5 rzeczy do pielęgnacji dziecka, o których myślisz, że są niepotrzebne. I bardzo się mylisz

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 lutego 2017
Fot iStock / evgenyatamanenko
Fot iStock / evgenyatamanenko

Niektórzy uważają je za gadżety, inni za produkty tzw. „pierwszej potrzeby” – a my w pełni się z tym zgadzamy. Pewnie, że można inaczej, przynajmniej w niektórych przypadkach. Pewnie, że można do wszystkiego dojść metodą prób i błędów, ale po co? 

Specjalnie dla was, mały przegląd rzeczy z zakresu pielęgnacji, które przy dziecku się bardzo przydają. I zazwyczaj, prędzej czy później, dochodzimy do wniosku: „dlaczego nikt mi tego nie powiedział?!”.

Aspirator do nosa

Jeszcze niedawno uchodził za urządzenie cudaczne, dziś oswojony i wielbiony. Wciąż jednak od czasu do czasu, ktoś pyta: a dlaczego nie gruszka?

Zdecydowanie (a podpieram się dwukrotną praktyką własną i opiniami, które miałam okazję zbierać jeszcze jako studentka położnictwa na oddziałach, od innych mam) aspirator – choć służy do tego samego, co gruszka, wygrywa już na starcie. To trochę jakby porównywać hulajnogę do skutera… może i jest tańsza, ale na zakupy czy wakacje nią nie pojedziesz… 😉

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Aspirator jest wygodniejszy i dla mamy i dla dziecka – umówmy się, nikt nie ma ochoty na 15-minutowe grzebanie w nosie. Lepiej zminimalizować ten proces, to jednego i skutecznego podejścia.

A jak wygląda porównanie, gdy postawimy na sprawy przyziemne?

aspiratorkontragruszka

Cena? W Rossmannie kupicie Aspirator no nosa dla dzieci za 19.99 zł (klik).

Woda morska do noska

A dlaczego nie o wiele tańsza sól fizjologiczna? Bo prędzej czy później zdarzy się katar. Dopóki używacie soli fizjologicznej, tak w ramach postawienia sobie piątki za kompleksową pielęgnację – w zupełności wystarcza, ale gdy zaczyna się chorowanie, katar i zatkany nos – pora zmienić podejście. Przede wszystkim w praktyce wygrywa sposób aplikacji. Atomizer z wodą morską, sprawia, że płyn dociera głębiej, ułatwia usunięcie wydzieliny, nawilża śluzówkę.

Owszem można, czekać aż błądząca kropla soli dotrze tam, gdzie powinna – tylko, po co? Babycap® spray woda morska do nosa, to koszt około 10-12 złotych. Chyba nie trzeba się dłużej zastanawiać.

Płyn do higieny intymnej

Uuuuu. Tu zapewne niektórzy przecierają oczy ze zdumienia. Jak to płyn do higieny intymnej, dla dziecka? A czymże się różnią nasze intymne potrzeby pielęgnacyjne – dziecko ich nie posiada? Bywa tak, że lata nie musimy sobie zaprzątać tym głowy, jeśli dziecko nie reaguje podrażnieniami na zwykłe produkty do kąpieli. A jeśli jest inaczej, zaczynają się schody. Sprawdzamy, próbujemy, kupujemy kolejne marki – a podrażnienia, zaczerwienia – jak były, tak są.

Więc warto pamiętać o tym, że również dzieci (nie tylko dziewczynki) wymagają pielęgnacji intymnej. I są specjalne preparaty dla maluchów. W tym momencie pojawią się zazwyczaj słuszne dylematy z pielęgnacją chłopców – bo o ile dla dziewczynek, „coś” w sklepie znaleźć można, to dla chłopców… (łatwo zaobserwować tę tendencję również w przypadku produktów dla dorosłych, porównajcie sobie półki w drogerii, z kosmetykami do higieny intymnej dla kobiet i dla mężczyzn).

Ale są i preparaty do higieny intymnej dla chłopców. Babycap® – płyn do higieny intymnej, ma w swojej ofercie dwa produkty dostosowane do wieku i płci, o odpowiednim pH.

