. w RPA.

Diamenty, a dokładniej po oszlifowaniu – brylanty, kojarzą nam się przede wszystkim z zaręczynami. Pierścionek właśnie z tym kamieniem jest marzeniem każdej kobiety.  Jest to związane z jego naturalnymi właściwościami.

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Diament  jest najtwardszym kamieniem na świecie i przede wszystkim to właśnie symbolizuje –  trwałość związku, siłę oraz czystość i brak obłudy. Na szczęście nie są zarezerwowane tylko dla narzeczonych. Kolejną zaletą brylantów jest to, że możemy je nosić na co dzień i na specjalne okazje wszystko zależy od rodzaju biżuterii, którą ozdabia.

Zdaniem Anny Majsterek, eksperta gemmologa z Domu Jubilerskiego A&A poza oceną parametrów kamieni szlachetnych, przy ich zakupie warto kierować się także intuicją.

– Przy wyborze biżuterii z brylantami najważniejsze, żeby kamień nie przyćmił samej kobiety i był dobrze dobrany do pory dnia i okazji. Wieczorem z pewnością możemy sobie pozwolić na większe kamienie i bogato zdobioną biżuterię. Nic nie jest w stanie przyćmić blasku diamentów  odbijających ciepły płomień świec. Na co dzień polecamy równie piękne, ale nieco skromniejsze kolczyki, pierścionki i naszyjniki, których delikatność zaledwie podkreśli kobieca urodą – radzi Anna Majsterek i przypomina na co zwrócić uwagę kupując biżuterię z brylantami – oceniając jakość diamentów stosujemy zasadę 4C, czyli : masa (carat), barwa (colour), czystość (clarity), szlif (cut). Jednak jak podkreśla – chcąc wybrać idealny dla siebie lub najbliższej osoby, warto kierować się intuicją i sercem.

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Te zasady odnoszą się także do innych klejnotów, dla których brylanty bywają tylko tłem, którego zadaniem jest wyeksponować  piękno, szlachetność i głębię koloru rubinu, szafiru czy szmaragdu.

Rubiny to ulubione kamienie szlachetne władców, którzy ozdabiali nimi swoje korony i diademy.  Jak mówią legendy, Kleopatra nakazała wysadzić rubinem ściany swych komnat a Car Iwan Groźny mawiał o rubinach że „ uzdrawiają serce i mózg, dodają siły i pamięci człowiekowi”. I nic dziwnego te kamienie są symbolem odwagi, miłości oraz siły witalnej i walki. Jednym z większych rubinów świata jest Rubin Rajaratna, który waży 2,475 karaty.  Wybierając rubiny warto kierować się sercem, ponieważ rubiny kolorem i symboliką nawiązują do serca i  miłości.

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Bardziej kojące i spokojniejsze są szmaragdy. Symbolizują witalność, siłę i szczęście wewnętrzne. Zielona barwa wpływa na nas kojąco, łagodzi podrażnienia i co udowodniono naukowo działa leczniczo na wzrok. To również lubiane przez władców klejnoty i wiele z nich ma ciekawa historię. Jednymi z najsłynniejszych są szmaragdy oprawione w Koronie Andów. Jest to złota korona ważąca ponad pół kilograma, w którą oprawiono ponad 477 szmaragdów o masie 1524 karatów, z których największy pochodził ze skarbca inkaskiego króla Atahualpy. Jego obecna wartość szacowana jest na 3 do 5 mln $.

Kolejnym zachwycającym głęboką barwą kamieniem  szlachetnym jest szafir. Te najbardziej cenione pochodzą z Kaszmiru Indii. Są one unikatowe ze względu na barwę o niepowtarzalnym odcieniu „błękitu kaszmirskiego”. Symbolizują nieśmiertelność, czystość i mądrość. W starożytnym Rzymie i Egipcie czczono szafir jako kamień sprawiedliwości i prawdy. Najbardziej znanym szafirem na świecie jest Blue Belle of Asia,  400-karatowy szafir wydobyty z osadów rzecznych w Pelmadulla koło Ratnapury w Sri Lance w roku 1926. Blue Belle jest bardzo pilnie chroniony z powodu swojego niepowtarzalnego, niebieskiego pawiego koloru i niezwykłej przezroczystości. Przechowywany jest w sejfie kamieni szlachetnych w Wielkiej Brytanii.