Produkty przeznaczone są dla dzieci od 2 roku życia.

 babycap-intymna-main-300x247 babycap-intymna-main-c-300x247
 Babycap® płyn do higieny intymnej DziewczynkaBabycap® płyn do higieny intymnej Chłopiec
Higiena i ochrona delikatnej skóry okolic intymnych o odpowiednim do wieku i płci pH

  • OCHRONA- Allantoina i rumianek wspomaga działanie przeciwzapalne
  • REGENERACJA- D-pantenol nawilża śluzówkę regenerując podrażniony naskórek.
  • Delikatna formuła myjąca do codziennego stosowania
Higiena i ochrona delikatnej i wrażliwej skóry okolic intymnych o odpowiednim do wieku i płci pH

  • OCHRONA- Allantoina- i szałwia wspomaga działanie antyseptyczne.
  • REGENERACJA- D-pantenol nawilża śluzówkę regenerując podrażniony naskórek.
  • Delikatna formuła myjąca do codziennego stosowania

Preparat do czyszczenia uszu

Zdecydowanie przydatny produkt. Patyczki i ucho – to duet zakazany! Tu znów zadecydują pewne cechy indywidualne twojego dziecka – jedne dzieci problemów z uszami nie miewają (możesz odnieść wrażenie, że zazwyczaj te cudze 😉 ), inne tak. Bardzo często problem nadmiernie zabrudzonych uszu pojawia się właśnie u niemowląt. Czyszcząc patyczkiem, tylko można pogorszyć sprawę – ubijamy niechcący wydzielinę, doprowadzając do tworzenia się korków z woskowiny.

Co robić? Przede wszystkim uszy myjemy – zwyczajnie, wodą, dokładnie należy czyścić małżowinę uszną. Jeśli walczymy z zaskakującym i niezrozumiałym „brudem” konieczny jest specjalny spray do czyszczenia uszu. Rozpuszcza w bezpieczny sposób nadmiar zalegającej wydzieliny, po to, by głęboko w uchu nikt już dłubać potajemnie nie musiał. Co ważne, jeśli kupicie dobry preparat, posłuży wam długo i dodatkowo zabezpieczy ucho.

Przydatne przy niemowlętach i starszakach (Olivocap®, chroni również uszy przed podrażnieniami spowodowanymi np. kontaktem z wodą w basenie, tzw. ucho pływaka). Ten sam produkt może być stosowany przez dorosłych, więc nie trzeba specjalnie inwestować. Dla dzieci od 3 miesiąca życia.

Olivocap®, kupicie za około 19 zł, w drogeriach i aptekach. A wygląda tak:

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

PS: Jeśli myślicie: „Jak niemowlę może tak ubrudzić sobie uszy?”… Hmm, no cóż, jedzenie, samodzielne jedzenie, ulewanie… uruchomcie wyobraźnię 😉

Emolient do kąpieli

Modne i zdrowe, szczególnie w dobie wyższej świadomości oraz dążeniu do tzw. wellness. Ale emolietny to nie tylko moda. Dla niektórych (jak przy AZS) – konieczność, dla innych – wybór. Kiedy warto kupić emolient do kąpieli?

Praktycznie – zawsze. I na pierwsze kąpiele noworodka, bo z pewnością jest dużo bardziej przyjazny skórze i lepiej ją ochroni od mydeł i płynów do kąpieli; i na wszelki wypadek przy starszych dzieciach. Najlepiej na początku tej przyjaźni kupić produkt o mniejszej objętości, nie wydając od razu majątku.

Z pewnością przyda się na każdym etapie życia, gdy skóra będzie podrażniona, wystąpi jakieś uczulenie itd. Jeśli nie chcecie używać emolientów do codziennej pielęgnacji, zakupcie sobie mniejszą buteleczkę na różne sytuacje awaryjne. W aptece za około 12-13 złotych kupicie doskonały emolient do kąpieli z Capey Pharma, pojemność 200 ml.