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Inne piękne i szlachetne kamienie wykorzystywane w jubilerstwie to m.in.  topazy, ametysty, akwamaryn, cytryn, turkus, granat, opal i nasz polski bursztyn, który posiada ciepłe, słoneczne promieniowanie. Energia bursztynów działa pozytywnie na nasze zdrowie i samopoczucie , zapewniając pogodne usposobienie, ufność i wewnętrzną równowagę.

Wszystkie kamienie szlachetne mają swoje właściwości i energię, dlatego tak ważne jest by wybierać te zgodne z naszą aurą, cechami charakteru i osobowością, Dobrze dobrane będą nie tylko piękną i cenną ozdobą, ale także wsparciem w codziennym życiu.

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A

Fot. Materiały prasowe / Dom Jubilerski A&A


Artykuł powstał we współpracy z Domem Jubilerskim A&A


„Myślę jednak, że chce Pani wejść w kompetencje Pana Boga, ale bez żadnych konsekwencji”. List do Kai Godek

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 marca 2018
Fot. Flickr / Joshua Zader / CC BY

Chciałam napisać coś mądrego, odkrywczego, krzyknąć: „Zobaczcie, jak to wygląda!”. Tylko, że w kontekście listu Pani Moniki żadne słowa nie wybrzmią tak, jak jej własne. Przeczytajcie, proszę, do końca. 

Przestańmy w końcu oceniać innych, ich decyzji, uczuć. Każdy z nas dostał po jednym własnym życiu. Niech przeżyje je w zgodzie ze sobą i swoimi wyborami.

 

Dzień dobry Pani Kaju,

nazywam się Monika Lewandowska, mam 46 lat. Jestem mamą trzech córek w wieku 18, 16,5 i 10 lat. Oboje z mężem mamy wyższe wykształcenie. Jesteśmy Polakami, katolikami. Mieszkamy w dużym mieście.

Prawie 17 lat temu urodziłam Olę, diagnoza: głębokie upośledzenie psychoruchowe pod postacią czterokończynowego porażenia mózgowego. Ola nie chodzi, nie siedzi, nie obraca się na boki, nie zgłasza potrzeb fizjologicznych, jest na pampersie, ma niesprawne ręce i nogi, nie mówi. Jej poziom rozwoju psychoemocjonalnego jest na etapie maksymalnie 2-letniego dziecka. Uśmiecha się.

Obowiązek
Od prawie 17 lat moje życie, życie mojego męża i zdrowych córek wygląda jak życie w wojsku. Wstajemy o świcie, bo Ola budzi się bardzo wcześnie. Musi być szybko przewinięta. Nie ma wylegiwania się! Jej pełen pampers nie wygląda jak pampers słodkiego noworodka. Zapewniam. Do tego dochodzi menstruacja. Jakiego patentu użyć, żeby włożyć podpaskę do pampersa i żeby było higienicznie? Nie wiem.

W pokoju unosi się dodatkowo odór potu: Ola jest spastyczna i pomimo codziennej wieczornej kąpieli rano budzi się zlana potem. Kąpiel – praca dla siłacza. Każda czynność zmieniająca jej położenie – jedna osoba nie daje rady. Potrzebna asysta, specjalistyczny sprzęt.

Domyśla się Pani, ile waży 17-letni bezwładny człowiek, pewnie niewiele mniej niż Pani. Następnie mycie zębów: dziewczyna, jak każdy 2-latek, stawia opór, jak umie: zaciska zęby, w złości próbuje ugryźć mamę lub tatę.

Potem śniadanie, obiad, kolacja – od 17 lat nie zjedliśmy żadnego posiłku na luzie i w spokoju, delektując się wspólnym byciem przy stole; bo ktoś z nas musi karmić Olę, zabawiać ją, aby coś zjadła, i zapewniam Panią, że trwa to wieki. Dzieci zdrowe zajmują się same sobą. Muszą. Siostra pochłania cały nasz czas. Dzieci zdrowe są od małego dorosłe, samowystarczalne.

Miłość
Ola ma swój zamknięty świat. Nie jest emocjonalnie związana z siostrami. Postrzega je jako zagrożenie. Denerwuje się, gdy rozmowa skupia się na kimś innym, np. na życiu szkolnym młodszej siostry. Woli spędzać czas z opiekunką, którą ma tylko dla siebie, niż z siostrami. Nie umie się dzielić sobą. Nie ma empatii, jest egocentryczna.

Ogląda przez cały dzień jedną ulubioną bajkę, słucha tej samej piosenki. Jak to dwulatek. Nie ma szans na zaakceptowanie zainteresowań innych domowników. I doskonale wiemy, że to nie jej wina, że nie robi tego specjalnie. Taka jest, taki jest jej mózg. Tylko co z tego? Jak Pani wytłumaczy to młodszej siostrze? Dyscyplina, zasady? Niestety nie mają zastosowania w przypadku Oli.

Nie przy tym stopniu upośledzenia. Miłość. Przez 17 lat wciąż czekam na jakikolwiek przejaw miłości ze strony Oli. Pewnie nas kocha – tylko inaczej. Ale za to kocha Eryka lub króla Trytona z „Małej Syrenki”.

Czasami porównuję nasz los do losu dorosłych dzieci, które opiekują się rodzicem z głęboko zaawansowaną chorobą Alzheimera. Zazdroszczę im jednak tego, że robią to, bo mają w pamięci wdzięczność za cudowne chwile, jakie przeżyli dzięki rodzicom. Ja cudownych chwil w związku z urodzeniem Oli jeszcze nie przeżyłam. Kocham ją, bo jest moim dzieckiem, bo nie ma nikogo poza nami na świecie, bo nie mam wyjścia.

Pieniądze
Od zawsze płacimy podatki, od zawsze jesteśmy Polakami, od zawsze Ola jest tylko z nami.

Od 17 lat płacimy za wszystko z własnych pieniędzy: opiekunki, rehabilitacja, wózki inwalidzkie, pampersy, lekarze, wakacje dla Oli. Od 17 lat trudno nam wyjść z domu, bo ktoś musi być z Olą. Płacimy, płacimy, płacimy – za wszystko.

Od 17 lat samotnie zmagamy się z chorobą Oli. W związku z tym, że mamy z czego żyć, nie interesuje się nami państwo, dla którego kryterium dochodowe jest jedynym wykładnikiem pomocy rodzinie z niepełnosprawnością.

Przez te 17 lat kilkakrotnie zmienialiśmy parafie – żaden proboszcz nigdy nawet nas nie zapytał, „co z Olą”, nie mówiąc o propozycji pomocy, choćby czysto duchowej (mieszkamy w kurorcie, obok domu zakonnego).

Od 17 lat nie zawitał do nas nikt z pomocy społecznej – bo przecież sobie radzimy. My zawitaliśmy więc do opieki społecznej. Dowiedzieliśmy się, że pomoc nam nie przysługuje, bo zarabiamy powyżej ustalonego minimum socjalnego. A pomoc niematerialna? Odciążenie od opieki choć na kilka godzin? Nie – bo stać nas na opiekunkę.