Artykuł powstał we współpracy z Capey Pharma


Mogłam być tym samym, co oni, ale uratowałam się, odeszłam, sama. Wszystko, czym dziś jestem, zawdzięczam sobie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 lutego 2017
Zrobiło mi się niedobrze słysząc, że rozwód to najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć
Fot. Pexels / Splitshire / CC0 Public Domain

Jeśli ktoś dziś mi mówi, że nie osiągnął w życiu wiele, bo miał trudne dzieciństwo, uśmiecham się w duszy i myślę: „Co takiego możesz mi powiedzieć, czym byś mnie zaskoczył?.” Przeszłam chyba najgorszy koszmar, jaki dziecko może sobie wyobrazić, a jednak wyrwałam się z tego, bez pomocy bliskich osób. Kiedy zmarła moja babcia, nie miałam już innej rodziny, poza matką alkoholiczą i ojcem, co kilka miesięcy wracającym za kratki za rozboje i włamania. Mogłam być tym samym, co oni. A jednak. Ja, zwykła dziewczyna z praskiej kamienicy, osiągnęłam prawie wszystko, o czym marzyłam. „Prawie” bo ciągle jeszcze nie potrafię wybaczyć moim rodzicom. Ale przyjdzie dzień, że i do tego dojdę. Jak zawsze, małymi krokami.

Urodziłam się, bo tak się mojej mamie przydarzyło. Byłam trzecia, mam jeszcze starszego brata i o 6 lat starszą siostrę. Brat ma 34 lata i jest na dnie, bez mieszkania, pracy, wykształcenia. Bez przyszłości i chęci, żeby jeszcze spróbować wygrać to źle zaczęte życie. Nie ma nic swojego, żyje z renty matki, czasem dorabia w jakiś dziwnych miejscach. Zupełnie tak, jak ojciec.

Siostra wyjechała do Niemiec. Podobno sprząta w bogatszych polskich domach, bo nie chce nauczyć się języka. Wiem, że mieszka z facetem, że ma dwójkę dzieci. Nie kontaktujemy się ze sobą. Ona uważa, że zadzieram nosa, że nie będę się chciała z nią zadawać. Ale to nie jest prawda. Ja tylko nie wiem, co jej powiedzieć, jak wyciągnąć do niej rękę. I czy by tego chciała. Kiedy uciekła z domu, miałam 10 lat. Poczułam, że mnie zostawiła, opuściła. I nie mam do niej żalu o to, że stamtąd odeszła. Ale jakoś tak czuję się winna, że nie chciała po mnie wrócić.

Z resztą, ja zawsze byłam inna, odstawałam. Nie umiałam dogadać się z rodzeństwem, z dziećmi sąsiadów. Nie biegałam, jak moje rodzeństwo i inne dzieciaki, po podwórku. Kiedy chodziłam do przedszkola, mama się jeszcze jakoś trzymała. W domu był obiad, kąpiel. Wszystko zaczęło się sypać, kiedy poszłam do pierwszej klasy. Mama piła już wtedy co wieczór, tata praktycznie zniknął. Siedzieliśmy we trójkę, ja, brat i siostra, na łóżku i słuchaliśmy jak otwiera kolejne puszki z piwem. Kiedy byłam głodna, bałam się wyjść do kuchni po kromkę chleba, żeby jej nie zobaczyć. Pijana, była dla mnie kimś kompletnie obcym, przerażającym potworem, chociaż nie nigdy nas nie biła. Teraz gdy o tym myślę, zastanawiam się co by było, gdy by któreś z nas w nocy zachorowało. Nie było mamy, która mogłaby się nami zająć. Była tylko ona, ta „obca”.

Rano, odprowadzała mnie skacowana do szkoły. Wstydziłam się jej. Wstydziłam się jej zapachu, tłustych włosów. Całowała mnie szybko, uśmiechała się przepraszająco i biegła do pracy. Po południu, ze szkolnej świetlicy odbierała mnie siostra. Brat i siostra chodzili do innej szkoły, już wtedy zaczęli opuszczać się w nauce. Potem zupełnie odpuścili szkołę. Ewa przed wyjazdem za granicę próbowała jeszcze skończyć technikum gastronomiczne, ale zabrakło jej silnej woli. Adam skończył na podstawówce. Szybko się od siebie oddaliliśmy.