Zapewnienie Oli dodatkowych zajęć, warsztatów – nie, bo jest za bardzo „uszkodzona”. Nie pasuje do utworzonych grup: nie będzie lepić dzbanuszków i śpiewać z dziećmi z zespołem Downa – bo ma niesprawne ręce i schorzenie wymagające podnośnika, rampy itp., a do tego ma bardziej głębokie upośledzenie umysłowe niż większość niepełnosprawnych umysłowo dzieci – sorry, inne potrzeby spędzania wolnego czasu, potrzebny dodatkowy opiekun 1:1. Sorry.

Pomoc
Od 17 lat nikt z osób, które żyją w naszym otoczeniu, społeczności katolickiej, która nas dobrze zna, nie zaproponował, że np. weźmie Olę na spacer, zabierze ją na dwie godziny do siebie, żeby i ona miała urozmaicenie i my wytchnienie. Nikt nie dostrzega Oli w społeczeństwie, nikt nie dostrzega nas. Radzimy sobie. Przecież mamy dom, samochody, wyglądamy na zadbanych. Dajemy radę!

Dyrektorzy szkół, pedagodzy, duchowieństwo, fundacje, obrońcy praw życia – gdzie są? Jak pomagają? Czego uczą młode pokolenia?

Od 17 lat z przerażeniem myślimy o przyszłości Oli. Kto zajmie się Olą, gdy nas zabraknie? Gdzie wyląduje? Kto za to zapłaci? Czy będzie miała dobrze? Czy będzie bezpieczna? Można jej przecież zrobić wszystko…

Nikt się nią teraz nie interesuje, więc może być tylko gorzej w tej kwestii. Niestety nie ma zespołu Downa, autyzmu. Z racji swojego stanu i potrzeb jest wykluczana nawet ze środowisk osób niepełnosprawnych, które skupiają podobnych sobie.

Strach
Nasze zdrowe dzieci są siłą rzeczy zawsze na drugim planie. I to nie dlatego, że nie zdajemy sobie sprawy z ich potrzeb, że są równie ważne itd. – nie, o tym wszystkim wiemy – aż za wiele. NIE WYRABIAMY SIĘ Z CZASEM. PRACA PRZY OLI TO SYZYFOWA PRACA, BEZ EFEKTÓW i PRZYSZŁOŚCI.

Nie mamy prawa obarczać zdrowych sióstr opieką nad Olą.

Ostatnio zapytaliśmy w DPS w Sopocie o możliwość zaklepania na przyszłość miejsca dla Oli w nowym domu pomocy społecznej w Sopocie. Mielibyśmy na stare lata blisko, a i Ola nie zmieniłaby otoczenia. Byłoby fajnie. Niestety – nie dla psa kiełbasa. Dom jest przewidziany dla osób starszych i z chorobami nieuleczalnymi. Nigdy nie będzie dedykowany Oli. Dlaczego? Od kiedy Ola będzie uważana za osobę starszą i schorowaną? Dostaliśmy informację, że pewnie gdzieś na południu Polski znajdzie się jakiś dom. Wykaz na stronie internetowej takiej i takiej.

Ustawa Za życiem – śmiech na sali. Ola jest w tym przypadku dzieckiem „za starym”. Poza tym jedynym kryterium pomocy w przypadku tej ustawy jest znowu kryterium dochodowe.

Przyszłość
Dlaczego do Pani piszę? Otóż dlatego, że mam wrażenie, że postrzega Pani rzeczywistość z punktu widzenia choroby Pani syna. Da się żyć, prawda? Syn zapewne chodzi o własnych siłach, przytula się do państwa? Uśmiecha się? Czuje się Pani kochana przez swoje dziecko? Zapewne tak.

Spędza Pani miłe chwile z dzieckiem na świeżym powietrzu? Dzieci lubią przebywać ze sobą? Syn będzie miał prawo do długoletniej nauki w placówkach państwowych, do warsztatów terapii zajęciowej. Chętnie zabierze go Pani do teatru, kina, na lodowisko? Może zostanie kimś ważnym? Może będzie miał zawód? Potem ma pewnie szansę na zamieszkanie we własnym mieszkaniu wspomaganym przez osoby trzecie. Jest ich coraz więcej. Super!

Dziecko z zespołem Downa to faktycznie nie koniec świata! Rodzice i dzieci skupiają się wokół siebie, jest was sporo. Dzieci są na plakatach, biorą udział w pokazach mody, fantastycznie. Chce się żyć!

Są jednak schorzenia, które nie pozwalają normalnie żyć, rozbijają życie rodziny, dzielą jej członków, wykańczają i ciało, i umysł rodziców oraz rodzeństwa. Życie staje się pasmem ciężkiej, niewdzięcznej pracy wykonywanej w całkowitej samotności, bez wsparcia państwa, Kościoła, bez nadziei na przyszłość, przez długie lata.

Decyzja
Co do Pana Boga to myślę, że każdy z nas ma indywidualną relację z Panem Bogiem. On dał nam wolną wolę, rozum, empatię i mnóstwo cech, które pozwalają KAŻDEMU CZŁOWIEKOWI NA WYBÓR. Nie chcę być w tym miejscu arogancka i niegrzeczna i wieszać na Pani działalności psów. Myślę jednak, że chce Pani wejść w kompetencje Pana Boga, ale bez żadnych konsekwencji.

Jako Polacy, katolicy powinniśmy się wspierać. Skoro ośmiela się Pani decydować za wszystkie polskie kobiety i dokonywać wyborów za nie, proszę pójść o krok dalej i pomóc przy opiece nad dziećmi już narodzonymi.

Proszę zaproponować, kiedy może nas Pani wesprzeć w opiece nad Olą. Może kilka tygodni w czasie wakacji? Szkoły specjalne zamknięte, obozy dla tak uszkodzonej młodzieży jak Ola w zasadzie nie są organizowane, a jeżeli są, wymagają odpłatności za dziecko i za opiekuna. Chętnie wyjechalibyśmy z mężem gdzieś sami, pierwszy raz od 17 lat. Przywieziemy Pani oczywiście pełny osprzęt do opieki nad Olą: łóżko inwalidzkie, podnośnik, sprzęt do kąpieli, spadochron do transportu z łóżka na wózek inwalidzki. Tylko proszę bardzo uważać na wózek. Kosztował ponad 15 tysięcy złotych (dofinansowanie w wysokości 3 tysięcy raz na kilka lat) i starcza na 2-3 lata, bo Ola wciąż rośnie. Z góry przepraszam za niedogodności związane z opieką nad Olą. Czasami ugryzie, czasami dostanie ataku złości, często obudzi się w nocy z płaczem.

Nie proponuję Pani opieki w porze zimowej, bo jest wielki problem, aby ubrać w tyle warstw odzieży osobę, która nie współpracuje w trakcie procesu ubierania. Sam spacer po śniegu też jest wielkim wyzwaniem przy takim obciążeniu wózka.

Myślę, że powinna Pani poprosić o pomoc także wszystkich zwolenników Pani akcji. Pomóżcie nam! Pomóżcie innym rodzinom! Jest to wprawdzie trochę inny rodzaj pracy niż wymachiwanie transparentami, ale dacie radę. My dajemy, to i wy dacie radę. Jesteśmy przecież wszyscy Polakami katolikami. Wiemy, co dla innych dobre! Ja wiem, że dla naszej Oli będzie to superprzeżycie, a dla Pani świetny czas!

Pozwolę sobie zdecydować za Panią.

Czekam na propozycję.

Z radością poinformuję społeczeństwo o chęci pomocy z państwa strony. Ola żyje i czeka na państwa pomoc.


Zobacz także

Każda postać z Kubusia Puchatka reprezentuje chorobę psychiczną. Czy wiesz, kto jest kim?

Nie ma nic złego w smutku. Jest w nim nawet wiele dobrego

„Jeśli chcemy być szczupłe całe życie, musimy w końcu przestać się odchudzać”. Sezon bikini za nami, czas na efekt jo-jo