W naszym pokoiku za kuchnią, stał mały stolik. Zrobiłam sobie z niego biurko. Kiedy wracałam ze szkoły do domu, siadałam przy tym biurku i przeglądałam czytanki, zeszyty, temperowałam ołówek… Przed sama kolacją wracała mama. W plastikowej torbie niosła bochenek chleba, margarynę, kilka plastrów żółtego sera, czasem kiełbasę krakowską, albo pasztetową, i swoje puszki. Robiła nam kanapki, codziennie kanapki. Myliśmy zęby i kładliśmy się do łóżka. I tak mijał mi cały tydzień. W każdą sobotę mama, odprowadzała mnie do babci. Czekałam na ten dzień. Tam były książki, czysta pościel, prawdziwe bułki z piekarni. I babcia, która, choć nie była specjalnie wylewna, dawała mi choć trochę swojej uwagi. Z całej naszej trójki, tolerowała tylko mnie. Nigdy nie odwiedziła nas w domu, mówiła, że jej noga nie powstanie w melinie.

Potem babcia zmarła na zawał, mieszkanie po niej odebrano nam za długi ojca, ale książki dostałam ja. I kolorowe flamastry, szkicowniki, które kupowała mi babcia zawsze tego dnia, kiedy przychodził do niej listonosz, z emeryturą. Myślę, że te szkicowniki to był jakiś dowód jej uczucia dla mnie. Po babci odziedziczyłam też magnetofon, na którym, kiedy byłam starsza, odtwarzałam pożyczone od koleżanek kasety do nauki angielskiego. Zaczęłam żyć we własnym świecie, a moim jedynym celem stało się: uciec, wyrwać się stamtąd, zostawić to życie. Więc uczyłam się, najlepiej i najpilniej jak mogłam.

Kiedy miałam 16 lat, zostałam z mamą sama. Siostra miała już własne życie, brat wyjechał i przez jakiś czas nie dawał o sobie znać. Mama staczała się dzień po dniu, coraz niżej, coraz boleśniej. Na wywiadówki do szkoły już nie chodziła. Moje wychowawczynie w liceum, zawsze mówiły, że to dziwne, bo przecież zawsze miło rodzicom słyszeć pochwały. Wpisywały mi więc wszystkie informacje do dzienniczka, a ona podpisywała je pochyłym, nieładnym pismem. Pracowała, cały czas pracowała jako sprzątaczka, ale większość tego, co zarobiła przepijała.

Potrzebowałam pieniędzy na książki, zaczęłam udzielać korepetycji. Najpierw dzieciom z podstawówki, potem znajomym z liceum. Z czasem starczało nawet na porządne zakupy na obiad. W wakacje pracowałam gdzie się dało, w piekarni, w kwiaciarni, na stacji benzynowej.

Maturę zdałam jako jedna z trzech najlepszych osób w szkole. Egzamin na studia zaliczyłam z bardzo dobrym wynikiem. Wybrałam prawo, bo wydawało mi się nieosiągalne. Na pierwszym roku wyprowadziłam się z domu. Wynajęłam maleńką kawalerkę, bo znalazłam pracę – pierwszą, prawdziwą, w młodej kancelarii.

To wtedy wyprowadziłam się, i wtedy widziałam mamę ostatni raz. Choć pijana, zrozumiała, że odchodzę. Pogłaskała mnie po ramieniu, a potem wypchnęła za dzrwi.

Czy próbowałam jej pomóc? Odkąd skończyłam 10 lat,  walczyłam o nią wiele razy. Najpierw, jak niepoprawne żony alkoholików, wylewałam alkohol do zlewu. Potem płakałam, krzyczałam, że się zabiję, jeśli tego nie rzuci. Na końcu przyszła znieczulica.

Zapomnieć? Nigdy nie zapomnę. Dziś jestem po 30-tce, mam świetną pracę, samochód, mieszkanie. Ale strach nie minął. Bywają noce, kiedy kładę się do łóżka, przykrywam miękką, pachnącą pościelą i wtedy przychodzą do mnie te obrazy, jej twarz, trochę szalona, trochę straszna. Śmierdząca potem, piwem.

Myślę, że jestem bardzo silną kobietą. Ale wiem, że jestem też słaba. Dlatego nie wracam w okolice, w których dorastałam.

Moja mama ma 63 lata. Jest wyniszczonym, nieszczęśliwym człowiekiem. Patrzę na jedyne jej zdjęcie, jakie mam i myślę, że przecież  mogła być tym kim ja. A ja mogłam być tym, kim ona. Ale uchroniłam się przed tym, sama. Jestem z siebie bardzo dumna.


8 typów ludzi, których nie potrzebujesz w swoim życiu. Daj sobie z nimi spokój bez wyrzutów sumienia

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 lutego 2017
8 typów ludzi, których nie potrzebujesz w swoim życiu
Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE / / CC0 Public Domain

Wiecie, co jest najgorsze? To, że nie potrafimy być asertywni w naszych relacjach. Często spotykamy osoby, przy których czujemy się źle, które zatruwają nam trochę nasze życie, którzy odbierają nam komfort przebywania w swoim towarzystwie. Co wówczas robimy? Zamiast powiedzieć: „Stary, daj spokój, nie wierzę ci”, udajemy, że każde kłamstwo jesteśmy w stanie przełknąć, każdą krytykę, czy zachowanie. Nie potrafimy się odciąć, czujemy się winni myśląc: „Najchętniej już nigdy bym się z nią/nim nie spotkała”, a z drugiej strony wiemy, że poczulibyśmy się lepiej nie mając pewnych typów ludzi wokół siebie. To co? Może czas posprzątać bez wyrzutów sumienia, bo tych, których potrzebujemy naprawdę zawsze są blisko nas, a ci, którzy obierają nam radość życia, pewność siebie i podkopują nasze poczucie wartości naprawdę – uwierzcie – lepiej omijać szerokim łukiem. I nie ma w tym nic złego, jeśli ograniczmy lub zerwiemy kontakt z ludźmi, którzy:

nieustannie nas oceniają

„Ty naprawdę chcesz wyjść w tej sukience?”

„Chyba zwariowałaś? Przecież nie nadajesz się do tej pracy”

„Nie, no liczyłam, że jednak zachowasz się zupełnie inaczej”.

Słyszycie takie lub podobne komunikaty? To typ ludzi, którzy nieustannie nas krytykują, poddają pod wątpliwość nasze zachowania, słowa, decyzje. Nie słyszą tego, co się do nich mówi, nie przyjmują tłumaczeń. Oni nie słuchają. Pytanie ich o zdanie lub o wyrażenie opinii, jest stratą czasu, bo zawsze usłyszysz co ty zrobiłaś źle.

są zazdrośni

Oni zazdroszczą, a ty tkwisz w nieustannym poczuciu winy bojąc się mówić o swoich sukcesach. Miewasz tak, że wolisz przemilczeć awans w pracy, czy to, że schudłaś 2 kilogramy, albo, że zaczęłaś biegać regularnie? Ej, coś jest nie tak w tej relacji. Przecież spotykamy ludzi, żeby się wzajemnie czegoś od siebie uczyć, mieć przyjemność ze spotkań. Tymczasem jesteś spięta i boisz się, że znowu usłyszysz, że na coś nie zasłużyłaś lub zderzyć się z sytuacją, kiedy ktoś będzie umniejszał twoje sukcesy. „Dwa kilogramy? Phi. Tobie o jeszcze z pięć potrzeba”. No nie, pomyśl, dlaczego utrzymujesz kontakt z taką osobą.

kłamią

I ty wiesz, że kłamie, wiesz, ale każda próba udowodnienia spełza na niczym. „No co ty, ja kłamię? Chyba zwariowałaś” – podobnych usprawiedliwień jest tysiące, że jak możesz nie wierzyć, jak śmiesz tak myśleć, że to przesada, przecież się przyjaźnimy. Wydaje ci się, że dasz sygnał, że wiesz, i ta osoba przestanie cię okłamywać, ale to tak nie działa. Jak zaufać osobie, która kłamie? Jak mieć z nią normalne relacje, jak nie czuć się znowu winnym, że a) albo ją niesłusznie podejrzewasz o kłamstwa, b) nie wiesz, jak powiedzieć, że wiesz, że kłamie, c) masz dosyć, a nie wiesz, jak się z tego wymiksować. Warto żyć w takim poczuciu winy?

są ofiarami

Na początku jest ci ich szkoda i żal, i tak bardzo chcesz pomóc. Ale z czasem okazuje się, że cokolwiek tej osobie się nie uda, to winny jest cały świat, wszyscy wokół. Z czasem okazuje się, że nawet ty, która wspierałaś, motywowałaś też jesteś winna porażek, braku sukcesów. To trudny typ osobowości, bo wiąże nas emocjonalnie, szantażuje nas powtarzając, jak bardzo nas potrzebuje, jak sobie nie radzi. A tymczasem – ten typ tak ma, jeśli taka osoba nie postanowi sama czegoś zmienić, dostrzec mechanizmów, które nią rządzą, to nasza rola jest tu zbyteczna. Czasami lepiej odejść, niż być przyczyną nieszczęść takiego człowieka – w jego mniemaniu.

są narcyzami

Są uroczy, wyjątkowi. To ludzie, którymi się zachwycamy, którzy zdają się być wiele interesujący, w których towarzystwie my też czujemy się w jakiś sposób wyróżnieni. Do czasu. Do czasu, kiedy zdajemy sobie sprawę, że oni czują się lepsi od nas, że naszym kosztem budują swoje poczucie wartości. Nic dla nich nie znaczymy, oni szukają osób, które ich uwielbiają i oni w ty uwielbieniu mogą się przeglądać. Wystarczy jedno słowo szczerej krytyki, jedna uwaga, a jesteśmy atakowani, odpychani. To taka relacja przypływów i odpływów, w zależności od tego, jak długo będziesz tkwić w bezwarunkowym zachwycie nad takim człowiekiem.

mają nieustanną potrzebę kontroli

Co robisz? Z kim się umówiłaś? Na jaki film idziesz? A może wpadnę wieczorem? Na początku myślisz, że to miłe – w końcu ktoś się interesuje tym co robisz, ciekawi go twoja zwykła codzienność. Ale z czasem czujesz się osaczona. Kiedy nie odpisujesz na wiadomości, nie odbierasz telefonów – zalewa cię fala agresywnych, bywa, że obraźliwych słów – że jak tak możesz, że tyle znaczysz, że mogłaś powiedzieć, że masz ją w du*ie. To ktoś, kto żyje twoim życiem, kto się karmi kontrolowaniem, pewnie nie tylko ciebie, ale pewnie innych obszarów swojego życia. To nie jest normalne. Masz prawo do prywatności, do swojej przestrzeni. Nikomu nie musisz się z niczego tłumaczyć.

są pesymistami

Chociaż pesymista, to za słabe słowo. To ten typ ludzi, którzy są negatywnie nastawieni do życia, a właściwie do wszystkiego. Oni bojkotują każdy twój pomysł, że to bez sensu, że na pewno się nie uda, że po co ci to, nie szkoda sił i chęci? Podcinają ci skrzydła argumentami, bo nie czują tego, tylko racjonalizują, a w końcu ile rzeczy udało się tylko dlatego, że ktoś w to uwierzył, że kochał to, co robił? Szkoda czasu na dyskusję. Chcesz – rób to, nie pytaj o zdanie. A jak ci nie wyjdzie? Co z tego? Porażka to nasza najlepsza lekcja, w końcu człowiek uczy się na własnych błędach i dzięki nim się rozwija.

są aroganccy

I to nie jest pewność siebie. Bo kto jest pewny siebie, ma też dużo pokory. Tymczasem arogant lekceważy cię, podważa słowem, gestem, mową ciała to, że ma ciebie w głębokim poważaniu, że nic dla niego nie znaczysz, że to co mówisz jest kompletnie bez znaczenia. A ty gubisz się, zamykasz, boisz konfrontacji. Takie osoby żerują na tobie, poprawiają sobie humor poniżaniem ciebie. Naprawdę chcesz spędzać czas z takimi ludźmi? Chcesz pozwolić im się tak traktować.


Zobacz także

Jak dzieci widzą pijanych dorosłych

Jak dzieci widzą pijanych dorosłych? Obejrzyj ten film i nigdy nie pozwól by twoje dziecko zobaczyło cię w takim stanie

marek_boze_narodzenie

Jeśli nie chcemy czegoś zrobić lub nie możemy spełnić prośby, to nie obiecujmy, że jutro, później, zaraz…

Fot. iStock/LittleBee80

Nie pozwólcie proszę, by blizna w moim sercu przypominała mi każdego dnia: „Dobre rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom … Muszę być kimś złym”